snoepje
22.01.07, 19:26
Pisze ten post w sprawie mojej przyjaciolki, ktory w zasadzie dotyka rowniez
mnie...Otoz moja przyjaciolka ma chlopaka i od jakiegos poltora roku z nim
mieszka...Problemy zaczely sie jakies 3 miesiace temu. Jej chlopak jest takim
typowym "psem na suki". Wszyscy do okola zdaja sobie sprawe, ze jak on idzie
na jakas impreze to zarywa do kazdej jednej laski...wszyscy o tym wiedza
tylko nie moja przyjaciolka, ale nie w tym problem...Otoz 3 miesiace temu jej
chlopak oswiadczyl jej, ze przypadkowo spotkal swoja dawna kumpele ze szkoly
sredniej i ze chce sie z nia umowic, aby obgadac co sie dzialo przez te
wszystkie lata...moja psiapsiolka nie nalezy do osob chorobliwie zazdrosnych,
wiec nie miala nic przeciwko temu. Z reszta jej chlopak spotykal sie z jego
kolezanka kilka razy, moja przyjaciolka o tym wiedziala, a nawet ta
dziewczyna byla u nich w domu... w miedzyczasie zaczelo sie pozne wracanie do
domu, bo duzo pracy, znikanie na weekendy, bo kolega gra w pilke i takie
tam...wiec moja psiapsiolka zaczela podejrzewac jakis romans, oczywiscie
facet sie nie przyznal...ktoregos dnia ta moja psiapsiolka chciala znalesc
jakies fotki u nich na kompie (chyba z wakacjii) i to co odkryla po prostu ja
zwalilo z nog...otoz przypadkiem znalazla nagie zdjecia tej dziewczyny z
data, ktora wskazywala, ze byly zrobione zaledwie kilka dni wczesniej,wiec
zaczela wiazac fakty...W miedzyczasie zadzwonila do mnie, zeby opowiedziec
cala historie...byla zalamana...doradzilam jej aby spakowala kolesia i
wystawila mu walizki za drzwi, a ona na to:"no nie wiem co ma mi P. do
powiedzenia". Moim zdaniem on nie ma nic tu do powiedzenia, ale historia
toczyla sie dalej...Otoz moja psiapsiolka miala powazna rozmowe z chlopakiem
i ten postawiony pod sciana sie przyznal, ze ma seks bez zobowiazan z ta
dziewczyna (z reszta ona tez jest w stalym zwiazku). Tego samego wieczoru
znow zadzwonila do mnie, aby mi to powiedziec. Ja oczywiscie nadal
twierdzilam, aby kopnela tego dupka...a ona na to, ze nie moze...od 3
miesiecy prawie kazdego dnia dzwoni do mnie zalamana i zaplakana, ze ja to
boli i nie moze dluzej z nim zyc, ale nie moze tez z nim zerwac...od 3
miesiecy historia toczy sie ta sama...ja nawet proponowalam, ze pomoge
spakowac jej jego rzeczy, a ona na to"no nie wiem co P. by na to powiedzial".
No ten tekst po prostu zwalil mnie z nog...Od 3 miesiecy, dzien w dzien
probuje ja przekonac, zeby go rzucila...ale to jest jak gadka do sciany...Ja
juz po prostu nie mam sily z nia rozmawiac na ten temat...To jest moja dobra
przyjaciolka i chce jej pomoc i byc dla niej w kazdym momencie, ale z drugiej
strony mam dosc powtarzania w kolko tego samego, aby go rzucila (nawet kiedys
sie poklocilysmy o to), bo ona i tak mnie nie slucha i tkwi w tym chorym
zwiazku, a pozniej znowu dzwoni z placzem jakim to P. jest ch...juz nie mam
sily...pomozcie mi prosze i powiedzcie mi jak mam do niej dotrzec, aby go
rzucila??? A moze powinnam po prostu powiedziec "rob co chcesz i daj mi
spokoj bo nie moge sluchac w kolko tej samej historii"...doradzcie mi prosze,
bo nie mam juz sil...