Dodaj do ulubionych

wyznanie-prawda-zdrada

IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 10:13
Witam

Mozliwe, ze ten temat juz byl, ale - wczoraj rozmawialismy ja i dziewczyna ze
soba o wszystkim i o niczym. Bylo winko i mila atmosfera. Takie rozmowy sa
czesto ta jednak byla "INNA".

Tematem byla zdrada - a wiec - ja stoje na stanowisku, ze zdradza moze
przytrafic sie najbardziej zakochanym ptaszkom. Wszystko zalezy do sytuacji,
od nastroju atmosfery itp. Mowie tutaj o zdradzie jednorazowej o utracie
chwilowej kontroli nad czyms. POwiedzialem jej, ze kocham ja i, ze taka
sytuacja z jej strony nie zniszczylaby naszego zwiazku ze potrafilbym to
zrozumiec, a przynajmniej staralbym sie. Wiemy wszyscy przeciez jakie jest
zycie pelne niespodzianek. Ona natomiast stwierdzila, ze gdybym w takiej
sytuacji ja zdradzil ona odeszlaby ode mnie nie dajac nam szansy.
Powiedzialem jej cos glupiego - "milosc ci wszystko wybaczy" czyli kochajac
powinnas dac szanse kochanej osobie i postarac sie uratowac zwiazek.
Powiedziala - NIE to byloby niemozliwe!! Wiec jej mowie, ze jestem
czlowiekiem i tak jak jej tak i mi przydarzyc moglaby sie glupia przygoda.
Stwierdzila ze jej sie cos takiego nie przydarzy - z tym dyskutowac juz nie
bylem wstanie. POwiedzialem jej wiec na koniec ze w takim przypadku gdybym
popelnil blad ona zmusza mnie do tego abym ja oklamywal jesli nei chcialbym
jej stracic. Troche tu namieszalem ale mysle ze wiecie o co mi chodzi. Nie
mowie o skokach w bok - mowie o chwilowym zpaomnieniu - sluzbowa delegacje
lub podobna sytuacja. Jeden jedyny raz zapomniec sie i... czy to ma wszystko
przekreslic - czy fakt takiej zdrady swiadczy o braku mojej milosci?? Czyz
nie mamy prawa do bledu. Czy to ja postepuje zle - chca jej np wybaczyc cos
takiego. Wybaczylem juz raz kiedys innej kobiecie wybaczylem skok w bok. Wiec
wiem ze to jest mozliwe. Pozdrawiam i zapraszam Panie do wypowiedzenia sie an
ten temat.
Obserwuj wątek
    • rzulw Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 10:28
      Krisis, prześlij mi @. Mam do Ciebie pytanie, ale na priv.
    • Gość: grogreg Czegos tu nie rozumiem IP: proxy / 212.160.165.* 09.12.02, 10:47
      Przeciez nawet "skok w bok" lub "chwila zapomnienia", jesli wolisz, wymaga
      calej masy zabiegow. Czasu na opamietanie jest sporo.
      Nie mozna wlesc komus do lozka "niechcacy"

      • vika411 Re: Czegos tu nie rozumiem 09.12.02, 11:06
        Gość portalu: grogreg napisał(a):

        > Przeciez nawet "skok w bok" lub "chwila zapomnienia", jesli wolisz, wymaga
        > calej masy zabiegow. Czasu na opamietanie jest sporo.
        > Nie mozna wlesc komus do lozka "niechcacy"
        >
        Moim zdaniem seks jest ukoronowaniem milosci do drugiej osoby.Idac z kims do
        lozka ,moim zdaniem trzeba kochac i miec pelne,obustronne zaufanie.Tak
        zwany "skok w bok"-jednorazowy- nie ma z miloscia nic wspolnego.
      • stoprocentkobiety Re: Czegos tu nie rozumiem 09.12.02, 11:07
        Gość portalu: grogreg napisał(a):

        > Przeciez nawet "skok w bok" lub "chwila zapomnienia", jesli wolisz, wymaga
        > calej masy zabiegow. Czasu na opamietanie jest sporo.
        > Nie mozna wlesc komus do lozka "niechcacy"

        :) oj, przepraszam, pomyliłem łóżka, to niech już pani się posunie, ja
        niechcący?
        a tak serio, to sprawę zdrady można rozpatrywac w wielu aspektach. teoretycznie
        bardzo łatwo jest powiedzieć, że się wybaczy albo że się nie wybaczy, ale kiedy
        już się dokonało, sprawa sie wywraca na drugą stronę.

        kiedyś zdradziłam mojego ówczesnego partnera w sposób kiczowato-świński,
        przyjechał znajomy z zagranicy, na parę dni, brzdęk! stało się. i co? zero
        wyrzutów sumienia, nie omieszkałam powiadomić wszystkich znajomych, doszło do
        sytuacji, kiedy w pokoju siedzieliśmy wszyscy, łącznie ze zdradzonym i tym z
        którym zdradziłam, i tylko zdradzony nie miał pojęcia co się stało.
        tak się zemściłam za kilka miesięcy nie najlepszego pożycia.
        świnia, powie ktoś, i co z tego, skoro teraz, odkąd jestem z Osobistym, ba,
        odkąd zaczął mi się Osobisty podobać i zaczęłam robić na neigo podchody, jestem
        nieczuła na jakiekolwiek inne męskie wdzięki.
        zdrada napawa mnie wstrętem, że tak powiem patetycznie, chociaż (paradoks?) nie
        czuję absolutnie wyrzutów sumienia z powodu tamtej sprawy. z jednorazowym
        kochankiem nadal utrzymuję przyjazne chociaż luźne układy.
        aha, mój Osobisty zna szczegóły tej zdrady, bo jesteśmy w szczęśliwej sytuacji,
        że długo się kumplowaliśmy, zanim między nami coś wyniknęło, a przed kumplem-
        przyjacielem nie trzeba było udawać świetlanej dziewicy.

        nie wiem, jak bym sie zachowała, gdyby Osobisty mnie zdradził. teraz wydaje mi
        się, że bym mu wybaczyła, chociaż nie ma co gdybać, taki problem jest nie do
        ogarniecia. trudno przewidzieć, zanim się nie doświadczy.

        100%kobiety
    • matrek Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 11:08
      Nie chcę tego rozstrzygać, bo nie zastanawiłem się nad tym, ale nie jestem
      pewny czy aby na pewno mówisz o czym "przypadkowym", skoro w ogóle myślisz o
      tym. Wygląda to tak, jakbyś z góry dopuszczał możliwość "zapomnienia się", a ta
      rozmowa to jakaś próba asekuracji z góry.

      Moim zdaniem, o zapomnieniu możemy mówić wówczas, gdy z zasady nie dopuszczasz
      takiej możliwości, a jedynie w skutek takiego a nie innego zbiegu okoliczności,
      którego nie można było wcześcniej przewidzieć i zapobiec, dochodzi do czegoś na
      co w normalnych warunkach nigdy byś sobie nie pozwolił i nie chciał tego.
      • Gość: stendhal Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 09.12.02, 11:30
        matrek napisał:

        > Nie chcę tego rozstrzygać, bo nie zastanawiłem się nad tym, ale nie jestem
        > pewny czy aby na pewno mówisz o czym "przypadkowym", skoro w ogóle myślisz o
        > tym. Wygląda to tak, jakbyś z góry dopuszczał możliwość "zapomnienia się", a
        ta
        >
        > rozmowa to jakaś próba asekuracji z góry.
        >
        > Moim zdaniem, o zapomnieniu możemy mówić wówczas, gdy z zasady nie
        dopuszczasz
        > takiej możliwości, a jedynie w skutek takiego a nie innego zbiegu
        okoliczności,
        >
        > którego nie można było wcześcniej przewidzieć i zapobiec, dochodzi do czegoś
        na
        >
        > co w normalnych warunkach nigdy byś sobie nie pozwolił i nie chciał tego.
        >

        bardzo podoba mni sie twoja wypowiedz i zgadzam sie z Toba. Jest raczej nie w
        porzadku byc z kims i zakladac ze moze cos sie stanie.
        Wiem po sobie, poniewaz czuje sie szczesliwie zakochana, ze nawet jak jestesmy
        skloceni albo jest miedzy nami taki "luzniejszy" czas, to i tak nie wyobrazam
        sobie, by ktos inny oprocz ciala mojego chlopaka mogl mnie dotykac. To jest na
        tej zasadzie, ze ktos moze mi sie podobac, ale fizycznego kontaktu nie
        wyobrazam sobie.
        Choc tak naprawde wszystko jest bardzo pojeciem wzglednym, chociazby dlatego,
        ze dla kazdego zdrada moze oznaczac rozne rzeczy.
      • Gość: KR$ Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.riz.pl 10.12.02, 20:10
        matrek napisał:

        > Nie chcę tego rozstrzygać, bo nie zastanawiłem się nad tym, ale nie jestem
        > pewny czy aby na pewno mówisz o czym "przypadkowym", skoro w ogóle myślisz o
        > tym. Wygląda to tak, jakbyś z góry dopuszczał możliwość "zapomnienia się", a
        ta
        >
        > rozmowa to jakaś próba asekuracji z góry.
        >
        > Moim zdaniem, o zapomnieniu możemy mówić wówczas, gdy z zasady nie
        dopuszczasz
        > takiej możliwości, a jedynie w skutek takiego a nie innego zbiegu
        okoliczności,
        >
        > którego nie można było wcześcniej przewidzieć i zapobiec


        -----> czyli w jakich warunkach? Wchodzisz do kina i nagle opada cie zgraja
        bachantek i cie gwalci? Co to za pieprzenie kotka za pomoca mlotka? Zdrada to
        stosunek seksualny z inna osoba wtedy gdy jestes w stalym zwiazku i nie chcesz
        by twoj staly partner dowiedzial sie o tym stosunku. Zdarza sie od zarania
        dziejow, jest powszechniejsza niz sie to nam wydaje (szczegolnie jesli chodzi o
        kobiety) i bedzie sie zdarzac nadal. Jezeli twoj partner zapowiada, ze zdrada z
        twojej strony to koniec zwiazku to znaczy, ze nie chce nigdy o niej slyszec i
        jesli zalezy ci na nim/niej to mu/jej nigdy nie powiesz o zdradzie jesli sie na
        nia zdecydujesz - no chyba, ze chcesz byc swiety i nie zdradzac...



        , dochodzi do czegoś na
        >
        > co w normalnych warunkach nigdy byś sobie nie pozwolił i nie chciał tego.
        >



    • wilk.j Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 12:24
      Kilka lat temu, powiedziałabym KONIEC, nie chciałabym mieć nic wspólnego z
      chłopakiem, który mnie zdradził. Teraz nie wiem jakbym się zachowała.
      Każdy chłopak musi wiedzieć, że gdy kobieta zdradza, to nie jest to tylko "skok
      w bok". To jest rezultat problemów w związku, niedopasowania. To jest koniec
      związku. Jeśli zdradza chłopak, to już chyba można mówić o "chwili
      zapomnienia". To teoretyczny punkt widzenia. Chyba dalej nie umiałabym
      zapomnieć, choć nie zakończyłabym takiego związku od razu. Jeśli raz miałbyś
      taki "skok" to jaka jest pewność, że nie będzie jeszcze dziesięciu takich.
    • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 14:49
      witam jeszcze raz

      Coz widze, ze nie dokonca zrozumieliscie sytuacje. Opisze wiec wam prosty
      przyklad bo od tego przykladu zaczela sie moja rozmowa z NIA o zdradzie.

      Bylo tak:

      -
      • Gość: Lena Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: 213.216.82.* 10.12.02, 08:54
        Jesteś po prostu niedojrzały. Taki skazany na swoje chwilowe emocje i tak
        bardzo wiesz,że te emocje mogą Tobą kierować. Szczególnie uważaj na alkohol, bo
        mam wrażenie,że po mi,wszystko u Ciebie może się zdażyć.
        Dla mnie mężczyzna kieruje własnym życiem i kontroluje "przypadki" a nie
        pozwala by podniecenie mąciło mu rozum a alkohol go "rozbierał".
        • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 09:16
          - wiesz Lena - bardzo mnie dziwi Twoja wypowiedz - z tego wniosek jest taki, ze
          my kierujemy swoim zyciem swoimi emocjami - to dlaczego sie klocisz z mezem?
          czyz to nie sa emocje? dlaczego tyle spraw Ci umyka? czyz nie potrafisz ich
          kontrolowac? Spojrz w glebie tego co mowie a zrozumiesz, ze utopia jest
          kontrolowanie wlasnego zycia - zawsze jestesmy zalezni od naszych emocji,
          nerwow od innych ludiz sytuacji i tego co niesie los. Gdyby bylo tak jak mowisz
          wszystcy chcieliby byc szczeliwymi i robiliby wszystko aby takim byc. Wiec
          dlaczego nie sa?? Z lenistwa?? Watpie - nawet najwiekszemu profesjonaliscie i
          pracusiowi cos nie wyjdzie. Takie juz nasze zycie oplatane emocjami, uczuciami,
          chwilami milymi i zlymi. NIe jestes w stanie wszystkiego kontrolowac. Kto mowi
          inaczej, kto uwaza siebie za ideal! Bo taki czlowiek musialby byc idealem!!!
          KLAMIE.

          Kontrola naszego zycia to utopia - i to powinnismy zrozumiec - mamy rozum,
          ktory pozwala nam uniknac najgorszego - ale rozum sklada sie nie tylko z czysto
          logicznego myslenia - tam sa wlasnie uczucia, twoje slabosci, wszystko co
          chcialabys ukryc tam sie znajduje to mieszanka wybuchowa i zaden saper nie umie
          jej rozminowac - przyklady mozna mnozyc ale po co. Jelsi piszesz tak jak wyzej
          napisalas oznacza to tylko, ze wlasnie probujesz pokazac sie z lepszej strony
          dyskredytujac moje wypowiedzi slowami typu alkohol itp. Wiec powiem ci jedno -
          wcale nie musi byc alkohol, moze to byc wspaniala zabawa bezalkoholowa - i moze
          sie zdarzyc tam takze wszystko!! Latwo sie tutaj zaperzac - bedac anonimowym -
          jakos kolezanki, znajomi ludize ktorych znam - na zywo w rozmwie nie sa tak
          kategoryczni w swoich wypowiedziach, dlaczego?? Dlatego, ze ich znam, ze patrze
          im w oczy i nie moga kreowac swoich idealnych wizji dopisujac to do swojej
          osoby. Tutaj "wolna amerykanka" pozwala na cos wlasnie takiego. Molgbym napisac
          ze jestem zboczencem, sportowcem, prezydentem i mam wspaniale zalety, jestem
          idealny i nie ulegam presji chwilowego zauroczenia, chwilowej "pomrocznosci".
          Ja nie pisze tak, bo nawet tutaj nie umialbym klamac, tworzyc cos czego nie ma.
          Dlatego moje wypowiedzi czesto sa kontrowersyjne - zmuszaja was do ataku na
          mnie... ale gdybyscie blizej przyjrzeli sie moim wypowiedziom byc moze
          zgodzilibyscie sie - bo moje przeslane jest proste - nie wiesz do czego jestes
          zdolna/zdolny w sytuacjach niecodziennych- Pozdrawiam
          • Gość: KR$ Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.riz.pl 10.12.02, 20:17
            Gość portalu: krisis napisał(a):

            > - wiesz Lena - bardzo mnie dziwi Twoja wypowiedz - z tego wniosek jest taki,
            ze
            >
            > my kierujemy swoim zyciem swoimi emocjami - to dlaczego sie klocisz z mezem?
            > czyz to nie sa emocje? dlaczego tyle spraw Ci umyka? czyz nie potrafisz ich
            > kontrolowac? Spojrz w glebie tego co mowie a zrozumiesz, ze utopia jest
            > kontrolowanie wlasnego zycia - zawsze jestesmy zalezni od naszych emocji,
            > nerwow od innych ludiz sytuacji i tego co niesie los. Gdyby bylo tak jak
            mowisz
            >
            > wszystcy chcieliby byc szczeliwymi i robiliby wszystko aby takim byc. Wiec
            > dlaczego nie sa?? Z lenistwa?? Watpie - nawet najwiekszemu profesjonaliscie i
            > pracusiowi cos nie wyjdzie. Takie juz nasze zycie oplatane emocjami,
            uczuciami,
            >
            > chwilami milymi i zlymi. NIe jestes w stanie wszystkiego kontrolowac. Kto
            mowi
            > inaczej, kto uwaza siebie za ideal! Bo taki czlowiek musialby byc idealem!!!
            > KLAMIE.
            >
            > Kontrola naszego zycia to utopia - i to powinnismy zrozumiec - mamy rozum,
            > ktory pozwala nam uniknac najgorszego - ale rozum sklada sie nie tylko z
            czysto
            >
            > logicznego myslenia - tam sa wlasnie uczucia, twoje slabosci, wszystko co
            > chcialabys ukryc tam sie znajduje to mieszanka wybuchowa i zaden saper nie
            umie
            >
            > jej rozminowac - przyklady mozna mnozyc ale po co. Jelsi piszesz tak jak
            wyzej
            > napisalas oznacza to tylko, ze wlasnie probujesz pokazac sie z lepszej strony
            > dyskredytujac moje wypowiedzi slowami typu alkohol itp. Wiec powiem ci jedno -

            > wcale nie musi byc alkohol, moze to byc wspaniala zabawa bezalkoholowa - i
            moze
            >
            > sie zdarzyc tam takze wszystko!! Latwo sie tutaj zaperzac - bedac anonimowym -

            > jakos kolezanki, znajomi ludize ktorych znam - na zywo w rozmwie nie sa tak
            > kategoryczni w swoich wypowiedziach, dlaczego?? Dlatego, ze ich znam, ze
            patrze
            >
            > im w oczy i nie moga kreowac swoich idealnych wizji dopisujac to do swojej
            > osoby. Tutaj "wolna amerykanka" pozwala na cos wlasnie takiego. Molgbym
            napisac
            >
            > ze jestem zboczencem, sportowcem, prezydentem i mam wspaniale zalety, jestem
            > idealny i nie ulegam presji chwilowego zauroczenia, chwilowej "pomrocznosci".
            > Ja nie pisze tak, bo nawet tutaj nie umialbym klamac, tworzyc cos czego nie
            ma.
            >
            > Dlatego moje wypowiedzi czesto sa kontrowersyjne - zmuszaja was do ataku na
            > mnie... ale gdybyscie blizej przyjrzeli sie moim wypowiedziom byc moze
            > zgodzilibyscie sie - bo moje przeslane jest proste - nie wiesz do czego
            jestes
            > zdolna/zdolny w sytuacjach niecodziennych- Pozdrawiam


            krisis - super wypowiedz - musimy sie kiedys umowic na piwo 'Pod abazurem' albo
            w 'Gerappie' ;-)
            • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 07:39
              A nie ma sprawy ale jak juz to wole mbm z kreglami - taka juz moja zboczona
              natura a grac daaaaawno juz nie gralem :)

              Pozdrowka
        • Gość: KR$ Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.riz.pl 10.12.02, 20:15
          Gość portalu: Lena napisał(a):

          > Jesteś po prostu niedojrzały. Taki skazany na swoje chwilowe emocje i tak
          > bardzo wiesz,że te emocje mogą Tobą kierować. Szczególnie uważaj na alkohol,
          bo
          >
          > mam wrażenie,że po mi,wszystko u Ciebie może się zdażyć.
          > Dla mnie mężczyzna kieruje własnym życiem i kontroluje "przypadki" a nie
          > pozwala by podniecenie mąciło mu rozum a alkohol go "rozbierał".


          Sama jestes niedojrzala - krisis bardzo ladnie ci to udowodnil powyzej. Jak ja
          nie ciepie jak babsztyl mowi ze mezczyzni sa niedojrzali - albo jeszcze lepsze
          teksty - mezczyzni dojrzewaja dopiero po 40stce a kobiety majac 25 lat - co za
          bzdury!
    • atlantis75 Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 15:36
      Witaj krisis :)
      Nie mam czasu czytać teraz wszystki odpowiedzi, więc może
      po kimś nieświadomie powtórzę opinię, sorry ;)

      Ja i mój narzeczony czasami dyskutujemy o zdradzie,
      wiadomo, że jest to temat "rzeka", a każda rzeka ma nurt
      zdradliwy i często wypluwa wielu topielców. Rozumiem Twoją
      dziewczynę, jej zdanie na temat zdrady wcale mnie dziwi -
      to jest jej punkt widzenia świata, związków, miłości,
      lojalności itp. Ma do tego pełne PRAWO, a Ty powinienieś
      to zaakceptować (można się z nimi nie zagadać, ale trzeba
      je szanować). Taki punkt widzenia świadczy o tym, że ona
      bardzo Cię kocha i nie wyobraża sobie niewierności (co nie
      znaczy, że Ty ją mniej kochasz), jest bardzo zaangażowana
      i ma pewne zasady, którymi kieruje się w życiu.

      Pytasz o zdanie kobiet, ja może nie jestem tak drastyczna
      w "gdybaniu", ale napisze szczerze: NIE WIEM, co bym
      zrobiła, gdyby mój mężczyna mnie zdardził. Może
      wybaczyłabym mu (ale skaza by pozostała), może wystawiła
      walizkę za drzwi... Trudno gdybać, co by było gdy...

      Dziwi mnie Twoja postawa w całej tej dyskusji: skąd u
      Ciebie takie twarde przekonanie, że jednak jakiś skok w
      bok może się zdarzyć i skąd ten brak zrozumienia do odczuć
      Twojej dziewczyny w takim momencie. To, że Ty wybnaczyłeś
      kiedyś zdradę, nie znaczy, że wszyscy bliscy Ci ludzie
      mają zachowywać się (myśleć) tak samo. Zdrada jest zdradę
      bez względu na to, czy ktoś "stracił głowę na chwilę" (co
      za durne usprawiedliwienie) czy przygotowywał się do niej
      kilka tygodni... Po co zakładasz w szczęśliwym związku
      możliwość zdrady? Czyżbyś szukał usprawiedliwienia dla
      swoich myśli? Dlaczego chcesz tolerancji Towjej dziewczyny
      w tej materii? Miłość nie toleruje zdrady, można ją
      wybaczyć (indywidulana sprawa każdego człowieka), ale nie
      tolerować!

      Ja nie gdybam, czy zabiję człowieka, czy odwrócę się od
      mojej rodziny. Ja wiem, że tego nie zrobię! A to twarde
      przekonanie pomaga w życiu trzymać prosto kręgosłup
      moralny. Może nie dotrwam w postanowieniach (wiadomo, nie
      wie sią wszystkiego na 100 proc.), ale... NIE ZAKŁADAM, że
      mogłoby się tak stać.

      Pozdrawiam. Atlantis








      Gość portalu: krisis napisał(a):

      > Witam
      >
      > Mozliwe, ze ten temat juz byl, ale - wczoraj rozmawialismy ja i dziewczyna ze
      > soba o wszystkim i o niczym. Bylo winko i mila atmosfera. Takie rozmowy sa
      > czesto ta jednak byla "INNA".
      >
      > Tematem byla zdrada - a wiec - ja stoje na stanowisku, ze zdradza moze
      > przytrafic sie najbardziej zakochanym ptaszkom. Wszystko zalezy do sytuacji,
      > od nastroju atmosfery itp. Mowie tutaj o zdradzie jednorazowej o utracie
      > chwilowej kontroli nad czyms. POwiedzialem jej, ze kocham ja i, ze taka
      > sytuacja z jej strony nie zniszczylaby naszego zwiazku ze potrafilbym to
      > zrozumiec, a przynajmniej staralbym sie. Wiemy wszyscy przeciez jakie jest
      > zycie pelne niespodzianek. Ona natomiast stwierdzila, ze gdybym w takiej
      > sytuacji ja zdradzil ona odeszlaby ode mnie nie dajac nam szansy.
      > Powiedzialem jej cos glupiego - "milosc ci wszystko wybaczy" czyli kochajac
      > powinnas dac szanse kochanej osobie i postarac sie uratowac zwiazek.
      > Powiedziala - NIE to byloby niemozliwe!! Wiec jej mowie, ze jestem
      > czlowiekiem i tak jak jej tak i mi przydarzyc moglaby sie glupia przygoda.
      > Stwierdzila ze jej sie cos takiego nie przydarzy - z tym dyskutowac juz nie
      > bylem wstanie. POwiedzialem jej wiec na koniec ze w takim przypadku gdybym
      > popelnil blad ona zmusza mnie do tego abym ja oklamywal jesli nei chcialbym
      > jej stracic. Troche tu namieszalem ale mysle ze wiecie o co mi chodzi. Nie
      > mowie o skokach w bok - mowie o chwilowym zpaomnieniu - sluzbowa delegacje
      > lub podobna sytuacja. Jeden jedyny raz zapomniec sie i... czy to ma wszystko
      > przekreslic - czy fakt takiej zdrady swiadczy o braku mojej milosci?? Czyz
      > nie mamy prawa do bledu. Czy to ja postepuje zle - chca jej np wybaczyc cos
      > takiego. Wybaczylem juz raz kiedys innej kobiecie wybaczylem skok w bok. Wiec
      > wiem ze to jest mozliwe. Pozdrawiam i zapraszam Panie do wypowiedzenia sie an
      > ten temat.
    • zielistka Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 15:42
      czytam tak sobie i mysle o tym co mi sie przydarzylo.. czeste wyjazdy, chwila
      zauroczenia - teraz jestesmy przyjaciolmi, choc nie powiem ze obojetnie na
      niego reaguje. Mialam czas pomyslec i ochlonac na tyle zeby dotarlo do mnie ze
      zdradzilam. Spedzilimy dwie noce razem, zawrot glowy, brak tchu, szczescie bez
      granic, nie zaluje, acz mi wstyd, bo powinnam byla sie tzrymac na wodzy, bo
      zrobilam swinstwo itd. I, w co wiekszosc z Was (sadzac z poprzednich wpisow)
      nie uwierzy, kocham mojego meza nad zycie, nie przezywamy kryzysu, jest nam
      cudownie, wiecej, nigdy nie bylo tak dobrze, nie zamierzam zmieniac go na kogos
      innego, podobnie jak dziewczyna z poprzedzajacego posta nie wyobrazam sobe
      obcego faceta dotykajacego mnie - nie potrzebuje, nie mysle o tym - a jednak
      raz zapragnelam kogos innego, wiem tez ze dalej go pragne, nie zmienie tego,
      mam tez nadzieje ze nigdy juz tez nie wydarzy sie z kims innym to co sie
      wydarzylo, bo wiem ze z nim moge sie juz spotykac i obronic sie przed
      pozadaniem, ale musialam to przezyc, zeby sie o tym przekonac.
      Ciezko sie z tym zyje, to prawda, ale moze teraz mi jednak latwiej bo znam
      siebie lepiej. OK nie zdalam egzaminu jako zona, i wiem ze poprawki z tego nie
      bedzie, ale jeszcze tysiace innych przede mna, a ja teraz wiem ile on - maz dla
      mnie znaczy, wiem gdzie sa moje granice, wiem ze jestem slaba.
      Dlatego 'delegacyjna ' zdrade umiem teraz wybaczyc - bo wiem ze to nie jest
      skierowane PRZECIWKO, to sie po prostu czasem dzieje.
      Jesli zdrada okrutna to dlugotrwaly romans, oszustwa to budzi moja odraze. Tu
      powiem o kryzysie malzenstwa. A w moim przypadku to raczej lekcja dojrzalosci,
      ktorej udzielilam sobie sama, na wlasne przeklenstwo badz szczescie... wciaz
      nie wiem.
      Trzymajcie sie wszyscy chwilowo niepoczytalni na tyle by zdradzic ukochanych...
      potem jest gorzko, ale... afekt to okolicznosc lagodzaca, wszak
      ziel
      • atlantis75 Do ziel i nie tylko 10.12.02, 15:07
        Ziel, zdradziłaś, stało się. Ale to przeżycie było dla
        Ciebie lekcją życia, jak sama napisłaś. Zrozumiałaś, że to
        co łączy Cię z mężem jest ważne, nierozerwalne. I to jest
        NAJWAŻNIEJSZE. Wnioski i doświadczeń życiowych.
        Interesuje mnie, czy powiedziałaś o tym mężowi? Jeżeli
        tak, to w jaki sposób i jak on na to zareagował? Jeżeli
        nie - to czy masz zamiar to kiedyś zrobić, czy w ogóle nie
        chesz o tym mówić? Czy jest to dla Ciebie duże obciążenie
        psychiczne?
        Jeżeli masz ochotę mi odpowiedzieć, to dzięki :) Pisałam
        już w poście powyżej, że nie zakładam zdrady w moim
        związku, ale liczę się z tym, że czasami życie stawia nas
        (albo raczej my stawiamy siebie samych) w różnych
        skomplikowanych sytuacjach. Jednakże zakładanie, że to się
        może stać, z taką pewnością, jaką ma Krisis, jest chyba
        dziwne... Wchodząc w związek trzeba mieć jakieś zasady
        (umiejętność kompromisu, wierność, szczerość itd.), które
        ten związek cementują. Wiadomo, że czasami te zasady się
        łamie, ale jeżeli człowiek wyciągnie z tych "złamań"
        wnioski, czegoś się nauczy - to super! Gorzej, gdy ze
        zdrad nie wyciągamy żadnych nauczek. Są ludzie, którzy
        zdaradzają, bo "był moment", ale nie żałują, uważają, że
        stało się tak i trudno, chcą wybaczenia w momencie gdy
        sami nie odczuwają skruchy...
        Ja weszłam w związek z zasadami, w tym momencie (po 3
        latach bycia razem) mówię: nie zdradzę. Mój narzeczony
        twierdzi tak samo. Mam nadzieje, że tak będzie. I ta
        nadzieja nie czyni mnie mniejszą realistką od Krisisa.
        Wierzę w to :)

        Pozdrawiam serdecznie. Atlantis



        zielistka napisała:

        > czytam tak sobie i mysle o tym co mi sie przydarzylo.. czeste wyjazdy, chwila
        > zauroczenia - teraz jestesmy przyjaciolmi, choc nie powiem ze obojetnie na
        > niego reaguje. Mialam czas pomyslec i ochlonac na tyle zeby dotarlo do mnie ze
        > zdradzilam. Spedzilimy dwie noce razem, zawrot glowy, brak tchu, szczescie bez
        > granic, nie zaluje, acz mi wstyd, bo powinnam byla sie tzrymac na wodzy, bo
        > zrobilam swinstwo itd. I, w co wiekszosc z Was (sadzac z poprzednich wpisow)
        > nie uwierzy, kocham mojego meza nad zycie, nie przezywamy kryzysu, jest nam
        > cudownie, wiecej, nigdy nie bylo tak dobrze, nie zamierzam zmieniac go na kogos
        >
        > innego, podobnie jak dziewczyna z poprzedzajacego posta nie wyobrazam sobe
        > obcego faceta dotykajacego mnie - nie potrzebuje, nie mysle o tym - a jednak
        > raz zapragnelam kogos innego, wiem tez ze dalej go pragne, nie zmienie tego,
        > mam tez nadzieje ze nigdy juz tez nie wydarzy sie z kims innym to co sie
        > wydarzylo, bo wiem ze z nim moge sie juz spotykac i obronic sie przed
        > pozadaniem, ale musialam to przezyc, zeby sie o tym przekonac.
        > Ciezko sie z tym zyje, to prawda, ale moze teraz mi jednak latwiej bo znam
        > siebie lepiej. OK nie zdalam egzaminu jako zona, i wiem ze poprawki z tego nie
        > bedzie, ale jeszcze tysiace innych przede mna, a ja teraz wiem ile on - maz dla
        >
        > mnie znaczy, wiem gdzie sa moje granice, wiem ze jestem slaba.
        > Dlatego 'delegacyjna ' zdrade umiem teraz wybaczyc - bo wiem ze to nie jest
        > skierowane PRZECIWKO, to sie po prostu czasem dzieje.
        > Jesli zdrada okrutna to dlugotrwaly romans, oszustwa to budzi moja odraze. Tu
        > powiem o kryzysie malzenstwa. A w moim przypadku to raczej lekcja dojrzalosci,
        > ktorej udzielilam sobie sama, na wlasne przeklenstwo badz szczescie... wciaz
        > nie wiem.
        > Trzymajcie sie wszyscy chwilowo niepoczytalni na tyle by zdradzic ukochanych...
        >
        > potem jest gorzko, ale... afekt to okolicznosc lagodzaca, wszak
        > ziel
        • zielistka do atlantis75 11.12.02, 17:01
          atlantis75 napisała:

          > Interesuje mnie, czy powiedziałaś o tym mężowi? Jeżeli
          > tak, to w jaki sposób i jak on na to zareagował? Jeżeli
          > nie - to czy masz zamiar to kiedyś zrobić, czy w ogóle nie
          > chesz o tym mówić? Czy jest to dla Ciebie duże obciążenie
          > psychiczne?

          Nie, nie powiedzialam... juz sypia sie gromy, fe co za nieszczerosc i takie
          tam... Atlantis75, wiesz dlaczego? Bo to MOJ blad, zrobilam zle, mysle ze
          gorzej bylo by probowac uczynic z niego NASZ.
          No bo jak juz powiem, to moj problem sie jakos zmniejszy, przerzuce go na osobe
          najmniej winna, to tak jakbym dala do potrzymania tonowy odwaznik i rzucila, no
          chlopie to radz sobie teraz, przeciez po to jestes by mnie wspierac. To tak jak
          historia z Atlasem - nos caly moj swiat...
          A to nie tak, co by to zmienilo? nic... nie cofne czasu. I nie chodzi wcale o
          strach przed Jego reakcja, bo wbrew temu co sie niektorym wydaje, przysiega
          wiernosci nie traktuje o tym, ze jak Cie ktos zdradzi to Ty mu walizki za
          prog... nie, raczej to jest tak, ze wiernym jestes nadal... mimo ze ten bliski
          Ci czlowiek, jest tak slaby ze sie sprzeniewierzyl.. to jest piekne w
          wiernosci, no i jeszcze ze Cie nie opuszcze... Nie wybielam sie, nie jest to
          proba przekonania samej siebie, po prostu postapilabym jeszcze bardziej nie
          fair. A tak mam dwie kary: wyrzut sumienia za tamto i wyrzut za brak
          szczerosci. I powiem Ci ze straszna to cena, za jedna chwile zametu i braku
          myslenia. Teraz nie moge sobie wyobrazic wprost jak moglam Go tak skrzywdzic, i
          lepiej ze On o tym nie wiem i sie nie dowie.
          Piekne sa mocne zasady, ja tez je mialam - bylam o tym przekonana, a mimo to
          dwa lata po slubie i zdradzilam. Nie planowalam, nie zakladalam tego nigdy, a
          mimo to zdradzilam...
          Ale tez dlatego wiem, ze nie mozna skreslic czlowieka przez jeden blad, dlatego
          rozumiem dlaczego radykalna postawa dziewczyny budzi strach u Krisisa,
          zwlaszcza ze on to przezyl bedac z drugiej strony. I nie oskarzalabym go tak
          pochopnie o niedojrzalosc, ilu ludzi, tyle emocji - mnie bardziej przeraza jego
          beztroska pewnosc, ze gdy zdradzi to lekka reka przesunie problem na partnera.
          To jest dla mnie niedojrzale.. ale jak mowie to kwestia emocji, ciezko tu cos
          uogolniac.
          sorry za przydlugi wywod....
          trzymajcie sie Zdradzani i Zdradzajacy
          ziel
    • lalka74 Re: wyznanie-prawda-zdrada 09.12.02, 15:58
      jako ta, która przeżyła zdradę mogę powiedzieć, że usłyszenie o tym jest jedną
      z najgorszych historii jakie do tej pory przeżyłam. Więcej wolałabym czegoś
      takiego nie przeżywać. Oczywiście wolałabym również więcej nie być zdradzana :)
      Jesli rzeczywiście jest to nic nieznacząca historia to lepiej się nie
      przyznawać. Poza tym mam wrażenie, że facet, który przyznaje się swojej
      kobiecie do zdrady robi to troche dlatego, że sam nie radzi sobie z własnym
      sumieniem i chce trochę rozmyć poczucie winy, obciążając tym problemem również
      swoją kobietę.
      • matrek Re: wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 16:46
        lalka74 napisała:

        > Jesli rzeczywiście jest to nic nieznacząca historia to lepiej się nie
        > przyznawać. Poza tym mam wrażenie, że facet, który przyznaje się swojej
        > kobiecie do zdrady robi to troche dlatego, że sam nie radzi sobie z własnym
        > sumieniem i chce trochę rozmyć poczucie winy, obciążając tym problemem
        również
        > swoją kobietę.

        Nie wiem, czy można tu mówić o "nic nie znaczącej historii". To zawsze "coś"
        znaczy. Natomiast przyznawać się można z najróżniejszych powodów, a jeżeli
        chodzi o "poczucie winy" to chyba i tak dobrze. Tyle tylko, że jakoś nie
        wyobrażam sobie, aby przez przyznanie się, można było - jak napisałaś - rozmyć
        poczucie winy,
    • Gość: Lena Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: 213.216.82.* 09.12.02, 16:14
      Wyjeżdżam kilka razy do roku , czasem na 2-3 dniowe "sesje" służbowe. Często
      połączone z wieczorkiem integracyjnym, choć jak to w branżach bywa większość
      się zna. Wieczorkiem alkohol, tańce. Nie zakładam jednak,że mogę zdradzić męża
      choć okazji "ci u nas dostatek". Mężczyźni czasem zachowują się tak jakby żona
      spuściła z łańcucha. Obawiam się,że zaproszenie do pokoju miałoby dla nich
      wydźwięk jednoznaczny. Nie rozmawiałabym też z mężem na ten temat bo uważam, że
      opowiadanie takich "kawałków" świadczyłoby o tym,że albo mam kompleksy i chcę
      je sobie leczyć za pomocą podpuszczania męża, albo chcę w nim
      wzbudzić "zazdrość" bu polepszyć sobie samopoczucie. Nie mam kompleksów i
      samopoczucie też mam ok. Natomiast twoje zdanie o tym,że nie musisz jej
      okłamywać jeżeli już zdradzisz jest po prostu wredne. Jesteś współczesnym
      toksycznym facetem, który ze swoimi "grzechami i grzeszkami" zamiast iść do
      spowiedzi lub wyżalić się kumplowi przy piwie /wybór należy do ciebie/ chcesz
      od razu się zaasekuraować /przecież się umawialiśmy!/ i sumienie czyścić przed
      dziewczyną czy żoną. A radź sobie ze swoim obawami że się wyda sam , bo to
      bardziej chyba masz obawy że sie wyda niż boisz się wyrzutów sumienia.
      Trzymałabym się z daleka od takiego faceta.
    • Gość: Szarak1 Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.12.02, 18:14
      Chłopie ,dorośnij do swojej kobiety!Ciesz się też ,z eto nie ona musi
      dorastać ,bo zahaczłbyś rogami o futrynę.To bardzo mało przyjemne uczucie.
    • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 08:29
      Witam ponownie :)

      Ciesze sie z Waszych wypowiedzi :) - jednak widze, ze okreslacie moje
      wypowiedzi jako typowo asekuracyjne i uwazacie mnie za faceta, ktory mowiac jej
      prawde oczyszcza wlasne sumienie - nic podobnego! Jesli ja bylbym zdradzony i
      byloby to "wytlumaczalne" z jakiegos powodu to wolalbym sie o tym dowiedziec
      anizeli byc w pokoju pelnym znajomych jako ten jedyny ktory nic nie wie. Coz
      wiem ze mam potworna wade - dla jednych jest to zaleta dla innych wada. Naleze
      do ludzi, ktorzy potrafia powiedziec prawde prosto w oczy kazdemu. I tego
      samego oczekuje od innych. Wiem, kiedy te prawde mowic bo nie zawsze to jest
      mozliwe.

      Przyklad - moj szef - uslyszal nie jeden raz ode mnie, ze cos zrobil zle albo
      planuje zle wykonanie jakiegos przedsiewziecia - przekonal sie, ze ja nie
      naleze do lizusow i jesli istnieje taka potrzeba powiem co mysle ( a mowie
      wtedy gdy cos przemysle). Dlatego gdy wynikla sytuacja, iz jedna z pracownic
      probowala zrzucic na mnie odpowiedzialnosc za jej bledy on uwierzyl mi a nie
      jej bo czul, ze ja tak jak juz pare razy przyznalbym sie do bledu podajac
      powody takiego a nie innego mojego postepowania. Wiem, ze nie raz prawda nie
      jest wskazana i wcale nie planuje, nie mysle o zdradzie - ja poprostu zbyt
      wiele takich kuszacych sytuacji przezywalem gdy nie bylem z nikim - wiem, ze
      bardzo latwo jest sie zapomniec.

      Przede wszystkim nie dociera do mnie Wasze przekonanie o tym, iz nic sie nie
      wydarzy, ze ja jestem twarda/twardy. To nie mozliwe. I czy chcecie czy nie
      wiem jedno - nawet najbardziej cnotliwa i zakochana dziewczyna moze nagle
      stracic glowe - wszystko zalezy od kilku czarownych przypadkowych chwil.

      Przyklad nastepny (wszystko z mojego zycia).

      Impreza kolezenska (spotkanie ze znajomymi ze studiow) - dyskoteka, piwo itp.
      Byla tam jedna dziewczyna, nic nigdy do siebie nie czulismy - kilka tancow
      kilka rozmow smiech zarty zabawa - potem szok naszych znajomych gdy widza nas
      calujacych sie na parkiecie i dotykajacych z pozadaniem. I co po studiach
      widzielismy sie tylko 2-3 razy a tutaj "POZADANIE". To prawda zadne z nas nie
      bylo wtedy zwiazane ale.... chodzi mi o fakt dzialania tych "chwil". Nie bylo
      lozka - mialem obowiazki - potem sie juz nie widzielismy dluuuugi czas.

      Nie biore pod uwage mozliwosci zdrady, lecz przeraza mnei sam fakt jej twardej
      postawy - widzialem juz takie postawy innych wielka milosc, wielkie uczucie
      wielkie deklaracje konczące sie z chwila spotkania kogos ciekawego. Dlatego
      uwazam i nadal bede uwazal, ze czysto fizyczne zblizenie przypadkowe nie
      powinno przekreslac zwiazku, malzenstwa itp bo zwiazek to nie jest sam seks, to
      zycie, wspolne plany marzenia, wspolne rozmowy, spedzanie czasu, radosc z
      kazdego sukcesu i dzielenie smutku w porazce. Uwazam, ze ktos kto do zdradzy
      fizycznej przywiazuje taka wage - jest wlasnie egoista a nie ten ktory potrafi
      wybaczyc i przyznac sie ze jest czlowiekie - a czlowiek jest ulomny czasem
      bardziej niz inne zwierzeta. Wiem, ze nie zrozumiecie mnie - wiem, ze moje
      poglady czesto koliduja z tym co ludzie chcieliby we mnie widziec - ale tez
      wiem, ze nigdy celowo nie zamierzam nikogo krzywdzic zdradzic i byc powodem
      czyjegos smutku. Czy mi sie to uda - mam nadzieje, ze tak. I jeszcze jedno -
      ja bedac w zwiazkach z innymi - nauczylem sie zyc z tym ze ona miala kogos
      przede mna -a wiem, ze czestym powodem odejscia zdradzonej-zdradzonego jest
      fakt obrzydzenia iz ktos inny dotykal, calowal itp. Pozdrawiam i wybaczcie, ze
      jestem czlowiekiem ktory dosc twardo stapa po ziemi. Jesli moze wplynac to na
      wasz ocene o mnie to wiedzcie ze aktualnie bedac z nia - daje jej z siebie
      wszystko a nawet wiecej - nawet naginam wlasne zasady - jak np kupno psa, na
      ktorego nie chcialem sie zgodzic, takich przykladow moglbym mnozyc duzo - zaraz
      powiecie, ze siebie stawiam w swietle lepszym - nieprawda ONA tez daje z siebie
      wszystko, tez nagina zasady. Tak jest w kazdym zwiazku. I chcialbym aby byla
      szczesliwa i nigdy nie plakala a juz aby nie plakala z mojego powodu. Tylko czy
      to jest mozliwe - zycie to niebezpieczna zabawka, zle rozpakowana moze
      skrzywdzic bolesnie kazdego, brak instrukcji powoduje wiele zamieszania, wiele
      bolu ale i radosci. Jednak gdybysmy chcieli mozemy sprobowac nawzajem sobie
      wybaczac, kochac sie wierzyc w siebie i cieszyc sie tym co mamy. POzdrawiam
      • Gość: Lena Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: 213.216.82.* 10.12.02, 09:01
        Jesteś po prostu niedojrzały. Taki skazany na swoje chwilowe emocje i tak
        bardzo wiesz,że te emocje mogą Tobą kierować. Szczególnie uważaj na alkohol, bo
        mam wrażenie,że po mi,wszystko u Ciebie może się zdażyć.
        Dla mnie mężczyzna kieruje własnym życiem i kontroluje "przypadki" a nie
        pozwala by podniecenie mąciło mu rozum a alkohol go "rozbierał".

        • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 09:18
          - wiesz Lena - bardzo mnie dziwi Twoja wypowiedz - z tego wniosek jest taki,
          ze
          my kierujemy swoim zyciem swoimi emocjami - to dlaczego sie
          klocisz z mezem?
          czyz to nie sa emocje? dlaczego tyle spraw Ci umyka? czyz nie
          potrafisz ich
          kontrolowac? Spojrz w glebie tego co mowie a zrozumiesz, ze
          utopia jest
          kontrolowanie wlasnego zycia - zawsze jestesmy zalezni od
          naszych emocji,
          nerwow od innych ludiz sytuacji i tego co niesie los. Gdyby bylo
          tak jak mowisz
          wszystcy chcieliby byc szczeliwymi i robiliby wszystko aby takim
          byc. Wiec
          dlaczego nie sa?? Z lenistwa?? Watpie - nawet najwiekszemu
          profesjonaliscie i
          pracusiowi cos nie wyjdzie. Takie juz nasze zycie oplatane
          emocjami, uczuciami,
          chwilami milymi i zlymi. NIe jestes w stanie wszystkiego
          kontrolowac. Kto mowi
          inaczej, kto uwaza siebie za ideal! Bo taki czlowiek musialby
          byc idealem!!!
          KLAMIE.

          Kontrola naszego zycia to utopia - i to powinnismy zrozumiec -
          mamy rozum,
          ktory pozwala nam uniknac najgorszego - ale rozum sklada sie nie
          tylko z czysto
          logicznego myslenia - tam sa wlasnie uczucia, twoje slabosci,
          wszystko co
          chcialabys ukryc tam sie znajduje to mieszanka wybuchowa i zaden
          saper nie umie
          jej rozminowac - przyklady mozna mnozyc ale po co. Jelsi piszesz
          tak jak wyzej
          napisalas oznacza to tylko, ze wlasnie probujesz pokazac sie z
          lepszej strony
          dyskredytujac moje wypowiedzi slowami typu alkohol itp. Wiec
          powiem ci jedno -
          wcale nie musi byc alkohol, moze to byc wspaniala zabawa
          bezalkoholowa - i moze
          sie zdarzyc tam takze wszystko!! Latwo sie tutaj zaperzac -
          bedac anonimowym -
          jakos kolezanki, znajomi ludize ktorych znam - na zywo w rozmwie
          nie sa tak
          kategoryczni w swoich wypowiedziach, dlaczego?? Dlatego, ze ich
          znam, ze patrze
          im w oczy i nie moga kreowac swoich idealnych wizji dopisujac to
          do swojej
          osoby. Tutaj "wolna amerykanka" pozwala na cos wlasnie takiego.
          Molgbym napisac
          ze jestem zboczencem, sportowcem, prezydentem i mam wspaniale
          zalety, jestem
          idealny i nie ulegam presji chwilowego zauroczenia,
          chwilowej "pomrocznosci".
          Ja nie pisze tak, bo nawet tutaj nie umialbym klamac, tworzyc
          cos czego nie ma.
          Dlatego moje wypowiedzi czesto sa kontrowersyjne - zmuszaja was
          do ataku na
          mnie... ale gdybyscie blizej przyjrzeli sie moim wypowiedziom
          byc moze
          zgodzilibyscie sie - bo moje przeslane jest proste - nie wiesz
          do czego jestes
          zdolna/zdolny w sytuacjach niecodziennych- Pozdrawiam
          • Gość: Lena Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: 213.216.82.* 10.12.02, 09:40
            Powiedziałabym że przefilozofowałeś ale z filozofią niestety nie ma to nic
            wspólnego. Scenki które przedstawiłeś wyraźnie pokazują że masz problem z
            emocjami po alkoholu. Może po prostu nie pij. W oczy powiedziałabym Ci to samo,
            bo też jestem szczera / do szefów też mówię to co uważam za słuszne i nie muszę
            się z nimi zgadzać ale pracę mam taką że wymaga samodzielności i szef mnie
            niewiele kontroluje/. Nie wiem ile masz lat ... też pamiętam takie
            swoje "gadki" ... jak to było w Forest Gump... życie jest jak pudełko
            czekoladek...
            A tak serio , mam wpływ na swoje emocje. W pracy mam kontakt w ogromną ilością
            ludzi często telefoniczny ale nie tylko, ludzie zachowują sie różnie. Ale to są
            tylko inni ludzie ... zdenerwowana zakładam trampki i idę pobiegać lub jadę na
            basen. Tego naprawdę można się nauczyć. Nie można być jak kamerton i odbierać
            drgań emocjonalnych innych.
            Pozdr.

            • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 10:26
              -wiesz Lena pozostawie to bez komentarza - moze innym sie zechce to skomentowac
              dla mnie to co mowisz jest utopia a trzymanie sie wciaz tematu slabej kontroli
              mojej po alkoholu swiadczy ze nie masz zadnych innych pomyslow jak wybrnac na
              swoje - coz nie zgadzam sie z toba. A to co napisalas to jest zwykle
              odreagowywanie na stres na nie walka z sytuacjami ktore wymykaja sie naszej
              kontroli. Co innego walka z emocjami a co innego walka ze stresem. Najlepiej
              brzmialoby gdybys mi powiedziala wypij szklanke zimnej wody przed. A wszystlo
              bedzie ok. POzdrawiam i przemysl swoje wypowiedzi bo ona nie wnosza do tematu
              danych problematycznych tylko slizgasz sie po kawalkach wypowiedzi.
            • Gość: KR$ Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.riz.pl 10.12.02, 20:46
              Gość portalu: Lena napisał(a):

              > Powiedziałabym że przefilozofowałeś ale z filozofią niestety nie ma to nic
              > wspólnego. Scenki które przedstawiłeś wyraźnie pokazują że masz problem z
              > emocjami po alkoholu. Może po prostu nie pij. W oczy powiedziałabym Ci to
              samo,
              >
              > bo też jestem szczera / do szefów też mówię to co uważam za słuszne i nie
              muszę
              >
              > się z nimi zgadzać ale pracę mam taką że wymaga samodzielności i szef mnie
              > niewiele kontroluje/. Nie wiem ile masz lat ... też pamiętam takie
              > swoje "gadki" ... jak to było w Forest Gump... życie jest jak pudełko
              > czekoladek...
              > A tak serio , mam wpływ na swoje emocje. W pracy mam kontakt w ogromną
              ilością
              > ludzi często telefoniczny ale nie tylko, ludzie zachowują sie różnie. Ale to

              >
              > tylko inni ludzie ... zdenerwowana zakładam trampki i idę pobiegać lub jadę
              na
              > basen. Tego naprawdę można się nauczyć. Nie można być jak kamerton i odbierać
              > drgań emocjonalnych innych.
              > Pozdr.
              >


              Co to za banialuki sa? Jak cie twoj facet zdenerwuje to tez zakladasz trampki i
              wychodzisz? Dobre podejscie do rozwiazywania problemow...
      • Gość: malinka Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.02, 10:59
        Człowieku, czego ty w ogóle chcesz? Stałego zwiazku z jednej strony i swobody
        działania, z obietnica akceptacji wszelkich twoich posunięć(sic;-) z drugiej...
        Ty ją "kochasz", ale jednorazowe grzeszki wliczone sa w cenę usługi. To ty, a
        nie twoja wybranka, stawiasz sprawę na ostrzu noża. Oczekujesz rzeczy
        sprzecznych, zero empatii, zero odpowiedzialności. Uważasz, że jestes cool, bo
        wyszedłes z pokoju koleżanki zamiast ją przeleciec? alleluja! To chyba
        normalne, skoro kogoś kochasz i jesteś w stałym związku.... Mówisz, że
        dziewczyna wystawia cię na próbę...jak widać, próby nie zdajesz na starcie...to
        co prezentujesz to typowa postawa niedojrzałego, infantylnego egocentryka.
        Bardzom ciekawa twojej reakcji na analogiczne zachowanie/postawę pani twego
        serca.....
        • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 14:05
          moja odpowiedz jest jedna - nie przeczytalas uwaznie moich postow tylko
          pobieznie - gdybys przeczytala uwaznie zauwazylabys iz napisalem "wybaczylem
          skok w bok" Pozdrawiam
          • Gość: malinka Re: nie zrozumiałeś mnie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.02, 20:22
            Gość portalu: krisis napisał(a):

            > moja odpowiedz jest jedna - nie przeczytalas uwaznie moich postow tylko
            > pobieznie - gdybys przeczytala uwaznie zauwazylabys iz napisalem "wybaczylem
            > skok w bok" Pozdrawiam

            Nie, nie, nie zrozumiałeś mnie...To, że wg Twoich kryteriów takie zachowanie
            jest wpisane w stały związek, ergo jest WYBACZALNE(czyli AKCEPTOWALNE), to TWÓJ
            punkt widzenia. Nie jest to na szczęście zasadą. Są ludzie, którzy NIE
            ZDRADZAJĄ. Zwyczajnie. Kochają kogoś, więc go nie zdradzaja - mimo pokus i
            sprzyjających okoliczności. I nawet nie wyobrażają sobie, że mogliby to zrobić.
            Mają świadomość, że wartosć, jaką jest prawdziwa miłość i wzajemne zaufanie są
            ważniejsze od chwilowej przyjemności z kimś obcym. Widać taką postawę ma twoja
            dziewczyna. Ja myślę tak samo. To, że Ciebie ktoś zdradził, jak widać wiele Cie
            nie nauczyło. Zamiast zniechęcić do takiego postępowania -skoro wiesz,jak to
            boli - dało Ci - twoim zdaniem prawo do niego. Pokrętne rozumowanie.
            Pozdrawiam również
      • atlantis75 Re: wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 16:36
        Cześć Krisis :)


        Gość portalu: krisis napisał(a):

        ) Witam ponownie :)
        Coz wiem ze mam potworna wade - dla jednych jest to zaleta
        dla innych wada. Naleze
        ) do ludzi, ktorzy potrafia powiedziec prawde prosto w oczy kazdemu. I tego
        ) samego oczekuje od innych. Wiem, kiedy te prawde mowic bo nie zawsze to jest
        ) mozliwe.

        Wiesz, Krisis, w moim życiu prawda też jest najważniejsza.
        Pytanie tylko JAKA PRAWDA? Każdy z nas w życiu tworzy
        sobie własne ścieżki, takie właśnie PRAWDY, które
        kształtują nie tylko nasze życie, ale i innych. Tych
        ścieżek nie powinno się maskować, bo to wiąże się z
        nieszczerością, z udawaniem, obłudą i brakiem zaufania do
        ludzi. Są jednak PRAWDY, które zabijają. I powinienieś
        zdać sobie z tego sprawę. Ja także należę do ludzi, którzy
        mówią innym prawdę w oczy. Staram się być szczera, ale
        życie nie jest proste i nie dzieli się na czarne-białe,
        prawdę-fałsz, miłość-nienawiść. Jest szereg pośrednich
        stanów i emocji. Ja optuję za nieszkodliwą
        nieświadomością. Np. zdradzasz swoją partnerkę, kochasz
        ją, był to jednorazowy wygłup, cholernie żałujesz, mówisz
        sobie: nie zrobię tego więcej. Jednocześnie wiesz, że
        jeżeli jej to powiesz będzie cierpiała, przeżyje piekło,
        wystawi walizki za drzwi... Czy powiesz prawdę? Przy
        założeniu, że szczerze żałujesz tego "wyskoku", że więcej
        tego nie zrobisz? Zastanawiałabym się... I pytanie
        najważniejsze: PO CO O TYM MÓWIĆ W TAKIEJ SYTUACJI? Po to,
        by oczyścić sumienie (jak ktoś celnie zasugerował
        wcześniej), po to by dopełnić swojego obrazu "niezłomnego
        prawdomówcy", po to by najbliższa osoba dowiedziała się,
        że ukochany ją zdradził, nie potrafił powstrzymać huci,
        nie myślał o jej uczuciach, nie był za nią odpowiedzialny?
        PO CO? Co innego powiedzieć o tym, w momencie gdy zdajesz
        sobie z tego, że wierność nie jest możliwa i nie wiesz,
        czy zdołasz się oprzeć innym pokusom... Wtedy szczerość
        jest wskazana, bo partner powinien wiedzieć z kim żyje i
        na co może liczyć w związku.

        Wracając do PRAWDY. Ona jest ważna. Tylko od nas zależy
        jakie ma zabarwienie - czy raniące, czy uskrzydlające.
        Dlatego trzeba pracować nad swoją PRAWDĄ, która nie rani
        innych ludzi. Przecież masz wpływ na to, czy zdradzisz
        swoją partnerkę, czy nie...

        ) nie mysle o zdradzie - ja poprostu zbyt
        ) wiele takich kuszacych sytuacji przezywalem gdy nie bylem z nikim - wiem, ze
        ) bardzo latwo jest sie zapomniec.

        Ogólnie łatwo być egoistą Krisis... Co to zanczy
        "zapomnieć się" w obliczu miłości, wspólnego życia,
        zaufania sobie? To, że przeżywałeś takie sytuacje, nie
        znaczy że taka jest reguła w świecie, że ludzie w ogóle
        "zapominają się". To jest wyłącznie Twoje subiektywne
        odczucie. Wynikające chyba ze słabości... W życiu trzeba
        walczyć ze swoimi wadami, a nie rozkładać ręce i z
        rozbrajającą miną mówić "bo taki jestem". Jesteś taki, bo
        tego chcesz i nie myślisz, że mogłoby być inaczej...


        )
        ) Przede wszystkim nie dociera do mnie Wasze przekonanie o tym, iz nic sie nie
        ) wydarzy, ze ja jestem twarda/twardy. To nie mozliwe.

        A do mnie nie dociera Twoje przekonanie, że zdrada musi
        się w życiu "przydarzyć" i już. Nie oceniaj świata (ponad
        4 miliardów ludzi) ze swojego punktu widzenia. To TY tak
        sądzisz, to TY nie możesz oprzeć się pokusom, to TY
        tworzysz swoją własną PRAWDĘ. Nie wrzucaj ludzi do jednego
        worka na podstwie własnych przeżyć!


        )I czy chcecie czy nie
        ) wiem jedno - nawet najbardziej cnotliwa i zakochana dziewczyna moze nagle
        ) stracic glowe - wszystko zalezy od kilku czarownych przypadkowych chwil.


        Wow, czyżbyś w poprzednim wcieleniu był właśnie taką
        dziewczyną? ;) Facet wypowiadający się w imieniu
        wszystkich cnotliwych i zakochany dziewczyn? Toż to
        śmieszne! Możesz wypowiadać się jedynie w swoim imieniu,
        ewnetualnie w imieniu grupy facetów, których dobrze
        znasz... Znam cnotliwe i zakochane dziewczyny, które nie
        straciły głowy, bo te "czarowne chwile" nie były tak
        czarowne, jak z ukochanym.



        ) Przyklad nastepny (wszystko z mojego zycia).
        ) Impreza kolezenska (spotkanie ze znajomymi ze studiow) - dyskoteka, piwo itp.
        ) Byla tam jedna dziewczyna, nic nigdy do siebie nie czulismy - kilka tancow
        ) kilka rozmow smiech zarty zabawa - potem szok naszych znajomych gdy widza nas
        ) calujacych sie na parkiecie i dotykajacych z pozadaniem. I co po studiach
        ) widzielismy sie tylko 2-3 razy a tutaj "POZADANIE". To prawda zadne z nas nie
        ) bylo wtedy zwiazane ale.... chodzi mi o fakt dzialania tych "chwil". Nie bylo
        ) lozka - mialem obowiazki - potem sie juz nie widzielismy dluuuugi czas.

        O.K. w życiu dopada nas coś takiego jak dzika żądza,
        pożądanie, feromony i podobne rzeczy... Człowiek tym się
        różni od zwierzęcia, że potrafi takie sprawy wartościować.
        Nadawać im sens. Po to mamy myśli, uczucia, rozum, żeby
        wiedzieć, czy to co robimy jest dobre czy złe. Sprawa z tą
        dziewczyną, jeżeli nie byłeś wtedy z nikim związany, to
        o.k. Nie dziwię się, że poddałeś się chwili, temu
        pożądaniu. Ale jeżeli byłoby inaczej, gdybyś był w tym
        momencie z kimś związany, to trzeba by było odpowiedzieć
        na pytanie: czy w takim razie ten związek ma sens? Czy
        powinieniem bardziej się strarać nie poddawać "chwili"?
        Czy nadaję się do monogamicznego partnerstwa?

        Pamiętaj, że w miłości bierzesz tak jakby odpowiedzialność
        za tę drugą osobę. Twoje zachowanie ma wpływ na jej życie.
        Dlatego miłość to kompromis i walka z własnym egoizmem.
        Człowiek jest zdolny do wielkich rzeczy! Znam parę, w
        której on w imię miłości oddał żonie nerkę. To wielkie
        sprawy, które pozwalają nam wierzyć w prawdziwą miłość. A
        miłość nie jest łatwa, nie jest nam dana raz na zawsze i
        trzeba o nią dbać, trzeba się starać, pracować nad sobą,
        pracować i pracować, by stać się lepszym człowiekiem.
        WIERNOŚĆ jest możliwa, tylko wymaga samoświadomości i
        wyrzeczenia się egoizmu. Nie jest nam dana od urodzenia,
        jak umiejętność chodzenia, trzeba się jej uczyć przez całe
        życie. Tylko trzeba CHCIEĆ być wiernym i nie szukać
        usprawiedliwień.



        ) Nie biore pod uwage mozliwosci zdrady, lecz przeraza mnei sam fakt jej twardej
        ) postawy - widzialem juz takie postawy innych wielka milosc, wielkie uczucie
        ) wielkie deklaracje konczące sie z chwila spotkania kogos ciekawego.

        Takie rzeczy się zdarzają i pewnie dlaetgo masz na tę
        sprawę taki pogląd. Ja też przechodziłam coś podobnego...
        chodzi o małżeństwo. Bałam sią cholernie jakiś deklaracji
        "na zawsze", bo nie mam w moim otoczeniu wzorca, który
        przynosi nadzieję. Widziałam skłócone pary, rozwody, łzy
        bezsilności... Mówiłam: "boję się małżeństwa". Pomógł mi
        mój ukochany :) Dziś wiem, że to jest MOJE życie i ja
        wybieram przykłady, na których mogę się wzorować. To, że
        małżeństwo X się rpzpadło, zo że małonek Y zdradził, nie
        znaczy, że w MOIM związku będzie tak samo. Zdrada to nie
        determinant dany nam od góry, ale możliowść wyboru między:
        "Zdradzę" i "Będę wierny". Wybór należy do każdego z nas
        :)


        Dlatego
        ) uwazam i nadal bede uwazal, ze czysto fizyczne zblizenie przypadkowe nie
        ) powinno przekreslac zwiazku, malzenstwa itp bo zwiazek to nie jest sam seks, to
        )
        ) zycie, wspolne plany marzenia, wspolne rozmowy, spedzanie czasu, radosc z
        ) kazdego sukcesu i dzielenie smutku w porazce. Uwazam, ze ktos kto do zdradzy
        ) fizycznej przywiazuje taka wage - jest wlasnie egoista a nie ten ktory potrafi
        ) wybaczyc i przyznac sie ze jest czlowiekie - a czlowiek jest ulomny czasem
        ) bardziej niz inne zwierzeta.

        Masz prawo mieć takie podejście do małżeństwa, związku,
        miłości. Ja myślę inaczej, ale nikt nie jest taki sam.
        Tylko pamiętaj: liczy się szczerość na samym początku
        związku. Czy Twoja dziewczyna wie o twoich poglądach? Co o
        tym sądzi? Wiesz, są pary, które uprawiają seks z innymi,
        potem wracają do męża/żony i są szczęśliwe - ALE (!)
        OBYDWOJE mają taki pogląd na życie. Nie możesz nik
        • atlantis75 DOKOŃCZENIE wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 16:43
          CIĄG DALSZY:


          Masz prawo mieć takie podejście do małżeństwa, związku,
          miłości. Ja myślę inaczej, ale nikt nie jest taki sam.
          Tylko pamiętaj: liczy się szczerość na samym początku
          związku. Czy Twoja dziewczyna wie o twoich poglądach? Co o
          tym sądzi? Wiesz, są pary, które uprawiają seks z innymi,
          potem wracają do męża/żony i są szczęśliwe - ALE (!)
          OBYDWOJE mają taki pogląd na życie. Nie możesz nikogo
          zmusić, żeby akceptował Twoje luźne podejście do seksu.
          Dlatego radzę znaleźć partnerkę z idnentycznym poglądem na
          związki damsko-męskie. Bo inaczej, zawsze ktoś będzie
          nieszczęśliwy, niezrealizowany, upokorzony, samotny,
          obwiniający się...
          Chyba, że jest kobieta, dla której mogłbyś
          przewartościować swoje wartości :) Tylko musisz tego
          naprawdę chcieć, a nie się zmuszać...


          > I chcialbym aby byla
          > szczesliwa i nigdy nie plakala a juz aby nie plakala z mojego powodu. Tylko czy
          >
          > to jest mozliwe

          Jeżeli naprawdę ją kochasz i tego chcesz... wszytsko jest
          możliwe. Tylko musisz mieć w sobie siłę i zrozumienie.


          >zycie to niebezpieczna zabawka, zle rozpakowana moze
          > skrzywdzic bolesnie kazdego, brak instrukcji powoduje wiele zamieszania, wiele
          > bolu ale i radosci. Jednak gdybysmy chcieli mozemy sprobowac nawzajem sobie
          > wybaczac, kochac sie wierzyc w siebie i cieszyc sie tym co mamy.


          Zycie to nie zabawka. Nie można iść do sklepu i kupić
          sobie drugiej, gdy ta się znudzi lub popsuje.

          Pozdrawiam i życzę mądrych życiowych wyborów :)
          Atlantis
    • Gość: renia Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.athens.access.acn.gr 10.12.02, 10:46
      Przeczytalam ten watek z wielkim zainteresowaniem, bo temat dotyczy mojego
      osobistego zycia rowniez. Powiem krociutko, ale jednoznacznie - mimo wszystko
      zgadzam sie z Autorem watku. Nie chce rozwijac tej mysli, ale uwazam, ze facet
      ma stety / niestety racje - jednorazowe (mniej wiecej) zdrady sie zdarzaja i
      trzeba dobrze rozwazyc wszystko zanim z cala pewnoscia powie sie, ze dla mnie
      to koniec zwiazku. Inna sprawa jest, ze osobiscie uwazam, iz o zdradzie nikt
      nigdy nie powinien sie dowiedziec. Moze procz spowiednika - niekoniecznie tego
      w sutannie siedzacego w konfesjonale - lecz kogos kto wyslucha (bo o tym
      prawdopodobnie czlowiek z sumieniem musi komus opowiedziec), ale ktory dochowa
      tajemnicy chocby sie walilo i palilo.


      Zielistka, czy moge napisac na priv?
      • agniecha3 Re: wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 11:05
        Reniu, powiem tak: rzeczywiscie, jesli zdarzy sie skok w bok i wyjdzie na jaw,
        to nie mozna z gory mowic "koniec zwiazku", ale jednak popatrzec na konkretna
        sytuacje i wtedy zdecydowac, czy to ciagnac dalej czy nie.
        Wydaje mi sie, ze rozumiem, co krisis chce powiedziec. Ale nie zgadzam sie z
        nim. Jak to wytlumaczyc, zeby nie bylo watpliwosci... Ja nie neguje, ze
        czlowiekowi moze sie zdarzyc sytuacja, ze ulegnie chwilowym emocjom. Pewnie, ze
        to mozliwe. Ale to, co mowi krisis, to jakby z gory zakladanie, ze on sie w
        takiej sytuacji znajdzie.
        O, to troche tak, jak okresy warunkowe w angielskim. Ja to chyba rozpatruje w
        drugim trybie ("gdyby", ale malo prawdopodobne - choc mozliwe), a krisis - w
        pierwszym ("jesli", i jest spore prawdopodobienstwo zaistnienia sytuacji).
        Bardzo drobna roznica, ale jednak jest :)
        • Gość: renia Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.athens.access.acn.gr 10.12.02, 11:34
          Haha, dobre to porownanie, dla mnie aktualnie tryb trzeci warunkowy jest dobry -
          gdyby sie bylo nie zdarzylo, to bym sie byc moze byla nie zgodzila z Krisisem,
          (ale sie bylo zdarzylo i mam zdanie takie jakie mam ;)))
      • zielistka Re: wyznanie-prawda-zdrada 11.12.02, 17:33
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > Zielistka, czy moge napisac na priv?

        Renia,, zapraszam :)
    • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 10.12.02, 14:23
      Waszym bledem w rozumowaniu jest fakt, iz wg Was ja zakladam takowa zdrade.
      Wyprostuje wiec jeszcze to drobna sprzecznosc - ja nie zakladam zdrady, nie
      mysle o niej - mysle o sytuacjach, w ktorych kazdy z nas czasem sie znajduje.
      Gdy czytam watki zarzucajace mi infantylizm i inne problemy natury psychicznej
      wlacznie z alkoholem - to naprawde zastanawiam sie czy wy nie potraficie czy
      zwyczajnie nie chcecie sie przyznac do tego, ze kazdemu z was predzej czy
      pozniej przytrafi sie cos czego sie nie spodziewacie. To wy popelniacie blad z
      gory uznajac, ze "mnie to nie dotyczy". Czy wy nie potraficie rozroznic
      myslenia od planowania? Czyz fakt przemyslen moich na ten temat ma swiadczyc o
      checi skoku w bok?? NIE!! Fakt myslenia w takich kategoriach jak moje swiadczy
      tylko i wylacznie o tym, iz zdaje sobie sprawe z moich slabosci - CO JEST
      BARDZO WAZNE - bo znajac swoje slabosci jestes wstanie zapobiec klopotom jakie
      one za soba niosa. Poraza mnie WASZA ideologia majaca na celu pokazanie, ze WY
      jestescie wolne/wolni od takich sytuacji. Ludzie KLAMIECIE mowiac, ze nigdy nie
      popelnilyscie bledu, ze nigdy nie pomyslalyscie o innym w kategoriach
      erotycznych. Wy tak jak my na kobiety takze lubicie oceniac wyglad faceta i
      niech mi powie ktoras ze miso z brzuszkiem wygra z przytojnym facetem. Nie
      potrafie WAM juz wyjasnic mojego punktu widzenia - poprostu czuje sie jakbym
      walil glowa w mur. W kazdym razie tym, ktore sa tak pewne swego - z calego
      serca nie zycze wyprobowania swoich sil w walce z czyms przekraczajacym ich
      mozliwosci. POzdrawiam

      NIe zdradzam - nie zdradzilem - i nie planuje zdradzic!!! NIe mysle o zdradzie,
      poprostu i zwyczajnie logicznie podchodze do sprawy. Pojscie z kims do lozka
      nie musi niszczyc zwiazku - jesli jets to jeden blad a nie romans. Jaka to
      wielka milosc jesli nie potrafi pokonac przeszkody - czyzby opierala sie tylko
      na seksie?? Czy postepowanie zdardzajacej/zdradzajacego ten jeden raz z
      przypadku, z chwili slabosci i zbiegu okolicznosci oznacza brak milosci? Ja
      uwazam, ze nie ale ze ten zdradzajacy/zdradzajaca powinien miec szanse
      udowodnienia tego. Po drugie dla mnie wieksza zdrada jest zdrada psychiczna -
      myslenie o innym innej ilez razy wam sie to przydarzylo?? Ani razu........?
      Naprawde...........? Niech WAM bedzie - Ani razu - gratuluje.

      Dlaczego odpowiedizlaem sam sobie? - Bo tak wynika z waszych wypowiedzi.

      POzdrawiam
      • agniecha3 Re: wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 15:13
        krisis, pokusze sie o odpowiedzenie Ci, choc nie wiem, czy uda mi sie wyjasnic
        moje stanowisko (bo umysl kobiecy jest dosc zawily :) )
        Sprobowalam sie postawic na miejscu Twojej dziewczyny. Gdybys ze mna tak
        rozmawial i oczekiwal, ze Ci przytakne, to tak jak bys oczekiwal slow:
        "wiesz, jednorazowy skok w bok nic nie znaczy, nie przekresla zwiazku, slowem
        kochanie jesli Ci sie przydarzy, nie miej wyrzutow sumienia, bo przeciez w
        zwiazku liczy sie cos wiecej niz ten Twoj blad i to niczego nie zmieni".
        Ode mnie takich slow bys nie uslyszal, bo dla mnie takie slowa to przyzwolenie.
        Bo po takich slowach wiesz, ze mozesz zdradzic i wrocic.

        ALE obecna postawa, ze skok w bok moze wszystko zniszczyc NIE WYKLUCZA
        wybaczenia, jesli takowe bedzie potrzebne. Nie wyklucza, ale i nie gwarantuje.
        Oznacza tyle, ze NIE WIEM, czy bym wybaczyla. Co za tym idzie - dajac sie
        poniesc emocjom, nie wiedzialbys, czy mnie stracisz, czy nie. Nie mialbys po
        porstu gwarancji, ze nie zniszczysz w ten sposob zwiazku (podkreslam, nie
        wykluczam wybaczenia, ale i go nie gwarantuje)

        to tyle wrazen po 'wejsciu' w skore Twojej dziewczyny :)

        pozdr

        ps. ja nie mowie, ze "nigdy", bo tego nie wiem - to tak gwoli wyjasnienia
      • Gość: kuleczka Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gabo.pl 10.12.02, 17:49
        Fakt myslenia w takich kategoriach jak moje swiadczy
        > tylko i wylacznie o tym, iz zdaje sobie sprawe z moich slabosci - CO JEST
        > BARDZO WAZNE - bo znajac swoje slabosci jestes wstanie zapobiec klopotom
        jakie
        > one za soba niosa.


        mówisz ze znasz swoje słabosci wiec mozesz zapobiec klopotom tak????
        Gdyby tak było nawet bys nie pomyslal ze kiedys mozesz ulec jakiejs panience
        Wiadomo ze w zyciu spotykaja nas rozne rzeczy
        jak powiedziala Kropka:
        uogolnie to:
        Sa faceci, którzy są silni, potrafią walczyc, szukaja potwierdzenia swojej
        męskości w różnych dziedzinach zycia,.a jeżeli ktoś jest słaby,szuka
        potwierdzenia siebie przez inne zdobycze, jest mięczakiem to trudno mu sie
        dziwic jak slini sie i cieszy gdy jakaś laska mrugnie do niego oczkiem
        (chyba dobrze strescilam,przepraszam Kropko ze zaczerpnęlam Twoją wypowiedz)

        Masz racje,nie mozna zakladac ze nigdy sie nikiogo nie zdradzi,z tym ze:
        My nikogo nie zapewniamy ze tego nie zrobimy, My tylko same przed sobą jestesmy
        uczciwe i wiemy ze nie byłło by nas stac na zdrade,wiemy co robić by nie
        wplatac sie niby przypedkiem np, w gre słow, gestów, ktore mogą konczyc sie
        sexem czy czyms innym,
        pozdrawiam
        • Gość: KR$ Kolejny chybiony przyklad... IP: *.riz.pl 10.12.02, 20:57
          Gość portalu: kuleczka napisał(a):

          > Fakt myslenia w takich kategoriach jak moje swiadczy
          > > tylko i wylacznie o tym, iz zdaje sobie sprawe z moich slabosci - CO JEST
          > > BARDZO WAZNE - bo znajac swoje slabosci jestes wstanie zapobiec klopotom
          > jakie
          > > one za soba niosa.
          >
          >
          > mówisz ze znasz swoje słabosci wiec mozesz zapobiec klopotom tak????
          > Gdyby tak było nawet bys nie pomyslal ze kiedys mozesz ulec jakiejs panience
          > Wiadomo ze w zyciu spotykaja nas rozne rzeczy
          > jak powiedziala Kropka:
          > uogolnie to:
          > Sa faceci, którzy są silni, potrafią walczyc, szukaja potwierdzenia swojej
          > męskości w różnych dziedzinach zycia,.a jeżeli ktoś jest słaby,szuka
          > potwierdzenia siebie przez inne zdobycze, jest mięczakiem to trudno mu sie
          > dziwic jak slini sie i cieszy gdy jakaś laska mrugnie do niego oczkiem
          > (chyba dobrze strescilam,przepraszam Kropko ze zaczerpnęlam Twoją wypowiedz)
          >


          -----> czyli silni, potrafiacy walczyc w przypadku spotkania laski ktora
          mrugnie do nich okiem popatrza na nia z pogarda i wyniosle odwroca sie na
          piecie? Co z idiotyczne spojrzenie na swiat... A ci silni to nie szukaja
          potwierdzenia siebie? Jestem silny i zazwyczaj realizuje to co sobie
          zamierzylem ale gdy kobieta sie do mnie usmiecha to nie wydymam ust z pogarda
          tylko odwzajemniam usmiech - zazwyczaj nawet to ja pierwszy sie usmiecham -
          taki ze mnie mieczak...


          > Masz racje,nie mozna zakladac ze nigdy sie nikiogo nie zdradzi,z tym ze:
          > My nikogo nie zapewniamy ze tego nie zrobimy, My tylko same przed sobą
          jestesmy
          >
          > uczciwe i wiemy ze nie byłło by nas stac na zdrade,wiemy co robić by nie
          > wplatac sie niby przypedkiem np, w gre słow, gestów, ktore mogą konczyc sie
          > sexem czy czyms innym,
          > pozdrawiam
          • Gość: kuleczka Re: Kolejny chybiony przyklad... IP: *.gabo.pl 11.12.02, 19:56
            >
            >
            Jestem silny i zazwyczaj realizuje to co sobie
            > zamierzylem ale gdy kobieta sie do mnie usmiecha to nie wydymam ust z pogarda
            > tylko odwzajemniam usmiech - zazwyczaj nawet to ja pierwszy sie usmiecham -
            > taki ze mnie mieczak...
            >
            > Moze masz rację, ale czy od razu myslisz o Niej ze np, super byloby sie z nia
            przespac, (np. w delegacji jak autotr zaznaczyl)
            > >
            nie chodzilo mi o odwacanie sie na piecie, naburmuszanie itp
            chodzilo mi tylko o to ze ponoć są faceci, ktorzy maja swoje kobiety, nie
            ulegną i nie daja sie wplątac w romans, gre słow itp, ale czy tacu istnieją,
            powiedz prosze
            kulka
            • paw_dady Re: Kolejny chybiony przyklad... 11.12.02, 20:29
              Gość portalu: kuleczka napisał(a):

              > nie chodzilo mi o odwacanie sie na piecie,
              naburmuszanie itp
              > chodzilo mi tylko o to ze ponoć są faceci, ktorzy maja
              swoje kobiety, nie
              > ulegną i nie daja sie wplątac w romans, gre słow itp,
              ale czy tacu istnieją,
              >

              nie istnieja tak jak nie istnieja kobiety, ktore
              zdradzaja. a zjawisko gene shopping po prostu nie
              istnieje ;o)
            • Gość: KR$ Re: Kolejny chybiony przyklad... IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 12.12.02, 01:48
              Gość portalu: kuleczka napisał(a):

              > >
              > >
              > Jestem silny i zazwyczaj realizuje to co sobie
              > > zamierzylem ale gdy kobieta sie do mnie usmiecha to nie wydymam ust z poga
              > rda
              > > tylko odwzajemniam usmiech - zazwyczaj nawet to ja pierwszy sie usmiecham
              > -
              > > taki ze mnie mieczak...
              > >
              > > Moze masz rację, ale czy od razu myslisz o Niej ze np, super byloby sie z
              > nia
              > przespac, (np. w delegacji jak autotr zaznaczyl)
              > > >
              > nie chodzilo mi o odwacanie sie na piecie, naburmuszanie itp
              > chodzilo mi tylko o to ze ponoć są faceci, ktorzy maja swoje kobiety, nie
              > ulegną i nie daja sie wplątac w romans, gre słow itp, ale czy tacu istnieją,
              > powiedz prosze
              > kulka


              ------> sluchaj - zdecydowana wiekszosc facetow ma ogromne problemy z poznaniem
              jednej kobiety (60% do 70% moich znajomych zwiazalo sie z pierwsza dziewczyna
              ktora zwrocila na nich uwage) - nie znam zadnego, ktory potrafilby 'podrywac'
              kobiety i jednoczesnie powstrzymac sie od konsumpcji bedacej skutkiem tych
              flirtow - zadnego! Wielu 'porzadnych' kolegow zaszokowalo mnie szczerymi
              wyznaniami po szesciu piwach - nigdy bym sie tego po nich nie spodziewal.
              Jestem pewien, ze wiekszosc z tych ktorzy nie potrafia poderwac nie stawialaby
              oporu gdyby zdarzylo im sie byc podrywanymi. Czyli - istnieja faceci, ktorzy
              nie zdradzaja - to tzw. fajtlapy.

          • paw_dady KR$ mientki jezdes 11.12.02, 20:30
            > tylko odwzajemniam usmiech - zazwyczaj nawet to ja
            pierwszy sie usmiecham -
            > taki ze mnie mieczak...
            >

            o ile wtedy ci cos nie twardnieje ;o)
    • dr.jekyll Re: wyznanie-prawda-zdrada 10.12.02, 18:27
      zalezy jaki zwiazek; do zakonczenia mojego malzenstwa zdrada moglaby
      wystarczyc; daj mi tylko dobry powod, slonko

      mr. hyde
    • Gość: krisis Re: wyznanie-prawda-zdrada IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 12.12.02, 08:11
      Ile wypowiedzi tyle opinii - zamykajac ten dialog pokusze sie jeszcze o mala
      wypowiedz -

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka