Dodaj do ulubionych

pieniądze w związku - pomóżcie!!!

09.06.03, 09:15
Jestem w związku - świeża sprawa - 3 miesiące. Mam pytanie:
jak to jest u Was z finansowaniem wspólnego życia - kto za co plaći, itp.
Kiedy zaczęliście/- łyście rozmawiać o finansach...? jak te sprawy są u was
rozwiązne? Powinnam przygotwać się chyba do tej niełatwej rozmowy. Chciałabym
aby bylo bezboleśnie. Czy to mozliwe?
I jeszcze jedno - czy partner wspólfinansuje antykoncepcję (lekarz+tabletki -
to sporo)?
Pozdrowienia
Anka
Obserwuj wątek
    • Gość: koholog Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.crowley.pl 09.06.03, 10:27
      anusia29 napisała:

      > Jestem w związku - świeża sprawa - 3 miesiące. Mam pytanie:
      > jak to jest u Was z finansowaniem wspólnego życia - kto za co plaći, itp.

      Mieszkacie razem? Robicie wspólne posiłki?
      Zanim zaczęłam mieszkać ze swoim facetem, rozlczaliśmy się oddzielnie, chociaż
      w ogóle o tym nie rozmawialiśmy, w ogóle. Czasami on mówił: "Za dzisiejsze
      zakupy ja płacę" (mieszkałam w akademiku, a on z rodzicami).

      > Kiedy zaczęliście/- łyście rozmawiać o finansach...? jak te sprawy są u was
      > rozwiązne?

      Gdy zamieszkaliśmy razem - płaciła ta osoba, która miała akurat na koncie
      więcej pieniędzy. Myślę, że to dobrze wróżyło powodzeniu związku - temat
      rozumieliśmy intiucyjnie, nigdy nie kłóciliśmy się "Nie, Ty zapłać - nie, Ty!",
      tylko raczej "Ja zapłacę, Ty płaciłeś ostatnio - nie, ja, ja mam więcej kasy na
      koncie".

      > I jeszcze jedno - czy partner wspólfinansuje antykoncepcję (lekarz+tabletki -
      > to sporo)?

      Wiesz, MZ lepiej może rozliczać to na zasadzie ja - antykoncepcję, ty - obiad
      albo kino.
    • Gość: Dkenka Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.03, 10:33
      chyba nie pomogę Ci za bardzo, bo jestem z mężczyzną 1,5 roku i ani razu nie
      mielismy sporu ani problemu co do finansów. Po prostu dzieje się to
      instynktownie, ja chcę dla niego jak najlepiej a on dla mnie. I na razie tak
      gra.
      • Gość: marzena Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.nwn.pl / 192.168.5.* 11.06.03, 19:00
        powinniscie usiasc i pogadac sprawa antykoncepcji to twoja dzialka ale jesli
        chodzi o oplaty to po polowie
    • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 10:37
      Anusia - masz 29 lat i...
      Ty glupia jestes po prostu
      :-)
      • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 10:43
        1. Liczba w nicku nie musi oznaczać lat, choć może. W tym przypadku - pudło.
        2. Dlaczego mnie obrażasz?
        • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 11:14
          anusia29 napisała:

          > 1. Liczba w nicku nie musi oznaczać lat, choć może. W tym przypadku - pudło.
          No wlasnie - nie pasowalo mi. Zwykle dwucyfrowe liczby przy nicku okreslaja
          wiek, wiec stad moja insynuacja, ze masz 29 lat. Bo z Twojego postu wynika, ze
          masz duzo, duzo mnie.

          > 2. Dlaczego mnie obrażasz?
          Bo - mimo ze jestem centusiem (podobno) - wkurzaja mnie takie kretynskie
          pytania. Sluchaj dziewcze: wystaw mu rachunek za wszystko: za to, ze musialas
          dojechac na randke i kupilas bilet, za to, ze musialas kupicx nowe rajstopy,
          zeby mu sie podobac, za sniadanie, ktore zjadlas (zeby Ci nie burczalo w
          brzuchu), za stosunek plciowy (tylko jak podsumujesz np. taki, w ktorym mialas
          tylko jeden orgazm, a nie dwa?), za kosmetyki (przeciez ta szminka tylko dla
          niego, nie?)
          Sluchaj sknero - chodzisz z nim dla uczuc czy dla pieniedzy?
          • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 11:23
            Czyżbyś miała PMS???
            Rozumiem, że jesteś calkowicie na utrzymaniu partnera i dlatego dziwne wydają
            Ci się wszelkie próby pytania o to, jak rozwiązuje się sprawy finasowe w
            związkach.
            Tylko po co ta ironia? Nie wszystkie moga i chcą być utrzymankami. Dla kogoś,
            kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na
            pigulki to spory wydatek. I niestety, nie stać mnie na utzrymywanie ze swej
            pensji nas obojga i nie chcialabym aby on utrzymywał nas. Choć Ty pewnie nie
            masz takich wyrzutów. Czyż nie?
            Lepiej chyba coś ustalić wspólnie, prawda?
            Zresztą dlaczego Ci to tlumaczę??? Dla Ciebie to i tak inny kosmos, tylko
            pamiętaj, że to do pewnego wieku tak się udaje..
            • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 11:40
              anusia29 napisała:

              > Czyżbyś miała PMS???

              Raczej uwiad starczy. Jestem czterdziestoletnim facetem :-)


              > Rozumiem, że jesteś calkowicie na utrzymaniu partnera i dlatego dziwne wydają
              > Ci się wszelkie próby pytania o to, jak rozwiązuje się sprawy finasowe w
              > związkach.

              Nigdy nie mialem problemow z finansami w zwiazkach. Mam - place. Nie mam - nie
              place. A rozwazanie problemow finansowych na Twoim poziomie uwalaczalo by
              zarowno mnie, jak i moim partnerkom.
              Jesli natomiast zwiazek jest powazny, finanse rozwiazuja sie same. Jesli nie,
              to oznacza, ze cos z Wami nie tak: ktos kogos chce wycyckac (finansowo).

              > Tylko po co ta ironia? Nie wszystkie moga i chcą być utrzymankami. Dla kogoś,
              > kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na
              > pigulki to spory wydatek.
              Wlasnie te pigulki wywolaly u mnie atak agresji na Ciebie (przepraszam). Bo sa
              skarbie rzeczy, za ktore trzeba dbac samemu. Przegielas po prostu.




              I niestety, nie stać mnie na utzrymywanie ze swej
              > pensji nas obojga i nie chcialabym aby on utrzymywał nas. Choć Ty pewnie nie
              > masz takich wyrzutów. Czyż nie?
              > Lepiej chyba coś ustalić wspólnie, prawda?
              > Zresztą dlaczego Ci to tlumaczę??? Dla Ciebie to i tak inny kosmos, tylko
              > pamiętaj, że to do pewnego wieku tak się udaje..

              Jeszcze raz powtorze - jesli zwiazek jest powazny, problem finansowy sam sie
              rozwiazuje. Nigdy, przenigdy, z bogatymi i biednymi dziewczynami nie mialem
              problemu finansowego. W powazniejszych zwiazkach bywalo, ze raz ja bylem
              utrzymankiem (np. gdy zmienialem prace), raz Ona. I nigdy, przenigdy by nam
              przez glowe nie przeszlo, zeby to traktowac inaczej, niz cos zupelnie
              normalnego.
              • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 11:44
                No ale jak to "rozwiazuje sie sam"?
                Intuicyjnie wiesz et ty za telefon ona za swiatlo?
                Nigdy na ten temat nie rozmawialiscie?
                Przeciez nie chodzi w "wycyckiwanie" tylko o organizacje zycia, zaden wstyd o
                finansach rozmawiac? A moze sie myle?
                • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 11:46
                  Gość portalu: melmire napisał(a):

                  > No ale jak to "rozwiazuje sie sam"?
                  > Intuicyjnie wiesz et ty za telefon ona za swiatlo?
                  > Nigdy na ten temat nie rozmawialiscie?
                  > Przeciez nie chodzi w "wycyckiwanie" tylko o organizacje zycia, zaden wstyd o
                  > finansach rozmawiac? A moze sie myle?

                  Jest cos takiego jak ,,wspolna kasa``. I wtedy problem rozwiazuje sie sam. I po
                  co kalac uczucia brudnymi pieniedzmi?

                  • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 11:52
                    O to własnie pytam - jak to wygląda:
                    1. czy wspólna kasa
                    2. czy to jest u was np. tak, że ja płacę za A ty za B
                    i kiedyś trzeba porozmawiać o utworzeniu wspólnej kasy - ile, i kiedy
                    porozmawiać?
                    Ale chyba nie jesteś ekspertem od związków - skoro kilka partnerek - kto wie -
                    może właśnie o forsę Ci poszło - bo nie chciałes rozmawiać???
                    Nie szkoda?
                  • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 11:54
                    Ale ta wspolna kasa tez sie nie pojawila znikad, tez jakos to zalatwiliscie?
                    I zdaje sie ze ona wlasnie o to pyta.
                  • Gość: Ola Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.wprost.pl / 192.168.0.* 12.06.03, 12:21
                    Kohinor - jestes obrzydliwym sknera, zygac mi sie chce kiedy sobie wyobraze, ze
                    ktos sie z takim kutwa meczy. Tacy ludzie nie powinni sie wogole
                    rodzic!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              • atlantis75 WHAT?! 09.06.03, 16:02
                kohinor:

                > Jesli natomiast zwiazek jest powazny, finanse rozwiazuja sie same. Jesli nie,
                > to oznacza, ze cos z Wami nie tak: ktos kogos chce wycyckac (finansowo).

                BZDURA. Trzeba o tym porpozmawiać na samym początku związku.
                To uczciwie postawienie sprawy, dojrzałe zachowanie.
                Milczenie lub pozostawienie spraw swojemu własnemu biegowi
                - to błąd, w końcu ludzie mają inne zapatrywania na
                wydatki, oszczędności.


                > zawodowej drogi wydatek na
                > > pigulki to spory wydatek.
                > Wlasnie te pigulki wywolaly u mnie atak agresji na Ciebie (przepraszam). Bo sa
                > skarbie rzeczy, za ktore trzeba dbac samemu. Przegielas po prostu.

                WHAT?!!! Mój mężczyzna sam zaproponował, że będziemy się
                skaładać na pigułki, jak powiedział: to nasza wspólna
                sprawa.
                • Gość: koholog Re: WHAT?! IP: *.crowley.pl 09.06.03, 16:16
                  atlantis75 napisała:

                  > Milczenie lub pozostawienie spraw swojemu własnemu biegowi
                  > - to błąd, w końcu ludzie mają inne zapatrywania na
                  > wydatki, oszczędności.

                  Bywa i tak. Bywa też inaczej. To nie musi być błąd. To może byc brak takowej
                  potrzeby.

                  > WHAT?!!! Mój mężczyzna sam zaproponował, że będziemy się
                  > skaładać na pigułki, jak powiedział: to nasza wspólna
                  > sprawa.

                  Tu się z Tobą zgadzam.
              • Gość: Ewa Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.proxy.aol.com 19.06.03, 07:59
                Oj, TY, kohinor, jestes paskud. Boze, zal mi tylko tej kobiety ktora z Toba
                jest. Ty Sknerusie! Przykro czytac Twoje wywody. Typowy Polaczek! Od kiedy to
                tylko kobieta ma myslec o antykoncepcji. Spadaj ...gdzie pieprz rosnie(inaczej
                nie potrafie sie do Ciebie zwrocic)
            • aankaa Brawo !!! 09.06.03, 21:57
              anusia29 napisała:

              > Jestem w związku - świeża sprawa - 3 miesiące. Mam pytanie:
              > jak to jest u Was z finansowaniem wspólnego życia
              ...
              > Dla kogoś,
              > kto ma nauczycielską pensję i jest na początku zawodowej drogi wydatek na
              > pigulki to spory wydatek. I niestety, nie stać mnie na utzrymywanie ze swej
              > pensji nas obojga i nie chcialabym aby on utrzymywał nas.

              po 3 miesiącach znajomości...
              SAMA zadbaj o antykoncepcję w "związku" i upewnij się, że Twój partner traktuje
              to też jako "związek" a nie przygodę lub podobnie

              swoją drogą, piękne określenie "jestem w związku" :P
    • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 11:00
      My placimy rachunki plus minus po polowie, przelewami z kont. Za zakuply place
      ja , a potem moj chlopak tez mi zwraca plus minus polowe (zawsze zapominam
      zachowac rachunkow :D). No i w razie czego jak ktoremus znienacka robi sie
      dziura finansowa to drugie go "utrzymuje" do pierwszego :)
      A rozmowe o pieniadzach najlepiej zaczac kiedy ma sie wspolne duze wydatki,
      wlasnie typu rachunki.
    • kohinor Zapomnialem dodac... 09.06.03, 11:20
      ... sadzac z Twojego nastawienia do problemu....

      ...zostaniesz stara panna...

      :-)
      • Gość: melmire Re: Zapomnialem dodac... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 11:22
        Dlaczego? bo chce sie dzielic wydatkami? rozwin jakos swoje rozumowanie :)
        • anusia29 Re: Zapomnialem dodac... 09.06.03, 11:24
          Dzięki.
        • kohinor Re: Zapomnialem dodac... 09.06.03, 11:45
          Gość portalu: melmire napisał(a):

          > Dlaczego? bo chce sie dzielic wydatkami? rozwin jakos swoje rozumowanie :)

          Ona sie nie chce dzielic wydatkami, tylko dzieli sie na publicznym forum glupim
          problemem. Jak w 3 miesiacu znajomosci mozna myslec o tak przyziemnych sprawach
          jak mamona? Sorry - na tym etapie powinno sie myslec o kwiatkach, chmurkach,
          jedwabnej poscieli, swiecach, romantycznej kolacji, a nie o kasiorze.

          O cicakach w zwiazku sie mysli tylko w jednym aspekcie: jak je NAMNOZYC,. zeby
          sie obojgu dobrze dzialo. A myslenie JAK JE DZIELIC - wedlug mnie - jest
          pierwszym krokiem zeby zwiazek rozpier...c.
          • anusia29 Re: Zapomnialem dodac... 09.06.03, 11:50
            No coż. A dlatego w 3 miesiącu związku, bo od póltora miesiąca pomieszkujemy
            razem i przymierzamy się do zamieszkania. I uważam, że lepiej taką sprawę
            omówić i nie jest to glupi problem. Lubię, żeby wszystko ialbo znakomita
            większość) było jasne.
            A dlaczego z antykoncepcją przegięłam? Zapobiegam ciąży nie po to, żebym JA nie
            miała dziecka kiedy go nie chcę, ale zebyśmy MY nie mieli go kiedy JESZCZE nie
            chcemy.
            tak trudno ruszyć głową? Rozumiem, że to przez ten upał. Uważaj na siebie, bo
            udar to w tym wieku poważna sprawa
            a
            • kohinor Re: Zapomnialem dodac... 09.06.03, 12:09
              anusia29 napisała:

              > No coż. A dlatego w 3 miesiącu związku, bo od póltora miesiąca pomieszkujemy
              > razem i przymierzamy się do zamieszkania. I uważam, że lepiej taką sprawę
              > omówić i nie jest to glupi problem. Lubię, żeby wszystko ialbo znakomita
              > większość) było jasne.
              Widzisz... problem z tym, ze to juz DAWNO i AUTOMATYCZNIE powinno byc jasne.

              > A dlaczego z antykoncepcją przegięłam? Zapobiegam ciąży nie po to, żebym JA
              nie
              >
              > miała dziecka kiedy go nie chcę, ale zebyśmy MY nie mieli go kiedy JESZCZE
              nie
              > chcemy.
              Wiem skarbie, po co sa tabletki antykoncepcyjne.
              Zeby bylo smieszniej, czasami PLACILEM za nie, zeby bylo jeszcze smieszniej,
              stalem kiedys w kolejce (z innymi kobietami) do ginekologa po nie dla mojej
              kobiety :-))))))))

              > tak trudno ruszyć głową? Rozumiem, że to przez ten upał. Uważaj na siebie, bo
              > udar to w tym wieku poważna sprawa
              > a
              Mam klime w biurze, upal niegrozny, nawet w moim wieku. Zreszta o moje zdrowie
              sie nie martw. Bardziej sie przejmuj swoim materialistycznym podejsciem do
              zycia. Uczuc sie nie da przeliczyc na pieniadze. Jeszcze raz sie zastanow -
              jestes z NIM z milosci czy dla ciackow?
              • anusia29 Re: Zapomnialem dodac... 09.06.03, 12:30
                Raz piszesz, że w 3 mies znajomości to tylko satynowa pościel i romantyczne
                uniesienia, a taz, że 3 mies, to pora aby wszystko było już jasne.
                jednak upal szkodzi. Uważaj. Mimo klimy.
          • Gość: melmire Re: Zapomnialem dodac... IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 11:56
            Poki przez pierwsze trzy miesiace zwiazku trzeba bedzie placic rachunki i
            jesc, to problem pieniedzy nie zniknie. Dla mnie nie jest to problem
            wstydliwy, i nie mam oporow przed ustaleniem kto co i dlaczego.
          • Gość: Leda Co wy sie tak wszyscy czepiacie tej dziewczyny?n/t IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.06.03, 14:13
      • Gość: Alicja Re: Zapomnialem dodac... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.03, 22:56
        Kohinor, jestes troche niesprawiedliwy. Nie uwazasz, ze wazna jest rozmowa?
        Chyba zgodzisz sie z tym, ze dwie osoby zamierzajace zamieszkac razem moga miec
        rozne opinie na rozne sprawy organizacyjne? Zwyczaje wyniesione z domu, z
        innych zwiazkow, brak doswiadczenia w zwiazkach partnerskich etc... Dlaczego
        negujesz pomysl porozmawiania i ustalenia ogolnych zasad dzialania gospodarstwa
        domowego (bosh, jak to okropnie brzmi :-)) Przeciez od rozmowy swiat sie nie
        zawali, a mozna uniknac bardzo wielu nieporozumien.
        Np. mi gula skacze, jak moj facet raz na jakis czas idzie do knajpy, przepija
        kupe pieniedzy (ma mocna glowe i to jest DUZA kupa pieniedzy), a potem wraca
        taksowka na nasze zadupie i placi taksiarzowi 60zl. Gula mi skacze, ale nie
        interesuje mnie, jak czesto sobie funduje takie przyjemnosci, bo te pieniadze
        nie ida z naszego budzetu. Tak samo jak przyzwoitosc nakazuje mi kupowac
        nadmierne ilosci maseczek, balsamow i olejkow + kolejne ciuchy z wlasnych
        pieniedzy. Wszystko inne kupujemy ze wspolnej kasy na wspolnym rachunku -
        przelewamy na konto co miesiac mniej wiecej te sama kwote. Wieksze wydatki (OC
        na samochod, komputer, drzwi do szafy) fundujemy sobie z "domowych" pieniedzy,
        a jak ich nie ma, to placi ten, kto akurat "prywatnie" dysponuje wieksza kasa.
        I nikt nie liczy, ze summa sumarum wniosl wiecej forsy do naszego zwiazku. A i
        tak moj mezczyzna sie smieje, ze sie licze co do grosza i na przyklad sama
        sobie kupuje szkla kontaktowe :-)

        Acha i sprawa tabletek antykoncepcyjnych. Jestesmy ze soba 9 lat, wiec najpierw
        (jak bylismy mlodzi i piekni) kupowalam ja, czasem mama dawala mi pieniadze; w
        srodku studiow zaproponowalam dzielenie wydatkow po polowie, tj. raz ty do
        apteki raz ja (nie ukrywam ze 26 zl miesiecznie w tym czasie bardzo mnie
        bolalo) i pomysl zostal przyjety jako rzecz naturalna; a jak mieszkamy razem to
        juz "z domowego budzetu".

    • paw_dady eeee pieniadze 09.06.03, 11:57
      szczescia nie daja ;-)
      • anusia29 Re: eeee pieniadze 09.06.03, 11:59
        ...ale odejmują kłopotów - o ile są... :-)
        • paw_dady Re: eeee pieniadze 09.06.03, 12:04
          anusia29 napisała:

          > ...ale odejmują kłopotów - o ile są... :-)

          ehhh materialistka z ciebie. Zaczekaj do slubo to on i tka za wszystko bedzie
          placl i jeszcze sie cieszyl ;-)
    • Gość: małgosia Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.06.03, 12:00
      NIe mam siły, takie wątki mnie kompletnie rozbrajają
      • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:02
        Aaa tam. Bardzo zyciowy watek, co pewien czas sie pojawia na forum. Po prostu
        ludzie sa rozni, dla Kohinora problem nie istnieje, dla mnie istnieje
        ale "bezbolesnie" a sa ludzie ktorzy nie wiedza jak go ugryzc bo im sie nie
        podoba mieszac mamony z uczuciami :) A jesc i tak trzeba :)
    • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:01
      Wiec powtorze:
      z kims, z kim sie dzieli loze, powinno sie dzielic i wydatki.
      Jak?
      Powtorze: swinka, miseczka albo pod reczniki. Wkladamy tam kase i gdy trzeba,
      wyciagamy i placimy. Jakies drobne do kieszeni. Naprawde nie widze problemu.
      Zeby gadac z partnerka o rachunku za gaz? Jezu, jakie to romantyczne...
      • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:05
        A skad wiesz ile wlozyc pod recznik jesli nie wiesz ile wynosza rachunki?
        Z tego co dziewczyna pisze to mieszkaja razem, moim zdaniem latwiej raz usiasc
        i sprawe obgadac (i przeliczyc) niz robic dziwne hopki.
        W przypadku zwiazkow "niemieszkajacych" to pewnie ze nie ma co sie tak
        dokladnie rozliczac, i wtedy swinka-skarbonka ma swoja racje bytu.
        • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:16
          Gość portalu: melmire napisał(a):

          > A skad wiesz ile wlozyc pod recznik jesli nie wiesz ile wynosza rachunki?
          Wkladam, co mam, niezaeznie od tego czy wiem, czy nie wiem, ile rachunki
          kosztuja. Przy sobie nosze tylko drobne kwoty na duperele.

          > Z tego co dziewczyna pisze to mieszkaja razem, moim zdaniem latwiej raz
          usiasc
          > i sprawe obgadac (i przeliczyc) niz robic dziwne hopki.
          Pewnie ze tak, tylko... niegdy mi asie tak rozmowa nie zdarzyla. Znamienne, nie?

          > W przypadku zwiazkow "niemieszkajacych" to pewnie ze nie ma co sie tak
          > dokladnie rozliczac, i wtedy swinka-skarbonka ma swoja racje bytu.
          Wlasnie - mnie takie sciubienie, rozliczanie sie co do grosza by ublizalo
          • Gość: ano Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.nagraj.pl 09.06.03, 12:28
            kohinor napisał:

            > Wlasnie - mnie takie sciubienie, rozliczanie sie co do grosza by ublizalo

            kohinor fantasto- a spojrz na to z drugiej strony, nie ublizalo by ci gdyby
            kobieta cie utrzymywala a ty zarabialbys tylko na swoje wydatki? tylko mi nie
            mow ze tak sie nie zdarza..
            • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:36
              Gość portalu: ano napisał(a):

              > kohinor napisał:
              >
              > > Wlasnie - mnie takie sciubienie, rozliczanie sie co do grosza by ublizalo
              >
              > kohinor fantasto- a spojrz na to z drugiej strony, nie ublizalo by ci gdyby
              > kobieta cie utrzymywala a ty zarabialbys tylko na swoje wydatki? tylko mi nie
              > mow ze tak sie nie zdarza..

              Moze sa takie chore zwiazki. Mnie taki problem jest obcy. Ja preferuje
              rownouprawnienie, finansowe rowniez.
              I nie jestem fantasta tylko pieprzonym realista.
              • Gość: ano Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.nagraj.pl 09.06.03, 12:45
                kohinor napisał:

                > Moze sa takie chore zwiazki. Mnie taki problem jest obcy. Ja preferuje
                > rownouprawnienie, finansowe rowniez. > I nie jestem fantasta tylko pieprzonym
                realista.

                wiec jako pieprzony realista powinienes sobie zdawac sprawe ze nie zawsze
                facet=zdolnosc i checi do generowania przyzwoitego dochodu

                i gdzie wcisnac teorie o rownouprawnieniu gdy np.ona zarabia 800,zl a on 8
                tys.zl? ;)



          • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:32
            Jak to ci sie rozmowa nie zdarzyla?
            Bedac w stalym zwiazku, mieszkajac z partnerka sam za wszystko placiles, czy
            to ona placila? Bo bez rozmowy to inaczej sie nie da moim skromnym zdaniem.
            • Gość: ano Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.nagraj.pl 09.06.03, 12:35
              ;))
              bo widzisz za te "drobne na duperele" ktore kohinor nosi w kieszeni to
              niektorzy musza sie utrzymac a wtedy to juz rozmowa konieczna
              • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:45
                Gość portalu: ano napisał(a):

                > ;))
                > bo widzisz za te "drobne na duperele" ktore kohinor nosi w kieszeni to
                > niektorzy musza sie utrzymac a wtedy to juz rozmowa konieczna

                Czasami drobne to 5 zl i musze ja prosic o dodanie mi zlotowki, zeby na
                papierosy wystarczylo

                Ale bywalo i tak, ze drobne to bylo 500-800 zl. Kiedys malo nie kupilem kamery
                wideo za kieszonkowe, ale mi sie spieszylo.

                Ale nie o to chodzi. Jak zwiazek jest OK, forsa nie jest problemem, nawet gdy
                jest jej malo czy duzo.

                :-)
            • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:41
              Gość portalu: melmire napisał(a):

              > Jak to ci sie rozmowa nie zdarzyla?
              > Bedac w stalym zwiazku, mieszkajac z partnerka sam za wszystko placiles, czy
              > to ona placila? Bo bez rozmowy to inaczej sie nie da moim skromnym zdaniem.

              Rozmowa wyglada np tak:
              - Przyszedl rachunek za telefon!
              - Zaplace w drodze do pracy (w domysle: wezme pieniadze z szafki i zaplace)
              A w szafce sa WSPOLNE pieniadze. A rozmowa jest na poziome:
              - O! Pada deszcz
              albo:
              - Wyrzuc smieci, jak bedziesz wychodzic

              Jezeli jest rozmowa o pieniadzach, wyglada np. tak:
              - Sluchaj znalazlem auto. Musimy wziasc kredyt.
              - Jakie auto?
              - Czerwone, szybkie
              - Ladne?
              - Tak
              - OK, kupujemy

              Wlasnie tak wygladala nasza ostatnia rozmowa o pieniadzach :-))))))))))))
              • Gość: ano ciag dalszy rozmowy IP: *.nagraj.pl 09.06.03, 12:51
                kohinor napisał:

                > Jezeli jest rozmowa o pieniadzach, wyglada np. tak:
                > - Sluchaj znalazlem auto. Musimy wziasc kredyt.
                > - Jakie auto?
                > - Czerwone, szybkie
                > - Ladne?
                > - Tak

                Misiu, ale Ty od pół roku przeciez nie masz pracy i mamy tylko moja
                nauczycielskia pensje i to ledwo starcza na jedzenie..

                a co tam kotku, pozyczymy od twoich rodzicow,

                no ale.....

                co?przeciez maja? a ja juz podpisalem wstepna umowe w banku
                ;))

                • kohinor Re: ciag dalszy rozmowy 09.06.03, 12:52
                  Gość portalu: ano napisał(a):
                  > Misiu, ale Ty od pół roku przeciez nie masz pracy i mamy tylko moja
                  > nauczycielskia pensje i to ledwo starcza na jedzenie..
                  >
                  > a co tam kotku, pozyczymy od twoich rodzicow,
                  >
                  > no ale.....
                  >
                  > co?przeciez maja? a ja juz podpisalem wstepna umowe w banku
                  > ;))
                  >
                  Nie wiem, czy smiac sie czy plakac.
                  Utrafilas w sedno.
                  Sa - niestety - tacy ludzie

                  :-)
              • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:52
                No to zaczynam rozumiec :)
                Jak kiedys bede bogata to tez tak bedzie, ale kiedy chodzi o studencki budzet,
                to liczyc trzeba. I nie chodzi o to ze kasa jest problemem, bo nie jest ,
                tylko o to ze chcemy, i on i ja zeby bylo uczciwie i po rowno, czego sie bez
                liczenia nie da zrobic. Policzylismy raz, dwa lata temu, i tyle liczenia.
                A ile u was wynosi wspolna kasa?
                • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:58
                  Ja mam nauczycielską pensję a on pracuje w urzędzie. Żadna rewelacja, stąd i
                  nam niełatwo. Chciałabym mieć problem czerwonego szybkiego samochodu, gdzie
                  jedynym kryterium zakupu jest okreslenie "ładny"
                  • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 13:04
                    A juz jakas wstepna finansowa rozmowe przeprowadziliscie? Tzn.wiecie ile mniej
                    wiecej macie w miesiacu stalych wydatkow typu rachunki, raty kredytu itp?
                    U mnie sprawy finansowe rozwiazaly sie niejako naturalnie, do glowy nam nie
                    przyszlo ze kochajacej sie parze nie wypada na takie przyziemne tematy
                    rozmawiac :) Po prostu policzylismy, doszlismy do wniosku ze latwiej bedzie
                    placic przelewami z konta + czekiem czynsz , wyplaty ida z jego konta, a z
                    mojego konta idzie na jego konto polowa tego co on placi. I tyle :)
                    Zostaje jeszcze rachunek za telefon (ja place bo tylko ja korzystam, musze
                    tylko znalezc jakas kombine coby placic mniej bo przychodzi to cholerstwo co
                    dwa miesiace i budzet mi rozwala ) i zarcie za ktore place najczesciej ja bo
                    ja robie zakupy i za ktore on mi pozniej zwraca. Brzmi to troche
                    skomplikowanie ale dziala :)
      • megxx Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:10
        A kto zazwyczaj pamięta by z tej świnki wyciągnąć i lecieć zapłacić za ten gaz?
    • Gość: Misty Najlepiej wszysto ustalić... IP: *.met.pl 09.06.03, 12:04
      Podzial kosztów być musi, w koncu oboje jestescie doroslymi ludźmi i oboje
      pracujecie. Ja zrobiłabym (heh, zreszta zrobiłam)tak...zanim zamieszkacie
      razem, na pewno nie raz będziecie ustalać szczegóły tego wszystkiego. Można
      więc naturalnie poruszyć kwestię, np. "Kotku, a jak będzie z finansami. Może
      obliczymu wspólne wydatki, tj, mieszkanie, jedzenie itp. i podzielimy koszty na
      pół" etc. Ja uważam, ze taki system jest najlepszy - płacić po polowie za tego
      typu koszty, natomiast inne rzeczy - typu ciuchy, kosmetyki, rachunki za
      komórki, przejazdy itp. kazdy opłaca sobie sam. Co do kosztów tabletek - ja
      płacę sama za swoje, a z kolei jak moj chłopak kupuje kondomy:) to tez mu nie
      zwracam połowy - lekarza najlepiej znaleźc bezpłatnego wtedy taniej:) ja mam
      bardzo dobra lekarke:) Jesli chodzi i jakies tam wyjścia typu kino, knajpka czy
      cos - to tez jak najbartdziej naturalnie - niech płaci ten, kto akurat ma, raz
      ty, raz on. A jesli chodzi o utrzymywanie partnera - moj chlopak byl bez pracy
      ponad pol roku - i wtedy ja go utrzymywalam. Teraz ja nie pracuje i chwilowo
      zyjemy z moich oszczednosci plus jego pensja. Natomiast gdy ja pojde znow do
      pracy - to wlasnie wczoraj ustalilismy - ze dzielimy sie po polowie:) Poza tym
      kazdy chyba musi miec na swoje wydatki - i nikt sie nie powinien do nich
      wtracac, ze np. on kupuje 5 piw, a ty 5 kolorowych magazynów;) Pozdrowienia i
      powodzenia w tych nie do konca urokliwych, acz koniecznych ustaleniach.
      • Gość: małgosia Re: Najlepiej wszysto ustalić... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.06.03, 12:19
        Widzisz, pojawiło się w Twoim poście słówko ZANIM. Nie sądzę, zeby założycielka
        wątku pomyślała o czymkolwiek ZANIM , tak to wygląda
        • livia Re: Najlepiej wszysto ustalić... 09.06.03, 12:25
          Jeśli nie pomyślałam ZANIM, to znaczy, że nie ma dla mnie ratunku i nie mam
          prawa pytać się jak to jest u innych???
          • livia Re: Najlepiej wszysto ustalić... 09.06.03, 12:27
            Trochę logiki - i nie pogrążajcie dziweczyny...
            Liv
            • Gość: małgosia Re: Najlepiej wszysto ustalić... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.06.03, 12:30
              A logika cóż ma do tego?
          • Gość: małgosia Re: Najlepiej wszysto ustalić... IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 09.06.03, 12:29
            Ano fakt, masz prawo
    • izabelix Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:40
      fakt malo romantyczne...
      od razu rodzi sie we mnie obawa ze za chwile zacznie sie sprawdzanie bilingow
      kto wiecej wydzwonil niech wiecej placi...
      poza tym rachunki zawsze mozna zostawic na wierzchu... kto ma kase ten bierze i
      placi...
      za ginekologa ZAWSZE placilam sama... nawet teraz gdy jestem w ciazy fukam
      czasami gdy chce mi dac pieniadze na badania... jakos mi sie to w glowie nie
      miesci... ja wiem ze dziecko jest nas obojga... ale....
      • kohinor Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:46
        izabelix napisała:

        > fakt malo romantyczne...
        > od razu rodzi sie we mnie obawa ze za chwile zacznie sie sprawdzanie bilingow
        > kto wiecej wydzwonil niech wiecej placi...
        > poza tym rachunki zawsze mozna zostawic na wierzchu... kto ma kase ten bierze
        i
        >
        > placi...
        > za ginekologa ZAWSZE placilam sama... nawet teraz gdy jestem w ciazy fukam
        > czasami gdy chce mi dac pieniadze na badania... jakos mi sie to w glowie nie
        > miesci... ja wiem ze dziecko jest nas obojga... ale....


        Bo masz klase. I dlatego :-)
        Pozdrawiam serdecznie
        >
        • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:55
          Ma pieniadze, to co innego, ale nie daj boze klasy jej nie odmawiam. W naszym
          zwiazku zadnego z nas nie byloby stac na samodzielne zaplacenie wszystkich
          rachunkow, wiec placimy po polowie (plus minus 5 euro z tego co pamietam) Jak
          (jesli) kiedys bede zarabiala bajonskie sumy to tez bede placic roznz rzeczy i
          fundowac wakacje w tropikach w ramach prezentu niespodzianki, ale na razie
          niestety niet :) A bilingow jakos do glowy nam jeszcze nie przyszlo
          sprawdzac :)
          • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 12:56
            A za ginekologa place sama,za pigulki tez, za ginekologa ubezpieczenie mi
            zwraca zreszta :)
      • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 12:54
        Nioe rozumiem : za ginekologa placisz zawsze sama czy bo chcesz, czy dlatego,
        że nie chce Ci dac pieniędzy na badania (co napisałaś)
        A nie lepiej abyście razem poszli na te badania - skoro jednka fukasz, ze nie
        chce dac na badania w ciąży?
        • izabelix Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:16
          chyba sie nie zrozumialysmy........ napisalam ze on chce dac pieniadze ale to
          ja nie chce ich brac......... moze mam za radykalne poglady....
          ale wierz mi nigdy nie przeprowadzalam jakichs szczegolnych rozmow na temat ile
          kto bedzie placil... to naprawde wszystko samo wyjdzie przy okazji najblizszego
          placenia za mieszkanie, zobaczysz.... a bajonskich sum tez nie zarabiam...
    • Gość: Misty Oj kohinor... IP: *.met.pl 09.06.03, 13:05
      Oj, kohinor... a co ma okreslenie "mieć klasę" wspólnego z placeniem
      samodzielnie za ginekologa? Nie przeczę, ze izebelix klasę ma - bo nie o tym tu
      chyba rozmawiamy, ale placenie za prywatnego lekarza podczas ciąży, tak jak za
      inne ZNACZĄCE wydatki jest sporym obciążeniem budżetu, i to jak się tego typu
      wydatki dzieli zalezy albo od przyzwyczajenia, albo przede wszystkim od
      zasobności portfela/portfeli. Jesli mialabym bardzo dobre dochody - to problem
      za co płacic razem, za co osobno w ogole by dla mnie nie istniał. Natomiast
      niezaleznie od wszystkiego uwazam za nieporozumienie wiązanie tego z klasa badź
      jej brakiem - bo co jesli kobieta zarabia np. 800-1000 pln netto i
      najzwyczajniej w świecie nie stać ją zeby "samodzielnie" opłacić prowadzenie
      ciązy u dobrego lekarza - czy ona nie ma klasy?? I czy jest coś zlego w tym, ze
      sfinansuje to jej mąz/partner??
    • Gość: Dkenka Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.03, 13:43
      wiesz anusia, mnie nie utrzymuje mój mężczyzna, ale nie zastanawiam się nad
      tym, zwłaszcza nie robiłam tego będąc z nim doopiero 3 miesiąc. Mielismy różowe
      okulary, nie kalkulatory w kieszeni. Czy Ty oby nie chcesz podnieść swojego
      statusu poprzez "posiadanie" partnera albo obnizyć swoje wydatki? Bo tak jakoś
      to tak wygląda. Właśnie ostatnio mój znajomy zadał mi pytanie, ponieważ jest
      przystojnym facetem (były znany model) a ciągle singiel....dlaczego kobiety jak
      zaczynają się z kimś spotykać, liczą, że oni będą ich utrzymywać, płacić za
      nich, co ewidentnie wychodzi już przy pierwszych spotkaniach. I on generalnie
      pewnie zapłaciłby za niejedno kino, kawę, ale burzy się, że to ma być jego
      obowiązek! I to prawda, chciałysmy "kobiety" uprawnienia, a kiedy je mamy to
      chcemy już niewiadomo czego....Sorry jeśli odebrałaś tem list atakująco, ale
      znam tę sytuację z dwóch stron i rozumiem też mężczyzn.Czy To oby go kochasz?
      Takie pytanie, radzę sobie zadać...
      • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:00
        Kocham go. Jesteśmy razem 3miesiąc. Mieszkamy u mnie (mam dośc duże wlasne
        mieszkanie), za które płacę wszystko ja. Zakupy robię ja. Nawet takie w 100%
        dla niego. Bywamy u znajomych lub spędzamy czas razem, ale (że tak powiem)
        bezkosztowo. No i ostatnio zepsuła mi się pralka. Zamówił fachowca do pralki,
        ktory przyszedl i naprawił. OK, tyle, że musiałam oddac za naprawę. Prezentów
        nie dostaję, kwiatki tak - czasem byl to pęczek konwalii, bzu, itp.
        Dlatego pytam jak to jest u innych.
        • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 14:13
          Sluchaj, nie jest dobrze. To juz nie jest kwestia liczenia co kto komu ile,
          ale jezeli ty placisz za wszystko, a on nie wykazuje ZADNEJ checi zwrotu
          czesci kosztow czy rewanzu, to to jest co najmniej dziwne. Ja na twoim
          miejscu, jezeli jak mowisz przymieracie sie do stalego zamieszkania,
          przeprowadzila rozmowe o finansach. Jezeli ci glupio powiedziec mu wprost
          (mnie by bylo troche glupio, mimo ze nie ma powodu) to zaaranzowalabym
          sytuacje tak zeby przyszedl kiedys i zobaczyl mnie pochylona nad rachunkami ,
          moze cos do cholery go odblokuje. Moze on mieszka z rodzicami i nic nie placi
          i przyzwyczail sie do tego? Chociaz ja tez tak mieszkalam, a zludzen co do
          finansow nie mam, i glupio by mi bylo zeby moj chlopak za mnie placil(mowie tu
          o rachunkach i innych wydatkach wspolnego zycia, nie o piwie czy kinie) w
          sytuacji gdzie obydwoje mamy tyle samo kasy.
          • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:22
            Do tej pory mieszkał/ nadal mieszka sam. Ma malutkie mieszkanko, które teraz
            chyba wynajmiemy. Ale na pewno wydawał na siebie mniej/oszczędniej niz ja to
            robię.
            • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 14:25
              No to u mnie bylo podobnie, tylko wynajelismy troche wieksze niz jego
              poprzednie zeby bylo wygodniej :) Pociesz go ze placac we dwoje w sumie na
              kazdego wypada mniej niz gdy sie zyje samemu. A zreszta skoro masz sie
              wprowadzic niejako do niego, to sama zapytaj ile ma rachunkow miesiecznie i
              jak byloby sie najlepiej podzielic :)
              • anusia29 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:45
                To nie tak - będziemy mieszkac u mnie, a jego mieszkanie wynajmiemy.
        • Gość: Dkenka Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.03, 14:20
          anusia29 napisała:

          > Kocham go. Jesteśmy razem 3miesiąc. Mieszkamy u mnie (mam dośc duże wlasne
          > mieszkanie), za które płacę wszystko ja. Zakupy robię ja. Nawet takie w 100%
          > dla niego. Bywamy u znajomych lub spędzamy czas razem, ale (że tak powiem)
          > bezkosztowo. No i ostatnio zepsuła mi się pralka. Zamówił fachowca do pralki,
          > ktory przyszedl i naprawił. OK, tyle, że musiałam oddac za naprawę. Prezentów
          > nie dostaję, kwiatki tak - czasem byl to pęczek konwalii, bzu, itp.
          > Dlatego pytam jak to jest u innych.

          Ok, fakt porozmawiałabym bo w tej sytuacji wygląda, że on przejał stronę tych
          tzw. biernych kobiet.....pomyliłam się, po prostu zapomniałam, że bywają też
          tacy mężczyźni. Proponuję rozmowę, że skoro mieszkacie razem, to może by
          zastanowić się nad wydatkami itd.....u mnie nie było tego problemu, ale tylko
          dlatego, że oboje sie poczuwamy do odpowiedzialności. Życzę powodzenia!
        • kohinor PRZEPRASZAM!!!!! 10.06.03, 14:18
          anusia29 napisała:

          > Kocham go. Jesteśmy razem 3miesiąc. Mieszkamy u mnie (mam dośc duże wlasne
          > mieszkanie), za które płacę wszystko ja. Zakupy robię ja. Nawet takie w 100%
          > dla niego. Bywamy u znajomych lub spędzamy czas razem, ale (że tak powiem)
          > bezkosztowo. No i ostatnio zepsuła mi się pralka. Zamówił fachowca do pralki,
          > ktory przyszedl i naprawił. OK, tyle, że musiałam oddac za naprawę. Prezentów
          > nie dostaję, kwiatki tak - czasem byl to pęczek konwalii, bzu, itp.
          > Dlatego pytam jak to jest u innych.

          Dlaczego nie w ten wlasnie sposob zaczelas ten watek? Dlaczego nie wywalilas po
          prostu jak dopiero teraz wszystkiego od razu? Dlaczego Twoj rozpoczynajacy
          watek napisalas jak jakas materialistka? A teraz nagle okazalo sie, ze facet to
          jakis finansowy pasozyt, bez cienia chocby empati?
          Obrazilem Cie w poprzednich postach. Przepraszam. Ale to nie moja wina:
          porownaj sobie pierwszy i powyzszy post: sa takie, jakby napisaly je dwie inne
          osoby.
          Teraz wiem, co Cie wkurzalo I MASZ CALKOWITA RACJE!!!! Twoj facet to
          naciagacz!!!

          PS:
          Ale dalej utrzymuje ze:
          - jak zwiazek jest wolny, placi sie po rowno, jak kto ma, od przypadku, ale w
          miare SPRAWIEDLIWIE
          - jak zwiazek jest powazny, to NIEZALEZNIE, ILE KTO ZARABIA (!!!!)
          • kohinor cd - wcielo mi :-) 10.06.03, 14:21
            kasa musi byc WSPOLNA!!!
            - jesli ja place za prezerwatywy, ona za ginekologa. A czyimi pieniedzmi -
            PATRZ POWYZEJ
            • anusia29 Dlaczego tak zaczęłam 11.06.03, 10:10
              Zaczęłam tak Kohinorze (przeprosiny przyjęte) gdyż nie boli mnie, że mieszkamy
              u mnie, jak na ogół kupuję wszystko; tyle tylko, że mi trochę nie starcza i
              chcialam się dowiedzieć jak kwestie finansowe wyglądają u innych, bo może coś z
              moim gospodarowaniem kasą jest nie tak, albo może jest tak, że 1 strona płaci
              za utrzymanie na codzień w proporcjach powiedzmy 90:10, a druga odkłada na coś
              poważnego (np.nowe mieszkanie) nota bene - my nic nie planowaliśmy w sprawie
              kupna czegoś większego.
              I nie uważam, że jestem skalpowana przez mojego fgaceta, bo to też nie tak.
              Tyle, że chyba powinnam tu coś zmienić, tak aby obojgu nam było wygodniej i
              swobodniej.
              Chciałam mieć, że tak powiem, bazę "socjologiczną".
              Ania
    • izabelix Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:24
      zgadzam sie z melmire....
      jesli rzeczywiscie tak to wyglada to troche to dziwne...
      nie rozumiem jego zachowania...
      przy okazji jakichkolwiek wspolnych wypadow: sylwester, wakacje, knajpa, kino,
      zakupy zawsze proponuje zwrot polowy kosztow...
      moj szanowny nigdy nie mieszkal z kobieta, ma przyzwyczajenia z domu rodzinnego
      gdzie finansami zajmowali sie rodzice... jak przyszlo co do czego to jego
      pierwszym pytaniem bylo co i ile kosztuje: czynsz, gaz, swiatlo, telefon,
      zycie... natomiast nie rozmawialismy o dzieleniu kosztow... jakos tak samo
      wychodzi...
      • ja_nek Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:34
        Misty w pierwszym liscie ujęła chyba najtrafniej. Ja jestem za właśnie takim
        podejściem, wydaje mi się to najsensowniejsze i najbardziej sprawiedliwe.
        Jeśli któreś chce zaszaleć (np.: superfryzjer, kreacja wieczorowa,
        supergarnitur), bo ma ochotę kupić sobie niewiadomo co, to niech płaci nie ze
        wspólnych pieniędzy a ze swoich. A jeśli zakup ma służyć więcej niż jednej
        osobie, to ze wspólnych.
        A kwestia antykoncepcji: każdy we własnym zakresie powinien o to dbać.
        Przeczytałem Twoje dalsze posty i wydaje mi się, że facet cokolwiek nie ma
        honoru. Kobieta go utrzymuje i opłaca? Ja bym się źle z tym czuł.

        Pozdrawiam
        janek
        • izabelix Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 14:41
          z ta antykoncepcja ja_nku to sie z toba nie zgodze ze kazdy we wlasnym
          zakresie... to jest wspolna decyzja o tym zeby miec dzieci albo nie... jezeli
          ustala tak ze placa za to po polowie to ich sprawa, niektore kobiety wola
          placic za to same z roznych wzgledow... bylo nie bylo kondomy tez mi sie
          zdarzalo kupowac a to przeciez nie ja je sobie zakladam i nie tylko dla mnie
          jest to zabezpieczenie... mimo ze w Polsce nadal panuje przekonanie ze jak sie
          zdarza "wpadka" to to jest problem kobiety i tylko jej dziecko...

          pozdrawiam
          iz
          • Gość: mikawi Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.crowley.pl 09.06.03, 16:17
            a nie można by podliczyć miesięcznych wydatków typu: czynsz, rachunki
            (średnio), zakupy jedzeniowe i "chemiczne", tabletki (antykoncepcja leży w ich
            wspólnym interesie, tez nie widzę tu nic złego, że oboje powinni ponosić
            odpowiedzialność i koszty) i inne rzeczy za które sie miesięcznie placi (można
            to w miarę oszacować), podzielić to na pół i na początku miesiąca wpłacac z
            waszych dochodów na wsolne konto, albo do słoika potrzebną kwotę? A wydatki
            ekstra które dotyczą tylko jednego z was, każdy ponosić będzie sam?
          • Gość: melmire Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 09.06.03, 16:22
            Tym bardziej ze kiedy stosuje sie pigulki, to zazwyczaj inne srodki anty ida w
            odstawke.
    • megxx Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 16:44
      Bardzo chciałabym zarabiać tyle by nie potrzebować pieniędzy od partnera(nawet
      męża).Tak dobrze jeszcze nie jest. A jakoś tak się składa, że coraz więcej
      mężczyzn chętnie przyzwala swojej kobiecie na płacenie tam, gdzie nie tyle
      tradycja co zdrowy rozsądek wymagałby ruszenia kasy faceta. Bo niby jak
      tłumaczyć, że dziewczyna kupuje również osobiste rzeczy facetowi i nie wynika
      to z ich umowy.
      Mieszkanie u niej bo lepiej, wygodniej..a może dlatego, że to ona figuruje na
      tych rachunkach i to jej musi zależeć na zapłaceniu ich.
      Miłość, miłością a jeść trzeba czy na koszt tego u kogo się mieszka?
    • dzadzio1928 tu pajda moze pomoc 09.06.03, 16:46
      Jest kobieta z doswiadczeniem, wie jak to jest, modra baba z niej.
    • Gość: moboj Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: 62.233.250.* 09.06.03, 21:46
      na początku znajomości było tak: każde płaciło za siebie - ja nie chciałam,
      żeby on płacił za mnie w knajpach itp. z cazsem trwania naszej znajomości
      płacił ten, kto akurat miał kasę lub po połowie.
      od ponad 6 lat mieszkamy razem: w czasie studiów utrzymywali nas rodzice, więc
      każde płaciło ze swojej kasy swoją część za mieszkanie/stancję. za jedzenie
      płacilismy zawsze po połowie. teraz on pracuje, ja kończę jeszcze staż i studia
      podyplomowe - trochę kasy daja mi rodzice, udzielam korepetycji. mieszkamy w 4
      osoby (jeszcze ze znajomymi), więc wszystkie opłaty są dzielone na 4 osoby.
      każde z nas płaci za siebie, z konieczności jest też biling i każdy placi za
      swoje rozmowy.
      reszta rzeczy (pigułki, lekarz - prywatny) - płaci ten, kto ma/ po
      połowie/płaci on - różnie to bywa. ja dostaje recepty zawsze na jakieś 7 - 8
      miesięcy, więc to jest większy wydatek, choc akurat łykam pigułki refundowane.
      rozmowy o finansach się odbywały, wynikało to całkiem naturalnie - takie
      rozmowy są całkiem na miejscu i nie rozumiem zacietrzewienia kohiniora
      (przepraszam, jeśli przekręcilam) . to, że się rozmawia o finansach to nie
      oznacza, że ktoś kogoś chce w konia robić. finanse to ważna częśc życia,
      zwłaszcza jeśli ma się ich mało (też jestem z wykształcenia nauczycielem, ale z
      zawodu bardzo początkującym logopedą).
    • anahella Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 09.06.03, 22:18
      Bylam w podobnym zwiazku jak autorka watku. Probowalam zalatwic to polubownie:
      zalozylismy sobie wspolne konto, kazdy z nas mial tam przelewac czesc swojej
      pensji. Ja zarabialam dobrze, wiec przelewalam wiecej. Niestety, on wiecej z
      tego konta wydawal niz wplacal, potem w ogole przestal pracowac, a co za tym
      idzie - dawac pieniadze. To jest bardzo trudna sytuacja dla kobiety. NIe daj
      sie Anusia wrobic w cos takiego jak ja!
    • Gość: Xena Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.acn.waw.pl 09.06.03, 23:40
      Najwyraźniej przeszkadza Ci istniejący "układ" finansowy, więc tym bardziej
      powinnaś ze swoim lubym o tym porozmawiać. Pozwolę sobie tylko zwrócić uwagę na
      pewien fakt - jesli dobrze kojarzę, Twój mężczyzna ma swoje mieszkanie, za
      które zapewne cały czas musi płacić, mimo że praktycznie już mieszka z Tobą.
      Podejrzewam, że Ty nie partycypujesz w kosztach utrzymania owego mieszkania (a
      w każdym razie nic o tym nie wspomniałaś), więc poniekąd nie powinnas
      oczekiwać, że w drugą strone sprawa będzie wyglądać inaczej. Byc może Tówj
      facet uznał, że tym samym pozostajecie przy finansowym status quo - on placi za
      swój grajdół, Ty za swój (a więc naprawa TWOJEJ pralki to TWÓJ wydatek etc.).
      To oczywiście nie jest usprawiedliwieniem dla niedorzucania się do ewidentnie
      wspólnych (czy zgoła jego prywatnych) wydatkow - ale może wynika to ze
      zwyczajnej niefrasobliwości, gapiostwa tudzież nieprzywiązywania wagi do takich
      detali, jak drobne zakupy (które en mass przestaja być takim detalem)? Mysle,
      że rozmowa o wynajmnie jego mieszkania może okazac się dobrym
      pretekstem/trampoliną do przedyskutowania wspólnego budżetu.
      • Gość: .................. Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 10.06.03, 02:51
        Uwazam ze pieniadze w zwiazku powinne byc wspolne. Zrobcie sobie
        wspolne konto, na ktore razem bedziecie wkladac i z ktorego razem
        tez korzystac. Wydatki na co itp. tez razem ze soba konsultowac.
        Trzymaj zawsze male zaskorniaki, bo czasem male wydane przez Ciebie
        pieniadze, moga "draznic" Twojego chlopa. Tu byc moze sie myle. Nie
        znam go, ale zakladam taka mozliwosc. Swoje male, "prywatne" wydatki,
        do ktorych on moze miec zastrzezenia, oplacaj wlasnie z tej kasy,
        ale najpierw sprawdz swojego mezczyzne pod tym wzgledem, gdyz moze
        Ci pozwolic na wieksze wydatki niz sobie myslisz i wtedy te
        zaskorniaki moga byc nawet zbedne. Tak czy inaczej, w tej calej
        sprawie pieniedzy, musi byc obopolne zaufanie i zrozumienie,
        inaczej wspolne pieniadze sie nie sprawdza w zwiazku. Pozdrawiam
    • Gość: if Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.zeb.com.pl 10.06.03, 08:01
      Może nie jestem nowoczesna, ale ja nie zamieszkałabym z chłopakiem po 3
      miesiącach znajomści. Chyba że znacie się długo a 3 miesiące jesteście parą, że
      tak powiem.
      Wg mnie nie jesteście zupełnie otwarci wobec siebie, nie macie do siebie
      zaufania. Po co i kiedy mieszka się ze sobą? Wg mnie wtedy kiedy ma się w
      planach wspólną przyszłość. Jeśli się planuje z kimś życie, to kwestia finansów
      nie wygląda tak jak u was. Normalne wydaje mi się założenie wspólnego konta,
      obie wypłaty wpływają na nie, z tego konta płacicie rachunki, wydajecie na
      zakupy, na fryzjera, na kino, na piwo itp. No chyba, że mieszkacie ze sobą
      tylko dla obniżenia kosztów, ty zajmujesz jeden pokój on drugi, w lodówce
      oznaczone półki, która czyja, w łazience każdy ma swoje mydło, swój płyn do
      kąpieli itp. to wtedy logiczne jest, że każdy płaci za siebie.
      • Gość: gosia Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.centertel.pl 11.06.03, 14:56
        Gość portalu: if napisał(a):

        > Może nie jestem nowoczesna, ale ja nie zamieszkałabym z chłopakiem po 3
        > miesiącach znajomści. Chyba że znacie się długo a 3 miesiące jesteście parą,
        że
        >
        > tak powiem.
        NO to widze, ze czas sie dopisac. Ja zamieszkalam z facetem po 3 tygodniach
        blizszej znajomosci. Wczesniej znalismy sie 3 lata ale nie za dobrze, po prostu
        pracowalismy w jednym miejscu.

        Kwestie kasy omowilismy na poczatku. On zarabia znacznie wiecej i glupio mi
        bylo, ze moja kasa idzie na mieszkanie i kredyt i nie wiele mi zostawalo.
        Ustalilismy, ze ja bede splacac kredyt za mieszkanie dalej i placic wszystkie
        rachunki a on daje kase na zycie i co miesiac przelewa jeszcze pewna kwote na
        nasze wspolne konto osczednosciowe. Z konta oszczednosciowego jezdzilismy na
        wakacje, kupowalismy jakies wieksze rzeczy itp.
        Kasa na zycie, lezy w gotowce i kazdy z nas od czasu do czasu bierze stamtad do
        portfela jakas kwote oraz kase na cotygodniowe zakupy. Czyli w sklepie placi
        ten kto wzial na to kase akurat :-)
        Wlasciwie po ustaleniu zasad podzialu finansowego nigdy nie wracalismy do
        kwesti podzialu kasy, bo to jest teraz nasza wspolna kasa, niezaleznie od tego
        kto wiecej zarabia wydajemy ja wspolnie. Wszelkie decyzje o wiekszych ruchach
        finansowych podejmujemy razem. Ja zarzadzam wszystkimi rachunkami i
        platnosciami i pilnuje terminow a takze pilnuje stanu konta czy biezacych
        wydatkow ale tylko po to, zeby nie zabraklo nam na nic a nie w celach
        kontrolnych.
        Nie wyobrazam sobie takie sytuacji jaka opisuje Anusia.

        Gosia
    • Gość: uncja Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! IP: *.de.ibm.com 10.06.03, 11:50
      Mój mąż jest tradycjonalistą w tej dziedzinie, więc nie miałam nigdy takich
      problemów. Uważa mianowicie, że facet jest od tego, żeby zarobić na rodzinę.
      Czasem muszę nim potrząsnąć, żeby przypomnieć, że ja też zarabiam i nie ma
      sensu odkładać jakiegoś zakupu tylko dlatego, że u niego spiętrzyły się wydatki
      i chwilowo nie ma kasy. Z tym, że u nas sytuacja jest o tyle korzystna, że
      żadne z nas nie ma istotnych problemów finansowych. Choć dobre zarobki
      niekoniecznie oznaczają brak problemów - moja przyjaciółka przez kilka lat
      mimowolnie utrzymywała męża (bo jakoś nigdy biedaczek nie miał karty ze sobą,
      ani pieniędzy), a ponieważ świetnie zarabiała, nie zwracała na to uwagi. Aż do
      rozwodu, kiedy oskubał ją z połowy kasy, nie bacząc że zostawia ją z małym
      dzieckiem - wtedy wyszło na jaw, że on zarabiał 10 tysięcy, kupił sobie zresztą
      błyskawicznie 80-metrowe mieszkanie,(przezornie wszystkie pieniądze z konta
      zdołał upłynnić, więc do podziału majątku weszło wyłącznie to co zarobiła ona,
      swoje pieniążki skrupulatnie przemycił na konto mamusi).

      Moj chłop od początku naszej znajomości, kiedy pomieszkiwał u mnie, poczuwał
      się do uczestnictwa w wydatkach, dzwonił czy nie trzeba zrobić jakichś zakupów
      itd. Kiedy np. miał dużo pracy i wracał późno, co za tym idzie wszystkie zakupy
      robiłam ja, koniecznie chciał mi dawać pieniądze "na życie", bo jak twierdził,
      źle się czuł z tym że mnie objada. Jeśli byliśmy razem w sklepie, płacił (choć
      zawsze protestowałam) - i za nasze i na wyłącznie moje zakupy. Teraz też nie ma
      jakiegoś wyraźnego podziału kosztów - zazwyczaj on pokrywa wydatki bieżące,
      moja pensja sobie leży i traktujemy ją jako lokatę, korzystamy z tych pieniędzy
      przy większych zakupach typu meble czy coś do domu. Nawiasem mówiąc on uwielbia
      kupować mi prezenty, ale u nas to ja jestem bardziej oszczędna i raczej staram
      się pohamować jego zapędy, bo wcale nie uważam, że potrzebny mi np. nowy
      płaszczyk, który mój mąż wypatrzył dla mnie w sklepie. Po czym za dwa dni
      dostaję go w prezencie "bo tak mi w nim było do twarzy". Chyba mnie kocha...
      • ja_nek pieniądze w związku - pomóżcie!!! - do izabelix 10.06.03, 13:13
        Wychodzę z założenia, że pigułki to kwestia finansowa leżąca po stronie
        kobiety, wizyty lekarskie – można się porozumieć, koszty podzielić, a koszty
        prezerwatyw – leżą wyłącznie po stronie mężczyzny.
        A zezwalanie, by kobieta płaciła za większość rzeczy jest po prostu niemęskie.
        No chyba, że facet akurat stracił pracę i szuka nowej – wiadomo, tu relacje
        można tylko, ale mówię tylko trochę zmienić. Dopóki facet ma pieniądze
        partycypuje we wspólnym życiu i vice-versa.

        Pozdrawiam
        janek
        • megxx Re: hura! trafił się męski mężczyzna 10.06.03, 13:34
          Gratuluję wybrance! To bardzo miłe podejście i chyba rzadkie wśród młodszych
          mężczyzn. Bo dlaczego kasa to ma być po równo, a mycie garów to dobre tylko dla
          kobiet( to tylko przykład, ale chodzi o podział obowiązków małoatrakcyjnych,
          czyli domowych).
          • ja_nek Re: hura! trafił się męski mężczyzna 10.06.03, 13:50
            megxx napisała:

            > Gratuluję wybrance! To bardzo miłe podejście i chyba rzadkie wśród młodszych
            > mężczyzn.

            Ja bym powiedział, ze po prostu normalne i uczciwe.
            A wybranki szukam ponownie:)

            Pozdrawiam
            janek
            • megxx Re: hura! trafił się męski mężczyzna 10.06.03, 14:16
              ja_nek napisał:

              > > Ja bym powiedział, ze po prostu normalne i uczciwe.
              Miód na serce są mężczyźni, którzy tak uważają. Już zaczynam żałować, że nie
              mam córki na wydaniu.
              Pozdrawiam!
          • Gość: uncja Re: hura! trafił się męski mężczyzna IP: *.de.ibm.com 10.06.03, 15:03
            megxx napisała:

            > Gratuluję wybrance! To bardzo miłe podejście i chyba rzadkie wśród młodszych
            > mężczyzn. Bo dlaczego kasa to ma być po równo, a mycie garów to dobre tylko
            dla
            >
            > kobiet( to tylko przykład, ale chodzi o podział obowiązków małoatrakcyjnych,
            > czyli domowych).

            Dzięki, naprawdę doceniam mojego męża, bo jest kochany. Tym bardziej, że w domu
            pomaga bez problemu, jedynie do gotowania ma dwie lewe ręce. To jego tradycyjne
            podejście bardzo mi się podoba, może także dlatego że podobne relacje panowały
            w mojej rodzinie. Zostałam wychowana w poczuciu, że dla faceta kwintesencją
            męskości jest utrzymanie rodziny. Mój pierwszy mąż miał z kolei bardzo
            nowoczesne poglądy - tzn. cały dom na mojej głowie, dziecko, zakupy ale
            utrzymywanie rodziny też chętnie widział na moich barkach. W ogóle nie miał
            stresu, że zarabia tyle, co kot napłakał (i wydaje to na siebie) a ja mam
            opłacać wszystkie wydatki. Ba, twierdził, że powinnam się cieszyć, że tak mało
            zarabia, bo dzięki niemu obniżam sobie podatki i powinnam się z nim tym zwrotem
            podzielić!

            I choć po rozwodzie przez ładnych parę lat utrzymywałam się sama, to mój
            wtenczas przyszły drugi mąż między innymi właśnie takim wyrazem troski mnie
            ujął. Bo nie dość że pamięta o wszystkich uroczystościach, ale też np. potrafi
            przyjść z witaminami, bo usłyszał jak napomknęłam w rozmowie z koleżanką że coś
            mi się paznokcie łamią... Dla odróżnienia, w moim pierwszym związku wyglądało
            to tak, że ja miałam pamiętać, że mam imienimy, sama wybrać sobie prezent, sama
            iść kupić i sama zapłacić (bo mój ex zdążył do 10 zaprzepaścić wypłatę). Ale -
            gwoli wyjaśnienia, mój obecny mąż nie należy do młodszych mężczyzn. Oboje mamy
            już pewien przebieg. Choć niekoniecznie ma to coś do rzeczy, to obserwuję
            również kolegów i znajomych i oni też nie migają się od wzięcia na siebie roli
            finansowej podpory domowego ogniska. Choć istotnie pod względem żądzy kupowania
            móje szczęścia należy do wyjątków.
            • megxx Re: hura! trafił się męski mężczyzna 10.06.03, 15:15
              Gość portalu: uncja napisał(a):


              Mój pierwszy mąż miał z kolei bardzo
              > nowoczesne poglądy - tzn. cały dom na mojej głowie, dziecko, zakupy ale
              > utrzymywanie rodziny też chętnie widział na moich barkach. W ogóle nie miał
              > stresu, że zarabia tyle, co kot napłakał (i wydaje to na siebie) a ja mam
              > opłacać wszystkie wydatki. Ba, twierdził, że powinnam się cieszyć, że tak
              mało
              > zarabia, bo dzięki niemu obniżam sobie podatki i powinnam się z nim tym
              zwrotem
              >
              > podzielić!
              Lubię, gdy ludziom jest dobrze, ale pytanie:
              dlaczego to co robił ex nazywasz to nowoczesnymi poglądami?
              czy to dobrze wróży młodszym dziewczynom, czy musza szukac starszych?
              • Gość: uncja Re: hura! trafił się męski mężczyzna IP: *.de.ibm.com 10.06.03, 15:59
                megxx napisała:

                > Gość portalu: uncja napisał(a):
                >
                > Lubię, gdy ludziom jest dobrze, ale pytanie:
                > dlaczego to co robił ex nazywasz to nowoczesnymi poglądami?

                To tak z przekory, na zasadzie wyrażanej przez niektórych - "kobieta powinna
                płacić za siebie, ale najlepiej, jeśli cały majdan (dom, dzieci itd) ciągnie
                nadal sama, bo to babskie sprawy". Notabene tak to właśnie określa mąż mojej
                przyjaciółki ("mam nowoczesne poglądy"), który w domu zachowuje się jak
                udzielny basza, sam sobie herbaty nie zrobi, natomiast jak gdzieś jadą to każe
                jej oddawać połowę za benzynę! Dla wyjaśnienia - są po ślubie 14 lat.

                > czy to dobrze wróży młodszym dziewczynom, czy musza szukac starszych?

                "Nowoczesność" czy konserwatyzm w poglądach nie idą w parze z wiekiem. Facet, z
                którym byłam w stałym zwiazku pomiędzy małżeństwami, miał około 30-tki, a
                poglądy miał identyczne jak mój obecny maż "moja kobieta nie będzie przy mnie
                płacić". Myślę, że jest to przede wszystkim kwestia indywidualnego podejścia,
                jeden poczuwa się do takich czy innych obowiązków, inny uważa, że to go nie
                dotyczy. W kazdym razie trudno byłoby mi przejść do porządku dziennego nad
                faktem, że facet z kimś jest, a nie widzi (lub nie chce widzieć) tego, że
                utrzymanie kosztuje.
                • Gość: lolyta Re: hura! trafił się męski mężczyzna IP: *.bct.bellsouth.net 11.06.03, 05:44
                  Gość portalu: uncja napisał(a):

                  natomiast jak gdzieś jadą to każe
                  > jej oddawać połowę za benzynę!

                  Przepraszam, co to znaczy "kaze"? Od "kazania" to jest ksiadz a nie malzonek
                  chyba?
                  • Gość: uncja Re: hura! trafił się męski mężczyzna IP: *.de.ibm.com 11.06.03, 11:38
                    U nich jest właśnie tak, że pan każe, sługa musi... Nie pytaj czemuona się na
                    to godzi, bo dla mnie to nie do przyjęcia. I nie chodzi tylko o kwestie
                    finansowe, niestety. Dodam dla pikanterii, że ten wyjazd weekendowy był z
                    okazji 10 rocznicy ślubu... Wyobrażacie sobie? Facet organizuje wypad na
                    weekend, a potem przedstawia listę rachunków. Oczywiście w drugą stronę to nie
                    działa, ona np. dołożyła się znaczą kwotą do samochodu, ale samochód jest JEGO.
                    Szkoda gadać
        • wiktoria21 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! - do izabel 10.06.03, 13:59
          ja_nek napisał:

          > Wychodzę z założenia, że pigułki to kwestia finansowa leżąca po stronie
          > kobiety,


          ***
          dlaczego wychodzisz z takiego zalożenia,że kwestia kupna pigułek lezy po
          stronie kobiety?
          ***
    • wiktoria21 Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 10.06.03, 13:43
      anusia29 napisała:

      > I jeszcze jedno - czy partner wspólfinansuje antykoncepcję (lekarz+tabletki -
      > to sporo)?

      oczywiście,nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej,przecież antykoncepcja to
      nie tylko problem kobiety...
      • Gość: ed Re: oj, współczuje IP: *.example.net / 192.168.15.* 10.06.03, 15:57
        no, na poczatku to było różnie, a teraz, po blisko 10 latach mąłzeństwa to nie
        wiem dokładnie na co idzie częśc kasy, to sprawa żony, Nie jestem krezusem, ale
        takie rzeczy jak przykładowe tabletki, w ogóle lekarstwa czy inne sprawy są tak
        oczywiste jak dżem. potrzebne, to trzeba kupić, nie ma kasy to z czegos trzeba
        zrezygnować. A, nie mam hobby typu rybki albo żuczki czy modele pociagów, bo
        wtedy to przejebane (przepraszam). Właśnie sie jedno znajome małżeństwo z tego
        powodu rozpada...
        • ja_nek Re: oj, współczuje 10.06.03, 21:22
          Do Megxx:
          :)

          Do Wiktorii25
          “dlaczego wychodzisz z takiego zalożenia,że kwestia kupna pigułek lezy po
          stronie kobiety?”
          Byłoby dla mnie dziwne, gdyby kobieta kupowała mi prezerwatywy, nie rozumiem
          więc czemu ja mam kupować pigułki.
          Wychodze z założenia, że pigułka nie będzie jedynym środkiem antykoncepcyjnym,
          prezerwatywa powinna być równoległym środkiem. Kiedy mam dziewczynę za to
          drugie płacę ja. Lekarz - jak mówiłem wcześniej.

          Pozdrawiam
          janek
          • megxx Re: oj, współczuje 10.06.03, 21:33
            ja_nek napisał:

            > Byłoby dla mnie dziwne, gdyby kobieta kupowała mi prezerwatywy>

            Zaręczam, że gdyby naszym sposobem antyk. były prezerwatywy też bym je
            kupowała. Wszystko dlatego, że w moim przypadku nigdy nie zdałabym się na
            mężczyznę w powyższym temacie.

            Pozdrawiam.
            • ja_nek Re: oj, współczuje 10.06.03, 22:50
              megxx napisała:

              > Zaręczam, że gdyby naszym sposobem antyk. były prezerwatywy też bym je
              > kupowała. Wszystko dlatego, że w moim przypadku nigdy nie zdałabym się na
              > mężczyznę w powyższym temacie.
              Wolisz mieć nad tym pieczę, to też okay
          • wiktoria21 Re: 11.06.03, 09:53
            ja_nek napisał:


            > Do Wiktorii25
            > “dlaczego wychodzisz z takiego zalożenia,że kwestia kupna pigułek lezy po
            >
            > stronie kobiety?”

            ***
            źle mnie zrozumiałeś albo nie doczytałeś,jestem za tym aby kobieta i mężczyzna
            kupowali pigułki razem,czyli ze JEDNO I DRUGIE FINANSUJE ZAKUP a nie tylko
            kobieta.
            ***

            > Wychodze z założenia, że pigułka nie będzie jedynym środkiem
            antykoncepcyjnym,
            > prezerwatywa powinna być równoległym środkiem.


            ***
            nie chcę teraz zmieniać tematu ale nie wiesz po co mi przy pigułkach
            prezerwatywa?Pigułki są bardzo skuteczne i prezerwatywa jest do niczego
            niepotrzebna w tym wypadku.
            ***
            • ja_nek Re: 11.06.03, 17:00
              wiktoria21 napisała:

              > źle mnie zrozumiałeś albo nie doczytałeś,jestem za tym aby kobieta i
              mężczyzna kupowali pigułki razem,czyli ze JEDNO I DRUGIE FINANSUJE ZAKUP a nie
              tylko kobieta.

              > nie chcę teraz zmieniać tematu ale nie wiesz po co mi przy pigułkach
              > prezerwatywa?Pigułki są bardzo skuteczne i prezerwatywa jest do niczego
              > niepotrzebna w tym wypadku.

              Nie mam aż tyle zaufania i wątpię w 100% skuteczność pigułek.
              Wolę się zabezpieczyć podwójnie.
              Oczywiście, jeśli rozważać tylko i wyłącznie stosowanie pigułek to oczywiście,
              podział kosztów ich zakupu na dwoje.

              Pozdrawiam
              janek
    • nawiedzona_baba czy Ty aby nie przesadzasz? 10.06.03, 21:27
      Ledwo od trzech miesięcy jesteś "w związku" a już faceta chcesz naciągać na
      lekarza i tabletki. Lekka przesada, trzeba mieć trochę kasy i klasy (co Ci już
      inni sugerowali). Każdego, kto do Twojej sypialni zajrzy tak chcesz traktować?
      • wiktoria21 Re: nawiedzona_babo 11.06.03, 09:57
        nawiedzona_baba napisała:

        > Ledwo od trzech miesięcy jesteś "w związku" a już faceta chcesz naciągać na
        > lekarza i tabletki. Lekka przesada, trzeba mieć trochę kasy i klasy (co Ci
        już
        > inni sugerowali). Każdego, kto do Twojej sypialni zajrzy tak chcesz traktować?

        co to znaczy naciągać,odpowiedzialnośc chyba powinna dotyczyć obydwu
        stron,prawda?Nikt nikogo nie naciąga,po prostu dlaczego tylko kobieta ma się
        martwić o antykoncepcję skoro facet też uprawia z nią seks.
    • nawiedzona_baba chyba byłam w błędzie, przepraszam Anusiu 10.06.03, 21:31
      słowa uncji:

      > Facet, z którym byłam w stałym zwiazku pomiędzy małżeństwami,
      > miał około 30-tki, a poglądy miał identyczne jak mój obecny maż

      Nie Ty jedna, okazuje się, masz takie tempo
      • Gość: uncja Re: chyba byłam w błędzie, przepraszam Anusiu IP: *.de.ibm.com 11.06.03, 15:26
        nawiedzona_baba napisała:

        > słowa uncji:
        >
        > > Facet, z którym byłam w stałym zwiazku pomiędzy małżeństwami,
        > > miał około 30-tki, a poglądy miał identyczne jak mój obecny maż
        >
        > Nie Ty jedna, okazuje się, masz takie tempo

        2 stałe związki w ciągu 6 lat to dla ciebie zabójcze tempo?
    • gwen_verdon Re: pieniądze w związku - pomóżcie!!! 10.06.03, 22:56
      Nie sądzę,żeby to miało jakieś znaczenie,ale moim zdaniem, Koholog ma rację-
      najzdrowiej jest trzymać się zasady ,że jedna strona chce dla drugiej jak
      najlepiej. Co do antykoncepcji-nie rozumiem problemu ; mój chłopak nie wystawia
      mi rachunku za benzynę, którą zużył,wożąc mnie na zakupy :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka