Gość: rafal IP: *.uznam.net.pl / 192.168.3.* 14.09.02, 07:51 wreszczcie glos rozsadku ! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Arkadiusz Re: Susan Sontag IP: *.pl 14.09.02, 14:17 Przeczytałem wywiad z Susan Sontag z wzrastającym uczuciem niesmaku i niezgody. Chyba też z oburzeniem. W przeciwieństwie do Marcina Króla postawa p. Sontag jest mi bardzo, bardzo daleka. Marcin Król pisze - pokój został z góry wykluczony, zniszczenie jest celem nie do zrealizowania. Nastąpią dalsze ataki itp. itd. Czyli, że świat jest niesprawiedliwy i to pewnie za sprawą Ameryki ( imperialna obecność, Kuba, kultura masowa, brzydki Nowy Jork, nie podpisanie ukladów z Kioto ). Zamachy zatem są pewnie tego naturalną konsekwencją, ba sa usprawiedliwione, konieczne i tym bardziej nieuchronne, że kierujący sie głupotą politycy chcą się terroryzmowi jakoś przeciwstawić. Dowiaduję sie do tego, że są to - zdaniem p. Sontag - ludzie odważni, spokojni, inteligentni ( zamachy przygotowali w sposób przemyslany, udało im się zabić bardzo wielu ludzi ). Jest to wielkie materii pomieszanie i nie dziwi mnie, że najciekaszy fragment wywiadu dotyczy fotografii. Jeśli ktos zajmuje sie na ogół pisaniem esejów to chyba lepiej aby pozostał w swiecie sztuki. Pani Sontag i wraz z nią p. Król zdaje się formułować myśli i widzieć sytuację w formie eseju. Inny punkt widzenia, modus vivendi, terroryści jako pewna figura: osobowość, inteligencja, przyczyny, cel. Zaraz może okazać sie, że lepiej konfrerować, układać się, negocjować próbować zrozumieć. Skąd p. Sontag wzięłą wypowiedzi o zwalczaniu barbarzyńskiej religii, wojnie cywilizacji? Chyba z artykułu p. Oriany Falacii, co zdaje sie dowodzić jedynie, że ekstremizmy i głupota po obu stronach karmią się nawzajem. Reakcja na zamachy i nawoływanie aby nie utożsamiać "araba" czy wyznwcy islamu automatycznie z terroryzmem były oczywiste i głośne, częściowo skuteczne. W zamachach zabito białych, czarnych, żółtych, chrześcijan, muzułmanów, kobiety, ludzi w podeszłym wieku. Zrobiono to nagle, podstępnie, bez indywidualnej winy, liczenia sie z indywidualnym cierpieniem. Na tym polega terroryzm i tchórzostwo terroryzmu. Doprawdy nie trzeba znać Arystotelesa aby umieć odróżniać odwagę, bohaterstwo ( a to okreslenie nalezy sie pasażerom samolotu, który spadł w Pensylwanii ) od własnie głupoty, wypranego mózgu, braku refleksji, szacunku dla życia cudzego i nawet własnego. To jest elementarz pojęć normalnego człowieka. Inaczej następuje wyabstrahowanie pojęć z jakim mieliśmy do czynienia także w przypadku faszystów. Odważny, dobry tatuś, znawca muzyki klasycznej. Pojęć nie należy abstrahować, bo za chwile rzeczywiście trzeba bedzie uznać, że tchórzem to jest raczej ten co strzela z większej odleglości lub z wysoka, niż ten, który najlepiej słuchając Beethovena uderza samolotem w budynek. To, że nie pyta pozostałych pasażerów czy mają ochotę popełniać razem z nim samobójstwo nie ma oczywiście znaczenia? Nie dziwię się, że p. Sontag wzbudza tyle emocji. Śmieje sie często opowiadając o 11 września i swoich planach co też będzie wówczas robiła. Kojarzy mi sie w tym śmiechu z naszym Flyntem- prowokatorem Urbanem. Opluje kogoś, nazwie głupkiem, obśmieje śmierć bliskich, napisze ćwierć-prawdy, przemiesza coś.Stąd moja watpliwość czy jest to tylko taka "choroba" intelektualna, w tym wypadku jednak jakiejś lewicowej prowieniencji. Polega to na zgłaszaniu glosno, jeszcze przed przemysleniem wątpliwości czy czasem terrorysta nie jest bohaterem zmieniajacym swiat a na przyklad płonąca żywcem osoba wyskakująca z 7o piętra nie przeżywa szczególnych jakichś, metafizycznych doznań podczas lotu. Może tak być. Osobiscie bardziej odpowiada mi jednak ostatni wers wiersza p. Szymborskiej o tym niż dywagacje o tym, że w obliczu zbiorowego cierpienia ofiar nastąpiła "infantylizacja opinii publicznej". Używane zwroty, oceny, prowokują. Sprawia to, że zastanawiam sie czy nie o to chodzi. Niestety może tylko o to. Kosztem w każdym razie prawdy, uczciwości, szacunku dla ludzi pogrążonych w żałobie po stracie bliskich . No i dwie uwagi inne. W przeszłości zdarzyło mi sie prowadzić postępowanie karne przeciwko pewnemu podchorążemu, który perfekcyjnie zamordował czterech swoich kolegów.Była to dosyć znana w Polsce zbrodnia początku lat 90-tych. Miał do tego oczywiście swoje powody. Wykazał inteligencję, stoicyzm, zdecydowanie, zimną krew, perfekcję. Byłem pod wrażeniem. Nie był jednak w moim przeświadczeniu odważny, raczej chory. Są sytuacje kiedy używanie pewnych wyabstrahowanych sformułowań staje sie więcej niż nieadekwatne. Rzecz druga i istotniejsza chyba. Bezkrytyczne patrzenie na amerykańską politykę zagraniczną. To w istoicie rzeczy niebezpieczne i bezmyślne zajęcie. Niebezpiecznie jest być bezmyslnie krytycznym. Lepiej może aby zatem kwestie te analizowali fachowcy w sposób intelektualnie i pojeciowo uporządkowany. Inaczej emocjonalne wewnętrzne pomieszanie, jakieś żale, obsesje, chęć prowokowania, może czysto kobiece problemy zaczynaja przeważać. Tak oceniam akurat to co prazała mi w nieco rozbawiony sposób p. Sontag. Arkadiusz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inaw Re: Susan Sontag IP: *.z25-89-67.customer.algx.net 15.09.02, 18:26 Wypowiedz Arkadiusza bylaby cenna, gdyby autor sam siebie nie zdyskwalifikowal. "...czysto kobiece problemy zaczynaja przeważać" Moj Boze, przeciez to argumentum ad personam. W tekscie z ambicjami przekania "wywazonej" opinii takich chwytow sie nie stosuje, bo opinia przestaje byc wywazona, a jak sie ostatecznie okazuje - jest stymulowana jakimis moze "czysto meskimi problemami" Zalosne. I dyskwalifikujace. Szkoda - to moglbyc cenny tekst. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arkadiusz Re: Susan Sontag IP: *.pl 15.09.02, 23:36 Gość portalu: inaw napisał(a): > Wypowiedz Arkadiusza bylaby cenna, gdyby autor sam siebie nie > zdyskwalifikowal. > "...czysto kobiece problemy zaczynaja przeważać" Moj Boze, > przeciez to argumentum ad personam. W tekscie z ambicjami > przekania "wywazonej" opinii takich chwytow sie nie stosuje, bo > opinia przestaje byc wywazona, a jak sie ostatecznie okazuje - > jest stymulowana jakimis moze "czysto meskimi problemami" > Zalosne. I dyskwalifikujace. Szkoda - to moglbyc cenny tekst. > Miła ( bo chyba nikt inny nikt niż kobieta nie wychwyciłby z taka wprawą kawałka tekstu, w ktorym lekko mnie poniosło i pozwoliłem sobie na delikatną sugestię - nie zaś jednoznaczną ocene. Rzeczywiście w glowie mialem znacznie dosadeniejsze określenia, jakie z pewnością kwalifikowałyby się do uznania za niedopuszczalne chwyty erystyczne ). Natomiast sądzę, że lepiej zastanawiac się nad myśla i tekstem, nie zaś nad - może i pewną niezręcznością. Problemy oiczywiście, czysto męskie, jako męzczyzna to ja mam. O tym, że jako kobieta własnie ma ona specjalne predyspozycje do oceny zjawisk dowiedziałem sie z wywiadu. No to pozwoliłem sobie to zakwestionować w nieco uszczypliwy sposób. Zasadniczo nie dzielę jednak ludzi na mężczyzn i kobiety przy analizie pogladów czy tekstów. Na prawdę. Natomniast nie chciało mi sie dyskwalifikować p. Sontag ani odwoływać się do takiego jak tej pani stylu oceniania ludzi. Zapraszam do lektury wywiadu. Oto zdnaiem p. Sontag presydent Stanów Zjednoczonych nic nie wie na temat filozofii, ani tez na temat Jezusa Chrystusa, najinteligentniejszy spośród rządzących ameryką jest generał Powell, "choć i on nie jest specjalnie bystry". Zamiast skupiać sie na tych czy innych detalach istotniejsza wydaje sie istota rzeczy. W tej zaś kwestii bardzo interesujące, jakkolwiek kontrowersyjne, wydaje mi sie spojrzenie "falconeira". Nie wiem czy uczuciami jakimmi kieruje się p. Sontag jest nienawiść do własnego kraju. Dostrzegam w niej w każdym razie jakieś szczególne napięcie. Nieostroznie zakwalifikowałem je jakos inaczej. Natomiast pozostaje przy moim oburzeniu, nie wiem może niesmaku. Ów huk uderzających o ziemię ciał, przypomniane mi takl niedawno obrazy cierpienia zwykłych ludzi i plany wspólnej kolacji na ten dzień jako deser po obfitym sosie oskarżeń ameryki o kulture masową, zanieczyszczanie atmosfery, o to, że denerwują innych i tp, itd. Niestosowne i wobec ludzi i wobec sytuacji. A ta, cóż nie jest bynajmniej świetna okazją dla ameryki do prowadzenia wojny. Tak uważa p. Sontag. Zniżając się do poziomu inwektyw powiedziałbym, że jest to pogląd głupi. Zdaje się moznaby zacytować tu Jeffersona, ale to byłby dłuższy wywód. Arkadiusz. PS. Przy okazji serdecznie pozdrawiam pana ( chyba pana, prada? ) falconeira. Bardzo interesujący tekst. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maria Re: Susan Sontag IP: *.tnt3.williamsburg.va.da.uu.net 14.09.02, 15:12 Byloby wspaniale gdyby list pana Arkadiusza zostal wydrukowany w calosci w gazecie, nie tylko tu. Rzadko mozna czytac tak madre i wywazone opinie. " Niebezpiecznie jest byc bezmyslnie krytycznym" ujal pan to nadzwyczaj prosto , a tak madrze. Wydrukowalam pana list,zeby przeczytali to tez inni.Maria Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewelina Re: Susan Sontag IP: *.tnt3.williamsburg.va.da.uu.net 14.09.02, 15:14 Gdzie ten glos rozsadku??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fauconnier Re: Susan Sontag IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 15.09.02, 00:28 Susan Sontag to dla mnie pewna zagadka. Jest to bowiem miłośniczka nie tylko Zagajewskiego, ale i Miłosza, w tym także jego eseistyki, w tym szczególnie "Zniewolonego umysłu". Zdawałoby się, że kobieta, która tę książkę przeczytała, publicznie twierdziła, że ją rozumie, i nawet propagowała ją w Stanach, sama powinna być odporna na zniewolenie umysłu. Tymczasem wydaje się być tą chorobą silnie dotknięta. Nie rozumiem tej sprzeczności. Z drugiej strony Miłosz wspominał kiedyś, że swego czasu Sontag zamęczała go pytaniami, jak on emigrant z Polski może lubić Amerykę? "No przecież to niemożliwe" - złościła się. "Ktoś taki jak ty nie może lubić Ameryki." Może tu kryje się klucz do zagadki. Susan Sontag okazałaby się zatem inteligentną, oczytaną i godną uwagi osobą, tyle, że obsesyjnie nienawidzącą własnego kraju. Taka nienawiść siła rzeczu zaciemnia każdy sąd. Nawiasem mówiąc, nie jestem może zbyt zapalczywym wyznawcą "idei narodowych", ale ludzie nienawidzący własnych ojczyzn budzą we mnie, już nawet nie to, że obrzydzenie ale wręcz strach. taka nienawiść jest wbrew naturze i trzeba ją traktować jak patologię, a patologie są groźne. I, zaznaczam, obojętnie, czy chodzi o Amerykankę nienawidzącą USA, czy o Polaka nienawidzącego Polski, czy Francuza Francji... To nie ma znaczenia. Jeśli idzie o artkuł jaki Sontag napisała dla "New Yorkera", to rzeczywiście nie jest on jakoś szalenie radykalny. Uznała, że przeprowadzenie ataku na WTC wymagało odwagi. Cóż można dyskutować nad definicją odwagi, ale trudno stwierdzić by opinia Sontag była tak szokująca, że aż oburzająca. Gorsze rzeczy już pisano. Interesująca jest zatem nie treść artykułu Sontag, a to jak powstał. Pisarka dowiedziała się o zbrojnym ataku na swój kraj i na swoje miasto. Jej pierwszą reakcją nie było uczucie solidarności z rodakami, współczucia dla ofiar, czy coś w tym rodzaju, tylko irytacja, że naród w chwili zagrożenia jednoczy się wobec swego przywódcy. Wkurzyło ją to, że nie zgadzający sie na ogół ze sobą Kissinger i Albright, tym razem przemówili jednym głosem. O mój Boże, a cóż w zaistniałej sytuacji naturalniejszego pod słońcem? Miało jedno z nich pochwalić terrorystów na złość drugiemu? W ogóle, to skąd indąd wiadomo, że prezydent Bush przed 11 września był bardzo ostro krytykowany przez demokratów. Po zamachu uzyskał od nich pełne polityczne poparcie jakiego potrzebował. Politycy demokraci po prostu zrozumieli, że nie czas na jałowe spory, gdy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie. I to doprowadziło Sontag do takiej furii, że wysmażyła artykuł, może i nawet nie najbardziej radykalny pod słońcem, może z inteligentnymi argumentami, ale za to tak potwornie nietaktowny i nie liczący się z niczyimi uczuciami, a najmniej uczuciami rodzin ofiar. Miała prawo to zrobić. W końcu wolność słowa to wolnośc słowa. Ale to, że w takiej chwili, jej pierwsze odruchy i reakcja były tak bezduszne, świadczy dobitnie o tym co wspomniałem wyżej, że nienawiść do własnego kraju jest niebezpieczną patologią. Sprawia, że w człowieku, skąd indąd inteligentnym i, zapewne, wrażliwym, zanikają najbardziej elementarne ludzkie uczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Emilka B. Re: Susan Sontag IP: 147.210.9.* 17.09.02, 11:47 Jakie sa podstawy, by sadzic ze jej artykul zawieral jej pierwsze wrazenia? To typowa niesprawiedliwa demagogia. Oczywiste jest wszakze ze ten atak wymagal odwagi. Mnie osobiscie brzydzi publiczne uzewnetrznianie bolu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dude Re: Susan Sontag IP: *.26.9.32.Dial1.Detroit1.Level3.net 15.09.02, 01:54 Nic dodac,nic ujac.Brawo Arkadiusz i Fauconnier! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Markk Re: Susan Sontag IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.02, 13:25 Wszystkim krytykom wypowiedzi Pani Susan Sontag pozwolę sobie zwrócić uwagę, że pozwala ona spojrzeć na samego siebie w innym lustrze. Czasami warto zajrzeć do sąsiada tego najbliższego po to by spojrzeć na siebie w jego łazience. Czy również jesteśmy tacy piękni i wspaniali? Jakieś zmarszczki? Jakieś siwe włosy? Stąd ta frustracja i oburzenie. Poniekąd cieszę się,że mieszkam i żyję w Europie. Inny świat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saskia Re: Susan Sontag IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 15.09.02, 20:19 Watpie, zeby Susan Sontag nienawidzila swojego kraju. Gdyby tak bylo, to pewnie by wyemigroawala, zmienila tozsamosc i obywatelstwo i z pewnoscia nie poswiecalaby Ameryce i jej sprawom tak wiele swojego czasu i uwagi. Natomiast wydaje mi sie, ze ona po prostu widzi troche wiecej, niz czubek wlasnego nosa. A to, ze jest krytyczna? No coz, byl kiedys poeta, ktory napisal: "nie ten ptak zly, co gniazdo wlasne kala, lecz ten, ktory robic tego nie pozwala". Przyznam sie, ze sama sie w ten sposob czuje bardzo czesto. Nie mieszkam w Polsce i bardzo czesto nie zostawiam na niej suchej nitki gdy jestem przeciwna roznym rzeczom, ktore sie tam dzieja. Ale niech ktos obcy wyrazi sie o Polsce z pogarda, czy chocby wyzszoscia, to mu zaraz powiem do sluchu. Poza tym, bardzo trudno jest przyjac jednorodny punkt widzenia wobec takiej tragedii jak 11 wrzesnia spogladajac na nia z dwoch (lub wiecej) stron. Jak ogladalam film dokumentalny na ten temat i slyszalam odglosy spadajacych ludzi, to az mi skora cierpla i z calej sily nienawidzilam tych terrorystow oraz wspolczulam ofiarom i ich rodzinom (i nadal im wspolczuje). Natomiast chociaz nie jestem Amerykanka, doskonale rozumiem co Sontag miala na mysli wypowiadajac sie z niesmakiem na temat dominacji kultury amerykanskiej nad innymi kulturami, oraz amerykanskiej arogancji z tym zwiazanej. I uwazam, ze to wielka sztuka ZAUWAZYC dwa punkty widzenia. Zauwazyc, to nie znaczy od razu wartosciowac. Ona rzeczywiscie ani przez chwile nie pochwalala tych atakow. To czytelnicy, ktorzy maja juz na ten temat swoje zdanie, maja tendencje do interpretowania jej wypowiedzi jednostronnie, zwlaszcza, ze towarzysza im silne uczucia wobec tej tragedii. Faktem jest, ze 11 wrzesnia byl udzialem zarowno zlych Talibow, jak i wcale nie najlepszych Amerykanow, a takze niewinnych ofiar z WTC jak i rownie niewinnej ludnosci cywilnej Afganistanu, ktorej zginelo drugie tyle, jesli nie wiecej podczas wszelkich akcji odwetowych. Tylko o tym nikt nie mowi, bo nie mowia o tym Amerykanie, a to przeciez glownie z ich perspektywy swiatu przedstawiane sa wydarzenia zwiazane z 11/9/2001. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Fauconnier Re: Susan Sontag IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 15.09.02, 22:26 Gość portalu: saskia napisał(a): > Watpie, zeby Susan Sontag nienawidzila swojego kraju. Gdyby tak > bylo, to pewnie by wyemigroawala, zmienila tozsamosc i > obywatelstwo i z pewnoscia nie poswiecalaby Ameryce i jej > sprawom tak wiele swojego czasu i uwagi. Natomiast wydaje mi > sie, ze ona po prostu widzi troche wiecej, niz czubek wlasnego > nosa. A to, ze jest krytyczna? No coz, byl kiedys poeta, ktory > napisal: "nie ten ptak zly, co gniazdo wlasne kala, lecz ten, > ktory robic tego nie pozwala". Przyznam sie, ze sama sie w ten > sposob czuje bardzo czesto. Nie mieszkam w Polsce i bardzo > czesto nie zostawiam na niej suchej nitki gdy jestem przeciwna > roznym rzeczom, ktore sie tam dzieja. Ale niech ktos obcy wyrazi > sie o Polsce z pogarda, czy chocby wyzszoscia, to mu zaraz > powiem do sluchu. Poza tym, bardzo trudno jest przyjac > jednorodny punkt widzenia wobec takiej tragedii jak 11 wrzesnia > spogladajac na nia z dwoch (lub wiecej) stron. Jak ogladalam > film dokumentalny na ten temat i slyszalam odglosy spadajacych > ludzi, to az mi skora cierpla i z calej sily nienawidzilam tych > terrorystow oraz wspolczulam ofiarom i ich rodzinom (i nadal im > wspolczuje). Natomiast chociaz nie jestem Amerykanka, doskonale > rozumiem co Sontag miala na mysli wypowiadajac sie z niesmakiem > na temat dominacji kultury amerykanskiej nad innymi kulturami, > oraz amerykanskiej arogancji z tym zwiazanej. I uwazam, ze to > wielka sztuka ZAUWAZYC dwa punkty widzenia. Zauwazyc, to nie > znaczy od razu wartosciowac. Ona rzeczywiscie ani przez chwile > nie pochwalala tych atakow. To czytelnicy, ktorzy maja juz na > ten temat swoje zdanie, maja tendencje do interpretowania jej > wypowiedzi jednostronnie, zwlaszcza, ze towarzysza im silne > uczucia wobec tej tragedii. Faktem jest, ze 11 wrzesnia byl > udzialem zarowno zlych Talibow, jak i wcale nie najlepszych > Amerykanow, a takze niewinnych ofiar z WTC jak i rownie > niewinnej ludnosci cywilnej Afganistanu, ktorej zginelo drugie > tyle, jesli nie wiecej podczas wszelkich akcji odwetowych. Tylko > o tym nikt nie mowi, bo nie mowia o tym Amerykanie, a to > przeciez glownie z ich perspektywy swiatu przedstawiane sa > wydarzenia zwiazane z 11/9/2001. Ma Pani oczywiście wiele racji. Ale też właśnie z wymienionych przez Panią powodów nie piszę, że to poglądy Susan Sontag są jakoś szczególnie oburzające, tylko sposób i moment w którym je wyraziła. Po prawdzie łatwiej mi już zrozumieć Orianę Fallaci, z której poglądami też się nie zgadzam. Ale to, że w chwili furii wyrąbała ten stek inwektyw, który wyrąbała, jest bardzo ludzką reakcją, nie godną pochwały ale zrozumiałą. Człowiek oburzony nie przebiera w słowach. Susan Sontag natomiast wykorzystała wielką tragedię po to, by napaść na rząd złorzony z nielubianych przez siebie polityków. Myślę, że większość z nas nie lubi ludzi wykorzystujących czyjeś dramaty dla własnych celów politycznych, ideologicznych, światopoglądowych, czy jeszcze innych. Dlatego napisałem, że jej reakcję uważam za bezduszną i nietaktowną. Co do jednego nie zgadzam się z Panią. Powątpiewa Pani czy Susan Sontag nienawidzi własnego kraju. Pisze Pani, że gdyby tak było, nie mieszkałaby w Ameryce tylko wyemigrowałaby. Ale przecież ona sama mówi w wywiadzie, że nie lubi Ameryki i, że gdyby nie kosmopolityczny Nowy York nie mogłaby w niej mieszkać. Niechęć to może nie to samo co nienawiść. Obawiam się jednak, że ona po prostu wyraża tu swoje uczucia w sposób oględny. Różne jej wypowiedzi z przeszłości, a także właśnie ta bezduszność jej pierwszej reakcji na katastrofę 11 września, pozwalają mi przypuszczać, że jej uczucia do Ameryki przekraczają zwykłą niechęć. W końcu, czy czyjeś pierwsze reakcje w sytuacjach ekstremalnych nie mówią najwięcej o człowieku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Saskia Re: Susan Sontag IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 21.09.02, 17:45 Dziekuje za pouczajacy komentarz. Rzeczywiscie, czytajac artykul mozna odniesc wrazenie, ze Sontag probuje sie wyzyc na nielubianych przez siebie politykach i na pewno nie powinna sie czepiac tego, iz osoby o odmiennych na co dzien pogladach lub nie darzace sie zbytnia sympatia zajmuja wspolne stanowisko wobec tak wstrzasajacego wydarzenia jakim byla atak 11 wrzesnia (na ten przyklad). Co do tego czy Sontag czuje niechec czy nienawisc do USA trzeba by ja sama o to spytac. Moja opinia jest bardzo subiektywna, po czesci dlatego, ze zauwazylam szereg podobienstw w swoim i jej sposobie myslenia/odczuwania/reagowania na rzeczywistosc. Na przyklad zupelnie mnie nie dziwi gdy mowi, ze mieszka w USA tylko ze wzgledu na kosmopolityczny Nowy Jork. Ja z tego samego powodu mieszkam w Londynie, po prostu uwielbiam te jego ceche. Gdyby jakiekolwiek polskie miasto przypominalo Londyn, pewnie bym tam zamieszkala, ale to moze lepiej, ze tak nie jest. Ja rowniez czesto sie krytycznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Saskia Re: Susan Sontag IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 21.09.02, 17:45 Dziekuje za pouczajacy komentarz. Rzeczywiscie, czytajac artykul mozna odniesc wrazenie, ze Sontag probuje sie wyzyc na nielubianych przez siebie politykach i na pewno nie powinna sie czepiac tego, iz osoby o odmiennych na co dzien pogladach lub nie darzace sie zbytnia sympatia zajmuja wspolne stanowisko wobec tak wstrzasajacego wydarzenia jakim byla atak 11 wrzesnia (na ten przyklad). Co do tego czy Sontag czuje niechec czy nienawisc do USA trzeba by ja sama o to spytac. Moja opinia jest bardzo subiektywna, po czesci dlatego, ze zauwazylam szereg podobienstw w swoim i jej sposobie myslenia/odczuwania/reagowania na rzeczywistosc. Na przyklad zupelnie mnie nie dziwi gdy mowi, ze mieszka w USA tylko ze wzgledu na kosmopolityczny Nowy Jork. Ja z tego samego powodu mieszkam w Londynie, po prostu uwielbiam te jego ceche. Gdyby jakiekolwiek polskie miasto przypominalo Londyn, pewnie bym tam zamieszkala, ale to moze lepiej, ze tak nie jest. Ja rowniez czesto sie krytycznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anton Re: Susan Sontag IP: 195.94.207.* 20.09.02, 10:36 >No coz, byl kiedys poeta, ktory napisal: "nie ten ptak zly, >co gniazdo wlasne kala, lecz ten, ktory robic tego nie >pozwala". Chyba trochę przeinaczyłaś słowa wieszcza, zupełnie je przy tej okazji wypaczając: "Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saskia Re: Susan Sontag IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 21.09.02, 17:10 Bardzo mozliwe, ze je troche przeinaczylam, bo nie mialam pod reka stosownych referencji. Przepraszam wszystkich filologow za te niescislosc - po prostu nie chcialam, zeby mi mysl uciekla, wiec wiec napisalam to tak jak pamietalam. Moze nie kwalifikuje sie to na pelnoprawny cytat, ale chyba przyznasz, ze nic ze swojego znaczenia nie traci? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maly.k Arkadiuszowi i Fauconnierowi IP: *.sympatico.ca 16.09.02, 05:16 Z perspektywy czasu (od wiadomych wydarzeń i opublikowania pamiętnego artykułu minął już rok) okazało się, że Susan Sontag miała rację. W Stanach Zjednoczonych nastąpiła wyraźna 'infantylizacja' opinii publicznej. Prezydent Bush i jego administracja cieszą sie dużą popularnościa - choć nie ma ku temu powodów. Kraj w stanie wojny!? A do kogo strzelamy? Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Arkadiuszowi i Fauconnierowi 16.09.02, 12:11 no wlasnie - czy strzelamy? b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiamik Re: Arkadiuszowi i Fauconnierowi IP: 213.25.22.* 16.09.02, 21:56 Gość portalu: maly.k napisał(a): > Z perspektywy czasu (od wiadomych wydarzeń i > opublikowania pamiętnego artykułu minął już rok) okazało > się, że Susan Sontag miała rację. W Stanach Zjednoczonych > nastąpiła wyraźna 'infantylizacja' opinii publicznej. > > Prezydent Bush i jego administracja cieszą sie dużą > popularnościa - choć nie ma ku temu powodów. Kraj w > stanie wojny!? A do kogo strzelamy? > > Pozdrawiam, > > mk. Zgadzam się z tobą z tym,że społeczeństwo amerykańskie wydaje mi sie w ogóle nieco infantylne w swoim patriotyźmie. A co do cynicznego wykorzystywania cudzego nieszczęścia i oburzenia opinii publicznej dla włąsnych politycznych celów - to obecna ekipa w USA wydaje się być w tym mistrzem. No tak, brzydcy Talibowie zagrażają nam , światłym demokratom, trzeba z nimi walczyć. A gdzie oni są, ci wstrętni terroryści? Oczywiście tam, gdzie pan prezydent raczy ich zobaczyć.Ciekawe,że taki silny , potężny kraj jakoś nie czuł się nigdy w obowiązku interweniować tam, gdzie nie widział swojego politycznego i finansowego interesu - a teraz nagle okazuje się być moralnym autorytetem dla całego świata.Prawdę mówiąc Talibów też wyhodowali sobie na własnym łonie - fanatycy muzułmańscy byli bardzo odważni, kiedy walczyli z imperium zła. Dopiero teraz stali się wypierdkami szatana, ciekawe co ich tak odmieniło? A jak Susan Sontag śmiała skrytykować własny rząd? Tylko ktoś, kto jest prawdziwym patriotą, a nie zaślepionym nacjonalistą, może krytykować własnych rodaków. A tak w ogóle to bardzo lubię Amerykanów,ich sposób widzenia siebie i reszty świata też. Szkoda że są tacy łatwowierni i podatni na manipulację starych cwaniaków - polityków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubek Re: Arkadiuszowi i Fauconnierowi IP: 5.1R2D* / 10.56.142.* 23.09.02, 16:13 Gość portalu: tiamik napisał(a): > Gość portalu: maly.k napisał(a): > > > Z perspektywy czasu (od wiadomych wydarzeń i > > opublikowania pamiętnego artykułu minął już rok) okazało > > się, że Susan Sontag miała rację. W Stanach Zjednoczonych > > nastąpiła wyraźna 'infantylizacja' opinii publicznej. > > > > Prezydent Bush i jego administracja cieszą sie dużą > > popularnościa - choć nie ma ku temu powodów. Kraj w > > stanie wojny!? A do kogo strzelamy? > > > > Pozdrawiam, > > > > mk. > Zgadzam się z tobą z tym,że społeczeństwo amerykańskie wydaje mi sie w ogóle > nieco infantylne w swoim patriotyźmie. A co do cynicznego wykorzystywania > cudzego nieszczęścia i oburzenia opinii publicznej dla włąsnych politycznych > celów - to obecna ekipa w USA wydaje się być w tym mistrzem. No tak, brzydcy > Talibowie zagrażają nam , światłym demokratom, trzeba z nimi walczyć. A gdzie > oni są, ci wstrętni terroryści? Oczywiście tam, gdzie pan prezydent raczy ich > zobaczyć.Ciekawe,że taki silny , potężny kraj jakoś nie czuł się nigdy w > obowiązku interweniować tam, gdzie nie widział swojego politycznego i > finansowego interesu - a teraz nagle okazuje się być moralnym autorytetem dla > całego świata. A moze po prostu chroni swoje terytorium, interesy i zycie swoich obywateli. Nie prosciej tak? Zreszta, jak tylko USA gdziekolwiek "interweniuja", to podnosza sie glosy o hegemonii, globalnym szeryfie itp. itd. > Prawdę mówiąc Talibów też wyhodowali sobie na własnym łonie - > fanatycy muzułmańscy byli bardzo odważni, kiedy walczyli z imperium zła. > Dopiero teraz stali się wypierdkami szatana, ciekawe co ich tak odmieniło? Chyba trudno byloby znalezc wyrazniejszy powod: zaatakowali USA. Nie zauwazyles tego? > A jak Susan Sontag śmiała skrytykować własny rząd? Tylko ktoś, kto jest > prawdziwym patriotą, a nie zaślepionym nacjonalistą, może krytykować własnych > rodaków. > A tak w ogóle to bardzo lubię Amerykanów,ich sposób widzenia siebie i reszty > świata też. Szkoda że są tacy łatwowierni i podatni na manipulację starych > cwaniaków - polityków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: V Rzeczowa dyskusja IP: 211.22.33.* 24.09.02, 11:00 Zadko zdaza sie na forum tak rzeczowa dyskusja - zwykle konczy sie na wzajemnym obrzucaniu sie inwektywami. Opinie pod tym artykulem czyta sie z przyjemnoscia. Co do pani S.S. (alez inicjaly) ja sie dziwie, ze tak nieprawdopodobnej sytuacji, jaka byl atak 09.11, mogla tyle gadac/pisac. Watpie nie tylko w jej takt.... Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 16.09.02, 14:45 a juz najbardziej mnie rozbawilo uzalanie sie ss nad polska 19 wieku: jak to wszyscy mowili "biedna polska", ale nikt jej nie chcial pomoc. czyli jak sie nic nie robi to zle, ale jak sie robi, to tez niedobrze. mial racje jeden z przedmowcow (arkadiusz? - brawo!) mowiac o bezmyslnej krytyce.. b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anton Re: Susan Sontag IP: 195.94.207.* 20.09.02, 10:42 b.u.zz napisał: > a juz najbardziej mnie rozbawilo uzalanie sie ss nad polska 19 wieku: jak to > wszyscy mowili "biedna polska", ale nikt jej nie chcial pomoc. Hie hie, celne. Tym bardziej, ze pamiętam, jak po internecie krążyły listy opisujące straszliwy los afgańskich kobiet ("jest im prawie tak źle jak Żydom w przedwojennej Polsce" - pisali ci obrońcy uciśnionych) i wzywały, żeby coś w tej sprawie zrobić (tj. napisać list do jakiegoś dupka gdzieś za biurkiem, żeby "coś" zrobił). Tymczasem ten "infantylny" Giorgio Bush zrobił coś konkretnego. Poza tym warto pamiętać, że Bush *dał Talibom szansę*. Powiedział: "Panowie, ja to mam was generalnie gdzieś, ale żeby nie wiem co, dobiorę się do dupy Osamie, więc mi go wydajcie i będzie luz". Afgańczycy na to nie przystali (to taki naród, możesz Pasztuna zabić, ale do niczego nie możesz go zmusić), więc de facto poparli Osamę. Sami tego chcieli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiamik Re: Susan Sontag IP: 62.148.86.* 20.09.02, 14:53 Gość portalu: Anton napisał(a): > b.u.zz napisał: > > a juz najbardziej mnie rozbawilo uzalanie sie ss nad > polska 19 wieku: jak to > > wszyscy mowili "biedna polska", ale nikt jej nie chcial > pomoc. > > Hie hie, celne. Tym bardziej, ze pamiętam, jak po > internecie krążyły listy opisujące straszliwy los > afgańskich kobiet ("jest im prawie tak źle jak Żydom w > przedwojennej Polsce" - pisali ci obrońcy uciśnionych) i > wzywały, żeby coś w tej sprawie zrobić (tj. napisać list > do jakiegoś dupka gdzieś za biurkiem, żeby "coś" zrobił). > Tymczasem ten "infantylny" Giorgio Bush zrobił coś > konkretnego. > Poza tym warto pamiętać, że Bush *dał Talibom szansę*. > Powiedział: "Panowie, ja to mam was generalnie gdzieś, > ale żeby nie wiem co, dobiorę się do dupy Osamie, więc mi > go wydajcie i będzie luz". Afgańczycy na to nie przystali > (to taki naród, możesz Pasztuna zabić, ale do niczego nie > możesz go zmusić), więc de facto poparli Osamę. Sami tego > chcieli. Bush to nie jest infantylny, o nie. To stary cwaniak, który dobrze wie co robi. Infantylni są jego zwolennicy, którzy widzą w nim chyba kowboja co to zrobi porządek i będzie wreszcie na świecie cacy. Dziwne tylko,że jakoś się Osamie do niczego nie dobrał, o ile wiem to nawet do konta w banku. A co do Talibów - ich fanatyzm został napędzony przez Amerykanów, którzy popierali ich szaleństwo dopóki było im na rękę, a potem wypięli się na Afganistan. Wiem ,że USA są obecnie jedynym mocarstwem gospodarczo-militarnym i dlatego nasz rząd i prezydent muszą całować go w d..., ale żeby jeszcze na forum? Ludzie, nie poddawajmy się propagandzie!Tacy święci to ci Amerykanie jednak chyba nie są.Skoro moglismy myśleć trzeźwo kiedy nam wmawiali,że jedyna słuszność leży na wschodzie , to nie ma powodu żebyśmy teraz dawali się omamić. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 20.09.02, 18:53 niecelnie, tiamik. nie zauwazylem, aby ktos tu kogokolwiek w cos calowal. a po drugie, jesli myslisz, ze polityke zagraniczna usa prowadzi bush i nikt inny, to sie mylisz. metody sprawowania wladzy sa na tyle skomplikowane, ze udzial w tym bierze wiele osob, takze demokraci, czyli opozycja. zauwaz, ze obecna polityka zagraniczna usa nie spotyka sie z miazdzaca krytyka zadnego znaczacego polityka w tym kraju. ale to na marginesie, bo w odniesieniu do meritum, czyli oceny tejze polityki, to trudno znalezc cos sensownego w twoim poscie. twoj opis sytuacji sprowadza sie do wyrazen typu "stary cwaniak", "calowac w d...", "swieci" amerykanie itd.itp. rozumiem, ze trudno przedstawic gleboka analize tak skomplikowanego tematu na forum. lepiej zrobic to gdzies za pieniadze, ale czy to jest usprawiedliwieniem dla wypisywania bredni? a w odniesieniu do tekstu s.sontag, to wiele tu obecnych osob wykazalo, ze tekst jest mierny intelektualnie. jesli masz inne zdanie, to je przedstaw - ale uzasadnij. wtedy mamy szanse na ciekawa dyskusje, a nie - magiel. pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiammik Re: do b.u.z.z. IP: 213.25.22.* 20.09.02, 21:54 Gdybyś był łaskaw przeczytać inne moje posty zauważułbyś,że odpowiadałam jedynie na post wyżej stosując podobną stylistykę(chyba niepotrzebnie zniżyłam się do tego poziomu - zgoda). Jakie to dziwne,że określenia mojego przedmówcy"mam was gdzieś" "dobiorę się do dupy Osamie" jakoś w ogóle nie skojarzyły ci się z maglem. Czy jesteś aby bezstronny? Swoją drogą czy nie widzisz,że polska polityka zagraniczna zakłada bezgraniczną przyjaźń z Ameryką? Tego przecież nikt nie ukrywa, nawet są(chyba słuszne) komentarze,że Polska załapała się do pociągu przyjaźni bardzo szybko oferując pomoc po 11 września i wyrażając swój smutek i żal. Kto tego nie zrobił, jak Ukraina, może źle na tym wyjść, bo teraz chętnych do przyjaźni jest wielu i nie należy zbyt zwlekać z poparciem.Wcale tego nie krytykuję, na tym pewnie polega polityka, trzeba tak się ustawić żeby zyskac , a nie stracić. Chodzi mi tylko o to,że tu na forum nie musimy powtarzać sloganów z prasy. Nie mam pojęcia skąd wziął się pogląd, że artykuł S.Sontag wypłynął z jej nienawiści do własnego kraju, ale o tym już pisałam. Wręcz przeciwnie - wydaje mi się wyrazem troski o zachowanie zdrowego ozdądku, który jest bardzo potrzebny, gdy zdarzają się rzeczy tak straszne, że budzą wilekie emocje.Chyba zależy jej na tym ,żeby ten gniew i ból nie zostały wykorzystane dla prowadzenia polowania na czarownice i tu ma rację. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: do b.u.z.z. 21.09.02, 04:21 kto by nie uzywal takich sformulowan, postepuje moim zdaniem dziecinnie (w najlepszym wypadku) - bez wzgledu na to, co chce przy okazji powiedziec. odnosi sie to zarowno do osob, z ktorymi sie zgadzam, jak i do tych, z ktorymi sie nie zgadzam. prawda jest, ze polsce "oplaca sie" byc po stronie usa. ale prawda tez jest, ze tam sie wydarzyla tragedia. czy uwazasz, ze posadzenia o wyrachowanie sa wystarczajacym argumentem, zeby nie stanac po wlasciwej stronie? mnie sie zawsze wydawalo, ze wtedy, gdy moralnosc i interes ida w parze, to nalezy sie cieszyc. opinia o stosunku ssontag do ameryki wziela sie z .. artykulu ssontag. wystarczy go przeczytac. i znowu jak komus dobremu: ciagle czekam, az ktos mi pokaze to polowanie na czarownice. wydaje mi sie, ze caly spor bierze sie z calkowicie odmiennego odbioru rzeczywistosci. zastanawiam sie tylko, po czyjej stronie stalybyscie w 1938 roku. poparlybyscie ugode z hitlerem w monachium? pozdrowienia b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: plant Re: Susan Sontag IP: *.nycmny1.elnk.dsl.genuity.net 20.09.02, 02:57 Szczerez pani jest po prostu nudnawa i nic odkrywczego nie wnosi,przeciez kazdy z nas to wie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magamaga Re: Susan Sontag IP: *.ost-poland.com.pl 20.09.02, 17:38 A ja mysle, ze jej poglady sa dlatego dla wielu ludzi nie do przyjecia, ze sa az nieludzko wywazone, nieagresywne i racjonalne. Nie wydaje mi sie, zeby byla slabo zwiazana z Ameryka czy - jak chca niektorzy - wrecz nienawidzila jej. Mysle, ze cierpi z powodu tego, co sie stalo, tak jak inni Amerykanie. Jest natomiast przeciwna akcjom odwetowym w stylu amerykanskim (nie chcemy ale musimy zabijac niewinna ludnosc przy okazji niszczenia terrorystow), nakrecaniu spirali nienawisci i zagrzewaniu do wojny. Mysle, ze ma racje, stwierdzajac, ze nikomu z tych, ktorzy chca prowadzic Ameryke do "swietej" wojny, nie chodzi ani o dobro kraju, ani o tych, co zgineli w WTC. Nie trzeba byc medrcem ani profesorem historii, zeby rozumiec, ze w ten sposob niczego sie nie rozwiaze. Chodzi o to, ze nareszcie jest znowu z kim walczyc, bawic sie w wojne, uzywac tych wszystkich zabawek, bombek, helikopterow, wyruszac na akcje itp. No i jest to swietny pretekst, zeby napadac na inne kraje pod pretekstem popierania terroryzmu, oczywiscie "z koniecznosci i w obronie wlasnej". Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 20.09.02, 19:13 Gość portalu: magamaga napisał(a): > Nie wydaje mi sie, zeby byla > slabo zwiazana z Ameryka czy - jak chca niektorzy - wrecz nienawidzila jej. > Mysle, ze cierpi z powodu tego, co sie stalo, tak jak inni Amerykanie. z jej tekstu to nie wynika. oceniajmy czyjes poglady na podstawie tego co mowi, a nie - co my sami czujemy. > Jest > natomiast przeciwna akcjom odwetowym w stylu amerykanskim (nie chcemy ale > musimy zabijac niewinna ludnosc przy okazji niszczenia terrorystow), nakrecaniu spirali nienawisci i zagrzewaniu do wojny. przykro mi to mowic, ale to bardzo naiwna postawa. wiara, ze bez przemocy da sie zwalczyc agresje, jest szlachetna i ewangeliczna, ale czy da sie ja wprowadzic w zycie? moze na dluzsza mete (stulecia i tysiaclecia) jest skuteczna, ale trudno jest myslec w tej perspektywie i dodatkowo - wygrywac wybory. wszyscy oczekujemy od naszych politykow, ze zapewnia pokoj panstwu, takze - jesli to konieczne - przy pomocy wojska. jesli zas chodzi o zabijanie niewinnych osob, to naturalnie kazda smierc jest zlem. ale zwracam uwage, ze to wlasnie amerykanie, a nikt inny, wprowadzaja tzw. zabawki, ktore uderzaja w cel z maksymalna mozliwa dokladnoscia. sprzyja to zwyciestwu w konflikcie zbrojnym, ale tez - chroni cywilow. przypomnijcie sobie dawne wojny zeszlego stulecia, kiedy gros ofiar stanowili cywile. czy to byl przypadek afganistanu? wolne zarty. porownajcie tez agresje sowiecka na afganistan z obecna interwencja amerykanska. wtedy wybuchlo wieloletnie powstanie (prawda, ze podsycane przez usa), a teraz - nie. to chyba swiadczy o tamtejszych nastrojach. > Mysle, ze ma racje, stwierdzajac, ze > nikomu z tych, ktorzy chca prowadzic Ameryke do "swietej" wojny, nie chodzi > ani o dobro kraju, ani o tych, co zgineli w WTC. nikt nie prowadzi "swietej wojny". natomiast latwo jest krytykowac innych, przypisujac im wpierw poglady przez nich nie wypowiedziane. > Nie trzeba byc medrcem ani > profesorem historii, zeby rozumiec, ze w ten sposob niczego sie nie rozwiaze. wystarczylo uwazac na lekcjach, zeby wiedziec, ze czasami przemoc jest rozwiazaniem. potwierdzila to sama sontag krytykujac postawe europy wobec polakow w 19 wieku. > Chodzi o to, ze nareszcie jest znowu z kim walczyc, bawic sie w wojne, uzywac > tych wszystkich zabawek, bombek, helikopterow, wyruszac na akcje itp. banalizujesz. w ten sposob wszystko mozna sprowadzic do absurdu. > No i > jest to swietny pretekst, zeby napadac na inne kraje pod pretekstem > popierania terroryzmu, oczywiscie "z koniecznosci i w obronie wlasnej". ciekaw jestem, co musi sie stac, zeby wg ciebie mozna bylo uzyc sformulowania "w obronie wlasnej". czy oczekujesz na wybuch jadrowy w nowym jorku, albo atak chemiczny? i wytlumacz mi, jaki to interes kryje sie w podbiciu afganistanu, ktory jak wiemy niczym sie nie wyroznia, z wyjatkiem biedy. na koniec: ja tez nie jestem zwolennikiem wojen, wiem ze latwo przejsc do porzadku dziennego nad ofiarami siedzac wygodnie u siebie w domu, ale niestety - taki jest ten swiat. okrutny, pelen cierpienia. twoje argumenty oraz argumenty ssontag sa idealistyczne, wiec takze - nierealistyczne. wiec dopoki nie zostanie wynaleziony inny sposob zwalczania terroryzmu, trzeba czasami sie odwolywac do przemocy. pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiamik Re: Susan Sontag IP: 213.25.22.* 20.09.02, 21:40 b.u.zz napisał: > Gość portalu: magamaga napisał(a): > > > Nie wydaje mi sie, zeby byla > > slabo zwiazana z Ameryka czy - jak chca niektorzy - wrecz nienawidzila jej > . > > Mysle, ze cierpi z powodu tego, co sie stalo, tak jak inni Amerykanie. > > z jej tekstu to nie wynika. oceniajmy czyjes poglady na podstawie tego co mowi, > > a nie - co my sami czujemy. > > > Jest > > natomiast przeciwna akcjom odwetowym w stylu amerykanskim (nie chcemy ale > > musimy zabijac niewinna ludnosc przy okazji niszczenia terrorystow), > nakrecaniu spirali nienawisci i zagrzewaniu do wojny. > > przykro mi to mowic, ale to bardzo naiwna postawa. wiara, ze bez przemocy da > sie zwalczyc agresje, jest szlachetna i ewangeliczna, ale czy da sie ja > wprowadzic w zycie? moze na dluzsza mete (stulecia i tysiaclecia) jest > skuteczna, ale trudno jest myslec w tej perspektywie i dodatkowo - wygrywac > wybory. wszyscy oczekujemy od naszych politykow, ze zapewnia pokoj panstwu, > takze - jesli to konieczne - przy pomocy wojska. > jesli zas chodzi o zabijanie niewinnych osob, to naturalnie kazda smierc jest > zlem. ale zwracam uwage, ze to wlasnie amerykanie, a nikt inny, wprowadzaja > tzw. zabawki, ktore uderzaja w cel z maksymalna mozliwa dokladnoscia. sprzyja > to zwyciestwu w konflikcie zbrojnym, ale tez - chroni cywilow. przypomnijcie > sobie dawne wojny zeszlego stulecia, kiedy gros ofiar stanowili cywile. czy to > byl przypadek afganistanu? wolne zarty. > porownajcie tez agresje sowiecka na afganistan z obecna interwencja > amerykanska. wtedy wybuchlo wieloletnie powstanie (prawda, ze podsycane przez > usa), a teraz - nie. to chyba swiadczy o tamtejszych nastrojach. > > > Mysle, ze ma racje, stwierdzajac, ze > > nikomu z tych, ktorzy chca prowadzic Ameryke do "swietej" wojny, nie chodz > i > > ani o dobro kraju, ani o tych, co zgineli w WTC. > > nikt nie prowadzi "swietej wojny". natomiast latwo jest krytykowac innych, > przypisujac im wpierw poglady przez nich nie wypowiedziane. > > > Nie trzeba byc medrcem ani > > profesorem historii, zeby rozumiec, ze w ten sposob niczego sie nie rozwia > ze. > > wystarczylo uwazac na lekcjach, zeby wiedziec, ze czasami przemoc jest > rozwiazaniem. potwierdzila to sama sontag krytykujac postawe europy wobec > polakow w 19 wieku. > > > Chodzi o to, ze nareszcie jest znowu z kim walczyc, bawic sie w wojne, uzy > wac > > tych wszystkich zabawek, bombek, helikopterow, wyruszac na akcje itp. > > banalizujesz. w ten sposob wszystko mozna sprowadzic do absurdu. > > > No i > > jest to swietny pretekst, zeby napadac na inne kraje pod pretekstem > > popierania terroryzmu, oczywiscie "z koniecznosci i w obronie wlasnej". > > ciekaw jestem, co musi sie stac, zeby wg ciebie mozna bylo uzyc > sformulowania "w obronie wlasnej". czy oczekujesz na wybuch jadrowy w nowym > jorku, albo atak chemiczny? i wytlumacz mi, jaki to interes kryje sie w > podbiciu afganistanu, ktory jak wiemy niczym sie nie wyroznia, z wyjatkiem > biedy. > > na koniec: ja tez nie jestem zwolennikiem wojen, wiem ze latwo przejsc do > porzadku dziennego nad ofiarami siedzac wygodnie u siebie w domu, ale niestety > - > taki jest ten swiat. okrutny, pelen cierpienia. twoje argumenty oraz argumenty > > ssontag sa idealistyczne, wiec takze - nierealistyczne. wiec dopoki nie > zostanie wynaleziony inny sposob zwalczania terroryzmu, trzeba czasami sie > odwolywac do przemocy. > pozdrawiam > b. > > Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 21.09.02, 04:12 Gość portalu: tiamik napisał(a): > Odpowiem zarazem na post skierowany do mnie. USA rządzi oczywiście nie > prezydent Bush, ale grupa polityków, wiesz nie urodziłam się na prawdę wczoraj. > > Nie wydaje ci się właśnie niepokojące ,że różniące się rzekomo partie > polityczne są ostanio takie zgodne? Czy one różnią się programami czy jedynie > tradycyjną grupą wyborców? W demokracji jednomyślność jest równie niedobra jak > na forum internetowym. i tak i nie. tzn. jednomyslnosc nie jest ogolnie rzecza zla, problemy pojawiaja sie wtedy, gdy jest ona pozorna i sluzy celom nieujawnianym. ale wierz mi, w zdrowej demokracji jednomyslnosc jest stanem normalnym. demokracja bowiem nie moze istniec bez jednomyslnosci wobec podstawowych wartosci, na ktorych sie ona opiera. naturalnie istnieje pytanie, gdzie koncza sie sprawy dla demokracji podstawowe (i tam powinna istniec jednomyslnosc), a gdzie - zaczynaja sie sprawy, wobec ktorych rozbieznosc zdan jest oczywista. zagrozenie bezpieczenstwa powinno do tej sfery jednomyslnosci nalezec. tam gdzie zagrozony jest byt i bezpieczenstwo wszystkie inne sprawy (w takiej sytuacji drugorzedne) musza schodzic na dalszy plan. przypomnij sobie wiersz broniewskiego, w ktorym pisze m.in. "sa rachunki krzywd, obca dlon ich tez nie przekresli, ale krwi nie odmowi nikt" itd.itp. to jest to o czym mowie. tak wiec kiedy mowie, ze bush nie jest krytykowany w czambul przez demokratow, mam dokladnie to na mysli: spieraja sie o charakter odpowiedzi i - co wazniejsze - sposoby prewencji, ale nie - o sama zasade, ze trzeba odpowiedziec. > Terroryzmu nie da się zwalczać bez użycia przemocy - ale wówczas zym różnią się > > stsoujący wojnę odwetową od tych, którzy ją zaczęli? Skoro godzą się na to,że > giną niewinni ludzie, to czy racja moralna jest nadal po ich stronie? Nie > jestem aż taką znawczynią tematu, ale mam poważne wątpiwości czy gł. ofiarami > wojny w Afganistanie byli terroryści. dotykasz tutaj zasadniczego problemu, pojawiajacego sie np. w rozwazaniach teologicznych. czy jesli zabijanie jest zle, to czy mozna zabic w obronie wlasnej lub kogos innego. brak tu dobrej odpowiedzi, tzn. takiej, ktora zadowoli wszystkich (ale ty i tak nie lubisz jednomyslnosci). nie podoba mi sie takze mierzenie jednakowa miara ofiary i katow, tylko dlatego, ze ofiara nie nadstawia drugiego policzka. doswiadczenie pokazuje takze, ze do niektorych (na pewno terrorystow) dotrzec mozna tylko i wylacznie przy uzyciu sily. wierz mi, sa tacy dziwni ludzie, ktorzy od wcielania wlasnych idei nie dadza sie odwiesc slowami. uwazasz, ze trzeba bylo przekonywac osame, zeby nie planowal zamachow? zycze szczescia. > Poza tym po raz trzeci w tej dyskusji powtarzam - nie doszłoby do takiego > wybuchu fanatyzmu w Afganistanie gdyby Amerykanie okazali temu krajowi > jakąkolwiek pomoc wtedy kiedy przestał być potrzebny jako narzędzie > antysowieckie. Wcześniej posyłali tam broń, a fanatycy religijni byli chwaleni > jako odważni bojownicy. Kiedy to się skończyło zostały w tym kraju tylko > zgliszcza - nie twierdzę, że to była wina Amerykanów. i tak, i nie. po pierwsze, talibowie nie walczyli z rosjanami. wtedy ich jeszcze nie bylo, wiec trudno mowic, ze to ich wspierali amerykanie. wspierali mudzahedinow. po drugie: co mieli robic potem? jedynym sposobem na zaprowadzenie porzadku byloby prawdopodobnie zbrojne wkroczenie i zajecie kraju, tak jak teraz. czyli - mozna najwyzej twierdzic, ze interwencja byla spozniona, ale nie - ze zbrodnicza. zwracam tez uwage, ze okres, o ktorym mowisz, to sam poczatek lat 90-ych. pamietasz, co sie wtedy dzialo? koniec komunizu w europie, wojna w iraku.. czy na prawde uwazasz, ze mozna bylo przewidziec (i glosic takie madre teksty, jak ty teraz), ze to afganistan po dziesieciu latach wyrosnie na jedno z wiekszych zagrozen dla pokoju swiatowego? Ale wtedy jakże łatwo > było przyjść Osamie w roli dobrego wujka i powiedzieć - no i gdzie są wasi > przyjaciele Amerykanie? Nie jesteście im już potrzebni do tego żeby ginąć > mordując Rosjan, więc możecie sobie teraz umierać z głodu. Czy zdajesz sobie > sprawę ile było w Afganistanie sierot włóczących się bez celu i perspektyw? afganczycy nie walczyli dlatego, ze chcieli tego amerykanie. odwracasz kolejnosc. amerykanie mieli kogo wspierac w walce z sowietami, bo afganczycy sie opierali. > Osama wyczuł w tym swoją szansę i wykorzystał ją. Szkoda ,że Amerykanie są > szlachetni tylko gdy to im się opłaca, bo są niestety krótkowzroczni. amerykanie nie maja swietego obowiazku ratowac swiata. a o to ich najpierw oskarzacie, a potem krzyczycie, do ilu nieszczesci dochodzi z powodu biernosci usa. albo rybka, albo akwarium. > Czy wierzysz,że na wojnie stosuje się metody chroniące cywilów? Moim zdaniem są > to propagandowe chwyty przygotowane dla piękonoduchów i pacyfustów, którzy > martwią się o pozabijanych przy okazji cywilów. dalem ci dwa argumenty: tzw. inteligentna bron oraz zdecydowanie mniejsze straty wsrod ludnosci cywilnej, niz w konfliktach wczesniejszych. a jakie ty masz argumenty - oprocz wlasnego przekonania? jest faktem, ze we wspolczesnych wojnach ameryki ginie malo cywili. mozesz to sobie roznie tlumaczyc, ale faktom nie da sie zaprzeczyc. Ale to przecież normalne - > każdy ma prawo się bronić, prawda? prawda. a ty sie nie zgadzasz z tym stwierdzeniem? > Zwłaszcza jeżeli jest silniejszy. > Uważam,że administracja amerykańska wykorzystała bardzo sprytnie lęk i ból > Amerykanów aby zaskarbić sobie poparcie społeczne. Nic tak nie konsoliduje jak > wróg. Terrorysta może być wszędzie i nigdy nie da się powiedzieć, że terroryzm > zosatał wykorzeniony, dlatego może usprawiedliwiać różne działania - w tym > zbrojne. A moim zdaniem jest to droga do nikąd, więcej można zdziałać dobrą > wolą niż rakietami, trzeba tylko chciaeć, starać się zrozumieć przyczyny > zjawisk, a nie iść po najmniejszej linii oporu - jak oni nam , to my im jeszcze > > bardziej. To może doprowadzić tylko do zwiększenia nienawiści i jak ktoś > słusznie zauważył - nakręcania spirali agresji i przemocy. ktos zauwazyl nieslusznie. jakos nikt tu dotychczas nie udowodnil, ze amerykanie prowadza odwet i odpowiadaja pieknym za nadobne. akcji w afganistanie (lub wojnie, jesli wolisz takie okreslenie) nie da sie porownac do zamachu na wtc i pentagon. na prawde nie widzisz roznicy? a miedzy ak a ss widzisz? pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiamik Re: Susan Sontag IP: 213.25.22.* 21.09.02, 22:08 b.u.zz napisał: ) Gość portalu: tiamik napisał(a): ) ) Odpowiem zarazem na post skierowany do mnie. USA rządzi oczywiście nie ) ) prezydent Bush, ale grupa polityków, wiesz nie urodziłam się na prawdę ) wczoraj. ) ) ) ) Nie wydaje ci się właśnie niepokojące ,że różniące się rzekomo partie ) ) polityczne są ostanio takie zgodne? Czy one różnią się programami czy jedy ) nie ) ) tradycyjną grupą wyborców? W demokracji jednomyślność jest równie niedobra ) ) jak ) ) na forum internetowym. ) ) i tak i nie. tzn. jednomyslnosc nie jest ogolnie rzecza zla, problemy pojawiaja ) ) sie wtedy, gdy jest ona pozorna i sluzy celom nieujawnianym. ale wierz mi, w ) zdrowej demokracji jednomyslnosc jest stanem normalnym. demokracja bowiem nie ) moze istniec bez jednomyslnosci wobec podstawowych wartosci, na ktorych sie ona ) ) opiera. naturalnie istnieje pytanie, gdzie koncza sie sprawy dla demokracji ) podstawowe (i tam powinna istniec jednomyslnosc), a gdzie - zaczynaja sie ) sprawy, wobec ktorych rozbieznosc zdan jest oczywista. zagrozenie ) bezpieczenstwa powinno do tej sfery jednomyslnosci nalezec. tam gdzie zagrozony ) ) jest byt i bezpieczenstwo wszystkie inne sprawy (w takiej sytuacji drugorzedne) ) ) musza schodzic na dalszy plan. przypomnij sobie wiersz broniewskiego, w ktorym ) pisze m.in. "sa rachunki krzywd, obca dlon ich tez nie przekresli, ale krwi nie ) ) odmowi nikt" itd.itp. to jest to o czym mowie. ) tak wiec kiedy mowie, ze bush nie jest krytykowany w czambul przez demokratow, ) mam dokladnie to na mysli: spieraja sie o charakter odpowiedzi i - co ) wazniejsze - sposoby prewencji, ale nie - o sama zasade, ze trzeba odpowiedziec ) . ) ) ) Terroryzmu nie da się zwalczać bez użycia przemocy - ale wówczas zym różni ) ą ) się ) ) ) ) stsoujący wojnę odwetową od tych, którzy ją zaczęli? Skoro godzą się na to ) ,że ) ) giną niewinni ludzie, to czy racja moralna jest nadal po ich stronie? Nie ) ) jestem aż taką znawczynią tematu, ale mam poważne wątpiwości czy gł. ofiar ) ami ) ) wojny w Afganistanie byli terroryści. ) ) dotykasz tutaj zasadniczego problemu, pojawiajacego sie np. w rozwazaniach ) teologicznych. czy jesli zabijanie jest zle, to czy mozna zabic w obronie ) wlasnej lub kogos innego. brak tu dobrej odpowiedzi, tzn. takiej, ktora ) zadowoli wszystkich (ale ty i tak nie lubisz jednomyslnosci). nie podoba mi sie ) ) takze mierzenie jednakowa miara ofiary i katow, tylko dlatego, ze ofiara nie ) nadstawia drugiego policzka. doswiadczenie pokazuje takze, ze do niektorych (na ) ) pewno terrorystow) dotrzec mozna tylko i wylacznie przy uzyciu sily. wierz mi, ) sa tacy dziwni ludzie, ktorzy od wcielania wlasnych idei nie dadza sie odwiesc ) slowami. uwazasz, ze trzeba bylo przekonywac osame, zeby nie planowal zamachow? ) ) zycze szczescia. ) ) ) ) Poza tym po raz trzeci w tej dyskusji powtarzam - nie doszłoby do takiego ) ) wybuchu fanatyzmu w Afganistanie gdyby Amerykanie okazali temu krajowi ) ) jakąkolwiek pomoc wtedy kiedy przestał być potrzebny jako narzędzie ) ) antysowieckie. Wcześniej posyłali tam broń, a fanatycy religijni byli ) chwaleni ) ) jako odważni bojownicy. Kiedy to się skończyło zostały w tym kraju tylko ) ) zgliszcza - nie twierdzę, że to była wina Amerykanów. ) ) i tak, i nie. po pierwsze, talibowie nie walczyli z rosjanami. wtedy ich ) jeszcze nie bylo, wiec trudno mowic, ze to ich wspierali amerykanie. wspierali ) mudzahedinow. po drugie: co mieli robic potem? jedynym sposobem na ) zaprowadzenie porzadku byloby prawdopodobnie zbrojne wkroczenie i zajecie ) kraju, tak jak teraz. czyli - mozna najwyzej twierdzic, ze interwencja byla ) spozniona, ale nie - ze zbrodnicza. ) zwracam tez uwage, ze okres, o ktorym mowisz, to sam poczatek lat 90-ych. ) pamietasz, co sie wtedy dzialo? koniec komunizu w europie, wojna w iraku.. czy ) na prawde uwazasz, ze mozna bylo przewidziec (i glosic takie madre teksty, jak ) ty teraz), ze to afganistan po dziesieciu latach wyrosnie na jedno z wiekszych ) zagrozen dla pokoju swiatowego? ) ) Ale wtedy jakże łatwo ) ) było przyjść Osamie w roli dobrego wujka i powiedzieć - no i gdzie są was ) i ) ) przyjaciele Amerykanie? Nie jesteście im już potrzebni do tego żeby ginąć ) ) mordując Rosjan, więc możecie sobie teraz umierać z głodu. Czy zdajesz sob ) ie ) ) sprawę ile było w Afganistanie sierot włóczących się bez celu i perspektyw ) ? ) ) afganczycy nie walczyli dlatego, ze chcieli tego amerykanie. odwracasz ) kolejnosc. amerykanie mieli kogo wspierac w walce z sowietami, bo afganczycy ) sie opierali. ) ) ) Osama wyczuł w tym swoją szansę i wykorzystał ją. Szkoda ,że Amerykanie są ) ) ) szlachetni tylko gdy to im się opłaca, bo są niestety krótkowzroczni. ) ) amerykanie nie maja swietego obowiazku ratowac swiata. a o to ich najpierw ) oskarzacie, a potem krzyczycie, do ilu nieszczesci dochodzi z powodu biernosci ) usa. albo rybka, albo akwarium. ) ) ) Czy wierzysz,że na wojnie stosuje się metody chroniące cywilów? Moim zdani ) em ) są ) ) to propagandowe chwyty przygotowane dla piękonoduchów i pacyfustów, którzy ) ) ) martwią się o pozabijanych przy okazji cywilów. ) ) dalem ci dwa argumenty: tzw. inteligentna bron oraz zdecydowanie mniejsze ) straty wsrod ludnosci cywilnej, niz w konfliktach wczesniejszych. a jakie ty ) masz argumenty - oprocz wlasnego przekonania? ) jest faktem, ze we wspolczesnych wojnach ameryki ginie malo cywili. mozesz to ) sobie roznie tlumaczyc, ale faktom nie da sie zaprzeczyc. ) ) ) Ale to przecież normalne - ) ) każdy ma prawo się bronić, prawda? ) ) prawda. a ty sie nie zgadzasz z tym stwierdzeniem? ) ) ) Zwłaszcza jeżeli jest silniejszy. ) ) Uważam,że administracja amerykańska wykorzystała bardzo sprytnie lęk i ból ) ) ) Amerykanów aby zaskarbić sobie poparcie społeczne. Nic tak nie konsoliduje ) ) jak ) ) wróg. Terrorysta może być wszędzie i nigdy nie da się powiedzieć, że ) terroryzm ) ) zosatał wykorzeniony, dlatego może usprawiedliwiać różne działania - w tym ) ) ) zbrojne. A moim zdaniem jest to droga do nikąd, więcej można zdziałać dobr ) ą ) ) wolą niż rakietami, trzeba tylko chciaeć, starać się zrozumieć przyczyny ) ) zjawisk, a nie iść po najmniejszej linii oporu - jak oni nam , to my im ) jeszcze ) ) ) ) bardziej. To może doprowadzić tylko do zwiększenia nienawiści i jak ktoś ) ) słusznie zauważył - nakręcania spirali agresji i przemocy. ) ) ktos zauwazyl nieslusznie. jakos nikt tu dotychczas nie udowodnil, ze ) amerykanie prowadza odwet i odpowiadaja pieknym za nadobne. akcji w ) afganistanie (lub wojnie, jesli wolisz takie okreslenie) nie da sie porownac do ) ) zamachu na wtc i pentagon. na prawde nie widzisz roznicy? a miedzy ak a ss ) widzisz? ) pozdrawiam ) b. ) ) Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Susan Sontag 21.09.02, 23:09 b.u.zz napisał: ) i tak i nie. tzn. jednomyslnosc nie jest ogolnie rzecza zla, problemy pojawiaja ) ) sie wtedy, gdy jest ona pozorna i sluzy celom nieujawnianym. ale wierz mi, w ) zdrowej demokracji jednomyslnosc jest stanem normalnym. demokracja bowiem nie ) moze istniec bez jednomyslnosci wobec podstawowych wartosci, na ktorych sie ona ) ) opiera. naturalnie istnieje pytanie, gdzie koncza sie sprawy dla demokracji ) podstawowe (i tam powinna istniec jednomyslnosc), a gdzie - zaczynaja sie ) sprawy, wobec ktorych rozbieznosc zdan jest oczywista. zagrozenie ) bezpieczenstwa powinno do tej sfery jednomyslnosci nalezec. tam gdzie zagrozony ) ) jest byt i bezpieczenstwo wszystkie inne sprawy (w takiej sytuacji drugorzedne) ) ) musza schodzic na dalszy plan. przypomnij sobie wiersz broniewskiego, w ktorym ) pisze m.in. "sa rachunki krzywd, obca dlon ich tez nie przekresli, ale krwi nie ) ) odmowi nikt" itd.itp. to jest to o czym mowie. ) tak wiec kiedy mowie, ze bush nie jest krytykowany w czambul przez demokratow, ) mam dokladnie to na mysli: spieraja sie o charakter odpowiedzi i - co ) wazniejsze - sposoby prewencji, ale nie - o sama zasade, ze trzeba odpowiedziec ) . I to cię nie przeraża? Nawet osoba nie związana bezpośrednio z polityką jak choćby Sontag została gwałtownie zaatakowana za głoszenie wcale nie kontrowersyjnych poglądów. W tej sytiacji zotała wytworzona sytuacja, gdzie wiadomo co jest poprawne politycznie i czego nie wolno mówić. To jest groźne dla demokracji, bo ogranicza opozycję - żaden polityk nie odważyłby się poprzeć Sontag, nawet jeżeli ma ona racje, bo zwyczajnie presja jest zbyt duża i byłby spalony w polityce. )czy jesli zabijanie jest zle, to czy mozna zabic w obronie ) wlasnej lub kogos innego. brak tu dobrej odpowiedzi, tzn. takiej, ktora ) zadowoli wszystkich (ale ty i tak nie lubisz jednomyslnosci). nie podoba mi sie ) ) takze mierzenie jednakowa miara ofiary i katow, tylko dlatego, ze ofiara nie ) nadstawia drugiego policzka. doswiadczenie pokazuje takze, ze do niektorych (na ) ) pewno terrorystow) dotrzec mozna tylko i wylacznie przy uzyciu sily. wierz mi, ) sa tacy dziwni ludzie, ktorzy od wcielania wlasnych idei nie dadza sie odwiesc ) slowami. uwazasz, ze trzeba bylo przekonywac osame, zeby nie planowal zamachow? ) ) zycze szczescia. I co, czy użycie siły zniszczyło Osamę, czy zniszczyło Al-kaidę? Z tego co wiemy, to nie specjalnie... Spójrz na przykład Palestyńczyków i Izraela. Im bardziej Izrael naciska, tym terroryści są bardziej zdeterminowani do zabijania. Czy popieram terrorystów? Bynajmniej. Chciałabym tylko zwrócić twoją uwagę na skromny fakt: Amerykanie, tak jak Izrael nie uderzają bezpośrednio w terrorystów. Np. Terroryści dokonają jakiegoś niewątpliwie ohydnego czynu, po czym Izrael dokonuje akcji odwetowej - zrównuje z ziemią jakieś osiedle, w którym podobno znajdują się jacyś zamachowcy, a w rezultacie i tak generalnie giną cywile. Podobnie robią Amerykanie: mówią ofiary wśród ludzi są nieuniknione, tyle, że to nie oni muszą te ofiary ponosić. Ciekawa jestem jaka jest średnia tzn ilu niewinnych ludzi musi zginąc, żeby dostać jednego tylko podejrzanego o terroryzm. Naturalnie zarzucisz mi, że nie alternatywy. Ale to chyba nie do końca prawda. Ta "spirala przemocy", o której we wcześniejszych postach była mowa dotyczy tej kwestii, że, tak jak wcześniej pisałam, żadna z "broniących się ofiar" nie uderza bezpośrednio w terroryzm i musi się liczyć, że ci niewinni, których skrzywdzili mogą chcieć się zemścić... Problem nie leży w Bin Ladenie, tylko w tym, że wciąż są na tyle zdesperowani ludzie, żeby go słuchać. Jeżeli Amerykanią na pradę chcą walczyć z terroryzmem, to powini skoncentrować się głównie na tym problemie. ) ) ) i tak, i nie. po pierwsze, talibowie nie walczyli z rosjanami. wtedy ich ) jeszcze nie bylo, wiec trudno mowic, ze to ich wspierali amerykanie. wspierali ) mudzahedinow. po drugie: co mieli robic potem? jedynym sposobem na ) zaprowadzenie porzadku byloby prawdopodobnie zbrojne wkroczenie i zajecie ) kraju, tak jak teraz. czyli - mozna najwyzej twierdzic, ze interwencja byla ) spozniona, ale nie - ze zbrodnicza. ) zwracam tez uwage, ze okres, o ktorym mowisz, to sam poczatek lat 90-ych. ) pamietasz, co sie wtedy dzialo? koniec komunizu w europie, wojna w iraku.. czy ) na prawde uwazasz, ze mozna bylo przewidziec (i glosic takie madre teksty, jak ) ty teraz), ze to afganistan po dziesieciu latach wyrosnie na jedno z wiekszych ) zagrozen dla pokoju swiatowego? A po co w ogóle interweniowali? Najpierw narobili bałaganu, a potem umyli ręce. Gdyby na przykład wsparli jakąś konkretną opozycję... ale oni szkolili tych ludzi wprost do terroryzmu, a potem zostawili całą ludność Afgańską na pastwę fanatyków i terrorystów. I tylko nie pisz, że musieli ratować Afganistan przed komunistami... spójrz na przykład Chile, czy Wietnamu - gdzie się nie wepchneli miały miejsce zbrodnie i znowu więcej z ich interwencji wynikło złego niż dobrego. Wcześniej nawiązywałeś do etyki: nie sądzisz, że jeżeli już się czegoś podejmujesz i początkowa faza tego co robisz, przynosi zamieszanie, to twoim moralnym obowiązkiem jest dokończenie dzięła? Zostawiając Afganistan musieli wiedzieć choćby to, że będzie głód. Nie kiwneli nawet palcem i potem się dziwili, że w Bin Laden znalazł tam zaplecze w postaci sił ludzkich. ) ) amerykanie nie maja swietego obowiazku ratowac swiata. a o to ich najpierw ) oskarzacie, a potem krzyczycie, do ilu nieszczesci dochodzi z powodu biernosci ) usa. albo rybka, albo akwarium. Ależ mają, sami je sobie dali. Jesteś zdziwiony? A Albania, a Wietnam, a Chle (że powróce do tych przykładów). Amerykanie uważają siebie za "policjantów" świata. Uważają, że mają prawo inteweniować wszędzie beż zgody międzynarodowych organizacji czyli de facto stawiają się ponad tymi organizacjami, a szlachectwo zobwiązuje. Ale nawet gdyby Amerykanie nie wtykali wszędzie swojego nosa, to i tak bym się z tobą nie zgodziła. Cały cywilizowany świat by się z tobą nie zgodził, bo założenie jest takie, żeby właśnie bogate kraje pomagały potrzebującym nawet jeżeli nie mają w tym bezpośredniego interesu. ) ) dalem ci dwa argumenty: tzw. inteligentna bron oraz zdecydowanie mniejsze ) straty wsrod ludnosci cywilnej, niz w konfliktach wczesniejszych. a jakie ty ) masz argumenty - oprocz wlasnego przekonania? ) jest faktem, ze we wspolczesnych wojnach ameryki ginie malo cywili. mozesz to ) sobie roznie tlumaczyc, ale faktom nie da sie zaprzeczyc. O tym pisałam już wcześniej. Ale tylko dodam, że jakiś czas temu Amerykanie zrzucili bomby na wieśniaków, bo podejrzanie wyglądali (myśleli, żę wśród nich jest Osama - to byli zwykli wieśniacy, ale nikt nie raczył tego sprawdzić), innym razem zrzucili bomby na przyjęcie weselne, bo ktoś im powiedział, że to są terroryści (to było zwykłe przyjęcie weselne) ) ktos zauwazyl nieslusznie. jakos nikt tu dotychczas nie udowodnil, ze ) amerykanie prowadza odwet i odpowiadaja pieknym za nadobne. akcji w ) afganistanie (lub wojnie, jesli wolisz takie okreslenie) nie da sie porownac do ) ) zamachu na wtc i pentagon. na prawde nie widzisz roznicy? a miedzy ak a ss ) widzisz? Naturalnie, że jest różnica: Amerykanie przynajmniej udają, że chodzi o jakieś cele militarne. Nie jest to też odwet, to co robią jest bardzo sprytne:) Osama dał im prezent: teraz rząd amerykański ma przyzwolenie na ograniczenie wolności i atak na niemalże dowolny kraj. Wystarczy, że powiedzą: ten kraj popiera terrorystów, a terroryści, to są "tacy dziwni ludzie", że mogą być wszędzie. Aktualnie raczą szantażować ONZ - jeżeli nie zrobią czego zechcą Amerykanie, to zdegradują tą organizację i sami zaatakują. Wbrew pozrom nie jestem nastawiona Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 22.09.02, 02:07 mirabilis napisała: > Wbrew pozrom nie jestem nastawiona oj, jestes. nie obraz sie, ale nie chce mi sie dalej tu dyskutowac. nie zgodzimy sie i tak. uwazam, ze zyjesz w nierealnym swiecie. widzisz swiat przez pryzmat pieknych slow, ale bez zwiazkow przyczynowo-skutkowych. nie rozumiesz mechanizmow. to naturalnie moje zdanie i nie wyrazam go po to, aby cie obrazic, czy na koniec skrytykowac, tylko zeby pokazac dlaczego uwazam, ze nie ma po co dyskutowac, skoro az tak sie roznimy. pozdrawiam serdecznie takze tiammike, z ktora roznie sie podobnie b. Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Susan Sontag 22.09.02, 09:47 Pięknie, od jakiegoś czasu uczestniczysz w tej dyskusji i teraz nagle stwierdziłeś, że po prostu nie ma po co? Moje argumenty są racjonalne, więc używając również podobnych argumentów mógłbyś oponować. Czy żyję w nierealnym świecie? Chyba nie... Ale rozumiem, że odnosisz się, do moich wypowiedzi na temat nieuniknionych ofiar wśród cywilów. Pewnie myślisz, żę nie rozumiem, że to jest na prawdę nieuniknione i że taka jest polityka. Ale ja pojmuję ten punkt widzenia i wiem, że czasem nie da się uniknąć konfrontacji. Wcale nie żałuję rządów Talibów, ale mogę racjonalnie krytykować krótkowzroczność Amerykanów mając w pamięci ich niewątpliwe zbrodnie (liczone w milionach). Twoje poglądy zdają się być jednostronne. Trochę naginasz, żeby usprawiedliwić ataki Amerykanów, a że robisz to błędnie (nie obraź się za to, ale to nie jest tak proste jak samoobrona) musisz się liczyć z krytyką. A co do mojego anty-amerykanizmu. Nie za bardzo wierzę w ich szczere intencje. Uważam, że są hipokrytami - dokonują zbrodni i imię wartości, które sprzeciwiają się takim praktykom, a tak na prawdę możę chodzić o wpływy - Amerykanie pomimo swojej niezwykłej "moralności" atakują tylko kiedy mają w tym swój interes, a jeżeli coś nie leży w zasięgu ich zainteresowąń, ptrafią nie zauważyć ogromnych krzywd. Np planowany atak na Irak: czy Irak im zagraża? Bądźmy poważni, Irak może być groźny dla sąsiadów, dla Amerykanów nie stanowi bezpośredniego zagrożenia... Ale te wątpliwości dotyczą rządów, nie jestem nastawiona przeciw temu narodowi. Mają na swoim koncie wiele sukcesów i bardzo pomogli Polsce. Potrafię to docenić, bardzo wstrząsnęły mną ataki na Stany, ale nie zamieżam w związku z tym zamknąć oczu. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 22.09.02, 11:50 mirabilis napisała: > Pięknie, od jakiegoś czasu uczestniczysz w tej dyskusji i teraz nagle > stwierdziłeś, że po prostu nie ma po co? Moje argumenty są racjonalne, więc > używając również podobnych argumentów mógłbyś oponować. juz ci odpowiadam. nasza wymiana zdan polega na powtarzaniu swoich argumentow. mnie wystarczy pare razy i tyle. nie bierzemy udzialu w debacie w tv, gdzie wypada odsiedziec do konca programu i jeszcze przekonywac wyborcow. wtedy wiadomo, ze nie chce sie przekonac dyskutanta tylko publicznosc. a tu? skoro sie nie przekonamy nawzajem, to po co kontynuowac? dla przykladu: piszesz, ze irak nie stanowi zadnego zagrozenia dla usa. to samo mowilo sie i myslalo o afganistanie. a balagan jaki stworzyli jednak doprowadzil do tego, ze stany ucierpialy. to raz. a dwa: uwazasz ze zagrozenie w regionie (tym regionie!!) to malo? nasze poglady nie maja szans sie spotkac, wiec... ... koncze pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Susan Sontag 22.09.02, 15:54 Czuję się porażona ilością i jakością twoich argumentów;-) Ale masz rację, nie widać tu szans na dyskusję... Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Susan Sontag 22.09.02, 19:34 powiedzialem, ze koncze dyskusje, wiec nie musisz mnie prowokowac. chyba ze czujesz przemozna chec wymadrzania sie. powodzenia b. Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Susan Sontag 22.09.02, 20:02 Myślę, że w przemądrzaniu się jeszcze mi troszkę do ciebie brakuję, ale nic to - zamilknę idokonam jakiegoś wymyślnego aktu masochistycznego za te prowokacje:) Odpowiedz Link Zgłoś
kubasia Re: Susan Sontag 21.09.02, 09:00 Cytat z artykułu SS. "Dlatego nie jestem przeciwna aresztowaniu ludzi, którzy planują ataki przeciw ludności cywilnej." Błąd tłumcza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saudi Polecam felieton Jerzego Pilcha ... IP: *.interpacket.net 21.09.02, 12:04 polityka.onet.pl/artykul.asp?M=FP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tiamik Re: Jerzy Pilch ... IP: 213.25.22.* 21.09.02, 22:17 Pisząc o kimś publicznie ,że jest głupi wystawia sobie świadectwo. Mozna dyskutowac z czyimiś poglądami,nawet ostro - ale nie ad personam, chyba ,że...Jest się genialnym Jerzym Pilchem, oczywiście, który jest błyskotliwy , dowcipny i ma zawsze rację.Ale co ja tam wiem, pewnie jestem po prostu za głupia, nie na poziome takiego wybitnego pisarza. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: Polecam felieton Jerzego Pilcha ... 22.09.02, 05:48 Twórcze męki Jerzego Pilcha polegają na tym, że tak bardzo, naprawdę bardzo, chciałby napisać Coś. Coś niecodziennego, coś prowokującego, ważnego, nowego. Coś na miarę epoki. Niestety, za każdym razem, gdy Pilch wysypie literki na dziewiczy papier, te (o złośliwości) układają się w napis “Pilch jest fajny”. Albo “Jesteś uroczy, Jurku”. Czasem jeszcze “Ożarów 16 km”. Krótko mówiąc - pospolitość. Ma to swój czar - i wielu czarowi temu nie potrafi się oprzeć. Jest bowiem coś magnetycznego w ludziach zafascynowanych sobą. Ta fascynacja własną osobą zdaje się łączyć Pilcha z amerykańskim publicystą o nazwisku Andrew Sullivan. Ten Sullivan to właśnie facet, który przyznaje 'Sontag Awards', nagrodę "...za wypowiedź utrzymaną w duchu pamiętnej notatki Sontag, ziejącą nienawiścią do Ameryki...". Wojujący konserwatysta, znany przede wszystkim jako były naczelny 'The New Republic', która za jego czasów publikowała nieprzeciętnie dużo 'dziennikarstwa w służbie idei'. Jego idei. Niektórzy koledzy po piórze mają mu również za złe przyjmowanie pieniędzy od firm, o ktorych pisywał. Tacy to koledzy? Taki to Sullivan! Osobiście niezbyt lubię kastę 'lewicowych intelektualistów'. Jednak akurat bycie na lewo od Sullivana to żadna ujma. Zdrowy rozsądek też mieszka na lewo od Sullivana. Tak mniej więcej wygląda tło nagrody imienia Sontag, o której J. Pilch napisał w swoim felietoniku. Korci mnie niezmiernie, aby wyjaśnić tutaj, jakie zalety miewa reklamowane przez Sontag 'spojrzenie z drugie strony' - i dlaczego to, co pisze nabiera sensu w kontekście amerykańskiej polityki. Miałem jednak zamiar napisać o Pilchu, nie o amerykańskiej polityce. Zresztą, kolumnista 'Polityki' nie zwykł dzielić włosa na czworo i szukać 'drugich stron'. On po prostu 'lubi to co lubi, a nie lubi co nie...'. Dlaczego zatem Pilchowi nie uda sie napisać nic ważnego? Cóż: "Skoro ogórek nie śpiewa, i to o żadnej porze, to widocznie z woli Niebios, prawdopodobnie nie może." Odpowiedz Link Zgłoś
anonymus1 Re: Polecam felieton Jerzego Pilcha ... 30.09.02, 14:46 Nie jestem żadnym Pilchem, ani nikim opiniotwórczym ale mam za sobą doświadczenie z systemem komunistycznym, a w latach siedemdziesiątych widziałem wojnę domową w Libanie i różne arabskie bojówki w akcji i myślę podobnie jak Pilch: chociaż mówiąc wprost , Sontag głupia nie jest, ale jest jak koń węglarza z klapkami na oczach- kiedyś gdy roniła łzy nad śmiercią HeGuevary postanowiła zostać bojowniczką postępu, niestety jest tylko ofiarą stalinowskiej propagandy i nie widzi jak ten koń niczego oprócz nie swojej zresztą idei. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Buzz - realista nierealistyczny 22.09.02, 15:51 Jeśli dobrze Cię rozumiem Realpolityk w Twoim oglądzie wydaje się opierać głównie na realiźmie magicznym. Oburzanie się na Sontag za podkreślenie prostego faktu, że tak straszliwa nienawiść nie bierze się znikąd - to zaklinanie rzeczywistości słowami. W przypadku Amerykanów owa wiara w magię wynika stąd, że demokracja, wolny rynek, sprawiedliwość, wolność - wszystkie dobre i wspaniale rzeczy - w ich zbiorowej świadomości są splecione z Krajem: ze wpaniałymi Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej. I z interesami USA. Jak to więc? - zdają się dziwić. My to wolność, sprawiedliwość, nowoczesność. Czemu więc oni nas nienawidzą? Wariaci, szaleńcy! Według mnie pamiętna notatka Sontag (www.newyorker.com/talk/content/?010924ta_talk_wtc - na życzenie mogę wrzucić tu tłumaczenie) to właśnie protest przeciwko próbom wyczarowania takiej zbiorowej iluzji. Żądanie, aby dorosła demokracja spojrzała prawdzie w oczy. Prawdzie, że zbrodniarze z WTC to wrogowie, niebezpieczni bo inteligentni i gotowi na wszystko. Nie 'szaleńcy i tchórze' - a już z pewnością szaleńcami nie są Ci, którzy za nimi stoją. Wrogowie USA stają się wrogami nie w wyniku koniunkcji gwiazd. Rodzą ich, zwykle pośrednio, działania podejmowane przez USA w różnych krajach. To wcale nie oznacza (i Sontag nic takiego nie powiedziała), że należy zewsząd sie wycofać i nadstawić drugi policzek, że trzeba tych działań zaprzestać. Być może wręcz przeciwnie, należy być bardziej zdecydowanym - ale trzeba być też świadomym, że z prowadzenia tak aktywnej polityki wynikają koszty. Z tego samooszukiwania się wynika moim zdaniem pewna poważna słabość USA. Mam na myśli próby prowadzenia 'wojen bez ofiar' (patrz: Somalia) i natychmiastowe wycofywanie się, gdy balonik 'self-rightousness' zetknie się z zimna rzeczywistością, powodując nieuchronny spadek poparcia dla rządu. Rozziew między początkową retoryką wielkiej wojny i 'ataku na ludzkość' a rzeczywistością okazał się zresztą dość groteskowy. Nic tego lepiej nie zilustruje, niż zestawienie cytatu z Broniewskiego, który przytoczyłeś, z wezwaniami Busha, aby optymistycznie patrzeć w przyszłość i kupować, kupować, kupować... Bo nam, Szanowni Państwo, gospodarka spowalnia o 1.2%. Jednomyślność i 'pełne poparcie' dla admnistracji (do którego nawiązałeś) jest już przeszłością i tak naprawdę trwało stosunkowo krótko. Całe szczęście - 'metoda różni dyktaturę od republiki'. Analizę tej sytuacji możesz znaleźć w poprzednim numerze 'The Atlantic Monthly'. Na tym tle połajanki Sontag z wywiadu udzielonego GW wyglądają całkiem łagodnie. Na dodatek polityka zagraniczna prowadzona przez zespół Busha powoduje zmniejszanie się (początkowo ogromnego) poparcia dla USA. Pomyśl, jak wiele mogliby uzyskać, gdyby choć *udawali*, że liczą się z innymi krajami. cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: Buzz - realista nierealistyczny cd. 22.09.02, 16:13 Fragmentem wywiadu dosc istotnym dla zrozumienia tego, co pisze Sontag, jest obśmiane przez Pilcha zdanie: "Dlatego nie jestem przeciwna aresztowaniu ludzi, którzy planują ataki przeciw ludności cywilnej. Ale to nie oznacza, że wszystko inne też jest w porządku." Co bowiem z tymi, którzy żadnych ataków nie planują, ale policji się wydaje, że, i owszem, knują podle? Zbytnia nieufność? Chyba nie - od 11 września ub. roku do daty udzielenia wywiadu w USA aresztowano w związku z terroryzmem ponad 1400 osób. Jak do tej pory, skazano jedna osobę (8 miesięcy więzienia za nielegalne przekroczenie granicy z Kanadą) - po czym faceta wypuszczono, bo odsiedział już 10 miesięcy. Wiele osób deportowano za samowolne przedłużenie pobytu w USA. Co poza tym? Nic! Krótko mówiąc, ogranicza się wolności obywatelskie (nie bronię nielegalnych - ale masowe aresztowania legalnych rezydentów i obywateli tu się kwalifikują), do których USA są tak przywiązane, w imię poczucia bezpieczeństwa. Mnie nie dziwi to, że Sontag traktuje to jako moralny konflikt. Dziwi mnie, że tak mało osób widzi w tym problem. To taki klasyczny, amerykański cytat (Franklin bodajże): "Ten, kto rezygnuje ze swoich wolności w imię tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługuje ani na jedno, ani na drugie". Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Buzz - realista nierealistyczny cd. 22.09.02, 19:37 dobra, to juz naprawde ostatni post. 1. na nikogo sie nie oburzalem. 2. nie twierdze takze, ze usa nie popelniaja bledow, czesto powaznych. 3. nadal sie z wami nie zgadzam. pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maly.k Re: Buzz, realista stadny... IP: *.sympatico.ca 22.09.02, 21:02 ... i na dodatek niegrzeczny. Z jakimi 'wami' się nie zgadzasz i w jakie sprawie? Ja widzisz napisałem coś innego niż Mirabilis i Tiamik. Na dodatek - pierwszy raz (oprócz jednej krótkiej wiadomości). Nie wiem, czy jesteś świadom, ale swoje argumenty opierasz w dużym stopniu na swojej ignorancji w sprawach amerykańskiej polityki i realiów. Ergo: to nie są argumenty, Tobie się po prostu wydaje. Pozostaję z szacunkiem, mk. PS. Masz rację, po takim wstępie nie mamy o czym rozmawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Buzz, realista stadny... 22.09.02, 21:58 Gość portalu: maly.k napisał(a): > ... i na dodatek niegrzeczny. to juz odnies do siebie. > Nie wiem, czy jesteś świadom, ale swoje argumenty > opierasz w dużym stopniu na swojej ignorancji w sprawach > amerykańskiej polityki i realiów. Ergo: to nie są > argumenty, Tobie się po prostu wydaje. to tobie sie wydaje, ze cos o mnie wiesz. a tu prosze - kula w plot. > > Pozostaję z szacunkiem, > w to akurat watpie, ale tez sie nie przejmuje. > PS. Masz rację, po takim wstępie nie mamy o czym rozmawiać. dobrze, ze wreszcie, po kilku moich postach do ciebie to dotarlo. czy kazdy tekst musisz uslyszec kilka razy? zmeczony ciaglym powtarzaniem przesylam nalezne wyrazy powazania b. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Obyczaje 23.09.02, 03:15 b.u.zz napisał: > to tobie sie wydaje, ze cos o mnie wiesz. a tu prosze - kula w plot. Masz rację, nie powinienem był tego napisać. > > Pozostaję z szacunkiem, > w to akurat watpie, ale tez sie nie przejmuje. Dlaczego? > dobrze, ze wreszcie, po kilku moich postach do ciebie to dotarlo. czy kazdy > tekst musisz uslyszec kilka razy? > zmeczony ciaglym powtarzaniem Dobra, teraz troszkę o obyczajach. Odpowiedziałeś na mój jeden post. Słownie jeden. Pisząc, że się nie zgadzasz. Ja doskonale rozumiem, że ktoś może nie mieć ochoty rozmawiać ze mną o Suzan S. - albo też na żaden inny temat. W sumie odpowiadamy tym, którym chcemy. Sam się trochę sobie dziwię, że piszę te slowa... Jednakowoż jestem bardzo ciekaw, skąd wzięło się to 'po kilku moich postach do ciebie'. Nie przypominam sobie żadnych Twoich postów, które byłyby jakimikolwiek odpowiedziami na moje wiadomości - poza tą poprzednią. Proszę zrozumieć, że kiedy umieszczam gdzieś wiadomość (praktycznie po raz pierwszy), na którą otrzymuję odpowiedź będącą nieco ugładzonym ekwiwalentem 'znowu ten idiota' - od osoby, z którą jakożywo nigdy nie dyskutowałem - biorę takiego dyskutanta za gbura. Ot, i wszystko. Pozdrawiam, mk. PS. Jedyna odpowiedź, która mnie intersuje, to skąd wzięło sie owo 'kilka razy'. Wątek o pani S. i USA uważam za zamknięty. Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Obyczaje 23.09.02, 11:22 szanowny dyskutancie, mk serdecznie przepraszam za skrot myslowy i nieprecyzyjne sformulowanie (tzn. nieprawdziwe). rzeczywiscie, do ciebie byl tylko jeden post. ale uznalem, ze skoro dokonales proby podsumowania mojego stanowiska, musiales skads brac dane. zalozylem, ze z moich poprzednich postow. a tam kilkakrotnie pisalem, ze koniec dyskusji na ten temat, bo i tak sie nie zgodzimy (wprawdzie chodzilo o mirabilis i tammik, ale koniec to koniec). a wiec: koniec :) uff b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Do Buzza - nie na temat... IP: *.abo.wanadoo.fr 25.09.02, 11:25 Wiec mam nadzieje, ze mi odpowiesz... Pytanie bedzie o imponderabilia. Konkretnie o stosowanie agresji. Kiedy, Twoim zdaniem, uruchamianie takich mechanizmow jest zasadne? Interesuje mnie przy tym zarowno przestrzen indywidualna, wsobna, by tak rzec, stosunkow miedzyludzkich, a takze - czemu nie? - polityki miedzynarodowej. Pozdrawiam jendza Odpowiedz Link Zgłoś
b.u.zz Re: Do Buzza - nie na temat... 27.09.02, 11:22 hmm... nie ma zasad tam, gdzie ich byc nie moze. zycie jest zbyt skomplikowane, aby dalo sie je tak latwo opisac. mysle natomiast, ze uzycie sily musi byc ostatecznoscia - zarowno w zyciu prywatnym, jak i zawodowym. natomiast uwazam, ze dobrowolne wyrzeczenie sie sily i dodatkowo ogloszenie tego faktu, stawia takiego delikwenta na z gory przegranej pozycji: inni beda mieli miej skrupulow i jeszcze to wykorzystaja. ja wiem, ze ewangelia mowi co innego, ale z tym dylematem, to sobie nawet chyba sam kosciol nie poradzil, tak do konca. pozdrawiam b. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jendza Re: Do Buzza - nie na temat... IP: *.abo.wanadoo.fr 27.09.02, 12:25 b.u.zz napisał: > hmm... nie ma zasad tam, gdzie ich byc nie moze. zycie jest zbyt skomplikowane, > > aby dalo sie je tak latwo opisac. mysle natomiast, ze uzycie sily musi byc > ostatecznoscia - zarowno w zyciu prywatnym, jak i zawodowym. natomiast uwazam, > ze dobrowolne wyrzeczenie sie sily i dodatkowo ogloszenie tego faktu, stawia > takiego delikwenta na z gory przegranej pozycji: inni beda mieli miej skrupulow > > i jeszcze to wykorzystaja. > ja wiem, ze ewangelia mowi co innego, ale z tym dylematem, to sobie nawet chyba > > sam kosciol nie poradzil, tak do konca. > pozdrawiam > b. > > Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Buzz - realista nierealistyczny cd. 22.09.02, 20:08 Mały Książę - sama bym lepiej tego nie ujęła:) Nie wiem, czy zgadzam się z każdym twoim słowem, bo nie przeczytałam twoich postów aż tak dokładnie, ale zgadzam się z każdym zdaniem, które przeczytałam:) Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: Buzz - realista nierealistyczny cd. 23.09.02, 03:18 Z 'ostrożności procesowej' radzę przyjąć, że z tymi, których nie przeczytałaś, nie zgadzasz się. Muszę przyznać, że ja nie zgadzam się z bardzo wieloma z Twoich twierdzeń. Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Mirabilis pacyfistyczna... 23.09.02, 16:14 Ot, dla przykladu: "Ta "spirala przemocy", o której we wcześniejszych postach była mowa dotyczy tej kwestii, że, tak jak wcześniej pisałam, żadna z "broniących się ofiar" nie uderza bezpośrednio w terroryzm i musi się liczyć, że ci niewinni, których skrzywdzili mogą chcieć się zemścić... Problem nie leży w Bin Ladenie, tylko w tym, że wciąż są na tyle zdesperowani ludzie, żeby go słuchać. Jeżeli Amerykanią na pradę chcą walczyć z terroryzmem, to powini skoncentrować się głównie na tym problemie. " To juz jednak rzecz na rozmowe o swiecie, a nie o Susan Sontag. Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Mirabilis pacyfistyczna... 24.09.02, 16:04 Mam wrażenie, że wywiad z Sontag stał się pretekstem do głębszego rozważania problemów, które ona zaledwie sygnalizuje... Wiesz, chyba nie do końca jestem pacyfistką... Ten cytat, który znalazłeś w moim poście był takim pytaniem o przyszłość. Nie wierzę, żeby udało się całkowicie wyeliminować terroryzm przez akcje militarne, co potwierdza przykład Palestyńczyków i Izreala. Uważam, że Stany powinny jakoś zmienić swoją politykę zagraniczną, żeby nie owocowała ona wrogami na całym świecie. I chyba to jest głos rozsądku, a nie "ślepy" pacyfizm. Dla przykładu byłam zwolenniczką interwencji w Jugosławi, choć muszę przyznać, że nie akceptowałam metody jaką obrano (w założeniu chodziło o ochronę ludności cywilnej, w praktyce nie osiągnięto w tym punkcie większych sykcesów). Również jeżeli chodzi o interwencje w Afganistanie nie byłam przeciwna. To z czym się w głównej mierze nie zgadzam, to retoryka tej wojny i jej konsekwencje. I tu dochodzimy do twierdzeń Sontag. Afganistan - powiedzmy, że świat islamu sam poczuł ulgę, kiedy Talibowie zostali odsunięci od władzy (nie wspominając ludności tam mieszkającej), ale oś zła: Irak, Iran i Korea, ostatnio pojawił się też Jemen - o co chodzi? Te interwencje mogą przynieść więcej złego niż dobrego, Stany zrobią sobie jeszcze więcej wrogów, a terroryzmu i tak nie uda im się w ten sposób zniszczyć. Więc po co to? Skojarzenia mam raczej Orwelowskie (w kwestii wroga - jest po to, żeby mieć władzę) A to co jest w tym dodatkowo przrażające, to fakt, że USA stawiają siebie ponat prawem (chodzi o Trybunał, o ONZ, czy o szczyt Ziemi). Nie ufam ich dobrym intencjom... Jest to zaproszenie do dyskusji. I może następnym razem napiszesz coś konkretnego... Pozdr. mirabilis Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: Mirabilis pacyfistyczna... 25.09.02, 05:37 Mirabilis, Już tłumaczę, o co mi chodziło. Fragment Twojego tekstu, który zacytowałem, trącił mi nieco ‘polityczną mitologią’. Pierwsza sprawa to Ci ‘zdesperowani ludzie’, którzy będą chcieli się zemścić. Ta ‘arabska ulica’, o której ciągle mowa, owi biedni ludzie bez perspektyw. Owszem, to problem. Tylko że Ci, którzy porywali samoloty, nie głodowali w obozie uchodźców, a studiowali pilotaż na Florydzie. Kilku z nich pochodziło z Egiptu. To stosunkowo zamożny i stabilny kraj. Tylko że establishment tego kraju nie ma do zaproponowania młodym obywatelom absolutnie nic - poza stałymi dostawami narkotyku antysemityzmu i antyamerykanizmu. Jak zmiana polityki USA może rozwiązać tego rodzaju problemy? Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Mirabilis pacyfistyczna... 25.09.02, 15:40 Odpowiem ci pytaniem na pytanie: co takiego robią, bądź zrobiły Stany Zjednoczone, że ci młodzi ludzie są gotowi poświęcić własne życie, żeby zabić Amerykanów. A fakt, że zabijają cywilów, w moim przekonaniu, świadczy o niesamowitym zdesperowaniu. Kiedy pisałam o tym, że USA powinny zająć się tym problemem, miałam na myśli nie tylko pomoc biednym, ale i przeanalizowanie własnej polityki. Może część z tych desperatów pochodzi z zamożnych rodzin, ale to nie oznacza, że nie obchodzi ich los tych, którzy cierpią głód i poniżenienie z powodu Stanów. Wiem co odpowiesz: że w wielu przypadkach Amerykanie wcale nie odpowiadają za tą sytuację i dużej mierze będziesz miał rację, ale Stany same "pchają się" na bliski wschód i jednak ponoszą chyba jakąś odpowiedzialność. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Re: Mirabilis pacyfistyczna... 25.09.02, 21:45 Mirabilis, Gdyby szukac wystarczajaco dlugo, zapewne moznaby doszukac sie szlachetnych intencji w Gingis-Hanie. Japonscy kamikaze tez byli mlodymi ludzmi, ktorzy gotowi byli poswiecic wlasne zycie aby zabijac Amerykanow. I co z tego? Stopien desperacji nie dowodzi szlachetnosci. Ja odczytalem slowa Sontag jako protest przeciwko oglupianiu spoleczenstwa wojenna retoryka po to, aby adminstracja mogla miec wolna reke w prowadzeniu polityki wewnetrznej i zagranicznej. Na www.nytimes.com mozesz znalezc felieton, w ktorym wypowiada sie ona wlasnie w tym duchu. Pozdrawiam, mk. PS. Skojarzenie jakiegos zdarzenia z wlasnymi dzialaniami nie oznacza uznania swojej winy czy odpowoiedzialnosci (w znaczeniu 'mea culpa' - i na kolana). Odpowiedz Link Zgłoś
mirabilis Re: Mirabilis pacyfistyczna... 26.09.02, 21:40 1. Nie odpowiadasz na pytnia, które Ci zadaje. 2. Stosujesz interpretacje nieżyczliwą. > Gdyby szukac wystarczajaco dlugo, zapewne moznaby doszukac sie szlachetnych > intencji w Gingis-Hanie. Japonscy kamikaze tez byli mlodymi ludzmi, ktorzy > gotowi byli poswiecic wlasne zycie aby zabijac Amerykanow. I co z tego? Stopien > > desperacji nie dowodzi szlachetnosci. Czy w którymkolwiek miejscu użyłam słowa "szlachetność"? Kiedy czytam twoje posty nie do końca utożsamiam się z poglądami, które mi przypisujesz ergo wyciągasz z moich wypowiedzi zbyt daleko idące wnioski i mam wrażenie, że po prostu pasujące do twojego sądu na mój temat. Chodzi mi w tej kwestii o pewne zrozumienie problemu, które, w moim przekonaniu, potrzebne jest do uporania się z problemem światowego terroryzmu (siła tego nie załatwi). Żeczywiście nie sądzę, żeby kamikadze mieli w głowie tylko bezmyślną żądzę mordu. A ty tak sądzisz? > Ja odczytalem slowa Sontag jako protest przeciwko oglupianiu spoleczenstwa > wojenna retoryka po to, aby adminstracja mogla miec wolna reke w prowadzeniu > polityki wewnetrznej i zagranicznej. Na www.nytimes.com mozesz znalezc > felieton, w ktorym wypowiada sie ona wlasnie w tym duchu. I tu się z Tobą absolutnie zgadzam. Co więcej, sugerowałam ten problem w poprzednich postach. > PS. Skojarzenie jakiegos zdarzenia z wlasnymi dzialaniami nie oznacza uznania > swojej winy czy odpowoiedzialnosci (w znaczeniu 'mea culpa' - i na kolana). Nie wzywałam do uznania pełnej odpowiedzialności...Z resztą naiwjałam od tym chyba we wszystkich postach, więc, bardzo proszę, choć raz przestań stosować się do pkt.2 Uważam, że aktualna sytuacja jest niebezpieczna i wymaga rozsądnych środków, ale to nie jest nic nowatorskiego... Odpowiedz Link Zgłoś
maly.ksiaze Dobry wieczór 27.09.02, 03:11 mirabilis napisała: > 1. Nie odpowiadasz na pytnia, które Ci zadaje. > 2. Stosujesz interpretacje nieżyczliwą. 1. Przyganiał kocioł garnkowi. 2. Dlaczego miałbym stosować życzliwą? Nie mam żadnych sądów na Twój temat i nie próbuję ich potwierdzać. Nie sprawdzaj rozmowy do 'bo Ty mnie źle zrozumiałeś'. > Chodzi mi w tej kwestii o pewne zrozumienie problemu, które, w moim > przekonaniu, potrzebne jest do uporania się z problemem światowego terroryzmu > (siła tego nie załatwi). Żeczywiście nie sądzę, żeby kamikadze mieli w głowie > tylko bezmyślną żądzę mordu. A ty tak sądzisz? Oczywiście, że nie. Byli odważni, staranni, wyszkoleni. Tylko że ich motywacja była tego rodzaju, który wykluczał wszelkie negocjacje i branie jeńców. Dostrzegasz analogię? Widzisz, w moim odczuciu polityka ma wymiar makiaweliczny (tu polecam 'Księcia'). Czasami czyniąc 'dobro' czyni się 'zło' - i odwrotnie. Aha, jeszcze o tej 'szlachetności'. Napisałaś: "Może część z tych desperatów pochodzi z zamożnych rodzin, ale to nie oznacza, że nie obchodzi ich los tych, którzy cierpią głód i poniżenienie z powodu Stanów." Ludzi, którzy współczują z biednymi, którzy wrażliwi są na krzywdę ubogiego, zwykle obdarza sie przymiotnikiem 'szlachetny'. Nie wierzę, aby ktoś kierujący się taką motywacją zabił 3000 przypadkowych ludzi. Pozdrawiam, mk. Odpowiedz Link Zgłoś
spinelli Re: Susan Sontag 23.09.02, 20:12 Kiedy w zeszlym roku przeczytalam tekst Sontag, pomyslalam, ze jest to dokladnie to co mysle ja, (i naiwnie), ze wiekszosc polnocnoamerykanskiego spoleczenstwa musi myslec podobnie. Nie moj to rzad ale gdybym byla Amerykanka to czulabym sie obrazona widzac pana Busha juniora powtarzajacego raz za razem, wrecz przeliterowujacego te same zwroty, wyswiechtane to bolu. ("Our way of life", "faceless cowards", "we stand united", "who is not with us is against us). Po paru tygodniach dostalam email od kolezanki mieszkajacej w USA, osoby wyksztalconej, inteligentnej, obytej. I... w drugim zdaniu przeczytalam: "We stand united against...." Pomyslalam sobie, co jest...? Wiec jednak to dziala, nie mam watpliwosci ze jest to celowa infanylizacja (?) spoleczenstwa o czym czytamy w wywiadzie z SS. Bedziemy powtarzac az do granicy hipnozy pewne zwroty, zeby na tyle utrwalily sie w mozgach obywateli ze nie bedzie juz miejsca na nieodpowiednie pytania. Pytania do rzadu, ktory tak zaniedbal swoich obywateli. You are either with us or against us: jezeli zadajesz pytania to cos w naszej linii nie jest dla ciebie jasne, jesli nie jasne to czemu nie, czyli ty bracie nie jestes z nami. Znamy to z naszej wlasnej historii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotrek Re: Susan Sontag/Polemika z Pilchem z Polityki IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 14:03 Głupota Jerzego Pilcha? Rozsierdziła pisarza i felietonistę Jerzego Pilcha (Polityka 38) kontrowersyjna pisarka amerykańska Susan Sontag, udzielając wywiadu Wysokim Obcasom. Oczywiście najzupełniej słusznie, bo jak to, lewicująca pisarka, kobieta (!) i do tego lesbijka śmiała wołać o odrobinę obiektywizmu i zdrowego rozsądku w opisywaniu wydarzeń 11 września i świata po nim. To, że jej opinie były źle przyjmowane w USA to dość oczywiste ale, żeby tak zdenerwować felietonistę Polityki, że stracił swój zdrowy rozsądek? Pilch przyjął w krytykowaniu Sontag częsty sposób polemizowania z czyimiś poglądami – interpretuje słowa i sprowadza do absurdu, a to, że zupełnie nie zgadza się to z sensem wypowiedzi adwersarza, to już nieistotny szczegół. Ale po kolei: Zarzuca Pilch swej amerykańskiej koleżance po fachu, że jak hiena szuka tematów do kolejnych powieści, bo „dziejowa szansa nurzania się w apokaliptycznym pyle zburzonych wież przeszła jej koło nosa”, gdyż akurat podczas wrześniowych ataków terrorystycznych na Nowy Jork, pisarka była w Berlinie. Ja sam przeżyłem coś podobnego (oczywiście z zachowaniem właściwych proporcji) latem ’97, gdy topił się Wrocław. Byłem wtedy na wakacjach za granicą i strasznie żałowałem, że nie ma mnie w moim ukochanym mieście. Nie dlatego jednak, by „nurzać się w apokaliptycznym pyle” ale by próbować coś robić, nosić worki z piaskiem czy „dawać strażakom rękawice” jak chciał Sontag. Trudno to zrozumieć, prawda? Następną wypowiedź Pilcha przytoczę bez komentarza. W wywiadzie dla WO, Sontag powiedziała „nie jestem przeciwna aresztowaniu ludzi, którzy planują ataki przeciw ludności cywilnej. Ale to nie oznacza, że wszystko inne (czyli – atak na Afganistan, ofiary wśród ludności cywilnej, wojna z terroryzmem itp. – kom. P.K.) też jest w porządku”, co Pilch porównuje do twierdzenia, że to tak jak być „przeciwko eksterminacji Żydów i mieć przy tym ostre poczucie tolerancji”. Bardzo inteligentne, prawda? Kolejne zarzuty są mniejszej wagi. Sontag bezczelnie twierdzi, ze nie ma w domu telewizora i rzadko ogląda TV a atak na WTC oglądała w CNN tylko dlatego, że zadzwonił do niej kolega. No, to już absolutny skandal, drwi Pilch. Tak oto obłudnie zachowują się ci „intelektualiści”, do których oczywiście on sam nie należy. Co gorsza Sontag śmie mieć swoje zdanie na temat fotografii, twierdząc, że dużo trudniej jest zagrać nowicjuszowi na fortepianie niż zrobić dobre zdjęcie. Rzeczywiście, ta opinia, to doskonały powód do kolejnych inteligentnych i błyskotliwych komentarzy . Na koniec zaś coś, co stanowi grzech śmiertelny Sontag: planuje ona napisać powieść, której bohaterką będzie Helena Modrzejewska! Trudno nie zgodzić się z Pilchem – niech siedzi sobie w tym swoim Nowym Jorku i pisze o peregrynacjach alkoholowych jego mieszkańców, głupia baba. Jak widać głupota, to nie tylko rzecz, która dotyczy nas, zwykłych śmiertelników. Także doskonały pisarz (którego zresztą bardzo lubię i cenię) pokazał, że trafia się nam wszystkim. A zatem przyznaję pierwszą nagrodę im. Jerzego Pilcha Jerzemu Pilchowi. Piotrek Odpowiedz Link Zgłoś
goga.74 Re: Susan Sontag/Polemika z Pilchem z Polityki 24.09.02, 15:04 No i oczywiscie pan Pilch nie pominal faktu, ze pani Susan Sontag jest lesbijka. Ot, taka drobna uwaga, nie majaca zadnego merytorycznego zwiazku z tekstem pani Susan, majaca pewnie na celu jedynie zdyskredytowanie "przeciwnika". Odpowiedz Link Zgłoś
anonymus1 Głos rozsądku?-to śmieszne 30.09.02, 14:29 To że Sontag jest znaną kobietą i znaną publicystką nie przeszkadza jej w mówieniu głupstw- zresztą nie pierwszy raz i nie ona jedna spośród tak zwanych postępowych trockistoswsko- czegevarowskich intelektualistek skażonych do śmierci stalinowską propagandą. Ne te lewackie teksty i strachy przed Ameryką- światowym żandarmem już przestałem reagować, chociaż najchętniej bym się na nie wyrzygał, bo ich autorzy i tak nie słuchają racji innych .Jak ich będą wysadzać w powietrzne to też wybaczą bo w słusznej sprawie. Odpowiedz Link Zgłoś