Dodaj do ulubionych

twarz (część1)

01.07.03, 14:13

Dzielona na części. Na razie pierwsza.
Miłej lektury.

m,
.y.

----------------------------------

Twarz

Kartka obwieszczająca dumnie "pożyczki w domu klienta, zadzwoń teraz"
leżała przede mną jak wyrzut sumienia. Widniał na niej numer telefonu, sześć
cyfr, które, nie miałbym nic naprzeciwko, mogłyby widnieć na ostatnim
bankowym billingu. Naprawdę nie czułbym się tym urażony.
Miły głos pani w słuchawce polecił, bym zaczekał chwilkę, bo
wszystkie linie są zajęte, a ja pomyślałem, że trochę za długo pracowałem w
usługach, by dać się nabrać na tę prymitywną ściemę. Jakie "wszystkie linie",
skoro jest tylko jeden numer telefonu..? W każdym razie firma oferująca
pożyczki w domu klienta zadzwoń teraz wiedziała, co robi. Po zbudowaniu
zrębów zaufania nie pozostawili mi zbyt wiele czasu, który mógłbym zmarnować
na – dajmy na to – rezygnację. Głos pani znikł, zaś w jego miejsce pojawił
się inny, męski, który zapytał, czy może czymś służyć.
Zatkało mnie, przyznam szczerze, bo tego typu firmy kojarzyły mi się
raczej z głosami, które prędzej wbiją się do domu z kopniaka, kopniaka,
dodajmy, z silnym rosyjskim akcentem, i to bynajmniej nie celem udzielenia
pożyczki...
Ten zaś, brzmiący w słuchawce, był uprzedzająco miły, ugrzeczniony
nawet, rzekłbym, że prawie przyjazny. Powtórzył pytanie, czy może czymś
służyć, ja zaś wyłożyłem pokrótce całą sprawę, starając się – fałszywie –
udawać pewnego rodzaju nonszalancję człowieka, który ma nóż na gardle.
Zdawałem sobie sprawę z nędzy tego kamuflażu, ale w końcu grałem przecież w
pewną grę i obowiązywały tu swoiste reguły.
Szkoda tylko, że pierwsze punkty powędrowały na tamtą stronę
telefonu – bo to ja dałem się zaskoczyć...
Uprzejmy głos zapytał, kiedy moglibyśmy się spotkać, ustaliliśmy
niezbędne szczegóły i w słuchawce zabrzmiał jedyny prawdomówny ton, jaki
można usłyszeć przez telefon – sygnał ciągły.
Teraz już nie było odwrotu.

----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.
Obserwuj wątek
    • diab.lica Re: twarz (część1) 01.07.03, 14:16
      witaj panie grafomanie :-)
      • ydorius Re: twarz (część1) 01.07.03, 14:20

        Witam diab.lico :-)

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
    • pajdeczka D..pa (część2) 01.07.03, 14:17
      Dwie połowki ze skórką pomarańczową(?)
      • Gość: Lena Re: D..pa (część2) IP: 80.48.96.* 01.07.03, 14:26
        To musi być stara opowiastka. Teraz jest 7 cyfr.
        • ydorius Re: D..pa (część2) 01.07.03, 15:12

          Witaj Leno :-)

          Ale nie chciałem przeadzać z zachłannością, jeśli idzie o stan konta :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
      • pajdeczka Re: D..pa (część2) 01.07.03, 14:27
        pajdeczka napisała:

        > Dwie połowki ze skórką pomarańczową(?)

        Pomyłka! To miał być nowy wątek, a nie post!
    • branca28 NOGA I JEJ OKOLICE z rozkładanym portretem autora 01.07.03, 14:31

      Wątku.


      ydorius napisał:

      Dzielona na części. Na razie pierwsza.
      > Miłej lektury.
      >
      > m,
      > .y.
      >
      > ----------------------------------
      >
      > Twarz
      >
      > Kartka obwieszczająca dumnie "pożyczki w domu klienta, zadzwoń teraz"
      > leżała przede mną jak wyrzut sumienia. Widniał na niej numer telefonu, sześć
      > cyfr, które, nie miałbym nic naprzeciwko, mogłyby widnieć na ostatnim
      > bankowym billingu. Naprawdę nie czułbym się tym urażony.
      > Miły głos pani w słuchawce polecił, bym zaczekał chwilkę, bo
      > wszystkie linie są zajęte, a ja pomyślałem, że trochę za długo pracowałem w
      > usługach, by dać się nabrać na tę prymitywną ściemę. Jakie "wszystkie linie",
      > skoro jest tylko jeden numer telefonu..? W każdym razie firma oferująca
      > pożyczki w domu klienta zadzwoń teraz wiedziała, co robi. Po zbudowaniu
      > zrębów zaufania nie pozostawili mi zbyt wiele czasu, który mógłbym zmarnować
      > na – dajmy na to – rezygnację. Głos pani znikł, zaś w jego miejsce
      > pojawił
      > się inny, męski, który zapytał, czy może czymś służyć.
      > Zatkało mnie, przyznam szczerze, bo tego typu firmy kojarzyły mi się
      > raczej z głosami, które prędzej wbiją się do domu z kopniaka, kopniaka,
      > dodajmy, z silnym rosyjskim akcentem, i to bynajmniej nie celem udzielenia
      > pożyczki...
      > Ten zaś, brzmiący w słuchawce, był uprzedzająco miły, ugrzeczniony
      > nawet, rzekłbym, że prawie przyjazny. Powtórzył pytanie, czy może czymś
      > służyć, ja zaś wyłożyłem pokrótce całą sprawę, starając się – fałszywie &
      > #8211;
      > udawać pewnego rodzaju nonszalancję człowieka, który ma nóż na gardle.
      > Zdawałem sobie sprawę z nędzy tego kamuflażu, ale w końcu grałem przecież w
      > pewną grę i obowiązywały tu swoiste reguły.
      > Szkoda tylko, że pierwsze punkty powędrowały na tamtą stronę
      > telefonu – bo to ja dałem się zaskoczyć...
      > Uprzejmy głos zapytał, kiedy moglibyśmy się spotkać, ustaliliśmy
      > niezbędne szczegóły i w słuchawce zabrzmiał jedyny prawdomówny ton, jaki
      > można usłyszeć przez telefon – sygnał ciągły.
      > Teraz już nie było odwrotu.
      >
      > ----------------------------------
      > What is home without Plumtree's Potted Meat?
      > Incomplete.
    • Gość: Aisza no tak... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 14:48
      pewnie zanim dojdziesz do pięty ...spadnie śnieg
      A
      • ydorius e tam... 01.07.03, 15:09

        jak na razie nawet o twarzy nie było :-)
        Cześć Aiszu :-)

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • Gość: Aisza za to... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:16
          wiele było o głosie, a więc uszy juz zaliczono

          Witaj ydoriusie :-)
          A
          • ydorius Re: za to... 01.07.03, 15:18

            Hm...
            Dalsze części zmierzają w trochę innym kierunku :-)

            Mówiłem Ci już "dzień dobry" dzisiaj? :-))

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • Gość: Aisza a mówiłam Ci już, że... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:22
              mógłbyś założyć swojego bloga (jesli nie całą stronę www) i wtedy łatwiej
              byłoby mi (i innym)znaleźć Twoje opowiadania?
              • ydorius Re: a mówiłam Ci już, że... 01.07.03, 15:23

                Instytucjonalizacja ydoriusa?
                Myślałem o tym. Może sie w końcu zabiorę :-)

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
                • Gość: Aisza zabierz się, zabierz... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:28
                  zbieram rozrzucone po forum Twoje teksty i pakuję ich adresy w swoim blogu,
                  może coś Ci naruszam, ale dzięki temu może się nie pogubią, choc i tak mam
                  wrażenie, że coś już ominęłam (nie bywam tu codziennie)
                  • ydorius hm, 01.07.03, 15:46

                    nie, no coś Ty... Po to zamieszczam publicznie, by ludzie sobie czytali, jak
                    chcą i lubią...

                    A możesz mi przesłać adres bloga w takim razie? :-)

                    m,
                    .y.

                    ----------------------------------
                    What is home without Plumtree's Potted Meat?
                    Incomplete.
                    • Gość: Aisza ha! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.07.03, 15:49
                      na blogu to tez publicznie i wszystko razem
                      a jak zacząłes pisać teraz w odcinkach, to samo szukanie zajmnie więcej czasu
                      niz czytanie
                      a adres mogę wysłać pocztą elektroniczną, bo ten mój blog nie jest taki bardzo
                      publiczny
                      A
                      • ydorius huhu... 01.07.03, 15:53

                        tak sobie to właśnie wyobraziłem, że na @...

                        co zaś do odcinków, to może pierszym krokiem będzie stworzenie listy
                        dystrybucyjnej, gdzie Was wszystkich, w sposób odhumanizowny, wrzucę :-))))

                        m,
                        .y.

                        ----------------------------------
                        What is home without Plumtree's Potted Meat?
                        Incomplete.
                        • aiszaa łoł! 01.07.03, 16:00
                          a w ślad za listą dystrybucyjną pojawią się zapewne ...cenniki
    • aiszaa uciekam z sieci 01.07.03, 16:07
      biegnę zamówić baner, zaliczyc rozmowę kwalifikująca na wakacyjny kurs j. ang.
      metoda Callana (jak ja lubie dydaktyczne eksperymenty!, a potem jeszcze w
      miasto z dawno niewidzianą osobą

      do potem, do czytania :-)
      A
    • ydorius Re: twarz (część2) 02.07.03, 10:13

      m,
      .y.

      ----------------------------------

      Wielokrotnie już siedziałem w fotelu, próbując z kartką i ołówkiem
      analizować swoją niewesołą sytuację. Wkopałem się w jakieś straszne coś i
      potrzebowałem nagłego zastrzyku gotówki. Był mi potrzebny jak zastrzyk insuliny
      cukrzykowi, jak inhalator astmatykowi, jak... w każdym razie bardzo.
      I wówczas zrodził się ten szalony pomysł pożyczenia pieniędzy.
      Oczywiście, mógłbym spróbować wyciągnąć coś od rodziny, ale to źródło było
      prawie wyschnięte. Znajomi też nie bardzo wchodzili w grę – wszyscy dookoła
      byli w podobnej sytuacji, siedzieli na dachu swoich lichych oszczędności,
      zewsząd osaczeni przez powódź wierzycieli. Mój dach prawie zniknął pod
      powierzchnią.
      Nawet nie wiem, skąd się u mnie wzięła ta karteczka z kuszącym napisem.
      Bez prowizji, minimalne oprocentowanie, do sumy (tu występowała duża suma)...
      Zadzwoniłem i jedyne, co mi pozostało, to oczekiwanie, odliczanie godzin,
      nerwowe bezrozumne przerzucanie stron książki, niesłuchanie muzyki
      wypełniającej przestrzeń.
      W końcu – stało się. Terkoczący (nigdy nie robił tego tak głośno, daję
      słowo) dzwonek do drzwi wyrwał mnie z tego nerwowego letargu. Otworzyłem i na
      progu zobaczyłem personifikację głosu ze słuchawki. Młody, koło trzydziestki
      człowiek, ubrany w elegancki garnitur (ale bez krawata; starał się najwyraźniej
      sprawiać wrażenie luźnego człowieka), z teczką w ręce. Brązowe wypastowane buty
      dopełniały obrazu przybysza. Mojego Zbawienia, Szansy, Rozwiązania.
      Zaprosiłem go do środka, proponując jednocześnie może się pan napije
      kawy albo herbaty, herbatę poproszę dziękuję. Usadziłem go w dużym pokoju a sam
      udałem się do kuchni, gdy wróciłem do pokoju usłyszałem, że ładne mieszkanie,
      duże, sam pan mieszka? No sam. I nie za duże?
      W mojej głowie wybuchła, odłamkami raniąc wnętrze czaszki, myśl, że oto
      Moje Zbawienie będzie chciało podpisania cyrografu związanego z mieszkaniem. Że
      jeżeli nie spłacę pożyczki, to nie tylko rosyjski akcent wbije się jak zimowa
      burza do schronienia króla Leara, ale w dodatku wbije się do swojego domu...
      Zadrżałem.
      Przybysz musiał zauważyć moje – nazwijmy to – zmieszanie i wyjaśnił, że
      tylko to mam na myśli, że całkiem ładne jest i duże, wygodnie się musi Panu
      mieszkać. Wygodnie, dziękuję – odparłem, lecz lampka w głowie nadal pulsowała
      czerwonawym światłem.
      Rozmowa toczyła się na pozór leniwie. Opisywał warunki udzielenia
      pożyczki i wcale nie brzmiało to groźnie. Próbowałem dopatrzeć się jakiś
      haczyków, ale nic takiego nie znalazłem. Naprawdę. Żadnych ukrytych klauzul,
      żadnych pułapek. Umowa miała tylko niejasny punkt i dotyczył on zdjęcia.
      Zdjęcia? Zapytałem niepewnie. Zdjęcia, potwierdził. Ale ja nie mam
      żadnych zdjęć, zresztą, po co? Próbowałem się dowiedzieć. Nic nie szkodzi,
      odparł, ja mam aparat przy sobie, jeżeli zdecyduje się Pan podpisać umowę
      cykniemy ze trzy i po kłopocie. Ale po co zdjęcia? Dopytywałem się raczej z
      ciekawości, niż z czegokolwiek innego. Umowa była uczciwie skonstruowana,
      wiedziałem już, że ją podpiszę. Wie Pan, powiedział, wiąże się to z polityką
      firmy. To raczej taka fanaberia jednego z szefów. Rozumie Pan, gdyby Pan nie
      płacił, to naraża się Pan na utratę twarzy, prawda? No to my wolimy wiedzieć,
      jak ta twarz wygląda...
      Zaśmiałem się nieszczerze, podobnie zresztą jak i mój rozmówca. Uznałem
      to za wyjątkowo dziwną i zupełnie niegroźną fanaberię. Podpisaliśmy umowę i
      rozstaliśmy się uścisnąwszy sobie ręce.
      Gdybym wówczas wiedział, ile owa fanaberia będzie mnie kosztować...

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • Gość: Lena Re: twarz (część2) IP: 80.48.96.* 02.07.03, 12:43
        Powściągliwy ydoriusie zaczynam być Twoją fanką :))))
        • ydorius no to 02.07.03, 14:29

          mi kurczę miło jest :-)))

          Wkrótce część trzecia i ostatnia :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
        • summa Re: fanklub 02.07.03, 23:32
          Gość portalu: Lena napisał(a):

          > Powściągliwy ydoriusie zaczynam być Twoją fanką :))))

          Ha! Ja tam fanką Ydoriusa od dawna jestem (ale się nie ujawniam ;)))
          Pozdrowienia
          • ydorius Jesteś 03.07.03, 10:51

            tak zwanym fanem z krypty :-)
            Kryptofanem. Albo kryptofanką. To ładnie brzmi.
            Albo akolitką Zakonu Tajnego Stowarzyszenia Adoratorów Powściągliwego Ydoriusa.

            :-))

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • summa Ło matko... 03.07.03, 13:25
              ...dlaczego z krypty? Jeszczem wśród żywych!

              ----
              Zwycięstwo w dyskusji należy do perkusji.
              St.J.Lec
              • ydorius Ale 03.07.03, 13:40

                się bunkrujesz i ukrywasz :-)
                A od bunkra do krypty niedaleko :-)

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
                • summa No, dobra 03.07.03, 14:04
                  ...niech Ci bedzie. Chociaż naprawdę za kryptami nie przepadam.

                  ----
                  Zwycięstwo w dyskusji należy do perkusji.
                  St.J.Lec
                  • ydorius Re: No, dobra 03.07.03, 14:26

                    "Nic w przyrodzie nie ginie - ludzie jedynie"
                    S.J.Lec

                    Więc i krypty powinny być przyjaznymi :-)))

                    m,
                    .y.

                    ----------------------------------
                    What is home without Plumtree's Potted Meat?
                    Incomplete.
      • Gość: Aisza Sprzedam tajemnicę! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.07.03, 15:28
        bo ja wiem!
        PS. Mój młodszy brat w dzieciństwie chodził na II zmiane do szkoły, a ja na
        pierwszą. Oglądał rano TV a wieczorem pastwił się nade mną i zdradzał
        zakończenia filmów.
        Postaram się byc bardziej ok, niz mój młodszy brat - choc to trudne, gdy sie ma
        nature gaduły
        • Gość: Lena Re: Sprzedam tajemnicę! IP: 80.48.96.* 02.07.03, 16:24
          Gość portalu: Aisza napisał(a):

          > bo ja wiem!
          > PS. Mój młodszy brat w dzieciństwie chodził na II zmiane do szkoły, a ja na
          > pierwszą. Oglądał rano TV a wieczorem pastwił się nade mną i zdradzał
          > zakończenia filmów.
          > Postaram się byc bardziej ok, niz mój młodszy brat - choc to trudne, gdy sie
          ma
          >
          > nature gaduły

          Ja dziękuję :))))Tu nie tylko chodzi o treść ale również o formę.
          • ydorius Re: Sprzedam tajemnicę! 03.07.03, 10:49

            A ja już wkleiłem...
            Czy to znaczy, że zepsułem zabawę? :-PPP

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
        • ydorius Re: Sprzedam tajemnicę! 03.07.03, 10:47

          Mój mi tak nie robił :-)
          Ale jak kiedyś chodziłem na religię (przy kościele, dziwne, czemu nie w szkole;
          nie pamiętam..?) to akurat w telewizji był fenomenalny serial animowany "Byo
          sobie życie" a później "Był sobie człowiek". I tak musiałem wychodzić w
          połowie, ale zawsze wysiadywałem jak najdłużej... To tyle w kwestii telewizji i
          dziecięctwa :-P

          m,
          .y.

          P.S. Aiszu, wydrukowałem sobie Twoją recenzję, oprawiłem w ramki. Jak rano
          wstaję, to sobie na nią patrzę i od razu mi lepiej. Ale ze mnie próżny gość
          :-)))

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • Gość: Aisza to żadna próżność IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 10:50
            to tylko szczypta zdrowego, artystycznego egocentryzmu - niezbędna by trwać
            przy swoim :-)
            A.
      • Gość: kaktus-owa Re: twarz (część2) IP: 62.229.40.* 02.07.03, 16:07
        Ydorius! zlituj się człowieku.....czekamy :-)
        • ydorius Re: twarz (część2) 03.07.03, 10:49

          No już, już...
          Raptem jeden dzień... Zobacz ile czasu musiała czekać gromada
          rozhisteryzowanych fanów na nowy tom Harry'ego Pottera... Albo tych czterech
          matematyków na trzeci tom Principia Mathematica, nad którymi ślęczał
          Whitehead :-)))

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
      • aise_ yd - zlituj sie czowieku... 02.07.03, 18:01
        i dopisz...
        :-)
        • ydorius Re: yd - zlituj sie czowieku... 03.07.03, 10:47

          raczej przeklej :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
    • anahella Czekam na ciag dalszy:) nt 02.07.03, 10:54

    • ydorius Re: twarz (część3) 03.07.03, 10:43

      Różnie mówią o zakończeniach. Kolega Rashomon mi zdradził, że na Bałkanach
      lubią mówić o rzeczach, które się jeszcze dzieją, albo nie mają puenty. Z kolei
      Rzymianie, za Owidiuszem twierdzili, że koniec wieńczy dzieło.
      Głos przeważający jednak ma oczywiście premier Miller, który wygłosił słynne
      (co najmniej tak, jak Owidiusza) hasło.
      (nie zaczyna się zdania od) więc, miłej lektury.

      m,
      .y.

      ----------------------------------

      Początkowo spłaty wypadały idealnie. Z regularnością zegara atomowego
      lub innego precyzyjnego mechanizmu, przelewałem na konto pożyczkodawcy kolejne
      raty. Zacząłem nawet z pewną dozą optymizmu (uczucia nieznanego mi od lat)
      patrzeć na przyszłość, gdy, na zasadzie złośliwości materii, wszystko zaczęło
      się psuć.
      Początkowo nawet nie było to takie strasznie poważne. Ot, parę dni
      opóźnienia, nic strasznego.
      Chyba koniec końców zgubiło mnie to, że firma nie dopominała się o
      swoje. Czy wpłacałem o właściwym czasie, czy też nie, nikt się nigdy do mnie
      nie odezwał. Żadnych monitów, upomnień, gróźb. Żadnych podejrzanych postaci w
      okolicach domu, głuchych telefonów. Cisza po prostu. Czysta cisza.
      Być może powinienem wtedy właśnie zacząć coś podejrzewać, ja jednak
      utonąłem w błogostanie. Pograłem jak nowicjusz.
      Wówczas właśnie zaczęły się moje problemy ze zdrowiem. Poszedłem do
      dermatologa, który stwierdził, że w zasadzie to nie wie, co mi dolega, być może
      skóra jest trochę zaczerwieniona, to nie jest powód, co prawda, by swędziała,
      jak pan mówi, przy odpowiednim poziomie higieny... Tak, oczywiście wiem, że
      zachowuje Pan higienę, mimo wszystko przepiszę Panu maść... Do smarowania,
      szybko się wchłania, proszę stosować na dzień i przed snem, dwa razy dziennie,
      powinno pomóc, do zobaczenia na kontroli za dwa tygodnie.
      Mimo rozmaitych zabiegów po pewnym czasie cała twarz zaczęła mnie piec
      żywym ogniem. Nie pomagały maści z ledwością mogłem się golić, każdy dotyk mnie
      parzył, wywoływał ogromny ból. Nawet do sklepu, mimo ciepłej dość pory,
      wychodziłem z zasłoniętą twarzą. Widok z dnia na dzień był coraz gorszy.
      Wydawałem oczywiście masę pieniędzy na lekarzy i leki, co jeden to inna
      hipoteza, zrobiłem sobie chyba wszystkie badania, które wymyśliła zachodnia
      medycyna. Ba! Próbowałem nawet środków niekonwencjonalnych: nakłuwanie,
      przypalanie (istna homeopatia: moją obolałą, palącą żywym ogniem, twarz
      próbowano wyleczyć ogniem!), uciskanie. Zioła, napary, maści...
      Nie pomagało nic.
      Pewnego dnia, gdy wstałem z łóżka, zrozumiałem, że sięgnąłem dna.
      Niemal po omacku dotarłem do łazienki, zapalenie światła niewiele pomogło. Zza
      zapuchniętych powiek spojrzałem na swoją niemal zupełnie obraną ze skóry twarz.
      Spuchniętą, niedotykalną, czerwonożółtą... W głębi gdzieś patrzyły na mnie
      oczy, ale na pewno nie patrzyły na mnie. To nie mogłem być ja. Ja przecież
      jestem młody, ja przecież jestem piękny. Ja z tego wyjdę, ja...
      Zadzwonił telefon. Starając się nie płakać (słone łzy, spływające po
      policzkach były istną torturą) dotarłem do słuchawki.
      Głos w słuchawce oznajmił, że moje długi uległy zniwelowaniu. Nic już
      nie jestem winien, nic już nie musze więcej płacić ponad to, co już zapłaciłem.
      Zapytał, jeszcze jak to jest – stracić twarz. Zanim się rozłączyłem usłyszałem
      cichy, acz uprzedzająco miły, śmiech...


      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • Gość: Lena Super IP: 80.48.96.* 03.07.03, 10:49
        Podoba mi się. Gdybyż to było normą ....
        PS. Przetłumacz na angielski w wyślij Majkelowi Dżeksonowi.
        • ydorius Re: Super 03.07.03, 10:52

          Cieszę się. Gdybyż to było normą :-)))

          Majkel? Myślisz? Ciekawe za co nie płacił :-P

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
    • Gość: za ydoriusem Twarz - cz. 1, 2, 3 IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 11:01
      Skleiłam wszystkie fragmenty Twarzy w jedną "buzię", żeby "spojrzeć jej prosto
      w oczy" :-)
      PS. Czy to nie zamach na prawa autorskie? ...ale ja w dobrej wierze
      Aisza

      Twarz

      "Kartka obwieszczająca dumnie "pożyczki w domu klienta, zadzwoń teraz"
      leżała przede mną jak wyrzut sumienia. Widniał na niej numer telefonu, sześć
      cyfr, które, nie miałbym nic naprzeciwko, mogłyby widnieć na ostatnim
      bankowym billingu. Naprawdę nie czułbym się tym urażony.
      Miły głos pani w słuchawce polecił, bym zaczekał chwilkę, bo
      wszystkie linie są zajęte, a ja pomyślałem, że trochę za długo pracowałem w
      usługach, by dać się nabrać na tę prymitywną ściemę. Jakie "wszystkie
      linie",
      skoro jest tylko jeden numer telefonu..? W każdym razie firma oferująca
      pożyczki w domu klienta zadzwoń teraz wiedziała, co robi. Po zbudowaniu
      zrębów zaufania nie pozostawili mi zbyt wiele czasu, który mógłbym zmarnować
      na – dajmy na to – rezygnację. Głos pani znikł, zaś w jego miejsce pojawił
      się inny, męski, który zapytał, czy może czymś służyć.
      Zatkało mnie, przyznam szczerze, bo tego typu firmy kojarzyły mi się
      raczej z głosami, które prędzej wbiją się do domu z kopniaka, kopniaka,
      dodajmy, z silnym rosyjskim akcentem, i to bynajmniej nie celem udzielenia
      pożyczki...
      Ten zaś, brzmiący w słuchawce, był uprzedzająco miły, ugrzeczniony
      nawet, rzekłbym, że prawie przyjazny. Powtórzył pytanie, czy może czymś
      służyć, ja zaś wyłożyłem pokrótce całą sprawę, starając się – fałszywie –
      udawać pewnego rodzaju nonszalancję człowieka, który ma nóż na gardle.
      Zdawałem sobie sprawę z nędzy tego kamuflażu, ale w końcu grałem przecież w
      pewną grę i obowiązywały tu swoiste reguły.
      Szkoda tylko, że pierwsze punkty powędrowały na tamtą stronę
      telefonu – bo to ja dałem się zaskoczyć...
      Uprzejmy głos zapytał, kiedy moglibyśmy się spotkać, ustaliliśmy
      niezbędne szczegóły i w słuchawce zabrzmiał jedyny prawdomówny ton, jaki
      można usłyszeć przez telefon – sygnał ciągły.
      Teraz już nie było odwrotu.
      Wielokrotnie już siedziałem w fotelu, próbując z kartką i ołówkiem
      analizować swoją niewesołą sytuację. Wkopałem się w jakieś straszne coś i
      potrzebowałem nagłego zastrzyku gotówki. Był mi potrzebny jak zastrzyk
      insuliny
      cukrzykowi, jak inhalator astmatykowi, jak... w każdym razie bardzo.
      I wówczas zrodził się ten szalony pomysł pożyczenia pieniędzy.
      Oczywiście, mógłbym spróbować wyciągnąć coś od rodziny, ale to źródło
      było
      prawie wyschnięte. Znajomi też nie bardzo wchodzili w grę – wszyscy
      dookoła
      byli w podobnej sytuacji, siedzieli na dachu swoich lichych oszczędności,
      zewsząd osaczeni przez powódź wierzycieli. Mój dach prawie zniknął pod
      powierzchnią.
      Nawet nie wiem, skąd się u mnie wzięła ta karteczka z kuszącym napisem.
      Bez prowizji, minimalne oprocentowanie, do sumy (tu występowała duża
      suma)...
      Zadzwoniłem i jedyne, co mi pozostało, to oczekiwanie, odliczanie godzin,
      nerwowe bezrozumne przerzucanie stron książki, niesłuchanie muzyki
      wypełniającej przestrzeń.
      W końcu – stało się. Terkoczący (nigdy nie robił tego tak głośno, daję
      słowo) dzwonek do drzwi wyrwał mnie z tego nerwowego letargu. Otworzyłem
      i na
      progu zobaczyłem personifikację głosu ze słuchawki. Młody, koło
      trzydziestki
      człowiek, ubrany w elegancki garnitur (ale bez krawata; starał się
      najwyraźniej
      sprawiać wrażenie luźnego człowieka), z teczką w ręce. Brązowe
      wypastowane buty
      dopełniały obrazu przybysza. Mojego Zbawienia, Szansy, Rozwiązania.
      Zaprosiłem go do środka, proponując jednocześnie może się pan napije
      kawy albo herbaty, herbatę poproszę dziękuję. Usadziłem go w dużym pokoju
      a sam
      udałem się do kuchni, gdy wróciłem do pokoju usłyszałem, że ładne
      mieszkanie,
      duże, sam pan mieszka? No sam. I nie za duże?
      W mojej głowie wybuchła, odłamkami raniąc wnętrze czaszki, myśl, że oto
      Moje Zbawienie będzie chciało podpisania cyrografu związanego z
      mieszkaniem. Że
      jeżeli nie spłacę pożyczki, to nie tylko rosyjski akcent wbije się jak
      zimowa
      burza do schronienia króla Leara, ale w dodatku wbije się do swojego
      domu...
      Zadrżałem.
      Przybysz musiał zauważyć moje – nazwijmy to – zmieszanie i wyjaśnił, że
      tylko to mam na myśli, że całkiem ładne jest i duże, wygodnie się musi
      Panu
      mieszkać. Wygodnie, dziękuję – odparłem, lecz lampka w głowie nadal
      pulsowała
      czerwonawym światłem.
      Rozmowa toczyła się na pozór leniwie. Opisywał warunki udzielenia
      pożyczki i wcale nie brzmiało to groźnie. Próbowałem dopatrzeć się jakiś
      haczyków, ale nic takiego nie znalazłem. Naprawdę. Żadnych ukrytych
      klauzul,
      żadnych pułapek. Umowa miała tylko niejasny punkt i dotyczył on zdjęcia.
      Zdjęcia? Zapytałem niepewnie. Zdjęcia, potwierdził. Ale ja nie mam
      żadnych zdjęć, zresztą, po co? Próbowałem się dowiedzieć. Nic nie
      szkodzi,
      odparł, ja mam aparat przy sobie, jeżeli zdecyduje się Pan podpisać umowę
      cykniemy ze trzy i po kłopocie. Ale po co zdjęcia? Dopytywałem się raczej
      z
      ciekawości, niż z czegokolwiek innego. Umowa była uczciwie skonstruowana,
      wiedziałem już, że ją podpiszę. Wie Pan, powiedział, wiąże się to z
      polityką
      firmy. To raczej taka fanaberia jednego z szefów. Rozumie Pan, gdyby Pan
      nie
      płacił, to naraża się Pan na utratę twarzy, prawda? No to my wolimy
      wiedzieć,
      jak ta twarz wygląda...
      Zaśmiałem się nieszczerze, podobnie zresztą jak i mój rozmówca. Uznałem
      to za wyjątkowo dziwną i zupełnie niegroźną fanaberię. Podpisaliśmy umowę
      i
      rozstaliśmy się uścisnąwszy sobie ręce.
      Gdybym wówczas wiedział, ile owa fanaberia będzie mnie kosztować...


      Początkowo spłaty wypadały idealnie. Z regularnością zegara atomowego
      lub innego precyzyjnego mechanizmu, przelewałem na konto pożyczkodawcy
      kolejne
      raty. Zacząłem nawet z pewną dozą optymizmu (uczucia nieznanego mi od
      lat)
      patrzeć na przyszłość, gdy, na zasadzie złośliwości materii, wszystko
      zaczęło
      się psuć.
      Początkowo nawet nie było to takie strasznie poważne. Ot, parę dni
      opóźnienia, nic strasznego.
      Chyba koniec końców zgubiło mnie to, że firma nie dopominała się o
      swoje. Czy wpłacałem o właściwym czasie, czy też nie, nikt się nigdy do
      mnie
      nie odezwał. Żadnych monitów, upomnień, gróźb. Żadnych podejrzanych
      postaci w
      okolicach domu, głuchych telefonów. Cisza po prostu. Czysta cisza.
      Być może powinienem wtedy właśnie zacząć coś podejrzewać, ja jednak
      utonąłem w błogostanie. Pograłem jak nowicjusz.
      Wówczas właśnie zaczęły się moje problemy ze zdrowiem. Poszedłem do
      dermatologa, który stwierdził, że w zasadzie to nie wie, co mi dolega,
      być może
      skóra jest trochę zaczerwieniona, to nie jest powód, co prawda, by
      swędziała,
      jak pan mówi, przy odpowiednim poziomie higieny... Tak, oczywiście wiem,
      że
      zachowuje Pan higienę, mimo wszystko przepiszę Panu maść... Do
      smarowania,
      szybko się wchłania, proszę stosować na dzień i przed snem, dwa razy
      dziennie,
      powinno pomóc, do zobaczenia na kontroli za dwa tygodnie.
      Mimo rozmaitych zabiegów po pewnym czasie cała twarz zaczęła mnie piec
      żywym ogniem. Nie pomagały maści z ledwością mogłem się golić, każdy
      dotyk mnie
      parzył, wywoływał ogromny ból. Nawet do sklepu, mimo ciepłej dość pory,
      wychodziłem z zasłoniętą twarzą. Widok z dnia na dzień był coraz gorszy.
      Wydawałem oczywiście masę pieniędzy na lekarzy i leki, co jeden to inna
      hipoteza, zrob
      • Gość: Aisza Re: Twarz - cz. 1, 2, 3 :-(((( IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 11:06
        a dlaczego nie wkleiła się całość, jak chciałam? Te posty mają jakąs
        ograniczona pojemność?
        • ydorius Re: Twarz - cz. 1, 2, 3 :-(((( 03.07.03, 11:11

          Noo...
          Chyba tak :-((

          Dlatego, jak za jakiś czas będę wklejał baśń, to też ją potnę :-)

          Szkoda.
          Ale może tak lepiej?
          Poszatkowane i pokomentowane na żywo? :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
    • Gość: za ydoriusem Twarz - cz. 1, 2, 3 bis IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 11:11
      Skleiłam wszystkie fragmenty Twarzy w jedną "buzię", żeby "spojrzeć jej prosto
      w oczy" :-)
      PS. Czy to nie zamach na prawa autorskie? ...ale ja w dobrej wierze
      Aisza

      Twarz
      "Kartka obwieszczająca dumnie "pożyczki w domu klienta, zadzwoń teraz"
      leżała przede mną jak wyrzut sumienia. Widniał na niej numer telefonu, sześć
      cyfr, które, nie miałbym nic naprzeciwko, mogłyby widnieć na ostatnim
      bankowym billingu. Naprawdę nie czułbym się tym urażony.
      Miły głos pani w słuchawce polecił, bym zaczekał chwilkę, bo
      wszystkie linie są zajęte, a ja pomyślałem, że trochę za długo pracowałem w
      usługach, by dać się nabrać na tę prymitywną ściemę. Jakie "wszystkie
      linie", skoro jest tylko jeden numer telefonu..? W każdym razie firma
      oferująca pożyczki w domu klienta zadzwoń teraz wiedziała, co robi. Po
      zbudowaniu zrębów zaufania nie pozostawili mi zbyt wiele czasu, który mógłbym
      zmarnować na – dajmy na to – rezygnację. Głos pani znikł, zaś w jego miejsce
      pojawił się inny, męski, który zapytał, czy może czymś służyć.
      Zatkało mnie, przyznam szczerze, bo tego typu firmy kojarzyły mi się
      raczej z głosami, które prędzej wbiją się do domu z kopniaka, kopniaka,
      dodajmy, z silnym rosyjskim akcentem, i to bynajmniej nie celem udzielenia
      pożyczki...
      Ten zaś, brzmiący w słuchawce, był uprzedzająco miły, ugrzeczniony
      nawet, rzekłbym, że prawie przyjazny. Powtórzył pytanie, czy może czymś
      służyć, ja zaś wyłożyłem pokrótce całą sprawę, starając się – fałszywie –
      udawać pewnego rodzaju nonszalancję człowieka, który ma nóż na gardle.
      Zdawałem sobie sprawę z nędzy tego kamuflażu, ale w końcu grałem przecież w
      pewną grę i obowiązywały tu swoiste reguły.
      Szkoda tylko, że pierwsze punkty powędrowały na tamtą stronę
      telefonu – bo to ja dałem się zaskoczyć...
      Uprzejmy głos zapytał, kiedy moglibyśmy się spotkać, ustaliliśmy
      niezbędne szczegóły i w słuchawce zabrzmiał jedyny prawdomówny ton, jaki
      można usłyszeć przez telefon – sygnał ciągły.
      Teraz już nie było odwrotu.
      Wielokrotnie już siedziałem w fotelu, próbując z kartką i ołówkiem
      analizować swoją niewesołą sytuację. Wkopałem się w jakieś straszne coś i
      potrzebowałem nagłego zastrzyku gotówki. Był mi potrzebny jak zastrzyk
      insuliny cukrzykowi, jak inhalator astmatykowi, jak... w każdym razie bardzo.
      I wówczas zrodził się ten szalony pomysł pożyczenia pieniędzy.
      Oczywiście, mógłbym spróbować wyciągnąć coś od rodziny, ale to źródło
      było prawie wyschnięte. Znajomi też nie bardzo wchodzili w grę – wszyscy
      dookoła byli w podobnej sytuacji, siedzieli na dachu swoich lichych
      oszczędności,
      zewsząd osaczeni przez powódź wierzycieli. Mój dach prawie zniknął pod
      powierzchnią.
      Nawet nie wiem, skąd się u mnie wzięła ta karteczka z kuszącym napisem.
      Bez prowizji, minimalne oprocentowanie, do sumy (tu występowała duża
      suma)...
      Zadzwoniłem i jedyne, co mi pozostało, to oczekiwanie, odliczanie godzin,
      nerwowe bezrozumne przerzucanie stron książki, niesłuchanie muzyki
      wypełniającej przestrzeń.
      W końcu – stało się. Terkoczący (nigdy nie robił tego tak głośno, daję
      słowo) dzwonek do drzwi wyrwał mnie z tego nerwowego letargu. Otworzyłem
      i na progu zobaczyłem personifikację głosu ze słuchawki. Młody, koło
      trzydziestki człowiek, ubrany w elegancki garnitur (ale bez krawata; starał się
      najwyraźniej sprawiać wrażenie luźnego człowieka), z teczką w ręce. Brązowe
      wypastowane buty dopełniały obrazu przybysza. Mojego Zbawienia, Szansy,
      Rozwiązania.
      Zaprosiłem go do środka, proponując jednocześnie może się pan napije
      kawy albo herbaty, herbatę poproszę dziękuję. Usadziłem go w dużym pokoju
      a sam
      udałem się do kuchni, gdy wróciłem do pokoju usłyszałem, że ładne
      mieszkanie,
      duże, sam pan mieszka? No sam. I nie za duże?
      W mojej głowie wybuchła, odłamkami raniąc wnętrze czaszki, myśl, że oto
      Moje Zbawienie będzie chciało podpisania cyrografu związanego z
      mieszkaniem. Że
      jeżeli nie spłacę pożyczki, to nie tylko rosyjski akcent wbije się jak
      zimowa
      burza do schronienia króla Leara, ale w dodatku wbije się do swojego
      domu...
      Zadrżałem.
      Przybysz musiał zauważyć moje – nazwijmy to – zmieszanie i wyjaśnił, że
      tylko to mam na myśli, że całkiem ładne jest i duże, wygodnie się musi
      Panu mieszkać. Wygodnie, dziękuję – odparłem, lecz lampka w głowie nadal
      pulsowała czerwonawym światłem.
      Rozmowa toczyła się na pozór leniwie. Opisywał warunki udzielenia
      pożyczki i wcale nie brzmiało to groźnie. Próbowałem dopatrzeć się jakiś
      haczyków, ale nic takiego nie znalazłem. Naprawdę. Żadnych ukrytych
      klauzul, żadnych pułapek. Umowa miała tylko niejasny punkt i dotyczył on
      zdjęcia.
      Zdjęcia? Zapytałem niepewnie. Zdjęcia, potwierdził. Ale ja nie mam
      żadnych zdjęć, zresztą, po co? Próbowałem się dowiedzieć. Nic nie
      szkodzi, odparł, ja mam aparat przy sobie, jeżeli zdecyduje się Pan podpisać
      umowę cykniemy ze trzy i po kłopocie. Ale po co zdjęcia? Dopytywałem się raczej
      z ciekawości, niż z czegokolwiek innego. Umowa była uczciwie skonstruowana,
      wiedziałem już, że ją podpiszę. Wie Pan, powiedział, wiąże się to z
      polityką firmy. To raczej taka fanaberia jednego z szefów. Rozumie Pan, gdyby
      Pan nie płacił, to naraża się Pan na utratę twarzy, prawda? No to my wolimy
      wiedzieć, jak ta twarz wygląda...
      Zaśmiałem się nieszczerze, podobnie zresztą jak i mój rozmówca. Uznałem
      to za wyjątkowo dziwną i zupełnie niegroźną fanaberię. Podpisaliśmy umowę
      i rozstaliśmy się uścisnąwszy sobie ręce.
      Gdybym wówczas wiedział, ile owa fanaberia będzie mnie kosztować...

      Początkowo spłaty wypadały idealnie. Z regularnością zegara atomowego
      lub innego precyzyjnego mechanizmu, przelewałem na konto pożyczkodawcy
      kolejne raty. Zacząłem nawet z pewną dozą optymizmu (uczucia nieznanego mi od
      lat) patrzeć na przyszłość, gdy, na zasadzie złośliwości materii, wszystko
      zaczęło się psuć.
      Początkowo nawet nie było to takie strasznie poważne. Ot, parę dni
      opóźnienia, nic strasznego.
      Chyba koniec końców zgubiło mnie to, że firma nie dopominała się o
      swoje. Czy wpłacałem o właściwym czasie, czy też nie, nikt się nigdy do
      mnie nie odezwał. Żadnych monitów, upomnień, gróźb. Żadnych podejrzanych
      postaci w okolicach domu, głuchych telefonów. Cisza po prostu. Czysta cisza.
      Być może powinienem wtedy właśnie zacząć coś podejrzewać, ja jednak
      utonąłem w błogostanie. Pograłem jak nowicjusz.
      Wówczas właśnie zaczęły się moje problemy ze zdrowiem. Poszedłem do
      dermatologa, który stwierdził, że w zasadzie to nie wie, co mi dolega,
      być może skóra jest trochę zaczerwieniona, to nie jest powód, co prawda, by
      swędziała, jak pan mówi, przy odpowiednim poziomie higieny... Tak, oczywiście
      wiem, że zachowuje Pan higienę, mimo wszystko przepiszę Panu maść... Do
      smarowania, szybko się wchłania, proszę stosować na dzień i przed snem, dwa
      razy dziennie, powinno pomóc, do zobaczenia na kontroli za dwa tygodnie.
      Mimo rozmaitych zabiegów po pewnym czasie cała twarz zaczęła mnie piec
      żywym ogniem. Nie pomagały maści z ledwością mogłem się golić, każdy
      dotyk mnie parzył, wywoływał ogromny ból. Nawet do sklepu, mimo ciepłej dość
      pory, wychodziłem z zasłoniętą twarzą. Widok z dnia na dzień był coraz gorszy.
      Wydawałem oczywiście masę pieniędzy na lekarzy i leki, co jeden to inna
      hipoteza, zrobiłem sobie chyba wszystkie badania, które wymyśliła
      zachodnia medycyna. Ba! Próbowałem nawet środków niekonwencjonalnych:
      nakłuwanie, przypalanie (istna homeopatia: moją obolałą, palącą żywym ogniem,
      twarz próbowano wyleczyć ogniem!), ucis
      • Gość: Aisza poddaję się :-( IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 11:18
        z maszyną nie wygram, jeśli polubiła seriale ;-)
        A
        • jack9 Re: poddaję się :-( 03.07.03, 13:22
          Ajdor...no ...wiesz... tego... i w ogóle...
          no, wiesz...

          Aisza - chyba do 7000 znaków pozwala na raz ...

          • ydorius Re: poddaję się :-( 03.07.03, 13:39

            Nie... chyba nie wiem :-)

            m,
            .y.

            P.S. 7000 znaków. Ładna liczba.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • jack9 Re: poddaję się :-( 03.07.03, 14:00
              No wiesz... tego...
              czytałem miniatury ..i te ...no wiesz..na książkach...
              ale twarz ...no wiesz... twarz !!!
              • Gość: Aisza te ponad 7000 znaków "Twarzy" ... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.07.03, 14:22
                poraziło jackowi urządzenie do werbalizacji :-)
                PS. To opowiadanie czasem działa na konsumenta jak ...szklanka świeżego samogonu
              • ydorius Jacku... 03.07.03, 14:25

                Chyba, rzeczywiście, jak napisała Aisza, coś Ci się stało... :-)))
                Może to nie samogon, tylko absynt? :-)

                Jako człowiek próżny (patrz kilka postów powyżej) odbieram Twoje wypowiedzi
                jako komplementy :-))))

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
          • ariels :) 03.07.03, 14:02
            Ydoriusie, dołączam do Twoich wielbicieli.

            Podobało mi się
            A.
            • ydorius Re: :) 03.07.03, 14:23

              Może rzeczywiście powinienem się zastanowić nad wprowadzeniem składek
              członkowskich :-))

              Bardzo mi miło.
              :-)

              m,
              .y.

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka