megg29
12.12.06, 10:43
To, co powiem, może się wydac kontrowersyjne, ale ja jestem za wolnością
uczuć. Wszyscy dookoła mnie próbowali 28 lat zmusić mnie do kochania siostry.
Tłumaczyli, że rodzeństwo trzeba kochać, i już. A moja siostrzyczka ma taki
charakter, że ja bym się z nią nigdy nie zaprzyjaźniła, gdybyśmy siostrami
nie były. Nie umiałam z nią znaleźć wspólnego języka 28 lat, ponieważ
doporwadzała mnie mnie do szału, gdy mieszkałyśmy razem. Przekonywanie mnie
przez wszystkich dookoła, że mam kochac siostrę, bo tak wypada, inaczej
jestem nienormalna, nie dało absolutnie nic. Rozwiodłam się, bo mój mąż
próbował, jak moi rodzice, zmusić mnie do pokochania siostry ( mieszkaliśmy u
mojej mamy), wyzywał mnie od faszystek, twierdził, że nie można być
rozdwojonym, nie kochać kogoś w rodzinie, a kochać męża, nie dostrzegał tego,
co dla niego robiłam w ostatnim roku małżęństwa, tylko kłócił się ze mną o
mój stosunek do siostry. A ja nie mam z nią niczego wspólnego poza grupą
krwi. Ja uważam, że jeśli się kogoś nie kocha, to się nie da zmusić do
miłości. I to jeszcze zmuszać kogoś do kochania, bo tak wypada. Co to w ogóle
ma znaczyć, że tak wypada? Nigdy mnie nie interesowały społeczne nakazy,
jeśłi były idiotyczne. No i co Wy na to?