Dodaj do ulubionych

Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ???

13.01.07, 19:43
... gdy wyzywa żonę, bez powodów od „zołz” „swoich błędów” itd. jednym słowem
nie szanuje jej, kłamie itd. I co wtedy? Żona odsuwa się od męża (sprowadza do
minimum albo całkowicie stara się unikać kontaktów intymnych), ponieważ mąż
swym zachowaniem i słowami zadał jej cios prosto w serce i nie potrafi
okazywać mu uczuć tak jak kiedyś. To chyba normalne jej zachowanie w takim
przypadku?? Dobrze myślę?? Wtedy mąż odbiera to w zupełnie inny sposób niż
naprawdę jest, czyli oskarża żonę, że przestała go kochać i zarzuca jej, że w
ten sposób niszczy małżeństwo trwające zaledwie półtora roku, zaczyna (po
trzeźwemu) pytać ją czy ma jej za seks płacić skoro nie daje mu „dupy”. Pewnie
myśli, że te słowa sprawią, że żona zmieni zdanie w tej kwestii ale żona nie
ustępuje. Wtedy już po mocnym spożyciu alkoholu z ust męża padają o wiele
mocniejsze słowa: „skoro Ty mi nie dajesz, to w każdą sobotę będę jeździł na
dyskoteki na kur... bo mam potrzeby, jestem jeszcze młody a życie ma się
jedno, znajdę sobie jakąś stałą partnerkę do seksu + parę przygodnych kur... a
Tobie może się zarosnąć albo trzymaj dla innego frajera”.

I co Wy o tym myślicie?
Jaka jest Wasza opinia o mężu?
Obserwuj wątek
    • polla4 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 19:46
      Kawał chama i prostaka

      ps. Piszesz o swoim męzu?
    • kotkaaaa Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 19:47
      co mysle? jak napisze, ze to slodki facet, to uwierzysz?
      dziwne pytania zadajesz
    • alpepe Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 19:48
      ja myślę, że żona musiała być ślepa i głucha przed ślubem, że się teraz dziwi
      zachowaniu tego buraka.
      • majka264 do alpepe 13.01.07, 22:47

        > ja myślę, że żona musiała być ślepa i głucha przed ślubem, że się teraz dziwi
        > zachowaniu tego buraka.

        żona przed ślubem nie była świadoma tego, że mąż może tak się zmienić (na
        niekorzyść). Byli z sobą długo zanim się pobrali, na początku zapowiadało się
        wszystko dobrze no ale niestety jest jak jest.
    • longeta Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 20:13
      Typowa Polska "szczęśliwa" rodzinka,ale tak na serio...
      Masz pecha.
    • iberia.pl Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 20:15
      bez komentarza.

      Rozmowa, rozmowa, rozmowa, jesli nie przyniesie skutku to...rozwod.
    • mcbeal28 przykro czytać.... 13.01.07, 20:28
      z jednej strony to takie polskie...te 'wyzwiska',
      z drugiej strony...miłość cię do slubu doprowadziła...
      z trzecij strony macie kryzys i albo:
      a) go razem naprawiecie-tylko przy tym chamskim nastawieniu męża jakoś tego ni
      widzę...
      b) albo...nie chce mi sie tego słowa na 'r' pisać-ale to ostateczność.

      poczekać...aż opadną emocje...może wtedy da się z mężem po ludzku porozmawiać,
      każdy czasem brzydko mówi...i potem żałuje...
      Tylko k.... -strasznie chamski jest...:-(((((((ten twój mąż!
      • majka264 do mcbeal28 13.01.07, 22:53
        może trudno w to uwierzyć ale to miłość ją doprowadziła do ślubu. Nigdy nie
        przypuszczałam, że życie po ślubie tak się odmieni. Owszem po tym jak tak
        brzydko powie, przeprosi i obiecuje "nigdy więcej" niestety nie zawsze trzyma
        się słowa
    • silic Myślimy , że mąż poszedł po rozum do głowy 13.01.07, 20:42
      Zrozumiał, że małżeństwo to nie jest to czego chciał ( a może nie chciał a musiał).
      Myślę, że bez powodów mąż nie zaczął "zołz" i "błędów" rzucać. Żona wyprowadziła
      kontrę (nie dowiadując się o co chodzi) i spirala się "sama" nakręciła.
      Albo trzeba się teraz poświęci (jedna bądź obie strony) i to rozplątać nie
      patrząc kto zaczął albo iść po rozwód.
      Tak na margnesie - czemu dziwisz się , że mąż chce jechać na dyskoteki po seks ?
      Nie ma go w domu to szuka gdzieś indziej. Jak w domu nie ma jedzenia to się
      idzie do sklepu...

      • xtrin Re: Myślimy , że mąż poszedł po rozum do głowy 13.01.07, 21:02
        > Myślę, że bez powodów mąż nie zaczął "zołz" i "błędów" rzucać.

        Nie ma niczego, co usprawiedliwiałoby wyzywanie żony i traktowanie jej jak śmiecia.
        Jeżeli okazało się, że małżeństwo nie jest dla niego, nawet, jeżeli okazało się,
        że to zła kobieta jest to i tak nie jest do powód do takiego zachowania.
        Kulturalny człowiek rozwiązuje to inaczej.
        • silic Re: Myślimy , że mąż poszedł po rozum do głowy 13.01.07, 21:47
          "zołza" i "błąd..." nie są jakimś specjalnie ciężkim kalibrem. Inne słowa nie
          zmieniłyby tego, co chciał powiedzieć; każdy ma inną wrażliwość.

          A tak właściwie, przychylam się do tego , co napisałaś o tym, że to może być
          prowokacja. Post brzmi jak napisany tylko po to , by uzyskać akceptację działań
          żony. Może się myle, ale coś mi tu nie pasuje.
          • majka264 do silic 13.01.07, 23:08
            co Ci nie pasuje? Napisałam prawdę. Po co miałabym ukrywać swoją winę
            zwłaszcza, że na forum pisze się anonimowo.
          • xtrin Re: Myślimy , że mąż poszedł po rozum do głowy 14.01.07, 00:07
            > "zołza" i "błąd..." nie są jakimś specjalnie ciężkim kalibrem. Inne słowa nie
            > zmieniłyby tego, co chciał powiedzieć; każdy ma inną wrażliwość.

            Czy musiałby rzucać "kur..mi" i wyzywać ją od "p..d", żeby można było to uznać
            za obraźliwe?
            "Zołza" to określenie bardzo negatywne. "Jesteś moim największym błędem" -
            ciężko chyba o bardziej jednoznaczne i agresywne określenie uczuć w stosunku do
            współmałżonka niż taka deklaracja.
            Jeżeli facet nie byłby chamem pozbawionym wrażliwości to winien to wyrazić
            zupełnie inaczej. I coś działać w kierunku tego zmiany.

            > A tak właściwie, przychylam się do tego , co napisałaś o tym,
            > że to może być prowokacja.

            Nie pisałam, że to prowokacja. Zadziwiła mnie jedynie forma pytająca. Jak widać
            niepotrzebnie, bo znalazł się ktoś - w Twojej osobie - kto wydał ocenę inną niż
            ta, która dla mnie była oczywista.

            > Post brzmi jak napisany tylko po to, by uzyskać akceptację działań
            > żony. Może się myle, ale coś mi tu nie pasuje.

            Ja odebrałam to wręcz przeciwnie - że kobieta jest w sytuacji, którą bardzo
            ciężko znosi, ale nie jest przekonana czy rzeczywiście wina leży po stronie męża
            i czy sama odpowiednio postępuje. Stąd pytania o ocenę jego postępowania i
            tłumaczenie własnego. Jeżeli już czegoś szuka, to raczej wytłumaczenia jego
            działań, by mogła zachować nadzieję na trwałość związku.
            • majka264 do xtrin 14.01.07, 00:49
              masz rację pisząc:
              > Ja odebrałam to wręcz przeciwnie - że kobieta jest w sytuacji, którą bardzo
              ciężko znosi

              Masz rację, m.in. szukam wytłumaczenia jego działań, abym mogła zachować
              nadzieję na trwałość związku i po to abym mogła zrozumieć w czym tkwi problem, a
              wtedy łatwiej byłoby mi znaleźć odpowiednie rozwiązanie aby wreszcie wszystko
              się unormowało.
        • majka264 do xtrin 13.01.07, 23:03
          dzięki za wstawienie się w mojej obronie
          • xtrin Re: do xtrin 14.01.07, 00:09
            Nie lubię, gdy atakuje się innych bez powodu :).
      • majka264 do silic 13.01.07, 23:01
        Jestem dobrą żoną, nie tylko ja tak uważam ale moja rodzina, męża rodzina
        (rodzice, rodzeństwo) bo widzą co się dzieje. Wszyscy stoją po mojej stronie.
        Nie daję mu żadnych powodów aby mógł tak na mnie mówić.

        > Tak na margnesie - czemu dziwisz się , że mąż chce jechać na dyskoteki po seks
        > ?
        > Nie ma go w domu to szuka gdzieś indziej. Jak w domu nie ma jedzenia to się
        > idzie do sklepu...

        tak samo jak on lubię sex, tylko te jego brak szacunku względem mnie sprawia, że
        go odpycham. Uwierz, że mi też nie jest łatwo bo mimo wszystko kocham go i
        chciałabym aby między nami było jak dawniej, aby była ta nasza "bliskość". Gdyby
        tylko potrafił mnie uszanować nie musiałby szukać np.na dyskotece, tylko miałby
        "to" w domu, tyle razy ile by chciał.
      • lupus76 Re: Myślimy , że mąż poszedł po rozum do głowy 17.01.07, 13:20
        Dokładnie Silic. Zadziałało proawo popytu i podaży. A może (to tylko
        przypuszczenie) jest to efekt małżeństwa na siłę :)
        • majka264 lupus76 18.01.07, 00:51
          > Dokładnie Silic. Zadziałało proawo popytu i podaży. A może (to tylko
          > przypuszczenie) jest to efekt małżeństwa na siłę :)

          lubus76 to nie jest małżeństwo na siłę!!!
          Ja go kocham i wiem, że i on mnie również.
          Tylko porostu mamy problem a przecież każdemu małżeństwu zdarzają się
          problemy/spory itp. mniejsze bądź większe.
          A każdy problem da się rozwiązać, tylko potrzeba trochę czasu, chęci i
          odpowiedniego sposobu.

    • xtrin Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 21:00
      Czy to jest podchwytliwe pytanie? Bo chyba ocenić takie zachowanie można tylko
      na jeden sposób.

      W jednym mąż może mieć jednak rację - ona przestała go kochać. Albo jest
      masochistką.
      • majka264 do xtrin 13.01.07, 23:13
        > W jednym mąż może mieć jednak rację - ona przestała go kochać. Albo jest
        > masochistką.

        mąż nie ma racji - kocham go i nie jestem masochistką, ja poprostu wierzę "w
        lepsze jutro", że może być jeszcze dobrze.
        • xtrin Re: do xtrin 14.01.07, 00:17
          > mąż nie ma racji - kocham go i nie jestem masochistką, ja poprostu
          > wierzę "w lepsze jutro", że może być jeszcze dobrze.

          Jeżeli go wciąż kochasz to jeszcze bardziej jest mi Cię żal.
          Niestety, ja nie wierzę w "lepsze jutro". Znam sytuacje podobne do Twojej i
          niestety nigdy nie kończą się dobrze. Tacy faceci to typy, które żywią się
          upodlaniem kobiety, potrzebują tego jak tlenu, nie są sobą, jeżeli jej nie
          wyzwą, odreagowywują na osobie, na której jest to najbezpieczniejsze. To jest
          głęboko w nim i ciężko mi uwierzyć w to, by się zmienił.

          Jeżeli nie macie dzieci to zostaw go.
          • majka264 do xtrin 14.01.07, 01:05
            ja i mąż byliśmy z sobą 6 lat zanim zdecydowaliśmy się na ślub. To był ślub nie
            z rozsądku ani z wpadki tylko z miłości.

            > Tacy faceci to typy, które żywią się upodlaniem kobiety, potrzebują tego jak
            > tlenu, nie są sobą, jeżeli jej nie wyzwą, odreagowywują na osobie, na której
            > jest to najbezpieczniejsze.

            I zapewniam że przez te 6 lat bycia razem przed ślubem nigdy tak brzydko się do
            mnie nie odzywał. Przed ślubem mieszkaliśmy razem przez rok SAMI i było wszystko
            w należytym porządku, oczywiście zdarzały się drobne kłótnie jak w każdym
            związku ale bez takiego słownictwa. Teraz mieszkamy razem z jego rodzicami, bo
            jak już pisałam w innej mojej odpowiedzi nie stać nas na mieszkanie. A atmosfera
            między mężem a jego ojcem jest bardzo ciężka, nie znoszą się, jeden na drugiego
            działa jak czerwona płachta na byka (o tym też pisałam w innej mojej odpowiedzi.
            To jest dla mnie nie do pojęcia jak można tak się nienawidzić, ojciec z synem.
            Ja wychowałam się w kochającej, szczęśliwej rodzinie i nie potrafię zrozumieć
            czemu tak u nich się dzieje. Nie jest mi łatwo. Czasem tak sobie myślę że może
            ta sytuacja między nim a moim teściem jest powodem tego, że on tak się
            zachowuje. Powiem szczerze pogubiłam się w tym wszystkim
            • xtrin Re: do xtrin 14.01.07, 01:29
              No niestety, obawiam się, że trafiłaś na ten typ emocjonalnego wampira, który
              pożywia się upodleniem najbliższych. Gdy nie byłaś żoną, gdy wszystko było ok to
              i on był milusi. Ale gdy jesteś już mu "dana", gdy stałaś się najbliższą osobą
              to wszystko już z Tobą wolno.
              Problemy z ojcem niewątpliwie nie pomagają waszemu związkowi, ale bez względu na
              wszystko Twojemu mężowi nie wolno wyżywać się na Tobie.
    • fourteen.words Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 21:06
      Myślimy że jest zwykłym chamem i prostakiem.
      • longeta Polkom gratulujemy dobrych wyborów,męża;-) 13.01.07, 21:10
        itp.
    • trusia29 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 21:17
      jesli to Twój mąż, to wspólczuję, bo sama to przeszlam z ta małą róznicą, że
      mój eks-mąż nie pił a gadał tak na trzeźwo... oczywiście na pewnym etapie, bo
      nie wierzę że tak sobie zaczął do ciebie tak mówic, jakies powody doprowadzily
      do tego, że się oddaliliscie, ty nie chciałaś (nie moglas) z nim sypiać bo jego
      zachowanie hamowalo jakikolwiek poped a dalej to juz tylko gorzej...
      • majka264 do trusia29 13.01.07, 23:20

        > bo nie wierzę że tak sobie zaczął do ciebie tak mówic, jakies powody doprowadzily
        > do tego, że się oddaliliscie, ty nie chciałaś (nie moglas) z nim sypiać bo jego
        > zachowanie hamowalo jakikolwiek poped a dalej to juz tylko gorzej...

        widocznie jego siostra ma rację "nie dorósł do roli męża, zachowuje się jak
        nieodpowiedzialny gnojek, który zachowuje się jak pępek świata i nie zdaje sobie
        z tego sprawy, że swym zachowaniem rani najbliższych” (bo nie tylko mnie).

        To prawda, że jego zachowanie hamuje mój popęd
        • trusia29 Re: do trusia29 13.01.07, 23:46
          W takim razie nie wróże najlepiej waszemu małżeństwu (jak pisałam podobne
          doświadczenie mam za sobą). I rozumiem, że zachowanie faceta może prowadzić do
          tego, że kobieta nie chce się z nim kochać, co czesto powoduje dalsza agresję
          faceta i chamskie zachowanie (jak w przypadku mojego eks i twoejgo obecnego
          męża)
          • majka264 do trusia29 14.01.07, 00:01
            > W takim razie nie wróże najlepiej waszemu małżeństwu

            trusia29 może to jest chore ale ja też mam wątpliwości w to aby się ułożyło ale
            mimo wszystko nadal w tym tkwię i próbuję na wszelkie sposoby walczyć o nasze
            wspólne dobro, bo ja go naprawdę kocham, mimo iż tyle usłyszałam upokarzających
            słów.

            Masz rację, że jego zachowanie doprowadziło do tego, że ja nie potrafię tak
            często jak kiedyś kochać się z nim, powstał we mnie jakiś system hamulcowy. Jego
            to drażni, a mnie to, że on nie potrafi tego zrozumieć dlaczego tak jest. Tak
            bardzo chciałabym aby to pojął, że jak przestanie się tak zachowywać to wszystko
            pomału wróci na swoje miejsce tak jak powinno być.
        • xtrin Re: do trusia29 14.01.07, 00:20
          > widocznie jego siostra ma rację "nie dorósł do roli męża, zachowuje się
          > jak nieodpowiedzialny gnojek, który zachowuje się jak pępek świata
          > i nie zdaje sobie z tego sprawy, że swym zachowaniem rani najbliższych”

          Mam pytanie: a jak zachowuje się w stosunku do osób nie tak mu bliskich -
          współpracowników, kolegów, sąsiadów?

          > To prawda, że jego zachowanie hamuje mój popęd

          Doprawdy ciężko się temu dziwić.
          • majka264 do trusia29 14.01.07, 01:10
            > Mam pytanie: a jak zachowuje się w stosunku do osób nie tak mu bliskich -
            > współpracowników, kolegów, sąsiadów?

            przy kolegach czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie, zauważyłam że jak jest z
            nimi to lubi być w centrum zainteresowania i lubi mieć ostatnie słowo

            a jeśli chodzi o sąsiadów to kiedyś przed domem zrobił ojcu taką awanturę, że
            sąsiedzi wyjrzeli przez okno to zaczął do nich krzyczeć co się tak gapią (wtedy
            był pod wpływem alkoholu i taka sytuacja zdarzyła się raz).
            • xtrin Re: do trusia29 14.01.07, 01:31
              Bo koledzy, jeżeli brzydko się do nich odezwie to dadzą w morde i sobie pójdą.
              Ty nie.

              Inna sprawa, która mnie zaniepokoiła: czy Twój mąż nie ma przypadkiem problemu z
              alkoholem?
    • canimbenim Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 21:23
      ojej bardzo ciezka sytuacja! od keidty tak sie dzieje? Cos musi byc powodem ze
      sie zmienil moz ma jakies klopoty alebo po prostu zawsze byl .... tylko tego nie
      wiedzila rzmawiac tez nie wiem czy jest sens skopro jest po..y choc bym
      sprobowala a jezeli nie ma dzieci to bym odeszla i powiedzila zeby przemyslal
      swoje zachowanie albo wypier... z mojego zycia! Wogole nie ma prawa tak mowic
      glupi ku... ta sytuacje tzreba by bylo znac blizej!
      • kora251 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 21:29
        w pelni sie zgadzam z popredniczka!
        on jest skonczonym idiota, nie mozna byc z takim czlowiekiem, bo to grozi
        depresja, zero wsparcia,egoista, licza sie tylko jego seksualne potrzeby, radze
        dac sobie z kims takim spokoj,bo ionaczej cale zycie zmarnowane..
        • majka264 do kora251 13.01.07, 23:53
          ostatnio również odnoszę takie wrażenie, że dla niego ...

          > licza sie tylko jego seksualne potrzeby

          bo jak chcę z nim na spokojnie porozmawiać, spytać co mu się nie podoba w moim
          zachowaniu, czego oczekuje, co by chciał zmienić to on wtedy ciągle mi wypomina,
          że mniej się z nim kocham, próbuję mu powiedzieć, wytłumaczyć czemu tak jest i
          co możemy zrobić aby wszystko między nami wróciło do normy, ale gdzie tam nie
          dociera to do niego tylko gada i gada: "mniej się ze mną kochasz" ... itd.

          a tak w ogóle to rzeczywiście grozi to depresją, ja i tak już mam problemy z
          snem, od paru dni biorę leki na uspokojenie, nic mi się nie chce robić, w
          przyszłym tygodniu idę do lekarza bo mam problemy z sercem.

          Nie zawsze jest tak źle, bo są też dni kiedy jest między nami dobrze, kiedy jest
          naprawdę miły, dlatego walczę o nasze małżeństwo i nie rezygnuję z niego tak
          łatwo a jeśli się nie uda to przynajmniej będę miała tą świadomość że próbowałam.
          • kora251 Re: do kora251 18.01.07, 23:15
            popieram Cie w pelni,i masz moje wsparcie choc wirtualne, wiesz badz wytrwala,
            jesli on bedzie chcial odejsc,bo za malo sie kochacie to wtedy juz naprawde nie
            ma chyba sensu dalej to ciagnac,a na razie probuj z nim rozmawiac,moze w koncu
            zrozumie?..
      • majka264 do canimbenim 13.01.07, 23:33
        > ojej bardzo ciezka sytuacja! od keidty tak sie dzieje?

        tak naprawdę za wolnością kawalera zatęskinił w 2 tygodnie po ślubie, wtedy
        powiedział "wstaw rosół na gaz ja wychodze do sklepu po papierosy za 10min.
        wrócę, zjemy i pojedziemy do mojego brata" oczywiście zrobiłam jak powiedział,
        tylko że nie wrócił za 10 min. lecz po prawie 10 godz. w stanie chyba nie muszę
        pisać jakim. Przez ten czas nie miałam pojęcia co się z nim dzieje, zero
        kontaktu bo telefonu nie odbierał, nie źle się strachu najadłam bo wiadomo w
        jakich czasach żyjemy i jakie są wypadki. Jak się okazało mój mąż siedział w
        barze z kolegami.


        > Cos musi byc powodem ze sie zmienil moz ma jakies klopoty?

        Mieszkamy z jego rodzicami (bo nie stać nas na wynajem mieszkania) i nie potrafi
        dogadać się z ojcem, bardzo częste są między nimi kłótnie, przy których padają
        ostre słowa. Niestety ta cała atmosfera jaka panuje między nimi komuluje się na
        mnie.
        • xtrin Re: do canimbenim 14.01.07, 00:26
          > Mieszkamy z jego rodzicami (bo nie stać nas na wynajem mieszkania)
          > i nie potrafi dogadać się z ojcem, bardzo częste są między nimi kłótnie,
          > przy których padają ostre słowa. Niestety ta cała atmosfera jaka panuje
          > między nimi komuluje się na mnie.

          Niestety, to bardzo ciężka sytuacja.
          Jeżeli to tylko możliwe wyprowadź się stamtąd - przenieś na jakiś czas do swoich
          rodziców czy koleżanki. Mało to możliwe, ale może jeżeli zrozumie, że nie jesteś
          mu dana raz na zawsze to coś do niego dotrze.
          • majka264 do xtrin 14.01.07, 01:17
            > Jeżeli to tylko możliwe wyprowadź się stamtąd - przenieś na jakiś czas do
            > swoich rodziców czy koleżanki. Mało to możliwe, ale może jeżeli zrozumie, że nie
            > jesteś mu dana raz na zawsze to coś do niego dotrze.

            pewnego dnia jak wypił sobie z kolegami, wrócił do domu zaczął krzyczeć abym się
            pakowała i wypier...
            więc wróciłam do domu rodzinnego, mieszkałam tam jakiś czas a on po paru dniach
            wrócił skulony z łezkami w oczach z przeprosinami i obiecanką poprawy.
            Wróciłam. Po dłuższym czasie znów sytuacja się powtórzyła i tak 3 razy już się
            wyprowadzałam. Tylko, że teraz powiedziała, że to jest jego ostatnia szansa,
            jeśli tym razem "nawali" to koniec
            • xtrin Re: do xtrin 14.01.07, 01:34
              > pewnego dnia jak wypił sobie z kolegami, wrócił do domu zaczął krzyczeć abym
              > się pakowała i wypier... więc wróciłam do domu rodzinnego, mieszkałam tam
              > jakiś czas a on po paru dniach wrócił skulony z łezkami w oczach
              > z przeprosinami i obiecanką poprawy. Wróciłam. Po dłuższym czasie znów
              > sytuacja się powtórzyła i tak 3 razy już się wyprowadzałam. Tylko,
              > że teraz powiedziała, że to jest jego ostatnia szansa, jeśli tym
              > razem "nawali" to koniec

              Jeżeli odchodzisz gdy on Ci "każe" to tylko poddajesz się jego woli. Musisz
              odejść sama z siebie, gdy przekroczy pewną granicę, jaką postawiłaś.
              I jeżeli powiedziałaś, że to "ostatnia szansa" to musisz się tego trzymać.
              Jeżeli tego nie zrobisz to już nigdy w nic Ci nie uwierzy.
    • yagiennka Myślę że takiego "męża" należy kopnąć w d.. n/t 13.01.07, 22:37

    • kookardka Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 22:53
      Nie wiem co Ty zrobisz, ale dla mnie to byłby już "były mąż".
      • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 23:13
        No co wy dziewczyny. Dla meza zona powinna dawac.
        • uyu Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 13.01.07, 23:59
          Rozwiedz sie i im wczesniej tym lepiej. Opisywany przypadek to nieuleczalne
          chamisko bez nadzieji na poprawe.
          • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 00:12
            Chamisko nie chamisko, ale popatrz ty na niego innymi oczyma. On tam mocno
            biedny jest. Ja nie chcialbym byc na jego miejscu, i nie o skomlenie mi tu
            glownie chodzi.
            • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 01:19
              > Chamisko nie chamisko, ale popatrz ty na niego innymi oczyma. On tam mocno
              > biedny jest. Ja nie chcialbym byc na jego miejscu, i nie o skomlenie mi tu
              > glownie chodzi.

              a chciałabyś być na moim miejscu??
    • ania7410 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 00:22
      mysle,ze nikt nie moze sie zwracac do drugiej osoby w ten sposob, czy sa powody
      czy nie, takie zachowanie jest niedopuszczalne bo jest po prostu chamskie. nie
      zgadzaj sie na takie slowa kierowane w Twoja strone i musisz zareagowac bo
      jesli tego nie zrobisz maz bedzie wiedzial, ze tak moze mowic i zrobi to
      kolejny raz. powiedz, ze nie zyczysz sobie takiego traktowania i poczekaj az
      przeprosi.
      odsuniecie od loza ze wzgledu na uczucia jest zrozumiale dla kobiet ale faceci
      uwazaja to za kare a to poteguje ich chamskie zachowanie. trzeba im to
      wytlumaczyc jak dziecku, ze uczucia, ze przykro ...itd poradzisz sobie,
      powodzenia
      • majka264 do ania7410 14.01.07, 01:27
        dokładnie jest tak jak piszesz, on uważa, że ja go karzę tym że nie chcę się z
        nim kochać, a to nieprawda. Ja mu za każdym razem mówię, że nie życzę sobie
        takiego słownictwa kierowanego w moją stronę, owszem powie przepraszam ale
        widocznie zdaża mu się zapomnieć, że miał tak nie mówić. I znów mu przypominam,
        że nie życzę sobie takiego słownictwa a on znów przeprasza ale mimo wszystko
        czasem się to powtarza

        > odsuniecie od loza ze wzgledu na uczucia jest zrozumiale dla kobiet ale faceci
        > uwazaja to za kare a to poteguje ich chamskie zachowanie. trzeba im to
        > wytlumaczyc jak dziecku, ze uczucia, ze przykro ...itd

        to co wyżej napisałaś to święta prawda. Tłumaczę mu jak dziecku a on dalej
        swoje, że to kara "jak chłopczyk grzeczny to masz cukierka a jak nie to nie masz
        cukierka". Co za dziecinne rozumowanie.
    • widokzmarsa Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:23
      Ja bym to zrobił. Problemy się rozwiązuje w rozmowie a nie w odstawianiu piczki.
      Kontrolowanie zachowania męża przez dawanie lub nie dawanie dupy uważam za
      skończone kur..stwo i wystarczającą przyczynę która pozwala mi tłumaczyć
      dlaczego z radością pozostaję w kawalerstwie.
      • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:29
        Jasne, on ją gnoi i się na niej wyżywa, a ona jeszcze ma się z nim kochać...
        Weź się palnij w ten kawalerski łeb.
        • widokzmarsa Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:31
          dopóki nie znam jego strony to zakłądam że wina jest 50-50 a wtedy jej
          zachowanie to syf
          • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:33
            Nic nie usprawiedliwia takiego traktowania żony. Nic.
            Nawet jeżeli 50% z tego co napisano jest prawdą to ma ona pełne prawo nie mieć
            ochoty na seks z tym typkiem.
          • majka264 do widokzmarsa 14.01.07, 02:45
            > dopóki nie znam jego strony to zakłądam że wina jest 50-50 a wtedy jej
            > zachowanie to syf

            pewnie jakiś procent jest i mojej winy (nie zaprzeczam) ale na pewno nie 50/50.
            O wiele większy procent jest po jego stronie.
            Powiem jedno, że nigdy go nie wyzwałam nawet wtedy jak on mnie tak wyzywał.
      • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:31
        > Kontrolowanie zachowania męża przez dawanie lub nie dawanie dupy uważam za
        > skończone kur..stwo

        To on ją właśnie traktuje jak dziwkę - która ma dawać wszystko jedno czy ma na
        to ochotę czy nie.
        • wielo-kropek Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:44
          Nie mysle zeby on ja traktowal jak dziwke. Traktuje jak zone (pomijajac jego
          gebe) i wlasnie uwaza, ze zona powinna mu dawac, nic wiecej. On najwidoczniej
          nie zdaje sobie sprawy z problemu jaki ona ma, bo dla niego problem obecny to
          ten, ze nie ma seksu a chcialby go miec. Nie bez powodu jej gada ze pojdzie na
          dziwki, i pewnie to zrobi jak nie dostanie "na czas". Tu wlasnie sprawa czasu
          jest wazna. Powinni rozwiazac te sprawe, bo jesli autorka postanowila juz mu
          wiecej nie dawac, to dlugo z nim nie bedzie. No chyba ze potrafi tolerowac
          jego dziwki.

          • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:50
            To, że nie jest tego świadom nie zmienia faktu tego, że tak właśnie ją traktuje.
          • widokzmarsa Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 00:50
            to po kiego ptaka się szarpać? Facet wygląda na fiuta ale to nie znaczy że jej
            zachowanie jest ok...
            • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 01:00
              widokzmarsa napisał:

              > to po kiego ptaka się szarpać? Facet wygląda na fiuta ale to nie znaczy że jej
              > zachowanie jest ok...

              Nie wiem po kiego się szarpać, ale to jest już jej decyzja.
              A co do jej zachowania - cóż, nie życzę Ci, aby kobieta cały czas wyzywała Cię
              od mięczaków, loserów i fajtłap, a następnie obrażała się, że Ci nie staje.
            • wielo-kropek Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 01:05
              No wlasnie. Patrzac z meskiego punktu widzenia ona z pewnoscia w danej chwili
              nie traktuje go jak meza, bo nie daje mu. I nie chodzi tu o sprawy ze chora
              jest czy cos z tych rzeczy. Poprostu nie chce dawac, bo wg niej on nie
              zasluguje. Oczywiscie ja ja tez rozumiem. Nie rozumiem jednak dlaczego nie
              porozmawia z nim na ten temat i nie wyprostuje (naprawi) sprawy? Rozumiem ze
              ta naprawa rownie dobrze jest tez wymagana i od niego. Co jest istotne
              tutaj. Ona wie w czym i gdzie lezy problem. On o tym nie wie. Dlatego tez w
              obecnej sytuacji wg.mnie ona powinna go bardziej rozwiazac, przynajmniej
              zapoczatkowac rozwiazanie, bo on "ciemny" jest.Nie zna powodu dlaczego od niej
              nie dostaje, moze sie jedynie troche domysla. Wydaje mi sie ze jedno drugiego
              jest warte.
              • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 01:36
                > Wydaje mi sie ze jedno drugiego jest warte.

                Czytasz wyłącznie to, co Ci pasuje?
                Pisała wyraźnie, że wielokrotnie próbowała mu wytłumaczyć w czym problem, że nie
                odstawiła od łoża bez słowa, a podając dokładnie powód dlaczego.
                • wielo-kropek Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 01:58
                  Nie czytalem tutaj wszystkiego, wiec nie wiem, za co prosze wybaczyc, bo
                  inaczej by o tym co napisalem nie pisal. Rozumiem teraz ze wytlumaczyla mu w
                  czym problem. Jest to wazne, ale uwazam ze wazniejsza sprawa tutaj jest
                  szukanie wyjscia z tego problemu. Mysle ze konkretna rozmowa bedzie tu z
                  pewnoscia pozyteczna. Ona mu np. zagwarantuje to, ze nie bedzie mu robic
                  kaprysow,a on ze nie bedzie jej bluzgal i ublizal.
                  • xtrin Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 02:05
                    > Jest to wazne, ale uwazam ze wazniejsza sprawa tutaj jest szukanie
                    > wyjscia z tego problemu. Mysle ze konkretna rozmowa bedzie tu z
                    > pewnoscia pozyteczna.

                    Z tego co dziewczyna pisze tego właśnie próbowała. I nic, on problemu nie widzi,
                    jemu się należy i tyle.

                    > Ona mu np. zagwarantuje to, ze nie bedzie mu robic
                    > kaprysow,a on ze nie bedzie jej bluzgal i ublizal.

                    Eh, no zdecydowanie nie czytasz :).
                    Obiecuje że nie będzie i robi to dalej. Przy takiej "umowie" to on obieca, że
                    nie będzie, z miejsca zażąda jej wywiązania się z umowy, a później będzie do
                    samo, aż jemu się znowu nie zachce.
                    • wielo-kropek Re: Ma rację, powinien cię zostawić 14.01.07, 02:23
                      To ja juz go nie rozumiem. Obiecuje i pluje na swoja obietnice i na nia tez.
                      W tym przypadku to on glownie pluje na siebie samego i pokazuje kim naprawde
                      jest. Nie znam sprawy ale wydaje sie ze dziewczyna moze i sluszne postepuje ze
                      mu nie daje. Nalezy mu sie raczej ale figa z makiem, choc jak juz napisalem nie
                      znam sprawy. Byc moze ona go prowokuje do klotni, a on(taki juz typ) nie
                      portafi sie wstrzymac i jej wiazanki wiaze. Nic nie poradze i nie doradze
                      raczej. Moze faktycznie nie pasuja do siebie. Wydaje sie ze autorka jest czula
                      kobieta i wrazliwa. Jemu potrzebna raczej inna, o innych czulosciach.
                      • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 03:17
                        > To ja juz go nie rozumiem. Obiecuje i pluje na swoja obietnice i na nia tez (...)
                        > Nie znam sprawy ale wydaje sie ze dziewczyna moze i sluszne postepuje ze
                        > mu nie daje.

                        No wreszcie załapałeś.

                        > Byc moze ona go prowokuje do klotni, a on(taki juz typ) nie
                        > portafi sie wstrzymac i jej wiazanki wiaze.

                        choćbym sprowokowała kłótnię to on nie ma prawa tak się do mnie odnosić.

                        > Moze faktycznie nie pasuja do siebie. Wydaje sie ze autorka jest czula
                        > kobieta i wrazliwa. Jemu potrzebna raczej inna, o innych czulosciach.

                        Tylko przez 6 lat byliśmy parą jak zdecydowaliśmy się na ślub i było wtedy ok. A
                        po drugie gdyby nie było tego dopasowania to chyba wyszłoby one w trakcie tych
                        wspólnie spędzonych 6 lat (w tym 1 rok mieszkaliśmy razem).

                        > Jemu potrzebna raczej inna, o innych czulosciach.

                        a jeśli to miałaby być prawda, że jemu potrzeba innej o innych czułościach to
                        szkoda, że teraz się kapnął po tym jak zaprowadził mnie przed ołtarz. Na te
                        skapowanie się czy ja to właśnie ta jedyna miał 6 lat!! Jak się oświadczał mówił
                        że jest w 100% pewny że to ja "jego druga połowa na całe życie". Więc nie sądzę
                        aby potrzebował innej o innych czułościach, tu musi tkwić problem w czym innym,
                        a ja próbuję dociec, on twierdzi, że to wszystko przez sytuację jaka panuję
                        miedzy nim a ojcem, że to go wyprowadza z równowagi i odbija się to na mnie.


                        P.S. na drugi raz przeczytaj całość na tym wątku a później pisz co masz do
                        powiedzenia




                        • wielo-kropek Re: do wielo-kropek 14.01.07, 05:07


                          > > kobieta i wrazliwa. Jemu potrzebna raczej inna, o innych czulosciach.
                          >

                          to
                          > szkoda, że teraz się kapnął po tym jak zaprowadził mnie przed ołtarz.
                          A gdzie ty bylas jak z nim tam szlas? Ja myslalem ze ty sama przed oltarz z
                          nim poszlas. Teraz wyglada na to, ze w slepo tam szlas jak owca zblakana czy
                          cos w tym sensie. Moze to ty wlasnie sie teraz kapnelas ze zrobilas byc moze
                          pomylke, ze przed oltarz dalas sie wlasnie zaprowadzic, co?



                          • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 15:15
                            > A gdzie ty bylas jak z nim tam szlas? Ja myslalem ze ty sama przed oltarz z
                            > nim poszlas. Teraz wyglada na to, ze w slepo tam szlas jak owca zblakana czy
                            > cos w tym sensie. Moze to ty wlasnie sie teraz kapnelas ze zrobilas byc moze
                            > pomylke, ze przed oltarz dalas sie wlasnie zaprowadzic, co?

                            SAMA z DOBREJ WOLI, szłam z nim przed ołtarz bo bardzo go kocham i chciałam być
                            jego żoną, więc nie pisz że szłam jak owca zbłąkana. Ja już pisałam, że byliśmy
                            z sobą 6 lat jak zdecydowaliśmy się na ślub i przez te 6 lat było między nami
                            bardzo dobrze. Nie uważam tego ślubu za pomyłkę, po prostu w pewnym momencie
                            podubiliśmy się (jeśli można tak to nazwać) i terez oboje musimy odnaleźć jakieś
                            rozwiązanie aby wszystko było jak dawniej
                        • xtrin Re: do wielo-kropek 14.01.07, 09:12
                          > choćbym sprowokowała kłótnię to on nie ma prawa tak się do mnie odnosić.

                          Dokładnie!
                          I nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

                          > a ja próbuję dociec, on twierdzi, że to wszystko przez sytuację jaka panuję
                          > miedzy nim a ojcem, że to go wyprowadza z równowagi i odbija się to na mnie.

                          Co to wogóle za argument?!
                          On nie ma prawa wyżywać się na Tobie ze względu na jakiekolwiek problemy.
                          Rozumiem, że wasza sytuacja mieszkaniowa jest ciężka, ale to nie jest powód, aby
                          tak się zachowywać. Bo co, wszystkie problemy do końca życia będzie sobie
                          odbijać na Tobie?
                          • majka264 do xtrin 14.01.07, 15:24
                            > On nie ma prawa wyżywać się na Tobie ze względu na jakiekolwiek problemy.
                            > Rozumiem, że wasza sytuacja mieszkaniowa jest ciężka, ale to nie jest powód,
                            > aby tak się zachowywać.

                            Jestem tego samego zdania co Ty. Sama mu to mówię ale czasem jest taka atmosfera
                            między nim a jego ojcem, że ja już sama tego psychicznie nie wytrzymuję ale ja
                            wtedy nie wyrzywam się na mężu, mimo iż teść też potrafi dać mi w kość.
                            Moje marzenie to w pierwszej kolejności aby się z mężem od nich wynieść jak
                            najdalej.
              • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 03:03
                >Patrzac z meskiego punktu widzenia ona z pewnoscia w danej chwili
                > nie traktuje go jak meza, bo nie daje mu.I nie chodzi tu o sprawy ze chora
                > jest czy cos z tych rzeczy. Poprostu nie chce dawac, bo wg niej on nie
                > zasluguje.

                Po pierwsze ja go traktuję jak męża. A po drugie chyba żartujesz sobie, że po
                tym jak on się do mnie tak odnosi, machnę na to ręką i z uśmiechem będę
                rozchylała nogi kiedy tylko zapragnie. To tak jakbym dawała mu przyzwolenie aby
                mnie tak dalej traktował. Wiesz jakbym faktycznie zasługiwała na te obelgi to
                wtedy byłaby zupełnie inna sprawa ale JA NA TE SŁOWA/TRAKTOWANIE NIE ZASŁUGUJĘ!!
                Dociera to do Ciebie.

                > Nie rozumiem jednak dlaczego nie
                > porozmawia z nim na ten temat i nie wyprostuje (naprawi) sprawy?

                To też już pisałam, że nie raz rozmawiałam z nim o tym na spokojnie. A po
                drugie co ja mam naprawiać, to on nawalił odnosząc się tak do mnie, bo ja mu
                nigdy nie naubliżałam, nawet wtedy kiedy on mi ubliżał.

                > Dlatego tez w obecnej sytuacji wg.mnie ona powinna go bardziej rozwiazac,
                > przynajmniej zapoczatkowac rozwiazanie, bo on "ciemny" jest.Nie zna powodu
                > dlaczego od niej nie dostaje, moze sie jedynie troche domysla.

                Właśnie, że zna powód bo mu wielokrotnie mówiłam, tylko że widocznie nie potrafi
                zrozumieć i woli wierzyć w swoje przekonania, które są mylne

          • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 02:50
            > Nie mysle zeby on ja traktowal jak dziwke. Traktuje jak zone (pomijajac jego
            > gebe) i wlasnie uwaza, ze zona powinna mu dawac, nic wiecej.

            z tego co napisałeś wynika że według ciebie żona daje dupy męzowi a dziwka kocha
            się z facetem.

            Nie bez powodu ograniczam sex, a po drugie już pisałam, że jakby potrafił mnie
            uszanować to wszytstko byłoby ok. i nie musiałby "chwili czułości" szukać gdzie
            indziej bo miałby jke w domu ile by chciał
            • wielo-kropek Re: do wielo-kropek 14.01.07, 05:20
              majka264 napisała:


              > Nie bez powodu ograniczam sex, a po drugie już pisałam, że jakby potrafił mnie
              > uszanować to wszytstko byłoby ok. i nie musiałby "chwili czułości" szukać
              gdzie
              > indziej bo miałby jke w domu ile by chciał
              Skoro tak by bylo jak napisalas, w co wierze zreszta, to on niestety robi
              pomylke. Musze ci przyznac tu racje. Zastanawiam sie dlaczego on te pomylke
              robi. Byc moze z wlasnej glupoty, samozaparcia, i najprawdopodobniej tak. Byc
              moze juz ma na boku jakas kochanke i wlasnie wie ze klocac sie z toba nie
              spoczywa na nim obowiazek meza, bo dostep ma zabroniony. Dziwnie to ujalem,
              ale wiesz co mam na mysli. Poprostu byc moze w ten sposob on unika seksu z
              toba dla innej, tworzac pozory jakoby to ty go unikala, no bo wiadomo on
              nalega nawet, prosi, zaplaty nawet proponuje. Moze on "cwanszy" jest niz ci sie
              wydaje. I gracz w dodatku dobry.
              • majka264 do wielo-kropek 14.01.07, 15:41
                > Być moze juz ma na boku jakas kochanke i wlasnie wie ze klocac sie z toba nie
                > spoczywa na nim obowiazek meza, bo dostep ma zabroniony.

                Nie na pewno nie ma nikogo na boku. Jestem tego pewna.
      • majka264 do widokzmarsa 14.01.07, 01:35
        > Ja bym to zrobił. Problemy się rozwiązuje w rozmowie a nie w odstawianiu piczki
        > Kontrolowanie zachowania męża przez dawanie lub nie dawanie dupy uważam za
        > skończone kur..stwo i wystarczającą przyczynę która pozwala mi tłumaczyć
        > dlaczego z radością pozostaję w kawalerstwie.

        A co myślisz, że z nim nie rozmawiałam i to nie w nerwach i w krzyku tylko na
        spokojnie. I to nie raz. Przepraszam Cię bardzo ale ja się szanuję i nie mam
        zamiaru nikomu "dawać dupy", bo dawać dupy wiesz kto może? A co Ty myślisz że
        jak mąż naubliża bez powodu żonie to ona z otwartymi udami będzie go
        przyjmowała?? Jeśli tak myślisz to jesteś w błędzie, bo na pewno nie zrobi tak
        żadna szanująca się dziewczyna.

        piszesz że"
        > Kontrolowanie zachowania męża przez dawanie lub nie dawanie dupy uważam za
        > skończone kur..stwo

        a ja za kur..stwo uważam "dawanie dupy"
        !!!
        • wielo-kropek Re: do widokzmarsa 14.01.07, 02:05
          Widzisz, kazdy ma swoje zdanie na temat szanowania sie. Dla mnie osobiscie w
          tym przypadku nie wydaje sie zebys sie zbytnio szanowala, bo jak widzisz
          tworzysz malzenstwo i nie jestes, nie czujesz sie przynajmniej w nim
          szanowana. Twoj maz tez nie jest z ciebie zadowolony. Kobieta ktora sie
          szanuje powinna tak sie czuc, nie sadzisz? Z pewnoscia kobiecie szanowanej
          takie dobre samopoczucie sie nalezy. Jak widzisz jest cos nie tak. Mysle ze
          uszanujesz siebie bardziej jesli potrafisz rozwiazac wasz problem ktory
          zaistnial.
          • xtrin Re: do widokzmarsa 14.01.07, 02:08
            > Dla mnie osobiscie w tym przypadku nie wydaje sie zebys sie zbytnio szanowala

            Ale ona przecież siebie szanuje. To on jej nie.
            Ina sprawa, że ja na jej miejscu bym z szacunku do siebie gnoja zostawiła.
          • piekielnica1 Re: do widokzmarsa 14.01.07, 11:44
            wielo-kropek napisał:
            > tym przypadku nie wydaje sie zebys sie zbytnio szanowala,
            > tworzysz malzenstwo i nie jestes, nie czujesz sie przynajmniej w nim
            > szanowana.
            > Twoj maz tez nie jest z ciebie zadowolony.

            > uszanujesz siebie bardziej jesli potrafisz rozwiazac wasz problem ktory
            > zaistnial.

            To znaczy znosiść obelgi w pokorze, "Swiadczyć" seks niezależnie od stanu
            upojenia alkoholowego i emocjonalnego szanownego małżonka, i błagać by ją
            akceptował i zawsze był zadowolony?
            • wielo-kropek Re: do widokzmarsa 14.01.07, 20:36
              piekielnica1 napisała:


              > To znaczy znosiść obelgi w pokorze, "Swiadczyć" seks niezależnie od stanu
              > upojenia alkoholowego i emocjonalnego szanownego małżonka, i błagać by ją
              > akceptował i zawsze był zadowolony?
              Po pierwsze to nie wycinaj fragmentow mojej wypowiedzi, jesli juz ja
              przytaczasz, bo mozna dojsc do takich glupot jak wlasnie doszlas. Mowiac o
              jej szanowaniu sie nie chodzi tu o znoszenie obelg w pokorze lecz umiejetnosc
              ich wyeliminowania. Nie "swiadczyc" seks bo ona ku.. nie jest, jest zona. W
              tym przypadku szanowanie sie polega na zdolnosci sie nia czuc, bo byc to nie
              jeszcze nie wszystko. Ona nie musi blagac by ja akceptowal, bo ona jest
              akceptowana przez niego, to raczej jest odwrotnie -on ja blaga. Tak, sznujaca
              sie kobieta powinna potrafic zadowolic meza i to nawet zawsze -chyba przez
              pomylke ci sie tak ladnie napisalo, co?. Szkoda ze intencja twoja tu byla
              inna i moge myslec ze nie znasz podstawy wspolzycia malzenskiego. A jesli
              chodzi o niego to moje zdanie jest ze on sie wlasnie nie szanuje i to pewnie
              bardziej niz ona, ale gyby mi powiedzial ze sie szanuje, dostalby dokladnie
              taka sama odpowiedz co autorka na ten temat. Czyli w skrocie - oboje sie
              nie szanuja, a owocem zgnilym tego jest ich wspolne nieporozumienie i szare
              dni jakie maja.
              • xtrin Re: do widokzmarsa 14.01.07, 22:44
                > Mowiac o jej szanowaniu sie nie chodzi tu o znoszenie obelg w pokorze
                > lecz umiejetnosc ich wyeliminowania

                Tzn co, ma mu założyć knebel?
                To nie ona jest tutaj osobą stwarzającą problem, to nie na niej spoczywa
                odpowiedzialność ich eliminowania. Oczywiście, zapewne jakaś tam jej wina w tym
                jest, niewątpliwie powinna zrobić ile może, by problem rozwiązać. Ale główna
                wina i główna odpowiedzialność leżą na NIM. Nie róbmy z facetów idiotów, którzy
                nie potrafią opanować swoich popędów, a żony mają za nich wszystko rozwiązywać.
                • wielo-kropek Re: do widokzmarsa 14.01.07, 22:50
                  xtrin napisała:


                  > Tzn co, ma mu założyć knebel?
                  > To nie ona jest tutaj osobą stwarzającą problem, to nie na niej spoczywa
                  > odpowiedzialność ich eliminowania. Oczywiście, zapewne jakaś tam jej wina w
                  tym
                  > jest, niewątpliwie powinna zrobić ile może, by problem rozwiązać. Ale główna
                  > wina i główna odpowiedzialność leżą na NIM. Nie róbmy z facetów idiotów,
                  którzy
                  > nie potrafią opanować swoich popędów, a żony mają za nich wszystko
                  rozwiązywać.
                  O nim i o jego szanowaniu sie, a raczej jego braku tez tu cos napisalem. Nie
                  bede sie powtarzac. W wine, czyja i ile tu nie wchodze. Ja jej na wage nie
                  chce wkladac. Odpowiedzialnosc tu za malzenstwo (bo o malzenstwo tu chodzi)
                  uwazam ze spoczywa na NICH a nie jak ty to ujelas ze tylko na nim.
                • majka264 do xtrin 14.01.07, 23:13
                  > Tzn co, ma mu założyć knebel?
                  > To nie ona jest tutaj osobą stwarzającą problem, to nie na niej spoczywa
                  > odpowiedzialność ich eliminowania. Oczywiście, zapewne jakaś tam jej wina w tym
                  > jest, niewątpliwie powinna zrobić ile może, by problem rozwiązać. Ale główna
                  > wina i główna odpowiedzialność leżą na NIM. Nie róbmy z facetów idiotów, którzy
                  > nie potrafią opanować swoich popędów, a żony mają za nich wszystko rozwiązywać.

                  dzięki xtrin.
                  Na pewno jest w tym wszystkim troszkę i mojej winy, ale zdecydowanie jej
                  większość leży po jego stronie. Robię co się da aby rozwiązać ten problem,
                  próbuję z nim na spokojnie rozmawiać ale on wszystko odbiera tak jakbym mu
                  wypominała. No ale to normalne, że muszę mu przedstawić konkretny przykład jego
                  zachowania, który mi nie odpowiada np. to, że jak ja mu nie "dam dupy" (jak on
                  to mówi) to znajdzie sobie jakąś kur... więc mu mówię, że nie ma prawa tak się
                  do mnie odzywać, jednocześnie tłumaczę, że takie jego słownictwo/zachowanie jest
                  powodem tego, że ja nie chcę się tak często kochać jak wcześniej, bo nie okazuje
                  mi należyty szacunek, tylko odzywa się jak do jakieś szmaty. Niestety mój mąż
                  zamiast próbować to zrozumieć to zarzuca mi że mu wypominam. A ja w gruncie
                  rzeczy nie wypominam, tylko mówię jasno, że to mi się nie podoba. Przecież
                  takiego jego zachowania nie można przemilczeć. Należy zwrócić uwagę. Może wie,
                  że odnosi się czasem żle, ale nie potrafi się przyznać do błędy, tylko że
                  dlaczego takie sytuacje się powtórzyły.
    • 5aga5 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 02:11
      Jesli zaczął wyzywać, to będzie to robił - ot co!
      Może mieć tu wpływ wychowanie, a może po prostu to zakompleksiony facet i w ten
      sposób sie dowartościowuje.
      Macie dzieci? jeśli tak, słuchają tego wszystkiego. Jesli nie, sprawa jest
      prosta, odejść.
      A to że nie masz ochoty na seks? a która kobieta by miała po takich ,,
      komplementach "?
      • xtrin Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 02:16
        > Jesli zaczął wyzywać, to będzie to robił - ot co!

        Niestety.
        No i dzieci... dzieci nie mogą się wychowywać w takich warunkach, gdzie ojciec
        regularnie gnoi matkę. A i spora szansa, że dzieci traktować będzie podobnie.
      • majka264 do 5aga5 14.01.07, 03:25
        > Może mieć tu wpływ wychowanie, a może po prostu to zakompleksiony facet i w ten
        > sposób sie dowartościowuje.

        Faktycznie jego wychowanie odegrało w tym wszystkim zasadniczą rolę, bo on
        wychował się w rodzinie gdzie ojciec był alkoholikiem (teść już nie pije od
        kilku lat) a nim i resztą rodzeństwa zajmowała się jego mama.

        Nie mamy dzieci.

        Najpierw chce powalczyć o ten związek, porozmawiać z nim, wytłumaczyć parę spraw
        itd. bo wiem że w gruncie rzeczy nie jest takim złym człowiekiem, on po prostu
        ma bardzo nie miłe wpomnienia z dzieciństwa (alkoholizm ojca, awantury).
        • majka264 odp. 14.01.07, 03:29
          Dopóki mam sił to powalczę o ten związek, postaram się rozwiązać ten problem
          tylko on musi mi pomóc, tak samo jak ja chcieć, ale tak naprawdę chcieć. Jeśli
          nie da rady to wtedy odejdę, bo ja jak każda kobieta chcę zaznać szczęścia, mieć
          u boku upragnioną drugą połowę w której będę miała wsparcie, będzie mnie
          szanował, kochał, z którym założę rodzinę.
          • xtrin Re: odp. 14.01.07, 09:21
            Majka, zastanów się czy on nie ma problemów z alkoholem. Z tego co piszesz on
            regularnie się upija, pochodzi z rodziny, w której ten problem występował. Czy
            jego kłótnie z ojcem nie są na tym tle? Być może właśnie od kwestii alkoholu
            należałoby zacząć.
            Powinniście też jak najwszybciej wyprowadzić się od teściów. Wiem, że to łatwiej
            powiedzieć, ciężej zrobić, ale to bardzo ważna sprawa. Większość małżeństw
            mieszkająca z teściami przechodzi kryzys, to bardzo zła sytuacja.

            Musisz być silna. Wiele maltretowanych kobiet z biegiem czasu przyzwyczaja się
            do swojej sytuacji i przestaje normalnie ją oceniać, szuka winy w sobie
            usprawiedliwiając partnera. Ty wciąż patrzysz na sprawę racjonalnie, ale można
            już zauważyć pierwsze objawy tego syndromu. Nie daj się!
            I przypadkiem nie próbuj rozwiązać tego problemu przez dzieci.

            Życzę dużo siły i powodzenia,
            X.
            • pochodnia_nerona Re: odp. 14.01.07, 15:50
              Bo z niedojrzałymi facetami tak właśnie jest. Chlanie i kolesie - to ich
              żywioł, zaś jeśli w domu są problemy, to żonie naubliżają i czują się lepsi.
              Nie wiem, czy jest szansa to ratować, bo kolega mąż wygląda na takiego, co to
              musi dorosnąć, ale kiedy to nastąpi - nie wiadomo. Może faktycznie
              wyprowadzenie się z domu mogłoby poskutkować, ale czy tak właśnie będzie?
              Stawiaj sprawę jasno i stanowczo. Powiedz, że czujesz się niekochana,
              upokarzana i zapytaj, czy gdyby on się tak czuł, czy miałby wtedy ochotę na
              seks.
              • wielo-kropek Re: odp. 14.01.07, 20:46
                pochodnia_nerona napisała:

                > Bo z niedojrzałymi facetami tak właśnie jest. Chlanie i kolesie - to ich
                > żywioł, zaś jeśli w domu są problemy, to żonie naubliżają i czują się lepsi.
                > Nie wiem, czy jest szansa to ratować, bo kolega mąż wygląda na takiego, co to
                > musi dorosnąć, ale kiedy to nastąpi - nie wiadomo. Może faktycznie
                > wyprowadzenie się z domu mogłoby poskutkować, ale czy tak właśnie będzie?
                > Stawiaj sprawę jasno i stanowczo. Powiedz, że czujesz się niekochana,
                > upokarzana i zapytaj, czy gdyby on się tak czuł, czy miałby wtedy ochotę na
                > seks.
                Co kolejna to madrzejsza jak widze no i porady tez trafniejsze, wiadomo.
                Moze mi tak wytlumaczysz fakt, ktory autorka objawila ze on byl wczesniej
                swietnym mezem, problemow nie mieli, zylo im sie wspaniale itd. -czyli byl on
                dorosniety czy tez nie w koncu? No a skoro byl, a teraz nie jest dorosly (w
                zachowaniu i postepowaniu) to przy kim w koncu on dorastal przez ostatnie 6 lat
                jak nie przy jej boku. Dorastal tak zeby nie dorosnac. Ty najlepiej wiesz na
                jakiego jej kolega maz wyglada. Dobrze ze nie wiesz nic o szansach, choc z
                twojej wypowiedzi wynika sugeracja ze tych szans tam nie ma.
            • majka264 do xtrin 14.01.07, 18:47
              > Majka, zastanów się czy on nie ma problemów z alkoholem. Z tego co piszesz on
              > regularnie się upija, pochodzi z rodziny, w której ten problem występował.

              Nie on się nie upija codzinnie, tak naprawdę pijany był może z 7 razy w ciągu
              trwania naszego małżeństwa (1,5roku). Fakt faktem lubi sobie piwko wypić.

              > Czy jego kłótnie z ojcem nie są na tym tle?

              te kłótnie nie są na tym tle. Teść dosadnie mu wytyka jego błędy i to denerwuje
              mojego męża, że jego ojciec niegdyś alkohoik, który pił w dzień w dzień, robił
              awantury, nie zajmował się dziećmi itd. teraz ma śmiałość najmniejszy błąd mu
              wytknąć i to w ostry sposób, krzykiem i wyzwiskami. Tak jakby zapomniał (teść)
              jakim człowiekiem był kiedyś.

              > Powinniście też jak najwszybciej wyprowadzić się od teściów.

              najgorsze jest to, że nas nie stać na mieszkanie

              > I przypadkiem nie próbuj rozwiązać tego problemu przez dzieci.

              To jasne, że taki sposób jest WYKLUCZONY, nie mam zamiaru zachodzić w ciąże po
              to aby w taki sposób rozwiązać problem. NIE MA MOWY!!!


            • kenya24 Re: odp. 14.01.07, 18:53
              xtrin ma racje - powinniscie sie wyprowadzic - koniecznie!
              a problem alkoholowy i mi rzucil sie w oczy jak czytalam watek
              dorosly upijajacy sie facet to alkoholik
              a jesli po alkoholu zachowuje sie agresywnie i niekontrolowanie, powinien go
              odstawic i juz

              a przez 6 lat przed slubem on mieszkal z ojcem (oprocz tego jednego, kiedy
              mieszkaliscie razem)
              i pewnie klocili sie, a Ty go wspieralas
              i opowiadal jak fatalna mial sytuacje rodzinna, i snuliscie wspolnie wizje o
              wlasnej szczesliwej rodzinie
              mam racje?

              przypomnij mu, jak bylo kiedys
              opowiedz jeszcze raz i na spokojnie, co Cie boli i czego oczekujesz
              wyprowadzcie sie koniecznie
              wyjedzcie gdzies tylko we dwoje
              moze w miejsce, gdzie byliscie razem szczesliwi?
              bo kiedys byliscie szczesliwi?

              zapytaj go, czy naprawde chce spedzic zycie tak, jak ono teraz wyglada
              i dlaczego nie ma dla Ciebie szacunku, co sie zmienilo w miedzyczasie

              pojdzcie na terapie moze

              ja na pewno na poczatek odseparowalabym sie od czynnikow konfliktogennych
              od jego rodziny
              i wieczory jego z kolegami czy wspolne nijakie ubarwila
              kinem, teatrem, nie wiem - kreglami, bilardem, co tam lubicie
              przez lata przedslubne cos robiliscie

              a seks - moze przygotuj piekna kolacje, ubierz sie pieknie i go uwiedz
              i powiedz mu, ze tak pieknie moze byc, jesli tylko on bedzie chcial tak samo
              bardzo

              jesli go kochasz, to sprobuj jeszcze raz i to tak z grubej rury, stosujac
              wszystkie dostepne srodki, zmieniajac wiele czynnikow na raz

              a jesli nic nie zrozumie, jesli nic porozumienia i pragnienie wspanialego zycia
              razem wygasly - odejdz zanim Cie zniszczy
    • blessyou1 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 16:07
      majka czemu piszesz, że przed ślubem było bardzo dobrze? W poprzednim wątku z 2
      stycznia pisałas że podczas tych 6ciu lat bywało różnie "wiele razy przepraszał
      i obiecywał poprawę" Chciałaś być ślepa przed slubem, chcesz nadal - twoja
      sprawa. Tylko po co zakładać wciąż nowe wątki? Chcesz żeby ktoś razem z tobą
      szukał usprawiedliwienia dla twojego męża? Ze niby biedny, trudne dzieciństwo i
      podobne pierdoły? Masz w domu alkoholika i to agresywnego (leciałaś już ze
      schodów prawda?) Widać że za to co robi ty nadal go kochasz więc nie ma w twoim
      przypadku nadziei na rozum. Życzę ci jak najszybszego przebudzenia, bo twój mąż
      się nie zmieni. Oby tylko wcześniej nie zdążył zrobić ci krzywdy. Albo dziecka.
      • alpepe Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 17:41
        no właśnie, widzisz majka? Ja nie byłam pewna, co do twoich innych wątków, ale
        inni, jak widać, je czytają. Byłaś ślepa i głucha.
        Ja bym nie dała szansy, dziękuj Bogu, że nie macie dzieci i ewakuuj się jak
        najszybciej z tego domu.
      • majka264 odp blessyou1 14.01.07, 18:53
        ja pisałam, że PO ślubie bywało różnie "wiele razy przepraszał i obiecywał
        poprawę" a nie PRZED

        > Chcesz żeby ktoś razem z tobą szukał usprawiedliwienia dla twojego męża?

        nie o to chodzi tylko chcę się wygadać, powiedzieć wszystko co mi na sercu leży

        > Masz w domu alkoholika i to agresywnego (leciałaś już ze schodów prawda?)

        Nie napisałam że mam w domu alkoholika a po drugie on mnie ze schodów nie
        zrzucił tylko przy kłótni jaka była blisko schodów, chciałam go zatrzymać i
        pogadać i niechcąco straciłam rónowagę a on mnie złapał)
        • kenya24 (poprzedni zle sie wkleil) 14.01.07, 18:55
          xtrin ma racje - powinniscie sie wyprowadzic - koniecznie!
          a problem alkoholowy i mi rzucil sie w oczy jak czytalam watek
          dorosly upijajacy sie facet to alkoholik
          a jesli po alkoholu zachowuje sie agresywnie i niekontrolowanie, powinien go
          odstawic i juz

          a przez 6 lat przed slubem on mieszkal z ojcem (oprocz tego jednego, kiedy
          mieszkaliscie razem)
          i pewnie klocili sie, a Ty go wspieralas
          i opowiadal jak fatalna mial sytuacje rodzinna, i snuliscie wspolnie wizje o
          wlasnej szczesliwej rodzinie
          mam racje?

          przypomnij mu, jak bylo kiedys
          opowiedz jeszcze raz i na spokojnie, co Cie boli i czego oczekujesz
          wyprowadzcie sie koniecznie
          wyjedzcie gdzies tylko we dwoje
          moze w miejsce, gdzie byliscie razem szczesliwi?
          bo kiedys byliscie szczesliwi?

          zapytaj go, czy naprawde chce spedzic zycie tak, jak ono teraz wyglada
          i dlaczego nie ma dla Ciebie szacunku, co sie zmienilo w miedzyczasie

          pojdzcie na terapie moze

          ja na pewno na poczatek odseparowalabym sie od czynnikow konfliktogennych
          od jego rodziny
          i wieczory jego z kolegami czy wspolne nijakie ubarwila
          kinem, teatrem, nie wiem - kreglami, bilardem, co tam lubicie
          przez lata przedslubne cos robiliscie

          a seks - moze przygotuj piekna kolacje, ubierz sie pieknie i go uwiedz
          i powiedz mu, ze tak pieknie moze byc, jesli tylko on bedzie chcial tak samo
          bardzo

          jesli go kochasz, to sprobuj jeszcze raz i to tak z grubej rury, stosujac
          wszystkie dostepne srodki, zmieniajac wiele czynnikow na raz

          a jesli nic nie zrozumie, jesli nic porozumienia i pragnienie wspanialego zycia
          razem wygasly - odejdz zanim Cie zniszczy
    • blessyou1 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:06
      "Przyznam że w okresie jak bylismy chłopak/dziewczyna nie zawsze było dobrze
      ale ja nie zważałam na to, bo zawsze przepraszał i obiecywał że się zmieni a ja
      wierzyłam zaślepiona miłością brnęłam dalej w tym związku aż do ślubu"
      majka to twoje słowa z forum. To twoje życie i zrobisz co zechcesz. Ale nie rób
      ludziom wody z mózgu, proszę.
      • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:12
        Wlasnie podobnie jej juz tutaj zwrocilem uwage, kiedy napisala ze on ja przed
        oltarz prowadzil. Myslalem ze ona sama tam szla z nim, a przynajmniej jesli
        juz ma byc tu slowo prowadzenia uzyte, to - razem sie tam prowadzili.
    • narzeczona12 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:24
      standard
      facet nie ma sexu to szuka dziury w calym
      i grozi zdrada
      ale to nie tedy droga ze bedzieci sobie robili na zlosc
      porozmawiajcie

      no tak ale jak nie ma szacunku to ciezko ratowac...
      a href= "http://www.skrypty.bizneswesele.pl/Pamietniki/pamietniki.php?mod=show&id=160" target="_blank" rel="nofollow"> stres przedslubny
      • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:33
        On jej nie grozi zdrada, on tym ja tak prosi -smieszne ale prawdziwe. Mysli
        ze moze w ten sposob jej wytlumaczy i przekona. Czasem bywa odwrotnie, czyli
        tak, ze kobieta potrafi w takiej sytuacji faceta do dziwek odsylac. Mam kolege
        ktory mial dokladny problem. Zona nie chciala mu dawac. Byc moze z tego samego
        powodu co autorka nasza (podejrzewam ze wlasnie tak). On mi o tym mowil. Mowil
        ze wtedy kiedy chcial i prosil ja o seks, ona mu kilka razy powiedziala "idz na
        ku.." No i on poszedl. W rozmowie ze mna zapytal nawet, a co mialem wyjscie?,
        co mialem w takiej sytuacji robic. Powiedzial nawet - i ty napewno tak bys
        zrobil. Wystarczylo ze kilka razy mu tak powiedziala. Dzisiaj nie sa juz razem.
        • xtrin Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:42
          > On jej nie grozi zdrada, on tym ja tak prosi -smieszne ale prawdziwe.

          Taki sposób "proszenia" ma nawet swoją nazwę: szantaż.
          • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 21:49
            Szantaz to kobieta z pewnoscia tak odbiera, czemu sie nie dziwie zreszta. U
            faceta to sie nazywa ostatnia deska ratunku, zanim zrobi krancowy ruch i zboczy
            z drogi.
            • alpepe Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 22:02
              taaak, wielokropek, a gdyb facet nie miał żony ani kurw pod ręką, to by zaczął
              gwałcić, bo ma potrzeby... weźże nie rób z facetów zwierząt, którzy nie potrafią
              opanować swoich popędów.
              • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 22:10
                Ja wcale nie robie. Natura nas tak zrobila. Jak myslisz, dlaczego on tam przed
                nia skomle? Jak pies, czyli zwierzaczek. A opanowany to on jest. Nie napisala
                ze ja zgwalcil. Ciebie tez napewno zaden nie zgwalcil bo my choc zwierzaczki
                ale grzeczne przed wami (kiedy prosimy).
                • alpepe Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 22:36
                  nie odpisuj mi wymijająco, bo wiem, że wiesz, o czym napisałam ;-). Sugerujesz
                  ni mniej, ni więcej, jak to, że facet nie ma wyboru, bo MUSI sobie ulżyć, jak
                  nie żoną, to dziwką, z czym się nie zgadzam.
                  • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 14.01.07, 22:52
                    No nie, tak nie jest. My mamy wybor i to wielki. Tyle was Slicznych jest.
                    • majka264 do wielo-kropek 15.01.07, 01:23
                      > No nie, tak nie jest. My mamy wybor i to wielki. Tyle was Slicznych jest.

                      Widzę że masz podejście typowego samca. Jak nie ta to ta. Super!!
                      Tylko, że facet tak samo jak kobieta ślubuje miłość wierność i uczciwość
                      małżeńską i powinien się tego trzymać zwłaszcza, że świadomie z własnej nie
                      przymuszonej woli ożenił się z wybraną przez siebie kobietą (oczywiście z miłości).
                      Z naszym współżyciem było dobrze, kochaliśmy się często i było to na prawdę
                      super doznanie, które zarówno ja jak i on uwielbiamy, dobrze nam z sobą w łóżku.
                      Wszystko było ok. do czasu jak zaczął takiego brzydkiego słownictwa używać,
                      zwracałam mu uwagę raz, drugi, trzeci a że sytuacje się powtarzały to dokładnie
                      jest tak, że jego zachowanie zahamowało mój „popęd”. No sorry ale ja nie mam
                      ochoty na sex po tym jak mnie bez powodu wyzwie od "zołz" "hadr" każe "wypier.."
                      itd. Bo gdybym nic nie reagowała na jego zachowanie i mało tego z chęcią bym się
                      z nim kochała ile tylko sobie zapragnie to raz, że poczułabym się jak szmata, a
                      dwa że on nadal by mnie tak traktował i z pewnością coraz to gorzej. Jak znów
                      zacznie okazywać mi należyty szacunek wszystko wróci do normy. A co myślisz, że
                      ja nie mam ochoty na sex? Mam!! i też mnie to boli, że jest on ograniczony ale
                      tylko dlatego, że mąż nie potrafi mnie uszanować ale w przeciwieństwie do niego
                      nie mówię (i nie powiem), że poszukam sobie innego.
                      A tak na marginesie jeśli uważasz, że nie dziwisz się mojemu mężowi, że seksu
                      chce szukać u innej to powiem Ci, że raczej to ja mam powody aby go zdradzić bo
                      w końcu z jego winy nasze „sprawy” intymne są ograniczone. Ja go szanuję, a on
                      nie zawsze okazuje mi szacunek. Mimo wszystko NIE chcę go zdradzić. Z jego ust
                      padają ostre słowa w moim kierunku, mimo iż nie zasłużyłam na nie. A jak zwrócę
                      mu uwagę, że nie życzę sobie takiego słownictwa/zachowania to on ma wtedy do
                      mnie wielkie pretensje, że ja go karzę tym, że nie chce się kochać. Jak on to
                      mówi „jak chłopczyk jest grzeczny dostanie ciasteczko a jak nie to nie ma
                      ciasteczka”. Przykre to, bo ja nie uważam tego za żadną karę, bo która kobieta
                      miałaby ochotę na sex z facetem, który tak się do niej odzywa? Z pewnością jakaś
                      kur...
                • majka264 do wielo-kropek 15.01.07, 00:37
                  > Ja wcale nie robie. Natura nas tak zrobila. Jak myslisz, dlaczego on tam przed
                  > nia skomle? Jak pies, czyli zwierzaczek. A opanowany to on jest.

                  On nie skomle jak pies czy zwierzak. A po drugie nie sądzę aby człowiek
                  opanowany, używał takich mocnych słów w stosunku do żony, tylko dlatego że miał
                  kłótnię z ojcem i jest wkurzony, a że żona jak to się mówi jest "pod ręką"
                  (blisko niego) to wyładowuje swoją złość na niej. A ona przecież nic nie zawiniła.

                  > Nie napisala ze ja zgwalcil.

                  No wiesz co!!! Jeszcze tego brakowało aby gwałcił mnie.
    • radziajoga Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 15.01.07, 12:05
      Kochana a wiesz dlaczego tak mówił? Wiesz o co mu konkretnie chodziło?
      Od poczatku załozyłaś że bez powodu, więc masz prawo do kontry - to teraz zlizuj
      sobie coś sobie rozlała. A scislej coście sobie rozlali oboje.
      Nie miejcie razem dzieci ani psów. Do jednego i drugiego trzeba trochę dojrzałości.
      • wielo-kropek Re: Do Majki 15.01.07, 19:14
        No wlasnie Majka. Dojrzalosci wam obojgu niestety tu brakuje. Ja rozumiem
        ciebie doskonale dlaczego nie chcesz mu dawac, choc kobieta nie jestem.
        Widzisz, tu duzo kobiet wytyka palcami wine facetowi, ale to tak naprawde
        swiadczy duzo o nich samych. Nie chce tym powiedziec ze on jej tam nie ma
        czy w jakimkolwiek stopniu go usprawiedliwiac, bo jesli o usprawiedliwiania
        chodzi to on musi zrobic to sam i ty tez sama od siebie i za siebie
        (jezeli?) Nie o wine tu glownie przeciez chodzi. Ty rowniez to robisz, co
        prawda mowisz ze twojej winy w tym jest mniej niz jego. A jakie to tak
        naprawde ma znaczenie czyjej winy ile jest? Jak sama wiesz w zdrowym dojrzalym
        malzenstwie partnerzy dziela sie wszystkim, a jesli tak nie jest to powinni
        sie tego uczyc i to przede wszystkim. Chce tu dolozyc jeszcze jakze wazna
        sprawe o czym ty wydaje sie nie wiesz, stad wybacz, ale napisze to duzymi
        literami W ZDROWYM MALZENSTWIE MALZONKOWIE DZIELA SIE TEZ I WINA, BO KAZDA
        WINA (jezeli?) DLA NICH JEST ZAWSZE WSPOLNA. Tak jest w moim malzenstwie,
        jakze udanym. Obwinianie malzonka powinno byc wstydem wlasnym, tak uwazam.
        • majka264 Re: wielo-kropek 16.01.07, 13:47

          > A jakie to tak naprawde ma znaczenie czyjej winy ile jest?

          Duże ma znaczenie, kto ponosi winę za to że nie jest tak jak powinno.

          > Chce tu dolozyc jeszcze jakze wazna sprawe o czym ty wydaje sie nie wiesz,
          > stad wybacz, ale napisze to duzymi literami
          > W ZDROWYM MALZENSTWIE MALZONKOWIE DZIELA SIE TEZ I WINA, BO KAZDA
          > WINA (jezeli?) DLA NICH JEST ZAWSZE WSPOLNA.

          Co Ty piszesz, to tak wygląda jakbym ja sama była sobie winna tego, że mąż
          czasem mówi do mnie, że jestem jego błędem, "wypier.." itd. Tak jakbym sama
          prowokowała go do tego. To BZDURA! I to na pewno nie jest nasza wspólna a tym
          bardziej moja wina, że on się tak zachowuje.

          Powiem Ci coś jak ma dobry humor i nie miał kłótni z ojcem, to mówi mi że jestem
          jego skarbem, szczęściem, kochaną/cudowną żoną, nie zamieniłby mnie na żadną
          inną, jest ze mną szczęśliwy, nigdy mnie nie zdradzi itd.
          A jak ma zły humor bo np.miał awanturę z ojcem to wtedy zmienia zdanie i mówi,
          że jestem jego błędem, że mam wypier..., koniec małżeństwa itd.
          A jak dobry humor powróci to od nowa sypie komplementami i stara się być
          przykładnym mężem co mu wtedy nawet nie źle wychodzi, a jak humorek znów traci
          to już chyba nie muszę pisać co mówi ...

          I co dalej twierdzisz, że to nasza wspólna wina i w jednakowym stopniu, bo ja
          mam inne zdanie na ten temat. To z nim jest coś nie tak, skoro raz prawi
          komplementy, a jak się na coś zezłości to mi sprawia przykrość i to bez względu
          na to czy na mnie się o coś zezłościł a czy na kogoś zupełnie innego, tak czy
          siak na mnie wszystko się odbija.

          Nie mam zamiaru dzielić się z nim winą, wystarczy że znoszę te upokorzenia i w
          dalszym ciągu wyciągam do niego dłoń, chcę aby się wreszcie ułożyło i dążę do
          tego, próbuję z nim na spokojnie szczerze porozmawiać. Sama się sobie dziwię, że
          we mnie jest tyle cierpliwości, że jak on na mnie krzyczy i używa mocnych słów
          to ja nie odwdzięczam się tym samym.


          • wielo-kropek Re: wielo-kropek 17.01.07, 02:38
            Mowiac o dzieleniu sie wina mialem glownie na mysli istniejacy problem w waszym
            malzenstwie (w koncu on jest wasza wina, bo z pewnoscia nie moja). Jesli nie
            chcesz nia sie dzielic, czyli uczestniczyc w rozwiazani problemu "tworczo"
            tzn. tak zeby starac sie go naprawic i wyeliminowac, to raczej nie oczekuj
            cudu ze naprawa sama przyjdzie. Widzisz ty mowisz ze jestes bez winy, no prawie
            bez winy, bo pisalas ze troszeczke twojej tez jest. On pewnie tez czuje sie
            podobnie jak ty bez winy, no moze troszeczke winnym. I co? Co to zmienia, co
            to daje i o czym tu mowa? Dziwne jest troche to, ze nie przykladasz wagi do
            slow kiedy ci mowi ze jestes jego skarbem itd. tylko kladziesz glowny nacisk na
            slowa wulgarne. Moze zaczniej poprostu przywiazywac mniej wagi do nich.
            Dlaczego? Otoz dlatego ze jak zapewne wiesz, twoj maz nie jest czlowiekiem
            stabilnym psychicznie, stad tez i pasowaloby ignorowac niektore jego
            zachowania, bo inaczej sie zameczysz i zniszczysz siebie psychicznie.Mozesz go
            przeciez zapytac kiedy cie wyzywa, w czym zawinilas ze tak cie traktuje. Co mu
            zrobilas ze tak sie zmienil w stosunku do ciebie, z dobrego meza zrobil sie
            taki niedobry. Mysle ze on bedzie mial problemy z odpowiedza, choc byc moze
            uslyszysz wlasnie jego prawdziwe argumenty, jesli je wogole ma. Rozumiem ze
            on ma klotnie z ojcem, co o nim/o nich tez nienajlepiej swiadczy. Pewnie tez
            pije duzo, bo na to mi wyglada. Nie jest zadowolony z codziennosci itd. stad
            tez i jego wybuchy. Nie mysle tez ze on nalezy do tych madrych facetow, bo
            jego zachowanie jest niestety glupie i jak wielu juz tu napisalo -chamskie.
            Co ja poradze na to? To w koncu twoj maz. Moze do lekarza psychiatry go
            zaprowadz, niech ten mu powie ze nie mozna zony wyzywac od roznych, a pozniej
            na te "zla" zone mowic ze jest jego skarbem. Sama widzisz ze to chore.
            • majka264 Re: wielo-kropek 17.01.07, 13:15
              > Dziwne jest troche to, ze nie przykladasz wagi do slow kiedy ci mowi ze jestes
              > jego skarbem itd. tylko kladziesz glowny nacisk na slowa wulgarne

              ale ja przywiązuję wagę do tych komplementów, doceniam to i to bardzo, przytulam
              go i też mu mówię, że go kocham. Nawet wtedy jak tak "brzydko" do mnie mówi
              staram się spokojnie do tego podejść, tłumaczę mu że nie może tak się do mnie
              odnosić tylko dlatego, że miał staracie z ojcem. Nie krzyczę na niego wręcz
              przeciwnie, podchodzę do tego z opanowaniem jak widzę, że jest rozdrażniony to
              próbuję z nim porozmawiać, przytulić ale on wtedy mnie odpycha, mówi że chce być
              sam a ja to szanuję i nie odzywam się, czekam aż trochę ochłonie i na nowo
              podejmuję rozmowę. Tak więc tu nie można powiedzieć, że ja jak to Ty napisałeś:

              > Jesli niechcesz nia sie dzielic, czyli uczestniczyc w rozwiazani problemu
              > "tworczo" tzn. tak zeby starac sie go naprawic i wyeliminowac,
              > to raczej nie oczekuj cudu ze naprawa sama przyjdzie.

              Kiedyś na jego wulgaryzm reagowałam krzykiem i płaczem ale to się zmieniło z
              perspektywy czasu zrozumiałam, że nie tędy droga. Teraz wiem, że jeśli on wpada
              w nerwy to ja nie mogę robić tego samego, bo będzie jeszcze gorzej, sytuacja się
              zaostrzy. I sama doszłam do wniosku że jest niestabilny psychicznie i staram się
              większość jego przykrych słów ignorować, choć w głębi serca mocno mnie ranią, że
              aż moje wnętrze "ja" krzyczy.

              > Mozesz goprzeciez zapytac kiedy cie wyzywa, w czym zawinilas ze tak cie
              > traktuje. Co mu zrobilas ze tak sie zmienil w stosunku do ciebie,
              > z dobrego meza zrobil sie taki niedobry. Mysle ze on bedzie mial problemy
              > z odpowiedza, choc byc moze slyszysz wlasnie jego prawdziwe argumenty,
              > u jesli je wogole ma

              Ma argument i to praktycznie zawsze jeden, że mi nie ma nic do zarzucenia jestem
              bardzo dobrą żoną tylko że nie daje sobie rady sam z sobą. Mocno przeżywa te
              relacje jakie ma z ojcem i to go wyprowadza z równowagi. I to się w nim
              nawarstwia i musi to z siebie wyrzucić, ja np. jak mam złe dni to potrzebuję
              rozmowy, bo dzięki niej poczuję się lepiej a on wszystko w sobie tłamsi i tak
              pomału się nawarstwia w nim i z czasem wybucha agresją, bo jak on mówi musi to
              odreagować agresją. A że jestem blisko niego to wszystko spada na mnie, mimo iż
              on tego nie chce.


              > Pewnie tez pije duzo, bo na to mi wyglada. Nie jest zadowolony z codziennosci
              > itd. stad tez i jego wybuchy.

              Tu masz rację czasem zdarza mu się nadużyć alkohol, bo twierdzi że dzięki niemu
              choć na chwilę przestanie myśleć o tym, że ma takie problemy rodzicami, bo jak
              wypije nie przejmuje się tym. Ale znowu alkohol powoduje że w nim wzbudza się
              agresja i wyrzuca z siebie to co go boli itd. mówi wszystko co mu na sercu leży
              i przybiera to w mocne słownictwo, po trzeźwemu tak by nie powiedział.

              Wiem że jego zachowanie jest chore, nienormalne i nie na miejscu. Teraz jestem
              na etapie przekonywania go aby poszedł do psychologa nawet już zdobyłam namiary
              na jednego. Mąż ma pewne opory więc zaproponowałam mu, że jeśli nie chce iść sam
              to ja pójdę razem z nim, w końcu tu chodzi o nasze wspólne dobro o naszą wspólną
              przyszłość. Jak na razie nie udało mi się go przekonać tak na 100% ale nie
              poddaje się. Już raz mi się udało zgodził się później zrezygnował, pytałam
              dlaczego nie potrafił odpowiedzieć więc głupio wypalił, że raczej mi lekarza
              trzeba. Widać, że próbuje się bronić byle tylko nie iść. Na razie nie chce iść i
              ja przestałam nalegać, dam mu trochę czasu niech przemyśli sprawę, bo nie ma
              sensu naciskać, nalegać. Najważniejsze jest aby on sam chciał bo na przymus to
              nie ma co.

              • wielo-kropek Re: wielo-kropek 17.01.07, 19:39
                Skoro on uwaza ze dla ciebie tez trzeba lekarza, moze jednak najlepszym
                rozwiazaniem byloby wlasnie wybrac sie do niego razem. Zrobisz tym
                przyjemnosc dla meza, a przy okazji bedziesz nabiezaco uczestniczyc w
                terapii. Jeszcze jedna sprawa. Mowisz ze przytulasz go, i wtedy mu mowisz ze
                go kochasz itp. Dobra, wierze ze tak jest, ale wejdz na chwile w skore swego
                meza i postaraj sie zrozumiec tu pewna niescislosc a moze anomalie nawet.
                Przeciez ty mu nie dajesz, nie chcesz, nie mozesz jak sama pisalas. I jak on
                ma to wszystko pogodzic? Kochajaca zona nie chce dawac. Wg niego moze to
                byc zupelnie odwrotnie. On moze myslec ze go poprostu oklamujesz i ta gadka o
                kochaniu jest blefem z twojej strony. On, podobnie jak ja uwaza ze kochajaca
                zona powinna dawac. Wczesniej pisalas ze nie chcesz dawac jak dziwka,
                domyslam sie ze o uczucia ci tu chodzilo, choc tak naprawde dziwka daje
                bez uczuc. Dziwka nigdy dla niego nie bedziesz, bo niesposob byc dziwka dla
                meza.Co najwyzej mozna ja grac.
                • majka264 Re: wielo-kropek 18.01.07, 00:45
                  > Przeciez ty mu nie dajesz, nie chcesz, nie mozesz jak sama pisalas. I jak on
                  > ma to wszystko pogodzic?
                  > Kochajaca zona nie chce dawac. Wg niego moze to byc zupelnie odwrotnie.
                  > On moze myslec ze go poprostu oklamujesz i ta gadka o
                  > kochaniu jest blefem z twojej strony. On, podobnie jak ja uwaza ze kochajaca
                  > zona powinna dawac.

                  Jeju ile ja razy mam pisać, że bardzo często kochaliśmy się ale jak zaczął się
                  tak zachowywać/odzywać, sex został ograniczony do minimum. Tylko dlatego, że on
                  jak miał nerwę na ojca to wyżywał się na mnie, a przecież ja mu nie dawałam
                  żadnych powodów aby tak mnie traktował. Może gdybyś był kobietą to byś to
                  zrozumiał, że my kobiety do sprawy seksu inaczej podchodzimy niż wy (faceci).
                  Ja go kocham i to bardzo, też mi ciężko bo uwielbiam sex z nim i boli mnie to,
                  że jest między nami tak jak jest. Jego zachowanie sprawia, że jak już pisałam,
                  hamuje mój popęd. Ja mu jasno i wyraźnie mówię, że go kocham i to jest prawda.
                  Mówię mu również w czym tkwi problem, dlaczego nasze sprawy intymne teraz tak
                  wyglądają, że mi również jest ciężko. Gdyby zaczął na nowo mnie szanować to
                  wszystko wróciłoby do normy.
                  Po twojej wypowiedzi wygląda na to, że jak mąż powie mi "jesteś moim błędem",
                  "zołzą" "hadrą" "wypier..." "znajdę sobie kur..." to ja mam nic nie reagować,
                  być taka jak do tej pory uśmiechnięta itd., kochać się z nim kiedy tylko
                  zapragnie itp. itd.

                  > Wczesniej pisalas ze nie chcesz dawac jak dziwka,domyslam sie ze o uczucia
                  > ci tu chodzilo, choc tak naprawde dziwka daje bez uczuc. Dziwka nigdy dla
                  > niego nie bedziesz, bo niesposob byc dziwka dla meza.Co najwyzej mozna ja
                  > grac.

                  Dla mnie "dawać" może dziwka, kur..., prostytutka, słowo "dawać" to według mnie
                  mocne słowo i brzydkie. Nie lubię jak się mówi, że żona daje i mój mąż o tym wie
                  i czasem używa tego słowa tak jakby robił mi na złość aby przykro mi się
                  zrobiło. I nie myśl sobie, że ja nie mam ochoty na częsty sex tylko dlatego, że
                  mówi mi że "nie daje mu dupy".
                  • wielo-kropek Re: wielo-kropek 18.01.07, 01:31
                    Juz sam nie rozumiem. Wiem ze wczesniej kochaliscie sie i to ze swoja pasja
                    nawet. Wczesniej pisalas ze ostatnio mu nie dajesz (wybacz za slowo ale
                    zaczerpnalem je z tego watku, zreszta nie o to chodzi, wiem ze jest trywialne,
                    ale uzywane dla klarownosci wymowy czasem),i przestalas to robic tez nam
                    napisalas dlaczego. Z ostatniej wypowiedzi wnioskuje ze jednak nie jest to do
                    konca prawda. Dajesz mu jednak ale z przerwami, kiedy ty chcesz a nie kiedy on
                    glownie. Jak dla mnie to bawisz sie w ciuciubabke, grasz tylko na nerwach
                    faceta. Jesli wczoraj mu np. dalas i moglas dac, to niby dlaczego powiedzmy
                    dzisiaj juz nie mozesz i nie chcesz? On tez mysli po swojemu i wydaje sie
                    wlasnie to, ze on uwaza ze jest oszukiwany przez ciebie. Poprostu niebardzo
                    ci dowierza jesli chodzi o twoja niemoc sercowa by byc (raczej niebyc) z nim
                    w lozku. Sama sie zastanow nad tym. Wczoraj moglas, dzisiaj juz nie.
                    Pojutrze dasz a pozajutrze "nie moge" znowu. Nie dziw sie ze faceta to
                    zapienia na swoj sposob, szczegolnie kiedy on wie (z przeszlosci) ze ty nie
                    jestes oporowa dziewucha kiedy idzie o te sprawy. Wlasnie podejrzewa w
                    takiej sytuacji ze to z toba jest cos nie tak, bo nagle sie zmienilas czy
                    zmieniasz jak wiatr kierunek.
                    • majka264 Re: wielo-kropek 18.01.07, 16:04
                      > Z ostatniej wypowiedzi wnioskuje ze jednak nie jest to do
                      > konca prawda. Dajesz mu jednak ale z przerwami, kiedy ty chcesz a nie kiedy on
                      > glownie. Jak dla mnie to bawisz sie w ciuciubabke, grasz tylko na nerwach
                      > faceta. Jesli wczoraj mu np. dalas i moglas dac, to niby dlaczego powiedzmy
                      > dzisiaj juz nie mozesz i nie chcesz?

                      Nie rozumiesz, to nie jest tak jak napisałeś. Owszem nasz kontakt intymny jest
                      ale ograniczony, czyli nie taki częsty jak kiedyś. I to nie jest tak że ja mu
                      udzielam, tylko tak jak pisałam nie zawsze jest tak, że on jest nie miły, bo są
                      dni kiedy jest kochany itd. i sex jest, ale zdarzają się dni kiedy źle mnie
                      traktuje, wyzywa i każe "wypier.." i to mnie hamuje, wtedy odchodzi mi chęć na sex.
                    • majka264 Re: wielo-kropek 18.01.07, 16:33
                      > Wczoraj moglas, dzisiaj juz nie. Pojutrze dasz a pozajutrze "nie moge" znowu.

                      To nie jest tak, że dziś się kochamy a jutro nie bo przecież dziś był sex.
                      I to jest tak, że sex jest, kochamy się często ale jak zacznie wpadać w ten swój
                      nastrój nie okazuje mi szacunku ten sex jest ograniczany, bo tak już pisałam
                      takie zachowanie hamuje mnie, nie potrafię się zachowywać jakby nigdy nic się
                      nie stało, jakbym nie słyszała tych jego wulgarnych słów. Po paru dniach
                      przemyśla sprawę, przeprasza za to, że tak mnie ostro potraktował bo nie
                      słusznie mi się tak oberwało, obiecuje poprawę i z czasem wszystko wraca do
                      normy stara się być dobrym mężem itd.nasze sprawy łóżkowe wracają do normy. Ale
                      niestety zdarza się że po jakimś czasie jemu znów odbija i historia się
                      powtarza. A najbardziej boli to, że potrafi nie tylko do mnie bezczelnie się
                      odezwać ale również do mojego taty i siostry. Tylko dlatego, że widzą co się
                      dzieje i zareagowali jak kiedyś zaprosili mnie i jego na obiad, ja pojechałam
                      sama a mąż obiecał, że dojedzie do mnie jak tylko wróci z giełdy, że będzie na
                      tym obiedzie. Niestety przyjechał o 17ej nic wcześniej nas nie uprzedzając że
                      nie pojawi się na tym obiedzie, był pijany (na dodatek jechał samochodem) i w
                      domu mojego taty zrobił wielką awanturę mi tylko dlatego, że chciał znów gdzieś
                      jechać samochodem a przecież był pijany jak szkop. Krzyczał, klnął, obudził
                      synka mojej siostry a ona mu powiedziała co wyprawia bo dziecko jej obudził a on
                      jeszcze ją zbluzgał.
                      Mam nadzieję, że teraz rozumiesz o co biega.


                      > Wlasnie podejrzewa w takiej sytuacji ze to z toba jest cos nie tak,
                      > bo nagle sie zmienilas czy zmieniasz jak wiatr kierunek.

                      Raczej to ja się tak czuję jak napisałeś (cytuję powyżej)bo to on zmienia się,
                      zachowuje się różnie dokładnie jak wiatr zawieje
                      • wielo-kropek Re: wielo-kropek 18.01.07, 22:29
                        W takim razie wyglada na to ze mieszkasz jednak z czlowiekiem ktory ma
                        niepokolei w glowie. Kaze ci sie wynosic, uzywajac wylgaryzmow, zeszmaca
                        ciebie najpierw , a pozniej te "szmate" zaprasza do lozka. On ambicji nie ma za
                        grosz. Nie chce tu duzo pisac, o nim. Wydaje sie ze przyszlosci z takim nie
                        bedziesz miala, on tez nie, bo wywrotowiec jest i wydaje sie w dodatku byc
                        alkoholikiem zaawansowanym. Pewnie bedziesz musiala wybrac co masz zrobic,
                        czyli pogodzic sie z tym co jest i wysluchiwac jego "litanii" pod twoj
                        adres (czasem wylewow wielkiej milosci jaka do ciebie czuje -tak w kratke, w
                        zaleznosci na jakiej fali sie on znajdzie), lub poprostu uciekac i to
                        jaknajdalej, bo wyglada na to ze on za toba bedzie chodzil jak do
                        swojej "wlasnosci". Nie sadze zeby lekarze go naprawili. Moze wlasnie dluga
                        rozlaka z kobietami mu troche w glowie przemieni, choc wydaje mi sie ze
                        przez ten okres wlasnie alkohol zastapi mu kobiete i calkiem stanie na 4
                        lapach, bo teraz to samochodem jeszcze jezdzi.
          • lupus76 Re: wielo-kropek 17.01.07, 13:34
            > Nie mam zamiaru dzielić się z nim winą, wystarczy że znoszę te upokorzenia i w
            > dalszym ciągu wyciągam do niego dłoń, chcę aby się wreszcie ułożyło i dążę do
            > tego, próbuję z nim na spokojnie szczerze porozmawiać. Sama się sobie dziwię,
            ż
            > e
            > we mnie jest tyle cierpliwości, że jak on na mnie krzyczy i używa mocnych słów
            > to ja nie odwdzięczam się tym samym.
            Po co więc to znosić. Skończcie ten związek póki jeszcze nie ma w nim dzieci
            (bo nie ma prawda?). Oboje będziecie wolni i szczęśliwi....
            • majka264 Re: lupus76 17.01.07, 15:30
              > Po co więc to znosić. Skończcie ten związek póki jeszcze nie ma w nim dzieci
              > (bo nie ma prawda?). Oboje będziecie wolni i szczęśliwi...

              Nie mamy dzieci.
              Widzę, że Ty byś tą cała sytuację rozwiązał w najprostszy sposób: ROZWÓD!
              Nie po to wyszłam za mąż aby teraz sobie od tak po prostu odpuścić, tu nie o to
              chodzi. Ja chcę powalczyć o ten związek, ponieważ go kocham i wiem, że i on mnie
              kocha i nie zawsze jest taki niemiły, bo są dni kiedy jest naprawdę kochany. On
              po prostu ma problem i ja mu chcę pomóc, a to przecież nic złego. Nie odwrócę
              się do niego plecami i powiem "TO JUŻ KONIEC". Najpierw powalczę na różne
              sposoby ale jeśli zobaczę, że nic to nie daję, wtedy będzie trzeba pomyśleć o
              ewentualnym rozstaniu.

              • wielo-kropek Re: lupus76 17.01.07, 19:47
                Podoba mi sie to co teraz napisalas. Wlasnie najlatwiej jest uciec kiedy
                pojawia sie czy istnieje problem. Ci ktorzy proponuja ci rozwod sa raczej
                mocno wygodni i nieodpowiedzialni raczej. Ty wlasnie chcesz tu byc
                odpowiedzialna za malzenstwo, co ja cenie, i robisz mozliwie wszystko by bylo
                wam znowu dobrze. Problemy byly sa i beda. Sprawa nie polega na tym by od nich
                uciekac lecz by umiejetnie je rozwiazywac. Wyglada na to ze teraz twoj maz
                potrzebuje twojej pomocy. Nie jest powiedziane ze z czasem ty znajdziesz
                sie w "lasce" podobnej, co on teraz, u niego. Zycie ma swoje niespodzianki
                tez.
    • gazzella Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 17.01.07, 19:14
      masz te problem ze swoim. chodzi tu o nieco inną sytuację. mianowicie na jakis
      czas musiałam wyjechać a mąż podcza s mojej nieobecności spoufalił sie z
      sasiadka z piętra wyzej. kiedy wróciłam oznajmił,że zamierza zaprosić kobieta do
      nas na jakiegoś drinka, oznajmiajac jednoczesnie,ze przeciez tzreba sie
      integrować. ponadto stwierdził tez ze jeej pomoze pzrzy remoncie( kobieta
      mieszka sama z nastolenia córką, i dośc czesto zmienia męzczyzn) dokjładnie
      prezy cieknacych rurach w łazience,które sa przyczyna zalewania nas
      argumentując,ze on naopewno jak naprawi to juz nie będą przeciekać. A ja
      zaskoczona ta nową sytuacją, dałam po sobie po0znać,ze jestem wyraznie nie
      zadowolona. na co usłyszałam,ze brak mi współczucia dl kobiety, która po nocach
      pracuje ,ze zarobic na swojre dziecko. ok. wszystko rozumiem. ale bez przesady.
      zwłaszcza ,ze miało to miejsce wówczas gdy nie byłó mnie w domu. zaopiniujcie.
      czy uwazacie,ze przesadzam.
      • wielo-kropek Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 17.01.07, 19:55
        Byc moze przesadzasz, byc moze nie. To ze nastapilo to akurat podczas twojej
        nieobecnosci wcale nie mowi nic zlego o twoim mezu. Byc moze wlasnie kobieta
        z pietra wiedziala ze ciebie nie ma i skumala sie z twoim mezem (wczesniej
        niechciala tego robic bo nie chciala go odrywac od ciebie i zapraszac na kawe
        samego tez nie, choc jak wiesz mogla zawsze zaprosic was oboje), co nie znaczy
        ze pomiedzy nimi cos bylo czy jest. Podejrzenie jednak istnieje, to prawda,
        ale nie mozesz niepewnej sprawy traktowac jako faktu dokonanego, bo to
        szkodzi wszystkim, tobie rowniez, a moze wlasnie tobie szczegolnie,bo oni
        prawde znaja.
        • olunia34 Re: Co myślicie o takim zachowaniu męża ... ??? 18.01.07, 09:04
          najprościej... jedno zlinczować, drugie dowartościować... no to na pewno pomoze
          autorce tego wątku... psycholodzy! Pozdrawiam:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka