Dodaj do ulubionych

I co dalej?

IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.10.02, 10:37
Początek banalny.... studia, miłość i wspólne zamieszkanie. Po 3,5 roku
pobraliśmy się. Zaczął pływać na statkach. Po powrotach był nie do
zniesienia, ciągła zadrość i kontrolowanie. Wreszcie.....uderzył.Tłumaczył ze
zrobił to ze "wzgledow humanitarnych", "a poza tym przecież nic sie nie stalo
bo krew sie nie lała i nie chodziłam posiniaczona". Tylko raz ale wystarczyło
aby umarła cała miłość, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Nie potrafię
zapomnieć. A jeśli to się jeszcze kiedyś powtórzy? On teraz udaje ze nic sie
nie stało...
I co dalej?
Obserwuj wątek
    • kwik humanitarne uderzenie? 25.10.02, 10:46
      rany boskie, strzez nas panie od takiej filozofii zyciowej.
      uciekaj dziewczyno.
      powodzenia.

      • sagan2 Re: humanitarne uderzenie? 25.10.02, 10:54
        moja mam zawsze powtarza, ze moglaby mezczyznie wiele
        rzeczy wybaczyc (moze i zdrade), ale uderzenia *nigdy*.
        w takiej sytuacji spakowalaby manatki i odeszla od razu.

        nie daj sie, powodzenia :)
    • lastka Re: I co dalej? 25.10.02, 10:49
      Wiesz co? Myślę, że jeżeli raz uderzył to i zrobi to kolejny raz.
    • rzulw do łódeczki go..... i na morze, 25.10.02, 10:57
      ale humanitarnie - o chlebie i wodzie
    • Gość: Kan Re: I co dalej? IP: proxy / 157.25.84.* 25.10.02, 11:03
      To oczywiście nie powinno się zdarzyć.
      Trzeba nerwy trzymać na wodzy ale nic nie napisałaś jak była przyczyna, że
      faceta aż tak poniosło.
      Z drugiej strony, co to za miłość, która nie przetrwa w ekstremalnych warunkach.

    • pajdeczka A czemu nie oddałaś? 25.10.02, 11:11

      Trzeba było mu oddać, a potem uprzedzić, że jeśli to się zdarzy jeszcze raz to
      nie będzie miał już do kogo wrócc z morza.
      Znam przypadek, kiedy facet raz użył siły wobec żony, ale potem już tego nigdy
      nie zrobił. Zrozumiał, że było to złe. Poza tym, wiele głupstw robi się pod
      wpływem alkoholu. Trzeba to również wziąć pod uwagę.
      Nie wiem także, bo nie piszesz, w jakich okolicznościach to miało miejsce i
      jaki był powód. "Względy humanitarne" ? Nie bardzo rozumiem, co miał na myśli.
      Może byś coś więcej wyjawiła.
    • Gość: grogreg Re: I co dalej? IP: proxy / 212.160.165.* 25.10.02, 11:15
      No nestety. zawod Marynarza wiaze sie z pewnymi specyficznymi obciazenami
      psyhicznymi. Rozlaka z rodzina, przebywanie z waskim gronem kolegow przez
      duzszy czas, praktycznie zadna mozliwosc odskoczni od okretowej monotoni. Rozne
      dziwne rzeczy czlowiekowi zaczynaja po glowie chodzic. Niektorym bardziej, lub
      mniej odbija. W najlepszym przypadku chleja, w najgorszym na srodku oceanu
      pakuja walizki i ida do domu.

    • Gość: zołza oddałam IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.10.02, 11:29
      oddałam pajdeczko. tylko potem to ja byłam ta zła bo smiałam go uderzyć. Co
      było powodem? Zaczeło sie od tego ze kolega (którego znam ze studiów)
      usmiechnął sie do mnie i powiedział dzień dobry w hipermarkecie (maż stwierdzil
      że to na pewno jeden z moich kochanków bo się tak do mnie uśmiecha i o malo mi
      reki nie złamał). Potem bylismy na spotkaniu u przyjaciół i "za długo"
      rozmawiałam z naszym wspólnym znajomym, który na pewno "mnie bzyka". Jeśli
      zadzwonił telefon, i rozmawiałam (choćby to była moja mama) to na pewno dzwoni
      do mnie kochanek. a poza tym to ja nie robie nic innego tylko wydaję jego
      pieniądze. Kiedyś zrobił i awanturę bo zaokregliłam rachunek w taksówce o 30
      groszy.
      A cel humanitarny? W koncu miałam dość upokorzeń i oskarżeń. Popłakałam sie.
      powiedziałam ze jeśli się nie zmieni to odejdę. I wtedy dostałam. Ten cel
      humanitarny miał spowodować że przestanę "ryczeć".

      Obiecywał ze nigdy w zyciu nie uderzy mnie. Oboje mielismy tzw.trudne
      dzieciństwo. Ojcowie alkoholicy prześladowali swoje rodziny. Sądziłam ze ucząc
      sie na błędach własnego ojca będzie inny. Widać sie pomyliłam.

      Jak mam dalej być z facetem do którego juz nic nie czuję? Jeśli nie chciałam
      się z nim kochać mówił "to się zmus, w końcu do cholery jestes moja zoną".....
      Na szczeście nie mamy dzieci i nie muszę sie dla nich poświecać.....
      • fe_male Re: oddałam 25.10.02, 11:36
        Ooooo, Proszę Pani ten list wiele zmienia.
        O ile nie wiedziałabym co radzić Ci po pierwszym (pewnie żebyś jeszcze
        poczekała i zobaczyła co będzie dalej) o tyle teraz skłaniam się ku opinii
        tych, którzy radzą: "Zacznij pakować Siebie lub Jego"

        Pa.
      • Gość: Kami Re: oddałam IP: 213.17.164.* 25.10.02, 11:46
        Wywalić go na zbity pysk, to byłoby najlepsze rozwiazanie. Obawiam sie jednak,
        że to rozwiązanie jest mało realne. Po tym co przeczytałam śmiem twierdzić, że
        Twój mąz ma jakies zaburzenia osobowości, Zołza uciekaj od niego jak najdalej
        bo zniszczy Cię psychicznie. Nie kochasz go przecież, nie macie dzieci, więc
        co Cię przy nim trzyma?
      • pajdeczka Re: oddałam 25.10.02, 11:46

        To już wiem trochę więcej.
        Jeśli jest inteligentny to powinien zacząć inaczej myśleć o Tobie, kiedy jest
        na morzu.
        Znam dziewczynę, która, gdy mąż jest na morzu, puszcza się ze swoim szefem.
        On też jest bardzo zazdrosny i robi jej czasami sceny (nic nie wie o szefie,
        ale podejrzewa ją, bo wie jaki ona ma temperament). Kiedy jest na lądzie ona
        jest przykładną żoną i matką. Jednym słowem odgrywa świetnie swoje role.
        Mam też przykład faceta-marynarza, który żonie zrobił 4 dzieci, żeby jej
        głupoty do głowy nie przychodziły, kiedy go nie ma. Ona naprawdę porządna,
        trzymała się zawsze domu. Za to on się puścił. Zrobił o kilkanaście lat
        młodszej kobiecie dziecko. Dziecka już nie ma, ale małżeństwo nadal istnieje.
        Nie chcę się domyślać, co wyprawia w portach.
        Są więc dwie strony medalu.
        A może on tak się zachowuje, bo sam ma coś na sumieniu? Każdy ocenia innych po
        sobie. Nie chcę Cię jeszcze bardziej dołować, bo widzę, że jest bardzo źle.
        Tu jest potrzebne radykalne cięcie. Albo stanowcza rozmowa, co dalej z Wami i
        jak to ma wyglądać. Albo rozstanie, tym bardziej, że jeszcze nie macie dzieci.
        A może dziecko byłoby jakimś antidotum? Znałaś go długo - wiesz najlepiej jaki
        jest.
        Powodzenia
        Paja
      • Gość: Agata Re: oddałam IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 25.10.02, 12:49
        Z tego co napisałaś wynika, że sama sobie z tym rady nie dasz - jeśli chcesz
        uratować ten związek - spróbuj skorzystać z pomocy psychologa (najlepiej we
        dwójkę, tylko może być Ci ciężko męża do psychologa zaprowadzić :-)) A jeśli
        chcesz to jakoś rozwiązać, tylko nie wiesz jak i brakuje Ci wsparcia (duchowego
        i prawnego) warto skorzystać z pomocy organizacji kobiecych - może znajdziesz
        coś na stronach:

        www.efka.org.pl/http://www.oska.org.pl/

        pozdrawiam
        • Gość: Agata info w sieci IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 25.10.02, 12:51
          Znowu sie adresy pozlepiały :-)

          www.efka.org.pl/

          www.oska.org.pl/
      • Gość: Kan Re: oddałam IP: proxy / 157.25.84.* 25.10.02, 13:30
        No to zmienia postać rzeczy.
        Chorobliwa zazdrość połączona z brutalnością.
        Jeśli rozmowy nic nie pomogą to chyba najlepszym rozwiązaniem będzie rozwód.
    • kini Re: I co dalej? 25.10.02, 11:42
      Bądź humanitarna dla siebie i odejdź od niego. Bo, pomijając wszystkie inne
      względy, już nic do niego nie czujesz. Tak właśnie napisałaś. Masz być z
      facetem, którego nie kochasz, którego nie ma po pół roku w domu, który po
      powrocie urządza ci absurdalne sceny zazdrości posuwając się do przemocy
      fizycznej? I, co najgorsze, nie żałuje tego, nie widzi w tym nic niewłaściwego.
      To mnie najbardziej przeraziło z twojej opowieści. :(
      • flora1 Re: I co dalej? 25.10.02, 11:56
        Mam koleżankę, która już 5 lat tkwi w takim małżeństwnie, tylko dlatego, iż
        uważa, że bez męża nie poradzi sobie w życiu, mając 4 letnią córkę i ciągle
        zagrożoną pracę. Nie ma odwagi zakończyć tego związku, chociaż wszyscy wkoło
        zapewnieją ją, że jej pomogą. To bardzo smutne jak niektóre kobiety potrafią
        uzależnić się od mężczyzny...
    • olalaa Nie ma dalej!!! 25.10.02, 11:45
      Jedna taka akcja i pakuj mu walizki. Moze kiedys wroci z rejsu i nie bedzie
      mial gdzie spac. Damski bokser może trenowac na ulicy ale nie w domu!!
    • Gość: zołza dziękuję IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.10.02, 12:05
      Dziekuję za opinie kochani.
      Już wiem co zrobię.....
      Właśnie umówiłam się na popołudniowe spotkanie z adwokatem.
      Czas zrobić jesienne porządki ;)

      pozdrawiam cieplutko
      • Gość: Kami Re: dziękuję IP: 213.17.164.* 25.10.02, 12:21
        Jesteś Wielka!
        Powodzenia

        P.S. gratuluję odwagi
      • anula73 Re: dziękuję 25.10.02, 12:26
        brawo!
        tego sie trzymaj!
        pozdrawiam
    • pajdeczka No i co narobiliście? 25.10.02, 12:35

      Zołza, nie powiesz , że po kilku postach od ludzi zadzwoniłaś do adwokata? To
      miała być Twoja decyzja. Nikt z nas nie żyje za Ciebie.
      Przyznaj się, że chodziło Ci to po głowie, szukałaś tylko tutaj potwierdzenia,
      że robisz dobrze. Czytałaś mój drugi post?
      Powodzenia
      • Gość: grogreg Re: No i co narobiliście? IP: proxy / 212.160.165.* 25.10.02, 12:45
        Pajdeczka. Doskonale wiesz ze tutaj nikt nikogo nie traktuje powaznie.
        Za to co tu jest pisane nikt nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci wiec z
        definicji nie moze byc dla nikogo wskazowka, a juz na pewno w istotnych
        sprawach.
        • pajdeczka Re: No i co narobiliście? 25.10.02, 12:59
          Gość portalu: grogreg napisał(a):

          > Pajdeczka. Doskonale wiesz ze tutaj nikt nikogo nie traktuje powaznie.
          > Za to co tu jest pisane nikt nie ponosi zadnej odpowiedzialnosci wiec z
          > definicji nie moze byc dla nikogo wskazowka, a juz na pewno w istotnych
          > sprawach.


          To jest Twoje odczucie. Co do mnie większość sparw traktuję "per noga", bo nie
          warte są wieszania się. Ale Zołza mną poruszyła.
          Poza tym zapytała nas wyraźnie: co dalej? To ludzie jej kazali szybko pakować
          walizki. Kuriozalnie, Zołza za chwilę wszystkim podziękowała za rady i
          oświadczyła, że właśnie się umówiła z adwokatem. No to jak to odebrać?
          Czytałeś moje wcześniejsze posty do Zołzy?
          Zresztą ona chyba jest już dorosła?
          Pzdr.
          • Gość: grogreg Re: No i co narobiliście? IP: proxy / 212.160.165.* 25.10.02, 13:06
            Jesli ktos sie sugeruje tym co my tutaj wypisujemy to okreslenie "dorosly" jest
            wobec niego bardzo przesadzone.
    • Gość: zołza decyzje IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.10.02, 13:16
      Pajduś czytałam oba twoje listy. I jestem wdzięczna za odpowiedzi. Widzisz, ten
      problem dreczy mnie od kilku miesięcy. Nie potrafiłam sobie z tym poradzic.
      Nie miałam pojecia co mam zrobić, jak sie zachować aby przypadkiem nie
      pogorszyć sytuacji. Wychowana w przekonaniu że "mąż jest panem swojej żony" i
      że zawsze bez względu na siebie trzeba sie poswiecić bałam sie tego, że wszyscy
      bedą mysleli iż to wszystko to i tak wybryk mojej wyobraźni i jest moją winą.
      Do dzisiaj zyłam w przekonaniu, ze tak właśnie będzie. Że nie poradzę sobie
      sama. Że sama bez niego nie jestem nic warta. Moja rodzina zreszta niczego mi
      nie ułatwiała. Napuszczona przez moją Ślubną część usiłowała mnie zmusić
      do "rozkładania nóg i patrzenia w sufit" dla dobra ogółu. Ale te czasy chyba
      już sie skończyły... Mam gdzieś ogół. Mnie interesuje dobro jednostki. Moje
      dobro.
      Chcę wreszcie zobic coś tylko dla siebie. Chcę zaczać zyć tak jak tego chce i
      spotykać tych ludzi których chcę a nie tych kórych wybiera mi mąż badź tych
      których wypada.
      Teraz wiem ze moje zycie zależy tylko ode mnie. Jak sobie poscielesz tak sie
      wyśpisz-mówi przysłowie. Ale czy jeśli źle ci sie spi to nie masz prawa zmienić
      pościeli? Pajdeczko od jakiegoś czasu obserwuje twoje wypowiedzi i uważam ze
      jesteś cholernie inteligentną osobą. Daltego spróbuj postawić sie w mojej
      sytuacji...... Być moze ty probowałabyś wszystko naprawić ale ja już nie mam
      siły tak dalej żyć. Więc nie potępiaj mnie.
      Nie sugeruję się tym co tutaj napisaliście. interesowały mnie wasze opinie za
      ktore jeszce raz dziękuję.
      pozdrawiam
      • Gość: grogreg Re: decyzje IP: proxy / 212.160.165.* 25.10.02, 13:35
        No. I to jest wlasciwa postawa....nic nie sugeruje to tylko moja prywatna nic
        nie zanczaca opinia.

        Trzym sie.
      • kwik Re: decyzje 25.10.02, 13:44
        wytrwalosci i pogody ducha.
        • jendza1 Re: decyzje 25.10.02, 13:51
          Ja tez zycze sily!
          I wsparcia rzeczywistego, nie tylko
          wirtualnego. Najlepiej ze strony rodziny!
          Nie mozna pozwolic czlowiekowi, zeby tak
          traktowal drugiego czlowieka.
          Im predzej Twoj maz to pojmie, tym lepiej
          dla niego. A jaka bedzie Twoja/Wasza przyszlosc,
          to juz zupelnie inna sprawa...

          Bardzo serdecznie sciskam!
          j
    • pajdeczka Zołza! 25.10.02, 14:10
      Źle mnie zrozumiałaś. Nie potępiam, a wręcz wspieram! Piszesz o wolności, bo
      masz prawo być wolna. Właściwie, najwięcej napisałaś o sobie dopiero w tym
      ostatnim poście do mnie. Miałam odczucie , że poddałaś się po prostu sugestiom
      osób tu piszącym, bo wcześniej nie napisałaś nic, że dojrzałaś do rozstania.
      Jeszcze raz powtarzam: jesteś dorosła, na szczęście jeszcze nie masz dziecka, a
      więc decydujesz tylko o swoim losie, a w takiej sytuacji masz do tego pełne
      prawo. Nie oglądaj się na innych, bo nie będziesz nigdy sobą.
      Ściskam mocno kciuki!
      Paja
      Ps. I zmień ten nick! Czy Ty się nim samobiczujesz? Jesteś miłą, ciepłą
      kobietą, nie zasługujesz więc na takie miano.:)))))
      • Gość: juz nie zołza :) Paja IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.10.02, 14:29
        masz rację Pajdeczko.....widocznie źle cię zrozumialam:) niestety tak sie
        składa ze przez siec raczej trudno odgadnąć cudze intencje i odczucia:)
        dziekuję za wsparcie :)
        i zmienię ten nick na .......? nad ty sie jeszcze zastanowie;)
        pozdrawiam
        • pajdeczka Re: Paja 25.10.02, 14:33
          Gość portalu: juz nie zołza :) napisał(a):

          > masz rację Pajdeczko.....widocznie źle cię zrozumialam:) niestety tak sie
          > składa ze przez siec raczej trudno odgadnąć cudze intencje i odczucia:)
          > dziekuję za wsparcie :)
          > i zmienię ten nick na .......? nad ty sie jeszcze zastanowie;)
          > pozdrawiam


          Tylko nie na "wierna", bo będziesz miała kłopoty:))))))).
          Pa!
          • Gość: .............. Re: Paja IP: *.sympatico.ca 27.10.02, 05:22
            Widocznie ten statek jest nie dla niego. A moze on tak na nim
            glownym bosmanem jest ktorego wszyscy sie sluchaja? Jezeli tak,
            to zrozum chlopa, choc bic "slabszych" wcale nie popieram a juz
            nigdy kobiet (poza wyjatkami gdy same prosza o to). Moze nie
            powinien wyplywac wiecej. Bez kobiety ja bym zmarnial, zdurnial
            a bedac na statku napewno rozbujnikiem bym zostal (piraci byli i
            sa nie bez przyczyny przeciez). Nie dziw sie dziewczyno ze
            uderzyl. On pewnie nie zdaje sobie sprawy jak Cie to boli,
            bowiem na swojej lapie nic nie poczul i pewnie nie zdaje sobie
            tez sprawy ze nosisz ten bol w sobie . Ach te wasze czule
            kobiece serca.............. Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka