Pantoflarstwo powiązane ze zdradą

04.02.03, 17:24
Wydaje mi się to trochę a propos ostatnich dyskusji tutaj.
Znam parę, będącą ze sobą od ładnych paru lat. To ona trzyma w tym
związku "lejce", on raczej się jej słucha, ona musi zrobić coś strasznego,
żeby jemu zalazło to za skórę. Byłam świadkiem, kiedy ona dzwoniła do niego,
i kazała mu przyjechać po siebie po pracy. Kiedy on odmawiał, słyszałam:
"A co ty masz lepszego do roboty, niż po mnie przyjechać?"
I przyjeżdżał, baranek potulny. Dalej przyjeżdża.
On kilka razy jej się oświadczał, byli zaręczeni,w jednej z kłótni ona
rzuciła w niego pierścionkiem. Potem ona zaczęła napierać na ślub, a
utrzymane było to w tonacji "natychmiast i już, bo po planowanej operacji
istnieje możliwość, że nie będę miała dziecka". Jak dla mnie - egoistyczne do
granic, bo wcześniej nie liczyła się z tym, że on chce, wydawało jej się za
wcześnie. Jakoś jej przeszło, nadal się narzeczenią.

Pewnego razu ona pojechała na dyskotekę z przyjaciółką, i go zdradziła.
zwyczajnie, spodobał jej się inny facet, feromony czy coś.
Nie przyznała mu się, bo oznaczałoby to, jak twierdzi, koniec ich związku -
jak widać, każdy potulny ma swoje granice. Dodam, że sama jest zazdrosna o
najmniejsze spojrzenie, chociażby w kierunku damskich nóg na ulicy. Twierdzi,
że żyć bez niego by nie mogła, a mnie na takie dictum normalnie pieni.
Mam ochotę opowiedzieć temu facetowi o jednej z dyskotek szanownej
narzeczonej. Jasne, nie zrobię tego, ale straciłam do tej dziewczyny
jakąkolwiek sympatię i szacunek. Z jednej strony - krótkie trzymanie
misiaczka przy sobie, a z drugiej - zwyczajne kurestwo. Jej przyjaciółka
tłumaczy ją: "no co, nigdy ci się nie zdarzyło mieć ochoty na seks z innym
niż twój facet?" Owszem, mogło mi się zdarzyć, ale związek to nie tylko
gruchanie, ale kawał porządnej roboty do zrobienia, i rzecz w tym, żeby się
opanować, postawić poprzeczkę!
Szkoda, że nie żyjemy w Ameryce, można by poczekać do ich ślubu i kiedy
padłoby "ktokolwiek ma coś przeciw", wyłożyć kawę na ławę. Niech wie, z kim
się żeni.

soczew.
    • matrek Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:28
      Nosi wilk razy kilka...
      • fe_male Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:31
        matrek napisał:

        > Nosi wilk razy kilka...
        >


        Wiesz co matrek a ja właśnie obawiam się, że jej wszystko ujdzie na sucho. Mam
        jakieś takie nieodparte wrażenie, że najgorsze wy..łoki i sku..syny zawsze
        wychodzą z opresji cało a cierpią ci, z którymi oni się stykają.
        • matrek Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:35
          fe_male napisała:

          >
          > Wiesz co matrek a ja właśnie obawiam się, że jej wszystko ujdzie na sucho.
          Mam
          > jakieś takie nieodparte wrażenie, że najgorsze wy..łoki i sku..syny zawsze
          > wychodzą z opresji cało a cierpią ci, z którymi oni się stykają.

          Myślę, że prędzej czy później, gostek połapie się a laska spadnie z wysokiej
          drabiny. Inna sprawa, że rozumiem, iż kochając nmożhna być zaślepionym, albo
          nawet widząc, nie przyjmować faktów do wiadomości, ale ten chłopek chyba
          przesadza.
          • matrek Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:44
            Sądzę, że jego to wszystko już mocno boli. Teraz to tylko kwestia czasu -
            przelania miarki, kiedy coś w nim pęknie
            • soczewica Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 18:21
              matrek napisał:

              > Sądzę, że jego to wszystko już mocno boli. Teraz to tylko kwestia czasu -
              > przelania miarki, kiedy coś w nim pęknie
              >
              kilka razy "pękało", ale to typ który ze stoickim spokojem znosi jeżdżenie po
              sobie. na pewno jest im dobrze czasem, w końcu pieć lat razem to nie w kij
              pierdział.
              on dzięki jej aspiracjom zdał maturę i czyni dalsze postepy w edukacji - czasem
              babskie ambicje na coś się przydają. nie jest tak, że on kompletnie pozbywa się
              przy niej swojej twarzy.
              najlepsze w tej historii jest, że ona była jego pierwszą dziewczyna, i sama
              przy jakiejś okazji stwierdziła, że boi się że on zechce zakosztować
              przyjemności z innego łoża, a tu proszę. ją zaswędziało...
              wszystko wydarzyło się jakieś półtora roku temu. nie wiem, ale chyba na jej
              miejscu nie umiałabym patrzeć mu przez ten czas spokojnie w oczy.
              oj, korci, żeby go uświadomić, korci

              soczew.
              • matrek Wiesz co ? 04.02.03, 18:30
                Załamka - coraz mniej mi go żal. Inna sprawa, że źle skończy.
        • drzazga1 Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:52
          fe_male napisała:

          > Wiesz co matrek a ja właśnie obawiam się, że jej wszystko ujdzie na sucho.
          Mam
          > jakieś takie nieodparte wrażenie, że najgorsze wy..łoki i sku..syny zawsze
          > wychodzą z opresji cało a cierpią ci, z którymi oni się stykają.

          Mam takie samo nieodparte wrażenie :-(((
    • czarna33 Re: Pantoflarstwo powiązane ze zdradą 04.02.03, 17:44
      Hmm takich dziewuch to ja nie lubie.
    • Gość: mmm widzisz belke... IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 04.02.03, 18:38
      a mnie ciekawi czemu was wszystkich tak strasznie wkurza postepowanie innych
      ludzi ktore w ogole was nie dotyczy. a haslo: "korci mnie zeby mu powiedziec"
      zrozumielabym w gdyby autor(ka) watku byl(a) bliskim przyjacielem
      (lka) "pantoflarza". w innym przypadku to zwykla zlosliwosc - zeby
      dokopac "kurwie" - bo nie widze innego celu - "pantoflarz" raczej wiele na tym
      nie zyska. a moze z milosci do prawdy ;) w kazdym razie zamilowanie do
      wtrazalania sie w cudze zycie zdecydowanie mi sie nie podoba. wyglada mi to na
      powszechnie wystepujacy syndrom podnoszenia wlasnej wartosci przez kontrast
      z "innymi": "inni" sa kurwami i sukinsynami i tylko ja jestem ok. i wszelkie
      moje niepowodzenia przez to, ze dobrzy maja gorzej w zyciu + ja moze zrobie
      czasem cos nie tak, ale przeciez nie posuwam sie az do tego co "inni". na
      koniec: zeby ktos nie pomyslal ze pochwalam postepowanie opisanej dziewczyny -
      nie pochwalam. ale jest ono w jej sumieniu a zadaniem kazdego jest radzenie
      sobie ze swoim a nie cudzym. jedyne co w opisanej sytuacji warto by zrobic to
      pogadac z opisana dziewczyna w cztery oczy i wylozyc swoje zdanie. jesli sie
      nie zmieni - jej problem i koniec bajki. pozdrawiam i zycze surowosci wobec
      siebie a milosierdzia wobec innych.
      • maly.ksiaze Re: widzisz belke... 04.02.03, 18:44
        Nie pozwol, aby Twoje poglady powstrzymaly Cie przed zrobieniem tego, co
        sluszne. Moze nalezy wykazac milosiedrdzie wobec tego nieszczesnego pantoflarza?

        Ogladaliscie film 'Dogma'?

        Pozdrawiam,

        mk.
      • Gość: lu Re: widzisz belke... IP: *.chello.pl 04.02.03, 19:48
        no, nareszcie ktoś rozsądny się odezwał! podpisuję sie pod zdaniem mmm rekami i
        nogami!!!
        i pozdrawiam mmm! :)
      • soczewica chyba chodziło ci o źdźbło? 04.02.03, 21:43
        mmm, to nie ja mówię o kurwieniu, to ty używasz ciężkich słów nazywając to co
        robi bohaterka mojego posta.

        a grzebanie się w cudzym życiu? czy tylko u mnie i udzielających się w tym
        wątku to widzisz? zajrzyj gdziekolwiek, chociażby do faceta który nie wie jak
        zerwać z dziewczyną, każdy wątek nie traktujący o abstraktach to mieszanie się
        do czyjegoś życia, jeśli tak ci to nie odpowiada, to zrezygnuj z forum i
        przerzuć się na czytanie wiadomości giełdowych.

        akurat nie mam tego rodzaju "belki" we własnym oku.

        soczew
    • soczewica cd 05.02.03, 18:50
      Historia niespodziewanie doczekała się dalszego ciągu. Zaczyna mnie to
      inspirować.
      Coraz mniej ich rozumiem.
      Oni poszli na zakupy, bo ona chciała nową toaletkę. W trakcie szukania
      wyniknęła rozmowa o ślubie, i nagle on zachwycił się pomysłem. Stwierdził
      nawet, że rzeczona toaletka idealnie nadaje się na prezent ślubny. Popłynęły
      plany: wszystko miało być już natychmiast, nawet pojawiła się mowa o
      dzidziusiu, w myślach umeblowali pokój, on miał przywieźć meble do niej do domu
      (kochana przyszła teściowa jest za). Ona przez jeden dzień była
      najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale kolejny dzień stał się bardziej
      szary, odpadły różowe wstążeczki, kiedy ona chciała marzenia ukonkretnić, i
      stwierdziła, że pójdzie do USC zarezerwować termin. Na to przyszły luby
      stwierdził: no co ty, ja tylko tak sobie mówiłem. Jej wszystko opadło poniżej
      kostek, a on, cały zadowolony z siebie stwierdził, że jest półgłówkiem.
      Samokrytyka jej nie pocieszyła ;).
      Kiedy ona zaczęła wnikać w problem, on stwierdził: proszę, nie mieszaj mi tak w
      głowie!

      E, mnie też odeszła chęć uświadomienia go, mam za to uciechę w obserwowaniu
      sytuacji.
      Ciekawią mnie losy toaletki – on wpłacił zadatek, ale nie wiadomo, czy ją kupi,
      skoro miał to być prezent zaręczynowy, a zaręczyn na razie nie ma.

      Jakąś nauczkę dla siebie też wyciągnęłam: nie warto być apostołem
      sprawiedliwości, lepiej poobserwować. Większa radocha, i mniej boli ;)

      soczew.
      • bleble7 Re: cd 06.02.03, 15:33
        Pamietaj madrosc naszych przodkow:
        Wart Pac palaca a palac Paca!

        Nie mieszaj sie do cuczego zycia i nie badt ta zyczliwa.

        Jesli facet jest dupkiem, dostaje to na co zasluzyl!

        Smierc frajerom!
      • matrek Re: cd 06.02.03, 15:36
        soczewica napisała:

        >
        > Jakąś nauczkę dla siebie też wyciągnęłam: nie warto być apostołem
        > sprawiedliwości, lepiej poobserwować. Większa radocha, i mniej boli ;)
        >
        > soczew.

        A co Cię tak zabolało ?
      • Gość: mmm Re: cd IP: *.klaudyny.waw.pl / 10.1.32.* 07.02.03, 00:22
        o wlasnie! kazdy kij ma dwa konce. a "kurwienie sie" bylo w cudzyslowiu wiec
        nie jako moja ocena lecz uogolnienie czesto stosowane. odnosnie wtranzalania
        sie w cudze zycie: jesli ktos pyta o zdanie lub sie zwierza np. na forum -
        mamy prawo sie wtranzalac jesli nie - nie powinnismy bo wychodzimy na
        wscibskich plotkarzy. a z "belka" bylo ogolnie bo przeciez "kto jest bez
        grzechu...". wiec pewnie "takiej belki" nie masz w oku (i tego zycze tobie,
        twojemu mezowi i potomkom:) ale masz inne jak kazdy z nas. pzdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja