Dodaj do ulubionych

przyjaciółka...

10.08.06, 15:15
wątek jest prosty:
...jest mężczyzna, z którym żyjemy razem i kochamy się wzajemnie, ale
... znamy sie krócej niż trwa jego przyjaźń kolegowanie się z pewną kobietą
traktuje ją rzezcywiście jak kumpla i nie chodzi tu o klasyczną zazdrość z
mojej strony, ale o ukłucie gdy sobie uświadomię, że ze wszystkimi swoimi
problmami zawsze zracał się do niej, że jej opinia jest dla niego ważna itd
głupie? ok rzeczywiście, bo to trochę taka zazdrość o przeszłość, czas ..
ale niestety męczy mnie nieustannie
rozmawiałam oczywiście z moją połową na ten temat, nie po to aby zmieniać ich
relacje, ale żeby uświadomić mu tylko mój punkt widzenia, i tyle (i tak
doszliśmy wspólnie do tego, że sytuację najlepiej rozwiąże czas, (boimy się
tego czego nie znamy,
jest się w ogóle czym martwić... ?
Obserwuj wątek
    • swan9 Re: przyjaciółka... 10.08.06, 15:27
      wiesz co? to zalezy od wielu czynnikow... badz mądra
      :)
    • agick Re: przyjaciółka... 10.08.06, 16:54
      Pozwól, ze opowiem Ci pewna historię.
      Jest sobie pewna dziewczyna i pewien chłopka.
      Pracują w jednej, ogromnej firmie. Podczas spotkania biznesowego, zupełnym
      przypadkiem ich spojrzenia się spotykają i ..... i wybucha miłość. Tyle, ze to
      miłość siostrzana. Taka sama z obu stron. Żadnej chemii, iskrzenia. Nic. Od
      pierwszego wejrzenia. Gadają ze sobą o wszystkim – o swoich kochankach, o
      szczęściach, nieszczęściach. Razem jeżdżą na wakacje, chodzą na basen, do kina,
      upijają się winem.
      W Jej życiu pojawia się mężczyzna – chwilę próbuje doszukać się w ich relacji
      czegoś, czego nie ma. Przestaje szukać. Zostaje przyjacielem przyjaciela swojej
      kobiety.
      Wkrótce, w życiu chłopaka pojawia się też kobieta.
      Ona dłużej nie może znieść tego, ze jakaś dziewczyna jest jego przyjaciółką.
      Zastanawia się, denerwuje. Rozmawia ze swoim chłopakiem. Pewnego dnia rozmawia
      z tą dziewczyną – dziewczyna nagle rozumie, ze jej osądy, poglądy nie mogą być
      już wyrocznią. Że kobieta życia jej najlepszego kumpla ma swoje prawa. Szanuje
      to.
      Kobieta tego kumpla okazuje się jednak być bardzo mądrą osobą – wie, ze
      przyjaźń, taka prawdziwa, rzadko się wydarza. Obserwuje tych dwoje i już wie,
      że poza ogromną przyjaźnią, nic ich nie łączy ani łączyło. Nigdy. Wiele razy
      potem sama będzie prosić tę dziewczynę „pogadaj z nim, strasznie źle znosi to,
      żeście się pokłócili”.
      Dziś ta kobieta jest żoną mojego najlepszego przyjaciela. Jest też moją dobrą
      przyjaciółką jednak to zawsze on będzie memu sercu bliższy. Jest dla mnie jak
      brat. Wiele rzeczy przeżyliśmy razem zanim w naszych życiach pojawiły się
      ukochane osoby. Nie umie jednak wyrzucić z siebie tej przyjaźni. Bardzo się
      cieszę, ze jako 4 dorosłe osoby przetrwaliśmy tę próbę – przyjaźnimy się
      wszyscy. Z tą małą różnicą – ta dziewczyna i ten chłopak są jak rodzeństwo.

      Poukładaj tę jego przyjaźń, spróbuj ją zrozumieć. Czasem to jest naprawdę
      przyjaźń. I więcej nic.
      Jeśli przestaną się przyjaźnić, bo wymusisz to na Nim – żal pozostanie na
      zawsze. I w Nim i w Jego przyjaciółce. Nie bądź zazdrosna o to, ze miał życie
      przed Tobą. Każdy jakieś miał. Ciesz się, ze ma przyjaciela.
      Pozdrawiam,
      • chosten Re: przyjaciółka... 11.08.06, 09:56
        ładna historia...
        mądre słowa...

        dzięki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka