agata222
05.09.02, 19:49
Poznałam go na czacie. Jakiś rok temu. Pisaliśmy ze sobą, potem wszystko sie
urwało, z jego winy. Ale wrócił. Znów godziny przy kompie, znów rozmowy.
Takie niezobowiązujące, jedgo maile (długie) moje zdawkowe odpowiedzi.
Rozmowa telefoniczna, chciałam wiedzieć, jaki ma głos - nie podobał mi się.
Potem znów czat. Nalegał, delikatnie, na spotkanie. Po dwóch miesiącach
uległam. Zjedliśy razem kolację. Okazało sie, że jest... no właśnie. Jaki on
jest? Starszy ode mnie ileś tam lat, czuły, delikatny, taktowny. Spędziliśmy
miło wieczór rozmawiając o wszystkim i niczym. Za dwa tygodnie spotkalismy
sie znów. W tej samej restauracji, przytulnej i cichej. I już trudniej było
nam sie rozstać. A potem za następne dwa tygodnie inna restauracja i jeszcze
ciężej było się pożegnać. A potem już każdego dnia, każdego wieczora do
późnej nocy...
I tak się to zaczęło. I trwa do dziś. Jest tylko jeden problem. Mam męża.
Kocha mnie po swojemu. Ale kocha. Ja... ja chyba też go kocham. Ale...
zawsze jest jakieś ale w takich sytuacjach...
I teraz stoję na rozstaju dróg. Wiem, że wkrótce będe musiała podjąć decyzję
co dalej.... I nie umiem. Rozważam wszystkie za i przeciw, analizuję, usiłuję
sama ze sobą dojść do porozumienia. I nie umiem na cokolwiek się zdecydować.
I nie umiem podjąć decyzji.
Ale wiem, że czas na jej podjęcie zbliża się.
I może nie stoję na rozstaju dróg. Jestem na zakręcie. Takim podwójnym. I nie
wiadomo, co jest za nim...