burkinafaso2
12.12.06, 19:26
Zawsze faceci, kótrzy mi się najbardziej podobali bardzo mnie pociągali
fizycznie, ale niekoniecznie miałam z nimi o czym rozmawiać.
Jestem teraz ostatkami sił w takim dziwnym układzie opartym raczej na pociągu
fizycznym niż na braterstwie dusz i co dziwniejsze jest to związek na
odległość. Długo było tak, że siedział w mojej głowie, że marzyłam o nim. Z
czasem to zaczeło stawać się dla mnie coraz mniej realne. Nie chodzi o to, że
mieszkamy daleko od siebie i nie wiadomo czy jest w ogóle szansa, że któreś z
nas zdecyduje się zmienić miejsce zamieszkania. Teraz jest to niemożliwe.
Chodzi bardziej o to, że nagle z dnia na dzień przestałam o nim
myśleć...okazało się,że nie mam o czym z nim rozmawiać. Zawsze rozmawialiśmy
przede wszystkim o emocjach i o namiętności jaką do siebie czujemy. Teraz już
powoli zapominam o tej namietności miedzy nami i cięzko jest mi udawać, że
tak nie jest. Wydaje mi się, że on nie potrafi może nie chce rozmawiać o mnie
o codzienności o tym co nas oboje dręczy, smuci, cieszy, interesuje,
fascynuje.
Tymczasem poznałam kogoś z kim relacje są narazie tylko koleżeńskie, ale za
to dogaduje się z nim jak z nikim innym. Wypełnia mi tą pustkę, której
brakuje mi w moim związku. Podoba mi się też, ale czuję się podle, że w ogóle
tak myślę...że biorę pod uwagę żeby to zakończyć i zacząć od nowa z kimś
innym. Nie wiem nawet na czym tak naprawde stoje.
Mój facet jest daleko, wiem,że mu zależy, ale nie wiem faktycznie na
ile,wiem, że mnie pragnie i że jest on dla mnie niesamowicie atrakcyjny...ale
to wszystko jest coraz mniej realne...coraz bardziej tęsknie za bliskością i
wsparciem drugiej osoby. Ostatnio zaczęłąm unikac rozmów z nim, tak jakbym
chciała go do siebie zrazić. Nie wiem czy postępuję słusznie i nie potrafię
ważyć moich uczuć. Nie wiem czy zerwać z nim, czy może to chwilowy kryzys.
Boję się, że postąpie pochopnie i będę żałować:/