Dodaj do ulubionych

biały bóg

06.05.03, 12:51

witam po krótkiej przerwie :-)
tym, którzy się martwili, donoszę, że jeszcze żyję.
tym, którzy się nie martwili, donoszę, że już mogą nie zaczynac się martwić.
reszcie, której jestem obojętny, chyba nic nie mam do przekazania.

---------------

"biały bóg"

Pewnego razu w murzyńskiej wiosce (w której wszyscy co do jednego
mieszkańca byli czarni jak smoła) urodził się chłopczyk albinos. Miał białą
skórę, białe włoski na głowie, białe tęczówki lekko czerwonawych oczu.
Natychmiast obok matki i samotnie porzuconego dziecka (akuszerka przyjmująca
poród uciekła z krzykiem; z jej bełkotu wioska wywnioskowała co się stało)
zebrała się cała starszyzna. Zaczęli rozmawiać, deliberować i kłócić się, aż
w końcu wystąpił przed nich stary szaman i orzekł, że poprzedniej nocy miał
sen, którego nie potrafił wyjaśnić. Wszyscy umilkli. Otóż przyśniło mu się
mrowie czarnych żab przed którymi dumnie kroczyła całkiem biała żaba. Szaman
dodał, że ta początkowo niejasna wizja zyskała rozwiązanie w osobie
nowonarodzonego dziecka. Wioska była dotąd zamieszkana przez czarne żaby. Ale
oto bogowie ulitowali się nad swym ludem (widomy znak, że czuwają nad wioską)
i zesłali im przywódcę, wodza, kogoś za kim wioska może pójść wszędzie. Oto –
dodał szaman – jest jeden z Nich, z bogów. Zstąpił, by dać nam nadzieję i
zwycięstwa nad wrogami. Dziecku temu jako bogu boska cześć się należy.
Wszyscy bez wyjątku uznali rację szamana.
Chłopiec wychowywał się w odosobnieniu. Gdy inny chłopcy w jego wieku
przechodzili spod kurateli kobiet pod opiekę mężczyzn on siedział w
specjalnie dla niego zbudowanej chacie na samym środku wioski. Ale przecież
był bogiem, nie zwykłym chłopcem, więc czemu miałby zachowywać się jak
chłopiec? Kiedy nadszedł Czas Prób i jego rówieśnicy ruszali w busz, by
zdobyć oznaki dorosłości, jemu znoszono do chaty różne dary, by natchnął je
boską mocą (czego nie umiał robić, więc zostawiał je tam, gdzie zostały
przyniesione, do czasu aż ich ktoś nie zabrał, uznawszy, że dość już nasiąkły
świętą atmosferą). Przynoszono mu najlepsze części zabitych zwierząt, ale nie
umiał ich przyrządzić, więc zjadał na surowo. Przynoszono mu amulety z
kawałkami ciał poległych wrogów, ale nie znał ich przeznaczenia, więc
składował w rogu chaty. Ale przecież był bogiem, więc to wszystko nie było
ani trochę dziwne.
Któregoś dnia w drzwiach chaty zbudowanej specjalnie pośrodku wioski,
do chłopca o białym ciele weszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich powiedział, że
szaman miał sen, w którym biały chłopiec zdradził wioskę. Biały chłopiec jest
zdrajcą, a nie bogiem. Drugi z mężczyzn wydobył zza pasa nóż i zadał chłopcu
cios w pierś, puszczając rękojeść.
Chłopiec chwycił oburącz klingę i bez słowa upadł na ziemię. Nie
zdziwił się. Przecież ludzie aż nazbyt często mordują swoich bogów.

05’V’2003 copyrigt by ydorius

----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.
Obserwuj wątek
    • kwik tutaj nie ma zadnego sztandarowego pytania :P 06.05.03, 13:18
      historia potoczylaby sie inaczej, gdybys uruchomil wreszcie zabia katapulte :)
      • ydorius bo i... 06.05.03, 13:33

        nie ma po co pytać co dalej.
        można by rzec, że projekt ż.k. ruszył z miejsca. Ostatnio idąc ścieżką
        przetransportowałem dżdżownicę ze ścieżki na trawkę, a następnie tak samo
        uczyniłem ze ślimakiem. Czyli - ja sam jestem manualną wurzutnią mięczaków i
        pierścienic. Niby niewiele, a cieszy :-))

        mam pomysł na kilka naprawdę dołujących opowieści. Coś na kształt
        homeopatii... :-)

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • lilka_1 Re: bo i... 06.05.03, 13:36
          homeopatii ?? a czemu akurat homeopatii? :))
          • ydorius Re: bo i... 06.05.03, 13:39

            homeopatia polega na leczeniu podobnego podobnym.
            więc jeśli jest się w nienajlepszym nastroju (hm, to powoli zaczyna być chyba
            stan chroniczny) to dołujące historie są rodzajem homeopatii...

            Swoją drogą, jak sobie stoję w aptece i
            czytam: "łojotok", "rozwolnienia", "krwawienia miesięczne", to ja naprawdę nie
            chcę wiedzieć, co oni tam wkładają do środka...

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • lilka_1 Re: bo i... 06.05.03, 13:44
              no tak, powinnam się domyśleć...:) nigdy nie dostrzegłam tak praktycznego
              zastosowania homeopatii, a wiesz ze to nawet prawda, nic tak nie pasuje do doła
              jak dołujące historie, zaraz mi lepiej :)))
              • ydorius Re: bo i... 06.05.03, 13:58

                Wydawało mi się, ze w definicję homeopatii (o, w definicjach akurat jestem
                dobry... chcesz jakąś definicję? :-) W obietnicach bez pokrycia zresztą też
                jestem niezły...) wpisana jest jej użyteczność. Ale ostatnio nie dość, że nie
                wszedłem dwa razy do tej samej rzeki, to jeszcze pomyślałem sobie, że wiem, że
                nic nie wiem (w ogóle ostatnio jakieś dziwne myśli mi po głowie krążą: "czy
                mógłbyś mi nie zasłaniać słońca", "zostawcie moje koła"... O co w tym chodzi..?)

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
            • kwik Re: bo i... 06.05.03, 13:45
              ydoriusie drogi, czy masz moze dramat (wlasny, nie chodzi mi o "otella" czy
              inna "fedre") w conajmniej dwoch aktach, ktory pokrywa sie kurzem w dolnej
              szufladzie biurka? i szukasz miejsca, gdize mozna go wystawic? :)
              pytanie serio.
              • ydorius kwicząca... 06.05.03, 13:54

                nie mam, ale jestem w takim stanie, ze chyba mogę mieć :-))
                może być monodram, czy myślisz o jakiejś obszerniejszej personalnie produkcji?

                a jak na serio to skrobnij na priv...

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
                • kwik Re: kwicząca... 06.05.03, 14:00
                  a jestes w robocie czy na przystanku autobusowym? :) tych adresow masz jak
                  mrowkow.
                  • ydorius Re: kwicząca... 06.05.03, 14:06

                    specjalnie jest ich tyle, bym na pewno się w porę nie dowiedział o różnych
                    rzeczach. :-))
                    Jestem w worku, więc możesz pisnąć na firmowy...

                    m,
                    .y.

                    ----------------------------------
                    What is home without Plumtree's Potted Meat?
                    Incomplete.
          • farsa Re: bo i... a także do ydoriusa 06.05.03, 13:43
            lilka_1 napisała:

            > homeopatii ?? a czemu akurat homeopatii? :))

            albowiem ydorius myśli kategoriami magii sympatycznej.
            dlatego homeopatii. ;-)

            ydoriusie, ech.
            napisałam "trzecie piętro". równie przygnębiające, jak "biały bóg" ;-)
            masz ochotę na szybką lekturkę?
            • ydorius bo i... a także do farsy :-) 06.05.03, 13:53

              chyba sympatetycznej? (złożenie wielolingwistyczne: sym- (łac.) bardziej,
              więcej -pathetic (ang.): żałosny). Magia sympatetyczna powoduje, ze osoby jej
              poddane odczuwają wzmożoną litość do osoby ją praktykującej. Sympatetyczny
              magik jest nieudolny, nieuważny, często sam sobie wyrządza nieświadomną krzywdę
              (tak fizyczną, jak psychiczną). Osoby uprawiające sympatetyczną magię wyglądają
              jak siódme dziecko stróża (w oryginale: least of the last [przyp. tłum.]),
              często mylone są z osobami z marginesu społecznego; klosdzardami, menelami czy
              rynsztokowymi folozofami (por.: rynsztokowy filozof). W XIX wieku osoby
              uprawiające sympatetyczną magię tworzyły specyficzne komuny wzajemnego
              wsparcia, które same siebie nazywały Klasztorami Nieszczęścia.

              za: GGBE, 1992, Auschlum Publicates

              m,
              .y.

              P.S. Farso, dawaj trzecie piętro. W końcu to trochę za nisko, by się zabić a
              trochę za wysoko, by wyjść bez szwanku. Wrzuciłabyś tutaj?

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.
              • farsa Re: bo i... a także do farsy :-) 06.05.03, 14:07

                pozostanę jednak przy magii sympatycznej, z jej "nieuniknionymi i niezmiennymi
                następstwami w świecie przyrody, obywającymi się bez jakiegokolwiek czynnika
                duchowego czy osobistego" [dalej jest o czarownikach, ale strasznie].
                bezdusznie i bezosobowo, ale bezpieczniej.

                trzecie piętro - w istocie zbyt niskie dla samobójcy, zbyt wysokie dla
                pragnących lekkiego poturbowania.

                z pewnością dla potłuczonych. ;-)
                • ydorius bo i... i znów do farsy :-) 06.05.03, 14:15
                  farsa napisała:

                  >
                  > pozostanę jednak

                  Uuuu... Cóż to, zamieniamy się w konserwę? Nie za wcześnie na myślenie o życiu
                  wiecznym w postaci puszki? :-))

                  przy magii sympatycznej, z jej "nieuniknionymi i niezmiennymi
                  > następstwami w świecie przyrody, obywającymi się bez jakiegokolwiek czynnika
                  > duchowego czy osobistego" [dalej jest o czarownikach, ale strasznie].
                  > bezdusznie i bezosobowo, ale bezpieczniej.

                  bezpieczniej, bezpieczniej... gdzieś słyszałem to słowo... chyba jakieś pół
                  godziny przed wypadkiem samochodowym, jak ktoś powiedział zapnij pasy, będzie
                  bezpieczniej"...

                  > trzecie piętro - w istocie zbyt niskie dla samobójcy, zbyt wysokie dla
                  > pragnących lekkiego poturbowania.

                  Ano.

                  > z pewnością dla potłuczonych. ;-)

                  Patrząc z punktu widzenia wizji futurystycznych, oczywiście.
                  Swoją drogą żal mi tych wszystkich podmiotów na obrazach, które na przykład
                  rzucają się ze skał. Tyle energii potencjalnej musi być włożone, by przez wieki
                  ich utrzymywać w tym samym miejscu, tyle wysiłku w to, by sobie wyobrazić coś
                  innego niż nieuchronny koniec. Nuda nie-spadania.

                  m,
                  .y.

                  P.S. To wrzuć mi na skrz. Albo gdzieś. Tylko powiedz gdzie, cobym nie szukał
                  tego po całym świecie :-))

                  ----------------------------------
                  What is home without Plumtree's Potted Meat?
                  Incomplete.
                  • farsa Re: bo i... i znów do farsy :-) 06.05.03, 14:23
                    ydorius napisał:


                    > Uuuu... Cóż to, zamieniamy się w konserwę? Nie za wcześnie na myślenie o
                    życiu
                    > wiecznym w postaci puszki? :-))

                    w każdym razie nie za późno.
                    choć wolałabym życie wieczne w postaci zgrabnej butelki po winie.
                    a najlepiej z winem (w końcu po śmierci coś trzeba robić).
                    a butelka z ładnym wcięciem.
                    tu i ówdzie.


                    > bezpieczniej, bezpieczniej... gdzieś słyszałem to słowo... chyba jakieś pół
                    > godziny przed wypadkiem samochodowym, jak ktoś powiedział zapnij pasy, będzie
                    > bezpieczniej"...

                    znam kilka innych sytuacji, kiedy zasadnie można używać "bezpieczniej".
                    przypomnij sobie pewien wierszyk andrzeja bursy.


                    > Patrząc z punktu widzenia wizji futurystycznych, oczywiście.
                    > Swoją drogą żal mi tych wszystkich podmiotów na obrazach, które na przykład
                    > rzucają się ze skał. Tyle energii potencjalnej musi być włożone, by przez
                    > wieki ich utrzymywać w tym samym miejscu, tyle wysiłku w to, by sobie
                    > wyobrazić co innego niż nieuchronny koniec. Nuda nie-spadania.

                    dlatego wolę veermera z delft. od razu jest spokojnie. bezpiecznie. ale
                    pozornie. pod powłokami spokoju i bezpieczeństwa tyle napięć. dla wybranych? ;-)


                    > P.S. To wrzuć mi na skrz. Albo gdzieś. Tylko powiedz gdzie, cobym nie szukał
                    > tego po całym świecie :-))

                    moja poczta nie działa.
                    a ja mieszkam na pierwszym piętrze.
                    nuda-niespadania. ;-)
                    • ydorius Re: bo i... i znów do farsy :-) 06.05.03, 14:47
                      farsa napisała:

                      > w każdym razie nie za późno.
                      > choć wolałabym życie wieczne w postaci zgrabnej butelki po winie.
                      > a najlepiej z winem (w końcu po śmierci coś trzeba robić).
                      > a butelka z ładnym wcięciem.
                      > tu i ówdzie.

                      Podejrzewam, droga farso, że pod postacią butelki byłabyś traktowana
                      przedmiotowo. Owszem, być może wywołałabyś kilka pochlebnych komentarzy, ale
                      koniec końców wykończyliby Cię... Hm. Nawet po śmierci człowiek nie może być
                      pewnym tego, jak się z Nim obejdą... Ech...

                      > znam kilka innych sytuacji, kiedy zasadnie można używać "bezpieczniej".
                      > przypomnij sobie pewien wierszyk andrzeja bursy.

                      Aha. Racja. Jest parę momentów, gdy przydaje się bezpieczniej...

                      > dlatego wolę veermera z delft. od razu jest spokojnie. bezpiecznie. ale
                      > pozornie. pod powłokami spokoju i bezpieczeństwa tyle napięć. dla
                      wybranych? ;-)

                      Pozory spokoju są zawsze najbardziej wyczerpujące. Czasem chciałbym już taki
                      prawdziwy, sielankowy, skrajnie nierealny spokój. Tymczasem... Ech...

                      > moja poczta nie działa.
                      > a ja mieszkam na pierwszym piętrze.
                      > nuda-niespadania. ;-)

                      Hm. To może e-diskujesz? Jak wrócę do domu, to sobie odbiorę. A, no i zawsze
                      możesz wydrukować, zsamolocikować i puścić ze swojego pierwszego piętra. Może
                      doleci do mnie na siódme, mijając (w okolicy Łodzi?) piętro trzecie? :-)

                      m,
                      .y.

                      ----------------------------------
                      What is home without Plumtree's Potted Meat?
                      Incomplete.
                      • farsa Re: bo i... i znów do farsy :-) 06.05.03, 20:11
                        ydorius napisał:

                        > Podejrzewam, droga farso, że pod postacią butelki byłabyś traktowana
                        > przedmiotowo.

                        że niby w formie puszki lepiej?
                        • ydorius Re: bo i... i znów do farsy :-) 07.05.03, 02:05

                          ani puszka, ani flaszka :-)
                          obie traktowane utylitarnie :-)

                          m,
                          .y.

                          ----------------------------------
                          What is home without Plumtree's Potted Meat?
                          Incomplete.
              • farsa Re: bo i... a także do farsy :-) 06.05.03, 14:08
                ydorius napisał:

                > Wrzuciłabyś tutaj?

                nie. za ładne ;-)
    • Gość: Anton Re: biały bóg IP: 195.94.204.* 06.05.03, 13:54
      Piękne, wzruszające...

      Posłuchaj tego:

      W pewnej murzyńskiej wiosce jedna z piętnastu żon wodza urodziła białe dziecko.
      Wywołało to zrozumiałe poruszenie w kołach towarzyskich wioski i próby
      wytłumaczenia nieoczekiwanego zjawiska. Wódz zadumał się...

      Będąc człowiekiem światłym, a jednocześnie dość już mając wioskowych
      totumfackich i potakiwaczy postanowił wybrać się do nieodległej faktorii. Tam
      poprosił o rozmowę z misjonarzem. Czcigodny mąż wysłuchał opowieści wodza i po
      chwili namysłu rzekł ciepłym głosem:

      - Synu, to zawikłana sprawa... Pozwól, że wyjaśnię ci to obrazowym przykładem.
      Otóż było w wiosce stado owiec. Wszystkie te owce były białe. I wtem,
      niespodziewanie dla wszystkich, przyszło na świat czarne jagnię...

      Wódz nagle wyrwał się z zadumy:

      - Zróbmy tak, proszę księdza. Ja już księdzu nie będę zawracał głowy tym białym
      dzieckiem, ale bardzo proszę - niech ksiądz zaschowa podobną dyskrecję co do
      tej czarnej owieczki.
    • pajdeczka Re: biały bóg 06.05.03, 14:15
      Całkiem niepotrzebnie się usprawiedliwiasz, bo nawet nie zauważyłam Twojje
      nieobecności. Ale Ci wybaczam, bo egocentrycy już tak mają:)))
    • chianti Re: biały bóg 06.05.03, 15:53
      Biedny chlopczyk, straszny los. A najgorsza w tym ta nuda, dopoki go nie
      zgladzono...

      Szkoda, ze nie urodzil sie dziewczynka. Z taka biala boginia wodz z pewnoscia
      by sie ozenil, bylaby jego pierwsza i najwazniejsza zona, zyla dlugo,
      szczesliwie i ciekawie.

      Ja nie lubie smutnych historii. Wole takie z happy endem, najchetniej
      teoretycznie zupelnie niemozliwym. Napisz prosze dla mnie o dziecku, ktore
      urodzilo sie bez raczek, nozek i oczu i zostalo najpierw mistrzem swiata w
      biegu na 100 m (moze tez byc 60) a pozniej pilotem statku kosmicznego. I o jego
      wielkiej, szczesliwej milosci i udanej rodzinie. Plec dziecka jest mi obojetna.

      Jadac z pracy do domu przerobie sobie te Twoja historie na cos z happy endem.

      Ciao, Chianti
      • ydorius hepi endem? 07.05.03, 02:10

        eee...
        hepi endy są nudne i przewidywalne.
        Czyż nie lepiej popatrzeć jak Brad Pitt strzela do złego Kevina Spaceya, by
        dopełnić listy grzechów? Albo porozpaczać wraz z Gene'em Hackmanem, gdy Ala
        Pacino odwożą w głąb szpitala?

        Jest coś w smutnych zakończeniach - skłaniają (a przynajmniej mogą skłaniac) do
        refleksji. Hepi endy pozwalają wrzucić na intelektualny luz.

        :-))

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka