Dodaj do ulubionych

ROZSTANIE ? JA JUŻ NIC NIE WIEM!!!

30.08.05, 19:49
Tyle mówi się na tym forum o rozstaniach. Tyle ludzi zrywa ze sobą, ma
kolejne związki... Chcialam tylko zapytac: jak to robicie? kiedy wiecie, ze
juz nie ma nadzei, że to już koniec? Jak mówicie to tej drugiej osobie? Mój
związek przechodzi kolejny poważny kryzys. Ja sama czuję się jak " wyprana".
Z wszystkich emocji, uczuć, no może poza gniewem i żalem w jednym. Nie wiem
co mam zrobić. Wydawalo mi się w pewnym momencie, że podejmuję decyzję : "
tak , to nie ma sensu". A pozniej spotkalismy sie i nie potrafilam nic
powiedziec. Bylo mi tak strasznie zal, nagle wydalo mi sie , ze to ma jeszcze
jakąś szansę na przetrwanie,że po rozstaniu świat by się po prostu
zawalił;mialam tylko nadzieję, ze ON przytuli mnie i nagle wszystko wroci do
normy. Dalismy sobie kolejna szanse. Ale to wcale nie oznacza , że jest mi
lzej. Patrze na niego jak na inna osobe, latwo sie irytuje ( no, moze to
jednak PMS?), nie ciesze sie ze go widze, widzę wciąż w nim tyle wad, czuję
się , jak zawieszona...Do tego wszytskirgo dochodzą jeszcze problemy rodzinne
(poważne- choroby bliskich osób).Może to też jakoś burzy moje spojrzenie na
ten związek..?
Czy ktoras z Was byla kiedys w takiej sytuacji?
Co teraz bedzie?
Czy wszystkie, jak jeden mąż , będziecie doradzać "zerwij"?
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • madzia1984 Re: ROZSTANIE ? JA JUŻ NIC NIE WIEM!!! 30.08.05, 20:30
      czesc! w sumie ja jestem w takiej dziwnej sytuacji, poniewaz jestem z
      chlopakiem juz prawie dwa lata, on mi jeszcze nigdy nie powiedzial, ze mnie
      kocha, ja go wrecz przeciwnie: moglabym dla niego zrobic wszystko!!! ale
      ostatnio wydaje mi sie ze sie juz "dusze", ze powoli zaczyna mi sie stawac
      obojetny... nie mam juz za bardzo o czym z nim gadac, a kiedys pamietam: 3, 4
      godziny przez telefon czy codziennie spotykanie sie(dobrze ze mam darmowe
      wieczory i weekendy). Tak sobie mysle, ze moze przerwa, ale jak sie go o to
      pytam, to mowi ze nie chce, ze jest mu ze mna dobrze, itp.. zerwac z nim nie
      zerwe, bo nie wyobrazam sobie swiata poza nim i tez nie wiem co mam robic.
      nawet nie chce z nim o tym rozmawiac, bo faceci przewaznie nie lubia o tych
      rzeczach mowic.. ale tak sobie mysle, ze bedzie kiedys miedzy nami lepiej, ze w
      koncu powie mi ze mnie kocha i bede najszczesliwsza osoba na swiecie, ale jak
      to sie mowi: nadzieja matka glupich..
      • zielonooka9 Re: ROZSTANIE ? JA JUŻ NIC NIE WIEM!!! 30.08.05, 22:18
        Madziu!
        Ja nie mam takiego problemu : nie mam wątpliwości, co czuje moja druga polowa.
        Choć my także jestemy ze sobą już prawie 2 lata ( a ja chyba z tego samego
        rocznika co i ty- 1984 ;)Moze to jakis moment krytyczny po 2 latach?
        Obojetność i poczucie jakiego takiego uwięzienia to wlaśnie to , co i mnie
        doskwiera.I tez gdzies jeszcze wierze , że JAKOS BEDZIE. Na pewno to jestem
        sobie w stanie wyobrazić łatwiej niz to, jak by to bylo, gdybym odeszla.
        Czasem tylko czuje się strasznie stara i słaba...
        pozdrowienia serdeczne.
        Chyba jest mi teraz troche raźniej, choc nadal nie wiem jak to wszystko sie
        uloży...
        • mickey.mouse Re: ROZSTANIE ? JA JUŻ NIC NIE WIEM!!! 31.08.05, 00:53
          zielonooka9 napisała:

          > Madziu!
          > Ja nie mam takiego problemu : nie mam wątpliwości, co czuje moja druga
          polowa.
          > Choć my także jestemy ze sobą już prawie 2 lata ( a ja chyba z tego samego
          > rocznika co i ty- 1984 ;)Moze to jakis moment krytyczny po 2 latach?
          > Obojetność i poczucie jakiego takiego uwięzienia to wlaśnie to , co i mnie
          > doskwiera.I tez gdzies jeszcze wierze , że JAKOS BEDZIE. > Chyba jest mi
          teraz troche raźniej, choc nadal nie wiem jak to wszystko sie
          > uloży...


          Cos w tym jest. Nie bez kozery statystycznie po dwoch latach malzenstwa
          nastepuje pierwszy wiekszy kryzys, powodujacy zwiekszona liczbe rozwodow. Jedni
          radza z nim sobie lepiej, inni gorzej, jeszcze inni wcale. To wazne, czy i w
          jaki sposob ludzie chca sobie poradzic z tym kryzysem. To prawdziwy egzamin
          dojrzalosci, uczuc, madrosci i umiejetnosci spojrzenia w samego siebie i na
          druga osobe. Nie potrafie Ci nic poradzic, sam mam niemale problemy tego typu,
          ale mysl. Mysl zarowno glowa jak i sercem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka