Dodaj do ulubionych

nie umiem odejsc...

10.02.06, 20:43
I tak naprawde nie chce, a zdaje sie, ze powinnam...

Jestem z facetem juz pare lat, ale to zwiazek na odleglosc, widujemy sie co
dwa miesiace mniej wiecej. Dla mnie ten zwiazek jest wazny, ale o ile przez
telefon mozna zostac dobrymi przyjaciolmi, tak zwiazku to naprzod nie posuwa.
Mam wrazenie, ze przez te trzy lata stalismy sie sobie naprawde bliscy, jako
przyjaciele. Ale jako partnerzy jestesmy dopiero na samym poczatku zwiazku.

Ale tak uwazam ja... On zaczyna mowic o malzenstwie, dzieciach, przyszlosci.
Ja zupelnie nie jestem do tego gotowa. On mowi, ze mnie kocha. Ja tylko wiem,
ze kocham przyjaciela, ale czy kocham go jak kobieta kocha mezczyzne?

Do tego czasami, a ostatnio coraz czesciej, czuje sie tak, jakby nasz zwiazek
dopiero sie rozwijal, byl w takim poczatkowym stadium. W takim, w ktorym
jeszcze zauwazam innych facetow, i w ktorym inny facet jest w stanie zawrocic
mi w glowie.

Nie chce niszczyc swojego zwiazku, ale nie wiem juz jak delikatnie mowic mu,
ze ja jeszcze na ZADNE dlugoterminowe decyzje nie jestem gotowa. Nie potrafie
jeszcze decydowac o tym, czy chce z tym facetem spedzic reszte zycia.
Obserwuj wątek
    • qw994 Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 20:48
      To czego ty chcesz właściwie? Ciągnąć tego w obecnej postaci nie ma sensu. Nie
      jesteś gotowa na jego propozycje i nigdy nie będziesz, jeśli będziecie się
      widywać z taką częstotliwością.
      • maai Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 20:54
        wlasnie o to chodzi, ze niedlugo bedziemy mieli okazje byc w tej samej
        czasoprzestrzeni przez okres dluzszy niz miesiac (czytaj - ponad pol roku). I
        dla mnie to bedzie taki wielki test nas obojga. A wedlug niego jestesmy na
        prostej drodze do slubu...

        Ale moze i masz racje, ze nigdy nie bede... Chodzi o to, ze teraz tego nie
        wiem. Rety, nie od razu jest sie gotowym na malzenstwo, a ja wlasnie przeciez
        powiedzialam, ze czuje sie tak, jakby nasza przyjazn trwala wieki, ale zwiazek
        byl bardzo mlodziutki...
        • qw994 Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 20:58
          O, no to świetnie, że przez pół roku będziecie razem. Nie musisz przeciez od
          razu wychodzić za niego za mąż. W ciągu paru miesięcy będziesz pewna, czy
          chcesz być z nim, czy nie.
          • maai Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:03
            wlasnie... Ja to wiem, a on nie rozumie, ze NIE MOGE, NIE POTRAFIE i nawet NIE
            CHCE dawac mu teraz zadnych wiazacych odpowiedzi...

            A co ja moge zrobic, jesli facet, ktorego przeciez kocham, pyta sie mnie z
            bolem w oczach o nasza przyszlosc???? Co jesli pyta, czy sie na stale
            przeprowadze do Polski??? Co ja moge zrobic, jesli on naciska, a ja... A ja
            sama nie wiem... Mam mowic prawde, ze NIE WIEM, NIE CHCE DECYDOWAC itd, a potem
            patrzec na jego mine zbitego psa? Czy udawac, ze wszystko jest ok i ja tez
            nasza przyszlosc widze w rozowych kolorach? Boje sie, ze w koncu padnie to
            sakramentalne pytanie (zreszta juz padalo, w roznych konfiguracjach), a ja nie
            bede mogla odpowiedziec. Czasami mam wrazenie, ze on mi daje takie - woz, albo
            przewoz.

            i nie wiem, co mam zrobic... "tak" i "nie" sa rownie klamliwe...
            • qw994 Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:08
              Powiedz mu po prostu dokładnie to, co napisałaś tutaj. To chyba zupełnie
              normalne, że chcesz sprawdzić człowieka w życiu codziennym, a nie od święta.
              • maai Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:13
                juz mu to mowilam. Ale za kazdym razem mam wrazenie, ze go strasznie krzywdze,
                ze jestem ta niedobra, ktora nie kocha. A on mnie przeciez kocha i chce spedzic
                ze mna zycie, tylko ze mna chce sie kochac, tylko ze mna chce miec dzieci itd.

                I zastanawiam sie, ile czasu mam prawo (moralne, ludzkie) trzymac go (i siebie)
                w takim zawieszeniu? Ja wiem, ze te pol roku juz niedlugo, za pare miesiecy,
                ale... Ale to kolejne pare miesiecy... Gdyby on podchodzil do tego tak samo,
                jak ja, to nie mialabym problemu. Problem jest, bo on to widzi zupelnie inaczej.

                Dziekuje w kazdym razie. Musialam sie wygadac...
                • qw994 Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:18
                  Masz prawo się spokojnie zastanowić i nie ulegać szantażowi emocjonalnemu.
                  Skoro wytrzymał 2 lata, wytrzyma jeszcze pół roku. A jesli okaże się, że nie
                  chcesz z nim być, to co, wyjdziesz za niego, żeby go nie skrzywdzić? Pomyśl o
                  sobie.
                  • maai Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:20
                    tez mam wrazenie, ze to troche szantaz emocjonalny... Ze pewne "wyznania"
                    wymusza na mnie, inne sobie dopowiada... Ja staram sie niczego nie obiecywac i
                    byc szczera od poczatku do konca. Ale to takie latwe nie jest :/
                    • qw994 Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:35
                      A swoją droga, facet głupio robi. Bo stawianie kogoś pod ścianą powoduje chęć
                      ucieczki. Tak mi się przynajmniej wydaje.
                      • maai Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:49
                        u mnie powoduje. Gigantyczna. Na zasadzie - jak ja nie jestem pewna, a on mnie
                        stawia pod sciana, to na sile patrze na innych facetow, bo moze ten moj to nie
                        Ten i moze wlasnie Ten jest gdzies obok, a jak nie przekonam sie teraz, zaraz,
                        natychmiast, to potem bedzie za pozno...

                        Paranoja...
                        • qw994 A wiesz co? :) 10.02.06, 21:54
                          Ty go chyba jednak nie kochasz :)
    • przed_nami Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:03
      daj temu szanse w nowym ukladzie, te pol roku wszystko wyjasni- proste!
    • ada.solovey Re: nie umiem odejsc... 10.02.06, 21:14
      maai napisała:

      > I tak naprawde nie chce, a zdaje sie, ze powinnam...
      >
      > Jestem z facetem juz pare lat, ale to zwiazek na odleglosc, widujemy sie co
      > dwa miesiace mniej wiecej. Dla mnie ten zwiazek jest wazny, ale o ile przez
      > telefon mozna zostac dobrymi przyjaciolmi, tak zwiazku to naprzod nie posuwa.
      > Mam wrazenie, ze przez te trzy lata stalismy sie sobie naprawde bliscy, jako
      > przyjaciele. Ale jako partnerzy jestesmy dopiero na samym poczatku zwiazku.
      > Ale tak uwazam ja... On zaczyna mowic o malzenstwie, dzieciach, przyszlosci.
      > Ja zupelnie nie jestem do tego gotowa. On mowi, ze mnie kocha. Ja tylko wiem,
      > ze kocham przyjaciela, ale czy kocham go jak kobieta kocha mezczyzne?

      > Do tego czasami, a ostatnio coraz czesciej, czuje sie tak, jakby nasz zwiazek
      > dopiero sie rozwijal, byl w takim poczatkowym stadium. W takim, w ktorym
      > jeszcze zauwazam innych facetow, i w ktorym inny facet jest w stanie zawrocic
      > mi w glowie.

      To sie nie zastanawiaj i podejdz do spraw "po mesku". Dla mezczyzn wazna jest
      ta, ktora jest obok. My mozemy idealizowac cale lata "wielkiego nieobecnego",
      nie zauwazajac innych, albo co gorsza porownujac ich z idealem z naszej glowy.

      > Nie chce niszczyc swojego zwiazku, ale nie wiem juz jak delikatnie mowic mu,
      > ze ja jeszcze na ZADNE dlugoterminowe decyzje nie jestem gotowa. Nie potrafie
      > jeszcze decydowac o tym, czy chce z tym facetem spedzic reszte zycia.

      Ja mowie to z perspektywy swoich doswiadczen: nie masz zadnego zwiazku. Nie
      wiesz, czy chcesz byc z nim, interesuja Cie inni - nie ma zadnej sprawy.
      • ada.solovey teraz 10.02.06, 21:17
        przeczxytalam o planowanym wspolnym przebywaniu.
        Zobaczysz, zdecydujesz.
        To dobrze, ze pobedziecie razem. Inaczej wszystko nie mialoby sensu.
    • tomekwywijas ALE BEZSENS 10.02.06, 22:00
      CO ZA OPOWIESĆ... KOBIETO WYTRZEZWIEJ!!! A KOLEŚ TERZ NIE LEPSZY... 3 LATA
      ZNASZ GO JAK BRATA :)
      • ada.solovey Re: ALE BEZSENS 10.02.06, 22:15
        trzy lata przez telefon. Ona nie zna jego, tylko jego sobie wyobraza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka