Dodaj do ulubionych

chudziutenkie kobietki

12.01.06, 15:57
Kobiety sa rozne i chwala im za to, ale mam pewne pytanie. Oto mam znajoma,
ktora jest tak chudziutenka, a wlasciwie tak cienka jak wafelek... i ilekroc
na nia patrze boje sie, ze z samego na nia patrzenia zlamie sie w pol.

Bardzo bym nie chcial, ale naprawde martwie sie o nia. Rzecz w tym, ze ona
jest anorektyczka. Potrafi postawic jedzenie na stol zwlaszcza dla goscia,
patrzac w nie jak sroka w kosc , ale nie tknie, bo mowi, ze nie jada, a
gosciowi od ust nie odbierze ani kruszyny. Gosciowi glupio tak jesc przy tej
chudzinie, wiec je niewiele, by nie obrazic wafelka i wychodzi do domu z
troska o jej zdrowie. Gdy jest sama to wtedy tak wpier.dala zarcie, ze nie
zostawi nic, zje nawet suchy chleb (dla konia), cukierki, nawet obierki.Potem
cala noc wymiotuje, wymiocin nie sprzata bo nie ma sily ten moj watluszek i
slabinka. Moglaby pod ciezarem wlasnych wymiocin sie przewrocic i zlamac w
pol, a tego chcialbym stanowczo uniknac. Potem placze, cierpi i tak w kolko.
Juz szosty rok.

Do lekarza nie pojdzie, bo twierdzi, ze zaden jej nie rozumie, ona jest
wyjatkowa.



Juz sam nie wiem co robic.

Moze Wy wiecie? Przepraszam za drastyczne opisy, ale tak to wyglada.

M.S.
Obserwuj wątek
    • agick chyba raczej bulimiczką jest ten wafelek. 12.01.06, 16:00
      skoro jak wdzięcznie napisałeś "wpier.dala zarcie, ze nie
      > zostawi nic, zje nawet suchy chleb (dla konia), cukierki, nawet obierki.Potem
      > cala noc wymiotuje, wymiocin nie sprzata bo nie ma sily ten moj watluszek i
      > slabinka."
      • mathias_sammer Re: chyba raczej bulimiczką jest ten wafelek. 12.01.06, 16:03
        Acha, no to jest bulimiczka ten wafelek:)

        M.S.
        • agick no. 12.01.06, 16:07
          skoro tak zgodnie została zdiagnozowana to teraz wafelka pod pachę i do
          doktora, panie mathias. wafelek jest chory, sam sobie nie poradzi.
          do poradni zdrowia psychicznego.
          • mathias_sammer Re: no. 12.01.06, 16:10
            Przeicez napisalem, ze wafelek ma problem z pojsciem do lekarza. Walfelek
            uwaza , ze ona jest normalna, mimo, ze wszyscy mowi, ze jednak jest cos nie tak.

            Ostanio powiedziala: predzej umre niz postawie noga na progu gabinetu
            lekarskiego.

            Boje sie, ze trzeba bedzie ja kiedys zbrac tam sila i to juz na wozku
            inwalidzkim.

            Masz jaks rade jak przekonac ja, by poszla do lekarza?

            M.S.
            • agick przecież napisałam.. 12.01.06, 16:14
              "wafelka pod pachę i do lekarza"..
              poważnie mówiąc - musisz ją tam zaprowadzić, to ciężka choroba i ciżko ja
              wyleczyć. dziewczyna ma duże kłopoty z sama sobą. dużo z nią rozmawiaj i
              namawiaj, umów wizytę i kategorycznie egzekwuj pójście. opowiedz lekarzowi co
              się dzieje, niech będzie uprzedzony o problemie.
              • mathias_sammer Re: przecież napisałam.. 12.01.06, 16:21
                Powaznie rozmawialem juz z jednym lekarzem, ale powiedzial, ze jezeli ona nie
                chce to na sile nikogo sie nie wyleczy. Prosilem, aby cos zrobil, ale znow
                wylal mi wiadro zimnej wody na glowe tlumaczac, ze nie wszystkim mozna pomoc, a
                juz na pewno nie osobie, ktora swoj stan uwaza za normalny. Chcialem nawet
                pokryc koszty leczenia (zreszta to nie jest duzy wydatek, h 120 zl u
                najlepszego w Polsce spcecjalisty), ale kategorycznie odmowil. Zapytal, czy to
                rodzina, powiedzialem, ze nie. Poradzil, zebym dal sobie spokoj.

                Troche mi szkoda, ze z dnia na dzien usycha, wpadam do niej niekiedy,
                rozsmieszam ja, ale ona juz rzadko sie usmiecha. Odnosze wrazenie, ze ona nie
                rozumie juz zanczenia niektorych slow. Zawsze siedzi zgarbiona na krzesle,
                wzrok ma matowy, skore ziemnista , wysuszona, popekane dlonie, lamiace sie
                paznokcie, bola ja miesnie,sciegna i kosci, przy poruszeniau krzywi sie z bolu.
                Cierpi na bezsennosc, ktora przerodzila sie w stan chroniczny. Nie chce juz
                wychodzic ze mna na spacer. Mowi, ze ja ludzie draznia, za bardzo halasuja. Je
                tylko jablko i liscie salaty. Pije wode, niekiedy herbate rozana. Jej organizm
                jest w fatalnym stanie mimo to, mowi, chce umrzec, bo juz nic lepszego jej
                wzyciu spotkac nie moze.

                Naprawde to nie jest smieszne.

                MS.
                • kaktusik0 Re: przecież napisałam.. 12.01.06, 16:24
                  a jej rodzina?
                  nikt jej tego na codzień nie tłumaczy?
                  • mathias_sammer Re: przecież napisałam.. 12.01.06, 16:32
                    no i teraz najwazniejsze, co mnie naprawde szczerze boli. Ona ma tylko dwoje
                    znajomych. Kolezanke Zuzie i mnie- mezczyzne. Nie ma nikogo poza nami. Tylko my
                    ja tak naprawde znamy i tylko (niestety) nas obchodzi jej los. Ona nie rozumie,
                    ze ja nie pragne z nia seksu (otoz nie pukam wszystkiego co sie rusza i na
                    drzewo ucieka:)), nie chce tez puknac jej Zuzi, chce jej powiedziec, ze powinna
                    zadbac o zdrowie i zycie, bo ma je tylko raz. Ona twierdzi jednak, ze jej robie
                    krzywde bo ja zmuszam do jedzenia, ze kaze isc jej na spacer, dotlenic sie,
                    pojsc na basen. Mowie, ze mnie nienawidzi za to zmuszanie, po czym przychodzi,
                    przytula sie i mowi: "Mathiasku, ja wiem, ze chesz dla mnie dobrze, ale ja nie
                    umiem skonczyc z choroba. Nie mam sily, nie mam perspektyw, czuje sie taka
                    samotna, wypalona, otepiala od bolu, slaba fizycznie. Twwoje i Zuzi slowa,
                    zebym wziela sie w garsc mowia o problemie, ale go nie rozwiazuja, bo wiem, ze
                    tylko ja moge go rozwiazac." Ale nie czyni tego, bo nie ma sily wyjsc z marazmu
                    i beznadziei, w ktora wpadla.

                    M.S.
                    • mathias_sammer dodam 12.01.06, 16:35
                      ze nie chce ja puknac, nie dlatego, ze jest przez chorobe nieatrakcyjna, tylko
                      ze jest moja kolezanka. Nawet wafelkowata jest atrakcyjna, ale ona juz nie
                      widzi tego. Patrzy na siebie szklanymi oczami. Zapytalem jej czy sobie sie
                      podoba. Odpowiedziala, ze juz nie wie co ma myslec. kiedy byla radosna,
                      energiczna dziewczyna, kochala kontakty z ludzmi (ekstrawertyczka). Teraz
                      ucieka od nich, zgarbila sie malejac o 10 cm, zapadla sie w siebie, poszarzala,
                      posmutniala.

                      do ku.. nedzy mowie powaznie.



                      M.S.
                      • karolina1114 Re: dodam 12.01.06, 16:57
                        ...ona umrze :-(

                        karolina
                        • mathias_sammer Re: dodam 12.01.06, 17:19
                          Nie powstrzymasz czlowieka, ktory podjal decyzje o samounicestwieniu sie.

                          Wybacz, ale codziennie umiera wiele osob z glodu, braku wody, od chorob i
                          rzeczywiscie smutek ogarnia, gdy inni pragna zyc a nie moga, a inni marnotrawia
                          dar zycia, bo nie moga zmusic sie do poszukania celu.

                          Jesli umrze...bedzie mi bardzo przykro i poniose osobista strate...

                          Ale bede musial tez powiedziec sobie- ze JA probowalem z nia rozmawiac,
                          probowalem przekazac, ze mozna zyc inaczej, ze mozna probowac walczyc o siebie.
                          Przeciez wtedy, gdy miala nascie lat i zawalil sie caly jej swiat (zmarlo jej
                          dwoje najbliszych ludzi) tez byla wbita w fotel i wyla z rozpaczy. Nie miala
                          celu, nie miala sily walczyc, a jednak mimo TAK WIELKIEJ TRAGEDII podniosla sie
                          i zaczela zyc DLA NICH, potem dla siebie. To wysilek godny najwyzszego szacunku
                          i tu chyle glowe do samej ziemi. A teraz poddala sie wyobrzymiajac
                          NIEPROPOROCJONALNA STRATE do straty, jaka wtedy poniosla. Jak mozna nie miec
                          wstydu i poddac sie wskutek jakiegos niespelnienia?! Jak mozna nie miec wstydu
                          w stosunku do pamieci bliskich? Jak mozna tak bardzo siebie nie szanowac
                          WLASNIE ze wzgledu na tamte wpsomnienia i tamten wysilek?!

                          To jej zycie, czy raczej wegetacja, na ktora sie skazala.

                          Napisalem juz powyzej, ze nie moge brac odpowiedzialnosci za cudze zycie. Moge
                          brac tylko odpowiedzialnosc za moja rodzine.



                          Mozna mi wiele zarzucic, ale nigdy, ze nie staralem sie jej pomoc.

                          Klaniam sie,

                          M.S.
                      • agick powinienieś ją zaprowadzić do lekarza. 12.01.06, 17:02
                        nawet jeśli twierdzi, że predzej umrze niż przekroczy próg gabimetu
                        lekarskiego.
                        musisz jej pomóc, bo jak napisała karolina, ona umrze.
                        • mathias_sammer Re: powinienieś ją zaprowadzić do lekarza. 12.01.06, 17:08
                          Agick, nie mozna obarczac nikogo odpowiedzialnoscia za cudze zycie.
                          Jesli nie traktuje SIEBIE z nalezyta powaga, nie widzi perspektyw, nie widzi
                          przyszlosci to jak niby, do cholery, mam ja jej ankreslic? Namalowac?

                          Nie Agick. Ona che zostzac sama i tak pewnefd nia bedzie. Z dwoch osob nie
                          zostanie nikt.



                          Klaniam sie

                          M.S.
                • agick a czy gdzieś się smieję? 12.01.06, 16:28
                  nie smieję się. żal mi dzieczyny.
                  poważnie lekarz powiedział, zebyś dał sobie spokój jeśli to nie rodzina??
                  a co jedno ma wspólnego z drugim! o mężu też można powiedzieć, ze to nie
                  rodzina.
                  jeśli chcesz jej pomóc - zrób to. nie zostawiaj wafelka samemu sobie.
                  • mathias_sammer Re: a czy gdzieś się smieję? 12.01.06, 16:33
                    wlasnie odpisalem ponizej
            • kaktusik0 Re: no. 12.01.06, 16:19
              poopowiadaj wafelkowi o konsekwencjach które będą jej towarzyszyły przez resztę
              życia.

              Jeżeli bulimia nie jest leczona, może na skutek wywołania wymiotów prowadzić do
              ważnych powikłań, takich jak:
              - odwodnienie organizmu i brak równowagi elektrolitycznej (szczególnie braku
              potasu i magnezu),
              - postępujące uszkodzenia funkcji nerek,
              - hipoglikemia (niski poziom cukru we krwi),
              - refluks (odwrócona perystaltyka górnego odcinka przewodu pokarmowego).
              - obrzęk żołądka, trzustki, zapalenie przełyku, powiększenie ślinianek,
              zniszczenie szkliwa zębowego albo rozwój chorób dziąseł w wyniku działania kwasu
              żołądkowego.
              - Częste wymioty zmniejszają ilość wody i potasu w organizmie, a w
              konsekwencji zaburzenia rytmu serca, skurcze mięśni a czasem nawet całkowity
              paraliż.


              Bulimia, podobnie jak anoreksja, wywiera negatywny wpływ na psychikę, powodując:
              - poczucie podporządkowania się jedzeniu,
              - poczucie samotności w grupie,
              - zaburzenia obrazu własnej osoby,
              - cechy uzależnienia (po objedzeniu się następują wymioty celem zmniejszenia
              bolesnego uczucia rozdęcia żołądka i zmniejszenia poczucia sumienia, że za dużo
              zjadła),
              - utrata panowania nad sobą (bulimia powstaje w wyniku braku kontroli nad
              ilością spożywanego pokarmu),
              - zmienność nastrojów (impulsywność, apatia itp.),
              - uzależnienia (niektórzy bulimicy są nałogowcami uzależnionymi od środków
              uspokajających, amfetaminy, kokainy czy alkoholu).

              • mathias_sammer Re: no. 12.01.06, 16:22
                No wlasnie o tym napisalem nie widzac Twojego postu.

                M.S.
        • genoveva Re: chyba raczej bulimiczką jest ten wafelek. 12.01.06, 16:09
          Znajdź jakiś dobry ośrodek specjalizujący się w leczeniu bulimii i wyślij tam
          Wafelka, bo sama raczej sobie nie poradzi, to się naprawdę ciężko leczy.
          Powodzenia
    • lajton Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 16:14
      Wafelek jest rozchwialny(-a) psychicznie, wiec albo sila zawlec ja trza do
      lekarza, albo chociaz do dentysty, bo od tych rzygow, to jej zeby sa pewnie w
      oplakanym stanie. Serio. Nie zartuje.
      • ziyi Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 18:15
        Ona sama musi sobie uswiadomic ze jest chora. Niestety ale zaciagniecie jej na sile do lekarza nic nie pomoze. Zaden specjalista od zaburzen odzywiania nie podejmie sie nawet leczenia osoby u ktorej nie widzi motywacji. Mysle ze powinienes ja wspierac i namawiac do leczenia, uswiadamiac ja o konsekwencjach bulimii. Jak sama zda sobie sprawe ze jest smiertelnie chora wtedy mozesz dopiero pokierowac ja do psychologa i psychiatry.
    • alpepe Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 18:51
      A ja bym zrobiła inaczej: wyszukałabym dla niej książki o bólu tak wielkim, ze
      śmierć się wydaje wybawieniem. Coś o gułagach, obozach. Do tego jakąś dekadencję
      o bólu istnienia: Steppenwolf na ten przykład. A na sam koniec dałabym jej cytat
      z Księgi Koheleta o starzeniu się i umieraniu. Mnie ten cytat uratował,
      aczkolwiek akurat na anoreksję czy bulimię nigdy nie cierpiałam. Myślenie o
      śmierci jak o wybawieniu przynosi ulgę i pozwala, o ironio, na walkę z
      przeciwnościami losu.
      • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:40
        Alpepe, jezeli bardzo koncentruje sie na swoim nieszczesciu to kazda informacja
        zwiazana z bolem i cierpieniem stanie sie niejako jej wlasna i bedzie ten bol
        potegowac. Mnie osobiscie chodziloby przede wszystkim o wyrazenie komunikatu-
        prosby, by SPROBOWALA spojrzec "nie do srodka" tylko "od srodka na zewnatrz".

        Strasznie trudne, ale mozliwe. Dam przyklad. Jezeli ktos np. cierpi z powodu
        milosci to czytanie ksiazek o nieszczesliwych zwiazkach bedzie wzmagac i
        utrwalac bol. Kszaki stana sie niejako usprawiedliwieniem dla wlasnego
        cierpienia, dlatego tak wiele osob probuje swiadomie zrezygnowac na jakis czas
        z takiej literatury. Iwem o czym mowie, bo dostarczam mojej przyjaciolki
        wszystkie mozliwe ksiazki, ktore nie sa o milosci, a uwierz mi- to co jje maz
        (juz byly) zafundowal stalo sie duzo gorsze od np. normalnej zdrady i to po 15
        latach malzenstwa.

        kardiolog
        • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:41
          Przepraszam za literowki, staralem sie ich nie popelnic, jednak wkradly sie.

          kardiolog
        • alpepe Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:49
          Miśku, powiem jedno. Ilu ludzi, tyle sposobów na leczenie.
          Słyszałeś o samookaleczaniu się, które paradoksalnie dawało poczucie kontroli
          nad wszechogarniającym bólem???
          Nie, ja się nie cięłam. Ani nie głodziłam, ani nie objadałam ani nie upijałam a
          ni nie narkotyzowałam.
          ------------------------------------------------------------------------------------

          Nie skończyłam ze sobą tylko przez uczucie do mojej matki, bo wiem, jaki ból
          sprawiło by jej moje odejście.
          Nie pamiętam w której książce o gułagu była taka scena z kobietą, która, kiedy
          uświadomiła sobie, ze w każdej chwili może przecież popełnić samobójstwo,
          znalazła siły, by żyć, by przetrwać.
          Kiedy się przekroczy ostatni próg, kiedy sie przejdzie samego siebie, wtedy
          dopiero pojawia się nadzieja, która pozwala przeżyć następny dzień.
          • croyance Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 21:05
            Jak powiedzial Cioran "gdyby nie mysl o samobojstwie, dawno bym sie zabil"
    • le.fay Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:01
      witam, a może to jest własnie opóźniona reakcja na trumę z dzieciństwa o której wspomniałeś? soko jest chora od 6 lat i ma tylko Was dwoje to może ona rzeczywiście nie chce żyć, lub tez daje do zrozumienia w pokrętny i chory sposób jak bardzo jest sama i samotna i nie ma dla kogo lub powodu by żyć?
      to straszne bo Ona rzeczywiście umrze och może nie dziś czy jutro ale tak.
      i straszne bo Matias ma rację, nie jest w stanie pomóc. i tak zrobił dużo. lekarz odwiedziny itp. ale nie jest w stanie zrobic jednego, nie jest wstanie pokazać czy dać jej powódu do życia. nie będzie żył za Nią i dla Niej.
      bo to Ona musi się odnaleźć, a jesli jest dorosła to żadna siła jej do tego nie zmusi. ubezwłasnowlnić to wziąć na siebie odpowiedzialność (i może tylko rodzina). więc... przykro, próbuj dalej i nie zostaw jej samej..
      • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:33
        Nie tworzymy wyimaginowalego scenariusza jej zycia i nie ukladajmy dla niej
        krzywdzacych odpowiedzi. Nie sadze, by ktokolwiek chcial ja skrzywdzic.

        Dlatego prosilbym osoby, ktore chca koncentrowac sie wylacznie na cierpieniu a
        nie na probie wyjscia z niego o pozostawienie watku innym, dla ktorych jest
        wazny.

        kardiolog
        • mathias_sammer rozszerzenie 15.01.06, 13:04
          "Dlatego prosilbym osoby, ktore chca koncentrowac sie wylacznie na cierpieniu a
          nie na probie wyjscia z niego o pozostawienie watku innym, dla ktorych jest
          wazny." kardiolog
          -----------
          Ano wlasnie...



          Na szczegolowy opis nie mam czasu, ale napisze kilka istotnych elementow.

          "Gosia" wkrotce skonczy 23 lata, jest studentka dosc ciekawego kierunku, po
          ukonczeniu ktorego moze miec ciekawa prace, ale tylko pod warunkiem, ze bedzie
          lepsza z pozostalych. Szacuje mierzy 173-4 cm, i wazy 46 kg.

          Pierwsze problemy ze zdrowiem zaczely sie jeszcze w liceum. Gdy stracila
          przytomnosc a krew plynaca z nosa zalala pol pokoju przewieziono ja do
          szpitala, gdzie spedzila kilka dni. Juz wczesniej nauczyciele zauwazyli, ze
          jest cos nie tak, ze nie uczy sie, staje sie coraz chudsza, zrezygnowala z
          zajec sportowych.

          W szpitalu odzywiono ja kroplowkami, a po powrocie do domu skierowano do
          poradni rodzinnej. Niestety, po kilku wizytach, rowniez z rodzicami terapie
          przerwano z powodu niestawiania sie tych ostatnich. Jest superinteligentna,
          wazliwa, piekna (fizycznie mimo chudosci), mloda kobieta, lecz nie ma sily, by
          walczyc.

          Uczestnicze w walce o nia i mam juz male sukcesy- chocby to, ze gdy jest u mnie
          je jedzenie i nie wymiotuje. Ostatnio utuczylismy ja z zona o 1 kg! Gdy wraca
          do domu, wracaja problemy. Jestem zbyt blisko zwiazany z cala rodzina, dlatego
          nie moge pelnic roli mediatora. Ciesze sie jednak, ze Gosia spedzila ze mna
          kilkanascie godzin opowiadajac o przyczynach swojego stanu. Ona doskonale wie,
          dlaczego tak sie dzieje, zna powody. Nie ma juz jednak sil, aby przeciwstawic
          sie. Namowilem ja na udzial w portalu internetowym prowadzonym przez lekarzy a
          traktujacym i.in. o znanych jej problemach. Widzialem, ze napisala. Mam
          nadzieje, ze nie spotka ja krzywda ze strony innych osob. Mam tez nadzieje, ze
          odwazy sie na spotkanie z kims neutralnym.

          M.S.
          • karolina1114 Re: rozszerzenie 15.01.06, 13:20
            ... napisales, ze nie ma rodziny a ma. czy w takim razie rodzina nawet jesli
            jej nie kocha nie moglaby uczestniczyc w terapii? coz moze byc wazniejsze od
            szczescia wlasnego dziecka? a moze na terapii wyszlo, ze za stan dziecka
            odpowiadaja starzy? czy mozna byc az takim egoista?

            • klonn3 Re: rozszerzenie 15.01.06, 13:28
              coz moze byc wazniejsze od
              > szczescia wlasnego dziecka? a moze na terapii wyszlo, ze za stan dziecka
              > odpowiadaja starzy? czy mozna byc az takim egoista?
              >

              dzieci są dla wielu po to, żeby być wizytówką rodziców,
              mieć super oceny i w ogóle świetne osiągnięcia
              a jak mają problem to usłyszą 'weź się w garść' albo 'wstydzę się Tobą przed
              ciocią Lusią, jeszcze nie skończyłaś tego mgra...?'

              Nie żartuj. Moja przyjaciółka ważyła 35 kilo (165cm) kiedy matka zareagowała.
              Ojciec tylko mówił jej, że jest brzydka!!! w tym stanie. Musiało ją pogotowie z
              ulicy zgarnąć, żeby ktoś się ocknął.
              Niestety to nie fikcja :(
            • kardiolog Re: rozszerzenie 15.01.06, 16:12
              Chcialbym , aby M.S. odpowiedzial na ponizsze. Znow domyslam sie jedynie,
              przypuszczam wiec, ze aspekt rodzinny chciales wykluczyc.



              Owszem problem Gosi zaczal sie w wieku 17 lat czyli wtedy, gdyby nie byla
              jeszcze dorosla osoba. Jednak pozniejsze (5 czy 6lat po pierwszych objawach)
              nalezy juz potraktowac jako zachowanie doroslej kobiety (nie dziecka), ktora
              musi wziac odpowiedzialnosc za swoje zycie na wlasne barki. Automatycznie
              nasuwa sie przypuszczenie , ze za jej krzykiem glodu stoja problemy rodzinne,
              jednak istotnym jest, ze przy sytuacji constans (6 lat bez zmian w zyciu
              dziewczyny moze swiadczyc o braku zmian w calej rodzinie) nalezy nie czekac i
              reperowac to, co jest poza nia lecz pomoc jej samej. To nie ewentualne problemy
              rodzicow sa tu omawawiane, lecz jest to proba znalezienia rozwiazan dla niej.

              kardiolog
              • mathias_sammer Re: rozszerzenie 16.01.06, 10:26
                Slusznie pomyslales. Watek rodzicow wykluczylem.

                Podsumowujac widze dwie mozliwosci:

                - neutralna rozmowa z kims "z poza". Najlepiej gdyby byl to specjalista- wtedy
                pelnia szczescia.

                - kontynuacja aktywnosci czyli chodzenie na wyklady nawet jesli to dzis ogromny
                wysilek fizyczny i intelektualny. Gosia zainstalowala mi w domu GG (kiedys o
                tym dokladnie pisalem, gdy byla u mnie z wizyta). Ustawilem gg tak, ze widze,
                gdy jest w necie i czesta obecnosc w siecie zamiast na wykladach mnie niepokoi.

                Napisalem do niej wczoraj list podajac kilka sugestii. To wspaniala osoba i
                bardzo chcialbym, aby sie udalo. Znam jej rodzicow, ja sama i jej problem
                poznalem dopiero przy okazji jej pobytu u mnie.

                Kochany, inteligentny dzieciak! Nazywa mnie drugim, adoptowanym przez nia
                tatkiem. Najpiekniejszy komplement jaki mozna uslyszec, nieprawdaz?



                Na razie!

                M.S.

                Sygnaturka przez Ciebie zacytowana, kardiologu, jest calym clou.
                • kardiolog Re: rozszerzenie 16.01.06, 18:55
                  To naprawde piekny komplement Mathiasie zostac nazwanym tatkiem z wyboru.
                  Czuwaj nad nia i delikatnie sugeruj rozwiazania.
                  Dyskusja zabrnela za daleko, jednak z tego co czytam tylko juz lekarz moze
                  pomoc, choc szanse wyjscia z choroby sa 50/50. Nie trac nadziei, to wciaz
                  szklanka do polowy pelna. Opiekuj sie tym dzieckiem.

                  kardiolog
          • kardiolog Re: rozszerzenie 15.01.06, 15:57
            M.S. skoro juz napisala na poeralu lekarzy to zlorbila pierwszy krok. Jesli sa
            tam dobrzy specjalisci to poprosza ja o kontakt mailowy poza portalem.

            Druga sprawa- jesli masz kontakt z nia czuwaj nad tym, zeby nie rezygnowala ze
            studiow. Wprawdzie przypadek nie adekwatny, ale przypomnij sobie nasza rozmowe
            o Twojej mamie. Dopoki pracowala, narzucala sobie dyscypiline nie-picia w
            miejscu pracy, schludnego ubierania sie, mycia, malowania etc. Z chwila, gdy
            zrezygnowala z kontaktow zawodowych z ludzmi, by skoncentrowac sie na swoich
            dolegliwosciach. Pozniej byla juz tylko rownia pochyla, ktora skonczyla sie w
            jej wypadku przedwczesna smiercia. Musi miec zajecie poza domem, by wygrac.



            kardiolog
            • kardiolog Re: rozszerzenie 15.01.06, 15:59
              Sorry ze urwanie retoryki, ale jestem "przelotem" i nie zczytalem. Wiesz co mam
              na mysli.

              POdsumuje wiec: wg mnie 2 rzeczy moze zrobic: porozmawiac z kims neutralnym-
              najlepiej, zeby byl to specjalista.

              Dwa-miec zajecie wsrod ludzi czyli studia.

              kardiolog
    • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 12.01.06, 19:30
      Mathiasie, mialem dzis nie pisac, ale przeczytalem ten watek i mysle o nim.

      Jedno o co Cie prosze- nie pozowl, by spadl w czelusci forum jak stalo sie z
      kilkoma naprawde waznymi tematami. Nie chodzi, by go podbijac, lecz skutecznie
      i konstruktywnie kontynuowac.

      Zaczne od tylu czyli od wysylania osob do lekarzy, psychologow, psychiatrow
      itd. W kazdym spoleczenstwie, czy to polskim czy obcym, ale zwlaszcza polskim,
      pokutuje przeswiadczenie, ze wizyta u lekarza "od glowy" to ujma dla honoru,
      skaza na rodzinie. Ktos moze dowiedziec sie i zadrwic mowiac "o! ten to ma
      zolte papiery". Na szczescie powoli dochodzi do zmian polskiej opinii
      publicznej nt. Dzis coraz czesciej dostrzegana jest koniecznosc zasiegania
      porad specjalistow, gdyz co raz czesciej ludzie zapadaja na nerwice, depresje,
      stany przepracowania, wyczerpania nerwowego, wypalenia zawodowego. To nasze
      choroby cywilizacyjne i mimo, ze nie chcemy o nich mowic, one sa i beda sie
      nasilaly.
      Wracajac- przy jednoczesnym odrzuceniu mysli o wizycie u lekarza "od glowy czy
      duszy" gloryfikuje sie jego znaczenie wierzac, ze da pastylke, leki na
      uspokojenie, zastrzyk, slowem sprawi cuda.

      "Droga z powrotem" jest jednak bardzo dluga, zmudna i bolesna, a my w historii,
      ktora opisujesz, nie jestesmy nawet na jej poczatku.

      Chcialbym tymi slowami powiedziec, ze dobrze byloby, gdyby jednak Twoja znajoma
      odwazyla sie na wizyte u dobrego specjalisty. Takie spotkanie nie pociaga
      zadnej odpowiedzialnosci, ani zobowiazan. W kazdej chwili mozna wyjsc i nie
      wrocic, a wstydzic tez nie ma sie czego, w koncu to calkowcie obcy nam
      czlowiek, ktory CHCE DLA NAS DOBRZE. Trudem jest nazwanie siebie samego
      jednostka chora, ale nie trzeba koncentrowac sie na tworzeniu okreslen swojej
      osoby, charakteru, jakosci bytu. Nalezy koncentowac sie NIE NA SOBIE LECZ NA
      CELACH. Moze dla Twojej znajomej celem wizyty u specjalisty moglaby byc
      zwyczajna ROZMOWA, wyrzucenie z siebie tego, co ja boli, dreczy, niepokoi?
      Rozmowa w obecnosci obcego czlowieka moze pomoc, moze przede wszystkim oczyscic
      i uporzadkowac wewnetrznie, ale ni musi. Wazne w tym wszystkim jest jednak
      abysmy slyszeli nie tylko wlasne mysli, ktore nas codziennie osaczaja, lecz
      glos plynacy z ust. Gdy tak sie dzieje, slyszac slowa dociera do nas swiadomosc
      istnienia kogos obok nas, kogos, kto MOWI, kogos, kto ma problem. Nie chorobe-
      problem. Strach przed przyjeciem do wiadomosci informacji o koniecznosci zmiany
      i odrzucenie propozycji zanim powstanie? Oczywiscie, to samoobrona. Nie mozna
      dokonywac zmian, jesli nie jestesmy na nie przygotowani. Nie mozna byc dzisiaj
      taka osoba, a jutro zupelnie inna. To niemozliwe, tylko wyjatki sie zdarzaja. A
      zatem mozna nie zmieniac sie a jednak..moze byc inaczej, Mozna wygrac na
      pocztaku malenka korzysc dla siebie.
      Mathiasie, moze gdybys przyblizyl sytuacje latwiej byloby nam wszystkim
      sprobowac ja przeanalizowac Z KORZYSCIA dla Twojej znajomej? Tylko takich
      glosow oczekujesz, jak sadze.

      Czasami rozwiazanie jest bardzo blisko i jest latwe do przeprowadzenia nie
      wymagajac od nas "wywrocenia sie na lewa strone".

      Jednak nalezy pamietac- kazda zmiana, nawet najmniejsza bedzie wymagala od
      Twojej znajomej nieprawdopodobnego wysilku. Nie zapominaj tez, ze to, co dla
      Ciebie moze wydawac sie relatywnie latwe do przeprowadzenia nie oznacza wcale,
      ze z taka latwoscia poradza sobie inni.

      Zreszta nie podejrzewam Cie o zla wole. Znam Cie troche i wiem, ze chcesz, by
      Twoja znajoma poradzila sobie z problemem. Sam tez sporo przeszedles i wiesz co
      to bol, cierpienie,

      Problem- (nie choroba) tak definiujmy sytuacje, w ktorej znalazla sie Twoja
      znajoma.

      Wiem, ze dzis juz nam nie opowiesz wiecej, ale nie odpuszczaj tematu. Pomalutku
      opowiedz nam co wiesz. Moze inne osoby, beda chcialy podzielic sie radami,
      doswiadczeniem? Jestesmy rozni, roznie oceniamy sytuacje, rozny mmamy poziom
      wrazliwosci, wiec im wiecej glosow w dyskusji, tym lepiej.



      Bede z Toba w tym watku.

      kardiolog
      • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:14
        Kardiologu i do pozostalych, ktorzy czytali watek, a ktorzy podejmuja
        lakoniczna dyskusje lub dyskusji nie podjemuja wcale:

        w ciagu najblizszych dni nie bede mial zbyt wiele czasu, by oddac sie pisaniu
        na forum.

        Gdy uporzadkuje to, co mam do uporzadkowania, zajrze, napisze, opowiem.

        Rozmowa z obcym czlowiekiem nie bedacych a priori wrogiem to moglby byc dobry
        poczatek do polepszenia jej samopoczucia. Moze nie powinien byc to lekarz, ale
        ktos z zewnatrz, kto jej wyslucha, porozmawia? Szalenie wazne jest, by ktos
        mial dystans i nie chodzi bynajmniej o stwierdzenie "to co robisz jest dla mnie
        niezrozumiale. Ja tak bym nie uczynil/a". Od wstepu wiadomo, ze beda po roznej
        stronie "barykady" doswiadczen.

        Nie mnie podjejmowac decyzje czy zmuszac do takowych, ale chyba odwazylbym sie
        na taki krok bedac na jej miejscu. Kiedy mialem w zyciu problemy rozmawialem o
        nich z innymi. Zobaczylem siebie i swoj swiat z innej perspektywy, nabralem do
        niego dystansu, by moc dokonac ocen z perspektywy (wg Twoich okreslen) "na
        zewnatrz" i "z zewnatrz do wewnatrz". Przekaze jej Twoja uwage przy okazji z
        pozdrowieniami. Jednego jestem absolutnie pewny: nie wolno zostac samemu z
        wlasnymi problemami, tak jak nie mozna rozwiazac problemu w miejscu, ktore jest
        przyczyna. Trzeba na chwile wyjsc "na zewnatrz" , by moc wrocic na zdrowych dla
        siebie warunkach.

        Na potrzeby tutaj prowadzonej duskusji nadam jej imie Gosia. Nie chce by
        historie traktowano przedmiotowo, nawet jesli okreslenie "wafelek" nie jest
        nieprzyjemnym.

        Klaniam sie,

        M.S.
    • widokzmarsa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:19
      przeczytałem i wygląda na to ze to nie twoja znajoma ani przyjaciółka. Czyli
      lubisz pukać chude wafelki pachnące wymiotami. TO może ty też pogadaj z
      lekarzem. A może rajcują cię dromne małe dziewczynki? To już prawie kryminał)
      • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:33
        Jesli zauwazyles toczy sie tu rozmowa, ktorej celem jest powiedzenie, ze Gosia
        jest wartosciowa osoba majaca wszelkie prawa byc szczesliwa, zadowolona z
        siebie kobieta.

        Jesli masz problem z uwierzeniem w jej wartosci i prawa do zycia lub moje
        zamiary to omin ten watek. Jesli chcec nastrac jej na glowe lub mnie znajdz to
        znajdz do tego inne miejsce, gdzie bede mogl przypie..c ci w ryja.

        M.S.
      • mathias_sammer ps do widoku 15.01.06, 12:35
        jeszcze jedno. Zdaje sobie sprawe kto moze siedziec pod nickiem- chce abys tez
        mials wiadomosc mojej swiadomosci.

        I jeszcze raz powtorze- ten watek jest wyluskaniem tego, co najlepsze w tej
        kobiecie. Nie kaz mi myslec inaczej.

        i nie do widzenia,

        M.S.
        • widokzmarsa Re: ps do widoku 15.01.06, 12:59
          a ty, wielki samarytanin, pełny empatii i współczucia, przygladasz się już
          szósty rok jak ona obsycha wymiocinami i nagle przyszło ci do głowy ze moze
          trzeba by jej jakoś pomóc. Jesteś chyba dumny z siebie że jest w tobie tyle
          dobrej woli...
      • emae Jak możesz tak pisać... 16.01.06, 10:31
        Żal mi Cię. Jeśli tak myślisz o ludziach, Widoku... Więcej nie napiszę, bo
        szkoda mojego czasu na Ciebie.
    • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:44
      szpital, zamknięcie, terapia min. 1 rok
      to jest choroba psychiczna
      ona sobie sama nie pomoże
      nawet jak ją zawiozą do szpitala to i tak nic nie zmieni
      w takich sytuacjach muszą zainterweniować bliscy, bo od tego się umiera
      :(
      no chyba, że faktycznie wszystkim to zwisa czy ona żyje
      • nattashaa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:48
        Ale bzdury wypisujesz. Ja się bulimii nabawiłam na skutek silnego stresu,
        jakiego doznałam w ciągu ostatniego roku. Przy silnych negatywnych emocjach
        wpie..łam, bo jedzeniem nie można było tego nazwać, tyłam, dalej
        wpie..łam, kupowałam czekoladę, po której wiedziałam że będę rzygać. Później
        chudłam. Co ty mówisz, że to leczy się w zamknięciu.
        • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 12:58
          po bulimii raczej nie chudniesz, tylko rozwalasz sobie kompletnie układ
          trawienny, zęby od kwasów żołądkowych (wymioty) itp
          anoreksja to trochę inny typ osobowości, takie osoby chcą mieć wreszcie nad
          czymś kontrolę w życiu - choroba śmiertelna, poprzez następujące wyniszczenie
          organów wewnętrznych
          w zaawansowanym stadium (wafelka) leczenie skuteczne tylko przez specjalistów,
          plus uświadomienie o powadze problemu całej rodziny
          to nie jest zabawne patrzeć jak ktoś na Twoich oczach UMIERA
          • nattashaa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:00
            Kwestia dobrego psychiatry prowadzącego, nie zamyka się.
            • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:03
              znam przypadki, kiedy zamknięcie jest konieczne, szczególnie w przypadku
              niewspierającej rodziny (a to są zawsze takie, z wysokimi wymaganiami, w takich
              rodzinach nie możesz sobie NIE RADZIĆ)
              jeśli rodzina wspiera, jest możliwość wyjścia, ale rzadko ludzie są tak
              mądrzy :/
              • nattashaa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:05
                Ty to znasz zawsze kilka przypadków na każdy temat. Jak ty to robisz i skąd
                masz na to czas.
                • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:11
                  ????
                  przecież w tej chwili to co druga laska ma jakieś zaburzenia jedzenia, a
                  nastolatka to w zasadzie każda, poza tymi, co regularnie uprawiają sporty,
                  tylko te mają w miarę zdrowy stosunek do siebie i swojego ciała
                  • istna Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:42
                    A nieprawda, bo czasem zaburzenia odżywiania łączą się z obsesyjnym uprawianiem
                    sportu.
                    • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 13:53
                      istna napisała:

                      > A nieprawda, bo czasem zaburzenia odżywiania łączą się z obsesyjnym
                      uprawianiem
                      > sportu.

                      Zgadza się. możesz obsesyjnie dbać o wagę ćwicząc przy tym (vigorexia to się
                      chyba nazywa), ale raczej nie dojdziesz do stadium grożącym śmiercią lub
                      przynajmniej niedoczynnością organów do końca życia (np. płciowych - b.częsta
                      konsekwencja anorektycznych epizodów, ciąża potem może już być niemożliwa)
                      No chyba, że przegniesz z 'odżywkami', ale to juz zupełnie inna bajka ;)
                  • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:04
                    Obawiam sie, Klonn3, iz co robi wiekszosc nastolatek, jak wyglada statystyka i
                    skala zjawiska anoreksji w Polsce nie interesuje zalozyciela watku. Omawiany
                    jest tutaj konkretny przypadek i jezeli znane sa Tobie poodbne sytuacje/ludzie,
                    to napisz o rozwiazaniach problemu a nie jego symptomach. Zdarzylem zorientowac
                    sie podczas kilkuletniego pobytu na forum, ze M.S. minimalna wiedze nt ma i
                    dorzucanie kolejnych opisow zjawiska z netu czy portali psychologicznych nie
                    zmieni sytuacji tej dziewczyny. Zmienia ja natomiast rozwiazania zastosowane w
                    praktyce.

                    kardiolog
                    • wwladyslaww Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:09
                      Przyszla stara ropucha
                      • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:13
                        wwladyslaww napisał:

                        > Przyszla stara ropucha



                        Znow gadasz do lusterka?

                        kardiolog
                        • wwladyslaww [...] 15.01.06, 16:14
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • widokzmarsa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:13
                      są faceci którzy lubią ekstremalnie grube kobiety. Potrafią sie nimi
                      opiekować(bo foki już nie są w stanie nawet się umyć) i tuczyć je dalej.
                      Są tez tacy co lubią wieszaki i chudsze i też znajdą sobie wytłumaczenie...
                      • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:17
                        Nie lubie grubych kobiet, kojarza mi sie z zaniedbaniem. Jedynym wyjatkiem
                        tuszy moze byc choroba krazenia lub cukrzyca, choc choroby nie zmieniaja faktu,
                        ze mozna o siebie dbac i wygladac grubo, ale schludnie.

                        Osob nadmiernie chudych tez nie lubie, proby znieksztalcenia normalnosci i
                        rzeczywistosci traktuje jak powyzej.

                        kardiolog
                        • kardiolog Mathiasie, moze byc wazne 15.01.06, 16:25
                          na pewno nie zaszkodzi. Na googlach masz troche blogow. Podlinkuj jej kilka,
                          niech przeczyta, niech skontaktuje sie z tymi osobami, ktore wyszly z choroby.
                          Bardzo wazna jest swiadomosc i kontakt z ludmi, KTORYM SIE UDALO POKONAC
                          PROBLEM.

                          Przyklad, ale jest wiecej.

                          www.anoreksja.org/
                          czesc.
                    • kardiolog Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 16:14
                      Shit, "zdazylem" mialo byc.
                    • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 17:06
                      właśnie piszę o znanych mi sytuacjach/ludziach
                      konieczna jest szybka reakcja, kontakt z dobrym psychologiem, bo anoreksja jest
                      zazwyczaj konsekwencją wcześniejszych problemów psychicznych i poczuciem
                      ogólnego nieradzenia sobie w życiu - maskowanym zresztą perfekcjonizmem
                      anorektyczki to często b.dobre uczenice, grzeczne córeczki, b.ładne dziewczyny
                      chcące osiągnąć DOSKONAŁOŚĆ

                      dobrym psychologiem może okazać się też partner takiej dziewczyny, dla którego
                      ważniejsza jest ona sama, a nie jej uroda, rozmiar ubrania, czy jak na nią
                      reagują kumple. wtedy psycholog może już nie być potrzebny.

                      skąd wiem? z moją przyjaciółką we dwie zaczęłyśmy się odchudzać w liceum. Nie
                      żeby była jakaś specjalna potrzeba, ale trzeba przecież o siebie dbać. Świetnie
                      nam szło. nie jadłyśmy prawie nic. Obsesyjne ćwiczenia. Wciąż mało.
                      znasz na pamięć zawartość kaloryczną wszystkich produktów chyba, zawartość
                      tłuszczu, nawet soki wydają się strasznie tuczące.
                      Schudłyśmy BARDZO, ja ważyłam z 10kg mniej niż teraz. I wciąż byłam za gruba.
                      Ona była bardziej konsekwentna.. 15kg.

                      Ja poznałam fajnego faceta i po jakimś roku już normalnie jadłam.
                      Moja kumpela poznała zakompleksionego dupka i omal się nie przekręciła. Wyszła
                      z choroby po 4 latach terapii. I też pomógł jej NORMALNY facet.
                      Bez komentarza :(
                      • widokzmarsa Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 17:27
                        wy jakoś qrwa nie umiecie czytać. "Normalny" ten facet napisał że stara się jej
                        pomóc od 6 lat!!!!
                        chyba że to bzdura a facet jest naćpany i wymyśla ckliwe historie
                        • klonn3 Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 17:31
                          to może się za mało stara
                          albo się kompletnie nie zna na rzeczy
                          zamiast czytać w internecie może niech lepiej pójdzie do psychologa z
                          doświadczeniem, a najlepiej z dziewczyną pod pachą
                          to jest kwestia przebudowy całej psychiki, a nie wpychania w dziewczynę żarcia

                          a to że to podpucha, to przecież jasne ;)
                        • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 10:13
                          Widze, ze prosisz sie by dostac w ryja. Naucz sie czytac, a potem zabieraj
                          glos, jesli musisz juz otworzyc swoja smierdzaca gebe.

                          Nigdzie nie napisalem, ze pomagam jej od szesciu lat. Pomagam jej natomiast od
                          niedawna i pomagac bede. Poczuc moge sie dobrze, gdy sie uda wycignac ja z
                          problemu.

                          Twoj rozdarty ryj mnie nie interesuje. Gdyby taki smiec jak ty potrzebowal
                          pomocy to uwierz mi nawet bym nie splunal, a co doüpiero pochylil sie nad gnida.


                          M.S.
                          • widokzmarsa Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 16:07
                            ty beckenbauer, lubisz chodzić z ręką do góry? Weź parę głębokich oddechów,
                            przebiegnij się a potem walnij głową w słupek od bramki. Moze ci przejdzie. Mama
                            wywiozła do niemiec i zostawiła gdzies po drodze?
      • nattashaa [...] 15.01.06, 12:58
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • cotti Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 18:15
      6 rok to już poważna sprawa.
      To nie jest anoreksja ani bulimia, dorobiliśmy się już terminu medycznego
      "anoreksja bulimiczna".
      Pierwszy krok do uleczenia niestety musi ona sama wykonać, ale ktoś musi jej
      unaocznić - lekarz, grupa wsparcia podobnych jej, także "całkiem normalnych"
      wafelków.

      Gdy rodzina nie jest wsparciem, dobrym pomysłem jest leczenie w odizolowaniu,
      ale ona może się na to nie zgodzić - w końcu jest dorosła.
      Ona musi sobie uświadomić, że nie jest to stan normalny, że jedzenie jej nie
      zabija, że ona je, po to, by żyć, funkcjonować, a być może nawet - czynić dobro.

      Swoją drogą, uważam to za straszny egoizm - taką chorobę - kiedy można byłoby
      zrobić tyle dobrego, a absorbuje się ludzi sobą... Ludzie głodują na świecie, a
      ona kompulsywnie się żywi, by potem wyżygać. Silna wola nie polega na tym, by
      trwać w odchudzaniu, silna wola polega na tym, by potrafić wybrać, co zjeść, by
      potem czuć się z tym dobrze.

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • lemonna Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 20:44

      • stella25b Re: chudziutenkie kobietki 15.01.06, 21:59
        Najczesciej anoreksja ma podloze psychiczne. Moja szwagierka chorowala na te
        chorobe. W wieku 29 lat odchudzila sie do 28 kg!!! Zabrano ja do szpitala i
        odzywiano dozylnie. Gdyby schudla jeszcze 1 kg zmarlaby. Przyczyna jej choroby
        byla niechec do stania sie doroslym czlowiekiem, odpowiedzialnym za swoje
        zycie. Wyjechala do Niemiec razem z mezem. Opuscila rodzicow, z ktorymi byla
        bardzo zzyta i u ktorych mieszkala. W Niemczech musiala radzic sobie sama,
        rodzicow zabraklo. Musiala nagle stac sie dorosla a na to nie miala sily- to
        bylo przyczyna jej choroby. Typowym objawem choroby psychicznej jest takze
        wypieranie sie jej. Moja szwagierka nie chciala slyszec o psychologu. W koncu
        wyslano ja do sanatorium na leczenie i w koncu pomoglo.
        • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 10:15
          Nie spotkalem sie nigdy z waga 28 kg, nawet wliteraturze. Jesli Twoja znajoma
          potrzebuje pomocy w Niemczech daj znac. Latwiej bedzie mi tutaj popytac i
          znalezc dla niej kogos doswiadczonego, kto ja poprowadzi.

          M.S.
          • stella25b Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 17:03
            Dzieki. Ja tez mieszkam w Niemczech i bylam swiadkiem przebiegu choroby mojej
            szwagierki. Te 28 kg nie jest wymyslone. Normalnie wazyla zawsze 48- 50 kg-
            zawsze byla drobna i szczupla ale potrafila odchudzic sie do postaci
            kosciotrupa. Wyszla z tej choroby, miala do dyspozycji wlasnego dietetyka i
            grupe ludzi, ktora ja wspomagala psychicznie ale latwe to nie bylo. Jej
            malzenstwo wysialo na wlosku- szwagier bardzo sie staral ale nie wytrzymywal z
            nia, byla strsznie labilna psychicznie. W Niemczech w roznych klinikach
            psychiatrycznych roi sie od anorektyczek czy kobiet z bullemia. Kazdy przypadek
            jest oddzielnie rozpatrywany i ma wlasna droge leczenia. Po niemiecku
            znajdziesz wiele materialow na ten temat. Anoreksja jest powazna choroba i na
            Twoim miejscu przekonalabym Gosie o wizycie u lekarza i rozpoczeciu terapii.
            Latwe to nie bedzie ale chodzi tu o zycie Twojej znajomej.
      • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 10:18
        Lemonna, dzieki za dodatkowy link odnosnie ww chorob.

        Nie chodzi o to, by zaczela pisac na forum GW, zwlaszcza, ze zdarzaja sie tutaj
        kanalie, a nie bede jej tlumaczyl na czym polega tworzenie setki nickow i
        pisanie o swoim zasranym zyciu, ktorego jesli nie umie sie docenic to najlepiej
        byloby ze soba skonczyc. Mniej byloby scierwa na tym swiecie.

        M.S.
    • lidka_77 Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 11:00
      to pewnie ja mam jakiś problem i nie chcę nikogo urazić, ale.. jakoś nie wierzę
      w ten wątek... jeśli to prawda, to mam nadzieję, że z wafelkiem będzie OK.
      ale ta historia jest jakaś taka... hmm, książkowo-prasowa... już widoczek jakoś
      się bardziej prawdziwy wydaje...
      chociaż z drugiej strony spotkałam kiedyś takiego idealistę, samarytanina...
      hmm, potrafią ranić jak cholera...
      mam nadzieję mmo wszystko, że mathias jest prawdziwy i że wyciągnie wafelka z
      otchłani, bez radykalnych ruchów chyba się nie da...
      pozdrawiam
      • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 11:21
        Wafelek jest rzeczywiscie postacia wymyslona, niestniejaca . Jest kompilacja
        kilku bohaterek ksiazkowych w tym fragm. cytau z opisu dziwki u Charlesa
        Bukowskiego. Cierpienie i smierc bliskich jest wymyslone, tak samo jak jej
        zdolnosc do przezywania i cierpienia. Postac papierowa nie posiadajaca zadnego
        odczuwania.


        Wafelek byl wstepem do prawdziwej historii.
        Gosia jest postacia prawdziwa, jej imie jest rownie popularne jak Gosia, jej
        dramat trwa juz ponad 5 lat. Jest wspaniala dziewczyna, dla ktorej uchylilbym
        nieba. Nie zawsze mozna zwlaszcza w necie ujawniac szczegoly wiedzac, ze to
        dziecko moze ktoregos dnia tu wejsc z dolaczyc do osob pisujacych. Bardzo bym
        nie chcial, gdyz jej prawdziwe przezycia moglyby byc pomylone z historiami
        tutaj opisywanymi na innych watkach. Wafelek nie istnieje, nie zyje. Zyje,
        czuje, przezywa natomiast Gosia, ktora znam w realu.

        Mialem nadzieje, ze dowiem sie czegos wiecej, czego jeszcze nie zrobiono.
        Mialem nadzieje, ze pozytywnie mozna rozmawiac na forum na kazdy temat,
        zwlaszcza na tematy trudne dotyczac problemow, chorob. Im wiecej roznorodnych
        rad, doswiadczen w walce z problemami przekazanymi pozniej wspanialej,
        utalentowanej mlodej kobietce tym lepiej dla niej, tym wieksza szansa na
        wyjscie obronna reka.

        Dziekuje wszystkim za udzial w watku i cenne rady, zwlaszcza dziekuje kilku
        osobom, z ktore podjely konstruktywna rozmowe.

        M.S.
      • gagatka79 Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 11:28
        A co nie wierzysz że takie historie się zdarzają?

        No więc ja przez 6 lat byłam anorektyczką, choć zawsze wszyscy się wytrząsali że
        taka ładna, zdolna i rozsądna ze mnie panienka. I ja też byłam przekonana, że
        trochę się odchudzę "żeby osiągnąć ideał" i na pewno nic mi się nie stanie. Nie
        jestem na tyle głupia żeby wpaść w anoreksję...

        A jednak. Lata bólu, umartwiania się, głodowania, doprowadzania rodziny do
        czarnej rozpaczy... Bo jestem uparta i żadnych lekarzy nie chciałam oglądać
        więcej niż raz. Bo "wcale nie byłam chora" i "odczepcie się ode mnie".

        Wyszłam z tego sama, bo mam jakąś niezniszczalną radość życia w sobie, a poza
        tym pociąg do miłości i czekolady :) Co sobie zdrowia napsułam to moje, ale
        prztytyłam 15 kg i dziś głoszę światu hedonizm. Ale tak się starza rzadko - są
        dziewczyny, które nigdy z tego nie wychodzą. Ponoć 20% przypadków kończy się
        śmiercią.
        A co jest najgorsze -no właśnie reakcje wrażliwego społeczeństwa - "zbzikowana
        gó..ara", "przesadza", r"ozhisteryzowana babka", "są większe tragedie" albo
        "jak nie będziesz jadła to cię zamkniemy w szpitalu"...
        Lepiej więc nie oceniaj tak pochopnie...

        • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 11:35
          gagatko79 wspolczuje, ale ciesze sie, ze wyszlas z tego. Przeczytam jeszcze raz
          Twoj wpis, moze znajde w nim jakas added value, ktora przyda sie Gosi.

          Znam problem alkoholizmu dosc dobrze, ale nie znam przykladow z wlasnej
          autopsji z anoreksja oprocz tego jednego, ktory opisalem. Ja nawet nie znam za
          chudych ludzi. Wiem tylko co znaczy kilkukilogramowa niedowaga, gdy taka mialem
          chwilowo po dwoch operacjach, ale spadek wagi jest charakterystyczny dla pobytu
          w szpitalu. Znam tez spadek wagi u mojej juz niezyjacej mamy w koncowym stadium
          alkholizmu.



          M.S.
        • lidka_77 Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 15:22
          wierzę, że takie histori się zdarzają, co więcej - wiem, że się zdarzają
          (naprawdę i samemu ciężko)...
          po prostu, tak ładnie to Mathias opisał - gładko opisane... przemyślane...
          rzadko można przeczytać na forum coś takiego, w co piszący się tak angażuje i
          co dotyczy nie bezpośrednio jego. włączyła się paranoja u mnie... przepraszam...
          myślę, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z problemu jakim jest anoreksja,
          bulimia, zaburzenia związane z odżywianiem... a najgorsze jest to, że nie ma
          jakiejś jednej skutecznehj recepty, żeby z tego wyjść. Dobrze, że przy niej
          jesteś, znasz ją dobrze, więc masz duże szanse pomóc... trzymam kciuki.
          Kiedyś, gdzieś widziałam kawałek terapii jakiej poddawane były anorektyczki
          (często osoby, które chcą być perfekcjonistkami)/bulimiczki, mają wypaczony
          ogląd swojego ciała, uważają się za wielkie, ciężkie, a terapia polegała np. na
          próbie zmiany widzenia własnego ciała - np. obrysowywany był kontur ciała
          anorektyczki, która mogła jakby z zewnątrz zobaczyć swoje ciało, bądź oglądała
          kilka fotografii, na których były sfotografowane różne osoby, tak, że nie można
          było rozpoznać twarzy czy rozpoznać danej osoby. Wśród tych zdjęć była też dana
          anorektyczka, która miała wybrać zdjęcie, na którym jest według niej
          najzgrabniejsza osoba/ona sama/osoba najgrubsza wg niej.
          Wsparcie osób bliskich jest bardzo ważne, ale anorektyczki potrafią doskonale
          oszukiwac wszystkich wokół (łąćznie z sobą), że czują się świetnie, że jedzą
          itp.
          Bardzo ważna jest terapia, jakaś grupowa - ale tu pytanie, jak przekonać
          anorektyczkę, żeby się zgodziła na sesję...
          Wiem, że w piśmie "Superlinia" jest rubryka z dziewczynami, które piszą o
          problemie z żywieniem, tworzą grupy wsparcia (anoreksja/bulimia). MOże jeśli
          Gosia przejrzy sobie takie pismo to zechce coś zmienić, jeśli już dieta - to
          zdrowa, 1000 kalorii, pod kontolą lekarza.
          Czytam fora gazety od dość dawna, rzadko coś piszę od siebie, i na pewno nigdy
          nie napisałabym, żeby kogoś obrazić, urazić, wyśmiać...
          ok, powiedziałam co wiedziałam, znikam, trzymam kciuki, niech się uda, niech
          się wypowie ktoś kto wie jak pomóc...
          • mathias_sammer Re: chudziutenkie kobietki 16.01.06, 15:28
            Bardzo dziekuje Lidko.

            M.S.
            • mathias_sammer kardiologu, to urzadzenie jest genialne! 16.01.06, 16:16
              Mowile, ze zrobie, az wreszcie poczynilem. Dwukrotnie musialem kliknac, zeby
              weszlo. W ustatwieniach po prawej stronie masz miejsce na login nieprzyjaciel,
              wpisujesz, po lewej jest okienko nie pokazuj watkow ani wpisow nieprzyjaciol.

              Genialna opcja, wycina nie tylko dzisiejsze wpisy, ale tez do tylu.

              Zamiast tyle gadac trzeba bylo mi dawno wpisac niczki:)

              M.S.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka