elissa24
01.03.07, 14:47
Nie wiem od czego zaczac.. Mam problem z moim obecnym (a moze juz ex? heh,
trudno powiedziec) facetem. A wiec sytuacja przedstawia sie nastepujaco: do
tej pory ukladalo nam sie super, w ciagu ostatnich 2 miesiecy cos sie jednak
zmienilo.. on jest ciagle zajety bo albo ma akurat zajecia albo sie uczy. No
wlasnie i tu pojawia sie problem - widujemy sie 1x (czasem 2x) w tygodniu i
tylko na kilka godzin z powodu tego jego "braku czasu"... jesli chodzi o inne
formy komunikacji to tez kompletna klapa - facet poczuwa sie do napisania 1
sms-a dziennie jakos pod wieczor, nie mowiac juz o dzwonieniu do siebie bo on
tego nie robi nigdy. Powiedzialam mu o wszystkim, ze zle sie z tym czuje, w
odpowiedzi uslyszalam tylko ze przyznaje sie do tego ze sms-ow szczerze
niecierpi pisac i nie ma to nic wspolnego z moja osoba, ze nigdy nie
zasypywal swoich znajomych sms-ami... Juz nie wiem co o tym wszystkim sadzic -
jest ode mnie starszy (sporo) i moge zrozumiec, ze nie zachowuje sie jak
zakochany nastolatek, ktory zapomina o calym swiecie, jest tez troche typem
czlowieka zamknietego w sobie.. stad moze ta temperatura zwiazku 10 stopni
C... ale wiem tez jak potrafi zachowywac sie zakochany facet, zwlaszcza
na 'poczatku' zwiazku (4 miesiac).. Mowi, ze mu na mnie zalezy, ze teskni za
mna i mysli o mnie calymi dniami ale nie wychodzi z inicjatywa spotkan zbyt
czesto, i ze glowna przyczyna jest tu brak czasu... (ale na imprezki z
kumplami zdarza mu sie wychodzic co pozniej odsypia przez caly dzien... aha,
dla porownania jego znajomy, z tego samego kieruku, z tej samej grupy jedzie
do swojej dziewczyny codziennie.. co dalo i troche do myslenia). Do mnie
przyjezdzac jest niechetny tlumaczac to tym, ze mieszkam z rodzicami i to
sprawia, ze czuje sie niezrecznie (swoja byla podobno odwiedzal byle kiedy -
niby dlatego, ze mieszkala sama). 5 dni temu oznajmilam mu, ze chyba obydwoje
potrzebujemy zrobic sobie przerwe... i od 5 dni facet sie nie odzywa, zero
reakcji zero woli walki. Podczas ostatniej naszej rozmowy widac bylo, ze nie
do konca wie co zlego robi, byl troche zrezygnowany, twierdzil, ze wszystko
moge tak odbierac bo on jest ode mnie starszy, bo czesto jest zmeczony i nie
ma czasu i bo zwyczajnie ma juz taki charakter. Twierdzi ze za mna teskni, ze
gdyby mial wakacje spedzal by ze mna kazda minute... ale gdy po calym
tygodniu przyjezdzam do niego on zbiera sie ze znajomymi na jogging wreczajac
mi tylko klucze do swojego pokoju gdzie ja czekam na niego godzine. W wielu
sytuacjach to ja przejmuje inicjatywem ale nie jestem typem dziewczyny-
bluszcz, ktora narzuca sie facetowi... w koncu ile mozna dopominac sie o
zainteresowanie? Jemu podobno zalezy (???). I tu prosba - help, potrzebuje
obiektywnego spojrzenia na cala sprawe, wiem co do niego czuje i gdbym miala
sie kierowac wylacznie tym to w zyciu nie podjelabym decyzji o rozstaniu...
Chyba potrzebuje czegos, co podziala na mnie jak kubel zimnej wody. Bardzo
chcialabym, zeby szczera rozmowa z nim mogla tu cos wyjasnic jednak wszelkie
moje proby wyjasnienia czegokolwiek nie przynosza skutkow. Oczywiscie, ze
naiwna troche jestem, ale taki to juz urok zwiazkow, ze staramy sie myslec o
tej drugiej osobie jak najlepiej. Bede wdzieczna za komentarze. P.S. Dla
milosnikow bardziej dosadnych komentarzy - 15 lat nie mam :)