slonko541
16.02.06, 19:18
Wiele razy czytałam wasze historie i nie wiem dlaczego odważyłam się
przedstawić swoja. Może dlatego, że czasami człowiek potrzebuje się wyżalić,
potrzebuje pochwały czy potępienia innych obiektywnych nie znanych mu osób.
Zdarzyło się to w ubiegłym roku na początku listopada.
Byłam wtedy w 5 miesiącu ciąży. Mojego męża poznałam 7 lat temu, przez ten
czas byliśmy szczęśliwi, wiadomo bywało różnie jak to bywa w związkach,
jednak tamte lata wspominam bardzo dobrze. W 2004 r pobraliśmy się. Jedynym
problemem jaki mieliśmy po ślubie był brak mieszkania, mieszkaliśmy z
teściową. (nadal mieszkamy). Może dlatego nam się przestało układać
ponieważ to się kumulowało przez ten czas. Mój mąż nie chciał wynająć
mieszkania. Bywały piękne chwile, jednak zawsze zaciemniały je te
złe..........
........Pewniej listopadowej soboty mój mąż poszedł na piwo ze znajomymi z
pracy. Czasem tak wychodził nigdy mu nie zabraniałam, ponieważ to i tak nic
nie dałoby. Rozumiem że czasem człowiek ma ochotę się oderwać od
codzienności, spędzić inaczej czas niż zwykle. Jednak kiedy obudziłam się o 5
rano, mego męża jeszcze nie było w domu. Zaczęłam się martwić że coś się
stało. Wsiadłam więc do samochodu i pojechałam go szukać. Jeździłam przez
miasto ok. 40 min, aż w końcu go ujrzałam. Wracał pijany jednak nie sam, był
z koleżanką z pracy, trzymali się za ręce. Kiedy zobaczył że jadę próbował
się schować, jednak po chwili wyszedł i wsiadł do samochodu. Był kompletnie
pijany. Kiedy wróciliśmy do domu mój mąż mnie pobił. Niewiem dlaczego tak się
zachował, nie potrafię tego zrozumieć. Wiem że powinnam była wtedy się
wyprowadzić, jednak tego nie uczyniłam. Byłam w ciąży, myślałam o tym, jednak
cos mi podpowiadało żeby zostać, przecież nasze dzieciątko było w drodze, że
trzeba jakoś dalej próbować dla naszego dziecka. Często się zastanawiam co by
się stało, gdybym postąpiła wtedy inaczej. Kiedyś mój mąż był dobry,
troskliwy, widziałam i miałam w nim oparcie. A teraz to wszystko jakby nagle
zniknęło. Nie rozmawialiśmy z mężem od tamtej pory. Mówił że nic się takiego
nie stało. Ale ja wiem co innego. Teraz kocham jego nadal, jednak nie widzę w
nim tego, co widziałam wtedy. Nie widzę w nim dobroci, miłości, dziękuje mu
tylko za to że jest. Moje życie obróciło się o 360 stopni., Niby wszystko
jest w porządku, teraz jestem w ósmym miesiącu ciąży, cieszymy się z narodzin
naszego maleństwa, razem robimy zakupy, mąż jeździ ze mną do lekarza, jednak
w moim sercu tak jakby coś pękło. Kocham mojego męża jednak nie widzę w nim
oparcia, tej dobroci i blasku co wcześniej. Czasem patrzę na niego jak śpi,
wygląda tak niewinnie.... Jak to możliwe, że człowiek może nagle zamienić się
w kata, w kogoś kto nie zauważa innych wartości, nie dba o nie? Niewiem co
robić, nie mogę myśleć że jak się urodzi dziecko to będziemy kochającą się
rodziną, szczęśliwą. Czy to ma sens? Często się nad tym zastanawiam. Kocham
mojego męża jednak nadal takiego jak był kiedyś. Już nie widzę w nim tego co
wcześniej, nie widzę mężczyzny w którym się zakochałam, dla którego byłam w
stanie zrobić wszystko teraz widzę tylko samą postać nic więcej. Nie potrafię
żyć bez niego, ale czy życie w jego cieniu jest normalne?
Teraz często mam przed oczyma ten widok idących ich razem, brudne ubranie
mojego męża i każdą jego pięść na moim ciele.
Mówi się że czas koi rany, minęły już 3 miesiące a moje rany są dalej świeże
i czasem nawet wydaje mi się że są coraz świeższe, one się nie goja.
Czasem sobie myślę, że oddam moje życie w jego bieg, jednak nie wiem czy to
będzie miało jakiś sens. Chciałabym być żoną, matką, kobietą, jak każdy
chciałabym kogoś kochać i być kochaną, ale przecież kochać nie znaczy jedną
osobę przez całe życie. Często sobie myślę, że chciałabym aby nagle moją
miłość ktoś odczarował, tak żeby mnie było łatwiej. Zastanawiam się jak
będzie dalej wyglądało moje życie, czy będę jeszcze kiedyś szczęśliwa. Wiem
że teraz powinnam myśleć o dziecku a nie o mężu, jednak skoro mamy razem żyć
i wychowywać nasze maleństwo, to powinnam pomyśleć o wszystkim. Ale czy warto
żyć z osoba której się nie ufa. Przecież miłość to nie wszystko. Nie żałuję
niczego ze względu na moje dzieciątko, chociaż jeszcze się nie urodziło to
bardzo je kocham. Zrobię dla mego dziecka wszystko żeby było szczęśliwe. Ale
czy to dobro dla dziecka jest gotowe na poświęcenie się miłości? Myślę że mój
mąż mnie kocha, ale tu nie o to chodzi. Czy warto być z kimś kogo się tylko
kocha, czy warto żyć bez zaufania i wzajemnego zrozumienia? Czasem sobie
myślę, że jakby mój mąż niewiem jak się starał to coś już we mnie wygasło na
zawsze i nic już nie odbuduje tego związku. To tak jakby stał ładny dom i
tylko stał bo nie dałoby się go upiększyć, ani też zburzyć. On by po prostu
sobie był. Jaki sens ma taki stojący nic nie znaczący dom? Teraz sobie myślę
może to się zmieni może dziecko odmieni nas, może jak się przeprowadzimy na
swoje odmieni nasze życie. A jeśli tak się nie stanie? Mąż czasem wychodzi na
piwo po pracy. Nie mogę mu zabronić. Czasem proszę żeby został, ale czy jak
za każdym razem będzie wychodził gdziekolwiek to mam się bać? Czy już zawsze
tak będzie? Czy jeśli ja zacznę tak wychodzić i nie będę zwracała uwagi na
niego, będę żyła w wolnym związku, ale będziemy się nadal kochali to czy
przejrzy na oczy? Niewiem........
Nie potrafię już żyć tak jak kiedyś. Wcześniej nie wyobrażałam sobie życia
bez męża, nie wyobrażałam sobie być z kimś innym byłam tylko zakochana w mężu
i tylko z nim chciałam być, a teraz już nie zależy mi tak bardzo, nie chcę
się zakochiwać ale po prostu żyć.
I teraz już nie patrzę na to tak jak kiedyś, jak nie potrafiłam spojrzeć na
kogoś innego bo wiedziałam że mam mojego mężczyznę przy sobie ,a teraz jest
mi to obojętne, ponieważ czuję ze i tak jestem sama dla siebie, już nie dla
męża.
Niewiem dlaczego to napisałam, często czytałam różne historie i zastanawiałam
się dlaczego wy to piszecie, ale teraz już wiem , Trochę mi ulżyło.
I teraz wiem że wszystko można wybaczyć, ale nie można o tym zapomnieć.