ydorius
12.05.03, 13:05
Jak co roku, pod koniec marca z przerażeniem zaczynam wyglądać na
ulicę. Delikatnie odchylam rolety i patrzę czy już się zaczęło. Jeszcze
zalega śnieg, już zaczyna się plucha, więc z zaburzonym, ale jednak spokojem
odchodzę od okna i siadam w fotelu. Tajemnicze zjawisko, które lada dzień
nastąpi nie daje mi spokojnie żyć. Na bok odkładam każdą gazetę, nie potrafię
się skupić na najprostszych czynnościach. Ledwo zaczyna się przejaśniać i
słońce daje znać o sobie, wpadam w drżenie. Znów zza rolet dałby się zauważyć
osobie postronnej mój zalękniony wzrok, gdyby tylko ktoś chciał patrzeć w
moje okna.
Nawet nie chodzi o przerażenie, chciałbym być w tym miejscu dobrze
zrozumiany, tylko o niewyjaśnioną tajemnicę, o której milczą wszelkie
podręczniki wychowania seksualnego, wobec której bezradne są największe
autorytety od przygotowania do życia w rodzinie.
W końcu To następuje. Pewnego marcowo-kwietniowego dnia słońce
przedziera się przez warstwę chmur na tyle, że wszędzie jest jasno i ciepło.
Ale to nie słońce mnie budzi, lecz wrzask. Zsynchronizowany lub ułożony w
ryczące crescendo, chaotycznie wibrujący lub układający się w
mandelbrotowski, samopowtarzalny ryk.
Pojawiły się. Jak spod ziemi. Wysypały się z klatek schodowych (może
trzymane przez całą zimę w piwnicach, może w skrzyniach okutych żelazem?),
lecz wydaje się, że wyłażą z każdej kanalizacyjnej studzienki (może wyłażą?),
że wyrastają z umęczonych miejskich drzew wraz z pączkami liści (może
wyrastają?).
A ja znów rzucam się na mądre książki, próbuję znaleźć odpowiedź na
dręczące mnie co roku pytanie, na które przez tyle lat odpowiedzi nie
znalazłem: skąd się biorą te dzieci, których nie było całą zimę? Te tłuste i
dobrze wyglądające dzieci pojawiające się wraz z pierwszym mgnieniem wiosny?
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.