Dodaj do ulubionych

rozpad związku

IP: *.tomaszow.mm.pl 15.05.03, 20:13
Och, tak mi dziś źle, tak smutno...Od paru lat jestem mężatką, mam dom,
dziecko, męża. I jestem samotna jak jeszcze nigdy w życiu. Oddaliliśmy się od
siebie tak bardzo, że czuję się, jakbym żyła z obcym zupełnie człowiekiem.
Może ktoś z Was przeżył coś podobnego, lub jest teraz w takiej sytuacji jak
ja? Skrobnijcie, może będzie mi lżej?
Obserwuj wątek
    • lyche1 Re:Hej trzymaj się 15.05.03, 22:12
      Nie wiem co mam Ci napisać - w sumie nie byłam nigdy w takiej sytuacj. Ale nie
      smuć się.
    • aankaa Re: rozpad związku 15.05.03, 22:17
      Gość portalu: anulka napisał(a):

      > Od paru lat jestem mężatką ....... mam dom, dziecko, męża.

      a może kolejność Ci się pomyliła ?
    • Gość: lilll Re: rozpad związku IP: *.duna.pl 15.05.03, 22:25
      mysle,ze najgorsze w takiej sytuacji jest zamykanie sie w sobie.sprobuj sie
      otworzyc przed mezem-porozmawiaj z nim szczerze,moze uda wam sie spedzic ze
      soba troche czasu tylko we dwoje.zastanow sie,co sprawilo,ze tak sie od siebie
      oddaliliscie.jesli kochasz meza,to mysle,ze warto cos zrobic z ta sytuacja i
      walczyc o szczescie.nie ma sensu,zebys dusila wszystkie swoje uczucia w
      sobie,bo pozniej to wybuchnie z wieksza sila,kiedy juz bedziesz zbyt zmeczona
      cala sytuacja.wiem,ze latwo mi tak mowic,ale sprobuj:))))trzymaj
      sie.uściski:))))
    • Gość: EWOK Re: rozpad związku IP: *.acn.waw.pl 15.05.03, 22:26
      Podstawą jest dobry seks. Nie ma co ściemniać, w tym względzie jestem
      naturalistką, bo tak mnie doświadczenie nauczyło. Jak seks jest w porządku to
      wszystko się układa i porozumienie dusz jak ta lala. Jak z seksem coś nie gra
      to ludziska chodzą smętni, wkurzeni i powarkują na siebie. Prawda jest taka,
      że w pewnych dziedzinach życia ciągle jeszcze nam się małpie ogony dyndają.
      • kora3 Re: rozpad związku 16.05.03, 02:08
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Podstawą jest dobry seks. Nie ma co ściemniać, w tym względzie jestem
        > naturalistką, bo tak mnie doświadczenie nauczyło. Jak seks jest w porządku to
        > wszystko się układa i porozumienie dusz jak ta lala. Jak z seksem coś nie gra
        > to ludziska chodzą smętni, wkurzeni i powarkują na siebie. Prawda jest taka,
        > że w pewnych dziedzinach życia ciągle jeszcze nam się małpie ogony dyndają.

        Nie zgodziłabym się do końca :)) Sex jest szalenie ważny, ale nie wystarczy sam
        jeden do harmonijnego związku...Kiedyś , jak to stare porzekadło pszczół mówi
        wychodzi się z łóżka :)) i jak nie ma żadnych innych wspólnych zainteresowań to
        klapa....Na pewno nie można stworzyć harmonijnego związku przy niedopasowaniu
        sexualnym!!!! Ale także nici wtedy, gdy skrajnie różnią sie swiatipoglądy, cele
        życiowe, zainteresowania .....

        Autorko wątku ... Ja się czułam podobnie w związku, bo NIE KOCHAŁAM mojego
        męża, a i przypusczam on mnie też :) Rozstaliśmy się i tyle ...dzieci nie mamy
        ma szczęście ....Moze gdybym powialczyła cos by to ało, ale nie miałam
        motywacji ..Jeśli Ty ją masz postaraj się szczerze pogadać ..wyjechać gdzies
        wspólnie ..odetchnąć od codzienności ..na nowo poszukać w Nim faceta, który Cię
        fascynował ...Moze się uda

        Powodzenia
        Korcia
    • agibo Re: rozpad związku 16.05.03, 12:03
      Pewnie Cię to nie pocieszy, ale ja to mam już za sobą. Oczywiście to była moja
      wina. Oddaliłam się od męża, "odsunęłam go" od obowiązków przy dziecku, ze
      spaniem też najpierw się wyniósł bo nie może się wyspać a potem powiedział,
      że "to ja go wygoniłam". A prawda jest taka, że znalazł sobie młodszą i
      bardziej naiwną i się wyniósł. A tak naprawdę nigdy mnie nie kochał
      tylko "używał". Co Ty na to? A ja dopiero teraz czuję, że oddycham. Zrób sobie
      listę "za i przeciw" wspólnemu życiu z facetem, z którym jesteś. Zobacz z
      której strony jest więcej. Koniec związku to jeszcze nie koniec świata, chociaż
      wcześniej tak sama myślałam. Uszy do góry.
    • falochronka Re: rozpad związku 16.05.03, 14:19
      Anulko,
      z gorki i pod gorke czyli dzis nie jestes sama ze swoim problemem.
      Moj maz zadzwonil dzis z pracy spytac, jak sie czuje po naszej wczorajszej
      burzy (niestety nie pogodzilismy sie przed snem, jak to babcie zalecaja)
      U nas jak jest dobrze, to jest dobrze, ale charkaterki mamy oboje niezle, wiec
      lubimy sie "drapnac".
      Czasem tylko, kiedy jest niefajnie, to mysle podobnie jak ty....
      A tak w ogole to pozdrawiam Tomaszow, bo tam fajne wakacje i ferie spedzalam
      bedac pacholeciem:))))

    • Gość: anulka Re: rozpad związku IP: *.tomaszow.mm.pl 17.05.03, 10:53
      Dzięki dziewczyny za dobre słowo. Pozdrawiam szczególnie falochronkę, mam chyba
      tak jak Ty. Jak jest dobrze to jest dobrze, ale czasem trafiają mi się takie
      dni, że zastanawiam się czy to aby na pewno ten właściwy facet dla mnie na całe
      życie i czy nie lepiej nam by było osobno niż razem. Pozdrawiam, a jakby ktos
      miał chęć pogawędzić, podaję swój nr 1254551.
    • Gość: Anik Re: rozpad związku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.03, 17:37
      Ja mam taką samą sytuację , a może nawet gorszą,bo mój mąż ma depresję.Cały
      dzień leży, na nic nie ma siły, wszystko jest na mojej głowie.Już mam tego
      powyżej uszu, gbyby nie było dzieci, to rzuciła bym to wszystko, bo wolałabym
      być sama niż samotną mężatką.
      Nie mam z kim pogadać, pożalić się, ciągle tylko praca, dom, zakupy, pranie,
      sprzątanie itp. Właściwie to muszę stwierdzić,że zmarnowałam sobie życie, a
      teraz nawet nie wiem, jak dalej żyć?
      Chciałabym cofnąć się w czasie o 20 lat i jeszcze raz przeżyć swoje życie!
      • julla Re: rozpad związku 17.05.03, 20:25
        A czy twój mąż nie może sie leczyć?? Depresja to ciężka choroba, jednak
        skutecznie wyleczalna. Nie ma sensu tak sie męczyć.
        • Gość: Anik Re: rozpad związku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.03, 15:02
          Mąż się leczy,już od listopada, niestety jak dotąd bez rezultatu.Widać jest
          jakimś opornym przypadkiem. Jak to dłużej jeszcze potrwa, to sama wyląduję u
          psychiatry, bo już fioła chcę dostać w tym domu. Gdyby nie dzieci, to bym sobie
          jeszcze znalazła coś ciekawego do roboty w życiu, ale nie mogę zostawić dzieci,
          bo mąż się nimi nie zajmie. Niby mam rodzinę, a czuję się taka samotna!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka