sandra_1983
08.07.07, 14:29
Witam.
Opowiem Wam moją historię.
Poznaliśmy się 3 lata temu. Miał żonę, wiedziałam o tym. Bylam jego kochanką.
Było nam ze sobą naprawdę dobrze. Spędzaliśmy prawie kazdy weekend, gdy on
był "w delegacji". Wiedziałam , że nie opuści żony i dzieci, ale.... mimo to
miałam pewną nadzieję....
Po 2 latach tego żarliwego i namiętnego związku, coś zaczęło się dziać. Coś,
czyli On zdawał się już nudzić mną i naszym związkiem, znaczy widać byo ze
ciągnie go do żony. I w końcu niestety do tego dosżło :(((((((((( Kochałam
go, ale niestety musiałam się pogodzić z jego decyzją
Po kilku miesiącach od naszego rozstania, już zaczynałam przyzwyczajać się do
myśli że to już koniec. Że nie bedziemy razem... Ale myslałam o Nim... cały
czas coś do Niego czułam.....
W tym czasie poznałam Mężczyznę. Młodego, sympatycznego, bez przeszłości,
wolnego.... I zaczęlo coś między nami iskrzyc... Po paru tygodniach już
wiedizeliśmy że coś z tego bedzie i ze jestt ok....
Aż do pewnego wieczora... wrociłam z pracy....
A tu ON, mój były żonaty siedzi w salonie a przed nim siedzi mój Nowy...
- Alicja - wstał i zbliżył się do mnie - musimy porozmawiać..
Ja , na kolanach jak z waty , wprowadziłam go do pokoju....
- Zrozumiałem że jesteś dla mnie najważniejsza.... kocham...całym moim
światem.... - urywki jego mowy zaznaczały się w mojej głowie jak ciężkie
brzemię przytłaczjące mnie niemiłosiernie...
- Chcę być z Toba nadal... Chcę do Ciebie wrócić....
Wyszedł, dał mi czas do namysłu....
A mój Nowy, stał w salonie...patrzył.... wiedziałam, że chce mu się płakać...
ale on lubi się maskować.... widziałam złość w jego oczach...aż.... wybiegł
- Marek czekaj czekaj! - krzyczałam za nim.... ale bezskutecznie...
I teraz siedzę od paru dni... zalewam się łzami i ... już sama nie wiem co ma
robić....
Nie wiem już..... jestem bezradna..... już przyzwczyaiłam się do myśłi ze z
tamtym nie będę i zaczynałam do Marka juz coś naprawdę gorącego czuć....
Muszę wybrać.... ale ile mam czasu... komórka wyłączona.... leże i płaczę....