forgotten_realms
22.07.03, 15:50
Od kilku lat (6) żyję ze swoją partnerką życiową. Układa nam się wspaniale
zarówno na poziomie życia definiowanego przez uczucie, ja również realizację
zawodową oraz sferę erotyczną. Jednak od dłuższego czasu mam ogromną chęć na
bliższe poznanie tej innej. Podczas studiów moje życie stało pod silnym
znakiem promiskuityzmu; co z resztą rodziło zawiść kolegów oraz było źródłem
wielu konfabulacji.
Wreszcie się zakochałem, nastąpiła pełna stabilizacja, ale od dłuższego
czasu „mr. Wiertaczek” nie daje spokoju. Cały czas słyszę jego diabelski
szept – „wyjechała do rodziców, poszalej trochę”, „poszalej, mówię ci,
zgłupiałeś? Do końca życia chcesz być monogamistą?, etc.
Ta schizofrenia, z początku całkiem łagodna, teraz ewoluuje w niebezpiecznym
kierunku. Istnieje niebezpieczeństwo, że w końcu to zrobię; a tym samym
okropnie zranię (być może „śmiertelna” będzie to rana) moją Ukochaną.
I co ja mam z tym zrobić? Jak go utnę, brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
okropieństwo........................(Jezu , aż mi się zimno zrobiło).
Pić melisę???? Spożywać Kalmsy i inne „uspokajacze”?
A może zaproponować jej, by dołączyła do nas jakaś niewiasta?