Dodaj do ulubionych

Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia

IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 27.11.02, 05:07
Niedawno znalazlem w wypowiedzi cenionej przeze mnie dyskutantki na tym forum
taka mysli: "nie wyobrazam sobie zycia bez dzieci". Od tamtego czasu nurtuje
mnie to zdanie. Co sie dzieje gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia. Gdy
ktos bardzo chce a nie moze doczekac sie potomstwa. Czy i w jaki sposob
przewartosciowuje swoje oczekiwania. Co w takiej sytuacji zrobic ze swoja
przyszloscia, jaki to moze miec wplyw na zwiazek malzenski wszak "wine"
ponosi zwykle tylko jedna strona. To tylko jedno z trzech pytan. Drugie; to
niewyobrazalne zycie jak sadze bardziej dla kobiet niz mezczyzn, jest przez
dzisiejsza cywilizacje odkaladne czesto przez same kobiety na pozniej.
Wazniejsze przynajmniej na poczatku doroslosci staje sie spelnienie zawodowe,
aspiracje spoleczne, dzieci w naszej kulturze coraz czesciej "odkladane" sa
na potem. Czy mam racje? Czy takie pozniejsze macierzynstwo jest
rownowartosciowe a moze lepsze? W koncu ostatnie pytanie. Czy mozecie
przedstawic wasze doswiadczenia rodzicielskie, czy aby wszystko jest "cacy" z
dziecmi ktore czesto nie spelnily naszych oczekiwan co oznacza ze nie
umielismy ich nalezycie wychowac. Takie przykre przypadki moga prowadzic do
wniosku po co nam to bylo, czy nie lepiej zyloby sie bez potomstwa. Na
Psychologii jest zupelnie ignorowany watek Magdy "Co robic" majacej problemy
wychowacze z corka, a ja nie moge jej nic poradzic, bom chlop i na dodatek
bez doswiadczenia w powyzszej materii.
J.S.
Obserwuj wątek
    • Gość: anita Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 09:13
      Nie mam dzieci z przyczyn niezależnych ode mnie ale mam pare przemyśleń na tem
      temat.
      Wyszłam za mąż późno jak na standardy polskie bo w wieku 32 lat. Wcześniej
      byłam związana 9 lat z innym mężczyzną, który jednak nie chciał zakładać
      rodziny, i każdą moją próbę "zaobrączkowania" go sabotował. No i ten najlepszy
      wiek do rodzenia dzieci zmarnowałam. Teraz mam bardzo kochanego męża, jednak
      macierzyństwo okazało się niemożliwe. Przyzwyczaiłam się do mojej
      bezdzietności, życie bez dzieci jest wszak bardzo bezproblemowe, miłe i fajne
      ale jednak czegoś brak, jakoś pusto. Trudno to zdefiniować, człowiek jest jakoś
      biologicznie zaprogramowany na posiadanie potomstwa i jego brak powoduje
      uczucie niespełnienia jakkolwiek by go nie oszukiwać.
      Moje małżeństwo jest bardzo udane. Mamy dużo zajęć i zainteresowań, podróżujemy
      po świecie na rowerach. Na pewno nie zadręczamy się, nigdy nie obwinialiśmy,
      myślę jednak że każde z nas ten temat przeżuwa sobie na osobności. Mój mąż
      ostatnio coś wspomniał o adopcji, doszłam do wniosku że chyba coś mi
      zasygnalizował- więc będę musiała o tym pomyśleć. To też wydaje mi się niełatwe-
      przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jak kochać obce dziecko tak jak własne, dla
      mnie to na razie zupełna "terra incognita", bardzo duże wyzwanie.
      Pozdrawiam!
      • amidala Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 27.11.02, 13:40
        NIe zgadzam się tylko z jednym: że im późniejsze macierzyństwo jest dojrzalsze
        i lepsze dla matki i dziecka. Mogę niestety mówić tylko z własnego
        doświadczenia, moja matka urodziła mnie gdy miała 30 lat, mojego brata gdy
        miała 36. Całe życie mieliśmy starą matkę, zawsze była chora, zmęczona, nie
        chciało jej się z nami bawić, jeździć na wakacje, nawet rozmawiać. Cały dom
        miał silnie wpojone, że matce trzeba bez przerwy pomagać, wyręczać, chodzić na
        paluszkach, bo ją boli głowa... po prostu atmosfera szpitalna, nawet jak się
        dobrze czuła. Ja mam już prawie trzydziestkę, i boję się mieć dzieci. uważam,
        że jestem za stara, nie chcę zrobić moim dzieciom tego co matka mnie i bratu.
        Nie mam ani jednego wspomnienia związanego z moją matką, które nie byłoby
        związane ze strachem o nią, albo wręcz irytacją - dzieckiem będąc chciałam
        biegać, krzyczeć, bawić się - nie wolno mi było hałasować. To się nauczyłam
        czytać i nie wchodzić matce w paradę. jeżeli bym miała mieć dzieci, chciałabym
        żeby myślały o mnie również jako o partnerze, kimś kto wnosi do życia radość,
        energię, daje nadzieję, podtrzymuje na duchu, wnosi jakieś niezwykłe pomysły.
        Czy dam radę? Może najlepiej mieć dzieci jak się ma 20 lat, organizm wróci
        szybko do normy, energii ma się więcej, chociaż może mniej pieniędzy. Lepszy
        kontakt ma się z dzieckiem, które jest młodsze o 20 lat, nie 40 na przykład -
        bo to już prawie dwa pokolenia różnicy. Chyba nie doczekam się dzieci. Za
        bardzo się boję.
        • Gość: anita Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 14:34
          Smutno mi się zrobiło, gdy czytałam twój post. Spotkałam w swoim życiu juz parę
          kobiet, które mając matkę która się nie sprawdziła traktowało to jako wyrok, że
          też będą złymi matkami. To dobrze, jeśli człowiek ma wątpliwości, analizuje
          swoja sytuację- świadczy to o inteligencji, jednak wydaje mi się, że
          świadomość "gdzie tkwił błąd", co zostało zawalone przez matkę, pomaga samemu
          uniknąć powielenia schematu- czego Ci serdecznie życzę!
          Pozdrowienia!
          • amidala Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 27.11.02, 19:47
            Dzięki. Naprawdę. Na szczęście mam bardzo mądrego i kochanego mężczyznę przy
            boku, który przekonuje mnie, że starość jest kwestią ducha, nie wieku. Nie
            namawia mnie nachalnie, bynajmniej, ale przekonuje, że nadaję się na matkę.
            Głównie dlatego, że nie jestem w niczym podobna do mojej matki. Oby się nie
            mylił. Pozdrowienia.
    • Gość: sagan Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.desy.de 27.11.02, 11:30
      moge sie wypowiadac tylko za siebie, choc pewnie nie
      jestem zbyt adekwatna... nie mam jeszcze dzieci, planuje
      zaraz po slubie w przyszlym roku sie za nie zabrac :)
      owszem, myslalam, co bedzie, gdy sie nie uda... ani ja
      ani moj narzeczony nie jestesmy juz pierwszej mlodosci na
      pierwsze rodzicielstwo... ale ufam, ze szczescie nam
      dopisze...
      w moim przypadku powod odkladania byl trywilany -
      musialam spotkac odpowiedniego mezczyzne. a jak juz go
      spotkalam, to przez wieksza czesc roku dzielo nas mnostwo
      kilometro, czasem nawet bylismy na roznych kontynentach i
      przed uplywem paru lat raczej nie dalo sie sytuacji
      zmienic racjonalnie. tzn. wiedzielismy, ze jak dziecko
      'sie zdarzy', to sobie poradzimy, ale poniewaz chcielismy
      wszystko miec idealne, wiec zdecydowalismy sie poczekac.

      ponoc pozne maciezynstwo jest najlepsze i dla matki i dla
      dziecka pod wzgledem psychicznym... mama dojrzewa i swoje
      doswiadczenie zyciowe wykrzystuje jak najlepiej... nie
      wiem, bede musiala sama sie przekonac :)

      nie wiem, czy brak dziecka popsulby moj zwiazek, mam
      nadzieje, ze nie. moj narzeczony jest wyjatkowo pogodnym
      czlowiekiem, takim, z ktorym problemy jakos przycichaja.
      ale faktem jest, ze nie mielismy jeszcze powaznego
      kryzysu...
      rozmawialismy o tym i adopcja wydaje nam sie rozsadnym
      rozwiazaniem...
      ale oczywiscie mamy nadzieje, ze do tego nie dojdzie... a
      gdyby sie trafilo, to kto wie, jak sie ulozy?...

      dla wszystkich, ktorzy lubia kategorycznie okreslac swoje
      zdanie i opinie o roznych rzeczach, zawsze polecam film
      na faktach autentycznych 'alive - dramat w andach'.
      wstrzasajacy :( duzo mnie nauczyl
    • fe_male Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 27.11.02, 14:40
      Nie mam dzieci, ale pracuję nad tym.

      Moja refleksja będzie dotyczyć innej sprawy. Ponad miesiąc temu moja siostra
      urodziła dziecko. Miałam wtedy okazję pierwszy raz w życiu (a fe, stara baba i
      dopiero teraz) trzymać na ręku i usypiać takiego okruszka. I pomyślałam sobie
      wtedy, trzymając to chucherko, że jeżeli okazałoby się, że nie mogłabym mieć
      własnych dzieci, to nie miałabym problemu z pokochaniem czyjegoś dziecka jak
      swojego własnego, zwłaszcza gdybym wiedziała, że zabieram je z domu dziecka i
      daję tym samym sobie radość a jemu szczęście.

      fe_Pa
      • Gość: anita Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 15:25
        To bardzo fajnie, jeśli nie masz wątpliwości, że mogłabyś bez zastrzeżeń
        pokochać czyjeś dziecko.
        Tylko głośno sobie myślę: z takiego słodkiego okruszka wyrośnie np. ogromne
        chłopisko które zupełnie nie będzie chciało spełnić moich oczekiwań, no i co
        wtedy? Czy jest jakaś różnica wtedy gdy jest to własne dziecko, czy inaczej się
        do tego podchodzi, bo przecież człowiek nie panuje do końca nad swoimi
        emocjami. Można sobie narzucic siłą odpowiedzialne podejście do tego dziecka,
        oczywiście, interesuje mnie tylko sfera emocjonalna tego problemu.
        Tylko ta kwestia budzi moje wątpliwości, ale to sama ze sobą muszę ją rozwiązać.
        Pozdrawiam!
        • fe_male Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 27.11.02, 15:48
          Gdybym się zdecydowała na adopcję to równałoby się to z decyzją: "Na dobre i na
          złe to będzie MOJE dziecko". Nie ważne, że nie przeze mnie urodzone. Wzięłam je
          pod swoją opiekę i od tego momentu to jest najważniejsze. A geny? No cóż,
          istnieje teoria, że wychowaniem nie wszystko można zdziałać. A czy ja wiem
          jakie geny są we mnie i czy w moim urodzonym dziecku nie odezwałby się jakieś
          moich dziadków, wujków, którzy nie zawsze byli idealni?

          fe_Pa
          • Gość: obcy Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.dyn.optonline.net 28.11.02, 03:19

            A ja znam pewnego czlowieka w Polsce,
            moj byly promotor mojej pracy doktorskiej.
            A wiec,jest on fizykiem (profesorem) a jego zona
            jest lekarzem (docentem);nie mieli dzieci,nie wiem
            dlaczego,bo chociaz bylem z nim w bardzo bliskich
            stosunkach wrecz kolezenskich glupio mi bylo o to
            pytac.W koncu adoptowali 3 letniego chlopaka,teraz ma
            on chyba juz 10 lat. I tylko on zajmuje sie nim,pomimo
            tego ze ma napewno wiecej pracy zawodowej niz ona.
            Niestety,ale takie sa kobiety.
            Co wiecej mam w Polsce rowniez kolege,ktory rowniez jest
            profesorem fizyki teoretycznej,i ma corke juz dorosla ,
            ponad 20 lat,ale z zona sie rozszedl,bo powiedzial mi
            ze nie mogl zniesc tej obrzydliwej sytuacji ze strony jej
            rodzicow,gdzie on wszytko zrobil dajac kupe forsy,a oni ciagle
            cos do niego mieli;a wiec kupil sobie mieszkanie i corce osobne.
            Mowi,ze teraz zyje sobie jak gosciu,kiedy chce ma kobiete i jaka
            chce;ponadto pracuje bardziej efektywnie,zostal niedawno szefem
            calego zakladu w istytucie.
            Oto do czego moga doprowadzic kobiety!
            z powazaniem,

            obcy,:)
            • Gość: obcy Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.dyn.optonline.net 28.11.02, 06:13

              Wydaje mi sie ze ten moj post tutaj jest jak
              najbardziej na temat Twojego watku.
              Jest on o dzieciach,a wiec o co Ci chodzi?
              Ja w sumie to nie lubie takich tematow bo sa
              one zbyt osobiste.
              Ja za bardzo lubie dzieci i kobiety rowniez,ale inaczej
              niz tu sie mysli,zatem nasza rozmowa jest chyba bez sensu.
              Dziwi mnie tylko ze Ty poruszajac tego typu tematy robisz
              wrazenie jakby byly one dla Ciebie jakas oslona,przed czyms innym?
              Chcesz wydobyc od kobiet ich intymne informacje,na te tematy.
              To nie jest fair,bo po co Ci to potrzebne?
              A wiec,albo jestes studentem psychologii,ktory zbiera materialy
              na ten temat,albo poprostu zboczencem,a tacy rowniez opowiadaja
              rozne dyrdymaly aby skusic kobiety do wynurzen.
              Niestety,ale zawiodlem sie na Ciebie,moj drogi przyjacielu.
              Tak zreszta jak na tej calej zasranej polsce i ludziach z polski,
              przebyajacych w usa.
              To najwieksze kanalie,i Ty chyba niestety do nich nalezysz.
              Ja tu zyje jak krol,nie pracuje,i mam miliony!!
              Bo zycie mnie tak potraktowalo,gdyz wiedzialo komu co dac!
              Nie zamierzam wiec utrzymywac stosunkow z ludzmi pochodzacymi
              z tak niskich sfer!

              zegnam,

              obcy,

            • pajdeczka Do Obcego Docenta 28.11.02, 11:36
              Gość portalu: obcy napisał(a):

              >
              > A ja znam pewnego czlowieka w Polsce,
              > moj byly promotor mojej pracy doktorskiej.
              > A wiec,jest on fizykiem (profesorem) a jego zona
              > jest lekarzem (docentem);nie mieli dzieci,nie wiem
              > dlaczego,bo chociaz bylem z nim w bardzo bliskich
              > stosunkach wrecz kolezenskich glupio mi bylo o to
              > pytac.W koncu adoptowali 3 letniego chlopaka,teraz ma
              > on chyba juz 10 lat. I tylko on zajmuje sie nim,pomimo
              > tego ze ma napewno wiecej pracy zawodowej niz ona.
              > Niestety,ale takie sa kobiety.
              > Co wiecej mam w Polsce rowniez kolege,ktory rowniez jest
              > profesorem fizyki teoretycznej,i ma corke juz dorosla ,
              > ponad 20 lat,ale z zona sie rozszedl,bo powiedzial mi
              > ze nie mogl zniesc tej obrzydliwej sytuacji ze strony jej
              > rodzicow,gdzie on wszytko zrobil dajac kupe forsy,a oni ciagle
              > cos do niego mieli;a wiec kupil sobie mieszkanie i corce osobne.
              > Mowi,ze teraz zyje sobie jak gosciu,kiedy chce ma kobiete i jaka
              > chce;ponadto pracuje bardziej efektywnie,zostal niedawno szefem
              > calego zakladu w istytucie.
              > Oto do czego moga doprowadzic kobiety!
              > z powazaniem,
              >
              > obcy,:)


              Strach pomyśleć do czego ty potrafisz doprowadzić kobietę.
              Czy oprócz doktorów i docentów nie masz innych znajomych?
              Wiesz, tu w internecie naprawdę mamy wszystkie tytuły naukowe w dupie.
              • Gość: sagan Re: Do Obcego Docenta IP: *.desy.de 28.11.02, 16:32
                pajdeczka napisał:


                > Czy oprócz doktorów i docentów nie masz innych
                > znajomych?

                Pajdeczka, no jak to? a tych wszystkich profesorow
                przegapilas??? :)))
              • pinkink Re: Do Obcego Docenta 02.12.02, 08:00
                pajdeczka napisał:

                > Wiesz, tu w internecie naprawdę mamy wszystkie tytuły naukowe w dupie.



                ... a szczegolnie te urojone.
            • winniepooh Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 28.11.02, 15:48
              Gość portalu: obcy napisał(a):

              >
              > A ja znam pewnego czlowieka w Polsce,
              > moj byly promotor mojej pracy doktorskiej.
              > A wiec,jest on fizykiem (profesorem) a jego zona
              > jest lekarzem (docentem);nie mieli dzieci,nie wiem
              > dlaczego,bo chociaz bylem z nim w bardzo bliskich
              > stosunkach wrecz kolezenskich glupio mi bylo o to
              > pytac.W koncu adoptowali 3 letniego chlopaka,teraz ma
              > on chyba juz 10 lat. I tylko on zajmuje sie nim,pomimo
              > tego ze ma napewno wiecej pracy zawodowej niz ona.
              > Niestety,ale takie sa kobiety.
              > Co wiecej mam w Polsce rowniez kolege,ktory rowniez jest
              > profesorem fizyki teoretycznej,i ma corke juz dorosla ,
              > ponad 20 lat,ale z zona sie rozszedl,bo powiedzial mi
              > ze nie mogl zniesc tej obrzydliwej sytuacji ze strony jej
              > rodzicow,gdzie on wszytko zrobil dajac kupe forsy,a oni ciagle
              > cos do niego mieli;a wiec kupil sobie mieszkanie i corce osobne.
              > Mowi,ze teraz zyje sobie jak gosciu,kiedy chce ma kobiete i jaka
              > chce;ponadto pracuje bardziej efektywnie,zostal niedawno szefem
              > calego zakladu w istytucie.
              > Oto do czego moga doprowadzic kobiety!
              > z powazaniem,
              >
              > obcy,:)

              to prawda, gdyby na taka jedna Ewa, mielibyśmy raj na Ziemi
        • rena_gd Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 28.11.02, 12:01
          Gość portalu: anita napisała:

          > To bardzo fajnie, jeśli nie masz wątpliwości, że mogłabyś bez zastrzeżeń
          > pokochać czyjeś dziecko.
          > Tylko głośno sobie myślę: z takiego słodkiego okruszka wyrośnie np. ogromne
          > chłopisko które zupełnie nie będzie chciało spełnić moich oczekiwań, no i co
          > wtedy? Czy jest jakaś różnica wtedy gdy jest to własne dziecko, czy inaczej
          > się do tego podchodzi, bo przecież człowiek nie panuje do końca nad swoimi
          > emocjami. Można sobie narzucic siłą odpowiedzialne podejście do tego dziecka,
          > oczywiście, interesuje mnie tylko sfera emocjonalna tego problemu.
          > Tylko ta kwestia budzi moje wątpliwości, ale to sama ze sobą muszę ją
          rozwiązać.
          > Pozdrawiam!


          Przeczytawszy twój post próbuję się zastanowić... jak to jest rzeczywiście, gdy
          dziecko adoptowane nie spełnia twoich oczekiwań... Ja wiem, jak jest gdy własne
          ich nie spełnia... wtedy chyba jest jeszcze gorzej, bo wiemy, że to nie tylko
          nasze wychowanie na to wpłynęło, ale i nasze własne geny... :))

          Pozdrawiam
          rena
          • pajdeczka O, Renia! 28.11.02, 12:02
            rena_gd napisała:

            > Gość portalu: anita napisała:
            >
            > > To bardzo fajnie, jeśli nie masz wątpliwości, że mogłabyś bez zastrzeżeń
            > > pokochać czyjeś dziecko.
            > > Tylko głośno sobie myślę: z takiego słodkiego okruszka wyrośnie np. ogromn
            > e
            > > chłopisko które zupełnie nie będzie chciało spełnić moich oczekiwań, no i
            > co
            > > wtedy? Czy jest jakaś różnica wtedy gdy jest to własne dziecko, czy inacze
            > j
            > > się do tego podchodzi, bo przecież człowiek nie panuje do końca nad swoimi
            >
            > > emocjami. Można sobie narzucic siłą odpowiedzialne podejście do tego dziec
            > ka,
            > > oczywiście, interesuje mnie tylko sfera emocjonalna tego problemu.
            > > Tylko ta kwestia budzi moje wątpliwości, ale to sama ze sobą muszę ją
            > rozwiązać.
            > > Pozdrawiam!
            >
            >
            > Przeczytawszy twój post próbuję się zastanowić... jak to jest rzeczywiście,
            gdy
            >
            > dziecko adoptowane nie spełnia twoich oczekiwań... Ja wiem, jak jest gdy
            własne
            >
            > ich nie spełnia... wtedy chyba jest jeszcze gorzej, bo wiemy, że to nie tylko
            > nasze wychowanie na to wpłynęło, ale i nasze własne geny... :))
            >
            > Pozdrawiam
            > rena
    • Gość: jendza Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.abo.wanadoo.fr 28.11.02, 11:30
      Instynkt macierzynski.
      Marzenia...
      Potrzeba ofiarowania czegos z siebie...

      Mysle sobie, ze rzeczywiscie naturalna zupelnie
      dla osobnika naszego gatunku jest potrzeba
      bycia rodzicem.
      WIem tez juz, ze te potrzebe ofiarowywania
      siebie i z siebie mozna realizowac na rozmaite
      sposoby... Instynkt macierzynski mozna 'zaspokoic'
      adopcja, w razie potrzeby, albo przekuc na ofiarne
      wykonywanie zawodu nauczyciela, takie czy inne
      dzialania spolecznikowskie...
      Gorzej, jesli chce sie miec dziecko 'dla siebie',
      tak, zeby ono wlasnie wypelnialo w nas jakas pustke,
      spelnialo nasze potrzeby, realizowalo nasze scenariusze...
      W ten sposob unieszczesliwimy kazde dziecko, i to nasze
      krew z krwi, kosc z kosci, i to ewentualnie adoptowane...

      Pozdrawiam Wszystkich... Obcego takze
      jendza
      • Gość: anita Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 28.11.02, 15:07
        Mam niepełnosprawną koleżankę, która jest adoptowanym dzieckiem. Została
        adoptowana jako słodki, zdrowy dzidziuś po czym zapadła na jakąś neurologiczną
        chorobę i pozostało jej porażenie nóg. Wiadomo, były po drodze szpitale,
        rehabilitacje i trwało to wiele lat. Jej przybrana matka musiała zwolnić się z
        pracy, zajmować się nią bo przez parę lat była "jarzynką"(sorry za określenie!).
        Ta kobieta po prostu się załamała, przerosło ją to.Skarżyła się mojej mamie że
        chętnie oddała by to dziecko ale mąż nie chce o tym słyszeć.
        Moja koleżanka ma tej chwili dwadzieści parę lat. Skończyła ambitne studia
        filologiczne, porusza się na tyle dobrze że właściwie nie może tylko tańczyć i
        chodzić po schodach, jest świetną osobą z której tylko można być dumnym, a jej
        przybrana matka cały czas ją "odrzuca", uważa,że miała przez nią nieudane życie.
        Co o tym myślicie? Jak to oceniać?
        "Na dobre i na złe" to tylko serial, gdzie każdy ma napisana rolę i nic go nie
        może zaskoczyć. Czasem człowiek zaskakuje sam siebie.
        • Gość: jendza dum spiramus, speremus IP: *.abo.wanadoo.fr 28.11.02, 15:25
          Moze to bedzie i 'przeslodzone' - nie wiem...
          Pomyslalam sobie, ze pewnie chore adoptowane dziecko
          bylo wielkim wyzwaniem dla nieprzygotowanej do tego
          psychicznie kobiety. Mimo tego stanela na wysokosci
          zadania i zrobila wszystko, co bylo w jej mocy (dziewczyna
          z tego wyszla!)choc nie do konca, bo psychicznie sobie
          nadal z tym nie radzi.
          Po owocach poznacie, jest napisane. Fakt, ze dziecko
          wyroslo na wspaniala osobe mowi duzo o matce, tej
          przybranej... MOze teraz przyszedl czas, zeby to dziecko
          wlasnie pomoglo matce?
          Moze problemy psychiczne matki nie maja podloza egoistycznego,
          ze zmarnowala zycie... Moze ona sie obwinia bardziej lub mniej
          swiadomie o chorobe owego 'zdrowego dzidziusia'?
          A moze przyczyny jej kiepskiego stanu psychicznego leza zupelnie
          gdzie indziej?
          Moze odwrocic relacje?
          Moze to teraz dziecko powinno zostac 'matka' i dopiescic
          zagubiona rodzicielke? Pozwolic jej, by poczula sie zupelnie
          bezpieczna? By mogla zrozumiec, ze DALA ZYCIE, to znacznie wiecej,
          niz udana wlasna kariera zawodowa. To prawdziwe bohaterstwo, choc
          ciche, z tych z dnia na dzien...
          Moze w ten sposob obie kobiety odnajda wreszcie droge do siebie?
          Dopoki zyjemy, jest nadzieja...
          A kazde zycie ma przed soba swoje zadania...
          Widac i mama, i corka maja jeszcze duzo do zrobienia!
          Sukcesow w szukaniu tej drogi
          zyczy
          j.
        • winniepooh Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 28.11.02, 15:44
          Gość portalu: anita napisał(a):


          [...]
          > przybrana matka cały czas ją "odrzuca", uważa,że miała przez nią nieudane
          życie
          > .
          > Co o tym myślicie? Jak to oceniać?
          nie oceniać, zrozumieć

          >Jej przybrana matka musiała zwolnić się z
          > pracy, zajmować się nią bo przez parę lat była "jarzynką"(sorry za
          określenie!)
          > .
          > Ta kobieta po prostu się załamała, przerosło ją to.Skarżyła się mojej mamie
          że
          > chętnie oddała by to dziecko ale mąż nie chce o tym słyszeć.

          z tego co piszesz, cały cieżar opieki nad chorym dzieckiem spadł na przybraną
          matkę, czy ta kobieta dzieliła się swoimi rozterkami z mężem, czy została
          wysłuchana? prawdopodobnie ci ludzie mają sobie dużo do powiedzenia, a dziecko
          jest dzieckiem i nie mieszajmy jej do tego, przecież nie jej wina, że
          zachorowała

        • fe_male Re: Gdy niewyobrazalne staje sie proza zycia 28.11.02, 17:04
          Na dobre i na złe, nawet jeżeli jest to tytuł serialu, oznacza na zawsze.
          Czy ta kobieta zastanawiałaby się nad tym czy oddać dziecko gdyby było jej
          własnym? Nie sądzę. To były jej wątpliwości. Ja cały czas będę twierdziła, że
          skoro już bym podjęła decyzję o adopcji to z pełną świadomością wszystkich
          konsekwencji z tym związanych. To dziecko stałoby się MOIM (jeszcze raz
          podkreślam) dzieckiem i żadne oddawanie z powodów takich czy innych nie
          wchodziłoby w rachubę. Mówimy o emocjach, a ja oprócz tego nie mogłabym
          zapomnieć o lojalności, poczuciu obowiązku i konsekwencji. Nie podejmuje się
          takich decyzji ot tak sobie, a nieszczęścia trafiają się i to również trzeba
          brać pod uwagę. Nie lubie osądzać ludzi, ale czy nie sądzisz, że gdyby ta
          kobieta kochała tę dziewczynę jak własną córkę miałaby myśli o oddaniu jej?

          fe_Pa
          • Gość: J.S. Krotkie podsumowanie z osobista refleksja IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 02.12.02, 01:05
            Watek z zalozenia nie mial byc monotematyczny i na dodatek "jednoplciowy".
            Gdzie sa ci wszyscy mezczyzni ktorzy udzielaja sie na forum Kobieta. Nic nie
            maja do powiedzenia? Z kolei Panie skupily sie na problemie adopcji, ale bez
            glebszej analizy co za taka decyzja sie kryje. Wlasne niespelnienie, izolacja
            spoleczna. Czy rzeczywiscie instykt macierzynski jest tak silny ze moze lepiej
            go wypelnic adopcja niz byc narazonym na zaliczenie do "kulawego bezdzietnego
            malzenstwa". W USA gdzie zyje, pierwsze pytanie gdy zawiera sie nowa znajomosc
            jest o dzieci i prace. Dosyc gleboka ingerencja w prywatne sprawy zwlaszcza gdy
            czesto sa to przypadkowe znajomosci na duzych party. Na poczatku dzielnie
            stawialismy czola, zauwazylem jednak ze moja zona zaczyna to przezywac
            personalnie, w koncu udzielilo sie to mnie. Na dodatek sila rzeczy widac wsrod
            naszej miejscowej Polonii blizsza zazylosc pomiedzy tymi ktorzy maja dzieci,
            wiec bezdzietni zupelnie naturalnie sa na dalszej orbicie zycia grupowego.
            Na koniec prywatne doswiadczenie. Mea culpa. Na poczatku odkldalem do na
            pozniej przy akceptacji zony. Pozniej okazalo sie to nie takie latwe. Potem
            bylo szybkie (drugi miesiac) poronienie. Nastepnie dlugi okres bez spelnienia
            oczekiwan. Dla wyjasnienia, nie bylo nigdy zadnej wczesniejszej ingerencji
            hormonalnej, przeciwko zajsciu w ciaze. Dopiero potem byly proby pomocy
            medycznej zakonczone wspomnianym poronieniem. W koncu po dlugich "nocnych"
            rozmowach stwierdzilismy ze nasze dziecko to dziecko "chciane" i nic do tego
            maja nasze komorki rozrodcze.
            Tu zaczely sie inne schody. Nasz nieuregulowany status emigracyjny.
            Odczekalismy kilka lat by spelnic warunki wymagane przez prawo amerykanskie.
            Gdy wydawalo nam sie ze jestesmy blizej naszych oczekiwan, okazalo sie ze gdy
            chcemy adopcji dziecka z Polski trzeba przejsc przez wszystkie prawne historie
            dwoch jurysdykcji polskiej i amerykanskiej.
            Czasami rece opadaja.
            J.S.
            • Gość: julka Re: Krotkie podsumowanie z osobista refleksja IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 02.12.02, 02:07
              Gość portalu: J.S. napisał(a):

              > Watek z zalozenia nie mial byc monotematyczny i na dodatek "jednoplciowy".
              > Gdzie sa ci wszyscy mezczyzni ktorzy udzielaja sie na forum Kobieta. Nic nie
              > maja do powiedzenia?
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
              Drogi J.S.! Bardzo mi sie nie spodobało to co napisałeś. Założyłeś wątek o
              wielce poetycznym tytule na forum "Kobieta" a teraz masz pretensje, że napisały
              same kobiety a ty wolałbys facetów. No to załóż wątek na "mężczyznach" tam
              mnóstwo facetów aż przebiera nogami żeby podyskutować o niespełnionym
              macierzyństwie.
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

              Z kolei Panie skupily sie na problemie adopcji, ale bez
              > glebszej analizy co za taka decyzja sie kryje. Wlasne niespelnienie, izolacja
              > spoleczna. Czy rzeczywiscie instykt macierzynski jest tak silny ze moze
              lepiej
              > go wypelnic adopcja niz byc narazonym na zaliczenie do "kulawego bezdzietnego
              > malzenstwa".
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

              No to jest trochę chamskie. Przestudiowałam cały wątek i nigdzie nie znalazłam
              żadnej sugesti o jakichś "kulawych małżeństwach". Jakiej głębszej analizy ty
              oczekujesz? Może psychoanalizy? Po prostu kobiecie brakuje dziecka i się
              zastanawia co robić dalej, ma mnóstwo wątpliwości i dzieli sie nimi. Co się ma
              za tym kryć? Problem jest względnie przejrzysty.
              Pytałeś o sytuację emocjonalną bezdzietnego małżeństwa i każda jak potrafiła
              spróbowała ci odpowiedzieć. Narażając się na twoje grubiańskie podsumowanie,
              niestety
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

              W USA gdzie zyje, pierwsze pytanie gdy zawiera sie nowa znajomosc
              > jest o dzieci i prace. Dosyc gleboka ingerencja w prywatne sprawy zwlaszcza
              gdy
              >
              > czesto sa to przypadkowe znajomosci na duzych party. Na poczatku dzielnie
              > stawialismy czola, zauwazylem jednak ze moja zona zaczyna to przezywac
              > personalnie, w koncu udzielilo sie to mnie. Na dodatek sila rzeczy widac
              wsrod
              > naszej miejscowej Polonii blizsza zazylosc pomiedzy tymi ktorzy maja dzieci,
              > wiec bezdzietni zupelnie naturalnie sa na dalszej orbicie zycia grupowego.
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

              A sam pragniesz spłodzić "na szybko" potomka bo żona źle się czuje na party i
              Polonia krzywo patrzy. To jest faktycznie bardzo czcigodna i głęboka motywacja
              do posiadania dziecka, szczęka mi opadła.

              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
              >
              W koncu po dlugich "nocnych"
              > rozmowach stwierdzilismy ze nasze dziecko to dziecko "chciane" i nic do tego
              > maja nasze komorki rozrodcze.
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
              Nic z tego nie rozumiem?
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
              > Tu zaczely sie inne schody. Nasz nieuregulowany status emigracyjny.
              > Odczekalismy kilka lat by spelnic warunki wymagane przez prawo amerykanskie.
              > Gdy wydawalo nam sie ze jestesmy blizej naszych oczekiwan, okazalo sie ze gdy
              > chcemy adopcji dziecka z Polski trzeba przejsc przez wszystkie prawne
              historie
              > dwoch jurysdykcji polskiej i amerykanskiej.
              > Czasami rece opadaja.
              > J.S.
              ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

              Tak, czasami opadają. Po co chcecie adoptować to dziecko? Żeby nie czuć się
              jak "kulawy na party"? Osądzasz innych na podstawie paru zdań z postu, a
              głębokość twoich motywacji do posiadania dziecka przyprawia o zawrót głowy...

              • Gość: J.S. Re: Krotkie podsumowanie z osobista refleksja IP: *.tnt2.lafayette.in.da.uu.net 02.12.02, 02:40
                Julka,
                Jesli czytalas moj post nad ranem to prosze przeczytaj jeszcze raz jak sie
                wyspisz, a nie obrazaj ludzi niepotrzebnie.
                Do ciebie malo co dotarlo. Pierwszy raz ktos wyprowadzil mnie na forum z
                rownowagi stekiem nonsensow od poczatku do konca.
                J.S.
                • Gość: Mike Maly,chudy ale BYK. IP: *.ny325.east.verizon.net 02.12.02, 06:30
                  Gość portalu: J.S. napisał(a):

                  > Julka,
                  > Jesli czytalas moj post nad ranem to prosze przeczytaj jeszcze raz jak sie
                  > wyspisz, a nie obrazaj ludzi niepotrzebnie.
                  > Do ciebie malo co dotarlo. Pierwszy raz ktos wyprowadzil mnie na forum z
                  > rownowagi stekiem nonsensow od poczatku do konca.
                  > J.S.

                  Dziecinne te wasze problemy sa,choc uwazam ze Julka ma racje.

                  W Polsce mnie sie niestety nie podobalo i moze dlatego nie ukladalo.
                  Przyjechalem do Stanow majac 30 lat i chcialem sie przede wszystkim ustawic.
                  Z dziewczynami nie mialem problemu ,bo lataly za mna.
                  Przyleciala nawet jedna za mna z Polski.
                  Trwalo to dosc dlugo ,ale nie podobamo mnie sie to ,ze palila i lubila
                  balowac,wiec ja zostawilem.
                  Przypomnialem sobie o innej dziewczynie z Polski,choc juz 7 lat minelo i
                  napisalem do niej.
                  Odpisala,bla,bla,bla i wyslalem jej zaproszenie.
                  Przyjechala i sie chciala zenic,choc mnie sie nie spieszylo.
                  Nalegala,wiec sie z nia ozenilem,choc o dzieciach jeszcze nie myslalem.
                  Pozniej jak pomyslalem ona byla juz po 30 stce i nic nie wychodzilo.
                  Chodzilismy przez 7 lat po roznych klinikach,bo ta niemoc byla z jej strony i
                  nic.
                  A to cale leczenie jest od cholery drogie i nie pokrywane przez ubezpieczenie.
                  Atmosfera byla zawiesista i stawala sie coraz gorsza.
                  Chcialem miec swoje dzieci i nikt nie byl w stanie mnie z tego wyleczyc.
                  Powiedzialem krotko,skonczmy z tym leczeniem nieplodnosci i sprobojmy zyc jak
                  normalni ludzie.
                  Jak sie uda ,to dobrze,jak nie to nie.
                  Nerwy byly coraz wieksze ,wiec doszedlem do wniosku,ze rozwod nam nerwy uspokoi.
                  A ona mowi do mnie ,ze jest w ciazy.
                  "Dobra,dobra,slyszalem to nie raz".
                  -"To choc pojdziemy do lekarza"
                  "Oczywiscie"
                  Lekarz posmarowal ta mazia brzuch,sonogramem przelecial po brzuchu i kazal
                  patrzec w ekran.
                  I widze ,ze jest bobas.
                  Wzial go na zblizenie i mowi:Ooo chlopak.
                  Postanowilem zostac w domu.
                  3 tygodnie przed terminem urodzil sie maly,chudy ale BYK.
                  Zona dyplomatycznie,ze trzeba mu dac imie ojca i ja tez o tym marzylem.
                  I tu dla ciekawskich.
                  Gdy go zona urodzila,miala juz 37 lat.
                  Dalem jej troche odpoczac i bez zadnego problemu urodzila sie corka.
                  • Gość: obcy Do: J.S. IP: *.dyn.optonline.net 03.12.02, 00:46

                    Serwus,

                    Mysle,ze sie nie obraziles za ten moj ostatni post.
                    On zreszta jak i poprzednie zostaly napisane tak,aby
                    wytestowac inteligencje tu i gdzie indziej obecnych
                    dyskutantow;Niestety, ale trafilem w dziesiatke.
                    Twoj ostatni post tutaj bardzo mi sie spodobal, jest
                    bardzo osobisty i pouczajacy.
                    Ale zapomniales sie moj przyjacielu (nie sluchajac mych
                    rad),ze dyjamentow nie rzuca sie pomiedzy swinie.
                    Byc moze teraz troche lepiej mnie rozumiesz?
                    Bo ja operuje ironia i podtekstem,chociaz wszytsko co
                    napisalem o sobie i moich przyjacielach jest prawda!
                    A wiec nie martw sie zbytnio, i radze Ci zniszczyc
                    Twoje konwalie.

                    Pozdrowienia serdzeczne,

                    obcy,:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka