Gość: zołza
IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl
25.10.02, 10:37
Początek banalny.... studia, miłość i wspólne zamieszkanie. Po 3,5 roku
pobraliśmy się. Zaczął pływać na statkach. Po powrotach był nie do
zniesienia, ciągła zadrość i kontrolowanie. Wreszcie.....uderzył.Tłumaczył ze
zrobił to ze "wzgledow humanitarnych", "a poza tym przecież nic sie nie stalo
bo krew sie nie lała i nie chodziłam posiniaczona". Tylko raz ale wystarczyło
aby umarła cała miłość, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Nie potrafię
zapomnieć. A jeśli to się jeszcze kiedyś powtórzy? On teraz udaje ze nic sie
nie stało...
I co dalej?