gorn73
04.05.07, 10:40
Rzecz się działa w 2003 r. Małżeństwem byliśmy od 4 lat, dziecko wtedy miało
lat 3. Ja 29 lat, ona 26.Oboje pracowaliśmy, wiodło nam się całkiem dobrze.
Niemal żadnych zgrzytów, ot, czasem jakies tam drobne róznice zdań. Kochałem
ją jak wariat. I dobrą kobietą była. I nagle łup! Wyszło na jaw, że moje
kochanie od pół roku zabawia się z jakimś kolesiem. Lat 47, ochroniarz,
rozwodnik. duży łysy. Kark po prostu. Przeprowadziłem małe dochodzenie celem
ustalenia faktów. Proste chłopisko z tego mojego "szwagra" było. Po
zawodówce. Lubiło wypić i takie tam.
Świat mię się zawalił :(. rany, jak bolało. Wewnętrznie sie zwyczajnie
rozsypałem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak tak rzecz może człowieka
sponiewierać. Były awantury. wyciągałem z niej każdy szczegół co robili,
kiedy i jak, dopasowywałem te puzzle do swoich ustaleń. Straszny byłem. I
straszne te tygodnie były. Dziecko tylko patrzyło. Ruchliwy berbeć słyszac
nasze długie rozmowy potarfił przez dwie godziny pchac swego ulubionego
resoraczka w te i z powrotem nie wydajac z siebie żadnego dzwięku. A synka
kocham nad zycie.Widziałem to ale żal, wsciekłość niemoc przesłaniały
wszystko.
Całymi dniami rozmyslałem dlaczego? Czy to moja wina> czy tylko jej?
Czytałem, rozmawiałem z ludzmi problem rozłożyłem na czynniki pierwsze.
Od niej nie dowiedziałem sie dlaczego. Bo nieskromnie mówiąc, nie jestem zły.
ani nieczuły. Brzydki też nie jestem. Ot, dziewczynie się lata dyskotekowe
przypomniały. O rozwodzie nie myślałem. Było dziecko i moja miłość. Tak.
kochałem. I zawsze bezgranicznie ufałem. Tym bardziej mnie to
powaliło.Najgorsze że sprawa wyszła na jaw bo moja mam i jej namierzyły ich
oboje w jakiems lokalu. I staneły murem za mną. Tylko to mnie jakoś
wzmacniało.
Co ciekawe, przez cały czas jej romansu jej zachowanie, nasze wzajemne
relacje nie zmieniły się ani na jotę. była tak samo kochana jak zawsze.
Zupełnie jakby nigdy nic. coś mi co prawda nie grało, ale kto tam myśli o
zdradach jak kocha i ufa.
Trzy lata wychodziłem z tego. Nie powiem, duża w tym jej zasługa - bo stał
się żoną idealną. zmieniła pracę na taką w której JA bedę pewien że nie
kombinuje na boku. Z własnej inicjatywy to uczyniła. Jest czuła, sumienna,
pełna ciepła i troskliwa. dziecko (teraz lat 7)jest szczęsliwe jak skowronek,
to po prostu widać.
We mnie zadra tkwi. wybaczyłem, bo nigdy kochac nie przestałem. ale ból
czasami wraca. jakaś sytuacja się przypomni, jakieś miejsce związane z tym
bolesnym czasem człowiek odwiedzi i coś ukłuje. Nie zapomniałem. I troche się
boję że to się kiedyś może powtórzyć, bo trudno uwierzyć że ktoś cię kiedyś
przestał kochac i znowu pokochał. Bo nie wiem czy miłość można wskrzesić, czy
nie będzie to tylko jej namiastka. takie zombi....
I ja się zmieniłem. Duzo cynizmu we mnie. Trochę uproszczeń w tym moim poście
ale nie mam już siły się rozpisywać.
a piszę chyba dlatego ze jest maj. A w maju się to wydarzyło...
pozdrawiam