zebra83
28.02.07, 16:29
Witam foremki,
potrzebuje chyba kubla zimnej wody, bo czuje ze robie zle, i zapedzam sie tam
gdzie nie powinnam, ale mimo wszystko, oj juz sama nie wiem.
w skrocie, rozstalismy sie z moim bylym kilka tygodni temu, po czym
przestalismy ze soba rozmawiac. jakies 2 tygodnie pozniej, napisal mi na gadu
co slychac i takie tam szmery bajery. nie odpiosalam. ale po kilku dniach
dowiedzialam sie ze moja fimra bedzie zatrudniac w innym miescie (on konczy
studia w maju i szuka pracy, i wiem ze zlozyl papiery tutaj juz wczensiej). w
kazdym razie, chcialam mu dac znac zeby przypomnial o sobie, no i zaczelismy
rozmawiac. w sumie okazalo sie ze rozstalismy sie przez nieporozumienie, ale
najlepiej bedzie jak bedziemy przyjaciolmi, ajk cos wyjdzie jak bedziemy
mieszkac blisko siebie, to zobaczymy. on mowi ze zalezy mu na mnie, mi zalezy
na nim, ale nie wiem , 2 razy nie wchodzi sie do tej samej wody...
w kazdym razie, w pracy pytali mnie o niego, bo mieli z nim rozmowe o prace,
wiec powiedzialam tylko dobre rzeczy. no i stalo sie, dostal prace u mnie w
firmie- ja myslalam ze chcili go do innego miasta, ale nie, tu u mnie!
ma przyjechac na orientacje i jakies pierdoly w przyszly czwartek, i do
skonczenia szkoly pracowac na pol etatu i przyjezdzac tu co tydzien na 3-4
dni. a,odkad zaczelismy rozmawiac pisze smsy/dzwoni do mnie codziennie
(zreszta tak bylo wczensiej, bo mieszkamy w innych miastach). wczoraj
zadzwonil, i zapytal czy moze u mnie zostac na przyszly weekend, i zaczal
gadke ze musi poszukac mieszkania itd. potem stwierdzil ze nie wie jak sobie
poradzi finansowo, bo bedzie dojezdzal co tydzien i wynajm itd. wiec mowie ze
dopoki nie znajdzie mieszkania, moze zatrzymac sie u mnie- zaznaczam,
mieszkanie mozna znalezc w tydzien, jest masa ofert, bo to duze miasto. na co
on, ze moze do maja, dopoki nie skonczy studiow bedzie mogl u mnie sie
zatrzymywac. i tu mnie zglebilo. powiedzialam mu ze pogadamy jak przyjedzie.
z jednej strony, on ciagle zaznacza jak to chce byc moim przyjacielem, ale
jesli to wszytsko czego on chce, to pomieszkiwanie u mnie katem raczej bedzie
denerwujace. dalej mi na nim zalezy i jak bede go widywac tak czesto, bedzie
mi ciezko. z drugiej storny, dogadujemy sie super, wiec znowu nie mialabym
tak wiele przeciwko jego towarzystwu. poza tym, jakby mi sie dolozyl do
czynszu byloby mi latwiej. ale tego nie zaproponowal... hmmm.
co myslicie?