Dodaj do ulubionych

Bamboccioni po polsku

11.05.10, 08:34
Niezaradność życiowa naszych dorosłych dzieci jest efektem naszego ich
wychowywania ,naszej mentalności, nadopiekuńczości itd
Osobiście wydaje mi się ,że często jest i tak iż to rodzice ,głównie matki nie
potrafią się "odpępowić " od swoich dzieci przez co czynią je życiowymi
frustratami ...
Obserwuj wątek
    • mhm6 Bamboccioni po polsku 11.05.10, 15:21
      to chore, dorośli ludzie, którzy mają możliwość, a nie chcą być w pełni
      niezależni. Nigdy nie dadzą rady się całkowicie odpępić, jak tego nie zrobią
      za młodu.

      Każda taka sytuacja to patologia!
      • agagin Re: Bamboccioni po polsku 11.05.10, 16:00
        Rozumiem, ze mlodzi ludzie mieszkaja z rodzicami bo nie stac ich na
        wyprowadzke. Ale dobijajace jest to, ze zarabiaja na wlasne
        zachcianki a wcale nie dokladaja sie do budzetu domowego, nawet do
        rachunkow! "Kupuje kosmetyki do lazienki" ja przepraszam, ale co to
        za wklad? 50zl miesiecznie? Smieszne! Rodzice sami sobie tak
        wychowali, sami sie na to godza... zalosne mamninsynki.
        • jukej Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 16:16
          znam to z autopsji rodzinnej, brat nawet swojego komputera nie ma, bo
          skoro ma ojciec...to po co on ma wydawać kasę? za tp jeździ na wakacje,
          naturalnie wszystkie po 4-5 tys zł za tydzień. Samolot, ciepła plaża.
          Bajo bongo :)
    • tumoi Bamboccioni po polsku 11.05.10, 20:38
      ja od małego uczyłam córkę samodzielności, dziś ma 19 lat, nie robię
      jej śniadań ani kolacji, nie piorę, nie sprzątam jej pokoju i jej
      łazienki już od co najmniej 7-8 lat. W tym roku nie pójdzie na
      studia bo już wie, że będzie miała poprawkę z matury więc od
      września przeprowadza się do większego miasta do mieszkania po moich
      rodzicacch, gdy tylko zakończy wszystkie egzaminy zacznie szukać
      pracy. Znalazła już koleżankę, której wynajmie drugi pokój, żeby nie
      płacić samej całego czynszu. Jeżeli znajdzie pracę mało płatną
      pomogę jej trochę finansowo
    • daga_1 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 10:12
      Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności, tylko ze
      strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow. A jak mój syn
      wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z mieszkania, a
      właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara rudera.
      • c2h6 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 10:19
        daga_1 napisała:

        > Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności,
        tylko ze
        > strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow. A
        jak mój syn
        > wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z
        mieszkania, a

        Tak, tak. Żaden problem zrobić raz-dwa wyprowadzkę. I synuś potulnie
        weźmie tobołki i sobie pójdzie, wcale nie pójdzie na policję, prawda?

        > właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara
        rudera.

        Ktoś Ci kazał wynajmować drogą ruderę dla synusia? Utrzymanie domu
        kosztuje, a jeszcze trzeba będzie zrobić dodatkowy remont jak on się
        wyprowadzi. Dobrze jak nie będzie potrzeby wymiany zabrudzonej na
        śmierć kuchenki i lodówki.

      • luni8 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 12:57
        > Profesor opowiada bzdury. Wynajmujący nie zdzierają z pazerności,

        Oczywiście że nie z pazerności tylko chęci zysku.


        > tylko ze strachu przed niemożnością eksmitowania uciążliwych lokatorow.

        To powoduje że mniej osób decyduje się na wynajmowanie. Mieszkań jest więc mniej więc i koszt większy.

        >A jak mój syn
        > wynajmuje prawdopodobnie na czarno, to jaki problem wyrzucić z mieszkania, a
        > właściciel też zdziera. A to nie jest apartament tylko stara rudera.

        Też jest.
        Prawnie nie ma problemu z wyrzuceniem, gorzej jeśli prawo się dowie że ktoś tam mieszkał na lewo.
      • rasklaat Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 14:07

        "Ale dane GUS pokazują, że - tak jak w grze w 'komórki do wynajęcia' - mieszkań dla młodych nie wystarczy. Weźmy pod uwagę same małżeństwa - w zeszłym roku zawarto ich 256 tys. A oddano 160 tys. mieszkań. Do tego dochodzi 70 tys. rozwodów - mieli jedno mieszkanie, potrzebują dwóch. Mieszkań jest za mało."

        Jasne, i nikt nie umiera i nie zostawia po sobie mieszkania.
        • ojapierdziu Re: Bamboccioni po polsku 13.05.10, 10:12
          Jak umiera jedno z małżonków/mieszkańców to w mieszkaniu wciąz
          pozostaje reszta więc ze statystyk umieralności nic nie odczytasz.
          Musiałaby być kategoria zmarłych samotnie mieszkających osób z
          mieszkaniem.
    • jacekp1 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 10:29
      Warto też zwrócić uwagę na inny, dosyć oczywisty powód mieszkania z
      rodzicami - brak funduszy na wynajęcie lub własne mieszkanie. Ja
      dopiero kiedy znalazłem drugą pracę w weekendy wyprowadziłem się z
      domu rodzinnego do czynszowego mieszkania. Ale znam też osoby, które
      mogą się wyprowadzić, ale tego nie robią - np. dosyć zamożni rodzice
      kupili mieszkanie, a dziecko 30letnie woli spać u nich - to chyba
      rzeczywiście patologia, ale to chyba niezbyt powszechne. Pamiętam
      tylko, że kiedy mieszkałem z rodzicami wiele osób z zamożniejszych
      rodzin myślało, że tak chcę, a nie, że nie mam innej możliwości,
      błąd oceny rzeczywistości.
      • wt82 bo malo kogo stać żeby samodzielnie mieszkać 12.05.10, 11:37
        Co z tego, że mam pracę jesli nie starczy mi na wynajem mieszkania i
        życie na poziomie? Mieszkając z rodzicami, póki co stac mnie na
        ciuch,książke,wyjście do kina czy knajpy. Jeżeli się w tej
        chwili "usamodzielnię" to będzie pseudo-usamodzielnienie na
        zasadzie "od pierwszego do pierwszego". Takie są realia nie tylko w
        POlsce, w Hiszpanii i Włoszech jest to samo. Osobiście nie mam
        kompleksu życia z rodzicami, przynajmniej moge parę złotych odłożyć,
        wypwrowadzę się ale nie jest to wynik mojego chcenia lub niecgcenia
        a takich realiów.
        • haldeman79 Co zmieni się za kilka lat? 12.05.10, 17:34
          wt82 napisał:

          > Co z tego, że mam pracę jesli nie starczy mi na wynajem mieszkania i
          > życie na poziomie? Mieszkając z rodzicami, póki co stac mnie na
          > ciuch,książke,wyjście do kina czy knajpy. Jeżeli się w tej
          > chwili "usamodzielnię" to będzie pseudo-usamodzielnienie na
          > zasadzie "od pierwszego do pierwszego". Takie są realia nie tylko w
          > POlsce, w Hiszpanii i Włoszech jest to samo. Osobiście nie mam
          > kompleksu życia z rodzicami, przynajmniej moge parę złotych odłożyć,
          > wypwrowadzę się ale nie jest to wynik mojego chcenia lub niecgcenia
          > a takich realiów.

          Czy nawet kilkanaście? Twoje zarobki nagle wystrzelą w górę i będzie Cię stać?Co
          robisz aby było Cię stać?
    • jukej to gnoje 12.05.10, 10:39
      Mam taki przypadek w rodzinie, wypisz, wymaluj, gnój ma 35 lat,
      ciągle ze starymi, żre, śpi, odpoczywa w ich chacie, ma swój
      pokój, ojciec zrobi zakupy, on zeżre, w zimie, jak śnieg sypnie,
      ojciec leci odgarniać spod wjazdu, żeby debil mógł wjechać autem z
      pracy, a ojciec ma 70 lat i ledwo zipie. Właśnie dlatego
      wyjechałem z polski, bo miałem dość tej zdegenerowanej rodziny,
      zepsutej do szpiku kości. Matka z ojcem na zegarek każdy posiłek,
      każde zakupy, wyjscie, przyjazd do domu.
      Gdy byłem tam gościem, na parę dni, to się dusiłem. Nieraz jednego
      dnia nie mogłem wytrzymać. Zwykle, gdy przyjeżdżałem, to po to,
      żeby popracować w ogrodzie, bo trzeba to , trzeba tamto. Nawet,
      jak z Anglii przyjechałem na parę dni, to miałem u nich zajęcie.
      Gnój brat, nie robił nic, bo miał alergię, a to na trawę, a to
      uczyć się musiał, a to nie miał siły pracować, a to był w pracy i
      wracał późno. Dom miał w tyłku, rodziców też. Udaje albo nie
      dostrzega, jakim jest idiotą, niedorozwojem.

      Od początku swojej edukacji, czyli od szkoły podstawowej, rodzice
      na niego łożyli sporą kasę, na naukę, aparaty ortodontyczne. Przez
      szkoły podstawową, średnią, studia, praktyki, staże, aplikacje
      sędziowskie, radcowskie, nie robił w domu nic, kompletnie. W
      pewnym momencie złapałem się na tym, że przychodzę do rodziców,
      choć nie mieszkałem z nimi od 16-roku życia, po to, żeby umyć okna
      w domu, posprzątać, odkurzyć, matka mnie prosiła. Aż nadszedł
      moment, gdy zadałem sobie pytanie, co ja robię? Jestem jakimś
      wyrobnikiem? Mam wycierać tyłek młodszemu o prawie 10 lat bratu?
      To paranoja.
      Dobrze, że w porę to sobie uświadomiłem.

      Jakie numery wywijał jeszcze? Było tego dużo. Był i jest mrukiem,
      żyje z nimi i się do nich nie odzywa, nadal mało co robi w domu,
      zarabia całkiem nieźle, jak na polskie warunki i ani myśli iść na
      swoje.
      Podejrzewam, że nie miał w życiu nikogo, bo kto by chciał takiego
      nieudacznika?
      Każda kobieta czy facet, nie będzie zainteresowany związkiem z
      kimś niesamodzielnym, z odludkiem, z kimś niezaradnym. Potrafi
      tylko siedzieć w kancelarii, pracuje jak automat, bezmyślnie wraca
      do domu, patrzy co jest do zjedzenia, matka słyszy, gdy podjeżdża
      autem, to leci mu gotować obiad, żeby stał na stole, jak on
      wejdzie, umyje ręce i będzie gotowy go zjeść.
      Nienawidzę gnoja.

      Zrobiłem kiedyś awanturę, chciałem, żeby do nich trafiło, że
      wychowali debila, niedorozwoja, że wszystko robią nie tak, że są
      toksyczną rodziną. Matka mi płacze, że brat ich obraża, że ojciec
      despota też nie łatwy we współżyciu, że ma dość. Gdy ja próbuję to
      wyjaśnić ojcu, kontakt się urywa, na zasadzie obrazy, jak ja
      mogłem tak powiedzieć, a matka mówi, żebym się więcej nie wtrącał.

      To się nie wtrącam. Żyję z daleka od polski, nie mam ochoty na
      widzenia i kontakt z nimi, niech sobie Glowy pourywają, a nie
      kiwnę palcem.
      Dziś już na to jestem za mądry, za stary, żeby robi z siebie
      idiotę i wiem, że nie wrócę.
      W głowie często zapalała mi się czerwona żarówka, gdy byłem u
      nich, gdy były takie sytuacje, że ojciec prosił o to , czy tamto,
      bo on nie może, nie ma siły, jest alergikiem….. Wrzało we mnie,
      ale to był mój ojciec, więc starałem się pomóc jemu i matce nie
      patrząc na skretynienie brata.

      Ale wszystko ma, jak się okazuje swój czas.
      I on się skończył, gdy przejrzałem na oczy, czego życzę wszystkim
      zaślepionym źle pojmowanym rodzicielstwem oraz wyzyskiwaczom, w
      postaci dzieci.


      • yanca1 Re: to gnoje 12.05.10, 11:24

        Brawo jukej- rodzina zdegenerowana, a Tyś na ludzi wyszedł. A jak te 16 lat miałeś i wyszedłeś z domu to kto Cię utrzymywał? Tak szybko licząc +/- 30 lat temu początek lat 80. poszedłeś do pracy czy zdegenerowana rodzina opłacała internat i szkołę?
        Ja rozumiem, że nie podoba Ci się jak rodzice i brat ze sobą poczynają,ale skoro tak dawno jesteś poza domem to może nie wiesz wszystkiego, może obie strony z jakiegoś powodu (tajemniczego)są zadowolone z takiego układu. A może po prostu zazdrościsz bratu, ze mu tak wygodnie?
        Swoją drogą nieźle Ci się musiał chłopaczyna narazić przez te wszytskie lata - dawno nie czytałam postu z którego cieknie tyle jadu.
        • abccbaabccba Re: to gnoje 12.05.10, 12:59
          > Swoją drogą nieźle Ci się musiał chłopaczyna narazić

          Sam napisał, że nie chce wycierać d. bratu. Wniosek - kiedyś to robił.
          Ot, mamy motyw.
          • belle.du.jour Straszne polskie mamusie 12.05.10, 13:37
            kochają miłością zaborczą, uzależniają, wbijają w poczucie winy..
            przez wieczne wyręczanie we wszystkim ich dzieci nie mają poczucia
            własnej wartości i nie są w stanie podjąć prostych życiowych decyzji
            lub przeciwnie, wyrastają na bufonów przeświadczonych o tym, że są
            lepsi, mądrzejsi, i bardziej im się należy niż innym (przecież mama
            wiecznie to do głowy wbijała a sobie od ust odejmowała by synek miał
            wszystko czego chce). Ojcowie to inna sprawa: tradycyjnie w Polsce
            ojcowie nie mieli nic lub prawie nic do powiedzenia w domu,
            szczególnie jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Siedzą teraz tacy
            rodzicom na głowach pod różnymi pretekstami.. a to mieszkania za
            drogie, a to miłość rodzicielska za wielka. A co to wynająć z
            kolegami nie można? Moja córka wyjechała na studia do Londynu i sama
            musiała o wszystko zadbać na miejscu, z naszą finansową pomocą
            oczywiście ale jednak tylko częściową: pracuje i zarabia na siebie,
            studiuje na dziennych i trudnych studiach, organizuje koncerty i
            udziela się społecznie. Nie była przebojowym dzieckiem, wręcz
            przeciwnie. A teraz nie wyobraża sobie życia na garnuszku u mamy i
            ma poczucie tego, że da sobie radę. U moich znajomych mam wywołuje
            to przerażenie.. jak to, dziecko samo w wielkim mieście? Większość z
            nich kontroluje swoje dzieci w imię miłości oczywiście.. a w gruncie
            rzeczy bo nie chcą odciąć pępowiny. Nie potrafią zrozumieć, że robią
            tym dzieciakom krzywdę traktując je bez końca jak bobasy.
            • jukej Re: Straszne polskie mamusie 12.05.10, 16:23
              popieram, co napisałaś, w moim przypadku to jednak ojciec ma głos w
              domu, a matka zrobiła z siebie kurę domową, bo jej było tak wygodnie w
              życiu, on wszystko brał na siebie, zarabianie, zakupy.
              Teraz przyjdzie jej płacić za tą wygodę.
      • norymberga3 jukej - wpółczuję! 12.05.10, 11:36
        Opisujesz taką pełzającą patologię, godną horroru psychologicznego.
        Dobrze, że tak wcześnie mogłeś się z tego zaklętego kręgu wyrwać i
        uniezależnić od toksyczności układów rodzinnych. Nienawidzić
        własnego brata, odczuwać pogardę pomieszaną z litością w stosunku do
        rodziców... jednak na Ciebie też to przeszło. Postaraj się
        poluzować, pójść na dystans psychiczny, oddalenie fizyczne to nie
        wszystko. Jeśli Twoim rodzicom jest dobrze w roli podnóżków
        rodzinnego tyrana? Są chyba za starzy na zmiany. Twoja chwila
        satysfakcji nadejdzie, kiedy rodziców już nie będzie,
        sprzedacie "spokojną przystań" jako spadkobiercy i każdy pójdzie w
        swoją stronę.
        • effata Re: to gnoje 12.05.10, 15:31
          bubster napisała:

          > Dobrze, że dałeś sobie z tym radę. Gratuluję.

          Dyszenie nienawiścią to jest 'danie sobie rady'? hmm... nie sądzę

          ***********************************************************
          Rozumu nie można zastąpić wiedzą o tym, jak należy myśleć.
          Linkownia
          Don't guess
        • rozterka47 Re: to gnoje 12.05.10, 15:36
          Gdyby naprawdę dal sobie z tym radę, nie napisałby postu o takim
          ładunku nienawiści. On sobie nie dał rady , psychicznie oczywiście.
          On ciagle jest dzieckiem , mającym pretensje do rodziców i
          zazdrosnym o brata. Rodzice pewnie więcej poświęcali młodszemu
          bratu , może z uwagi na jego alergię , a on to pewnie sprytnie
          wykorzystał i wykorzystuje do dzisiaj. Rodzice przywykli do tego
          stanu i pewnie trudno im wyobrazić sobie inny układ. Jak ich braknie
          egoistyczny synuś całkiem zagubi się w zyciu i zdziwaczeje do końca.

          Odpuść sobie tą nienawisc, ona Tobie zatruwa zycie. Rodzice pewnie
          nawet nie zdawali sobie sprawy , ze cię krzywdzą. Może uważali ,że
          samodzilniejsze dziecko lepiej sobie radzi więc nie potrzebuje
          takiej uwagi i starań z ich strony. To czesty błąd rodziców.
          A brata samo zycie ukara.
          Powodzenia.
          • jukej Re: to gnoje 12.05.10, 16:10
            odpowiem ogólnie wszystkim.
            ja też chorowałem od dziecka, na astmę, wtedy jeszcze nie było takich
            leków, jakie są teraz, dusiłem się, lało mi się z nosa, oczu, byłem
            nieprzytomny i byłem sam z tą chorobą, medycyna była w powijakach,
            chodziłem naszprycowany jakimiś tabletkami, ale mało pomagały. Nie
            było inhalatorów, były leki usypiające. Mimo to, że byłem uczulony na
            kurz, co było widać bez badań, nie oszczędzałem się, zawsze robiłem
            tak, żeby pomóc rodzicom, trzepanie dywanów, itd.
            Z powodu astmy byłem słabeuszem, ale się starałem, bo byłem
            przekonany, że tak trzeba, że taka jest moja rola, jako syna. Nikt,
            ojciec, czy matka, wtedy mi nie powiedzieli, żebym coś odstawił,
            zostawił, itd. bo mi się pogorszy.
            Dopiero, gdy dorosłem, to zrobiłem sobie badania i było czarno na
            białym, że kurz to dla mnie=duszenie się. Nikt kto tego nie przeżył,
            nie ma pojęcia, co to jest mieć płaski oddech i modlić się nie
            wiadomo do kogo o to, żeby móc normalnie oddychać.
            ON nie miał takich problemów, też jest alergikiem, ale nie
            astmatykiem. Jednak od zawsze był chroniony.
            Nie zieję jadem, ani nienawiścią. Pisze to do artykułu, jaki się
            ukazał, starając się uzmysłowić innym, jak można komuś schrzanić
            życie.
            On też ma życie do bani, bo jak zostanie sam, jak rodzice umrą, to
            nawet kasa po spadku mu ni pomoże w przeżyciu.
            Z jednej strony on na nich warczy, nie odzywa się, robi dzikie
            awantury, że np ktoś użył jego szamponu, podczas gdy za nic nie
            płaci, z drugiej oni to tolerują. To normalne?
            Nie ma we mnie zazdrości, wręcz przeciwnie, jest zdumienie, irytacja,
            niedowierzanie, oburzenie.
            Rodzice nie są głupi, to inteligentni ludzie, ale widać człowiek
            prosty bardziej będzie potrafił wychować dziecko niż ktoś po
            studiach, oblatany, oczytany, komu się tylko wydaje, że dorósł do
            ojcostwa.
            Sam nie mam dzieci, ale gdybym miał, tobym nigdy nie popełnił takich
            błędów, nigdy bym dziecka nie stawiał na piedestale, ale też dałbym
            tyle miłości, ile trzeba, żeby czuło się kochane ... ale reszta
            należy do niego, to jak i z kim ułoży sobie życie.

            Co do niektórych postów, to śmiać mi się chce z waszych wniosków
            obserwacyjnych. Parę osób zrobiło z siebie idiotów/tki, niepotrzebnie
            bierzecie się za osądzanie, widać, że o życiu nie macie bladego
            pojęcia. O nietykiecie już nie wspomnę.
          • jukej Re: to gnoje 12.05.10, 20:12
            w życiu nie potrzebowałem nic ponad akceptację rodziców, chciałem,
            żeby byli ze mnie dumni, choć raz, niestety nie udało się, skupili
            się na bracie, na sobie, mówi się trudno. Myślę, że to będzie we
            mnie tkwiło przez dłuższy czas, każdy chce, pragnie, żeby najbliżsi
            go dostrzegli, pochwalili za coś, żeby człowiek znał swoją wartość.
            Nie mogłem im zaimponować, może to moja wina, całkiem możliwe, nie
            mam jakichś specjalnych talentów, jedynie dobre chęci, a dobrymi
            chęciami, jak to mówią, jest piekło wybrukowane.
        • jukej Re: to gnoje 12.05.10, 16:28
          dzięki, dałem sobie radę, choć wiele mnie to kosztowało zdrowia,
          nerwów, nabawiłem się nerwicy, depresja....
          Jednak to, co najważniejsze, mam za sobą.
          Czasami tylko gdzieś jest żal starszego człowieka, który skacze koło
          młodego. Ale mnie już przy tym nie ma i to jest najważniejsze.
      • haldeman79 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:18
        annataylor napisała:

        > problemem tych ludzi jest brak pracy, niezależności finansowej. takie
        > mamy czasy, ludzie po studiach 1200-1500 zł zarabiają... to gdzie się
        > mają wyprowadzić?

        Brak samodzielności to nie tylko brak własnych czterech kątów ale również
        oczekiwanie, że ktoś podda Ci jedzenie pod nos i posprząta po Tobie.
        • mondego1 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:32
          Niesamodzielnosc swoja droga ale czasami nie dziwie sie, ze dorosle
          dzieci zostaja z rodzicami. Zamiast wyrzucac pieniadze w bloto za
          wynajem jakiejs nory ,za ciezka kase, odkladaja na swoje
          mieszkanie.Rodziny wielopokloeniowe w jednym domu czasmai to dziala,
          tylko tzeba ustalic granice i nie wykorzystywac sie na wzajem.
          • pochodnia_nerona Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 13:47
            No ja np. nie odkładam, ale DOKŁADAM bez przerwy - no, rozumiem, że jem,
            mieszkam, kąpię się w ciepłej wodzie, to i mój pobyt kosztuje. Oprócz tego
            sprzątam, piorę, więc nie jestem darmozjadem. Ale nie mogę się usamodzielnić,
            miałam słabo płatną pracę, którą straciłam. Mimo dobrego wykształcenia, nie mogę
            znaleźć innej. To co mam robić, iść pod most, czy mieszkać z mamą?
            • rock73 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 16:12
              To jeszcze zależy co uważasz za dobre wykształcenie. Sam tytuł "mgr" to za mało,
              musisz mieć jeszcze potrzebne pracodawcy umiejętności i doświadczenie oraz
              odpowiedni kierunek studiów. Owszem, napiszesz, że skąd masz je mieć, skoro nie
              masz pracy - ale też z drugiej strony pracodawca nie jest od tego, żeby Ci to
              zapewnić.
              • pochodnia_nerona Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 21:43
                Prawda jest taka, że w obecnej chwili na rynku pracy brakuje ofert dla osób z
                moim wykształceniem (ale pal je licho) i UMIEJĘTNOŚCIAMI. Jest pełno dla
                przedstawicieli handlowych, ale do tego tez trzeba się nadawać, prawda? Dziwnym
                trafem moi przyjaciele też mają podobne problemy... a mają różne wykształcenie,
                nie są tez leniami. To znaczy, że chyba z pracą, płacami i cenami mieszkań jest
                coś nie teges, a nie z nami?
                • haldeman79 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 22:06
                  pochodnia_nerona napisała:

                  > Prawda jest taka, że w obecnej chwili na rynku pracy brakuje ofert dla osób z
                  > moim wykształceniem (ale pal je licho) i UMIEJĘTNOŚCIAMI. Jest pełno dla
                  > przedstawicieli handlowych, ale do tego tez trzeba się nadawać, prawda? Dziwnym
                  > trafem moi przyjaciele też mają podobne problemy... a mają różne wykształcenie,
                  > nie są tez leniami. To znaczy, że chyba z pracą, płacami i cenami mieszkań jest
                  > coś nie teges, a nie z nami?

                  Nie teges jest z Twoim wykształceniem. Możliwy wybór nie kończy się na byciu
                  handlowcem, nawet się na tym nie zaczyna. Ale najlepiej jest stwierdzić, że na
                  ludzi z takimi umiejętnościami nie ma zapotrzebowania i czekać na Bóg wie co,
                  zamiast przyswoić sobie potrzebne umiejętności.
                  • pochodnia_nerona Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 22:48
                    Przyswoić umiejętności, OK, tylko za co? Kolejne studia? A skąd na to kasę? Kurs
                    w moim PUP-ie to obsługa wózków widłowych i takie tam :-) Oczywiście, że próbuję
                    szukać pracy POZA moim wykształceniem i dziedziną studiów, ale nie zdobywam jej
                    ze względu na to, że... mam za wysokie wykształcenie. Ekstra, nie?
      • e-go Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:48

        tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
        skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
        kolegami wynająć mieszkanie na spółkę... wystarczy chcieć
        u nas każdy ma coś na swoje usprawiedliwienie - na usprawiedliwienie
        swojego wygodnictwa, niestety...
        w Niemczech to wstyd mieszkać z rodzicami, w Polsce to standard
        • c2h6 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 12:00
          e-go napisała:

          >
          > tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
          > skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
          > kolegami wynająć mieszkanie na spółkę... wystarczy chcieć
          > u nas każdy ma coś na swoje usprawiedliwienie - na
          usprawiedliwienie
          > swojego wygodnictwa, niestety...
          > w Niemczech to wstyd mieszkać z rodzicami, w Polsce to standard

          Und? Czy to ma być jakiś argument?
        • rabart Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 17:01
          A w Polsce wstyd jest bekać i pierdzieć przy stole, a w Niemczech to standard. I ?
          Poza tym mieszkania w Niemczech są tańsze niz w Polsce cwaniaku.
          I to w realnych cenach, nie w przełożeniu na relacje pensja/cena.
          • ufffaa Re: Bamboccioni po polsku 14.05.10, 18:14
            Rabart, Twoje wyobrazenie o zyciu w Niemczech jest falszywe. Opisane przez
            Ciebie maniery odnosnie zachowania przy stole sa m n i e calkowicie nieznane,
            aczkolwiek zyje w Niemczech od bez mala trzydziestu lat. Jezeli w ogole
            kiedykolwiek znalazles sie przy jednym stole z Niemcami i stad Twoje wnioski,
            musieli to byc ludzie wrecz asocjalni. Mieszkania w Niemczech sa z n a c z n i
            e drozsze niz w Polsce. Moj czynsz wynosi 1200 euro za 90 metrow kw. Gdyby
            ludzie mieszkajacy w Polsce musieli tyle placic, tylko nieliczni byliby w stanie
            na to zarobic. Zejdz na ziemie i nie naginaj faktow do swoich wyssanych z palca
            teorii.
            • rabart Re: Bamboccioni po polsku 14.05.10, 20:04
              . Mieszkania w Niemczech sa z n a c z n i
              > e drozsze niz w Polsce.

              Po co kłamać?

              wyborcza.biz/biznes/1,101562,4283444.html\
              Mieszkania w Warszawie są już jednymi z najdroższych w Europie. Warszawiacy mogą
              pozazdrościć zwłaszcza Berlińczykom, bo nie dość, że mają oni dużo wyższe
              zarobki, to jeszcze w stolicy naszych zachodnich sąsiadów mieszkania są tańsze
            • jjawor Re: Bamboccioni po polsku 14.05.10, 21:49
              Sorki gdzie mieszkasz, że masz tak wysoki czynsz??? Ja mieszkam w 500 000 mieście w Zagłębiu Ruhry, w dobrej dzielnicy i Warmmiete mam 760 euro (a mieszkam z rodziną). I muszę powiedzieć, że faktycznie jest tu częstą sprawą mieszkanie w kilka osób, ale obserwuje się wzrost ilości dorosłych po 25 roku życia mieszkających w rodzinnych domach, być może tendencję zawyża była NRD, ale i na zachodzie trudniej się usamodzielnić młodym niż jeszcze 10 lat wcześniej.
              • ufffaa Re: Bamboccioni po polsku 14.05.10, 23:26
                Jjawor, mieszkam w Berlinie. Czynsz wzrasta co roku procentualnie
                (Staffelmietvertrag). Przez kilkanascie lat zdazyl osiagnac ten poziom.
                Mieszkanie jest zlokalizowane w tzw. Lage 1a, a suma, ktora wymienilam odnosi
                sie do Miete brutto. Do tego dochadza koszty wody i ogrzewania. Jezeli czytales
                posty Rabarta, to przypuszczam, ze jezeli w ogole kiedykowiek byl np. w
                Berlinie, to zna z autopsji jedynie ochydne zaulki w dzielnicach typu Neuköln
                albo Wedding.
                Pozdrawiam :-)
                • kapciowa Re: Bamboccioni po polsku 24.05.10, 14:48
                  Neukölln nie Neuköln jak juz...

                  W Berlinie czynsz jest tanszy niz na zachodzie Niemiec, raczej ty masz
                  niewielkie pojecie o kosztach w Niemczech i w Polsce. Mieszkam w dzielnicy
                  Charlottenburg, Altbau, 2 pokoje 60m kw, czynsz 340€ plus gaz i prad.
                  Moje poprzednie mieszkanie w tej samej okolicy: kawalerka 36m kw, 220€ plus gaz
                  i prad...
        • listekklonu Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 19:15
          > tylko że Ci młodzi ludzie nie muszą wynajmować sami mieszkania -
          > skoro nie stać ich na to, mogą w porozumieniu z koleżankami lub
          > kolegami wynająć mieszkanie na spółkę...

          Gdybym miała mieszkać z koleżankami, to już naprawdę wolałabym zostać z rodzicami.
            • echtom Re: Bamboccioni po polsku 13.05.10, 11:34
              Dlaczego "kretynkach"? Dlaczego mieszkanie razem z rodzicami i
              dzielenie z nimi kosztów utrzymania to patologia, a robienie tego
              samego z koleżankami/kolegami to dorosłość? Było juz parę postów, że
              taki układ często się opłaca finansowo obu stronom. Bez sensu
              jest utrzymywać dla zasady dwa domy, jeśli można podzielić się
              jednym.
              • haldeman79 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 18:18
                rabart napisał:

                > W takich kamienicach mieszkają studenci a potem korpoludki we Wrocławiu np:
                > wroclaw.hydral.com.pl/foto/54/54150.jpg

                Nie jest źle, wystarczy zakasać rękawy...Nie lepiej narzekać,że się nie da bo
                jedyna alternatywa to rudera.
                  • haldeman79 Będzie historyjka. 12.05.10, 18:39
                    rabart napisał:

                    > Zakasać rękawy do czego?
                    > Wiesz jak tam śmierdzi moczem w bramie i jaki grzyb jest w środku?

                    Moja żona ma kuzyna, który od rodziców dostał..i tu proszę się skupić stary
                    chlew
                    stojący na ich działce. Dla nieuświadomionych, chlew to takie miejsce
                    gdzie z reguły jest dużo gówna a i śmierdzi również odpowiednio.

                    Gość nie powiedział, że nie będzie tam mieszkał, tylko wszedł do środka, wywiózł
                    co było do wywiezienia, skuł co było do skucia, wytynkował a potem dobudował co
                    było trzeba i dziś nikt kto nie zna tej historii nie uwierzy, że dom w którym
                    mieszka był kiedyś chlewem.

                    Oczywiście Ty znowu mi napiszesz, że u Ciebie śmierdzi moczem a Ty po 2
                    fakultetach i z 2 językami ani nic z tym nie zrobisz ani nie poszukasz czegoś
                    innego, ponieważ wszystkie kamienice we Wrocławiu śmierdzą a jak nie to kosztują
                    niebotyczne pieniądze.
                    • rabart Re: Będzie historyjka. 12.05.10, 18:56
                      Acha-rozumiem że wynajmujący tam mieszkania mają odbudować kamienice własnym
                      wysiłkiem rąk. Pomysły rodem z myśl przywódcy Czerwonych Khmerów.
                      Nie mówiąc o tym że byłaby to samowolka budowlana i policja by się tym szybko
                      zainteresowała w środku miasta.

                      > co było do wywiezienia, skuł co było do skucia, wytynkował a potem dobudował co
                      > było trzeba i dziś nikt kto nie zna tej historii nie uwierzy, że dom w którym
                      > mieszka był kiedyś chlewem.
                      To niech poczeka, aż mu władza ten dom zburzy jako samowolkę budowlaną, mądralo.

                      > Oczywiście Ty znowu mi napiszesz, że u Ciebie śmierdzi moczem a Ty po 2
                      > fakultetach i z 2 językami ani nic z tym nie zrobisz ani nie poszukasz czegoś
                      > innego, ponieważ wszystkie kamienice we Wrocławiu śmierdzą a jak nie to kosztuj
                      > ą
                      > niebotyczne pieniądze.
                      Bo tak jest?
                      • watersnakes2 Re: Będzie historyjka. 15.05.10, 12:17
                        > Acha-rozumiem że wynajmujący tam mieszkania mają odbudować
                        kamienice własnym
                        > wysiłkiem rąk.

                        Co za bzdura.
                        Mieszkam w starej kamienicy w centrum Lublina. W bramie tez pito i
                        sikano, ale jakos nowym lokatorom (w tym mnie) udalo sie wymoc na
                        administracji instalacje bramy czy czestsze patrole policji. I wierz
                        mi, ze wymagalo to od nas tylko dobrych checi, kilku pism,
                        cierpliwosci i (tu uwaga!) ANI GROSZA (oprocz kilku znaczkow).

                        Czyli mozna chciec, tylko wystarczy tylek sprzed komputera ruszyc.
              • haldeman79 Re: Bamboccioni po polsku 26.05.10, 11:19
                three-gun-max napisał:

                > Nie demagogia tylko 10/10 :)

                Demagogią jest przeciwstawienie mieszkania z rodzicami, mieszkaniu w ruderze.
                Wystarczy zapytać zamiast przyklaskiwać nie rozumiejąc o czym toczy się dyskusja.
        • jednorazowy3 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 17:31
          Ale po co? Nie rozumiem niechęci ludzi do własnych rodziców? Czyżby wszyscy z tego forum żyli w patologicznych rodzinach czy co?
          Rozumiem, że jak ktoś mieszka z rodzicami, a matka mu ścieli łóżko to to jest chore ale nie sam fakt mieszkania.
      • abccbaabccba Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 13:14
        Masz rację, ten artykuł to już trzeci, robiony według tego samego
        szablonu. Ba! Jest to nawet rodzaj plagiatu - te same zdania, takie
        same argumenty, powoływanie się na Włochów (czemu nie Pigmejów?!)

        Problem numer jeden - ceny mieszkań - taniej kosztowałyby mieszkania,
        gdyby były budowane z telewizorów plazmowych. Bo cena telewizora o
        ekranie powyżej 1 metra kwadratowego już dawno spadła poniżej ceny
        jednego metra kwadratowego mieszkania. Kto winien? Ten, kto nie
        potrafi rozbić kartelu budowlanego - 100% zmowy, zero rzeczywistej
        konkurencji, dzięki bankom można wywindować było ceny do nierealnego
        poziomu.

        Problem numer dwa - wspólne mieszkanie z rodzicami niekoniecznie
        oznacza że samo mieszkanie jest rodziców. Są różne sytuacje, bywa że
        to rodzice są "na wycugu" u dzieci. Przy obecnym poziomie emerytur to
        chyba nic dziwnego. Czy jest patologią, że mając tzw. kasę i
        mieszkanie - ktoś pozwala mieszkać swoim rodzicom ze sobą?

        Problem numer trzy - rodzina to niekoniecznie on+ona+pies. Czasem są
        jakieś dzieci, czasem są rodzice, czasem może to być nawet kuzyn czy
        ciotka. Albo prababcia, rodzeństwo. Nie wiem jaki uraz psychiczny ma
        autor artykułu - że uważa iż posiadanie rodziny jest wstydliwe. Złe
        jest jeżeli ludzie mieszkają w nadmiernym zagęszczeniu, bez bieżącej
        wody, prądu, ogrzewania. Ale jeżeli mają duży dom - to co złego że w
        tym "dworku" mieszka kilka pokoleń, że przyjeżdżają krewni?! Taki
        styl życia jest tradycyjny dla Polaków - wystarczy przeczytać "Pana
        Tadeusza". Komu zależy na rozbijaniu więzi i niszczeniu wartości?
          • abccbaabccba Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 23:32
            Nota bene, objawy jakie miałeś to nie astma, hipochondrykiem jesteś i
            to z odchyleniami w kierunku poważniejszych jeszcze, psychicznych
            dolegliwości. Nijak nie można zrozumieć, jak twoje nieudane, chore,
            zmarnowane życie ma nas przekonać, że masz rację.

            Widzisz - mógłbyś mieć pięciu braci! I do tego wszyscy bliźniacy! I
            do tego - każdy z innego ojca! A ty, typowy goguś-jedynak do lat 10,
            z jednym bratem nie potrafił wytrzymać. Modelowy przypadek patologii.
            • c2h6 jukej Bambocciono 13.05.10, 12:15
              abccbaabccba napisał:

              > Nota bene, objawy jakie miałeś to nie astma, hipochondrykiem
              jesteś i
              > to z odchyleniami w kierunku poważniejszych jeszcze, psychicznych
              > dolegliwości. Nijak nie można zrozumieć, jak twoje nieudane,
              chore,
              > zmarnowane życie ma nas przekonać, że masz rację.
              >
              > Widzisz - mógłbyś mieć pięciu braci! I do tego wszyscy bliźniacy!
              I
              > do tego - każdy z innego ojca! A ty, typowy goguś-jedynak do lat
              10,
              > z jednym bratem nie potrafił wytrzymać. Modelowy przypadek
              patologii.

              Bardzo słuszne spostrzeżenie. Pobył sobie jedynakiem i tak mu się
              spodobało, że kiedy pojawiła się konkurencja od razu ją
              znienawidził. Dlatego teraz cokolwiek ten niedobry brat zrobi
              będzie, oczywiście, niedobre. A on, biedactwo, musiał aż do Hameryki
              uciekać. Jak wielu frustratów przed nim.
    • malpieldzekson Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:32
      Nie trzeba mieszkać z rodzicami i nie zarabiać żeby być ciągle na pępowinie.
      Ja jestem najmłodszy (sporo młodszy od dwóch pozostałych braci). Skończyłem
      już studia, tak jak rodzeństwo, w innych miastach. Zarabiam jak na kawalera
      sporo. Ale tak na prawdę nie umiem sam podjąć żadnej decyzji, niczego
      załatwić. Wszystko musi za mnie ogarniać matka. Bardzo mnie to frustruje. ;\
      • norymberga3 nie szukaj usprawiedliwień 12.05.10, 11:45
        Jeśli starczyło Ci inteligencji i siły przebicia na skończenie
        studiów, to jesteś zdolny do podejmowania decyzji i załatwiania
        bieżących spraw. Tylko nie chcesz się w to bawić, bo taki macie
        układ z mamą. Ona na pewno jest w swoim żywiole, czuje się potrzebna
        i wiele dobrego czyni dla ukochanego synusia. Ale Ty zdecydowanie
        potkniesz się na tym. Jakikolwiek poważny związek jest skazany na
        katastrofę, kiedy tylko kobieta zwietrzy, że jej partner się nie
        odpępowił.
      • jukej Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 16:32
        może to kwestia Twojego młodego wieku, nie wiem ile masz lat, ale i tak
        radzisz sobie finansowo, jesteś samodzielny, a to, że mama Ci doradzi,
        to nie ma w tym nic złego, wierz mi, to są dwie różne rzeczy o których
        tu piszemy.
        Gratuluję samodzielności i głowy na karku.
    • pazza.eu Pozwol dorosnac swojemu dziecku! 12.05.10, 11:41
      Aby nauczylo sie chodzic - musialas postawic je na zieni i puscic, aby zrobilo pierwsze kroki samodzielnie.
      I spodobalo mu sie, chociaz kosztowalo wiele upadkow na pupe.
      Tak samo z samodzielnoscia. Czuwaj z daleka, ale nie podtrzymuj. Musi poczuc smak odpowiedzialnosci i radosc, ze cos mu sie w koncu samemu udalo!!!
      A jesli dziecko nie chce byc samodzielne, to najprosciej naklonic go do doroslosci limitujac opieke: gdy przestanie sie czuc w domu jak w bezplatnym hotelu, gdy bedzie musial ponosic polowe kosztow utrzymania(czynsz, media, koszty jedzenia, prania itp), gdy bedzie musial dotrzymywac "regulaminu domu"(tzn pory powrotow, zakupow, posilkow itp), gdy bedzie mial okreslone obowiazki - to zrozumie szybciutko, ze lepiej samemu... bo przynajmniej nikt mu zrzedzic nie bedzie nad glowa.
      I O TO CHODZI!!!! :)
      Pozdrawiam
      PS. A smutek, gdy dziecko sie wyprowadza - mija szybko... i jesli po miesiacu - podczas wizyty rozwali sie na wersalce zbyt dlugo - sami zapytacie: "Ty nie masz wlasnego domu?" hihihihihi
    • mg-27 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:48
      Ja tez mieszkam z rodzicami i to z mezem i dzieckiem - nie z wygody
      lecz z braku mozliwosci posiadania wlasnego mieszkania... I wiem ze
      jeszcze kilka lat tak bedzie...
      • malpieldzekson Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:55
        W czasach powojennych, dość długo, mieszkano w kilka pokoleń w jednych
        mieszkaniach..bo nie było innych opcji. Moi rodzice po ślubie mieszkali kilka
        lat z dwójką dzieci, ciotką i rodzicami w 3pokojowym mieszkaniu..
      • cilri Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 11:55
        ja neistety też mieszkam wraz z mężem i dzieckiem u rodziców - nie z
        wygody ale z braku szansy na inne mieszkanie. niestety, nie mam
        takiego farta jak większość moich znajomych i rodzice (ani moi ani
        męża)nie kupili nam mieszkania w prezencie ślubnym. bardzo
        chciałabym się wyprowadzić ale niestety nie mam narazie szans :(
        • pencerfum Ręce opadają 12.05.10, 12:51
          Rodzice Wam mieli kupić mieszkanie w prezencie ślubnym? Żartujesz? A trzeba było
          samemu zarobić na to mieszkanie przed ślubem! Uzupełnić braki w edukacji, z
          uporem szukać lepszej pracy i zapracować na mieszkanie. Zakładać rodzinę w
          warunkach, w których można ją założyć. A nie wprowadzać się do rodziców i czekać
          na co? Na farta, aż przyjdzie?
          Uff...
          • jednorazowy3 Re: Ręce opadają 12.05.10, 17:37
            W kapitalizmie struktura społeczna jest mniej więcej stała. Choćby było 100% geniuszy z tytułem profesora to struktura zarobków byłaby podobna do dzisiejszej. Zatem rozpatrując problem w skali ogólnokrajowej Twoja propozycja jest bezsensowna bo nic nie zmienia.
        • belle.du.jour Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 13:44
          cilri napisała:

          > ja neistety też mieszkam wraz z mężem i dzieckiem u rodziców - nie
          z
          > wygody ale z braku szansy na inne mieszkanie. niestety, nie mam
          > takiego farta jak większość moich znajomych i rodzice (ani moi ani
          > męża)nie kupili nam mieszkania w prezencie ślubnym. bardzo
          > chciałabym się wyprowadzić ale niestety nie mam narazie szans :(

          JA TEZ nie dostałam mieszkania w prezencie od rodzicow ale na Boga,
          czy to powód by mieszkac z rodzicami??? Czy jesteście dorośli czy
          tylko bawicie sie "w dom"? Wynajmuje się, bierze się kredyt.. małe,
          ciasne ale własne.. może dalej od centrum ale na swoim.
          • echtom Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 14:09
            > Wynajmuje się, bierze się kredyt.. małe, ciasne ale własne.. może
            dalej od centrum ale na swoim.

            I dobrze, ale to nie musi być życiowym priorytetem. Zdarzają się
            ludzie, którzy potrafią się dogadać pod jednym dachem z rodzicami, a
            nawet z teściami. Dzielą koszty utrzymania i obowiązki, szanują
            nawzajem swoją prywatność i wszyscy są z takiego układu zadowoleni.
            Bo to już nie jest układ rodzic-dziecko, tylko dorosły-dorosły w
            jednym domu. To trudne, ale widocznie możliwe, skoro znam takie
            rodziny.
          • kamilo_82 Re: Bamboccioni po polsku 13.05.10, 13:01
            bubster napisała:

            > Moi tez mi nie dali mieszkania w prezencie ślubnym.
            > Ciężko pracowałam, wzięłam kredyt i mam mieszkanie.
            > Da się, ale trzeba chcieć.

            I mieć szczęści / znajomości aby dostać odpowiednio płatną pracę albo też
            obydwie rzeczy na raz.

            A dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.
            • haldeman79 Re: Bamboccioni po polsku 13.05.10, 15:32
              kamilo_82 napisał:

              > I mieć szczęści / znajomości aby dostać odpowiednio płatną pracę albo też
              > obydwie rzeczy na raz.
              >
              > A dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.

              Znajomości pominę bo nie ma co komentować. Interesuje mnie co oznacza mieć
              szczęście?
    • teyoo kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzicami 12.05.10, 11:59
      "Mieszkanie z rodzicami w dorosłym życiu to patologia?"

      Nie, wy kretyni. To czasem finansowa konieczność. Łatwo jest zarabiać 5-6k i z uśmieszkiem pełnym wyższości rzucać tekstami o "patologii". Spróbujcie sobie w takim razie pomieszkać sami, zarabiając wynagrodzenie w wysokości minimalnej (netto ok.900zł). Darujcie sobie teksty "to znajdź lepszą pracę" bo wcale o to nie tak łatwo.
      Ja mieszkam z rodzicami w domku. Tak się składa, że za tę badziewną pensję, jaką raczą rzucić pracodawcy, nie dałabym rady utrzymać się sama. To co, mam w imię ideałów mieszkać twardo pod mostem, byle nie z rodzicami?? Daję im co miesiąc trochę kasy (zrzutka na opłaty:) i mieszkamy sobie razem. Tak jest ekonomiczniej - także dla rodziców, którzy sami z emerytury też by nie utrzymali całego domu.
      Nie mylcie mieszkania z rodzicami z brakiem samodzielności. W Polsce po prostu czasem inaczej nie można - ceny mieszkań, wynajmów - zabijają:/
      Widzę, że to kolejna krucjata Agory - byle tylko wmówić wszystkim, którzy mieszkają z rodzicami, że są infantylni, źli, i powinni się wstydzić, bo nie pasują do jedynej słusznej opcji Agory:/ I zawsze te tendencyjne tekściki o 'praniu skarpetek' i tym podobnych. A ilu facetom skarpetki pierze żona - i to jest takie DOROSŁE? Haha, zmiana matki na żonę.. no porażające. Mnie zwisają wasze złośliwości, bo jak się mieszka z innymi osobami, to normalny jest podział obowiązków. Np. ta osoba myje naczynia, inna pierze czy sprząta, i po co robić z tego wielkie halo? Czy będę bardziej wartościowa dla Agory, jak się wyprowadzę do bloków i zamieszkam samotnie w małej klitce, będę sobie prała te przysłowiowe skarpetki i gotowała obiadziki wieczorem?
      Agora jak zwykle buja gdzieś w obłokach, nie zna rzeczywistości, w której żyją miliony Polaków - tej, w której zarabia się marną kasę i nie ma widoków na lepsze warunki. Tak po prostu czasem bywa.
      • julita165 Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 12:23
        A co powiecie o takiej sytuacji: mieszkanie z rodzicami przez kilka lat po
        studiach. Nie ma co ukrywać, z braku kasy, może nie na to, żeby jakkolwiek żyć
        ale żyć na dotychczasowym poziomie jaki zapewniali rodzice podczas nauki. W
        końcu jednak gotowość do wyprowadzki, a tu jedno z rodziców umiera, a drugie na
        emeryturze nie jest w stanie utrzymać domu, domu z którym jest bardzo związane
        emocjonalnie i nie wyobraża sobie życia na stare lata w blokach. Więc decyzja:
        zostajemy razem choć to decyzja podyktowana tylko i wyłącznie troską o rodzica.
        Czy to też jest patologia ?
      • anaisanais96 Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 12:27
        nareszcie jakiś rozsądny głos. Ja również uważam że Polski nie ma co porównywać
        np.do Niemiec bo tam życie zupełnie inaczej wygląda niż u nas. Rodzice też są
        zadowoleni , że mieszkają z dziećmi bo sami nie daliby rady finansowo. Ci którzy
        piszą ze patologie jest mieszkać z rodzicami to zapewne ludzie zarabiający co
        najmniej 3000 netto i mogący sobie pozwolić na luksus mieszkania samemu. Moi
        bracia czy kuzyni zarabiający 1200-1600 na rękę mają iść mieszkać osobno? za co
        ? przecież wynajęcie zabrałoby im cała wypłatę.

        A tak poza tym to widzicie co dało to powszechne branie przez młodych ludzi
        kredytów na mieszkania. Ogólny kryzys światowy. co z tego że taki młody człowiek
        wyprowadzi sie jeśli potem ledwo wiąże koniec z końcem, albo co gorsza traci
        mieszkanie. u mnie w rodzinie były takie dwa przypadki. Dlatego nie wmawiajcie
        mi, że to patologia tylko czyta kalkulacja rodziców i dzieci.

        • martm1 Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 12:55
          nie rozumiem powszechnej egzaltacji felietonem

          jeden ma szczęście, jest ambitny, chce być niezależny, decyzyjny i jest gotów do
          ponoszenia konsekwencji, może kiedyś zamieni starą corolkę na limuzynę i własny dom

          drugi albo nie może, albo zwyczajnie nie chce wchodzić w wir odpowiedzialności i
          ewentualnych porażek, przyzwyczajony do bezpiecznej i ciepłej szklarni domowej i
          woli dla przykładu mieć świetny samochód mieszkając z rodzicami, goszcząc w
          znanych klubach, restauracjach i zwiedzać świat

          każdy żyje swoim życiem i sam decyduje kim jest i co robi

          pamiętam też felieton, w którym pytano studentów z wymiany (wolontariuszy ?) co
          sądzą o Polsce i o ile się nie mylę Gruzinka (?) była bardzo zdziwiona, że w
          kraju panuje moda i zwyczaj na jak najszybsze opuszczanie rodzinnego gniazda i
          życie o kromce chleba, argumentując zdziwienie powiedziała, że u niej w kraju
          istnieje ciągle żywa tradycja mieszkania wielu pokoleń rodziny w jednym domu
          • haldeman79 Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 17:14
            martm1 napisał:

            > nie rozumiem powszechnej egzaltacji felietonem
            >
            > jeden ma szczęście, jest ambitny, chce być niezależny, decyzyjny i jest gotów d
            > o
            > ponoszenia konsekwencji,

            Bycie dorosłym oznacza ponoszenie konsekwencji. To nie jest tak, że możesz sobie
            powiedzieć, że to od jutra dopiero będzie. Chcesz się usamodzielnić jak rodzice
            umrą?

            może kiedyś zamieni starą corolkę na limuzynę i własny
            > dom
            >
            > drugi albo nie może, albo zwyczajnie nie chce wchodzić w wir odpowiedzialności
            > i
            > ewentualnych porażek,

            Kiedyś trzeba będzie przyjąć na klatę pierwszą porażkę.

            > przyzwyczajony do bezpiecznej i ciepłej szklarni domowej
            > i
            > woli dla przykładu mieć świetny samochód mieszkając z rodzicami, goszcząc w
            > znanych klubach, restauracjach i zwiedzać świat
            >
            Czuje się rozbawiony:) Ilu ludzi mieszka z rodzicami z powodu wyżej wymienionych
            argumentów?
      • echtom Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 12:46
        > Daję im co miesiąc trochę kasy (zrzutka na opłaty:) i mieszkamy
        sobie razem. Tak jest ekonomiczniej - także dla rodziców, którzy
        sami z emerytury też by nie utrzymali całego domu.

        Dokładnie - na tej zasadzie dwa pokolenia często dzielą dom góra-
        dół. Sam fakt mieszkania razem czy osobno jest drugorzędny, ważne są
        relacje, podział kosztów i obowiązków. Bo jak synek mieszka w
        mieszkaniu kupionym przez rodziców, a stołuje się u mamy i podrzuca
        jej pranie, czy to jest samodzielność?
      • elmy Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 14:12
        To wszytko prawda. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o
        pieniądze.
        Mieszkamy u teściów bo nawet kredytu nie dostaniemy bez wkładu
        własnego (pieniądz). A wynajem mieszkań to nic innego jak spałata
        kredytu osoby która wynajmuje Ci mieszkanie (pieniądz). Wydatki
        dzielimy po równo miedzy sobą - i teściowie są zadowoleni bo taniej
        im wychodzą opłaty (pieniądz). Jedno z nas stracilo pracę (tu: brak
        pieniedzy). Polak na godzine zarabia (średnio -
        NIESTATYSTYCZNIE !!!) 8 zł - a za granica np. 6 euro. Mogę się mylić
        ale róznica jest duża. A później wszyscy narzekają ze mlodzi
        wyjeżdżają, że mało dzieci jest, że mieszkają u rodziców - BO
        CHOLERA MUSZĄ GDZIEŚ MIESZKAĆ, ZA CO WYCHOWAĆ DZIECI, GDZIEŚ
        ZAROBIĆ. Poza Polską niestety - bo zarobki są marne na normalne
        zycie
        • agagin Re: kolejna krucjata Agory - mieszkanie z rodzica 12.05.10, 15:52
          no jezeli ktts zarabia w PL 8zl to nie ma jeszcze zle. Znam takich
          co za 5zl a nawet 4,5 pracuja.

          A co do zarobkow na zachodzie Europy: wlacz myslenie. Nawet jak ktos
          zarabia 6e za godzine i pracuje srednio 40h/tydz to zarabia 1,2-1,3
          tys euro. A wiesz ile kosztuje wynajecie mieszkania na zachodzie?
          Nie 1200zlotych tylko 1200euro. Wiec wcale tak kolorowo zachod tez
          nie ma, a jednak mlodzi ludzie sie wyprowadzaja. Proste rozwiazanie:
          wynajmuja pokoje a nie mieszkania.
    • julita165 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 12:53
      I jeszcze coś. Z moich obserwacji wynika, że sytuacji dzieci żerujących latami
      na rodzicach winne są najczęściej obie strony. Ale co ciekawe dotyczy to
      najczęściej zamożnych rodzin Bo to obiektywnie jest tak, że rodzice latami
      ciężko pracowali aby do czegoś dojść, nie tylko zapewniali dzieciom dobre
      warunki do nauki i rozwoju typu dodatkowe lekcje, zajęcia, wycieczki, urlopy
      itp ale też zapewnili odpowiednie warunki mieszkaniowe najczęściej w postaci
      domu i ogródka. Jest on oczywiście za duży dla dwojga starszych ludzi a
      jednocześnie oni nie chcą wcale się z nim rozstawać i kupić sobie mniejsze i
      prostsze w utrzymaniu mieszkanie. W taki dom najczęściej włożyli nie tylko
      górę pieniędzy ale też serce, stąd oczekiwanie, że dzieci w domu zostaną, bo
      przecież jest tyle miejsca...Dzieci zaś się na to godzą, do pewnego momentu z
      egoizmu bo jest im tak wygodniej, a potem to już z obowiązku wobec rodziców.
      Ludzie mniej zamożni albo mający inne wydatki, którzy całe życie spędzili w
      mieszkaniu zwykle od początku zdają sobie sprawę, że nie da się mieszkać w 2-3
      pokojach z dzieckiem/dziećmi, a może i z ich współmałżonkami i ich dziećmi i
      zamiast przez parę ładnych lat po studiach nadal utrzymywać dziecko na
      początku samodzielnej drogi jakoś ułatwiają im wyprowadzkę. To nie zawsze jest
      od razu całe nowe mieszkanie, czasem to mieszkanie po dziadkach albo wkład
      własny potrzebny do kredytu albo partycypacja w kredycie, to już zależy od
      możliwości rodziców. Ja jednak będąc już parę lat po studiach nie znam nikogo
      kto wyprowadziłby się od rodziców bez ich pomocy.
      • jukej Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 16:51
        zgodzę się z tym,że takie przypadki dot. często, a moim zdaniem
        najczęściej ludzi na dobrym poziomie materialnym, to oni najczęściej
        tak wychowują swoje dzieci i pozwalają im na zbyt wiele.
        • haldeman79 Kwestia możliwości. 12.05.10, 17:31
          jukej napisał:

          > zgodzę się z tym,że takie przypadki dot. często, a moim zdaniem
          > najczęściej ludzi na dobrym poziomie materialnym, to oni najczęściej
          > tak wychowują swoje dzieci i pozwalają im na zbyt wiele.

          Po prostu ludzie gorzej sytuowani materialnie nie mają innego wyjścia.Nie jest
          to więc zdeterminowane przez świadomy wybór lecz przez warunki zewnętrzne.
    • pencerfum Ja nie rozumiem! 12.05.10, 13:05
      Naprawdę tego zjawiska nie rozumiem. Skończyłam studia kilkanaście lat temu,
      więc nawet nie ma różnicy pokolenia. W 98' roku. Słodkie lata 90te były
      definitywnie over, wcale nie tak łatwo było znaleźć porządną pracę, wymagania
      były ogromne konkurencja też, wynajęcie mieszkania to był majątek, o kupnie
      zapomnij (żeby dostać kredyt hipoteczny trzeba było nieźle zarabiać i mieć
      żyrantów). Zjawisko dorosłych mieszkających z rodzicami zapewne już było, ale
      nie tak nasilone jak teraz. Większości (właściwie to chyba wszystkim) moim
      znajomym i mnie rodzice odcięli dopływ kasy po dyplomie i trzeba było sobie
      radzić. Wynajmowało się mieszkania w kilka osób itp., brało jakieś
      prace-cokolwiek do znalezienia stałej itd. A teraz ciagle słychać lamenty: bo
      nie ma pracy, bo mieszkania drogie bo coś tam. Ci ludzie nawet nie potrafią
      sobie postawić jakiegoś celu, każdy problem jest jak Himalaje! Nie do
      przejścia. Nie bo nie i już. A kiedy niby w Polsce była praca dla wszystkich?
      Kiedy były tanie mieszkania? Kiedy się żyło bezstresowo i przyjemnie?
      Z czego to się bierze? Może z wychowania z self-esteem, czyli kompletnego
      braku wyzwań, ambicji, celów?
      • rock73 Re: Ja nie rozumiem! 12.05.10, 16:08
        Jesteśmy chyba w tym samym wieku i ja też z niedowierzaniem patrzę na ten tekst.
        Zacząłem pracę jeszcze na studiach i od tej pory mieszkałem i utrzymywałem się
        samodzielnie, w innym mieście. Najpierw akademik, potem wynajmowane, wreszcie
        własne, kupione na kredyt, którego w ogóle nie zauważam, bo jest tańszy niż cena
        wynajmu. Po co miałbym mieszkać z rodzicami? Co takiego mogliby mi dać, czego
        bym sam nie mógł sobie zorganizować? Czy uprane przez mamę skarpetki są warte
        tego, żeby rzucić dla nich pracę i samodzielność?
      • blue.berry Re: Ja nie rozumiem! 12.05.10, 16:23
        przyznam że ja również nie rozumiem.
        wychodzi na to że te 20-15 lat temu żyło się łatwo i przyjemnie i wszystkich
        stać było na wszystko. wyprowadziłam się z domu w okolicy 2 roku studiów (94
        bodajże), miałam małe stypendium, przez pierwsze 2 lata rodzice trochę wspierali
        mnie gotówka i datkami jedzeniowymi ale minimalnie. mieszkanie wynajmowałam na
        spółkę z chłopakiem. studiowałam i pracowałam równocześnie.
        większość moich znajomych z tego czasu nie mieszkała z rodzicami - zazwyczaj
        wynajmowali mieszkania na spółkę lub okupowali akademiki.
        na zakup pierwszego mieszkania zdecydowałam sie kiedy dostać kredyt było
        totalnie trudno (lata 98-99) a ten jedyny który udało mi sie dostać to była
        feralna Alicja, której rosnącymi ratami i odsetkami się dławiłam przez parę lat.
        ale daliśmy do spółki z TZ radę.
        bynajmniej nie zarabiałam kokosów, nie miałam super płatnej pracy ani gwiazdki z
        nieba. po prostu czułam potrzebę aby się usamodzielnić. i to zrobiłam. nikt mi
        nic nie dał ani nic za mnie nie załatwiał.

        naprawdę teraz jest o wiele trudniej? naprawdę te 20 lat temu było o wiele
        łatwiej? jesteście o tym przekonani?

        osoby które znam a które do późnej 30-stki okupowały rodziców, robiło to przede
        wszystkim z własnej wygody i tego że tak po prostu zostali wychowani. że mama z
        tatą pozałatwiają za nich wszystkie sprawy a jedzenie postawią pod nos. i w
        dzisiejszych czasach - bardzo mi przykro ale nie kupuje wyjaśnienia że się nie
        da. w większości przypadków się da ale się po prostu nie chce.
        • pochodnia_nerona Re: Ja nie rozumiem! 12.05.10, 21:49
          Wybacz, ale nie porównuj realiów na rynku pracy - lata 90. to była bajka dla
          tych, którzy zaczynali pracować, co zaprocentowało w późniejszym życiu
          zawodowym. Poza tym niektórzy muszą sami wspomagać ubogich = rodziców, a nie
          liczyć na ich datki finansowe i jedzenie, jak mogłaś Ty. Jesteś niesprawiedliwa
          w swoich ocenach, ciekawa jestem, co zrobiłabyś, nie mając wsparcia w rodzinie,
          pomagając spłacać jej długi i tracąc pracę, jak dziś się to często zdarza. To
          nieładnie, oceniać coś, czego się w ogóle nie zaznało.
          • blue.berry Re: Ja nie rozumiem! 13.05.10, 10:24
            czy chcesz przez swoją wypowiedź przekazać ze w latach 90-tych nie było sytuacji
            że trzeba było pomagać rodzinie czy spłacać długi? naprawdę jak czyta się takie
            wpisy lata 80 i 90-te jawią się jak jakiś cud.

            wsparcie moich rodziców było symboliczne. podczas studiów zdarzało się ze jak
            chciałam pojechać na uczelnie tramwajem (a nie rowerem) to najpierw musiałam
            sprzedać butelki po piwie żeby potem kupić bilet. jak przeniosłam się do innego
            miasta to ceny wynajmu mieszkań przekraczały moje zarobki (tak, tak, w 97 roku
            też tak było). wynajęłam mieszkanie do spółki z druga osobą i poszukałam
            dodatkowej pracy.
            ja (ani autor artykułu) nie piszę o sytuacjach wyjątkowych, kiedy trzeba pomagać
            rodzicom (chorym, zbyt starym czy bez pieniędzy), kiedy rodzina jest w jakimś
            poważnym finansowym kryzysie itp. pisze o ludziach, którym nie chce się ruszyć
            tyłka z rodzinnego domu bo wtedy musieliby zacząć po prostu żyć - wydawać
            pieniądze na wynajem, jedzenie, środki czystości. i żyją "w grozie" bo wtedy by
            im zabrakło na kino czy nowe spodnie albo na wakacje.
            a bzdetne gadanie o tym że ktoś nie wynajmuje mieszkania bo zbiera na swoje bawi
            mnie do łez. ceny mieszkań w polsce są takie że albo masz na nie pieniądze albo
            kupujesz je na kredyt. zbieranie z pieniędzy oszczędzonych na tym że sie nie
            wynajmuje tylko mieszka z rodzicami wskazuje na opcje mieszkania z nimi do
            późnej 50-tki.

            sorry ale ja właśnie takiego żerowania na rodzicach naoglądałam sie we własnej
            okolicy - w żadnym wypadku nie wynikało to z potrzeby czy konieczności pomocy
            tymże rodzicom. wręcz przeciwnie. ciągnęło / ciągnie się z nich kasę i żarło ich
            jedzenie, siedząc im na głowie do 30-stki. i to jest po prostu dla mnie żałosne.
            a już szczególnie kiedy słucham tych jęków, jak to dzisiaj jest ciężko.
    • 3-kuleczka Bamboccioni po polsku 12.05.10, 13:24
      wszystko co nie amerykańskie jest dla was patologiczne.Tylko tu nie
      ameryka i nie ich zarobki.Przeciętną rodzine nie stać na mieszkanie
      dla dziecka , nie każdy ma tez ochotę zadłużać się w lichwiarskich
      bankach, a wynajmowanie mieszkania gdy u rodziców są warunki do
      mieszkania dopiero jest chore.
      • c2h6 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 13:40
        3-kuleczka napisała:

        > wszystko co nie amerykańskie jest dla was patologiczne.Tylko tu
        nie
        > ameryka i nie ich zarobki.Przeciętną rodzine nie stać na
        mieszkanie
        > dla dziecka , nie każdy ma tez ochotę zadłużać się w lichwiarskich
        > bankach, a wynajmowanie mieszkania gdy u rodziców są warunki do
        > mieszkania dopiero jest chore.

        A kto Ci każe się zadłużać w banku lichwiarskim? Zadłuż się w
        normalnym.
    • sen5241 Winne są podatki! 12.05.10, 13:43
      Nie ma co porównywać sytuacji Polski z krajami takimi jak Niemcy, Włochy,
      kraje skandynawskie czy UK. Jesteśmy od nich zwyczajnie 3-6x biedniejsi.
      Koszty życia są podobne - jedzenie kosztuje tyle samo lub niewiele mniej,
      mieszkanie w dużym mieście w granicach 1-2,5x tyle (są wyjątki). Osoba w wieku
      22-30 lat w Polsce przeciętnie zarabia jakieś ~1,3k na rękę. W praktyce nie da
      się za to samodzielnie wynająć ani kupić mieszkania - jedyna opcja to
      mieszkanie w kilka osób.

      Przyczyna jest prosta - osoby młode i mało zarabiające płacą bardzo wysokie
      podatki - sumarycznie około 70% - praktycznie nigdzie w europie biedacy nie
      bulą tak gigantycznego haraczu.

      Według mnie takie patologiczne przypadki bamboccioni to maksymalnie 20% ludzi,
      cała reszta wyprowadziła by się przy pierwszej okazji, tylko zwyczajnie nie ma
      na to kasy.
      • pochodnia_nerona Re: Winne są podatki! 12.05.10, 13:55
        > Według mnie takie patologiczne przypadki bamboccioni to maksymalnie 20% ludzi,
        > cała reszta wyprowadziła by się przy pierwszej okazji, tylko zwyczajnie nie ma
        > na to kasy.

        TAK JEST! Zawsze znajdą się maminsynki i wygodne córeczki, ale cała reszta
        mieszkająca z rodzicami w jednym mieszkaniu z przyjemnością wyprowadziłaby się
        natychmiast, gdyby stać ją było na wynajem chociażby.
        Chciałam wynająć mieszkanie z chłopakiem, szukaliśmy ofert i nagle bach,
        straciłam robotę. Wszystko diabli wzięli.
        • monia515 Re: Winne są podatki! 12.05.10, 14:14
          Co w tym dziwnego, że młodzi ludzie tuz po studiach mieszkaja z
          rodzicami?
          A gdzie mają mieszkać? Studia się kończy w wieku 23-25 lat; potem
          trzeba znaleźć pracę; dopiero później mozna wziąć kredyt na
          mieszkanie. I to też nie jest łatwe, bo zarobki na początku nie sa
          wysokie.
          Ja po studiach mieszkałam z rodzicami aż do slubu. Potem udało nam
          sie wziąć kredyt i kupić mieszkanie. Jaki sens ma wynajmowanie
          mieszkania przy niskich zarobkach? W Warszawie kawalerka, to koszt
          ok. 1600zł- dla niektórych to cała pensja.
      • gulcia77 Re: Winne są podatki! 12.05.10, 14:16
        Raczy kolega żartować :)
        Wg niektórych pismaków młodzi ludzie w Polsce nie zarabiają mniej
        niż 7 000 Pln, więc niemożność wynejęcia mieszkania, czy też wzięcia
        kredytu jest nie do pojęcia. No cóż - prawda jest trochę inna.
        Zarobki najczęściej nie przekraczają 2000 pln, a wynajem to rząd
        przynajmniej 1000 pln. a zęby w tynk. Ja tak mieszkałam przez prawie
        5 lat. Sorry, ale dzięki temu wiem, co to znaczy być głodna.
        Teraz mam mieszkanie po babci. Nagle okazuje się, że zarabiając
        lekko powyżej 2000 pln stać mnie na dużop więcej, nikt mnie nie
        wyrzuci, np pod pretekstem remontu, nie ma absurdalnych rachunków za
        prąd, czy ogrzewanie. A wcale nie używam mniej, a wręcz więcej.
      • jukej Re: Winne są podatki! 12.05.10, 16:57
        lepiej mieszkać w kilka osób w sowim wieku, niż z rodzicami, a
        zasłanianie się " bo u starych są warunki" jest płytkie i świadczy o
        niedorozwinięciu umysłowym.
        • abccbaabccba Re: Winne są podatki! 12.05.10, 23:51
          Słusznie, racja: najlepiej mieszkać z pięcioma-sześcioma koleżankami -
          co dzień inna może pomóc się zrelaksować. Luzik. Jak ktoś woli - mogą
          być chłopcy. Wódeczka, dragi, co tam jeszcze lubicie - luzik. Pełna
          tolerancja. Komuna.
    • olkowo Bamboccioni po polsku 12.05.10, 14:09
      Na pewno są przypadki osób, które z wygodnictwa nie chcą się od rodziców
      wynieść. Cała reszta zrobiłaby to przy pierwszej okazji, ale ludzie -
      zarabiając na rękę tak jak większość zarabia, to jest zwyczajnie niemożliwe.
      Szczególnie jeśli się żyje w pojedynkę. Niestety nasze realia są tragiczne.
      Usamodzielnienie się bez pomocy rodziców jest w naszym pięknym kraju bardzo
      trudne. Dlatego należałoby tych mieszkających z rodzicami podzielić na dwie
      grupy - na tych z "musu" i wieczne dzieci, które nie potrafią sobie ugotować,
      uprać itd. Ale to akurat wina rodziców, którzy tak ich wychowali.
        • ala-73 Re: Bamboccioni po polsku 23.05.10, 16:09
          Bardzo mi szkoda takich osób jak Ty... Sfrustrowanych, samotnych, kipiących
          nienawiścią i zazdrosnych, że inni mają zdrowe układy ze swoją rodziną. Dla
          DOROSŁEGO i DOJRZAŁEGO EMOCJONALNIE człowieka nie jest problemem współistnienie
          z innymi ludźmi (niezależnie od tego, czy to rodzice, koledzy czy partner). Tacy
          jak Ty, zaniedbywani frustraci, którzy szybko wyfrunęli z gniazda bo nie
          wytrzymali tego, że nie są w centrum zainteresowania, teraz próbują forsować
          swoją drogę życiową żeby poczuć się w swojej żałosności lepiej. Mam nadzieję, że
          trafisz do dobrego psychologa, który Ci pomoże.
    • kamilo_82 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 14:19
      Denny, beznadziejny artykuł. Jak ktoś słusznie zauważył - jest on tendencyjny
      i przejaskrawiony do granic możliwości. Dobry tekst wymaga porządnego
      researchu a tu widać, że autor nie dość, że kiepsko pisze to jeszcze jest
      leniwy i nie chciał / nie umie zbierać materiałów. ARTYKUŁ JEST NAGONKĄ NIE
      TYLKO NA WYGODNICKICH WYŁUDZACZY (TO AKURAT OWSZEM, UWAŻAM ZA PATOLOGIĘ) ALE
      RÓWNIEŻ NA LUDZI MIESZKAJĄCYCH Z RODZICAMI Z POWODÓW STRICTE EKONOMICZNYCH.

      Oczywiście - wyzyskiwanie rodziców, gdy można się samemu utrzymać to
      patologia. Ale pojawiło się tutaj bardzo wiele mądrych komentarzy, opisujących
      "szanse" młodych ludzi na zdobycie mieszkania. I nie piszcie bzdur o
      wykształceniu, szukaniu lepszej pracy czy też zaradności. Obserwując znajomych
      zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 - 30 lat)
      dostali z domu jakąś "wyprawkę". A jeśli zarabia się 1500 - 3 k PLN (pomimo
      wyższego wykształcenia i posiadania doświadczenia - praca od ok. 2 - 3 roku
      studiów) to ma się na prawdę znikome szanse na własne M.

      Poza tym co to za debilny wywód tego "profesorka" o kredytach w systemie
      Rodzina na swoim. Podstawowe kryterium – właśnie – RODZINA. A może ktoś nie
      chce zakładać rodziny póki jeszcze nie jest w stanie jej utrzymać... Może
      zatem odwróćmy role – najpierw pomoc państwa w zdobyciu własnego M, a potem
      rodzina. Chyba ten układ jest zdrowszy, niż 80 – 90 % prawdopodobieństwo, że
      się nie będzie miało gdzie podziać z tą rodziną. Ktoś się też powinien
      wreszcie wziąć za banki – wyłudzaczy oraz deweloperów śrubujących ceny
      mieszkań. Np. paranoją jest to, że pomimo stałej pracy i zarobków na poziomie
      4,5 K PLN netto miesięcznie każdy bank odmawia mi kredytu. Dlaczego ? Bo
      jestem singlem a tacy są niewiarygodni dla banku. A dlaczego nim jestem?
      Przede wszystkim dlatego, że nie uśmiecha mi się mieszkać z rodziną u
      rodziców...


      BTW - Przestańcie pisać te bzdury !!!! Już się skompromitowaliście pisząc o
      rzekomym kryzysie ekonomicznym w PL. To między innymi przez was wielu ludzi
      straciło pracę. Przez wasze bzdury i kreację wirtualnego zjawiska, którego de
      facto nie było. Trzeba było otwarcie pisać, że kryzys w PL był zjawiskiem
      typowo PRowym i stworzonym na zlecenie dużych koncernów w celu redukcji kadr i
      obniżenia kosztów... Ale wiem, wiem i rozumiem. Chcecie żyć w zgodzie z
      agencjami PR, które podsuwały wam materiały do tych tekstów. W końcu to
      accounci z agencji dostarczają wam informacji i dzięki temu nie musicie się
      wysilać na ich szukanie... Ale w ten sposób nie zrobicie kariery w
      dziennikarstwie, bo ten zawód wymaga kreatywności i myślenia.
      • iluminacja256 Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 14:59
        > Obserwując znajomych
        > zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 -
        30 lat)
        > dostali z domu jakąś "wyprawkę".

        Dokladnie TAK! A tą wyprawka jest najczesciej mieszkanie po
        dziadkach albo kupione . Wariant nr 2 to młode małzenstwo, ktore
        wprowadza sie do mieszkania jednego z malzonków, rowniez
        skombinowanego przez rodzicow - po dziadkach, po wyprowadzce itp...

        A tzrecia zreczy - tak, tak - to mlode małzenstwa , które wziely
        kredyt na 30 lat. I to co , kurwa, sie u nich w zyciu dzieje, to ja
        dziekuje - to dopiero mozna nazwac patologią...
        • pochodnia_nerona Re: Bamboccioni po polsku 12.05.10, 15:45
          iluminacja256 napisał:

          > > Obserwując znajomych
          > > zauważyłem, że PRAWIE WSZYSCY młodzi posiadacze mieszkań (ok. 28 -
          > 30 lat)
          > > dostali z domu jakąś "wyprawkę".
          >
          > Dokladnie TAK! A tą wyprawka jest najczesciej mieszkanie po
          > dziadkach albo kupione . Wariant nr 2 to młode małzenstwo, ktore
          > wprowadza sie do mieszkania jednego z malzonków, rowniez
          > skombinowanego przez rodzicow - po dziadkach, po wyprowadzce itp...
          >
          > A tzrecia zreczy - tak, tak - to mlode małzenstwa , które wziely
          > kredyt na 30 lat. I to co , kurwa, sie u nich w zyciu dzieje, to ja
          > dziekuje - to dopiero mozna nazwac patologią...

          Szczera prawda! A jak się małżeństwo sypie, to ciągną farsę, bo... kredyt
          połączył ich aż do śmierci ;-)
      • kamilo_82 Re: Onaniści! 13.05.10, 13:02
        susilo_bambang napisał:

        > Wystarczy zadbać aby mieszkający z rodzicami po 26 roku życia mieli wpisane w
        > dokumentach "onaniści" a sprawa sama się rozwiąże!

        Wystarczy aby ograniczonym, niewyedukowanym i zakompleksionym internautom
        cenzurować wpisy na forum...
      • c2h6 Re: Onaniści! 13.05.10, 13:38
        susilo_bambang napisał:

        > Wystarczy zadbać aby mieszkający z rodzicami po 26 roku życia
        mieli wpisane w
        > dokumentach "onaniści" a sprawa sama się rozwiąże!

        Spoko. Jak tylko zaczniesz to wpisywać takim, co umieją tylko
        pracować a życia sobie nie ułożyli "bo najpierw trzeba zarobić a
        dziewczynę jeszcze zdążę znaleźć".
    • rozterka47 Bamboccioni po polsku 12.05.10, 16:05
      Przeciez to nie fakt mieszkania czy niemieszkania z rodzicami
      stanowi o tym ,czy ktos jest samodzielny czy nie.To relacje o tym
      decydują. Jezeli oba pokolenia zyją własnym zyciem, realizują swoje
      plany , wspólnie dzieląc domowe obowiązki ( niekoniecznie równo) i
      utrzymują dom , to nie ma w tym nic złego. O ile dom jest duzy ,
      można tak funkcjonować całe zycie, jak mały to zazwyczaj do czasu
      zdobycia mieszkania czy funduszy na nie przez młodsze pokolenie.
      Czasem kupuje sie mniejsze mieszkanie i tam przeprowadzają sie
      rodzice zostawiąjąc dzieciom i wnukom większe.
      Sytuacje są rozne. problem jest tam gdzie jedna strona kontroluje i
      uzaleznia od siebie druga.Lub tam gdzie kros wykorzystuje kogoś.
      Wbrew pozorom samodzielności uczą rodzice, odpowiednio dawkując ją
      dziecku od małego. tak wychowane dziecko nie ma problemow z
      podejmowaniem decyzji i odcinaniu pepowiny.