Dodaj do ulubionych

jeśli nie wejdziemy do Unii

12.05.03, 10:07
Znalazłam ten teks na forum Gospodarka i bardzo mi się
spodobał. Nie wiem, jak Wy, ale ja idę głosować za Unią!

LIST SYNA DO MATKI
(copyright by ~boja)

Kozia Wólka 1.05.2005 r.

Kochana Mamusiu!

Mam dla Ciebie wspaniałą wiadomość! Właśnie przed chwilą
dowiedziałem się że nasz Pan Prezydent Roman G.
podpisał umowę
o wymianie turystycznej z Białorusią , Rosją,Mongolią i
Chinami !
Tak że już niedługo będziesz mogła do nas przyjechać bez
specjalnej przepustki i wizy !
Kiedy do nas przyjedziesz bardzo się zdziwisz jakie
zmiany u
nas zaszły!
Nasza córka Kasia pracuje i już dostala pierwszą
wypłatę! Na
początek niewiele ok. 5000000000 zł. Tak! Nie
przewidziało ci
się! Nasz wspaniały Pan Premier Andrzej L. wraz z Panią
Minister Finansów Renatą B. odkryli że pieniądze leżą w
bankach
i należy j
rozdać ludziom którzy są w potrzebie.Od tego czasu
pieniędzy
nam nie brakuje bo jak tylko sejf jest pusty to natychmiast
pieniądze są dodrukowne. Balcerka i tą całą bande z tej
rady
pognali i teraz każdy se może wziąć kredytu ile chce a
spłacać
nie musi

Kasia pracuje w fabryce i wyplata koszyki z trzciny. Kiedyś
miała tam być fabryka jakichś samochodów czy cóś ale po 8
czerwca 2004 roku wlaściciel uciekł. To był jakiś
anglik czy
żyd, czort go wie.. Całe szczęście bo gdzieby teraz
nasz Kaśka
pracowała.
Pieniądze nie są nam w ogóle potrzebne bo i tak nie są nic
warte ale to nam nie przeszkadza. W sąsiedniej wsi
produkują
bimber a u nas w pegeerze chodujemy świńki i krowy.Raz na
miesiąc na jarmarku robimy wymianę i każdy jest zadowolony.

Prąd u nas we wsi wyłączyli bo to przez tych hanysów ze
Śląska.
Powiedzieli że huta ma im dać stal a elektrownia prąd.
No to
elektrownia powiedziała że da prąd jak hanysy dadzą
węgiel. A
huta powiedziała że chce i prąd i węgiel. No a potem się
okazało że żeby wydobyć tone węgla z kopalni to trzeba
dać tone
dla elekt
wni i dwie tony dla huty. No i się wszyscy pokłócili i
prądu we
wsi ni ma.

Ale to nic! Momy NAFTE!!! Bo jak tego węgla brakło to Pan
Prezydent powiedział że Polska mo NAFTE i nikogo prosić się
nie musi. No i teraz mamy w domu lampki naftowe.
A jak my od razu mówili że trza do NAFTY do nas żaden nie
słuchał. :-))))))))

Są też smutne wieści: umarła ciotka Stefka. Bo jak to te
wszyskie lekarze pouciekali w tym 2003 roku to został
nom się
ino weterynarz Józek no i mu się dawki zastrzyku z koniem
pomyliły...
A!!! I umarł też ten Heniek z sąsiedztwa i to na AIDS-a
!!! Bo
to chodził do tych ruskich panienek co to u nas we wsi
mieszkają no i się zaraził!
A Pan Minister Zdrowia Gabriel J. ostrzegał że połowa
ruskich
mo AIDSA a połowa gruźlice i żeby się zadawać ino z tymi co
kaszlą...

W zeszlym tygodni pisali w gazecie że złapali na
granicy z tą
uniom kilku takich co to chcieli uciec do unii niby to za
robotom. Ale ja se myśle że to jakieś szpiegi musieli
być bo to
przcież Pan Minister Propagandy mówił że w tej unii to
roboty
ni ma a
ieda aż piszczy.

Muszę kończyć bo zaraz idę na zebranie Koła Prawdziwych
Rodzin
a jak sie spóźnię to zaś mi zabiorą talon na nafte.

Daj znać kiedy przyjedziesz to wyślemy furmana na stację.
Pozdrawiam
Twój Syn
(copyryght by ~boja)
Obserwuj wątek
    • capa_negra TAK dla Unii n/t 12.05.03, 10:14

    • aguszak Oczywiście, że TAK!!! 12.05.03, 10:53
      "Tak" nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków - skończy się wreszcie
      samowolka tych z prawej i lewej strony politycznej. My Polacy, nie potrafimy
      się sami rządzić i zadbać o naszą gospodarkę, więc niech mądzrejsi od nas za
      nas pomyślą i zadecydują... Skończy się też takie bezprawie, jakie się teraz
      dokonuje...
      Unia jest jedyną szansą na normalność - oczywiście nie za darmo, ale gotowa
      jestem ponieść takie koszta...

      Pozdrowionka dla wszystkich - tych "za" i tych "przeciw"
      • Gość: Anton Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 12.05.03, 11:57
        Nie traćmy nadziei, nawet jeżeli do UE wejdziemy, to sama się rozsypie w ciągu
        10 lat.

        aguszak napisała:
        > "Tak" nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków

        Siedzą w knajpie gospodarze:
        - Ech, my już starzy, dopiero młodzież odczuje skutki wejścia do UE...
        - A dobrze im tak, chuliganom!

        > My Polacy, nie potrafimy
        > się sami rządzić i zadbać o naszą gospodarkę, więc niech mądzrejsi od nas za
        > nas pomyślą i zadecydują...

        Jawohl majn szturmbanfirer. Jak w XVII wieku byly rozbiory to caryca z krolem
        Fryderykiem mowili dokladnie to samo. Caryca wprowadzala od wschodu tolerancje
        religijna. Krolowi Prus bylo zal "tych Irokezow".

        Dalekosmy od tych czasow nie odeszli...
        • niedzwiedziczka Re: Oczywiście, że nie. 12.05.03, 12:17
          Tyle, że teraz to nie rozbiory i robimy to z pełną
          świadomością plusów i minusów i staramy się jak najwięcej
          z tego wyciągnąć dla siebie. Mów, co chcesz, ale plusów
          jest znacznie więcej niż minusów. Myślę, że wejście do
          Unii zmusi nas do wielu posunięć, na które nigdy byśmy
          się nie zdobyli, bo są odrobinę bolesne, ale bez nich
          dalej staczalibyśmy się po równi pochyłej. Ja wychowałam
          się na wsi. I co by nie mówić o konkurencyjności naszego
          rolnictwa, największa ilość gospodarstw to takie 2-5ha,
          które produkują na własny użuytek, ale właściciele
          chcieliby mieć z tego kokosy.
          • Gość: Anton Re: Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 12.05.03, 12:53
            niedzwiedziczka napisała:

            > Myślę, że wejście do
            > Unii zmusi nas do wielu posunięć, na które nigdy byśmy
            > się nie zdobyli, bo są odrobinę bolesne, ale bez nich
            > dalej staczalibyśmy się po równi pochyłej.

            Wejście do Unii nie jest żadną gwarancją niczego. Fakt, że coś jest bolesne nie
            oznacza, że jest korzystne. Pakowanie się w te wszystkie europejskie standardy,
            opiekę społeczną i inne takie jest pętaniem polskiej gospodarki.

            Odniesienie sukcesu nie jest związane z byciem w Unii:
            - Irlandia w UE jest i odniosła sukces.
            - Grecja w UE jest i sukcesu nie odniosła (Renia potwierdzi?)
            - Szwajcaria jest poza UE i odniosła sukces własnym wysiłkiem.

            Przykład Szwajcarii jest w tym miejscu szczególnie ważny, bo do XIX wieku ten
            kraj był jednym z najbiedniejszych w Europie, a potem taki sobie. W latach 40.
            było tam o tyle niezamożnie, że na wakacje wszyscy jeździli rowerem, bo
            samochodu nikt nie miał, a pociągi byłyu za drogie. (Nota bene pokazuje to, że
            ubóstwo Polski jest sprawą względną.)

            > Ja wychowałam
            > się na wsi. I co by nie mówić o konkurencyjności naszego
            > rolnictwa, największa ilość gospodarstw to takie 2-5ha,
            > które produkują na własny użuytek, ale właściciele
            > chcieliby mieć z tego kokosy.

            Kokosy to może przesada, ale rolnictwu w Polsce najbardziej szkodzi władza -
            ostatnio pono przeszła jakaś ustawa, że trzeba mieć wykształcenie rolnicze i
            nie można więcej niż 300 ha - no przecież to są kpiny. Na czymś takim nigdy nie
            wyrośnie prawdziwe ziemiaństwo, ani nawet zwykłe farmerstwo.
            • niedzwiedziczka Re: Oczywiście, że nie. 12.05.03, 15:15
              Co do Szwajcarii, to miałabym obiekcje, zwłaszcza po
              rewelacjach, że zawłaszczyli sobie zawartości kont
              bankowych ofiar holocaustu. Poza tym atutem Szwajcarii
              jest także położenie. Nie wiązałabym ich sukcesu z
              niewejściem do Unii. Grecja może takiego sukcesu, jak
              Irlandia nie odniosła, ale i tak żyke się tam znacznie
              lepiej niż u nas (wiem, bo mam tam dwie kuzynki). Ja nie
              mówię, że wejście do Unii ma same plusy. Ale w
              ostatecznym rachunku tych plusów jest więcej niż minusów.
              A przy naszej obecnej klasie politycznej (patrz
              sobiepaństwo SLD, lepperyzm i ostentacyjne "Nie dla Unii"
              LPR bez żadnego pomysłu "co, jeśli nie Unia"). A alianse
              z Rosją już dawno pokazały, że wychodzimy na nich, jak
              Zabłocki na mydle...
              • Gość: Anton Re: Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 12.05.03, 15:33
                No właśnie - najprościej napisać, że to, co jest dla Polski realną alternatywą
                (czyli wziąć się do roboty, wprowadzić wolność gospodarczą i zlikwidować
                większą część państwa) odpada, bo to nie te czasy i nie ci ludzie, a następnie
                powymyślać sobie jakieś głupoty (różne Białorusie, sojusze z Rosją, autarkie) i
                je wysmiać .
                • niedzwiedziczka Re: Oczywiście, że nie. 12.05.03, 15:41
                  Kochanie, kto Ci wprowadzi wolność gospodarczą: Kołodko,
                  Giertych, czy Lepper?
                  • Gość: Anton Re: Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 12.05.03, 15:59
                    Hm, słonko, tuś mi kurde klina zabiła.

                    Jak się łatwo domyślić, żaden z tych dżentelmenów nie jest moim idolem, a na
                    Korwin-Mikkego, który ma to do siebie, że zazwyczaj ma rację, w kwestiach
                    praktycznych raczej liczyć nie można...

                    Pozostaje praca u podstaw jak w Ameryce, kiedy to w latach 60-tych Barry
                    Goldwater przegrał z kretesem (i bodaj z Johnsonem), ale siły żywe, jakie po
                    sobie zostawił rozwinęły się, okrzepły i 20 lat później przyniosły zwycięstwo
                    Reganowi.

                    Smutna prawda, ale My Naród Polski, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej musimy
                    budować na tym, co jest. A parę osób by się znalazło. Ot, choćby Zyta Gilowska,
                    nasza Ajrą Mejdę.
                    • niedzwiedziczka Re: Oczywiście, że nie. 13.05.03, 11:09
                      Może i są tacy ludzie, ale jak widzisz, nasi kochani
                      współplemiency wolą wierzyć w populistyczne hasła
                      Leppera, obietnice rozdawnictwa SLD, czy demagogię LPR. A
                      co do Korwina-Mikke, to mam parę zastrzeżeń, np. brak
                      obowiązku szkonego i jeszcze parę takich. Dlatego mam
                      nadzieję, że obecność w Unii wymusi na naszych politykach
                      kurs w stronę wolnego rynku (nawet trochę
                      zsocjalizowanego), a wtedy możemy pójść jeszcze dalej -
                      zostawić Unię i iść w stronę rozwiązań amerykańskich.
                      Chociaż ostnio w Unii też jużsię o tym myśli.
                      • Gość: Anton Re: Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 13.05.03, 14:31
                        Unia nie pomoże rozwiązać problemu buractwa ludu polskiego. Unia w ogóle nie
                        pomoże rozwiązać żadnego problemu. Będzie tak samo jak było, tylko trochę
                        drożej.
                • aguszak Re: Oczywiście, że nie. 12.05.03, 15:50
                  Gość portalu: Anton napisał(a):

                  > i zlikwidować większą część państwa...

                  A co dokładnie masz namyśli z tą likwidacją...?
                  Nie wiem czy mam się śmiać, czy zacząć obawiać...???
                  • Gość: Anton Re: Oczywiście, że nie. IP: 195.94.204.* 12.05.03, 16:03
                    Mam na myśli nie to, żeby tu odpalić jakąś średniej wielkości głowicę, a to,
                    żeby pokasować ze trzy czwarte ministerstw, połowę urzędów centralnych, a
                    administrację wysiedlić w Białostockie i ogrodzić teren.

                    No i mniej podatków, oczywiście!
        • aguszak Ile jeszcze można żyć historią...? 12.05.03, 12:38
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          > Nie traćmy nadziei, nawet jeżeli do UE wejdziemy, to sama się rozsypie w
          ciągu
          > 10 lat.
          >
          > aguszak napisała:
          > > "Tak" nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków
          >
          > Siedzą w knajpie gospodarze:
          > - Ech, my już starzy, dopiero młodzież odczuje skutki wejścia do UE...
          > - A dobrze im tak, chuliganom!
          >
          > > My Polacy, nie potrafimy
          > > się sami rządzić i zadbać o naszą gospodarkę, więc niech mądzrejsi od nas
          > za
          > > nas pomyślą i zadecydują...
          >
          > Jawohl majn szturmbanfirer. Jak w XVII wieku byly rozbiory to caryca z krolem
          > Fryderykiem mowili dokladnie to samo. Caryca wprowadzala od wschodu
          tolerancje
          > religijna. Krolowi Prus bylo zal "tych Irokezow".
          >
          > Dalekosmy od tych czasow nie odeszli...

          Teraz może lepiej i czas pomyśleć o przyszłości, bo Konstytucją 3 maja i
          postanowieniami Okrągłego Stołu nie pożywimy się długo, tym bardziej, że takich
          dokonań hostorycznych nie potrafiliśmy i nie będziemy nigdy potrafili sami
          wykorzystać. Taka jest prawda.
          I chcę uprzedzić ataki - studiowałam i wielbię historię Polski platonicznie...
          i jestem dumna, że jestem Polką i nigdzie stąd nie zamierzam zostać, ale jeżeli
          Lepper, albo Giertych zostanie prezydentem, to zwieję, gdzie pieprz rośnie!

          Pozdrowionka
          • aguszak errata... 12.05.03, 12:40
            aguszak napisała:

            > Gość portalu: Anton napisał(a):
            >
            > > Nie traćmy nadziei, nawet jeżeli do UE wejdziemy, to sama się rozsypie w
            > ciągu
            > > 10 lat.
            > >
            > > aguszak napisała:
            > > > "Tak" nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków
            > >
            > > Siedzą w knajpie gospodarze:
            > > - Ech, my już starzy, dopiero młodzież odczuje skutki wejścia do UE...
            > > - A dobrze im tak, chuliganom!
            > >
            > > > My Polacy, nie potrafimy
            > > > się sami rządzić i zadbać o naszą gospodarkę, więc niech mądzrejsi od
            > nas
            > > za
            > > > nas pomyślą i zadecydują...
            > >
            > > Jawohl majn szturmbanfirer. Jak w XVII wieku byly rozbiory to caryca z kro
            > lem
            > > Fryderykiem mowili dokladnie to samo. Caryca wprowadzala od wschodu
            > tolerancje
            > > religijna. Krolowi Prus bylo zal "tych Irokezow".
            > >
            > > Dalekosmy od tych czasow nie odeszli...
            >
            > Teraz może lepiej i czas pomyśleć o przyszłości, bo Konstytucją 3 maja i
            > postanowieniami Okrągłego Stołu nie pożywimy się długo, tym bardziej, że
            takich
            >
            > dokonań hostorycznych nie potrafiliśmy i nie będziemy nigdy potrafili sami
            > wykorzystać. Taka jest prawda.
            > I chcę uprzedzić ataki - studiowałam i wielbię historię Polski platonicznie...
            > i jestem dumna, że jestem Polką i nigdzie stąd nie zamierzam zostać, ale
            jeżeli
            >
            > Lepper, albo Giertych zostanie prezydentem, to zwieję, gdzie pieprz rośnie!
            >
            > Pozdrowionka
            >

            "... nigdzie stąd nie zamierzam zostać..." to z emocji - chciałam napisać: "...
            nigdzie stąd nie zamierzam uciekać..."
          • Gość: a Re: Ile jeszcze można żyć historią...? IP: 195.94.204.* 12.05.03, 12:45
            aguszak napisała:

            > Gość portalu: Anton napisał(a):
            >
            > > Nie traćmy nadziei, nawet jeżeli do UE wejdziemy, to sama się rozsypie w
            > ciągu
            > > 10 lat.
            > >
            > > aguszak napisała:
            > > > "Tak" nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków
            > >
            > > Siedzą w knajpie gospodarze:
            > > - Ech, my już starzy, dopiero młodzież odczuje skutki wejścia do UE...
            > > - A dobrze im tak, chuliganom!
            > >
            > > > My Polacy, nie potrafimy
            > > > się sami rządzić i zadbać o naszą gospodarkę, więc niech mądzrejsi od
            > nas
            > > za
            > > > nas pomyślą i zadecydują...
            > >
            > > Jawohl majn szturmbanfirer. Jak w XVII wieku byly rozbiory to caryca z kro
            > lem
            > > Fryderykiem mowili dokladnie to samo. Caryca wprowadzala od wschodu
            > tolerancje
            > > religijna. Krolowi Prus bylo zal "tych Irokezow".
            > >
            > > Dalekosmy od tych czasow nie odeszli...
            >
            > Teraz może lepiej i czas pomyśleć o przyszłości, bo Konstytucją 3 maja i
            > postanowieniami Okrągłego Stołu nie pożywimy się długo, tym bardziej, że
            takich
            >
            > dokonań hostorycznych nie potrafiliśmy i nie będziemy nigdy potrafili sami
            > wykorzystać. Taka jest prawda.
            > I chcę uprzedzić ataki - studiowałam i wielbię historię Polski platonicznie...
            > i jestem dumna, że jestem Polką i nigdzie stąd nie zamierzam zostać, ale
            jeżeli
            >
            > Lepper, albo Giertych zostanie prezydentem, to zwieję, gdzie pieprz rośnie!
            >
            > Pozdrowionka
            >
          • Gość: Anton Re: Ile jeszcze można żyć historią...? IP: 195.94.204.* 12.05.03, 12:48
            > Teraz może lepiej i czas pomyśleć o przyszłości, bo Konstytucją 3 maja i
            > postanowieniami Okrągłego Stołu nie pożywimy się długo, tym bardziej, że
            takich
            > dokonań hostorycznych nie potrafiliśmy i nie będziemy nigdy potrafili sami
            > wykorzystać. Taka jest prawda.

            Nie w tym rzecz. Chodzi mi o to, że argument na zasadzie "Przyjdzie Szwab i
            pomoże" jest błedny, bo nikt nit przyjdzie i nie pomoże. Jedyna pomoc na jaką
            możemy liczyć to pomoc USA za udzielanie wsparcia symbolicznego - zresztą,
            dzięki właściwej gospodarce w województwie irackim będziemy mogli spłacać
            składki do UE ropą i starożytnymi figurkami, więc w sumie bilans wyjdzie na
            zero.
            • aguszak Re: Ile jeszcze można żyć historią...? 12.05.03, 12:56
              Gość portalu: Anton napisał(a):

              > Nie w tym rzecz. Chodzi mi o to, że argument na zasadzie "Przyjdzie Szwab i
              > pomoże" jest błedny, bo nikt nit przyjdzie i nie pomoże. Jedyna pomoc na jaką
              > możemy liczyć to pomoc USA za udzielanie wsparcia symbolicznego - zresztą,
              > dzięki właściwej gospodarce w województwie irackim będziemy mogli spłacać
              > składki do UE ropą i starożytnymi figurkami, więc w sumie bilans wyjdzie na
              > zero.

              Tutaj się z Toba zgadzam - nic nam z nieba nie skapnie. Składki, normy,
              świadczenia itd.
              A na tę ropę tobym tak bardzo nie liczyła... za chudzi w uszach jesteśmy, żeby
              USA się nami przejęły... wszystko to taki pic na wodę i pokazówa dla
              Europy: "Widzicie, jakbyście pomogli w wojnie, to mielibyście tak, jak Poland,
              a teraz to się wypchajcie". A po cichu: "Polaczkom trochę damy, ale nie za
              wiele, bo i tak roztrwonią..."
              • Gość: Anton Re: Ile jeszcze można żyć historią...? IP: 195.94.204.* 12.05.03, 13:06
                aguszak napisała:
                > Tutaj się z Toba zgadzam - nic nam z nieba nie skapnie. Składki, normy,
                > świadczenia itd.
                > A na tę ropę tobym tak bardzo nie liczyła... za chudzi w uszach jesteśmy,
                żeby
                > USA się nami przejęły... wszystko to taki pic na wodę i pokazówa dla
                > Europy:

                Ano widzisz, Europa daje gwarancję, że nas wychucha, co zresztą odbyło się w
                Kopenhadze 13 grudnia (co za data! co za ludzie!). Ameryka dla odmiany daje nam
                zonę okupacyjną i przynajmniej tyle przyjemności, że możemy sobie kogoś
                pookupować, czuć się ważni i mieć z rana satysfakcję przy czytaniu gazetki.

                Od Europy nie dostaliśmy nawet tyle...
                • aguszak Re: Ile jeszcze można żyć historią...? 12.05.03, 13:14
                  Gość portalu: Anton napisał(a):

                  > Od Europy nie dostaliśmy nawet tyle...

                  Bo żeśmy Ją "wychuchali", nawet jeżeli nie mieliśmy do tego ani prawa ani
                  siły... ot co!
                  Nie wypina się tyłka na kogoś, kto właśnie się zastanawia, czy nie wyciągnąć do
                  nas ręki i nie zaprosić nas na śniadanie - co prawda skromne, ale może
                  zostaniemy również na obiedzie...?
                  Ameryka jest tysiące mil od Polski i Bushowi bardzo łatwo przyjdzie o nas
                  zapomnieć - zresztą z kim będzie się liczył - od nas dzielą Amerykę Angole,
                  Francuzi i Niemcy... i to nie tylko geograficznie...
                  • Gość: Anton Re: Ile jeszcze można żyć historią...? IP: 195.94.204.* 12.05.03, 15:31
                    aguszak napisała:

                    > > Od Europy nie dostaliśmy nawet tyle...
                    > Bo żeśmy Ją "wychuchali", nawet jeżeli nie mieliśmy do tego ani prawa ani
                    > siły... ot co!

                    E tam, Wielka Brytania to też Europa. Nie można patrzeć na UE jako na francusko-
                    niemieckie kondominium tylko dlatego, że pan Chirac i pan Schroeder o nas
                    brzydko powiedza.

                    > Nie wypina się tyłka na kogoś, kto właśnie się zastanawia, czy nie wyciągnąć
                    do
                    >
                    > nas ręki i nie zaprosić nas na śniadanie - co prawda skromne, ale może
                    > zostaniemy również na obiedzie...?

                    Ile lat już czekamy na to skromne śniadanie? W międzyczasie okazuje się, że
                    śniadanie będzie co prawda smaczne i zdrowe, ale sami je sobie musimy
                    zafundować i jeszcze dorzucić się do napiwku.

                    > Ameryka jest tysiące mil od Polski i Bushowi bardzo łatwo przyjdzie o nas
                    > zapomnieć - zresztą z kim będzie się liczył - od nas dzielą Amerykę Angole,
                    > Francuzi i Niemcy... i to nie tylko geograficznie...

                    Geografia geografią, a to właśnie Ameryka przyszła z pomocą Korei, Wietnamowi i
                    Kuwejtowi. Jeżeli ktoś nas zacznie bombardować, to na jakąkolwiek pomoc możemy
                    liczyć wyłącznie od Ameryki.

                    Ile można żyć historią? Dobre pytanie. Historia jednak uczy, że Ameryka nas
                    jeszcze nie oszukała - a np, podczas wojny bolszewickiej, mimo geografii,
                    wydatnie pomogła. Kraje europejskie nie kwapiły się nam pomóc...
                    • niedzwiedziczka Re: Ile jeszcze można żyć historią...? 12.05.03, 15:40
                      Ameryka pomogła? A w czym konkretnie? Bo w Jałcie i
                      Poczdamie też Ameryka zgadzała się na okupację radziecką
                      Polski.Być może Ameryka jest przyjacielem Polski,ale
                      Ameryka jest za daleko! A handlujemy i współżyjemy z
                      krajami Unii. I cały dowcip polega na tym, żeby ten
                      handel i współżycie były jak najłatwiejsze. Jak ktoś mi
                      mówi, że zaleją nas towarami z Unii, to mu odpowiadam:
                      "To kupuj tylko polskie!". Jdziesz do sklepu - czytaj
                      metki. Ja tak robię. A jeśli mam do wyboru dobry produkt
                      zachodni i zły polski w tej samej cenie, to oczywiście
                      wybieram zachodni, bo nie jestem instytucją charytatywną
                      dla tych, którym nie chce się podnosić jakości. Jeśli
                      jakość jest porównywalna - oczywiście wybieram polski.
                      Więc to on nas zależy, jak nam w tej Unii będzie! Ja
                      liczę na to, że z Unią przyjdą przepisy, które nie
                      pozwolą pani w urzędzie ignorować mojej osoby i odsyłać
                      do pięciu innych pokoi. I już to sprawi, że będzie mi się
                      żyć lepiej!
                      • aguszak Nic dodać nic ująć, Niedźwiedziczko :) 12.05.03, 15:54
                        niedzwiedziczka napisała:

                        > Ameryka pomogła? A w czym konkretnie? Bo w Jałcie i
                        > Poczdamie też Ameryka zgadzała się na okupację radziecką
                        > Polski.Być może Ameryka jest przyjacielem Polski,ale
                        > Ameryka jest za daleko! A handlujemy i współżyjemy z
                        > krajami Unii. I cały dowcip polega na tym, żeby ten
                        > handel i współżycie były jak najłatwiejsze. Jak ktoś mi
                        > mówi, że zaleją nas towarami z Unii, to mu odpowiadam:
                        > "To kupuj tylko polskie!". Jdziesz do sklepu - czytaj
                        > metki. Ja tak robię. A jeśli mam do wyboru dobry produkt
                        > zachodni i zły polski w tej samej cenie, to oczywiście
                        > wybieram zachodni, bo nie jestem instytucją charytatywną
                        > dla tych, którym nie chce się podnosić jakości. Jeśli
                        > jakość jest porównywalna - oczywiście wybieram polski.
                        > Więc to on nas zależy, jak nam w tej Unii będzie! Ja
                        > liczę na to, że z Unią przyjdą przepisy, które nie
                        > pozwolą pani w urzędzie ignorować mojej osoby i odsyłać
                        > do pięciu innych pokoi. I już to sprawi, że będzie mi się
                        > żyć lepiej!

                        A jeszcze do tego dodam, że ja dziekuję USA za taką pomoc, jakiej "udzieliły"
                        Korei czy Kuwejtowi...
                        Broń nas, Panie Boże, od takiej pomocy!
                        • Gość: Anton A jednak pomoc lepsza... IP: 195.94.204.* 12.05.03, 16:14
                          aguszak napisała:
                          > A jeszcze do tego dodam, że ja dziekuję USA za taką pomoc, jakiej "udzieliły"
                          > Korei czy Kuwejtowi...
                          > Broń nas, Panie Boże, od takiej pomocy!

                          No to proszę. Porównaj sobie Koreę Północną, której pomocy udzieliły Chiny
                          Ludowe i bratni ZSRR ze zbrodniczą Koreą Południową. Nie bardzo rozumiem, o co
                          masz pretensje do USA. O to, że nie zajęły całej Korei, bo się bały wybuchu III
                          wojny światowej? No jasne, pedały i tchórze!

                          Kuwejt? Siedzą sobie szejki, piją ropę, źle im nie jest. A tak by ich okupował
                          kolega Saddam. Jednak bilans pomocy amerykańskiej też uznaję za dodatni.
                      • Gość: Anton Re: Ile jeszcze można żyć historią...? IP: 195.94.204.* 12.05.03, 16:09
                        niedzwiedziczka napisała:
                        > Ameryka pomogła? A w czym konkretnie?

                        Ano w tym, że podczas wojny bolszewickiej przysyłała nam całe statki karabinów,
                        materiałów wybuchowych, żywności i mundurów. W tym czasie Kraj Rad prowadził
                        ofensywę od wschodu, a bracia Czesi zablokowali od południa pociągi z pomocą.
                        Trzeba było przepychać to przez Gdańsk.

                        > Bo w Jałcie i
                        > Poczdamie też Ameryka zgadzała się na okupację radziecką
                        > Polski.

                        Widzisz, podczas I wojny Ameryka obiecała nam pomoc w ramach któregoś tam
                        postulatu Wilsona, co podobno osobiście wyżebrał Paderewski. Podczas II wojny
                        Ameryka nam pomóc nie obiecała. Obiecały za to Anglia i Francja. Z Niemcami
                        mieliśmy pakt o nieagresji ważny 1934-1944, a z Sowietami oficjalnie wojny-śmy
                        nie toczyli. Zabawne, nieprawdaż?

                        > Być może Ameryka jest przyjacielem Polski,ale
                        > Ameryka jest za daleko! A handlujemy i współżyjemy z
                        > krajami Unii. I cały dowcip polega na tym, żeby ten
                        > handel i współżycie były jak najłatwiejsze.

                        No więc właśnie - jesteśmy poza Unią i z nią handlujemy. Tak jak Islandia,
                        Szwajcaria, Norwegia, Izrael... Czy mi tu źle? Tu mi ciepło, tu mi dobrze, tu
                        się będę rozmnażał.

                        > liczę na to, że z Unią przyjdą przepisy, które nie
                        > pozwolą pani w urzędzie ignorować mojej osoby i odsyłać
                        > do pięciu innych pokoi. I już to sprawi, że będzie mi się
                        > żyć lepiej!

                        Hm z tego co wiem, to do tego stanu ducha nie doszliśmy nawet we Francji. A
                        Ameryce jest z tym nieco lepiej, no ale ten ocean, wicie, te sprawy...
        • lyche1 Re: Aguszak ma rację !!! 13.05.03, 08:10
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          > Jawohl majn szturmbanfirer. Jak w XVII wieku byly rozbiory to caryca z krolem
          > Fryderykiem mowili dokladnie to samo. Caryca wprowadzala od wschodu
          tolerancje religijna. Krolowi Prus bylo zal "tych Irokezow".
          >
          > Dalekosmy od tych czasow nie odeszli...

          Widocznie było tam jakieś ziarnko prawdy - czego Ty jako "rasowy" Polak nie
          potrafisz pojąć. Wolę pracować u Niemca i być godziwie wynagradzana, niż
          okradana przez "swojego" Polaka.
          A już to co się w naszym sejmie dzieje - powinni to za biletami pokazywać -
          może minister Pol wreszcie zebrałby na autostrady :)
          • Gość: polishAM Re: Aguszak ma rację !!! IP: *.157.81.73.Dial1.Weehawken1.Level3.net 16.05.03, 06:30
            Co to ma znaczyc? Ironiczne "rasowy Polak". Cos mi tu pachnie koszerna redakcja
            Gazety Wyborczej.
    • anahella Eeeee tak jak w tym tekscie to juz bylo;) n/t 12.05.03, 11:00

    • v.venus Re: wszystko postawiłem na Unię 13.05.03, 12:39

      czyli contra:)

      > Kochana Mamusiu!
      >
      > W Unii jest fajnie, niczego tu nie brakuje. Cukier jest po 4 zł za kg,
      > benzyna po 5,50 zł za litr, masło po 4,10 zł za kostkę, chleb po 3,20 zł
      za
      > bochenek, a paczka papierosów po 12 zł. Jeśli chodzi o nasz dom, to latem
      > przyjechał pan Helmut z Berlina. Najpierw postawił piwo, a potem pokazał
      > akt własności z 1937 r. i powiedział, że teraz to jego ziemia i wszystko,
      co
      > na niej.Może to i lepiej, i tak nie byłem w stanie płacić podatku
      > katastralnego (Mamusia wie, 2% od wartości nieruchomości rocznie). Za to w
      > przytułku mamy kolorową telewizję i fajne filmy. Pracy na razie nie ma,
      ale
      > mówią, że będzie. Jak dożyję, To za 6 lat będę mógł pracować w Niemczech
      > albo Austrii. W mieście budują Nowy urząd. Unia dała trochę grosza. Firma
      > Heńka Kowalskiego startowała w przetargu, ale rozstrzygano go w Brukseli i
      > wygrali Szwedzi. Co prawda inżynierów sprowadzili od siebie, ale Heniek
      i
      > tak się cieszy, bo uznali jego kwalifikacje i pozwolili nosić cegły. Niech
      > sobie chłop zarobi, bo jego firma już nie wytrzymuje tego zwiększonego
      VAT-u
      > w budownictwie. Chciał wysłać syna na studia do Francji, ale nie miał na
      to
      > pieniędzy. Córka jednego z ministrów miała więcej szczęścia i dostała
      unijne
      > stypendium. Chłopak Henia jest całkiem zdolny, więc zdawał na naszą
      > politechnikę. Byłby się dostał, gdyby nie konkurencja młodzieży z innych
      > krajów unijnych. W końcu tam uczelnie też są przepełnione. Na razie jest
      na
      > darmowym stażu w hipermarkecie. Ostatnio w mieście pojawiło się mnóstwo
      > byłych rolników. Mówią coś o nierównej konkurencji, niskich dopłatach i
      > limitach produkcyjnych. Nie wiem o co im chodzi, przecież mieli najwięcej
      > zyskać na integracji. Do domu naprzeciwko wprowadziło się młode
      małżeństwo -
      > Tomek i Jacek To bardzo wrażliwi ludzie, nawet starają się o adopcję. Pani
      > kurator jest bardzo tolerancyjna i świeżo po aborcji, więc mają duże
      szanse.
      > Niech Mamusia na razie siedzi na tej Białorusi, bo tu szaleje eutanazja,
      > zwłaszcza, że ubezpieczalnia już o Mamusię pytała. To tyle, bo idę po
      > zasiłek. Będę go pobierał jeszcze dwa miesiące.
      >
      > Całuję mocno, Zdzisiek
      >
      > P.S. Niech mi Mamusia przyśle kilo szynki, ale takiej ze zwykłego
      prosiaka,
      > bo te nasze świecą po nocach.
      > P.P.S. Niech Mamusia wyśle ten list swoim znajomym. Może za kilkanaście
      lat
      > do mnie wróci. Wtedy Polski już pewnie nie będzie, ale w końcu będę
      > obywatelem nowego euroregionu...

      • niedzwiedziczka kilka uwag 13.05.03, 13:01
        -podniesiony Vat w budownictwie: jeśli rząd SLD wmawia
        nam, że podnosi Vat do 22%, bo przepisy unijne, to
        kłamie, bo w Unii średni Vat wynosi 15%,
        -nadmiar studentów z zagranicy: akurat siedzę w tej
        działce i niestety będzie odwrotnie, nasi studenci będą
        "łapani" prze uczelnie zachodnie, bo oni mają jeszcze
        mniejszy przyrost naturalny, jak, i już dają podwójne
        dyplomy, żeby po 2-3 latach student chciał kończyć studia
        za granicą,
        - limity produkcji dla rolników: wytłumaczcie mi, jak to
        jest, że w lecie rolnicy płakali, że im zboża nie chce
        kupić, a teraz okazuje się, że brakuje zboża i będziemy
        musieli je importować (patrz dzisiejsza GW),
        - jakość produkcji rolniczej: rolnicy nie będą mogli
        sprzedawać na rynkach unijnych produktów o obniżonej
        jakości, ale będą mogli je sprzedawać w Polsce i to od
        nas zależy, czy będziemy kupować ich produkty.
        Jak już pisałam: Unia nie jest doskonała, ale wchodząc do
        niej możemy się podciągnąć, a potem uciec z niej idąc
        dalej, za modelem amerykańskim (jest już przepis o
        możliwości wyjścia z Unii).
        Z Unią jest jak z małżeństwem z rozsądku. Możemy jej nie
        kochać, ale dziękli niej możemy polepszyć swoją sytuację.
        • Gość: P kilka konkretów IP: *.mtnet.com.pl 13.05.03, 14:49
          zwracam uwagę na casus Grecji w artykule Kameli Sowińskiej.

          http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/10.html?numer=946

          ORAZ


          W wejściu do Unii Europejskiej widzę szansę dla Polski i Polaków na historyczny
          awans cywilizacyjny, gospodarczy i kulturowy. Ale to tylko szansa - stan dany
          wszystkim. Obawiam się jednak, że możemy tę szansę stracić.


          Jednym z najpoważniejszych zagrożeń skorzystania na przystąpieniu do Unii
          Europejskiej jest stan zadłużenia państwa. Dzisiaj wynosi ono 385 mld zł, a na
          każdego z nas przypada ok. 9400 zł. Dług sam w sobie nie jest niczym złym: to
          źródło dodatkowych pieniędzy na wzrost i rozwój. Trzeba jedynie wiedzieć, kiedy
          i z czego zostanie spłacony. Tymczasem zadłużenie kraju jest niebezpiecznie
          blisko konstytucyjnego progu - 60 proc. PKB - którego nie może przekroczyć.
          Ministerstwo Finansów przewiduje, że w roku 2006 będzie ono wynosiło 59,9 proc.
          PKB. Różnica mieści się zatem w granicach błędu statystycznego.

          A do spłacenia "żywą gotówką" mamy dług wobec Klubu Paryskiego - do roku 2010
          razem 87 mld zł. Najgorsze są lata 2005 - 2007, gdy płatności wyniosą
          odpowiednio 12,4 mld, 14 mld i 15,2 mld zł. W tym samym czasie musimy zgodnie z
          traktatem podpisanym z UE ponieść nakłady na ochronę środowiska, wynoszące
          ponad 12 mld rocznie (a w szczytowym roku 2006 - 14 mld). Do tego dochodzi
          składka członkowska i inne wydatki, takie jak współfinansowanie funduszy
          strukturalnych czy przygotowanie projektów, opłacane bezpośrednio z budżetu:
          14,8 mld zł w 2005 i 17,5 mld w roku 2006. Razem są to wydatki gigantyczne, bo
          40 mld zł w 2005, 45 mld zł w 2006 i 50 mld w 2007 roku.

          Szpitale, ZUS, reprywatyzacja

          Czarnego obrazu dopełnia zadłużenie szpitali - około 8,5 mld zł. Wprawdzie nie
          jest to dług bezpośrednio obciążający budżet państwa, istnieje też pomysł
          emisji obligacji gwarantowanych przez skarb państwa celem oddłużenia szpitali,
          ale w ostatecznym rozrachunku i tak sprowadzi się to do obciążenia spłatą
          przyszłych pokoleń. Bo czy zadłużone szpitale, mając wielkiego gwaranta, jakim
          jest państwo, będą spłacać swoje długi? Podobna sytuacja jest z długiem państwa
          w stosunku do ZUS; dziś to już 9,5 mld zł. Pieniądze na jego spłatę miały
          pochodzić z prywatyzacji. Zostały zapisane w budżecie państwa jako jego
          przychód, który, jak planowano, miał być przeznaczony na wpłatę do ZUS.
          Pieniędzy z prywatyzacji jednak nie ma - jak więc i z czego spłacimy ten dług?
          Emisja obligacji gwarantowanych przez państwo oznaczałaby kolejne zadłużenie
          przyszłych pokoleń i obowiązek budżetu. Dług publiczny liczy bowiem się wraz z
          obciążającymi budżet gwarancjami i poręczeniami.

          Do UE przystępujemy, nie rozwiązawszy problemu reprywatyzacji (koszt 40 mld zł)
          i mając w perspektywie spłatę około 20 mld zł za samolot wielozadaniowy. A
          gdzie środki na dopłaty dla rolników, które będziemy finansować z krajowego
          budżetu?

          Unia to twardy partner, dotrzymuje słowa i temu da więcej, kto sam więcej
          wyłoży. A my dzisiaj nie mamy pieniędzy, które można by wyłożyć. Moglibyśmy
          zaciągnąć dług i spłacać go w późniejszych, lepszych latach - ale też nie
          możemy. Już w latach 2004 - 2005 dług publiczny sięgnie niemal konstytucyjnego
          pułapu 60 proc. PKB. Tę ostatnią szansę, jaką jest zaciągnięcie długu na
          pokrycie pierwszych wpłat do Unii Europejskiej, zaprzepaścił obecny rząd w roku
          2002, zwiększając dług publiczny o ponad 50 mld zł. Pieniądze poszły na bieżącą
          konsumpcję i w dużej mierze "skonsumowały" szansę, jaką stanowi Unia
          Europejska.

          Co trzeba zrobić

          Budżet na rok 2004 można jeszcze przygotować, wykorzystując wszelkie rezerwy.
          Następne lata to dramat dla budżetu, stracone szanse i pieniądze z Unii
          Europejskiej. Żeby tego uniknąć, potrzeba nie liftingu, nie reformy, ale
          rewolucji w finansach publicznych. I trzeba ją przeprowadzić już dziś, a nie w
          roku 2004 czy później. Niezbędne jest przy tym jednoczesne posłużenie się
          wieloma instrumentami. Trzeba zatem:

          - Rozpocząć negocjacje w sprawie rozłożenia spłaty długu Klubu Paryskiego na
          dłuższy okres. Już nawet nie marzę o zmniejszeniu tego długu, tylko
          o "spłaszczeniu" wypłat i przesunięciu ich na lata po roku 2005. Niekorzystne
          dla Polski rozłożenie w czasie terminów spłaty długu Klubu Paryskiego powoduje,
          że gospodarka jako całość, jako organizm ekonomiczny będzie płatnikiem netto do
          Unii Europejskiej.

          - Negocjować terminy uruchomienia nakładów na ochronę środowiska. 160 mld zł,
          jakie do 2015 roku Polska ma na ten cel wyłożyć, musi być przesunięte na lata
          2010 - 2015, kiedy będą odczuwalne skutki realizacji pierwszych programów
          strukturalnych, choćby w infrastrukturze. Również w tym przypadku nie myślę o
          zmniejszeniu tych kwot, ale o ich innym, korzystniejszym dla Polski rozkładzie
          na poszczególne lata.

          - Zmniejszyć obciążenia podatkowe dla firm do 20 proc.

          - Zwiększyć podstawę podatkową amortyzacji. W dobie najnowocześniejszej
          techniki i technologii amortyzowanie maszyn i urządzeń przez 7 lat ma tylko
          wymiar fiskalny.

          - Zwiększyć liczbę wydatków, jakie można do celów podatkowych zaliczać do
          kosztów uzyskania przychodów.

          - Zmniejszyć pomoc publiczną dla nierentownych państwowych firm. Nie może być
          tak, że z pieniędzy podatników utrzymywane są upadające kopalnie, huty i
          Polmosy. Tylko w roku 2001 dołożyliśmy do nich 10,8 mld zł.

          - Przywrócić normalną funkcję KRUS. Ma to być ubezpieczenie dla produkujących
          rolników, a nie dla wszystkich posiadających ziemię rolną. Dlaczego w KRUS
          ubezpieczeni są taksówkarze, lekarze, adwokaci i inne wolne zawod? Odpowiedź
          jest prosta - bo system prawny na to pozwala. Po co KRUS pięćdziesięcioosobowa
          rada nadzorcza?

          - Zmienić strukturę wydatków na pomoc społeczną, tak żeby przez pierwsze trzy
          lata po wejściu do Unii, kiedy podrożeje żywność i lekarstwa, najubożsi odczuli
          to w jak najmniejszym stopniu. Dzisiaj 20 proc. pomocy społecznej trafia do
          faktycznie potrzebujących, a 80 proc. do sprytnych, ponieważ przepisy to
          umożliwiają.

          Tych "trzeba" jest bardzo dużo: to cały program gospodarczo-społeczny, który
          bezwzględnie musi być zrealizowany, żeby nie zmarnować szansy, jaką daje Polsce
          członkostwo w Unii Europejskiej.

          Nieprzygotowana administracja

          Innym obszarem stwarzającym zagrożenie, iż wejście do Unii Europejskiej nie
          zostanie przez Polskę wykorzystane, jest zupełnie nieprzygotowanie struktury
          rządowej do opracowania projektów współfinansowanych przez Unię. Tylko ten, kto
          nigdy nie spotkał się z procedurą pozyskiwania środków pomocowych, ma jasność
          sądu niezmąconą znajomością rzeczy. Inni są poważnie zatroskani.

          Każdy projekt to od kilkudziesięciu do kilkuset stron wniosku po angielsku.
          Wniosek jest wysoce sformalizowany, często wymagane są w nim dane, których się
          nie rejestruje, np. w systemie księgowości budżetowej w samorządach. Te
          ostatnie zgodnie z własnymi siłami, możliwościami i rozeznaniem szykują się do
          wchłonięcia środków unijnych. To bardzo dobre. Ale gdzie jest Krajowe Biuro
          Unii, gdzie jest 700 przeszkolonych przez rząd urzędników, którzy w każdym
          powiecie będą na co dzień przygotowywali wnioski, podpowiadali pomysły,
          podawali wzorce i poprawiali angielski? I gdzie jest szef Krajowego Biura Unii,
          który "głową", do trzeciego pokolenia, będzie odpowiadał za to, żeby projekty
          finansowane przez Unię Europejską jakościowo i ilościowo odpowiadały
          standardom?

          W Polsce jest wiele młodych dobrze wykształconych ludzi po studiach
          europejskich czy podobnych, znających angielski - i pracujących jako
          sekretarki. Mieszkają w całym kraju i jako urzędnicy państwowi w ramach jednej
          struktury mogą pracować w powiecie, u marszałka województwa czy prezydenta
          miasta. I nie trzeba nowych etatów: wystarczy je przesunąć z ministerstw i
          urzędów centralnych (chodzi o etaty, nie ludzi). Z Ministerstwa Skarbu Państwa,
          które dziś nic nie prywatyzu
          • Gość: P kilka konkretów 2 - pełny (?)tekst IP: *.mtnet.com.pl 13.05.03, 14:53
            W wejściu do Unii Europejskiej widzę szansę dla Polski i Polaków na historyczny
            awans cywilizacyjny, gospodarczy i kulturowy. Ale to tylko szansa - stan dany
            wszystkim. Obawiam się jednak, że możemy tę szansę stracić.
            Jednym z najpoważniejszych zagrożeń skorzystania na przystąpieniu do Unii
            Europejskiej jest stan zadłużenia państwa. Dzisiaj wynosi ono 385 mld zł, a na
            każdego z nas przypada ok. 9400 zł. Dług sam w sobie nie jest niczym złym: to
            źródło dodatkowych pieniędzy na wzrost i rozwój. Trzeba jedynie wiedzieć, kiedy
            i z czego zostanie spłacony. Tymczasem zadłużenie kraju jest niebezpiecznie
            blisko konstytucyjnego progu - 60 proc. PKB - którego nie może przekroczyć.
            Ministerstwo Finansów przewiduje, że w roku 2006 będzie ono wynosiło 59,9 proc.
            PKB. Różnica mieści się zatem w granicach błędu statystycznego.
            A do spłacenia "żywą gotówką" mamy dług wobec Klubu Paryskiego - do roku 2010
            razem 87 mld zł. Najgorsze są lata 2005 - 2007, gdy płatności wyniosą
            odpowiednio 12,4 mld, 14 mld i 15,2 mld zł. W tym samym czasie musimy zgodnie z
            traktatem podpisanym z UE ponieść nakłady na ochronę środowiska, wynoszące
            ponad 12 mld rocznie (a w szczytowym roku 2006 - 14 mld). Do tego dochodzi
            składka członkowska i inne wydatki, takie jak współfinansowanie funduszy
            strukturalnych czy przygotowanie projektów, opłacane bezpośrednio z budżetu:
            14,8 mld zł w 2005 i 17,5 mld w roku 2006. Razem są to wydatki gigantyczne, bo
            40 mld zł w 2005, 45 mld zł w 2006 i 50 mld w 2007 roku.
            Czarnego obrazu dopełnia zadłużenie szpitali - około 8,5 mld zł. Wprawdzie nie
            jest to dług bezpośrednio obciążający budżet państwa, istnieje też pomysł
            emisji obligacji gwarantowanych przez skarb państwa celem oddłużenia szpitali,
            ale w ostatecznym rozrachunku i tak sprowadzi się to do obciążenia spłatą
            przyszłych pokoleń. Bo czy zadłużone szpitale, mając wielkiego gwaranta, jakim
            jest państwo, będą spłacać swoje długi? Podobna sytuacja jest z długiem państwa
            w stosunku do ZUS; dziś to już 9,5 mld zł. Pieniądze na jego spłatę miały
            pochodzić z prywatyzacji. Zostały zapisane w budżecie państwa jako jego
            przychód, który, jak planowano, miał być przeznaczony na wpłatę do ZUS.
            Pieniędzy z prywatyzacji jednak nie ma - jak więc i z czego spłacimy ten dług?
            Emisja obligacji gwarantowanych przez państwo oznaczałaby kolejne zadłużenie
            przyszłych pokoleń i obowiązek budżetu. Dług publiczny liczy bowiem się wraz z
            obciążającymi budżet gwarancjami i poręczeniami.
            Do UE przystępujemy, nie rozwiązawszy problemu reprywatyzacji (koszt 40 mld zł)
            i mając w perspektywie spłatę około 20 mld zł za samolot wielozadaniowy. A
            gdzie środki na dopłaty dla rolników, które będziemy finansować z krajowego
            budżetu?
            Unia to twardy partner, dotrzymuje słowa i temu da więcej, kto sam więcej
            wyłoży. A my dzisiaj nie mamy pieniędzy, które można by wyłożyć. Moglibyśmy
            zaciągnąć dług i spłacać go w późniejszych, lepszych latach - ale też nie
            możemy. Już w latach 2004 - 2005 dług publiczny sięgnie niemal konstytucyjnego
            pułapu 60 proc. PKB. Tę ostatnią szansę, jaką jest zaciągnięcie długu na
            pokrycie pierwszych wpłat do Unii Europejskiej, zaprzepaścił obecny rząd w roku
            2002, zwiększając dług publiczny o ponad 50 mld zł. Pieniądze poszły na bieżącą
            konsumpcję i w dużej mierze "skonsumowały" szansę, jaką stanowi Unia
            Europejska.
            Budżet na rok 2004 można jeszcze przygotować, wykorzystując wszelkie rezerwy.
            Następne lata to dramat dla budżetu, stracone szanse i pieniądze z Unii
            Europejskiej. Żeby tego uniknąć, potrzeba nie liftingu, nie reformy, ale
            rewolucji w finansach publicznych. I trzeba ją przeprowadzić już dziś, a nie w
            roku 2004 czy później. Niezbędne jest przy tym jednoczesne posłużenie się
            wieloma instrumentami. Trzeba zatem:
            - Rozpocząć negocjacje w sprawie rozłożenia spłaty długu Klubu Paryskiego na
            dłuższy okres. Już nawet nie marzę o zmniejszeniu tego długu, tylko
            o "spłaszczeniu" wypłat i przesunięciu ich na lata po roku 2005. Niekorzystne
            dla Polski rozłożenie w czasie terminów spłaty długu Klubu Paryskiego powoduje,
            że gospodarka jako całość, jako organizm ekonomiczny będzie płatnikiem netto do
            Unii Europejskiej.
            - Negocjować terminy uruchomienia nakładów na ochronę środowiska. 160 mld zł,
            jakie do 2015 roku Polska ma na ten cel wyłożyć, musi być przesunięte na lata
            2010 - 2015, kiedy będą odczuwalne skutki realizacji pierwszych programów
            strukturalnych, choćby w infrastrukturze. Również w tym przypadku nie myślę o
            zmniejszeniu tych kwot, ale o ich innym, korzystniejszym dla Polski rozkładzie
            na poszczególne lata.
            - Zmniejszyć obciążenia podatkowe dla firm do 20 proc.
            - Zwiększyć podstawę podatkową amortyzacji. W dobie najnowocześniejszej
            techniki i technologii amortyzowanie maszyn i urządzeń przez 7 lat ma tylko
            wymiar fiskalny.
            - Zwiększyć liczbę wydatków, jakie można do celów podatkowych zaliczać do
            kosztów uzyskania przychodów.
            - Zmniejszyć pomoc publiczną dla nierentownych państwowych firm. Nie może być
            tak, że z pieniędzy podatników utrzymywane są upadające kopalnie, huty i
            Polmosy. Tylko w roku 2001 dołożyliśmy do nich 10,8 mld zł.
            - Przywrócić normalną funkcję KRUS. Ma to być ubezpieczenie dla produkujących
            rolników, a nie dla wszystkich posiadających ziemię rolną. Dlaczego w KRUS
            ubezpieczeni są taksówkarze, lekarze, adwokaci i inne wolne zawod? Odpowiedź
            jest prosta - bo system prawny na to pozwala. Po co KRUS pięćdziesięcioosobowa
            rada nadzorcza?
            - Zmienić strukturę wydatków na pomoc społeczną, tak żeby przez pierwsze trzy
            lata po wejściu do Unii, kiedy podrożeje żywność i lekarstwa, najubożsi odczuli
            to w jak najmniejszym stopniu. Dzisiaj 20 proc. pomocy społecznej trafia do
            faktycznie potrzebujących, a 80 proc. do sprytnych, ponieważ przepisy to
            umożliwiają.
            Tych "trzeba" jest bardzo dużo: to cały program gospodarczo-społeczny, który
            bezwzględnie musi być zrealizowany, żeby nie zmarnować szansy, jaką daje Polsce
            członkostwo w Unii Europejskiej.
            Innym obszarem stwarzającym zagrożenie, iż wejście do Unii Europejskiej nie
            zostanie przez Polskę wykorzystane, jest zupełnie nieprzygotowanie struktury
            rządowej do opracowania projektów współfinansowanych przez Unię. Tylko ten, kto
            nigdy nie spotkał się z procedurą pozyskiwania środków pomocowych, ma jasność
            sądu niezmąconą znajomością rzeczy. Inni są poważnie zatroskani.
            Każdy projekt to od kilkudziesięciu do kilkuset stron wniosku po angielsku.
            Wniosek jest wysoce sformalizowany, często wymagane są w nim dane, których się
            nie rejestruje, np. w systemie księgowości budżetowej w samorządach. Te
            ostatnie zgodnie z własnymi siłami, możliwościami i rozeznaniem szykują się do
            wchłonięcia środków unijnych. To bardzo dobre. Ale gdzie jest Krajowe Biuro
            Unii, gdzie jest 700 przeszkolonych przez rząd urzędników, którzy w każdym
            powiecie będą na co dzień przygotowywali wnioski, podpowiadali pomysły,
            podawali wzorce i poprawiali angielski? I gdzie jest szef Krajowego Biura Unii,
            który "głową", do trzeciego pokolenia, będzie odpowiadał za to, żeby projekty
            finansowane przez Unię Europejską jakościowo i ilościowo odpowiadały
            standardom?
            W Polsce jest wiele młodych dobrze wykształconych ludzi po studiach
            europejskich czy podobnych, znających angielski - i pracujących jako
            sekretarki. Mieszkają w całym kraju i jako urzędnicy państwowi w ramach jednej
            struktury mogą pracować w powiecie, u marszałka województwa czy prezydenta
            miasta. I nie trzeba nowych etatów: wystarczy je przesunąć z ministerstw i
            urzędów centralnych (chodzi o etaty, nie ludzi). Z Ministerstwa Skarbu Państwa,
            które dziś nic nie prywatyzuje, bez szkody można przesunąć sto etatów.
            Jeżeli tego wszystkiego nie zrobimy, podzielimy los Grecji, której w pierwszym
            roku członkostwa w Unii nie zaakceptowano ani jednego wniosku o środki
            pomocowe.
            I jest też inny wielki problem - bezrobocie. Nie
            • Gość: P Re: kilka konkretów 3 - pełny tekst częśc 2 IP: *.mtnet.com.pl 13.05.03, 14:55
              Bezrobocie - największy problem

              I jest też inny wielki problem - bezrobocie. Nie łączy się ono bezpośrednio z
              wejściem do Unii Europejskiej, ale stawia nas wobec innych krajów kandydackich
              na dużo gorszej pozycji. Stopa bezrobocia w krajach UE to średnio 5 - 7 proc.,
              w krajach kandydackich ok. 8 proc., a u nas 20 proc. i nic nie wskazuje, że
              szybko będzie mniejsze. Wejście do Unii też tego nie zmieni, przynajmniej nie
              stanie się to prędko.

              Z bezrobociem musimy sobie zatem poradzić sami. Nowe miejsca pracy nie powstaną
              w wielkich firmach państwowych, wymagających głębokiej przebudowy i
              modernizacji; tam ciągle będą zwolnienia. Nie powstaną także w gałęziach
              dotkniętych kryzysem globalnym i dziś zadłużonych ani w rolnictwie. Mogą
              powstać tylko w małych i średnich firmach.

              Określenie "przedsiębiorstwa małe i średnie" nie oznacza, że są to dla
              gospodarki podmioty mniej ważne od np. przemysłowych gigantów. Dobrze
              skonstruowaną gospodarkę można przedstawić w kształcie piramidy: na jej
              szczycie są przedsiębiorstwa duże, o wielkim potencjale sprawczym, finansowym i
              intelektualnym. Są one w stanie wypromować nowe techniki i technologie,
              prowadzić skomplikowaną organizację gospodarczą, nowoczesny marketing, krótko
              mówiąc - mogą się włączyć w globalną konkurencję. W Polsce na pewno nie są nimi
              państwowe molochy.

              W środku piramidy znajdują się przedsiębiorstwa średnie, które wprawdzie nie
              należą do czołówki, wynajdującej np. nowe technologie, ale są w stanie te
              technologie, systemy organizacji itp. zaadaptować dla własnych potrzeb lub
              kooperować z największymi firmami. Natomiast na dole tej konstrukcji jest
              ogromna liczba małych i średnich przedsiębiorstw, które wchłaniają lokalne
              zasoby siły roboczej, pojawiającej się w nadmiarze np. na skutek
              restrukturyzacji wielkich przedsiębiorstw państwowych i wprowadzania w nich
              nowych technologii, wymagających mniejszego zatrudnienia. Te małe firmy
              korzystają z lokalnych zasobów surowcowych i produkcyjnych, a będąc najbliżej
              klienta i najlepiej go znając, z powodzeniem obsługują rynki lokalne. Tak
              dzieje się także w krajach wysoko rozwiniętych.

              Stawiać na małe firmy

              Chcąc zatem, żeby cała gospodarka funkcjonowała należycie, nie można skupiać
              się tylko na potentatach, ale trzeba wyjątkowo dbać o małe i średnie firmy.

              W Polsce jest 3,2 mln małych i średnich firm, które zatrudniają do 10 osób.
              Takich, które dobrze funkcjonują, jest 1,7 mln. Jednocześnie mamy w Polsce
              ponad 3,2 mln bezrobotnych. Teoretycznie, gdyby każda dobra firma zatrudniła
              jednego bezrobotnego, to zniknęłaby połowa bezrobocia.

              Trzeba więc stworzyć warunki, żeby tak się stało. Trzeba uprościć przepisy, bo
              skomplikowany, rozbudowany system prawny stanowi dla przedsiębiorców zmorę
              większą niż wysokie podatki. Tylko w dziedzinie podatków, opłat i ceł
              funkcjonuje 55 ustaw i trudna do policzenia ilość rozporządzeń. Jak ma się w
              tej materii rozeznać średniej klasy przedsiębiorca, który musi przecież zadbać
              o produkcję, rynek, pracowników, pieniądze i kredyty? Z kredytami jest zresztą
              najgorzej. Rząd przez politykę emisji obligacji i bonów skarbowych zabija małą
              i średnią przedsiębiorczość, a tym samym miejsca pracy. Mała firma nie jest
              bowiem konkurencyjna w banku, który może pożyczyć pieniądze rządowi na pewny,
              niedotknięty ryzykiem procent. A trudno winić banki, że ze swojego punktu
              widzenia działają racjonalnie.

              Tylko jasny program wspierania małych i średnich krajowych firm pozwoli
              zredukować bezrobocie i wyrównać nasze szanse startu w Unii Europejskiej.

              Unia Europejska nie jest lekiem na całe zło w naszej gospodarce, nie jest złotą
              rybką i nie da nam niczego, na co sami nie zapracujemy. Żeby wziąć, trzeba dać,
              żeby dać, trzeba mieć, żeby mieć, trzeba posprzątać we własnym domu. Czy w
              Unii, czy poza Unią musimy to zrobić sami.

              ALDONA KAMELA-SOWIŃSKA



              --------------------------------------------------------------------------------
              Autorka jest ekonomistką, w rządzie Jerzego Buzka była wiceministrem, a potem
              ministrem skarbu państwa
              • Gość: femina Re: kilka konkretów 3 - pełny tekst częśc 2 IP: *.acn.waw.pl 13.05.03, 21:42
                czy musimy myśleć tylko kategoriami zaścianka. każdy tekst zaczyna się od
                czarnowidztwa że naspąpi potop cudzoziemców do nas , a z kraju wszyscy
                przeniosą się na zachód , bzdura, nie na tym polega, aby straszyc co będzie.
                Sądzę, że wejście do Unii to nareszcie wstanie rodaków z kolan, jako naród
                żebraczy, ciągle pracujący na czarno , a jak cię złapią za pracę nielegalną to
                ciupasem wyrzucą i zakaz wjazdu ,czy to lepsze ,czy udowodnić że mamy
                wykształcenie, wiedzę i jesteśmy cywilizowanym narodem i jesteśmy konkurentami
                dla innych do dobrej legalnej pracy.
                • Gość: B Re: kilka konkretów 3 - pełny tekst częśc 2 IP: *.mtnet.com.pl 13.05.03, 22:44
                  piszesz z Warszawy - jak jak żałuję czytając taki tekst, że nie mogę zamknąć
                  Cię na choćby miesiąc w jakiejkolwiek mieścinie poniżej 60 tys mieszkańców,
                  wyrwać z układów i znajomości, pokazać że te miasteczka będa płacić koszt
                  składki i przyglądać się jak beneficjentem zmian jest Warszawa czy Poznań czy
                  Gdańsk a Wrocławiu nie zapominając (też w nich mieszkam, choć akurat teraz
                  piszę z biedniejszych rejonów Polski). A podane artykuły nie są czarnowidztwem
                  tylko zestawem cyfr. Konkretem, ktory nakrelila Twarda Pani Minister. A Ty
                  wolisz glosowac na TAK nawet nie wiedzac za czym glosujesz i kto za to zaplaci
                  (z czego nie wynika, ze ja bede na NIE)
    • melinek A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie tak 13.05.03, 22:15
      samo, jak jest teraz?
      • niedzwiedziczka Re: A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie 14.05.03, 14:11
        Nie będzie tak samo, bo już żyjemy niejako "na kredyt"
        naszego wejścia. Jeśli nie wejdziemy - wycofają się
        inwestorzy, któży liczą na rynki zbytu Unii. Jak nie
        wejdziemy - będą cła na ich produkty i przeniosą się tam
        gdzie ceł nie będzie (choćby na Litwę). Trochę funduszy
        już z Unii dostaliśmy, więc musielibyśmy je oddać. Do
        paru krajów Unii jeździmy bez win też "na kredyt". Nie
        wejdziemy - będziemy musieli mieć wizy. Jest jeszcze cała
        masa takich spraw. Jeśli ta Unia byłaby taka zła i
        wunaradawiała, to nie pchałaby się do niej cała
        środkowo-wschodnia Europa.
        • melinek Re: A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie 14.05.03, 19:22
          Niedzwiedziczko, juz teraz mowi sie o tym,
          ze sporo gmin jest tak zadluzonych, ze nie
          bedzie ich stac na 20% wklad na pokycie
          wlasnego udzialu, by otrzymac pozostale
          80% dofinansowania unijnego. W takim przypadku
          moze sie okazac, ze Polsa bedzie platnikiem
          netto Unii.
          Co o tym myslisz?
          • Gość: P Re: A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie IP: *.mtnet.com.pl 14.05.03, 21:57
            DEPESZA PAP

            CASE i Millenium Bank o wzroście gospodarczym po wejściu do UE
            (PAP, MN/14.05.2003, godz. 19:23)

            Przynajmniej do 2006 r. Polska będzie płatnikiem netto, czyli więcej przekaże
            do budżetu UE, niż stamtąd dostanie - wynika z prognoz ekonomistów, które
            przedstawili na seminarium w Warszawie organizowanym przez Centrum Analiz
            Społeczno-Ekonomicznych.

            Prognozy ekonomistów z CASE i Millenium Bank, dotyczące wzrostu gospodarczego
            po wejściu do UE, nieco się różniły. Co do jednego były zgodne - do 2006 r.
            Polska będzie płatnikiem netto, co z kolei wpłynie na politykę fiskalną. W 2004
            r. Polska musi wygospodarować 11 mld zł z budżetu na opłacenie składki
            członkowskiej w UE.

            Szef zespołu prognoz makroekonomicznych CASE Rafał Antczak
            przewiduje "scenariusz pełzającej stagnacji". Jego zdaniem, wzrost gospodarczy
            w 2003 roku wyniesie ok. 2,9 proc., zaś popyt krajowy w 2004 r. wzrośnie o 2,3
            proc.

            Choć makroekonomiści z CASE uważają, że na przełomie 2003 i 2004 r. nastąpi
            odbicie od stosunkowo niskiego poziomu inwestycji, jednak - zdaniem Antczaka -
            nie zrekompensuje to ich spadku w ostatnich latach.

            Antczak przyznał, że do 2006 r. polski budżet centralny będzie płatnikiem netto
            i choć nastąpi wzrost obciążeń fiskalnych, nie zmniejszy się deficyt budżetowy.
            Jego zdaniem, będzie on oscylował między 4-5 proc.

            Nieco bardziej optymistyczna jest prognoza, jaką zaprezentował główny
            ekonomista Millenium Bank Andrzej Gronicki. Jego zdaniem, wejdziemy do UE ze
            wzrostem gospodarczym na poziomie poniżej 3,5 proc., z nasilającymi się
            problemami recesyjnymi i spadkiem oszczędności krajowych.

            Jednak - co podkreślił Gronicki - naszą ogromną szansą jest eksport i
            poprawiające się saldo na rachunku bieżącym NBP. Wzrostowe trendy eksportu
            dotyczą zresztą nie tylko Polski, lecz innych krajów naszego regionu, co
            świadczy o tym, że gospodarki te stają się coraz bardziej konkurencyjne.

            Obecny na sesji podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej
            Jarosław Pietras podkreślił, że wpływ naszej akcesji do UE na wzrost
            gospodarczy jest bardzo wielokierunkowy i tylko w niewielkim stopniu będzie
            zależał od dopłat bezpośrednich funduszy unijnych.

            Wiceminister Pietras podkreślił fakt zniesienia kontroli celnej, która dotąd
            bardzo hamuje import z krajów kandydujących, nawet nie z powodu wysokości ceł,
            co barier proceduralnych. Jego zdaniem, likwidacja ceł powinna w krótkim czasie
            skutkować zwiększeniem importu z Polski.

            Wejście do UE spowoduje również zmniejszenie ceł wobec państw trzecich, a
            ponadto Polska wejdzie w system umów gospodarczych Unii. Wreszcie polscy
            przedsiębiorcy na 450-milionowym rynku europejskim łatwiej znajdą nisze do
            prowadzenia działalności.

            Choć wejście w unijne struktury pociągnie za sobą problemy, szczególnie na
            początku członkostwa, to - zdaniem Pietrasa - pewne jest, że pozostanie poza
            strukturami europejskimi spowoduje, że w perspektywie nasz wzrost gospodarczy
            będzie niższy.
          • niedzwiedziczka Re: A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie 15.05.03, 11:57
            I tu jest rola naszego rządu. Nie można obciążać
            samorządów odpowiedzialnością za pensje służby zdrowia i
            nauczycieli, jednocześnie nie zostawiając im większości
            podatków.SLD obecnie próbuje sterować gospodarką
            centralnie. A to błąd, w kórym trwaliśmy oprzez 40 lat i
            już go powtarzać nie wolno. Potrzebne są twarde
            pociągnięcia, coś a'la Balcerowicz z 90 roku. Tyle, że
            politycy wybierani są przez ludzi, którzy tęsknią za
            komuną albo wierzą takim populistom, jak Lepper, czy
            nawet Giertych (tak, tak on też reprezentuje pewne obawy
            społeczne i nie jak na razie nie ma żadnego sensownego
            planu) . Moim zdaniem najwięcej mogliby zdziałać
            niektórzy ludzie z PO ale nikt im tyle władzy nie da.
            Jaki wniosek: głosujmy i namawiajmy ludzi na głosowanie
            na polityków, którzy nie obiecują, że nam "dadzą", czy,
            ża zaraz nam zrobią dobrze, tylko na takich którzy mówią,
            że musimy trochę pocierpieć, żeby było lepiej.
            • melinek Re: A jesli nie wejdziemy do Unii, to moze bedzie 15.05.03, 14:25
              Zaraz to ile gminy musza oddac do skarbu panstwa
              zarobionych na dzierzawach, oplatach adiacenckich
              i podatkach od nieruchomosci itp procent?
              Sadzilam, ze po reformach te pieniadze zostaja
              w gminach do ich dyspozycji.
    • koaa Re: jeśli nie wejdziemy do Unii 15.05.03, 20:49
      podnoszenie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka