Gość: J.S.
IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net
27.11.02, 05:07
Niedawno znalazlem w wypowiedzi cenionej przeze mnie dyskutantki na tym forum
taka mysli: "nie wyobrazam sobie zycia bez dzieci". Od tamtego czasu nurtuje
mnie to zdanie. Co sie dzieje gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia. Gdy
ktos bardzo chce a nie moze doczekac sie potomstwa. Czy i w jaki sposob
przewartosciowuje swoje oczekiwania. Co w takiej sytuacji zrobic ze swoja
przyszloscia, jaki to moze miec wplyw na zwiazek malzenski wszak "wine"
ponosi zwykle tylko jedna strona. To tylko jedno z trzech pytan. Drugie; to
niewyobrazalne zycie jak sadze bardziej dla kobiet niz mezczyzn, jest przez
dzisiejsza cywilizacje odkaladne czesto przez same kobiety na pozniej.
Wazniejsze przynajmniej na poczatku doroslosci staje sie spelnienie zawodowe,
aspiracje spoleczne, dzieci w naszej kulturze coraz czesciej "odkladane" sa
na potem. Czy mam racje? Czy takie pozniejsze macierzynstwo jest
rownowartosciowe a moze lepsze? W koncu ostatnie pytanie. Czy mozecie
przedstawic wasze doswiadczenia rodzicielskie, czy aby wszystko jest "cacy" z
dziecmi ktore czesto nie spelnily naszych oczekiwan co oznacza ze nie
umielismy ich nalezycie wychowac. Takie przykre przypadki moga prowadzic do
wniosku po co nam to bylo, czy nie lepiej zyloby sie bez potomstwa. Na
Psychologii jest zupelnie ignorowany watek Magdy "Co robic" majacej problemy
wychowacze z corka, a ja nie moge jej nic poradzic, bom chlop i na dodatek
bez doswiadczenia w powyzszej materii.
J.S.