julien25
08.10.07, 16:23
Witam.
Chciałbym opisać Wam tutaj mój związek z moją dziewczyną.
Na wstępie generalnie problem naszego związku polega na tym, że obydwoje w
znacznej mierze nadajemy na innych falach,. Wynika to z wychowania,
charakteru, oraz (bez urazy dla mojej dziewczyny) inteligencji i poziomie.
A problem ten narósł od tygodnia - czuję, że, mimo mieszkamy razem, to
jesteśmy obcy sobie. Ja nie dostaję od Niej od tygodnia tego, co bym chciał.
Nie ma rozmów, tych rozmów gorących, które prowadziło by się do rana (w ogóle
bardzo mało w naszym 2-letnim związku takich rozmów było, może w sumie z 10 :(
). Nawet już nie chcę być wymagający; nawet nie potrafimy porozmawiać o swoich
problemach. Ja ostatnio załapałem jakiś gorszy okres, jesienna deprecha, jakiś
dół, upiory z lat nastoletnich powracają, szukanie pracy.
A czemu nie mogę/nie che o tym z Nią rozmawiać?-pewnie zapytacie.
A i pewnie znajdą się Ci, którzy potrafią odpoweidzieć już na to pytanie. A
odpowiedx jest następująca:
Skoro czujesz, że na poziomie podstawowym komunikacj Ona już nie nadaje na
tych samych falach-to odechciewa Ci sie przechodzić w drugi stopień
komunikacji. A za przykładem:
Wieczorkiem, po Jej pracy, przychodzi, i opowiada jakaś hisotrię: cześto zdarz
aisę , że POŁOWY nie rozumiem, mówię Jej o tym, czasem powtórzy , czasem nie.
JA zartuję, staram się obrócić, jak to ja, coś w zart-to Ona albo nie zrozumie
żartu (sic!), albo wie, że zartuję, ale Jej to nie śmieszy.
Jeśli na poziomie w kuchni przy przyrządzaniu posiłków, czy Jej opowiadaniu
historii z pracy- nie ma "nmoich fal" to znaczy nie ma ONA DYSTANSU do tego co
mówi, nie mam tej ironii, tego nabijani się, tego luzu.
To taką powagą i pochodzeniem do problemów: ze wszystko na serio, poważnie,
etc-to mnie to wykańcza i całkowicie odechciwe mówić o moim gorszym samopoczuciu.
Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę tutaj popsioczyć na moją dziewczynę, jaka Ona
jest be etc. Chcę po prostu pokazać Wam istostę problemu w naszym związku, i
MOJĄ BEZRADNOŚĆ :(
A ileź to razy były sprzeczki, z powdou tego, że Ona mówi w co mam się ubrać,
co mam załozyc do Kościoła, etc.
A ileź razy musiałem słuchać o tym, jak mam się zachować u Jej rodziców, jak
mam się ubrać. Poźniej oczywisccie parę razy po wizycue wysłuchiwałem, że
"czego byłeś taki małoówny?", "czemu tak się zachowałes?".
Przyznaję: jestem człowiekim który często choruje, jest wrażliwy na czynniki
zewnętrzne, jest wrażliwy też wewnętrznie. Jestem czasem trudny w
pożyciu:jestem uparty, mam swoje zdanie, etc.
Ale do jasnej ciasnej Ona nie jest też swięta!
I ZADAJĘ SOBIE PYTANIE: Czy z nami jes wsystko ok-tylko, że obydwoje działami
tak na siebie, jak jakieś złe sprężyny, to znaczy: ja Ją drażnię czymś, a Ona
drażni mnie swoimi zachowaniami.
No gdyby Ona była z kimś innym-to by jej tak nie irytował.
Gdybym ja był zkimś innym-to bym inaczej podchodził do życia, bym nie miał
tych kłotni o to, ze mam swoje zdanie, że jestem uparty, że nie liczę się z
tym"co inni powiedzą " (bo zalozyłem nie takie ubranie).
Już kończę, powoli :)
Takich przykładów, gdy Jej coś się nie podoba-jest więcej. Nie będę oczywiscie
mnożył tych przykładów.
Zacząłem czytać "Mężczyźni są z Marsa..." Pisze tam, że Kobiety poprawiają
swoich facetów. U mojej dzeiwczyny to baaaardzo dobrze widać.
ALE CZY KAŻDA Kobieta tak ma, zę bedzie poprawiać swojego faceta? Że bedzie go
doskonalić? Że bedzie dbała aby dobrze wypaał w oczach Jej bliskich?
REASUMUJĄC może. Czuję się bezradny ostatnio, zaplątałem się w wir zuroczenia
Nią, Kocham Ją, ale nie dogadujemy się ostatnio ewidentnie, rożne
temperamenty, rózne wychowania.
CZY DACIE MI JAKAŚ RADĘ, bo już jestem z tym wszystkim BEZRADNY