Dodaj do ulubionych

Spotkania z tesciowa

25.10.02, 16:43
Dziewczyny, jak czesto widujecie sie z matkami swoich mezow? Czy odwiedzacie
je wspolnie (takie rodzinne spotkania)? Zdarza Wam sie przebywac tylko i
wylacznie w swoim towarzystwie? Lubicie to, czy wynika to z obowiazku?
Za duzo pytan?:) Przepraszam, ale chcialabym Wasze odpowiedzi skonfrontowac z
moimi doswiadczniami.
Pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • kasiapro1 Re: Spotkania z tesciowa 25.10.02, 16:56
      Dystans i tylko to pomorze ci zachowac zdrowe zmysly i malzenstwo!!
      Moja tesciowa na szczescie mieszka w stanach,ale jak tam jedziemy-bo musimy-
      to wymiotowac mi sie chce.czuje sie obserwowana i obskakiwana.nawet herbaty
      nie moge sobie sama zrobic,bo czajnik jest chowany w szafce a kuchnia jest jej
      i ona nie lubi jak ludzie...tak w ogole picie herbaty oznacza problem z
      brzuchem-tak oni sadza.Proby sprzatania pokoju zostaly zagrozone naszym
      wyjazdem-jeszcze majtki niech mi w reku pierze!a synus!Och!temat na dluzej
    • suzume Re: Spotkania z tesciowa 25.10.02, 16:57
      > jak czesto widujecie sie z matkami swoich mezow?

      co najmniej raz w tygodniu

      > Czy odwiedzacie je wspolnie (takie rodzinne spotkania)?

      tak

      > Zdarza Wam sie przebywac tylko i wylacznie w swoim towarzystwie?

      tak

      > Lubicie to, czy wynika to z obowiazku?

      bardzo lubię

      > Pozdrawiam:)

      ja również :)
    • Gość: Lena Re: Spotkania z tesciowa IP: 213.216.82.* 25.10.02, 17:18
      Mam wyniosłą teściową myślącą wyłącznie o sobie. Nawet jak mówi lub mysli o
      kimś innym to w podtekście jest ona, wszystko ma jakąś relację z nią. Jej każde
      zdanie zaczyna się od "ja". Trzymam dystans i staram się o poprawne stosunki.
      Przez całe lata ona ten dystan trzymała i może chciałaby go skrócić teraz, gdy
      potrzebuje mojej pomocy a ja pomagam ale nie dopuszczam bliżej. Ona i z moim
      mężem a swoim synem też ma takie stosunki - on jej pomoga ale nie widać żadnej
      bliskości, rozmów o własnych sprawach, przyjaźni. Ja mam takie przyjazne
      stosunki z moją Mamą, siostrą, braćmi. Wszystkie ważne sprawy omawia się jak w
      rodzinie, z bliskimi. A u mojego męża - mimo pozorów - nic takiego nie ma. Może
      dlatego ,że teściowa jest niestety toksyczna. Błędy potrafi wypominać latami,
      radzić w sposób nie do przyjęcia /obrażając innych/, ocenia, podsumowywuje.
      Rozumiem,że taka już jest ale nie aprobuję. Bywam u niej raczej z mężem a nawet
      jeśli sama to sztywność jest wyczuwalna. To co nas łączy to kurtuazja - jak
      mówi kuzynka mojego męża, nielubiąca mojej teściowej - gdyby nie dobre
      wychowanie to nikt tam by nie bywał. Dla mnie jest to przykre.
    • aneczka32 Re: Spotkania z tesciowa 25.10.02, 20:36
      Na poczatku bylo milo.Ja mloda i on mlody-jedyny syn mamusi,ale przyznaje
      przyjela mnie serdecznie.Potem slub i dziecko i codzienna rzeczywistosc we
      swpolnym M-2.Nie opowiem Ci calej histori,ale bywalo roznie wina raz lezala
      pomojej a raz po drugiej stronie.Z biegiem lat kiedy nabylam tzw zyciowej
      madrosci wiem ze to ja bylam glupia i podla.Mialam wspaniala tesciowa,byla
      madra,po prostu to byla madra kobieta .A od trzech miesiecy jej nie ma i uwierz
      mi bardzo za nia tesknie.Nie docenilam tego przez 14 lat i bardzo tego zaluje.
    • Gość: oka Re: Spotkania z tesciowa IP: *.acn.pl / 10.132.130.* 25.10.02, 21:26
      Mialam dwie tesciowe. Bylysmy zawsze na dystans. Mysle, ze sporo bylo w tym
      mojej winy. Nie umialam sie z nimi zaprzyjaznic, a one tez sie nie narzucaly.
      Stosunki miedzy nami byly skrajnie poprawne. Zadnej krytyki, uwag, nachalnych
      porad, pouczen i wcibstwa. Ale z perspektywy czasu troche zaluje, ze nie bylo
      miedzy nami prawdziwej serdecznosci. Druga tesciowa zdecydowanie wolala mnie od
      swojego ziecia. Troche to dziwne, bo zwykle to synowe maja przechlapane.
      Zieciow na ogol tesciowe lubia. A moze to tylko obiegowa opinia.
      • Gość: oka Re: Spotkania z tesciowa IP: *.acn.pl / 10.132.130.* 25.10.02, 21:31
        Oczywiscie "wscibstwa", a nie "wcibstwa". Przepraszam. :-)
      • aneczka32 Re: Spotkania z tesciowa 25.10.02, 21:36
        To nie chodzi o przechlapanie,tylko o spotkanie madrego czlowieka na swojej
        drodze.
    • kika_kika Re: Spotkania z tesciowa 25.10.02, 21:46
      Pierwsze słowa jakie usłyszałam z ust przyszłej teściowej to: "A po coóż Ci
      ona??" - ja byłam w łazience a te słowa padły do mojego ówczesnego chłopaka z
      ust jego mamy. Ja biedna nie wiedziałam, czy wiać przez okno czy spalioć się
      ze wstydu/niewiedzy czy jak??? No ale postanowiłam wyjść i udawać że nic nie
      słyszałam.... wieczorem, gdy leżeliśmy już w łóżku moje kochanie zauważyło, że
      jestem mocno poddenerwowana, powiedziałam mu ze łzami w oczach co słyszałam, a
      on... ze śmiechu o mało nie spadł z łózka.... okazało się, że jego mama tak
      zareagowała na ..... jego nowy nabytek - brodę :)))))))))))))) do tej pory mi
      wstyd :)) a jego mama jest teraz moją teściową i jest super.

      Pozdrawiam,
      KIKA
      • Gość: oka Re: Spotkania z tesciowa IP: *.acn.pl / 10.132.130.* 25.10.02, 22:01
        :-D Dobre!
        • Gość: Mrufka Re: Spotkania trzeciego stopnia ;) IP: *.abo.wanadoo.fr 26.10.02, 01:08

          Ja stoje z moja tesciowa na stopie przyjacielskiej. To jest bardzo otwarta,
          serdeczna i madra kobieta, z ktora w kazdych okolicznosciach sie dogaduje.
          Moge sie jej zwierzac, bo potrafi utrzymac sekret i nie narzuca mi sie z
          radami, chyba, ze sama ja o cos spytam.
          Ale co jest najfajniejsze, to fakt, ze moge sie poskarzyc na jej synusia i ona
          jeszcze na niego nawrzeszczy ;))))
          Lubimy do niej jezdzic w odwiedziny, a ona lubi nas z naszymi rozbrykanymi
          maluchami przyjmowac. Prawie kazde swieta( rocznice, chrzciny, urodziny, nowy
          rok, wigilie) spedzamy razem i jest extra. W tym roku postanowilam urzadzic
          prawdziwie polska wigilie u siebie w domu i zaprosilam ja i tescia i ich dwojke
          pozostalych dzieci( juz studentow)
          Chcialabym pokazac im jakie sa polskie tradycje(jedzenie, mhmmm...:). Mam
          nadzieje, ze wszystko sie pieknie uda.

          Mrufka.






    • millka26 Re: Spotkania z tesciowa 26.10.02, 10:01
      Czesc
      moje relacje z przyszla tesciowa ukladaja sie roznie, na samym poczatku mojego
      zwiazku z jej synem byl wieeeeelki dol, zabronila nam spotkan i jakichkolwiek
      kontaktow, gdy poznala mnie blizej nawet przypdalam jej go dustu, moj chlopak
      byl zachwycony relacjami do momentu az nie uswiadomilam go, ze ja przy niej nie
      jestem soba, ze nie wypowiadam wlasnego zdania bo mam odmienne i boje sie ja
      tym urazic. Wtedy postanowilismy, ze mam mowic to co czuje i co mysle, wiec
      mowilam i byl nastepny wieeeeeeeeeeelki dol, byl nawet wiekszy niz na poczatku.
      Doprowadzila do tego, ze z moim chlopakiem prawie dzien w dzien klocilismy sie,
      nie moglismy dojsc do jakiegokolwiek kompromisu bo burzyla nam wszystkie plany,
      wtracala sie do nas i stawiala syna przed wyborem ona albo ja. Robila w mojej
      obecnosci awantury i mowila o mnie "jej", "ona", wiem, ze za moimi placami
      mowila o mnie straszne rzeczy. Najgorsze jest to, ze gdy widziala, ze jej
      rozgrywki nie skutkuja udawala ciezko chora i takim sposobem wzbudzala litosc
      syna, ktory z poczucia winy zostawal z na. Nadszedl wiec moment gdy przestalo
      mi juz na czymkolwiek zalezec, juz nie plakalam, nie walczylam, przestalam u
      nich bywac, spedzalismy czas u mnie, wyjezdzalismy na weekendy, zeby nie
      sluchac jej wiecznych awantur i pewnego pieknego poranka poprostu moj chlopak
      zadzwonil i plakal ... to byl dla mnie szok, rozstalismy sie z rozsadku ....
      lecz nie na dlugo po kilku godzinach zadzwonil ponownie i powiedzial, ze nie
      wyobraza sobie beze mnie zycia, ze nie pozwoli zeby tak to wszystko sie
      zakonczylo. Nadal jestesmy razem :)), odbylam rozmowe z jego mama, ktora nie
      widzi swoich bledow, ktora uwaza, ze ja za bardzo przyjmuje wszystko do siebie,
      ze ona ma prawo mowic to co mysli, robic awantury jesli ma na to ochote, uwaza,
      ze ja poprostu jestem o nia zazdrosna i ze to wszystko moja wina. Przyjelam to
      do wiadomosci uswiadomilam ja co mnie boli i .... nasze stosunki sa pozornie
      normalne, ale cos we mnie peklo i juz mi nie zalezy na tym co ona o mnie mysli,
      robimy to co uwazamy dla naszego zwiazku sluszne i nie opowiadamy jej o naszym
      zyciu. Wiem, ze w tym momencie jest cisza przed burza .... a burza rozpocznie
      sie jak zawsze przed swietami, bedzie ze wszystkich sil probowala oddzielic
      syna ode mnie (jak co roku)zebym czula sie samotna i opuszczona, az boje sie o
      tym myslec :((, mam tylko nadzieje ze w tym roku jej syn bedzie bardziej
      doswiadczony i nie pozwoli sprawic mi przykrosci.
      • jendza1 Milko, 26.10.02, 10:29
        Slowa Twojej przyszlej tesciowej:
        "ze ja poprostu jestem o nia zazdrosna i ze to wszystko moja wina...."
        nalezy odwrocic i odniesc do ich 'tworczyni'.
        Bede powtarzac w nieskonczonosc: napisane jest w Biblii (Genesis)
        'I opusci czlowiek ojca swego i matke swoja.....'
        Warto znalezc ten kawalek, poczytac, zrozumiec. I pamietac o tym
        takze wowczas, gdy nasze dzieci beda zakladaly rodziny...
        Bo przeciez nie przypadkiem historia sie powtarza...
        Moze troche uproszcze, gdy powiem, ze caly problem zaczyna sie w
        momencie, gdy mamy rodza dzieci dla SIEBIE. I potem ten synek
        jest 'jej'. I juz. NIe ma dyskusji! A jak sie pojawi w jego zyciu
        kobieta, to mama sobie wyobraza, ze i jej bedzie 'zmieniac pieluchy',
        tak jak swemu malemu... To sa uzurpacje, dzialania przekraczajace
        cudze granice. BO dziecko to - wbrew temu, czego chcieliby rodzice -
        nowe byty, autonomiczne...
        Tego tez trzeba sie nauczyc, do tego DOJRZEC, albo lepiej: TO dojrzec...
        A zwlaszcza musza sie nauczyc - RODZICE.

        Masz juz ogrom drogi za soba.
        Otwieralas sie, staralas, probowalas, lagodzilas, plakalas...
        Zostawilas go - 'jej', tak wlasciwie.
        Czy mozna wiecej?
        Zaczal myslec? Chwala mu za to!
        Potem sie zdystansowalas. I dobrze. Ile mozna wkladac w taka
        sprawe serca i emocji? Przeciez wypalic sie mozna kompletnie!
        Tak naprawde, rzecz toczy sie miedzy nia i nim.
        To ON musi ustawic sprawe, uswiadomic mamie, ze nie jest nalezaca
        do niej rzecza, nie dawac sie rozmaitym prowokacjom i manipulacjom...
        On teraz sie sprawdza jako mezczyzna.
        Twoja rola jest tylko wspierac go. NIe walczyc z nia - o niego.
        To byloby chore. Ona jest matka - Ty przyszla zona... To dwie
        zupelnie rozne pozycje... Nie ma o co walczyc, bo dla kazdej jest
        dostatecznie duzo miejsca.
        Jesli ona probuje sie wpakowac na Twoje, to zwazywszy na delikatnosc
        sytuacji w jego bliskosci ON musi zakreslic granice Waszych terenow.
        Po mesku.
        Tak czy siak - on inkasuje najwiecej i z kazdej strony.
        Do niego wiec nalezy 'zrobienie porzadku'.
        Co nie znaczy - ustawienie mamy na miejscu zony. BO to nie bylby
        'porzadek'...
        Warto wiec wspierac jego i wspierac madrze. Koic jego rany, lagodzic
        bol, ale zarazem obnazac prawde, demonstrowac wszystkie mechanizmy,
        ktore mama kieruja... I odzdzielic sprawe milosci do mamy od oceny mamy,
        jako osoby. KOcha sie (a przynajmniej powinno sie kochac) rodzicow,
        niezaleznie od tego, jacy sa. A idealni nie sa nigdy. NIkt nie jest.
        Sztuka jest zobaczyc ich niedostatki, zdiagnozowac ich nastepstwa w
        naszym zyciu i osobowosciach, w miare mozliwosci przepracowac
        te nastepstwa - a RODZICow kochac dalej, nieustannie, moze nawet bardziej,
        gdy uda sie juz im powybaczac?
        NO i - zyc WLASNYM ZYCIEM. Na wlasna odpowiedzialnosc.
        Zeby nie musiec za 10 lat babrac sie z zyciem po rozwodzie na przyklad...
        Dlaczego rozwod?
        Bo mama...
        Gdzie dojrzalosc?
        Ja decyduje. Ja ponosze odpowiedzialnosc.
        Ja place.
        PRoste. I najlepsze. Dla mamy - wbrew pozorom - rowniez.
        Po co ma potem zyc z kamieniem u szyi, ze zniszczyla zycie wlasnemu synowi?
        Pozdrawiam
        j
        Ale sie rozpisalam...
        • anna_wu Niestety 28.10.02, 15:36
          Niektore mamy oczekuja, ze ich relacje z dziecmi beda takie same przez caly
          zywot. Jezeli jest inaczej, zala sie i pochlipuja za tym dziesieciolatkiem,
          ktory przeciez juz nigdy nie powroci. Pytaja: "Gdzie jest ten moj slodki i
          kochajacy chlopczyk, dlaczego on sie tak zmienil niewdziecznik". Ja dla niego
          wszystko, a on...?
          Kiedy ten nie chce teraz ubrac czapki Miszki Miki do zdjecia, sa niezadowolone.
          Robia wieczne wymowki, ze za zadko odwiedza, ich szczescie liczone jest od
          czestotliwosci spotkan.
          Synowe kochaja i mowia jakie sa wspaniale, zawsze to latwiej jest nimi
          manipulowac.
          Kiedy odrzucilam wczoraj zaproszenie na halloweenowe party zorganizowane dla
          mam z malymi dziecmi, byla bardzo zszokowana moja wymowka. Ona nie zauwaza
          roznicy miedzy bycia mama malych dzieci, a bycia mama doroslych juz ludzi.
          • Gość: jendza Re: Niestety IP: *.abo.wanadoo.fr 29.10.02, 14:17
            Bardzo malo znam dynamicznych psychicznie osob.
            I zareczam: wiek ma tu niewielkie znaczenie...
            Jak chodzi o nasza rodzinna sytuacje, wiem na pewno,
            ze NIE MA SENSU czekac na to, iz mama sie zmieni,
            cos zrozumie, nie bedzie sie pchac do swego
            syna na miejsce jego zony...

            Zrobilismy wszystko, co bylo w naszej mocy.
            Oboje.
            On nawet mamie raz powiedzial, gdzie jest ten
            jej problem.
            Ona sie kompletnie zamknela, nie chce
            niczego slyszec, wiedziec, rozumiec...
            Probuje rozmaitych metod, tyle tylko,
            ze wlasciwie wszystko jest takie przezroczyste...
            Chociaz manipulowac umie znakomicie...

            Co zrobilismy?
            Widujemy sie rzadko, nawet bardzo rzadko.
            Pomagamy zawsze, gdy powie nam, ze czegokolwiek
            potrzebuje. Jesli domyslamy sie sami, pomagamy
            rowniez. Dzwonimy regularnie, choc nie codziennie...

            A jesli mimo to cos sie zdarzy trudnego, co rani
            (jego, czy mnie) staramy sie siebie nawzajem w tym
            wspierac i nie przejmowac. Bron Boze - nie reagowac
            agresja na agresje. Raczej odsuwac sie poza zasieg...
            Najwazniejsze, ze to my jestesmy razem, a ona na
            zewnatrz... Nie znioslabym chyba sytuacji, ze ja
            walcze z moja tesciowa, a moj maz stoi z boku
            i sie biernie przyglada... albo twierdzi, ze
            przesadzam... albo broni mamuni... BRRR!

            A kazda taka akcja mama sila rzeczy odsuwa nas
            od siebie.
            Co najgorsze, uparla sie, zeby tego nie pojac...

            Jedyne, co mozna - to trwac mimo to przy niej,
            ale na naszych warunkach. Inaczej gotowa
            jest zniszczyc wlasnymi rekami zycie jedynego
            syna... co jak bumerang i tak by do niej wrocilo...

            Nie ma zatem innego wyjscia...
            W naszym przypadku...

            Pozdrawiam
            j
    • sagan2 Re: Spotkania z tesciowa 28.10.02, 16:10
      a ja napisze, jak to jest z moja przyszla tesciowa...
      ... wszystko bylo dobrze, gdy przez kilka lat bylismy
      para. ja bylam wspaniala, madra i sliczna, dostawalam
      calusa na dobranoc i dzien dobry... az nadszedl sadny
      dzien...
      ... gdy oswiadczylismy, ze sie zareczylismy i chcemy
      pobrac w przyszlym roku (to calkiem niedawno bylo)
      zaczely sie klopoty z moja przyszla tesiowa (moja mama
      sie poplakala z radosci, ze wreszcie sie mnie z domu
      pozbedzie... ;). 'czyz to nie zbytnio staroswieckie -
      zareczac sie?...'???
      mieszkam w niemczech, chcemy miec dwa sluby - cywilny
      tutaj, koscielny w polsce. cywilny nie bedzie w jego
      rodzinnym miescie, bo 'mama nie chce' (bez powodu), nie
      bedzie w maju (a ja tak chcialam bukiet z konwali...), bo
      mama jest przesadna... ona nie wie, czy przyjedzie na
      nasz slub do polski, bo ma zle wspomnienia (wojenne
      historie), a 2 lata temu sama planowala wycieczke z
      kolezanka do polski. poza tym - za drogo (a wlasnie
      wrocila z tygodniowego wypadu za granice, aby uczcic
      zlote wesele swoich przyjaciol, a w lecie wybiera sie na
      rejs po dunaju...).
      wyobrazcie sobie, jak ja sie czuje :( i jak czuje sie moj
      narzeczony - wlasna matka nie chce przyjechac na jego
      slub...

      ale sie uparlam. slub w polsce bedzie, i juz. chocby bez
      niej :(

      jak sobie to tlumaczyc? zwlaszcza, ze to przyszlo tak
      niespodziewanie, ze szok :( do tej pory wszystko bylo w
      porzadku.
      ona nigdy niczego naprawde nie tlumaczy. robi mine
      skrzywdzonej dziewczynki i podaje wyimaginowane powody :(

      smutno mi okrutnie :(
      a tak sie cieszylam z tego slubu...
      • Gość: jendza Sagan IP: *.abo.wanadoo.fr 28.10.02, 17:14
        Nie martw sie, Sagan!
        Moze to i lepiej?
        Przeciez mogloby sie zdarzyc, ze zaczelaby
        histeryzowac podczas ceremonii...
        Cos tak kolo tego, jak moja...

        Jesli nie potrafi zrozumiec i zaakceptowac,
        ze jej syn zaklada rodzine, to i tak
        predzej czy pozniej cieple wiezy umra...
        to znaczy wszystko trzeba bedzie przebudowywac,
        a dokad sie uda dojsc, zalezy od chcenia obu stron,
        znaczy jej chcenia i Waszej cierpliwosci...
        Lepiej, zeby proces rozpoczal sie wczesniej.
        Lepiej dla niej, bo jest jeszcze silniejsza...
        Z biegiem czasu bedzie jej coraz trudniej,
        a duzo pracy ja czeka, oj duzo...

        Sily zycze i cierpliwosci...

        Pozdrawiam
        j

        • sagan2 Re: Sagan 29.10.02, 09:22
          dziekuje Jendzo :)
          liczylam, ze cos cieplego napiszesz :)

          problem w tym, ze jej zachowanie wydaje mi sie kompletnie
          irracjonalne :( do tej pory myslalam, ze to fajna kobieta
          i dobrze sie dogadywalysmy. teraz stosunki *minimalnie*
          sie ochlodzily, plus te cyrki z pobraniem sie... boje
          sie, co bedzie dalej. no i szkoda mi 'mojego'...
          ona (tesciowa) jest juz starsza kobieta, po
          siedemdziesiatce i, poniewaz mam wpojony szacunek dla
          starszych, trudno mi jest sie przeciw niej *buntowac*,
          czy chocby zbytnio skarzyc na nia... nawet sie wykrzyczec
          nie moge...

          tylko tutaj, na forum :)
          milego dnia :)
          • Gość: jendza Re: Sagan IP: *.abo.wanadoo.fr 29.10.02, 14:32
            Ja tez najpierw myslalam, ze bedzie swietnie!
            Ze mama ma syna, a teraz bedzie jeszcze miala
            corke...
            Musialam szybko zapomniec o tym scenariuszu...
            oj, szybko...
            Najtrudniejszy byl moment, kiedy uswiadomilam
            sobie w pelni cala groze sytuacji... To bylo
            pol roku po slubie.
            Juz wiedzialam, ze mama planuje nadal kontynuowac
            zycie z synem, wlacznie z ubieraniem go, urzadzaniem
            mu mieszkania i zycia ogolnie, a dla mnie przewidziana
            zostala funkcja inkubatora...
            Zupelnie nie wiedzialam, co zrobic! Rozmawiac z nim?
            Nie rozmawiac? A przeciez szacunek do matki... etc. ...

            NO i zdecydowalam.
            I to byla jedynie sluszna decyzja w naszym przypadku.
            Mysle, ze gdyby nie te rozmowy z mezem, gdyby nie moja wobec
            mamy 'polityka' konsekwentnej obrony, ale nieagresywnej,
            takiego pelnego szacunku dla drugiego informowania,
            dokad moze... - nie bylibysmy dzis razem na pewno!
            Na 100 procent, bo on bylby z mama... niezaleznie od tego,
            czy ja bym tu fizycznie byla, czy nie.
            Nie namawiam Cie, Sagan Droga, do jakichs drastycznych
            krokow.
            Nie.
            Doradzam tylko dystans psychiczny do sprawy z mama,
            na ile sie da. Wychodzisz za swojego mezczyzne, nie za
            jego mame... Jesli jednak on sie od mamy nie bedzie umial
            odlaczyc, nigdy nie bedzie z Toba. To nie jest - wbrew
            pozorom - problem tylko kontaktow z 'tesciowa'.
            Tu chodzi o rzeczywiste wiezy, ktore lacza dwoje ludzi...
            Przypomne:
            'I opusci czlowiek ojca swego i matke swoja...'
            I jeszcze jedno: trzeba byc albo zimnym, albo goracym...
            Matka to matka, zona to zona.
            Nie znam zony, ktora chcialaby byc matka swego mezczyzny.
            Przykladow odwrotnych jest na peczki...

            Pozdrawiam serdecznie i sily zycze
            j
            • sagan2 Re: Sagan 29.10.02, 16:07
              Jendzuniu :)

              on jest (na razie) absolutnie za mna. tylko martwi go
              postepowanie mamy, jest mu przykro, ze ona sie
              'wyglupia', no i jeszcze ten wiek... to starsza kobieta,
              dosc krucha, wiec i ja jakos nie mam sumienia...

              na razie obywa sie bez awantur, mam obiecane, ze slub
              bedzie i w polsce, z moja rodzina i ze MY sobie zycie
              ulozymy. tylko ja zawsze bym chciala, zeby _wszystkim_
              bylo wokol mnie dobrze, dlatego ta sprawa mnie boli...

              tesciowa mieszka w innym miescie, nie widujemy jej na co
              dzien, czesto ja inicjuje wizyty, aby jej sprawic
              przyjemnosc. do tej pory naprawde malo sie w zycie nasze
              wtracala, a ja zawsze bylam ulubienica.
              dlatego tak przerazila mnie zmiana. zwlaszcza, ze jakis
              czas mieszkamy razem, wiec to nie o to tez jej chodzi...

              wlasnie, o co chodzi?...
              • jendza1 Re: Sagan 29.10.02, 16:34
                Sagus, mam pare pytan, i pare mysli.
                Uporzadkuje wg Twojego posta.

                To, ze jemu jest przykro i zle, to jedna
                z podstawowych konsekwencji takiej sytuacji.
                W kolejnosci- pierwsza. Juz to samo jest dla
                mnie potwierdzeniem, ze jesli mama - dzialajac
                ze zla intencja wobec synowej/przyszlej synowej
                - nie bierze pod uwage cierpienia syna, to jest
                to wyraz jej egoizmu, a nie milosci do dziecka...


                Co to znaczy: 'mam obiecane, ze slub
                > bedzie i w polsce, z moja rodzina i ze MY sobie zycie
                > ulozymy'?
                Brzmi bardzo niepokojaco... Kto Ci 'obiecal' ten slub w Polsce?
                Nie organizujecie go razem z Twoim narzeczonym?
                Przez kogo zostala zlozona ta "obietnica" 'ulozenia zycia'?

                A moze stosunek przyszlej Twojej tesciowej do Ciebie
                ulegl zmianie wlasnie na skutek faktu, ze mieszkacie
                z nia razem, jesli dobrze pojelam? Moze powiedzialas jej
                cos raniacego - zupelnie nieswiadomie?

                A moze ona nie akceptuje po prostu slubu koscielnego?
                A moze ma jakis problem z 'Polska' - przeciez z jakiegos powodu
                wyjechala... A jak wykazuje moje 'doswiadczenie' -
                najprawdopodobniej przed czyms uciekla... Niekoniecznie
                z powodow politycznych... Choc moge sie mylic...

                A moze najlepiej na luzie i wprost, bez pretensji,
                a z prawdziwa wola zrozumienia ja zapytac, czemu naprawde
                nie chce jechac - skoro sam wyjazd jako taki nie jest
                dla niej problemem zdrowotnym czy finansowym, bo przeciez
                po swiecie podrozuje...?

                A moze dopiero teraz zdala sobie sprawe, ze nadchodzi cos,
                co bardzo wiele rzeczy zmieni, i boi sie tego?
                Moze sobie nawet tego nie uswiadamia?

                A moze po prostu lubi, zeby ja prosic?
                A moze sie boi, ze Wam wstyd przyniesie z jakichs
                powodow?

                Jesli nie jest wobec Ciebie jawnie wroga i nie odmawia
                kontaktu, rozmowy zwyklej, to mysle, ze warto ten Wasz
                dotychczasowy cieply stosunek pielegnowac, a to nieporozumienie
                jak najszybciej wyjasnic...

                Mysle, ze znajac swoja sytuacje, 'wszystkie dane'-
                moze lepiej wyczujesz, w czym rzecz... A moze najpierw
                nad tymi kilkoma pytaniami, albo i jakimis innymi,
                zastanowcie sie z Twoim chlopakiem?

                ZYCZE POWODZENIA!
                I wdzieczna bede za doniesienia z placu 'boju'(niekoniecznie:-))))!
                j




                sagan2 napisała:

                > Jendzuniu :)
                >
                > on jest (na razie) absolutnie za mna. tylko martwi go
                > postepowanie mamy, jest mu przykro, ze ona sie
                > 'wyglupia', no i jeszcze ten wiek... to starsza kobieta,
                > dosc krucha, wiec i ja jakos nie mam sumienia...
                >
                > na razie obywa sie bez awantur, mam obiecane, ze slub
                > bedzie i w polsce, z moja rodzina i ze MY sobie zycie
                > ulozymy. tylko ja zawsze bym chciala, zeby _wszystkim_
                > bylo wokol mnie dobrze, dlatego ta sprawa mnie boli...
                >
                > tesciowa mieszka w innym miescie, nie widujemy jej na co
                > dzien, czesto ja inicjuje wizyty, aby jej sprawic
                > przyjemnosc. do tej pory naprawde malo sie w zycie nasze
                > wtracala, a ja zawsze bylam ulubienica.
                > dlatego tak przerazila mnie zmiana. zwlaszcza, ze jakis
                > czas mieszkamy razem, wiec to nie o to tez jej chodzi...
                >
                > wlasnie, o co chodzi?...
                • sagan2 Re: Sagan 30.10.02, 11:17
                  dziekuje za przemyslenia i odpowiadam na pytania. dobrze,
                  ze mam z kim pogadac :) tzn rozmawiam ze swoim
                  narzeczonym, ale dla niego to bolesne i na razie prosi,
                  aby chwile poczekac, dac mamie ochlonac. jak nic sie nie
                  zmieni - 'wezwiemy na pomoc kawalerie', tzn jego siostre
                  :) a jak dalej nic... sama nie wiem :(
                  mojej rodziny nie chce marwic na zapas, a przyjaciol mam
                  wszystkich daleko

                  jendza1 napisała:


                  > Co to znaczy: 'mam obiecane, ze slub
                  > > bedzie i w polsce, z moja rodzina i ze MY sobie zycie
                  > > ulozymy'?
                  > Brzmi bardzo niepokojaco... Kto Ci 'obiecal' ten slub w
                  > Polsce? Nie organizujecie go razem z Twoim narzeczonym?
                  > Przez kogo zostala zlozona ta "obietnica" 'ulozenia
                  > zycia'?

                  ojej, chyba cos zle napisalam. ja zawsze chcialam slub i
                  w polsce (koscielny) i w niemczech (cywilny). mojemu
                  narzeczonemu pomysl bardzo sie spodobal i tak wlasnie
                  ustalilismy. organizujemy to razem, z wiadomych wzgledow
                  ja angazuje sie bardziej w polsce (znam teren ;), a on w
                  niemczech (ja nie znam dobrze jezyka...). mojej rodzinie
                  pomysl tez sie bardzo podoba i najblizszi juz sie szykuja
                  do przyjazdu...
                  problemem okazala sie ejgo mama. ja sie zaczelam martwic,
                  zastanawiac, czy moze 'odpuscic' slub w polsce i
                  koscielny tez zrobic w niemczech... ale moj narzeczony
                  powiedzil 'absolutnie nie, rozumiem, jakie to dla ciebie
                  wazne i bedzie tak, jak ustalilismy MY razem'. tzn mam
                  obiecane od niego, ze nawet w przypadku totalnych breweri
                  mamy slub bedzie i w polsce, jak zaplanowane i wymarzone
                  przeze mnie. jego siostra z rodzina oczywiscie chce
                  przyjechac!

                  > A moze stosunek przyszlej Twojej tesciowej do Ciebie
                  > ulegl zmianie wlasnie na skutek faktu, ze mieszkacie
                  > z nia razem, jesli dobrze pojelam? Moze powiedzialas
                  > jej cos raniacego - zupelnie nieswiadomie?

                  pomylka. NIE miezkamy razem, raczej jakies 300 km od
                  siebie. mieszkamy razem z narzeczonym, pisalam wiec, ze w
                  sumie za wiele sie w naszym zyciu nie zmieni...

                  > A moze ona nie akceptuje po prostu slubu koscielnego?

                  bedzi slub ekumeniczny ('moj' jest protestantem), ona do
                  kosciola chodzi. wszyscy w rodzinie sluby koscielne
                  mieli. nie sadze, aby to byl problem.

                  > A moze ma jakis problem z 'Polska' - przeciez z
                  > jakiegos powodu wyjechala... A jak wykazuje moje
                  > 'doswiadczenie' - najprawdopodobniej przed czyms
                  > uciekla... Niekoniecznie z powodow politycznych... Choc
                  > moge sie mylic...

                  moze, ale 2 lata temu SAMA planowala podroz do polski :(

                  > A moze najlepiej na luzie i wprost, bez pretensji,
                  > a z prawdziwa wola zrozumienia ja zapytac, czemu
                  > naprawde nie chce jechac - skoro sam wyjazd jako taki
                  > nie jest dla niej problemem zdrowotnym czy finansowym,
                  > bo przeciez po swiecie podrozuje...?

                  no wlansie tutaj jest najwiekszy problem! pytamy,
                  spokojnie i grzecznie, a ona powtarza te swoje, bzdurne
                  wg nas, wytlumaczenia, robi twarz malej skrzywdzonej
                  dziewczynki i milczy dalej... :( okropnie frustrujace :(


                  > A moze dopiero teraz zdala sobie sprawe, ze nadchodzi
                  > cos, co bardzo wiele rzeczy zmieni, i boi sie tego?
                  > Moze sobie nawet tego nie uswiadamia?

                  moze. ponoc siostry mojego narzeczonego mialy takie same
                  doswiadczenia, gdy one wychodzily za maz. po jakims
                  czasie przechodzilo, a teraz widze, ze z zieciami dobrze
                  jej sie uklada... moze martwie sie na zapas? moze trzeba
                  przeczekac, byc cierpliwa i usmiechac sie do zlej gry?
                  moze przejdzie? tylko ta nieobecnosc na slubie mnie tak
                  jakos boli od srodka...
                  moze ona 'oprzytomnieje' przed slubem? :)

                  > A moze po prostu lubi, zeby ja prosic?
                  > A moze sie boi, ze Wam wstyd przyniesie z jakichs
                  > powodow?

                  zaden z tych powodow absolutnie nie pasuje

                  z moim chlopakiem rozmawiamy i myslimy o tym. absolutnie
                  nie psuje to naszych stosunkow, tylko ja mam zal, ze jego
                  wlasna mama sprawia mu taka ogromna przykrosc. on jest
                  jednym z najlagodniejszych ludzi jakich znam, tym
                  bardziej mi go szkoda...
                  mam nadzieje, ze to sie wszytko dobrze skonczy :)
                  bede informowac :)
                  • Gość: jendza Re: Sagan IP: *.abo.wanadoo.fr 30.10.02, 11:26
                    A ja bede kciuki trzymac!
                    I czekac na wiesci!

                    Nieh sie wszystko jak najszybciej wyjasni!

                    Pozdrawiam serdecznie!
                    j

                    A przede wszystkim!
                    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA WAS!
                    • sagan2 Re: Sagan 30.10.02, 11:32
                      dziekuje :)

                      my tez sie cieszymy :)
                      • Gość: beata Re: Sagan IP: *.kulczyktradex.com.pl 31.10.02, 16:21
                        Sagan,

                        Twoja przyszła teściowa zachowuje się dokładnie jak moja niedoszła. Byłam przez
                        nią rozpieszczana i zasypywana prezentami, aż czułam się onieśmielona. Swojego
                        syna zadręczała przez trzy lata naleganiem na nasz ślub, a w dniu gdy
                        poinformowaliśy ją o zaręczynach zmroziła nas swoim zachowaniem. Od tego dnia
                        wszystko we mnie było wg niej nie tak. Niestety, mój narzeczony nie był tak
                        stanowczy jak Twój. Mieszkając razem z rodzicami, pozostawał pod ich znacznym
                        wpływem. Nagle okazało się, że jestem dla niego za brzydka, moje mieszkanie
                        kiepsko urzadzone, a ja za mało uwagi poświęcam jego rodzinie. Na dwa miesiące
                        przed planowanym ślubem stwierdził, że już nic do mnie nie czuje i rozstaliśmy
                        się. Przez kilka miesięcy dochodziłam do siebie, a gdy już jakoś wszystko sobie
                        poukładałam, przestałam codziennie płakać, on wrócił. Zgodziłam się na ten
                        powrót, bo wydawało mi się, że on zmądrzał, a miłość zaleczy rany. Myliłam się -
                        ani on nie jest mądrzejszy, ani miłość nie jest tak mocna, ani ja tak
                        silna,żeby to wszystko skończyć.

                        Nie pozwólcie sobą manipulować.

                        Pozdrawiam,
                        b.
                        • sagan2 Re: Sagan 31.10.02, 18:09
                          dziekuje. swiadomosc, ze to nie tylko mnie spotyka, moze
                          nie cieszy, ale przynajmniej pozwala spojrzec na to
                          odrobine z dystansu. nie zupelnie, ale to poczatek :)

                          precz z manipulatorami! :)
      • Gość: Basia Re: Spotkania z tesciowa IP: *.njp.gliwice.pl 29.10.02, 16:11
        Oj jak dobrze,że jest to forum i ten temat!!!
        Moja kochana teściowa :-((((( nie może żyć bez swojego syna. On musi u niej być
        3x w tygodniu, w tym obowiązkowo w niedzielę. Czasami się zdarzy, że w ten
        wolny dzień idziemy gdzieś indziej, ale to jest na prawdę rzadko. Teściowa jest
        chora na serce i dlatego mój mąż tak chodzi. Jak się nie pokaże to ona od razu
        gorzej się czuje, jest zdenerwowana i narzeka,że musi ciągle być sama. Ma co
        prawda męża ale to drobiazg. Faktem jest, że nikt do niej nie przychodzi np.
        jakaś znajoma, kuzynka czy inna krewna, to też o czymś świadczy. Mój mąż nawet
        jak był chory to leciał do mamy, bo ona nie ma telefonu i jak się nie pojawi to
        będzie źle. Jeśli chodzi o jej stosunek do mnie to od samego początku była na
        nie. Wiecie dlaczego? Dowiedziała się, że dość poważnie choruję. No i jak to
        jest możliwe aby jej syn miał za żonę kogoś kto choruje!!!!!!!Żona ma być
        zdrowa, rodzić dzieciaki, gotować, prać, sprzątać. I tak to wszystko robię bo
        nie jest ze mną aż tak źle, jestem na rencie i mam na to wsystko czas. Najmniej
        mam jednak czasu jak mam pójść do teściowej. Ona ma zawsze jakieś zarzuty wobec
        mnie a najgorsze jest to, że nie mówi o nich do mnie tylko do mojego mężą. Może
        to wszystko dlatego, że pochodzi ze wsi. Podobno "chłop żywemu..." tylko ona to
        nie chłop a chłopka.
        Jak się tak trochę ponarzeka to trochę człowiekowi ulży.
        • Gość: dodo spotkania z... IP: *.sympatico.ca 29.10.02, 21:16
          za kazdym razem gdy pojawia sie watek o tesciowych, mam ochote zalozyc watek
          o synowych ale podejrzewam, ze tesciowych, ktore by zechcialy sie tu podzielic
          swoimi uwagami o synowych nie ma tu jeszcze tak wiele.
          kazdy medal ma dwie strony, prawda?
          mialam bardzo niedobra tesciowa ale bywam czasem na cmentarzu (sama), bo
          jakakolwiek by nie byla, to dzieki niej moj maz jest jaki jest, a jest the
          best :-)
          z partnerka mojego syna zapewne sie nie zaprzyjaznie choc lubimy sie dosc
          powierzchownie, obie staramy sie sobie wzajemnie umilac zycie i czasem udaje
          nam sie wzniesc ponad poprawnosc.
          jedno, co mnie cieszy nieslychanie to to, ze carol nigdy nie bedzie musiala do
          mnie mowic polskim zwyczajem "mamo". to bylo najgorsze, co tylko moglo byc gdy
          zyla moja wlasna tesciowa.
          i jeszcze jedna uwaga o mojej mamie. byla okropna, wredna, zlosliwa i samolubna
          tesciowa dla mojej bratowej i cudowna, czula, dowcipna tesciowa dla mojego
          meza. damskie wcielenie dr.jeckyl i mr. hyde! az mi sie czasem wierzyc nie
          chcialo, ze taka wlasnie umiala byc. ale byla i podejrzewam, ze moja bratowa
          niejedno kasliwe zdanie moglaby tu dopisac. ale hmmm... ona sama jest teraz
          dosc trudno tesciowa dla swoich zieciow wiec moze nic w przyrodzie nie ginie ;-)
          • Gość: jendza Re: spotkania z... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.10.02, 01:45
            A ja mysle, ze najlepiej by moze bylo
            zalozyc watek
            spotkania z....
            czlowiekiem...
            Bo czy synowa, czy tesciowa - to tak naprawde
            nie jest wazne. Wazny jest szacunek, ktory sie
            drugiej osobie okazuje, lub nie.
            Strasznie milo jest czytac cieple watki o tesciowej,
            czy ten Twoj, Dodo, wywazony, o 'partnerce' syna...
            Bardzo chcialabym miec taka 'wywazona' tesciowa..
            (WIesz, ja tez nie musialam mowic 'mamo'. Gdy mama
            mego meza po raz pierwszy uzyla slowa 'tesciowa' wobec
            siebie - zaprotestowalam ja... Bardzo wiele takich
            aktow, takich gestow podarowywania serca na dloni
            kwitowanych bylo, albo lepiej zalatwianych... ech,
            szkoda wirtualnej przestrzeni...) Spotkania w rodzinie,
            jak i spotkania w zyciu po prostu, maja to do siebie,
            ze kazdy ma jakies swoje miejsce. I otatecznie tak
            naprawde nie tyle liczy sie, jakie to miejsce, ile -
            jacy sa w istocie ludzie, ktorzy sie spotykaja...
            Generalnie, oczywiscie.
            Pozdrawiam!
            jendza
    • Gość: Lena Do Sagan IP: 213.216.82.* 29.10.02, 23:31
      Na temat manipulowania mogłabym książkę napisać. Niestety, autobiograficzną.
      Jeżeli zauważysz,że Twój przyszły mąz dostosowuje się do niekoniecznie
      irracjonalnych ale niczym nie uzasadnionych wymagań teściowej, jeśli ona ma w
      ten sposób wpływ na Wasze życie, jeżeli on próbuje naciskać na Ciebie, byś
      zrobiła coś tylko dlatego,że tak chciałaby matka lub czegoś nie zrobiła bo być
      może jej by się to nie podobało to czeka Cię walka. Nieważne ile lat ma Twoja
      teściowa , nie ma wieku upoważniającego do zachowań których nieakceptujemy. Ona
      nie musi Cię kochać, nawet nie musi Cię lubić ale masz prawo wymagać szacunku i
      dorosłego traktowania. I od męża i od teściowej.
      • Gość: Mrufka Tesciowa mojej mamy IP: *.abo.wanadoo.fr 30.10.02, 00:07
        Cos Wam powiem: Tesciowa mojej mamy( czyli jedna z moich babek) nigdy jej nie
        zaakceptowala. Kiedys, jak moja mama byla ze mna w ciazy to sie te dwie kobiety
        strasznie poklocily( poszlo znowu o mojego Tate). Mama zarzucila babce, ze sie
        do wszystkiego wtraca, i ze ma juz jej serdecznie dosyc etc. No i wtedy babka
        stracila kontrole nad nerwami i dala mojej mamie w twarz. Akurat staly na
        schodach i moja mama stracila rownowage, posliznela sie i malo nie zleciala z
        samej gory. Traf chcial, ze swiadkiem tej sceny byl moj Tato, ktory akurat
        otwieral drzwi wejsciowe. I wiecie co moj Tato zrobil ? Najpierw blyskawicznie
        podlecial do mamy spytac czy nic sie jej nie stalo( bo przeciez, gdyby zleciala
        z tych schodow moglaby poronic!) A zaraz potem dal swojej matce w twarz!
        Od tamtej pory moja mama i babka sie nie znaja.

        Wiem, ze moj Tato pogodzil sie po jakims czasie ze swoja matka, ale te dwie
        kobiety dotad nie zamienily ze soba ze soba slowa. I jeszcze cos, co wydaje mi
        sie wazne: moja mama nigdy ale to przenigdy nie zabraniala nam odwiedzac babki
        i nigdy o niej nam zle nie mowila. Zawsze uwazala, ze dzieciom nic do spraw
        doroslych.
        Dzieki temu, dorastajac moglismy sie na wlasnej skorze przekonac, ktora z nich
        miala racje.


        • Gość: Filomena Re: Tesciowa mojej mamy IP: *.acn.waw.pl 30.10.02, 22:23
          Skądś to znam!!! O rany, jakbym własne story czytała!!! Moja Mama też nigdy
          złego słowa na swoją Teściową (tzn, do czasu, ale to Looooong story) powiedzieć
          nie dała, a ja miałam 6 lat i podświadomie właściwie skrystalizowane opinie...
          Które do dziś się nie zmieniły, i nigdy nie miałam żadnych wątpliwości, która z
          nich miała rację... Mama... Moja Mama, oczywiście.
      • sagan2 Do Leny 30.10.02, 11:38
        Leno, na szczescie moj narzeczony (jak to smieszni
        brzmi... ;) nie nagina sie do irracjonalnych pomyslow
        mamy. te, ktore da sie dyskutowac - dyskutujemy.
        ona na przyklad nie chce bysmy brali slub w maju, bo
        jedna z jej corek miala slub w maju i rowniez w maju
        umarla (2 lata temu). tak wiec jestem w stanie zrozumiec,
        ze kobieta moze byc przewrazliwiona, a i date mozna
        zmienic (moja mama chce, zeby bylo 'r' w nazwie miesiaca,
        wiec czerwiec pasuje wszystkim).
        ale skoro ja chce slub koscielny w polsce, to mimo 'min'
        tesciowej bedzie :)

        'moj' jest bardzo rozsadnym czlowiekiem i nie daje soba
        manipulowac. jest rowniez bardzo dobrym czlowiekiem, wiec
        duzo mozna z nim wynegocjowac, ale to zawsze jest fair i
        nie krzywdzi zadnej ze stron.

        tak wiec zbytniej ingerencji w nasze zycie sie nie
        obawiam, ale masz mnostwo racji w tym co piszesz :)

        dziekuje
    • vika411 Re: Spotkania z tesciowa 29.10.02, 23:43
      anna_wu napisała:

      > Dziewczyny, jak czesto widujecie sie z matkami swoich mezow?
      Bardzo czesto. Czy odwiedzacie
      > je wspolnie (takie rodzinne spotkania)?
      Oczywiscie
      Zdarza Wam sie przebywac tylko i
      > wylacznie w swoim towarzystwie?
      Bardzo przyjemnie nam sie gada o babskich ploteczkach i smuteczkach.
      Lubicie to, czy wynika to z obowiazku?
      Ja kocham moja tesciowa bardziej niz matke .
      > Za duzo pytan?:) Przepraszam, ale chcialabym Wasze odpowiedzi skonfrontowac z
      > moimi doswiadczniami.
      > Pozdrawiam:)
      Mam kochana tesciowa.Jest wspanialym,dobrym i madrym czlowiekiem.Teraz jest
      bardzo chora.Biegam do niej codziennie i martwie sie co bedzie gdy odejdzie.
    • Gość: moboj Re: Spotkania z tesciowa IP: *.magma-net.pl 30.10.02, 08:45
      ja i mój facet nie mamy ślubu wobec czego teściowa nie jest moją formalną
      tesciową. znamy się już jednak 7 lat i duuuużo by mówić, co się przez ten czas
      działo.
      mama mojego faceta to bardzo fajna babka, nauczycielka matmy z powołania,
      niesamowity belfer, tłumaczy matmę największym tłukom (mnie też tłumaczyła,
      kiedy chodziłam do liceum).
      ona ma dwóch synów, więc kiedy pojawiłam się ja przyjęła mnie bardzo ciepło,
      dużo razem rozmawiałyśmy, chodziłyśmy na zakupy i takie tam...
      to kobieta religijna, ale bardziej dlatego, żeby ludzie widzieli, więc ciężko
      jej przyszło zaakceptowanie tego, że zamieszkalismy ze sobą, kiedy wyjechaliśmy
      na studia. zresztą ona sama w sobie naprawde wiele potrafi zaakceptować - to w
      końcu wykształcona, inteligentna kobieta, ale jest ten jeden sęk: "co ludzie
      powiedzą..." - to najbardziej mnie śmieszy i wkurza. ja zawsze mówię, co myslę
      i robię to, na co mam ochotę, a ona zawsze najpierw pomyśli co ludzie na to...
      dlatego ciągle dopytuje się o ślub, którego ja nie planuję i o dzieci, o
      których ja nawet jeszcze nie myslę (mam 24 lata dopiero i to jest jeszcze dla
      mnie czas wojaży, zabawy a nie kupek, zupek, pieluch i co tam jeszcze).
      ale tak poza tym "liczeniem się z opinią ludzi" nie ma żadnych wad. od początku
      była do mnie dobrze nastawiona, to kobieta - do rany przyłóż, nie trzyma
      synusia przy sobie kurczowo - wręcz przeciwnie, wie, że dzieci rosną i mają
      swoje życie (co pedagog to pedagog).kiedy do nas dzwoni (do syna niby)to gada
      ze mną dłuuuuugo, o wszystkim opowiada, pyta o rady itp.
      ma jeszcze drugą synową (formalną), ale tamta jest... no nie oszukujmy się -
      głupia i pusta ale traktuje ją raczej z przymruzeniem oka.
      w sumie teściowa mi się udała, to fajna babka i jak czytam o innych teściowych
      to się cieszę, że ja tak dobrze mam z nią.
      i wszystkim życzę takiej teściowej jak moja.
      • Gość: mika Re: Spotkania z tesciowa IP: *.inetia.pl 30.10.02, 09:15
        Nawet nie wiecie, jak mnie obecnie ten temat boli. Miałam bardzo dobry kontakt
        z moją "teściową" dopóki nie zamieszkaliśmy razem z moim mężczyzną. Wtedy coś
        się "rozluźniło":-) Wcześniej były pogaduszki, kawki, plotki. Niejednokrotnie
        rozmawialiśmy przez telefon. Teraz - koniec.
        Kiedy mój mężczyzna zapytał o co chodzi, dlaczego nawet nas nie odwiedzili
        (mieszkamy w jednym mieście), jego mama stwierdziła, że jestem pier.. (sorry,
        cytuję). Narysowała sobie kółko na czole.
        Na jego słowa, że nie podoba nam się wtrącanie w nasze finanse stwierdziła, że
        przecież chce dobrze. Generalnie z rozmowy wywiązała się pyskówka, "teściowa"
        na koniec stwierdziła, że ja nim manipuluję. Pytała, jakie prawa ma do własnego
        dziecka, czy jak przychodzimy razem do nich, to cały czas musimy z moim
        mężczyzną wszędzie chodzić razem, czy też od czasu do czasu nie powinnam
        się "podzielić", w końcu mam go na codzień.
        Jestem rozbita.
        Nie wiem, co dalej.
        Nie wiem, gdzie jest granica, za którą zaczyna się wchodzenie w moje życie.
        Jak mam się w tym odnaleźć.
        • sagan2 Re: Spotkania z tesciowa 30.10.02, 11:50
          poczytaj sobie posty Jendzy. bardzo ladnie i madrze pisze
          :)
          • anna_wu Re: Spotkania z tesciowa 31.10.02, 18:53
            Matka mojego meza jest inna niz Wasze tutaj opisywane. W jej przypadku to ja
            jestem glowna osaczana w naszym zwiazku. Moze przez moj problem z
            asertywnoscia, moze przez inne powody, nie moge sobie poradzic z jej
            nachalnoscia. Bardzo ja szanuje i lubie, jest wlasciwie swietna kobieta, ale
            roznimy sie od siebie diametralnie.
            Niemozliwe jest zebysmy zostaly "kolezankami", tak jakby ona sobie tego
            zyczyla. Swoje dzieci nie traktuje po partnersku i nigdy nie przestanie ich
            traktowac inaczej. Ja jestem dusza niespokojna i nigdy nie chcialam sie
            podporzadkowywac nikomu i niczemu.
            Dalam sie wciagnac jednak w jej reguly. Myslalam ze to przeciez matka mojego
            ukochanego mezczyzny, nie chce jej zranic itp., itd. Okazalo sie, ze
            jestem "wkrecona" w jej zycie i wzajemnie, a co najgorsze, ten uklad zaczyna
            byc dla mnie naprawde niewygodny. Coz moge zrobic innego, musze zaczac myslec o
            sobie i przestac o tym, ze zrobie jej przykrosc jakas odmowa.
            Ostatnio przez dluga chwile miala tzw. "opad szczeki", kiedy nie uzywajac
            zadnych usprawiedliwien powiedzialam ze nie chce sie z nia dzisiaj spotkac.
            Ciezko mi w takich sytuacjach.
            Pozdrawiam Was

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka