Dodaj do ulubionych

układy z ex...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 20:41
właśnie wróciłam ze spotkania z moim ex-facetem (rozstanie za zgodnym
porozumieniem stron:-)
Ma już nową laskę...
Ech, boli, boli...
(ale nie dałam po sobie poznać:-)

Utrzymujecie kontakty ze swoimi byłymi? Bo ja tak - ale na początku jakoś
trudno, bo wszystko świeże i kurcze chciałoby się jak dawniej wtulić w jego
ramiona, pocałować...
A nie można...

Kurcze, kiedy wreszcie zacznie mi się układać..?
Obserwuj wątek
    • sharon_stone Re: układy z ex... 10.06.03, 20:45
      a kto zlozyl pozew o rozwod i jaka byla przyczyna?
      • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 20:49
        sharon_stone napisała:

        > a kto zlozyl pozew o rozwod i jaka byla przyczyna?

        chodzilo mi o bylego faceta, nie szliśmy do ołtarza (na szczęście)

        Tak się rozstaliśmy bo jakoś wygasało... - decyzja wspólna, pewnie gdybym teraz
        z kimś była nie zakładałabym tego wątku ale jakoś mi się nic jeszcze nie
        trafiło (sorry za określenie) a on - proszę, już kogoś ma...

        ech...
        • sharon_stone Re: układy z ex... 10.06.03, 20:54
          to po co sie z nim spotykasz. olej go i spotkaj sie z kolezankami.
          jak sa dziewczyny to i faceci sie znajda.
          • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 20:59
            sharon_stone napisała:

            > to po co sie z nim spotykasz. olej go i spotkaj sie z kolezankami.
            > jak sa dziewczyny to i faceci sie znajda.


            ...bo go lubię...
            ot, cała zagadka...

            (ale nie kocham(już), to fakt)
            • sharon_stone Re: układy z ex... 10.06.03, 21:06
              > (ale nie kocham(już), to fakt)

              no, to w czym problem?
              • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 21:11
                sharon_stone napisała:

                > > (ale nie kocham(już), to fakt)
                >
                > no, to w czym problem?

                w tym, że nie mam nikogo kogo mogłabym kochać...
                (nie licząc psa:)
    • snow.white Re: układy z ex... 10.06.03, 20:51
      Moj byly tez mial pierwszy nowa dziewczyne... wlasciwie chyba bylysmy obie
      jednoczesnie... :I
      zawsze uwazalam,ze trzeba chociaz probowac rozstawac sie jak dorosli ludzie,z
      klasa,jesli nie w przyjazni,to chociaz bez klotni... za trzeba miec szcunek dla
      tego,co bylo... dla kogos,kto byl dla Ciebie wazny.
      Tak myslalam,ale zmienilam zdanie... teraz mysle,ze najwazniejsze,to zachowac
      szacunek do siebie.
      • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 20:57
        snow.white napisała:

        > Moj byly tez mial pierwszy nowa dziewczyne... wlasciwie chyba bylysmy obie
        > jednoczesnie... :I
        > zawsze uwazalam,ze trzeba chociaz probowac rozstawac sie jak dorosli ludzie,z
        > klasa,jesli nie w przyjazni,to chociaz bez klotni... za trzeba miec szcunek
        dla
        >
        > tego,co bylo... dla kogos,kto byl dla Ciebie wazny.
        > Tak myslalam,ale zmienilam zdanie... teraz mysle,ze najwazniejsze,to zachowac
        > szacunek do siebie.

        ale ja do niego nic nie mam - może dlatego, że tak powoli nam uczucie wygasało
        i została tylko sympatia (a to za mało, żeby być razem...). Tylko wiesz - tak
        przykro, bo nie ma (chwilowo?) kto przytulić, i nie ma z kim od serca pogadać i
        zaplanować weekend czy wakacje...

        Ale może i dla mnie wkrótce zaświeci słońce,
        pozdrawiam Cie ciepło,
        m.
        • snow.white Na pewno zaswieci!!!!!!!!!!!!!!! :)) 10.06.03, 21:00
          Zobacz,taka sliczna pogoda,cala natura sprzyja zakochaniu,jeszcze troche i
          bedziesz miala sie do kogo przytulac :)

          tez pozdrawiam :)
          • Gość: me Re: Na pewno zaswieci!!!!!!!!!!!!!!! :)) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 21:04
            snow.white napisała:

            > Zobacz,taka sliczna pogoda,cala natura sprzyja zakochaniu,jeszcze troche i
            > bedziesz miala sie do kogo przytulac :)
            >
            > tez pozdrawiam :)

            dzięki!
            czekam na to...
    • anahella Re: układy z ex... 10.06.03, 22:43
      Poboli, poboli i przestanie:)
      • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.03, 23:08
        anahella napisała:

        > Poboli, poboli i przestanie:)
        >

        na to wlasnie czekam...
        • Gość: wybredna Re: układy z ex... IP: *.krapkowice.sdi.tpnet.pl 11.06.03, 10:00
          nie jesteśmy już razem od 5 lat,ale nadal od czasu do czasu się
          spotykamy,bardzo się lubimy.To też było wygaśnięcie uczuć,ale to ja
          zdecydowałam,że czas to zakończyć.Sama o tym zdecydowałam,ale kiedy po jakimś
          czasie powiedział,że kogoś ma-coś mnie ścisnęlo.To tak jak z tym psem
          ogrodnika,ale to mija i zostaje tylko sympatia,czego i tobie życzę.
          • pajdeczka No tak... 11.06.03, 10:03
            Ja wprawdzie nie mam takich przeżyć za sobą, ale nieraz już wywalałam męża
            spakowanego za drzwi. Na szczęście zawsze wracał, z własnej inicjatywy. Jak
            sobie pomyślałam, że mogłaby go przygarnąć jakaś inna baba to od razu mi
            przechodziło. Jestem pies ogrodnika...:))
    • capa_negra Re: układy z ex... 11.06.03, 10:09
      utrzymuje z moimi byłymi przyjazne stosunki - rozstawaliśmy sie polubownie, bez
      złośći .. poza tym jesteśmy dorośli wiec dlaczego mamy sobie skakać do uczu -
      czasami nie jest to łatwe, ale tak jest zdecydowanie lepiej - nie wyobrażam
      sobie, że moglibyśmy sie mijać bez słowa i to do tego po paru latach wspólnego
      zycia
    • Gość: anE Re: układy z ex... IP: *.chello.pl 11.06.03, 10:18
      ja z jednym bylym w ogole nie utrzymuje kontaktow, ale to raczej z powodu jego
      a nie mojej decyzji.. chyba nie moglby tego zniesc.

      a z drugim - mam super-kontakt, on ma teraz narzeczona i w sierpniu jestem
      zaproszona na ich slub, b.sie ciesze. oboje sie szanujemy i jestesmy teraz
      bliskimi znajomymi (przyjaciolmi chyba nie, bo nasze kontakty sa zbyt
      sporadyczne)

      tez mam podobne zdanie jak anahella, ze po jakims czasie bol bedzie mniejszy.
      jezeli Ty go nadal lubisz, to znaczy, ze rozstanie niewiele zmienilo w Twojej
      ocenie jego, to dobrze, masz mile wspomnienia!!! :-) za jakis czas sama pewnie
      kogos znajdziesz i nie bedziesz TAK bardzo tesknic do ex- (albo tak intensywnie
      o nim myslec)

      pozdr.
      • kocurek_bury Re: układy z ex... 11.06.03, 17:14
        Boshe, jak ja to rozumiem... Tak się złożyło, że po rozstaniu mój były
        szybciutko znalazł sobie nie tylko nową partnerkę, ale świetną, dobrze płatną
        pracę, i to absolutnym fartem (był po prostu we właściwej chwili we właściwym
        miejscu). Ja wtedy byłam zrozpaczona, sama, bez pracy, z poczuciem braku celu w
        życiu, dolina po prostu. Ehhh... Bolało - to, że on rozwalił nasz związek,
        skrzywdził mnie, a teraz w nagrodę za to dzieje mu się super, a ja czuję się
        jak nikomu niepotrzebny śmieć. Przewegetowałam tak jakoś dwa miesiące, a
        potem... jednocześnie znalazłam robotę i spotkałam najwspanialszego faceta pod
        słońcem... Jak teraz pomyślę, że mogłabym go nie poznać... że mogłabym wciąż
        być z tamtym... to jestem naprawdę wdzięczna mojemu byłemu, że mnie porzucił!
        Hehe, nawet powiedziałam mu to przy którymś spotkaniu, uśmialiśmy się oboje.
        Zobaczysz - NAJLEPSZE JESZCZE PRZED TOBĄ!!!
        • Gość: curry problem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.06.03, 12:00
          z moim ex układa mi się zupełnie przyzwoicie,czasem nawet się spotykamy itd...
          choć jego obecna ( już żona )ma do mnie hmmm...mało ciepłe uczucia ;)mój
          przyszły maż ze swoją byłą też raczej utrzymuje przyjacielski kontakt.
          ale mamy problem trochę z innej bajki- w sierpniu bierzemy ślub, świadkiem
          będzie brat mojego narzeczonego, a świadkową maja najlepsza, (jedyna?)
          przyjaciółka( prawie siostra :))Życie natomiast ma swoje prawa i ta moja
          przyjaciółka była związana z bratem mojego lubego.I oboje będą świadkami na
          naszym ślubie- oboje nadal się lubią, czasem sie spotykali u nas(już po
          rozstaniu) i w ogóle jest ok.Ale...problemem jest obecna dziwczyna planowanego
          świadka- ma wielki żal, pretensje do nas o to, że zapraszam(!!!) na świadka
          swoją przyjaciółkę. I prowadzi wojnę, intrygi, by brat mojego lubego nie był
          świadkiem,nie był na ślubie...strasznie jestem wkurzona, z jednej strony staram
          się ją zrozumieć,ale szczerze mówiąc, nie mam ochoty się stresować tym, co ona
          wykombinuje...ech...teraz twardo mówię, że to ona powinna ustąpić i się
          przemóc,zaakceptować, ale może to ja źle myślę? może ktoś coś obiektywnie
          poradzi
          • oka5 Re: problem 12.06.03, 20:29
            Gość portalu: curry napisał(a):

            > Ale...problemem jest obecna dziwczyna planowanego
            > świadka- ma wielki żal, pretensje do nas o to, że zapraszam(!!!) na świadka
            > swoją przyjaciółkę. I prowadzi wojnę, intrygi, by brat mojego lubego nie był
            > świadkiem,nie był na ślubie...strasznie jestem wkurzona, z jednej strony
            > staram się ją zrozumieć,

            No a ja tego zupełnie nie rozumiem. Przecież to raczej Twoja przyjaciółka
            mogłaby mieć pretensje, że zmuszacie ją do oglądania jej byłego razem z nową
            damą. To jej mogłoby być przykro. Nie mam pojęcia, dlaczego "nowa" Waszego
            świadka ciska się i piekli. Przecież to ona powinna czuć się zwyciężczynią. To
            ona ma teraz tego faceta - przynajmniej na razie ;-). Spróbuj jej to
            uświadomić. Może sobie odpuści te histerie.
          • Gość: lolyta Re: problem IP: *.mia.bellsouth.net 13.06.03, 04:09
            Obiektywnie? To jest Twoj slub a nie jej, przeciez Ty jej nie bedziesz dyktowac
            kto ma byc jej swiadkiem i tak samo masz prawo miec w nosie jej problemy.
        • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 13:42
          kocurek_bury napisała:

          > Boshe, jak ja to rozumiem... Tak się złożyło, że po rozstaniu mój były
          > szybciutko znalazł sobie nie tylko nową partnerkę, ale świetną, dobrze płatną
          > pracę, i to absolutnym fartem (był po prostu we właściwej chwili we właściwym
          > miejscu). Ja wtedy byłam zrozpaczona, sama, bez pracy, z poczuciem braku celu
          w
          >
          > życiu, dolina po prostu. Ehhh... Bolało - to, że on rozwalił nasz związek,
          > skrzywdził mnie, a teraz w nagrodę za to dzieje mu się super, a ja czuję się
          > jak nikomu niepotrzebny śmieć. Przewegetowałam tak jakoś dwa miesiące, a
          > potem... jednocześnie znalazłam robotę i spotkałam najwspanialszego faceta
          pod
          > słońcem... Jak teraz pomyślę, że mogłabym go nie poznać... że mogłabym wciąż
          > być z tamtym... to jestem naprawdę wdzięczna mojemu byłemu, że mnie porzucił!
          > Hehe, nawet powiedziałam mu to przy którymś spotkaniu, uśmialiśmy się oboje.
          > Zobaczysz - NAJLEPSZE JESZCZE PRZED TOBĄ!!!

          dzięki, też staram się mysleć, ze nie ma tego złego co by na dobre nie wyszlo...
          Pozdrawiam Cie cieplo,
          m.
    • Gość: mandarynka Re: układy z ex... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 12.06.03, 12:08
      Ech, ja z moim ex jestesmy juz 2 lata osobno. I co? ja sie z kims spotykalam,
      on tez, wszystko to jakies takie "z braku laku bylo". Teraz jestesmy sami.
      Prawie wszystkie weekendy spedzamy razem, razem zakupy, kino tylko razem... On
      deklaruje tylko przyjazn, ja o nim zapomniec wciaz nie moge... (i nie chce)
      Błędne kolo:(
      • Gość: inga Re: układy z ex... IP: *.pl / 10.0.15.* 12.06.03, 23:46
        wiesz ja jestem w dokladnie odwrotnej sytuacji.ja chcialam odejs skonczyc
        zwiazek. jestem juz z kims innym ale ciagle kontaktuje sie z ex.problem polega
        na tym ze ex ciagle mi powtarza ze koch abedzie na mnie czekal itd.przez to nie
        potrafi ulozyc sobie zycia. to swietny facet ale nam nie wyszlo. ciagle sie
        zastanawiam czy powinnam zakonczyc z nim znajomosc czy mu to pomoze i bedzie
        dla niego lepsze niz ta nieustanna szarpanina i doly.
        mam taka prosbe: napisz co ty bys wolala w sytuacji gdy juz nie ma mozliwosci
        zebyscie byli znowu razem. czy drastyczne rozwiazanie pt. wiecej si enie
        spotykamy jest w takim wypadku na miejscu?
        pozdrawiam z nadzieja na odpowiedz bo juz nie wiem co robic.
        • Gość: me Do Ingi IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.03, 10:28

          Inga,
          Chyba niewiele mogę pomóc bo mam dość specyficzną osobowość i u mnie w takich
          sytuacjach górę bierze rozum a nie serce. I wiem, że z moim ex-facetem już nic
          z tego nie będzie (prócz sympatycznej znajomości) i byłoby mimo wszystko
          głupotą, gdybyśmy chcieli do siebie wrócić. Właściwie można powiedzieć, że to
          nasze rozstanie to był długi proces – bo jeszcze były momenty, że wydawało się,
          że to może etap docierania się a nie wygasania uczucia...
          Nie wyszłoby i teraz, i ja o tym wiem (on też), co nie znaczy, że nie pamiętam
          miłych chwil i co nie znaczy, że kiedy jednak przez moment(!) serce bierze górę
          nad rozumem chciałoby się jednak do niego przytulić -zwłaszcza, że chwilowo nie
          ma kto tego zrobić:(
          Jest jeszcze jedna ważna rzecz – to że nam nie wyszło, żadne z nas nie traktuje
          (a przynajmniej ja) w kategoriach porażki. Ot, po prostu nie pasujemy do siebie
          co nie znaczy, że nie pasujemy do kogoś innego. Inga, wiesz o co mi chodzi? Że
          czasami ludzie obwiniają się w takich sytuacjach, uważają się za
          małowartościowe jednostki (no bo znowu nie wyszło...) I wtedy pojawić się może
          problem – tak jak w opisywanym przez Ciebie przypadku. Myślę, że Twój ex-facet
          właśnie tak to odbiera. Jego męska duma została urażona (no bo to Ty go
          rzuciłaś) i w dodatku już kogoś masz... To pewnie działa na niego jak płachta
          na byka i zastanawia się, a w czym ten drugi jest lepszy...

          Czy lepiej brutalnie zerwać kontakty i zamknąć temat? Wiesz, gdyby to zrobił
          mój ex uznałabym, że moja znajomość z nim była jakimś nieporozumieniem – bo
          przecież to że love wygasła nie jest jednoznaczne z wygaśnięciem sympatii. I
          niewątpliwie nie czułabym się komfortowo.
          Ale z kolei – mam koleżankę, która od 1,5 roku próbuje wyleczyć się z faceta
          (to on ją rzucił) i nie może. U niej ciągle jest to tak żywe jakby rozstali się
          parę dni temu... No właśnie - oni też są ze sobą w kontakcie i tu akurat z całą
          odpowiedzialnością przyznaję, że byłoby dla niej lepiej gdyby gość zerwał z nią
          kontakty zupełnie. Pewnie bolałoby, że nie chce z nią gadać ale sądzę, że
          upłynęłoby trochę czasu i dziewczyna wróciłaby do równowagi...

          Jak widzisz nie ma idealnego środka,
          Niestety...
          Pozdrawiam Cię serdecznie,
          m
          • Gość: inga Re: Do Ingi IP: *.pl / 10.0.15.* 13.06.03, 11:13
            dzieki serdeczne za odpowiedz. rzeczywiscie duzo to ona mi nie pomogla ale
            zawsze to jakis kolejny punkt odniesienia i kolejne tematy do przemyslen.
            szkoda ze zadnych moralow/wnioskow nie moge z nich wysnuc.
            wiesz to ja naciskalam i prosilam ex o utrzymanie kontaktu po zerwaniu. moze to
            byl blad ale poprostu nie wyobrazalam sobie ze on tak nagle zniknie po tym co
            razem przezylismy.
            rozstalismy sie 4 miesiace temu. facet ciagle przezywa to od nowa prawie za
            kazdym razem jak sie widzimy. duzo z nim rozmawiam pytalam czy wolalby zebym
            zniknela - zaprzeczyl a ja go slucham bo tak mi prosciej , bo nie mam sily znow
            go zranic tlumaczac sie jego przyszlym dobrem.
            coz mam nadzieje ze podczas wakacji troche sei wyjasnie na pewno nie bede go
            widywac tak czesto jak teraz co moze mu pomoze.
            a tobie jescze raz dzieki oraz wytrwalosci i sily w poszukiwaniu kolejnej
            milosci. pewnie sie sama znajdzie:)
            tak na marginesie zas to zawsze lubilam ludzi ktorzy potrafili ze soba
            normalnie rozmawiac po rozstaniu. swiadczy to wg mnie o hmmm dojrzalosci. niek
            kieruja sie oni urazona duma czy zalem. szkoda ze czasem to takie trudne.
    • Gość: siedem Re: układy z ex... IP: 213.216.66.* 12.06.03, 12:35
      Gość portalu: me napisał(a):

      > Kurcze, kiedy wreszcie zacznie mi się układać..?

      wtedy gdy uwolnisz sie od takiego myslenia o byłym.

      5040
      • Gość: me Re: układy z ex... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 13:40
        > > Kurcze, kiedy wreszcie zacznie mi się układać..?
        >
        > wtedy gdy uwolnisz sie od takiego myslenia o byłym.
        >
        > 5040

        no ale co Twoim zdaniem jest nie tak w moim myśleniu? Nie ma we mnie zlości,
        agresji... Po prostu go lubie i pamietam (a i on tez jak sie okazuje) nasze
        dobre i szczesliwe momenty...
        poza tym chyba w kazdym z nas jest cos z psa ogrodnika (a tam juz nowa
        panienka...) jak ktos w tym poscie zauwazyl...
    • atlantis75 Moje rozstania... 12.06.03, 13:46
      ... zawsze były burzliwe i mocno bolesne dla obu stron,
      stąd moja zasada: żadnych układów z ex. Zapomnieć - to
      było moje motto w takich przypadkach. Zawsze pomagało.
      Przypadkowe spotkanie po kilku miesiącach spływało po mnie
      jak po kaczce. Nie chciałam wiedzieć, co się dzieje u
      niego, czy z kimś jest, co robi. Dla mnie koniec to mur
      nie do przebicia. Nie wykopuje pod nim dziury, żeby
      zajrzeć na drugą stronę :) Jest mi z tym dobrze. Do tej
      pory faceci z którymi się rozstawałam zawodzili moje
      zaufanie, stąd ich słowa: "zostańmy przyjaciółmi"
      wzbudzały mój ironiczny śmiech. Przyjaciel? To ktoś komu
      mogę bezwzględnie zaufać, zwierzyć się z osobistych
      problemów, cieszyć się wspólnie z życia, oprzeć się na
      jego ramieniu i dać to samo. Nie wyobrażałam sobie tego z
      moimi ex.
      Pozdrawiam. Atlantis :)
      • Gość: me Re: Moje rozstania... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 15:51
        ale widzisz nie wszystkie związki kończą się burzliwie...
        Jeśli zdarza się, że uczucie powoli wygasa to właściwie nikt do nikogo mieć
        pretensji nie może... Ot, nie wyszło. Gdzieś nie załapało i tyle. Albo załapało
        ale za mało. A skoro mam wrażenie, że mimo wszystko gość jest wartościowy (a i
        on ma takie samo zdanie o mnie; zresztą nie chodzi tu o ten jeden przypadek)to
        nie ma powodu, dla którego należałoby zrywać kontakty.

        Poza tym zauważ, że zdarzają się przypadki, gdy spotyka się fantastycznego
        faceta ale np. seks jakoś nie idzie... Może być to powodem rozstania ale nie
        musi być powodem zrywania znajomości...
        Czasem nie idzie być kochankami ale przyjaciółmi czy dobrymi znajomymi, czemu
        nie...

        Pozdrawiam i miłego popołudnia,
        m.

        • atlantis75 Me... 12.06.03, 16:11
          Gość portalu: me napisał(a):

          > ale widzisz nie wszystkie związki kończą się burzliwie..

          Pisałam o moich rostaniach.



          >A skoro mam wrażenie, że mimo wszystko gość jest wartościowy (a i
          > on ma takie samo zdanie o mnie; zresztą nie chodzi tu o ten jeden przypadek)to
          > nie ma powodu, dla którego należałoby zrywać kontakty.

          A nie uważasz, że potrzeba pocałowania i wtulenia się
          wjego ramiona (o czym napisałaś w pierwszym poście)
          wykracza poza granicę zwyczajnej przyjaźni?



          > Czasem nie idzie być kochankami ale przyjaciółmi czy dobrymi znajomymi, czemu
          > nie...


          Pewnie, że "czemu nie". Tylko moim zadniem na jakiś czas
          warto się odizolować od byłego faceta. Trzeba przeżyć
          poczucie straty (w końcu się nie udało, a to zostawia
          ślad) w samotności, potem zaakceptować, że definitywnie
          nie jesteśmy już razem, potem pogodzić się z tym. Trzeba
          przejść przez wszystkie etapy. To, że ja nie mam kontaktu
          z moimi ex nie znaczy, że jestem na nich jeszcze wściekła.
          Po prostu są mi obojętni. Fajnie, jeżeli po wszystkim
          ludzie zostają w pozytywnych kontaktach. Jednak pomimo
          tego radziłabym ci zrobić przerwę w waszych kontaktach:
          coś się w tobie jeszcze tli, skoro poczułaś się dziwnie na
          wieść o tym, że ma dziewczynę. I nie szukałabym źródła
          tego uczucia w tym, że ty jeszcze nie masz faceta. W nowe
          związki najlepiej wchodzić bez starych sentymentów
          uczuciwych. Trzeba mieć "cyzste" serce, wtedy można
          budować coś nowego :)




          > Pozdrawiam i miłego popołudnia,

          Także pozdrawiam.
          >
          >
          • Gość: me Re: Me... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.06.03, 18:02
            atlantis75 napisała:

            > Pisałam o moich rostaniach.

            #tak wiem, ale chciałam tylko zwrócić uwagę, ze nie zawsze tak jest:)

            > A nie uważasz, że potrzeba pocałowania i wtulenia się
            > wjego ramiona (o czym napisałaś w pierwszym poście)
            > wykracza poza granicę zwyczajnej przyjaźni?

            #jasne, że wykracza - ale właśnie tam napisałam, że teraz tego zrobic nie
            mogę...

            > Pewnie, że "czemu nie". Tylko moim zadniem na jakiś czas
            > warto się odizolować od byłego faceta. Trzeba przeżyć
            > poczucie straty (w końcu się nie udało, a to zostawia
            > ślad) w samotności, potem zaakceptować, że definitywnie
            > nie jesteśmy już razem, potem pogodzić się z tym. Trzeba
            > przejść przez wszystkie etapy.

            # zgadzam się z Tobą, choć to zupełne odizolowanie nie jest konieczne (choć
            pewnie tak jest lepiej dla higieny psychicznej)


            To, że ja nie mam kontaktu
            > z moimi ex nie znaczy, że jestem na nich jeszcze wściekła.

            #ależ ja nic takiego nie sugerowałam:)

            > Po prostu są mi obojętni. Fajnie, jeżeli po wszystkim
            > ludzie zostają w pozytywnych kontaktach. Jednak pomimo
            > tego radziłabym ci zrobić przerwę w waszych kontaktach:
            > coś się w tobie jeszcze tli, skoro poczułaś się dziwnie na
            > wieść o tym, że ma dziewczynę. I nie szukałabym źródła
            > tego uczucia w tym, że ty jeszcze nie masz faceta. W nowe
            > związki najlepiej wchodzić bez starych sentymentów
            > uczuciwych. Trzeba mieć "cyzste" serce, wtedy można
            > budować coś nowego :)

            #to co piszesz jest naprawdę bardzo rozsądne...
            A że się tli? To sympatia i wspomnienia, nie sądzę by to był poważny problem...
            (w przeciwnym razie założyłabym post w stylu "chyba sobie potnę żyły" :)

            jeszcze raz pozdrawiam:)
      • Gość: anE Re: Moje rozstania... IP: *.chello.pl 12.06.03, 16:00
        postawa atlantis75 i me jest wlasnie przykladem skrajnych sytuacji, ja
        przezylam obie: wczesniej napisalam, jedno rozstanie bylo burzliwe - mimo, ze
        mi by nie przeszkadzal dalszy kontakt (stosunki kolezenskie, niekoniecznie
        przyjacielskie), on jest na mnie wsciekly, ze go zostawilam, drugie przeze mnie
        opisywane rozstanie - odbylo sie "z braku laku".. nie zaiskrzylo. oboje z
        czasem doszlismy do takiego wniosku :-) to mile, ze teraz potrafimy ze soba
        rozmawiac (i wspominac stare czasy)

        pozdr.
    • Gość: DeDe Re: układy z ex... IP: 195.94.198.* 13.06.03, 12:49
      Ze swoim ex rozstałam sie 2 lata temu...byłam strasznie wściekła na niego i
      załamana.Nie chciałam z nim rozmawiać przez pół roku...choć cały czas mi się
      wydawało,że go nadal kocham.Po pół roku się spotkaliśmy i poczułam ogromną
      pustkę...miłość gdzieś wyparowała.Natomiast on twierdził,że nawet na chwile nie
      przestał mnie kochać i chciałby znów ze mną być,tylko,że ja już nie chciałam
      być z nim.Wkrótce potem poznałam mojego obecnego faceta,natomiast najgorsze
      było to,że mój ex wcale nie zamierzał zrezygnować z "podchodów" i czynił coraz
      to śmielsze propozycje.Ponieważ lubię jasne sytuacje wyjaśniłam mu,że dwa razy
      do tej samej rzeki się nie wchodzi i poskutkowało.Teraz mój ex ma już nową
      dziewczynę,która bez żadnych problemów toleruje nasze spotkania i co lepsze
      uważam,że pasuje do niego sto razy bardziej niż ja:)
      Fakt jest faktem...bardzo się lubimy i mamy mnóstwo fajnych wspomnień z
      paroletniego okresu,kiedy byliśmy razem.Z pewnością nie jest to przyjaźń,ale
      raczej układ koleżeński...Kiedy się rozstaliśmy zawalił mi się świat,teraz
      uważam,że stało się bardzo dobrze,bo patrząc z perspektywy czasu wiem,że i tak
      to by się kiedyś skończyło.Dzięki temu dużo się nauczyłam,sporo zrozumiałam,no
      i miałam okazję spotkać mojego obecnego faceta:)
    • sajkokiler Re: układy z ex... 13.06.03, 23:55
      a ja znam przypadek, ze laska po rozstaniu z facetem, nie mogla sie pogodzic,
      ze ma on nowa dziewczyne i probowala bruzdzic, wmawiala mu,ze to tylko
      przelotne milostka i powinni byc razem.
      nie chciala mu dac spokoju, dzwonila do niego, napuszczalo znajomych i chciala
      podrywac kolegow owego pana,aby wzbudzic w nim zazdrosc (?!)

      to nic nie pomoglo, dzieczyna do dzisiaj nie rokuje nadziei na jakakolwiek
      poprawe i w ogole chyba jej odbilo.

      dodam, ze rozstanie odbylo sie za porozumieniem stron.

      co wy na taka historie? znacie jakies skuteczne recepty jak ulzyc chorej glowie
      w dzikim amoku zazdrosci, milosci - niewiadomo.

      kalaniam sie
      sajko
    • Gość: Przemek Re: układy z ex... IP: *.tele.pw.edu.pl 14.06.03, 14:18
      Pewien psycholog powiedzial, ze rozstania sa "niesymetryczne" - zawsze jest
      strona poszkodowana, ktora cierpi i strona, ktora zadaje cierpienie. Im wieksza
      ta asymetria, tym trudniejsze pozniejsze kontakty. Z reguly strona zadajaca
      cierpienie usiluje nawiazywac kontakty na plaszczyznie towarzyskiej, gdyz w ten
      sposob niejako maskuje swoja wine, czuje sie usprawiedliwiona. Strona
      poszkodowana raczej unika bylego partnera, bo kontakt z nim przywoluje przezyte
      cierpienia, powraca stres, dyskomfort psychiczny.
      W znanym mi, skrajnie asymetrycznym przypadku rozstania (zdrada i odmowa
      zakonczenia pozamalzenskich kontaktow, rozwod orzeczony z winy osoby, ktora
      dopuscila sie zdrady, pozbawienie osoby poszkodowanej mieszkania) osoba
      poszkodowana nie chce po prostu widziec na oczy bylego partnera - i ma do tego
      prawo. Dosc sie nacierpiala, zeby jeszcze fundowac sobie watpliwa przyjemnosc
      ogladania sprawcy swoich cierpien.

    • Gość: sarna można i tak;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 16:17
      a słyszeliście tę historię jak to porzucona panienka, której ciężko było się
      pogodzić z rozstaniem wykorzystała klucze do mieszkania swego byłego oblubieńca
      i jego kilkudniową nieobecność, namoczyła jego super dywan wodą i rozsypała...
      rzeżuchę!!! Potem wpadła ją jeszcze podlać więc gdy gość wrócił z podróży
      służbowej w jego salonie rozpościerał się zielony, żywy, miękki dywanik...
      No i zapach(?) był nieznośny...

      hehehe...
      kreatywna niewiasta;-)
      • sajkokiler Re: można i tak;-) 14.06.03, 16:24
        niezłe :D
        mozna by otworzyc liste najbardziej odjechanych rzeczy do jakich posuneli lub
        posunely sie ex po rozstaniu.
        historia z rzerzucha zajmuje na razie pozycje nr 1.

        sajko
        • Gość: sarna Re: można i tak;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.06.03, 18:03
          znam jeszcze jeden przypadek - ten jest jak z filmu i nieszczególnie zabawny -
          ale historia naprawdę autentyczna(!) - porzucony gość zatrzymuje orszak ślubny
          swojej byłej narzeczonej (ta zdążyła już sobie znaleźć kandydata na męża) i...
          na oczach świeżo poślubionych (i gości) strzela sobie w czachę...
          (śmierć na miejscu)

          Brrr... W sumie chwała mu, że zabił siebie a nie kogoś innego...

          Chciałoby się rzec - porzucający strzeżcie się! ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka