Dodaj do ulubionych

Nie jestem winna

21.04.06, 15:39
Od jakiegoś czasu po każdej tragedii typu mąż tyran zamordował całą rodzinę,
czy głośna sprawa morderczyni pięciorga noworodków itp, itd znajdzie się dość
obszerna grupa zgodnym głosem mądrząca się w mediach, że to my wszyscy
jesteśmy temu winni. Zaczyna mnie to irytować. Nie czuję się winna żadnej
tragedii rodzinnej na tym świecie, nawet wtedy gdy moi sąsiedzi leją się za
ścianą i nie można przez nich zmróżyć oka do trzeciej nad ranem i wiecie co,
nie dzwonię na policję bo wychodzę z założenia że skoro robią to od czasu do
czasu i jeszcze nie zmienili tej sytuacji to chyba tylko może oznaczać, że
tak lubią. Więc jeśli kiedyś sąsiad zatłucze tą kobietę, to też nie powiem że
jestem temu winna, bo to nie ja za niego wyszłam, nie ja żyłam z nim 40 lat
czekając nie wiem na co i nie moja to sprawa. Tylko kuźwa czemu zakłócają mój
spokój. Nie jestem winna, odpowiadam tylko i wyłącznie za swoją głupotę.
Obserwuj wątek
    • bri Re: Nie jestem winna 21.04.06, 15:45
      Gdyby się tłukli za ścianą a ja nie zrobiłabym nic to jednak czułabym się
      winna. Szczególnie gdyby bite było małe dziecko.
      • zie-lona Re: Nie jestem winna 21.04.06, 15:54
        Ale co byś zrobiła? Bo ja uważam że ludziom trzeba pomagać ale wtedy gdy o tą
        pomoc proszą. Gdybym usłuszała "niech ktoś mi pomoże" to ok. ale tak? baba żyje
        z kretynem już kupę czasu. Urodziła mu i wychowała dwójkę dzieci, które też
        idiota lał. Teraz są dorosłe więc dziecko żadne tam nie cierpi. To moi
        rówieśnicy. A co mi do tego. jakby było jej źle toby się wyprowadziła a nie
        robiła cyrk na cały blok. gdyby ktoś bił dziecko to bym zgłosiła w opiece
        społecznej i na policji. I to wszystko. I tak bym wtedy pewnie miała
        nieprzyjemności z jego albo jej strony że się wtrącam w nieswoje sprawy. Czemu
        mam czuć się winna że głupia kobieta żyje z kretynem pijakiem, jej wybór.
        • bri Re: Nie jestem winna 21.04.06, 15:59
          Nie musisz się czuć winna. Ja pisałam o sobie. Wiem z własnego doświadczenia
          jak wiele trzeba się z takiego chorego układu wywikłać. Nie jest to takie
          proste jak Ci się wydaje.

          Ja na Twoim miejscu poszłabym tam ze swoim mężem słysząc krzyki. I chodziłabym
          za każdym razem, kiedy coś takiego się powtarza.
          • zie-lona Re: Nie jestem winna 21.04.06, 16:09
            ale co to ma na celu, Czemu ludzie nie rozumieją, że każdy jest odpowiedzialny
            za swoje życie. Ja tak zdecydowanie zareagowałam tylko raz. Moja teściowa ma
            już drugiego męża- alkoholika. Znika na całe tygodnie , a jak się łaskawie
            zjawia to maltretuje ją psychicznie. Raz namówiłam męża i jak robił awanturę to
            mąż dosłownie na kopach wyrzucił go z domu. Pijak był strsznie wulgarny i
            agresywny. Obraził się wtedy i poszedł do swojej mamusi.LUDZIE! moja teściowa
            już po trzech dniach pobiegła do niego i ściągnęła go do domu.
            • bri Re: Nie jestem winna 21.04.06, 16:45
              Twoja teściowa jest zapewne współuzależniona. Oprócz pomocy w sytuacjach
              kryzysowych namawiałabym ją na wizytę w grupie Al-Anon. Oczywiście nie zmusisz
              jej do tego. Ale możesz jak jest okazja jej o tym przypominać. Np. jak zaczyna
              narzekać na męża.

              Uwierz mi. W taki chory układ zaczyna się zazwyczaj dość niewinnie. Jeszcze
              jesteś zakochana. Partner Tobą zrecznie manipuluje. Twoje otoczenie to widzi i
              mówi Ci o tym, a początkowo Ty go bronisz. Kłócisz się z matką, z najlepszą
              przyjaciółką. One się obrażają. Potem on jeszcze dodatkowo do nich dzwoni i je
              obraża. Tracisz z nimi zupełnie kontakt. Masz tylko jego. Jesteś
              zdezorientowana ale postanawiasz sprawdzić co czas przyniesie. Przez chwilę
              jest cudownie; jest czuły, kochany, romantyczny. Potem znowu dokręca śrubę.
              Unosisz się dumą i nie skarżysz nikomu. Wstyd Ci bo okazuje się, że wszyscy
              mieli rację. On zgrywa pokrzywdzonego przez los i ludzi - nabierasz się na to.
              Żałujesz go. Chcesz być wreszcie pierwszą osobą w jego życiu, która go naprawdę
              zrozumie i pokocha. Wierzysz, że to go zmieni. Przez chwilę jest cudownie...
              Nagle on nie chce już z Tobą być. Nie wiesz co robić. Nie rozumiesz tego -
              przecież tak się starałaś. Chcesz to wyjaśnić. Przypominasz sobie miłe chwile.
              Błagasz go, żeby zmienił zdanie. Obiecujesz kolejne ustępstwa. Płaczesz kilka
              razy dziennie. Nie masz komu się zwierzyć. Nagle on prosi Cię o rękę, znowu
              jest kochany. Zgadzasz się. Wydaje Ci się, że to był nic nie znaczący kryzys,
              że teraz już zawsze będzie dobrze. Zachodzisz w ciążę. Jest różnie ale jesteś
              gruba, nieatrakcyjna, czujesz się krucha i potrzebujesz opieki. Mimo, że się
              nad Tobą znęca psychicznie, to wiesz że sama nie dasz rady wychować dziecka a
              mieszkasz w jego mieszkaniu itd, itd. Po pewnym czasie przestajesz mieć
              jakikolwiek punkt odniesienia. Komedie romantyczne w telewizji to jakieś
              science fiction. Wierzysz, że w każdym związku jest tak jak w twoim. Dodajesz
              do tego racjonalizacje "wielka miłość to także wielkie cierpienie". Tracisz
              umiejętność rozróżniania dobra i zła. Non-stop zastanawiasz się jaki będzie
              miał humor, czy się wkurzy o coś tam, myślisz dlaczego się wkurzył,
              zastanawiasz co zrobić, żeby go wprawić w dobry humor, lub żeby nie pił. Nie
              masz nawet czasu zastanawiać się nad wyjściem z tego związku. Chcesz po prostu
              przeżyć.

              Dopiero coś szokującego może Cię skłonić do poszukiwania ratunku. Np. pierwszy
              raz Cię pobije, albo będzie się w szczególnie okrutny sposób znęcał nad
              dzieckiem. Jeśli ktoś zaoferuje Ci pomoc, może skorzystasz.

              Ale to nie oznacza uwolnienia. Uciekasz z domu, ale marzysz o powrocie.
              Myślisz, że może po tym on zrozumie, że będzie mu Ciebie brakować. On się kaja,
              wracasz do niego. itd

              Po czymś takim trzeba lat, żeby odbudować samoocenę i zobaczyć sytuacją taką
              jaka naprawdę była.
              • aretse11 bri nic dodac nic ujac.. 21.04.06, 17:02
                dokladnie rozumiem co napisalas..i to jest niestety najprawdziwsza prawda..
        • rosalba Re: Nie jestem winna 21.04.06, 16:46
          A jak będzie lał niemowlaka, to nie zareagujesz?? Matka leży pobita i nie może
          pomóc dziecku - i co??? dzieciak winny, że płacze, więc niech go
          leją?!?!?!?!?!?
          Chore!
          • zie-lona Re: Nie jestem winna 21.04.06, 16:55
            A umiesz czytać? Już kilka razy napisałam że dziecku trzeba pomóc w takiej
            sytuacji. I wtedy reagowałabym.
            • rosalba Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:00
              Ale też nigdy nie mozesz mieć pewności, co tak naprawdę dzieje się za ścianą!!
              Nie wiesz, czy to pierwszy raz facet leje rodzinę, czy ktoś ich napadł!! A
              ofiary przemocy często nie potrafią się bronić - są "zaprogramowane"
              psychicznie!
              Reagować trzeba w każdej takiej sytuacji, pozwolić kobiecie uciec z domu do
              siebie, wezwać policję, a potem iść do sądu i zeznawać przeciw oprawcy!
              Na szczęście coraz więcej ludzi już nie jest jak Ty :P
    • dzikoozka Re: Nie jestem winna 21.04.06, 15:53
      wiesz, molestowane kobiety żyją czasami jak zahipnotyzowane ofiary wężą -
      niezdolne do poruszenia czekają na smierć.
      Telefon na policję to takie wyciągnięcie ręki. Ale są tacy, co maja innych w
      d.pie...
      • zie-lona Re: Nie jestem winna 21.04.06, 15:59
        Ależ ja mam ich w d..ie. W ciągu ich długiego i jakże głośnego pożycia policja
        interweniowała od czasu do czasu. Nie było żadnego skutku. Czy to ja wyszłam za
        palanta?, Czy to ja pozwoliłam mu zrobić sobie dzieci, które maltretował jak i
        mnie? Czy to ja żyję z nim dalej mimo,że nic nas nie łączy? NIE JA więc ja mu
        sprawy w sądzie nie założę.
        • sagis Psychologowie alarmują,że narasta znieczulica 21.04.06, 16:11
          zie-lona napisała:

          > Ależ ja mam ich w d..ie. W ciągu ich długiego i jakże głośnego pożycia policja
          > interweniowała od czasu do czasu. Nie było żadnego skutku. Czy to ja wyszłam za
          >
          > palanta?, Czy to ja pozwoliłam mu zrobić sobie dzieci, które maltretował jak i
          > mnie? Czy to ja żyję z nim dalej mimo,że nic nas nie łączy? NIE JA więc ja mu
          > sprawy w sądzie nie założę.

          --------------

          Nie jesteś doskonała i wszechwiedząca. Nigdy nie wiesz, co Ciebie spotka.
          Te ofiary też tego nie wiedziały. Ich partnerzy na początku byli tacy dobrzy i
          kochający, aż przyszedł moment, a one nie mogły tak po prostu wydostać się z tego...

          Pamiętaj, że wszystko w końcu wraca do nas i przychodzi kryska na matyska.
          • zie-lona Re: Psychologowie alarmują,że narasta znieczulica 21.04.06, 16:22
            Ależ dlaczego miałabym znaleźć się w takiej sytuacji. Gdyby mojemu mężowi nagle
            odbiło to rozwód i koniec. Jak się nie da inaczej to biorę dziecko pod pachę i
            spadam do domu samotnej matki gdyby zawiedli mnie ludze których prosiłabym o
            pomoc. Gdyby moja sąsiadka przyszła i powiedziała pomóż mi, to stanęłabym na
            głowie i załatwiłybyśmy sprawę wspólnie. Zawsze można znależć wyjście.
            • sagis Re: Psychologowie alarmują,że narasta znieczulica 21.04.06, 16:33
              Czasami nie ma wyjścia, albo ktoś go nie widzi, czy nie zna.
              Są ludzie, którzy potrzebują wrażliwości i życzliwości innych.
              Szczególnie bezbronne dzieci.
              To, co piszeaz świadczy tylko źle o Tobie. Szkoda mi ludzi, którzy są blisko
              Ciebie i Twoich dzieci.
              Jesteś egocentryczką, zapatrzoną w swój świat nie widząc innych ludzi.
              A, tacy nie są potrzebni w społeczeństwie. Nic jemu nie wnoszą, a jedynie swoją
              głupotą i egoizmem szkodzą innym.
              Szkoda czasu na pisanie z kimś takim.
              Jeśli denerwuje Cię to, co mówią dziennikarze, to znaczy, że masz jakieś wyrzuty
              sumienia.
              Inaczej obojętnie przeszłabyś koło tego, jak inni.
              Możesz nie oglądać TV.
              • zie-lona Re: Psychologowie alarmują,że narasta znieczulica 21.04.06, 16:49
                Sagis czytaj to o czym napisałam. Nie zostawiłabym dziecka bez pomocy, Ale
                jeśli chodzi dorosłą babę to po prostu uważam że pomaganie komuś na siłę to
                strata czasu. Zwłaszcza komuś kto tej pomocy wcale nie chce. Kbiety,
                przestańcie robić z siebie męczennice i róbcie coś ze swoim życiem, bo nikt za
                was tego nie zrobi. Przecież miliony babek wyrwały się z takiej sytuacji i
                zaczęły żyć normalnie.
    • sagis To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie miej 21.04.06, 16:06
      pretensji, jeśli zostaniesz pobita na ulicy, a nikt nie zareaguje w Twojej obronie.
      Przecież to będzie Twoja wina, że dałaś się komuś pobić. Jesteś dorosła.

      Za katowane i mordowane dzieci jest odpowiedzialne całe społeczeństwo.
      Przez takie jak Ty osoby, ludzie nie wierzą w pomoc innych i dlatego często
      tkwią bezradnie w patologicznych związkach, katowane przez bliskich.
      • zie-lona Re: To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie mie 21.04.06, 16:15
        Absolutnie się nie zgadzam. Gdybym zobaczyła że ktoś jest bity na ulicy, od
        razu bym zareagowała. Choćby telefon na policję. Bez dwóch zdań. Ale co innego
        gdy ktoś latami zgadza się na takie traktowanie i wcale nie oczekuje mojej
        pomocy, więcej w momencie gdy ktoś reaguje nagle ma jakieś pretensje że to są
        ich rodzinne sprawy. Słuchajcie zgadzam się że dzieci nie mogą cierpieć i
        trzeba reagować. Ale dorosła osoba zawsze może wziąć tyłek w troki i
        wyprowadzić się od idioty.
        • rosalba Re: To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie mie 21.04.06, 16:48
          A jak się nie wyprowadza? Pozwolisz, by za cicha zgodą matki facet zatłukł
          malucha?
          Albo jesteś znieczulona, albo solidnie walnięta. W obu przypadkach zalecana
          psychoterapia :PPPPP
          • zie-lona Re: To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie mie 21.04.06, 16:58
            Tobie doradzam lekcje czytania. PO RAZ KOLEJNY PISZĘ ŻE DZIECKU TRZEBA POMÓC W
            TAKIEJ SYTUACJI I ZAREAGOWAŁABYM!!!!! Proszę niech na tym forum wypowiadają się
            osoby które umieją czytać
            • rosalba Re: To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie mie 21.04.06, 17:01
              Umiem qrna czytać, ale jeśli cię nie interesuje co sie dzieje za scianą to też
              nie wiesz kto jest ofiarą.
              Nie rozumiem cie i nie chcę zrozumieć, bo to co piszesz to dyrdymały rodem z
              pamiętników pani Dulskiej :P
            • ewik_75 Re: To jest sprawa Twojego sumienia.Tylko nie mie 21.04.06, 17:25

              To co piszesz, to typowa znieczulica.
              Bardzo to przykre
              Osoba maltretowana psychicznie jest często osoba chora,
              I bez względu na to w jakim jest wieku potrzebuje pomocy
              To sa często ludzie bedacy ofiarami manipulacji
              I stawianie znaku rownosci pomiedzy daje_sie_katowac = chce_dawac_sie_katowac
              Jest baaaaaardzo duzym uproszczeniem. Najczesciej nieprawdziwym.
              To co piszesz prowadzi do wniosku, ze jeśli ktos jest dorosly i nie prosi to
              nie zasluguje na pomoc.
              ….
              Nie będę tego komentowac, ale przemysl to jeszcze.

              Nie zycze Ci, zebys Ty się kiedys znalazla w takiej sytuacji.
    • ana-green Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:12
      O ile nie wyobrażam sobie niereagowania gdy krzywdzone jest dziecko, czy gdy
      ktoś został napadnięty, to z tymi maltretowanymi żonami sprawa ma sie nieco
      inaczej
      Nasłuchałam się historii typu: mąż tłucze żonę, sąsiad wzywa policję, gdy ta
      przyjeżdża bita żona błaga żeby nie zabierali jej kochanego mężusia. Na drugi
      dzień mąż z żoną idą sobie za rączki do kościoła, a sprytna zona umiejętnie
      zakryła siniaki makijażem. Na dodatek sąsiadowi się dostaje, że sie wtrąca i
      śmie szkalować opinię męża.
      Nie wiem co te kobiety mają zamiast mózgów.
      • rosalba Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:13
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=40621435&a=40624544
        • ana-green Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:15
          Wiem, czytałam, co nie zmienia faktu, że zrozumieć nie potrafię.
          • rosalba Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:20
            Małą masz wyobraźnię. Takie kobiety rosną w takich samych domach, do których
            trafiaja potem. Od zawsze wiedzą, że taki jest model -jestem z nim, bo go
            kocham, i najważniejsze, żeby on był - a jaki jest to mniej ważne. to sie
            wynosi z domu. Taki łańcuszek nieszczęścia, który bardzo trudno przerwać.
            Podobny mechanizm działa przy molestowaniu - ktoś mnie skrzywdził - zamykam
            się - boję się uczuć - ktoś obok mnie pada ofiarą i nic nie robię / sama
            molestuję.
            • sumire Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:26
              Prawda. Tu nie ma co mówić, że ktoś jest głupi, bo pozwala sobie robić krzywdę.
              Na dobrą sprawę każdej z nas może się to przydarzyć. Każdej z nas.
              A inna sprawa, że ludzie się wstydzą prosić o pomoc.
              • ana-green Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:35
                > Na dobrą sprawę każdej z nas może się to przydarzyć. Każdej z nas.

                Oczywiście. Tylko nie każda będzie tkwiła w chorym układzie uważając, że tak
                musi być.
            • ana-green Re: Nie jestem winna 21.04.06, 17:34
              > Małą masz wyobraźnię.

              Ja powiedziałabym, że po prostu jestem normalna. A że wiele rzeczy trudno mi
              sobie wyobrazić to inna sprawa. I na szczęście nie mam obowiązku wgłębiania się
              w psychike kobiety, która uważa, że katujacy ją mąż to najnormalniejsza sprawa
              pod słońcem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka