Gość: Mrufka
IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr
20.07.03, 17:06
Wczoraj wrocilam z tygodniowych wakacji na poludniu Fr. gdzie mieszka babcia
mojego meza. Babcia mieszka sama jedna w najprawdziwszym zamku z basztami
liczacym sobie 150 lat. W zamku sa wielgachne pajaki, ktore przylaza z
otaczajacego go parku, a takze nadciagaja calymi rodzinami z drugiego pietra
i strychu, ktore jako jedyne nie byly nigdy remontowane.
Jednego ranka postanowilysmy z siostra meza sprawdzic co jest na gorze.
Postaralysmy sie najpierw o pozwolenie babci a potem z latarkami w rekach
zapuscilysmy sie w pajeczyny. Na drugim pietrze bylo ok. 7 pokoi i ze 4 inne
pomieszczenia. Rodzina, ktora wybudowala ten zamek, miala podobno ogromny
majatek i wlasny herb. Nikt nie wie, dlaczego po latach opuscila zamek. Nikt
nie wie, dlaczego zrobila to szybko i zostawiajac po sobie mnostwo
przedmiotow i mebli. W pokojach, ktore ogladalysmy mieszkaly
najprawdopodobniej pokojowki, kucharki i sluzace. (Woznica, ogrodnicy i
ludzie, ktorzy dogladali winnicy zajmowali niewielki dom wybudowany w parku.)
Pokoje na drugim pietrze byly tak zakurzone, ze trzeba bylo chodzic powoli,
zeby nie wzbijaly sie tumany. W prawie kazdym pomieszczeniu stalo debowe,
rzezbione lozko (wielkosci krowy), krzeslo i jakis rozpadajacy sie stolik.
W jednej z szafek odkrylysmy porcelanowy...nocnik.
Pod scianami poustawiano lustra z obtartymi zloconymi ramami, owczesne
przedmioty codziennego uzytku pozbierane z calego zamku i kartonowe pudla ze
stosami ksiazek, po tamtej rodzinie. Po dwoch godzinach szperania w moje rece
wpadl modlitewnik mlodej dziewczyny z 1885 r. i jedna mala ksiazka z 1809 r.
W modlitewniku byla mala karteczka a na niej ukosny napis "pamiatka pierwszej
komunii sw.- Catherine de....i tu nazwisko, ktorego juz nie pamietam.
Z nadzieja, ze znajde pamietnik Catherine zapuscilam sie w pomieszczenie
zasypane ksiazkami i pozbawione okien,ale po minucie wygonil mnie stamtad
dziwny chrobot. Pewnie myszy :)
Na dluzej zatrzymalam sie przy owczesnych zelazkach, zbiorze widokowek z
1930r. i recznie malowanych dzbanach. Zafascynowala mnie niska waza
wypelniona po brzegi metalowymi guzikami. Na kazdym guziku widnialy dwie
litery herbu, te same litery widnieja nad drzwiami wejsciowymi zamku.
Wszystkich rzeczy obejrzec nie zdazylysmy, bo brakowalo nam swiezego
powietrza, okien na drugim pietrze nie otwierano od czasow drugiej wojny
swiatowej. Wejscie na strych okazalo sie niebezpieczne, drewno bylo
sprochniale. Spocone,zakurzone i oblepione pajeczynami zeszlysmy na dol
obiecujac sobie,ze poszukamy drabiny. Nie dane nam jednak bylo odszukanie
drabiny, bo nas rodzina wygonila pod prysznic ;)
I na tym skonczyla nasza wyprawa na strych.
Postanowilysmy sobie, ze nastepnym razem zwiedzimy piwnice :)))
Mrufka.