Dodaj do ulubionych

Jak mam to powiedzieć?

16.11.07, 09:40
Miesiąc temu zaoferowałam swoją pomoc w zatrzymaniu na tydzień
bezdomnego pieska. Potem zgodziłam się, żeby został u mnie miesiąc,
ale nie dłużej. Przywiozła mi go kobieta z fundacji, która go leczy
i daje karmę. Mija miesiąc, pies choruje, o karmę muszę się prosić
za każdym razem. Dzwoniłam do tej kobiety kilka razy i prosiłam o
zabranie pieska - wciąż bezskutecznie..
Wracam do domu poźno, on siedzi 10h sam. Załatwia sie w mieszkaniu,
a ja juz nie jestem w stanie dłużej się nim zajmować. W środku
narasta złość i chęć wykrzyczenia do tej kobiety: "Proszę o zabranie
pieska bezdyskusyjnie!" Ale gdy zaczynam z nią rozmawiać włącza mi
sie jakaś blokada.. ona sie pyta co mu jest, a ja zamiast
powiedzieć,że chcę by zabrała psa, wdaję się z nią w dyskusje na
temat jego stanu zdrowia, ona obiecuje kontakt za dzien lub dwa i na
tym rozmowa sie kończy. Po czym nie dzwoni przez dni 5. Męczy mnie
to ciągłe dzwonienie do niej i proszenie, które nie przynosi żadnych
rezultatów. Ja się boję tej kobiety.. jakoś nie potrafię byc
stanowcza, czuję się jak malutka dzidzia, bezradna, załamana.
Tymczasem piesek wciąż jest u mnie, a całą złośc z zaistniałą
sytuacją kieruję na siebie:-( Powiedzcie proszę, może wiecie jak
rozwiązać ten problem, co mam zrobić, co powiedzieć, żeby wreszcie
przestała nadużywac mojej uprzejmości, bo doszłam do wniosku, że po
prostu zostałam ukarana za swój dobry uczynek, a jednocześnie jej
postawa skutecznie zniechęciła mnie do jakiejkolwiek pomocy
zwierzakom w przyszłosci. No total załamka:-(


Obserwuj wątek
    • seth.destructor Zawiez jej go 16.11.07, 09:54
      I zostaw pod drzwiami.

      Albo nadal rob z siebie niedojde. Wybor nalezy do ciebie.
      • evula Re: Zawiez jej go 16.11.07, 10:01
        Dziękuję za dobrą radę, ale liczę na rady kobiet - jak samo forum
        wskazuje. Nie potrzebuję czytać męskich złośliwości. Niedojdą nie
        jestem, mam po prostu za miękkie serce.
        • ewa_err Re: Zawiez jej go 16.11.07, 10:06
          Kobieta najwyrazniej jest niepowazna. No ale nie mysl czasem ze
          wszyscy ktorzy pomagają biednym zwierzakom są tacy;)
          Jesli nie jestes w stanie wprost i asertywnie jej powiedziec ze
          dluzej nie mozesz/nie chcesz zajmowac sie pieskiem to moze trzeba
          posilkowac sie jakims klamstwem? Na przyklad ze wyjezdzasz albo ze
          odwiedzi Cie ktos(na dlugo) kto ma uczulenie na psy?
          • seth.destructor Tja, klamstwem najlepiej 16.11.07, 10:09
            ...rece opadaja.
            • ewa_err Re: Tja, klamstwem najlepiej 16.11.07, 10:11
              seth.destructor napisał:

              > ...rece opadaja.


              Przeciez wyraznie napisalam-'jesli autorka wątku nie jest w stanie
              powiedziec wprost i asertywnie', prawda? Ja nie mialabym z tym
              problemu i umialabym to zalatwic bez poslugiwania sie klamstwem. Ale
              jesli umiesz czytac i do tego ze zrozumieniem to chyba rozumiesz co
              napisala evula-ze boi sie tej kobiety i nie umie powiedziec jasno
              jakie jest jej stanowisko w tej sprawie, tak?
          • evula Re: Zawiez jej go 16.11.07, 10:11
            ewa_err napisała:

            > Kobieta najwyrazniej jest niepowazna. No ale nie mysl czasem ze
            > wszyscy ktorzy pomagają biednym zwierzakom są tacy;)
            > Jesli nie jestes w stanie wprost i asertywnie jej powiedziec ze
            > dluzej nie mozesz/nie chcesz zajmowac sie pieskiem to moze trzeba
            > posilkowac sie jakims klamstwem? Na przyklad ze wyjezdzasz albo ze
            > odwiedzi Cie ktos(na dlugo) kto ma uczulenie na psy?

            Masz rację, ja też tak uważam, że jest niepoważna i potraktowała
            mnie jak "naiwny punkt tranzytowy", zostawiła psa i ma w d.. tez
            myślałam o kłamstwie i to nie jednym np., ze wyjeżdzam na szkolenie
            na 3 dni, że mój facet nie zyczy sobie psa, bo sie kłócimy itp. ale
            stwierdziłam, że nie! No nie mogę bawić się w nastoletnią córeczkę,
            która kłamie mamusi! Poza tym z tego co juz widze, jest na tyle
            bezczelna, że w ogole by ją to nie ruszyło! Kolega zaoferował mi
            pomoc z kłamstwem, powiedział, że zadzwoni do niej, ale jaki to
            skutek odniesie to nie wiem.. mam nadzieję, że pozytywny.
            >
    • modliszka24 Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 15:28
      ja bym poszła osobiście albo do schroniska i oddała psa powiedziałabym jak jest
      i podała dane tej kobiety
      • kasha101 Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 16:09
        Po pierwsze jest tez ten piesek, ktory mila zapewne jakas niefajna
        przeszlosc, skoro byl bezdomny. Wez pod uwage fakt, ze on sie
        przyzwyczaja do Ciebie (a Ty takze do niego, ale rozumiem ze nie
        masz warunkow)i wykorzystaj to w rozmowie z ta kobieta.
        Podejzewam,ze boisz sie stanowczosci bo...boisz sie podejzenia o
        bezdusznosc i brak milosci do zwierzat, a to przeciez nieprawda,
        inaczej bys psiaka nie wziela w ogole? Kobieta jest niepowazna,
        wydaje mi sie ze ona nie ma gdzie tego biednego pieska umiescic i
        liczy na czas, ze w koncu zmiekniesz i go sobie zatrzymasz...
        Musisz byc stanowcza, ale tez sama, nie mowiac jej o tym, rozgladac
        sie za nowym panem dla psiaka. Szkoda mi go, bo wiem jak zwierze
        spragnione ciepla i uczucia przyzwycaja sie i uwierz, on czuje, ze
        cos jest nie tak...
        Schroniska nie bralabym pod uwage - przejedz sie do takowego i
        zroumiesz - no jesli juz to ostatecznie jakies takie prywatne, nie
        wiem, moze Na Paluchu, czasami znane osoby prowadza takie
        przytuliska...Sa strony, fora, na temat zwierzat, na gazecie takze i
        tam sa rubryki pt. oddam w dobre rece i tam napisz, ew. zwykle
        ogloszenia rozwies po okolicy, najlepiej ze zdjeciem, i jakims
        fajnym opisem. Jak psiak sympatyczny to w miare szybko znajdzie
        dom...Oby...

        A tej babce o tym nie mow! bo uzna ze ma sprawe z glowy.
        Aha, no i jeszcze wici wsrod znajomych, na gg...
        \
        Szkoda mi i Ciebie i tego niewinnego niczemu psiaka, co juz pewnie
        mysli, ze znalazl dom...
        Pisz co i jak, chetnie sluze pomoca:)
        • astra21 Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 17:46
          miałam podobny problem z rybkami współlokatorki, też wykorzystyje
          mnie bo powiedziałam mi że wyjeżdza na 2 dni a nie było jej 2
          tygodnie, a mi śmierdziało te akwarium ryby chorowała, w akwarium
          musi byc podświetlone dzień i noc.Normalnie masakra. Potem znów
          zostawiła mi ryby tym razem na 2 dni, ale odebrała dopiero 3 dni po
          powrocie , niewidziałyśmy się w tym czasie bo ciągle się mijałyśmy
          no ale sorry mogła wejść do pokoju i najnormalniej w świecie zabrqać
          ryby.Następnym razem nie będe się patyczkować tylko powiem wprost że
          jakbym cchiała mieć akwarium to bym se założyła.Pozdrawiam
        • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 21:44
          kasha101 napisała:

          > Po pierwsze jest tez ten piesek, ktory mila zapewne jakas niefajna
          > przeszlosc, skoro byl bezdomny. Wez pod uwage fakt, ze on sie
          > przyzwyczaja do Ciebie (a Ty takze do niego, ale rozumiem ze nie
          > masz warunkow)i wykorzystaj to w rozmowie z ta kobieta.

          Dokladnie to samo jej mowilam, mowilam tez o tym na forum dogomanii, gdzie jest
          zalozony o nim watek. W ten sposob nie pomagam zwierzakowi, lecz nieswiadomie
          wyrzadzam mu krzywde, bo wiem, ze nie zostanie na stale, a zdarzyl sie juz
          przyzwyczaic. Nie dosc, ze ktos go wyrzucil, skazal na smierc glodowa, to teraz,
          gdy juz nabral nadzieji na nowy dom, znow go niechybnie utraci.
          watek o psiaku:

          www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=90166
          > Podejzewam,ze boisz sie stanowczosci bo...boisz sie podejzenia o
          > bezdusznosc i brak milosci do zwierzat, a to przeciez nieprawda,
          > inaczej bys psiaka nie wziela w ogole?

          Dokladnie tak!!! Kasha101 jestes jedyna osoba, ktora mnie rozumie:-)

          Kobieta jest niepowazna,
          > wydaje mi sie ze ona nie ma gdzie tego biednego pieska umiescic i
          > liczy na czas, ze w koncu zmiekniesz i go sobie zatrzymasz...

          Tez tak uwazam!! Mam wrazenie, ze po prostu zeruje na moim miekkim sercu i tyle.

          > Musisz byc stanowcza, ale tez sama, nie mowiac jej o tym, rozgladac
          > sie za nowym panem dla psiaka.

          Szukam rowniez na wlasna reke. Oglosilam go w roznych serwisach m.in na
          adopcje.org, gronie, wyslalam mase maili do znajomych itp.


          > Szkoda mi go, bo wiem jak zwierze
          > spragnione ciepla i uczucia przyzwycaja sie i uwierz, on czuje, ze
          > cos jest nie tak...

          Mi tez... bo to nie jego wina, ze ktos go wyrzucil i nie jego wina, ze znalazl
          sie w takiej sytuacji.

          > Schroniska nie bralabym pod uwage - przejedz sie do takowego i
          > zroumiesz - no jesli juz to ostatecznie jakies takie prywatne, nie
          > wiem, moze Na Paluchu, czasami znane osoby prowadza takie
          > przytuliska...Sa strony, fora, na temat zwierzat, na gazecie takze i
          > tam sa rubryki pt. oddam w dobre rece i tam napisz, ew. zwykle
          > ogloszenia rozwies po okolicy, najlepiej ze zdjeciem, i jakims
          > fajnym opisem. Jak psiak sympatyczny to w miare szybko znajdzie
          > dom...Oby...

          Niestety do tej pory nikt sie nie zglosil. On jest bardzo przyjazny, cieszy sie
          do kazdego spotkanego na ulicy czlowieka. Niestety, ludzie sie go boja, z racji
          jego wygladu (jest czarny jak diabel), a jest kochany naprawde tak bardzo i tak
          lgnie do czlowieka.
          >
          > A tej babce o tym nie mow! bo uzna ze ma sprawe z glowy.
          > Aha, no i jeszcze wici wsrod znajomych, na gg...
          > \
          > Szkoda mi i Ciebie i tego niewinnego niczemu psiaka, co juz pewnie
          > mysli, ze znalazl dom...
          > Pisz co i jak, chetnie sluze pomoca:)

          Dzieki! Mam nadzieje, ze sprawa sie wkrotce rozwiaze, bo ja tez czuje sie juz
          jakby miedzy mlotem a kowadlem; patrze na zwierzaka i widze ten bol w jego
          oczach i plakac mi sie chce i w ogole, ale nie moge, naprawde nie moge go zatrzymac.
    • wiarusik Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 21:47
      Można też zrobić tak,jak w tej Ameryce Środkowej;)
      • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 21:49
        Bardzo smieszne
        • wiarusik Re: Jak mam to powiedzieć? 16.11.07, 21:50
          Przynajmniej będziesz miała pewność,że Animalsi nareszcie ruszą
          dupska z fotelów;)
          • kasha101 Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 01:09
            Kurcze...Bardzo szkoda mi tego psiaka i jak juzpisalam, Ciebie
            rowniez, bo to naprawde przykra sytuacja, nie, tak jak sie komus
            moze wydawac, ot zawiezc psa do schroniska i po klopocie...
            Ale moze dlatego rozumiem, ze bylam w podobnej sytuacji, moze tylko
            podobnej, ale uwierz, gorszej...
            I teraz wlasnie cos przyszlo mi cos do glowy:) Ale musze
            pomyslec...Napisz z jakiego miasta jestes, ok? i zagladaj tu, jak
            to, co mi przyszlo do glowy wypali, to bede sie odzywac, choc
            niczego nie moge obiecac niestety...:(

            Poki co zadzwon do babki i postaw moze sprawe na ostrzu noza...?
            wiem , ze to ostatecznosc, nie ma co uciekac w klamstwa, najlepiej
            wyrzucic z siebie zal i te jej obiecanki i swoja bezradnosc, ze
            pies, ze Ty, no sama wiesz, kulturalnie acz bardzo zdecydowanie,
            wiem ze to trudne, ale na ten moment chyba jedyne wyjscie. Musisz
            sie trzymac wersji, ze obiecala psiaka zabrac po uzgodnionym
            terminie, nie wdawaj sie w zadne tlumaczenia, czemu Ty juz nie
            mozesz go miec, bo zabrniesz w kozi rog, w koncu zmiekniesz i znowu
            skonczy sie na obietnicy. Po prostu nie mozesz psiaka dluzej trzymac
            i kropka, a pani obiecala go zabrac...Powodzenia!
            • evula Kasha101 17.11.07, 11:29
              Witaj,

              o 5 rano pies mial rozwolnienie (caly zeszly tydzien to mial, przychodzilam z
              pracy, podloga zasrana, smrod jak w oborze, a ja w kurtce siedzialam i
              wietrzylam mieszkanie), wstalam wiec i sprzatnelam. Wyszlam z nim. Nastepnie
              obudzilam sie o 7 i zobaczylam kaluze moczu w kuchni. Nie zdazylam sie ubrac,
              zeby z nim wyjsc, gdy pies zaczal sikac na drapak moich kotow. RATUNKUUU!!!!
              Napisalam smsa, jeszcze o 5 rano, do tej kobiety, ze znow ma sraczke i znow sika
              mi na podloge, ze nie jestem w stanie nad tym panowac, ani wychodzic z psem na
              dwor co 15minut!! i ze mam naprawde tego serdecznie dosyc! Otrzymalam od niej
              odpowiedz: "Rozumiem Cie, szukam lokum dla niego" a ja sobie pomyslalam:
              "Slucham??!!!" Ja chce zeby pies zniknal z mojego mieszkania najpozniej do
              jutra! Kiedy z nim wyszlam o 9 (kur...a mac) pomyslalam, ze tak nie moze byc, ze
              skoro ona nie potrafi tego zrozumiec, to wywioze psa na Paluch i podam tam jej
              dane, aby do niej zadzwonili i zeby go odebrala. Ale po chwili zrobilo mi sie
              szkoda psa, ze to przeciez nie jego wina! Znalazlam sie w sytuacji bez
              wyjscia:-((( Wczoraj rozmawialam z nia i powiedzialam wprost: Prosze zabierz
              psa! A ona: zadzwonei do Ciebie pozniej, to ustalimy termin i na tym sie
              skonczylo! Ratunkuuu!!
              • kasia_ruchasia Re: Kasha101 17.11.07, 14:24
                Bez sensu ta cała sytuacja. Jedynie szkoda zwierzęcia. Po co wogóle
                go brałaś żeby dać mu miłość a potem kopnąć jak inni bo jest chory i
                obsrywa Ci dywan. Brak słów, wyrządziłaś mu jedynie krzywdę. Tak nie
                postępuję osoba która chce pomóc zwierzęciu.
                • evula Re: Kasha101 17.11.07, 14:47
                  kasia_ruchasia napisała:

                  > Bez sensu ta cała sytuacja. Jedynie szkoda zwierzęcia. Po co wogóle
                  > go brałaś żeby dać mu miłość a potem kopnąć jak inni bo jest chory i
                  > obsrywa Ci dywan. Brak słów, wyrządziłaś mu jedynie krzywdę. Tak nie
                  > postępuję osoba która chce pomóc zwierzęciu.

                  Swietnie, tego sie wlasnie spodziewalam. Chcialam pomoc, a zostalam nagrodzona
                  za swoj uczynek mianem bezdusznego sadysty.
                  Otoz moja droga, biorac psa, odrazu uprzedzalam, ze bedzie u mnie przez tydzien!
                  Na wiecej nie moge go wziac. Moje warunki zostaly przyjete i co teraz?? Kiedy
                  chce oddac pieska zgodnie z umowa to jestem sadysta ktory wyrzadza mu krzywde??
                  A co wedlug Ciebie powinnam zrobic?? ZOO w mieszkaniu? A moze Ty go
                  przygarniesz?? Zamiast wypisywac takie kretynstwa? Chcesz, moze masz czas na
                  sprzatanie? Stac Cie na utrzymanie psa? Jesli tak to prosze madralo. W ogole nie
                  powinnam komentowac Twojej wypowiedzi, bo jest po prostu zalosna, zreszta po
                  nicku mozna latwo odgadnac z kim sie rozmawia.
                  • chinaska Re: Kasha101 17.11.07, 14:52
                    Daj spokoj i nie sluchaj takich glupich komentarzy. Chcialas dobrze
                    i to nie z Twojej winy wyszlo zle. Znasz adres tej kobiety? Zawiez
                    jej tego psa i juz. A przez telefon nie daj sie zbywac takimi
                    gadkami. Powiedz ze ma przyjechac po psa o konkretnej godzinie i nie
                    ma juz zadnego oddzwaniania ani umawiania sie na pozniej. I jeszcze
                    powiedz ze zglosisz ja do towarzysta Opieki Nad Zwierzetami bo to co
                    ona robi to jest krzywdzenie tego psa. Prawda jest taka ze ktos inny
                    na twoim miejscu moglby tego psa po prostu wyrzucic. Ta kobieta jest
                    kompletnie nieodpowiedzialna.
                    • kasia_ruchasia Re: Kasha101 17.11.07, 15:49
                      Jak widac masz poczucie winy <jakieś> więc chyba sama wiesz że
                      postępujesz nie fair. Ja miałam psa, niestety był chory i musiałam
                      go uśpić. A Twojego nie wezmę bo nie mam gdzie. Żadnego psa nie
                      wezmę na tydzień bo to głupota, kto ma zwierzeta ten rozumie takie
                      podejście. Rozdrapałabym jedynie takiemu psiakowi krwawiąca ranę,
                      skrzywdziałabym go. Uwarzam po prostu ze tak się nie robi.
                      Nie krytykuję Cie, po prostu nie podzielam Twojej opini, mam inne
                      podejście do tego tematu. Jak wiedziałam że nie mogę wziaść pewnego
                      bezdomnego kotka którego znalazłam, to po prostu znalazłam mu dom.
                      Chodził po dworze dotąd az nie znalazł sie ktoś kto chciał sie nim
                      zajać. Trwało to około 2 tygodnie. Nie brałam go na tydzień, miesiac
                      a potem won z mojego domu do schroniska. Zwierze po prostu potem
                      tęstkni i bardzo cierpi. Rozumiesz co mam na myśli... Szkoda mi
                      tylko zwierzaka, nic więcej.
                      A ty czego się boisz opini jakiejś pani ze schroniska? Nie boisz się
                      głosu sumienia które Ciebie jednak chyba trochę rusza...?
                      • evula Re: Kasha101 17.11.07, 16:27
                        kasia_ruchasia napisała:

                        > Jak widac masz poczucie winy <jakieś> więc chyba sama wiesz że
                        > postępujesz nie fair. Ja miałam psa, niestety był chory i musiałam
                        > go uśpić.

                        Ja tez mialam psa, byl chory i tez musialam go uspic.

                        A Twojego nie wezmę bo nie mam gdzie. Żadnego psa nie
                        > wezmę na tydzień bo to głupota, kto ma zwierzeta ten rozumie takie
                        > podejście. Rozdrapałabym jedynie takiemu psiakowi krwawiąca ranę,
                        > skrzywdziałabym go. Uwarzam po prostu ze tak się nie robi.

                        Tak sie nie robi? Szkoda, ze nie czytalas watku o tym piesku, ktory w kleilam w
                        jednej ze swoich wypowiedzi.
                        Otoz oswiece Cie, skoro dalej nie rozumiesz. I przytocze Ci jego histore po
                        ktotce, to moze wreszcie przestaniesz mnie krytykowac.
                        Otoz pies ten zostal znaleziony na skraju glodowego wyczerpania. Wolontariuszka
                        ze stowarzyszenia Niczyje zabrala go do lecznicy, gdzie przebywal ok 3 dni.
                        Kazdy dzien pobytu pieska kosztowal 40zl. Jak wiesz, lub nie, takie
                        stowarzyszenia, nie spia na pieniadzach, wiec zaczeto szukac osoby, ktora nie
                        wzielaby go do siebie na tydzien, dopoki nie znajdzie sie dla niego miejsce w
                        fundacji niczyje: miejsce, gdzie mialby swoja bude i kojec (zamowiono takie budy
                        i kojce i czekano, na ich zmontowanie - takie dostalam info.
                        I na tym sie skonczylo. Pies jest stary i chory, kasa fundacji swici pustkami,
                        nie uwazasz, ze zamiast wyrzucac kase w oplacanie pobytu lepiej byloby ja
                        spozytkowac na leki i zabiegi dla niego?
                        Czy moze lepiej wyrzucic go tam, skad go przywieziono? Nie wiesz o czyms takim
                        jak Domy Tymczasowe dla zwierzat? Takie domy daja schronienie zwierzetom na
                        jakis czas, a w miedzyczasie szukany jest dla zwierzaka domek staly. Moj dom
                        wlasnie takim dla niego sie stal. Ale w tych domach zwierze, jesli wiadomo, ze
                        nie zostanie na stale, nie moze przebywac dlugo, bo jak slusznie zauwazylas,
                        przyzwyczaja sie, uwaza osobe z nim zamieszkujaca za swojego pana, a potem znow
                        dramat. Dramat, ale w takim razie lepszym wyjsciem wedlug Ciebie byloby
                        wywiezienie go do lasu (miejsca skad zostal zabrany) i niech tam siedzi tak?
                        > Nie krytykuję Cie, po prostu nie podzielam Twojej opini, mam inne
                        > podejście do tego tematu. Jak wiedziałam że nie mogę wziaść pewnego
                        > bezdomnego kotka którego znalazłam, to po prostu znalazłam mu dom.
                        > Chodził po dworze dotąd az nie znalazł sie ktoś kto chciał sie nim
                        > zajać. Trwało to około 2 tygodnie.

                        A nie pomyslalas, ze przez ten czas mogla by sie stac krzywda temu kotkowi? Ze
                        nie dozylby tego dnia, w ktorym znalazl dom? Przeciez mogl go zabic samochod,
                        ktos mogl zrobic mu krzywde. Dokarmialas go? Czy tak po prostu przechodzilas
                        obojetnie i czekalas az zdarzy sie cud?

                        Nie brałam go na tydzień, miesiac
                        > a potem won z mojego domu do schroniska.

                        Won? haha, czy ja go oddalam do schroniska? Gdybym byla taka bezduszna
                        sadystyczna osoba za jaka mnie uwazasz, to nie tracilabym czasu na jakies
                        klikanie na forach, tylko juz dawno bym go tam zawiozla, a skoro tu jestem i
                        pisze, to chyba o czyms swiadczy nie sadzisz?

                        Zwierze po prostu potem
                        > tęstkni i bardzo cierpi. Rozumiesz co mam na myśli... Szkoda mi
                        > tylko zwierzaka, nic więcej.
                        >

                        A ty czego się boisz opini jakiejś pani ze schroniska? Nie boisz się
                        głosu sumienia które Ciebie jednak chyba trochę rusza...?

                        Tak, bo ta kobieta, ktora go do mnie przywiozla, pomimo tego, ze zna nasza
                        umowe, czyli "pies na tydzien" zaczyna tak jak Ty brac mnie za jakiegos
                        bezdusznego osobnika. Sumienie owszem, wlasnie dlatego, ze mnie rusza jestem tu
                        i pisze i szkoda mi psa, ktory sie do mnie przywiazal, a z gory wiadome jest, ze
                        ze mna nie zostanie. Taka byla umowa na poczatku i ja zdania nie zmienilam.
                        Tydzien dla psa to zadna roznica, ale miesiac to juz ogromna.

                        Mam nadzieje, ze wszystko Ci jasno wyjasnilam. A moze masz jeszcze jakies
                        watpliwosci?



                        • kasia_ruchasia Re: Kasha101 17.11.07, 16:33
                          tylko winny sie tak gęsto tłumaczy

                          ja nie mam żadnych watpliwości w przeciwieństwie do Ciebie
                          • evula Re: Kasha101 17.11.07, 17:12
                            kasia_ruchasia napisała:

                            > tylko winny sie tak gęsto tłumaczy
                            >
                            > ja nie mam żadnych watpliwości w przeciwieństwie do Ciebie

                            Taaaa, mocny argument, podparty jakze slusznie wydedukowana teza. Wiesz co? Nie
                            chce mi sie z Toba gadac.
                        • chinaska Re: Kasha101 17.11.07, 16:35
                          taaa
                          kasia_ruchasia jak widac w ogole sie nie zna na tym w jaki sposob
                          pomaga sie bezdomnym zwierzętom...
                          Otoz taka wlasnie jest praktyka stosowana przez fundacje,
                          organizacje czy wreszcie prywatnych ludzi-zwierzaka sie wylapuje i
                          leczy/karmi u kogos w domu i w tym czasie szuka mu sie domu. Tylko
                          trzeba do tego ludzi odpowiedzialnych. Co to za pomoc-zostawic
                          bezdomnego kota na dworzu? Takiego kota trzeba zawiezc do lekarza,
                          zbadac, ewentualnie wyleczyc i znalezc mu dom bo nie kazdy
                          potencjalny nowy wlasciciel chce sie bawic w 'doprowadzanie' takiego
                          zwierzecia do jako takiej kondycji. Krzywda jest zostawienie psa czy
                          kota bez pomocy a nie zabranie go do domu.
                          Scronisko to ostatecznosc dlatego wlasnie te osoby tak sie
                          organizuja i mają 'siatke' takich znajomych, dobrych ludzi ktorzy są
                          w stanie zakwaterowac u siebie na jakis czas zwierzaka.
                          I nie zarzucaj evuli ze zrobila zle.
                          • kasia_ruchasia Re: Kasha101 17.11.07, 16:40
                            kochanie ten kotek wtedy mieszkał u mnie w pracy :) Nie mierz innych
                            swoją miarą
                            • chinaska Re: Kasha101 17.11.07, 16:53
                              kasia_ruchasia napisała:

                              > kochanie ten kotek wtedy mieszkał u mnie w pracy :) Nie mierz
                              innych
                              > swoją miarą

                              Nie jestem Twoim kochaniem. Poza tym-zdecyduj się kobieto-czy kotek
                              byl bezdomny jak wczesniej napisalas czy mieszkal w pracy bo to
                              subtelna roznica.
                              I nie zmienia to faktu ze o pomocy bezdomnym zwierzetom nie masz
                              zielonego pojecia.
                              • evula Re: Kasha101 17.11.07, 17:10
                                chinaska napisała:

                                > kasia_ruchasia napisała:
                                >
                                > > kochanie ten kotek wtedy mieszkał u mnie w pracy :) Nie mierz
                                > innych
                                > > swoją miarą
                                >
                                > Nie jestem Twoim kochaniem. Poza tym-zdecyduj się kobieto-czy kotek
                                > byl bezdomny jak wczesniej napisalas czy mieszkal w pracy bo to
                                > subtelna roznica.

                                Otoz to:-)

                                > I nie zmienia to faktu ze o pomocy bezdomnym zwierzetom nie masz
                                > zielonego pojecia.

                                Popieram Twoja opinie w 100%. Rozmowa z ta ruchasia to walka z wiatrakami.
                                Szkoda gadac.
    • skorpionica11 Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 16:45
      jesli nie mozesz zatrzymac pieska (a szkoda)chyba ze nie lubisz psów
      to lepiej powiedz stanowczo kobiecie zeby zabrala albo oddasz do
      schorniska

      p.s ja tez mam psa a raczej suczke ale ma juz 8lat i tez zostawala
      ok 10godz/ sama w domu
      • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:23
        skorpionica11 napisała:

        > jesli nie mozesz zatrzymac pieska (a szkoda)chyba ze nie lubisz psów

        Gdybym nie lubila psow, nie wzielabym go na tymczas.

        > to lepiej powiedz stanowczo kobiecie zeby zabrala albo oddasz do
        > schroniska

        Nie moge byc obludna, ona wie, ze jestem przeciwna schroniskom. Zwlaszcza ten
        piesek: jest za stary i zbyt slaby, nie poradzilby sobie z innymi psami, nie
        zostalby wyleczony. Po prostu by go tam zanidbano i jestem pewna, ze w ten
        sposob skazalabym go na pewna smierc.

        > p.s ja tez mam psa a raczej suczke ale ma juz 8lat i tez zostawala
        > ok 10godz/ sama w domu

        Ja tez mialam boxera, mial 10 lat i zostawal w domu czasem nawet na 11h.
        Wytrzymywal, bo byl zdrowy. Zabila go babeszjoza. 2 tygodnie walczyl o zycie. Po
        jego smierci strasznie to przezywalam, od tej pory nie chcialam juz zadnego psa.
        Nie chce sie przywiazywac, a potem znow rozstawac ze zwierzeciem. Ponadto mam w
        domu 2 kotki, nie stac mnie na utrzymanie jeszcze psa.
        • kasha101 Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:41
          Evula, mam nadzieje, ze nie masz mi za zle, ze umiescilam link do
          dogomanii w osobnym watku, ale pomyslalam, ze to calkiem sensowne,
          zeby od razu to puscic, niech moze ludzie porozsylaja znajomym, moze
          akurat ktos, gdzies..Myslalam tez o tymm , zeby byl jakis dostep do
          Twoich namiarow, czyli miejsca gdzie pies przebywa, tak latwiej
          byloby sie potencjalnej chetnej osobie z Toba skontaktowac...Ale
          wiem, ze to ryzykowne, umieszczac np swoja komorke na forum (sa
          rozni ludzie jak widzisz), moze chociaz gg...Pomysl o tym. Ja mam
          obecnie slaby dostep do neta, ale to o czym pisalam postaram sie jak
          najszybciej sprawdzic...
          Na sraczke najlepiej wegiel z apteki (taki dla ludzi) w sporej
          dawce, do jedzenia najlepiej mu dodaj. Mialam psa, wiem, ze
          skutkuje...I mala glodowka niestety, moze on jest chory...? Albo tak
          przezywa stresy, wiesz, sama niejednokrotnie sie przekonalam ze
          zwierze doskonale wyczuwa co sie dziej, nasze emocje...jak masz
          ochote skontaktuj sie ze mna na kika100@wp.pl
          Pies to obowiazek bardzo duzy, a kiedy taki obowiazek spada raptem i
          nie jest sie przygotowanym to...uffff. Badz cierpliwa, moze da sie
          cos wymyslic szybko i znalezc w koncu staly szczesliwy dom dla tego
          biedaka...Pozdrawiam!
          • kasha101 Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:43
            wegiel oczywisci rozdrobniony, latwo sie daje pokruszyc i wychodzi
            czarna breja ale dziala:)
          • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:57
            kasha101 napisała:


            > Na sraczke najlepiej wegiel z apteki (taki dla ludzi) w sporej
            > dawce, do jedzenia najlepiej mu dodaj. Mialam psa, wiem, ze
            > skutkuje...I mala glodowka niestety, moze on jest chory...?

            Jest chory, stary, zaniedbany. Ktos po prostu wyrzucil chorego na oskrzela,
            nerki i jelita starego biednego psa. Przygarnelam go na tymczas, bo rowniez nikt
            inny nawet na tymczas go nie chcial.
            Dostaje leki na kaszel, jednym ze skutkow ubocznych tego leku jest wlasnie
            biegunka i intensywne oddawanie moczu... szkoda tylko, ze na moje nowe podlogi:-(((
        • skorpionica11 Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:42
          pojedz do niej i podstaw go po jej drzwi ,a raczej zadzw.do dzwi i
          powiedz dzien dobry oddaje Pani pieska ;)
          naprawde juz mi brak pomyslu,a wogole ta kobieta ma tupet eh
          • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 17:58
            skorpionica11 napisała:

            > pojedz do niej i podstaw go po jej drzwi ,a raczej zadzw.do dzwi i
            > powiedz dzien dobry oddaje Pani pieska ;)

            Nie znam adresu.

            > naprawde juz mi brak pomyslu,a wogole ta kobieta ma tupet eh

            Ano...
            • kasia_ruchasia Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 23:00
              evula po prostu wykop go z domu bo ten stary zchorowany pies zasrywa
              Ci Twoją nową podłogę.

              Po prostu znajdz adres tej kobiety i przywiąż jej smycza tą psinę do
              jej drzwi...
              Nie ma to jak problem z głowy.

              Krytykujesz mnie za mój punkt widzenia ale chcesz zebym ja wczuła
              się w twoje położenie ale jednocześnie chcesz żebym zrozumiała coś z
              czym nigdy nie jestem/byłam/będę w stanie się pogodzić. Mam na myśli
              półśrodki. Nic nie jest czarne albo biale- tak jak ta Twoja ustna
              umowa którą zawarłaś z tą panią ze schroniska.
              • kasia_ruchasia Re: Jak mam to powiedzieć? 17.11.07, 23:02
                i myśle ze ona wciąż liczy na to ze ja zostawisz bo jeszcze nie
                znalazła dla niej domu....
    • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 18.11.07, 21:45
      Piesek zostal przewieziony do przytuliska k/W-wy. Ma tam swoj kojec i ciepla
      bude. Ja plakalam cala droge, bo naprawde zdazylam sie juz do niego przywiazac.
      Kobieta zadzwonila i umowila sie ze mna na konkretna godzine - szkoda, ze musial
      to byc efekt naciskow. Ja ze swojej strony mimo najszczerszych checi nie bede
      mogla w ten sposob pomagac bezdomnym zwierzetom. Nie chcialabym znow byc karana
      za swoje dobre uczynki.
      Pies caly czas szuka domu.
      • simply_z Re: Jak mam to powiedzieć? 18.11.07, 21:48
        ciekawe czy znajdzie...,moze juz sie nie bierz za pomaganie
        bezdomnym zwierzetom jak sie ma to konczyc zostawianiem ich tak czy
        inaczej w schronisku ,wspomagaj finansowo moze ,jak juz bawisz sie w
        samatarytanizm.
        • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 18.11.07, 21:57
          simply_z napisała:

          > ciekawe czy znajdzie...,moze juz sie nie bierz za pomaganie
          > bezdomnym zwierzetom jak sie ma to konczyc zostawianiem ich tak czy
          > inaczej w schronisku ,wspomagaj finansowo moze ,jak juz bawisz sie w
          > samatarytanizm.

          To nie jest schronisko!!! Czy Ty wiesz czym rozni sie schronisko od przytuliska?
          Podejrzewam, ze nie! I ze dla Ciebie to jeden czort.
          Gdyby zle bylo to co zrobilam to w ogole nie istnialyby domy TYMCZASOWE. Ja sie
          do czegos zobowiazalam i zobowiazania nie zlamalam. Piesek mial byc na tymczas!
          Irracjonalnym byloby zostawienie go w moim miniaturowym mieszkanku, przez 10h
          dziennie, kiedy opiekuje sie nim jedna osoba, czyli ja. Violetta Villas nie
          zostane, ktora nie wymierzyla sil na zamiary, a efekt - to zaniedbane i glodne
          zwierzeta, nad ktorymi owa pani stracila calkowita kontrole.
          Nie mam warunkow do zatrzymywania psow na stale, pomagam im wiec chociaz tak jak
          moge. Ja go wyleczylam i odkarmilam - zrobilam to co moglam i to czego nie
          dostalby w warunkach schroniskowych. Czy moze lepiej byloby odrazu wywalic
          zwierze do schroniska i skazac go tam na pewna smierc? Jak uwazasz?
          • kroliczyca80 Re: Jak mam to powiedzieć? 18.11.07, 22:29
            Czym ty sie evula przejmujesz? głupimi komentarzami na forum? Nie
            masz sobie nic do zarzucenia. I tak dużo wytrzymałaś.
            To baba z fundacji okazała się nie fair. Pewnie liczyła, że
            przywykniesz do zwierza i zatrzymasz go na stałe. Tak robi sporo
            osób biorących psy i koty na tymczas (po raz pierwszy i zarazem
            ostatni). Ale nie wszyscy. Ty nie miałaś takiego obowiązku.
            Sama zastanawiałam się kiedyś nad wzięciem kota na tymczas, ale na
            szczęście nie zdecydowałam się. Pewnie odchorowałabym ten dobry
            uczynek podobnie jak ty. A jeśli domek nie znalazłby się - pewenie
            zostałabym z kolejnym kotem w domu... A na to nie mogę sobie
            pozwolić:(
          • simply_z Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 00:01
            > moge. Ja go wyleczylam i odkarmilam - zrobilam to co moglam i to
            czego nie
            > dostalby w warunkach schroniskowych. Czy moze lepiej byloby odrazu
            wywalic
            > zwierze do schroniska i skazac go tam na pewna smierc? Jak uwazasz?
            moglas tez zaczac szukac mu domu ,a tak? zwierze wrocilo do punktu
            wyjscia ,jak nie masz warunkow to sie nie bierz za pomaganie ,tyle.
            Mam w domu kilka zwierzat i nie wyobrazam sobie ,ze biore zwierze na
            jakis czas ,a potem nagle oddaje.
            • kasia_ruchasia Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 00:31
              moze nie jestem tak uczona i światła jak ty w kwestii przytulisk a
              schronisk ale wiem jedno tak sie nie postępuje.

              Np wyobrażasz sobie ze oddajesz dziecko któe wzięłas jako rodzina
              zastępcza bo to przeciez nie jest adopcja... Sa pewne odruchy
              ludzkie bezwarunkowe ale o czym tu mówić najpierw trzeba mieć z
              kim...
              • charlotte_de_corday Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 00:58
                Przykro mi, Evula, ale ja zgadzam się z poprzedniczkami i również
                nie mogę poprzeć Twojego postępowania. To, co zrobiłaś, jawi się w
                moich oczach jako bezduszne i nieludzkie.
                I tylko nie wyjeżdżaj mi z oskarżeniami, że nie wiem, jak działają
                DT, bo jestem wystarczająco częstym gościem na Miau, aby doskonale
                zdawać sobie z tego sprawę.
                Ale nie znam przypadku, aby dom tymczasowy wyrzucił psa czy kota na
                zimno, mróz czy słotę. Zawsze czekał tak długo, aż znalazł się inny
                DT lub stały, nawet jeżeli było to kosztem ogromnych wyrzeczeń,
                również materialnych.
                Ty miałaś tę komfortową sytuację, że nawet karmę Ci dostarczano. Nie
                musiałaś płacić za weta.
                Po prostu wyrzuciłaś go dlatego, że miał rozwolnienie i niszczył Ci
                nową podłogę. A może też dlatego, że był stary i chory.

                Możesz mi wierzyć, że nie raz sprzątałam rzygi, gówna i siki po moim
                kocie nie tylko z podłóg, ale i z kanap, narzut świeżo odebranych z
                pralni chemicznej a nawet z kożucha, który teraz nadaje się tylko do
                wyrzucenia.

                Evula, nie bierz się nigdy więcej za pomaganie nikomu, bo tego nie
                potrafisz. Dałaś mu tylko nadzieję, którą zaraz odebrałaś.
                • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 08:53
                  charlotte_de_corday napisała:

                  > Przykro mi, Evula, ale ja zgadzam się z poprzedniczkami i również
                  > nie mogę poprzeć Twojego postępowania. To, co zrobiłaś, jawi się w
                  > moich oczach jako bezduszne i nieludzkie.
                  > I tylko nie wyjeżdżaj mi z oskarżeniami, że nie wiem, jak działają
                  > DT, bo jestem wystarczająco częstym gościem na Miau, aby doskonale
                  > zdawać sobie z tego sprawę.
                  > Ale nie znam przypadku, aby dom tymczasowy wyrzucił psa czy kota
                  na
                  > zimno, mróz czy słotę. Zawsze czekał tak długo, aż znalazł się
                  inny
                  > DT lub stały, nawet jeżeli było to kosztem ogromnych wyrzeczeń,
                  > również materialnych.
                  > Ty miałaś tę komfortową sytuację, że nawet karmę Ci dostarczano.
                  Nie
                  > musiałaś płacić za weta.
                  > Po prostu wyrzuciłaś go dlatego, że miał rozwolnienie i niszczył
                  Ci
                  > nową podłogę. A może też dlatego, że był stary i chory.
                  >
                  > Możesz mi wierzyć, że nie raz sprzątałam rzygi, gówna i siki po
                  moim
                  > kocie nie tylko z podłóg, ale i z kanap, narzut świeżo odebranych
                  z
                  > pralni chemicznej a nawet z kożucha, który teraz nadaje się tylko
                  do
                  > wyrzucenia.
                  >
                  > Evula, nie bierz się nigdy więcej za pomaganie nikomu, bo tego nie
                  > potrafisz. Dałaś mu tylko nadzieję, którą zaraz odebrałaś.

                  Umowa byla na tydzien. Matko Boska, kobieto! Umowilam sie na
                  tydzien, a potem piesek mial zostac zabrany do kojca. OD SAMEGO
                  POCZATKU kobieta z fundacji ustalila ze mna, ze zostawi go u mnie na
                  tydzien. Nie no rece mi opadaja, jak czytam niektore rzeczy.
                  Masz racje, nie zrobie jzu zadnemu zwierzeciu nadzieji, to bez sensu.
                  Acha, caly czas ja bezduszna sadystka, oglaszam psa i szukam mu domu
                  poprzez znajomych, poprzez dogomanie itp. serwisy.
            • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 08:49
              simply_z napisała:


              jak nie masz warunkow to sie nie bierz za pomaganie ,tyle.
              > Mam w domu kilka zwierzat i nie wyobrazam sobie ,ze biore zwierze
              na
              > jakis czas ,a potem nagle oddaje.

              Zaraz mnie cos trafi! A wiec, po raz enty objasnie sprawe.
              Pies mial docelowo trafic do przytuliska. Fundacja, oraz kobieta
              zajmujaca sie tym pieskiem czekala na wybudowanie kilku kojcow.
              Przez ten czas - dopoki kojce nie zostaly zrobione piesek musial,
              gdzies zostac ulokowany! Budowa kojcow miala trwac tydzien, a jak
              sie okazala trwala miesiac. Nie wiem czy to faktycznie prawda, czy
              informacje, ktore docieraly do mnie, czyli " kojcow jeszcze nie ma,
              czekamy na kontakt od przytuliska itp. czy mozna juz zabierac pieska
              czy nie itp." - nie wiem czy te slowa, to byla prawda, ze faktycznie
              tych kojcow jeszcze nie bylo, czy mowiono mi to specjalnie, abym
              zmiekla i postanowila zostawic pieska. A wiec jeszcze raz powtarzam:
              na zatrzymanie zwierzecie na tydzien moge sie zgodzic, na
              zatrzymanie na zawsze nie! I jeszcze raz powtarzam: gdybym chciala i
              mogla miec psa na stale juz dawno bym go miala! A ze nie moge, wiec
              staram sie pomoc chociaz w taki sposob!
              • kroliczyca80 Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 10:54
                Jeszcze raz Ci powiem: zignoruj zaczepki i krytykę na forum. Miałaś
                duży problem, ciążył Ci na duszy, wygadałaś się. I co? Masz jeszcze
                większy, bo "przyjaciółki zwierząt" (tyle, że na odległość) próbują
                wzbudzić w Tobie poczucie winy. Na co Ci to? Zrobiłaś, co musiałas,
                sama powinnaś wiedziec, że inaczej się nie dało, a więc i winy w tym
                Twojej nie ma. Ot, nauka na przyszłość: więcej tego nie rób, bo nie
                masz warunków ani psychiki odpowiedniej. Ale to też niczyja wina. Ja
                tez nie mam. Obie możemy wspierać fundacje finansowo, choćby to
                miały być nawet niewielkie pieniądze. Albo posyłać karmę, koce itd,
                jeśli nie ufamy ludziom z fundacji (nie wszyscy są święci, jak
                zdążyłaś się przekonać). No i szukac domków. Ale brać chorego
                zwierza do siebie, gdy cały dzień jest sie poza domem - zły pomysł.
                Mądry Polak po szkodzie, ale dobrze, że chociaz psiak jest teraz w
                bezpiecznym miejscu. Oby udało mu się znaleźć domek, chociaż zdaję
                sobie sprawę, że może to graniczyć z cudem:(
                Pozdrawiam Cię serdecznie, nie przejmuj się uwagami na FK, a przede
                wszystkim - nie tłumacz się tak obficie każdemu, komu zachce się
                splunąć w Twoją stronę! Szkoda czasu i energii, jak ktoś nie chce
                zrozumiec, to nigdy nei zrozumie.
                • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 11:49
                  kroliczyca80 napisała:

                  > Jeszcze raz Ci powiem: zignoruj zaczepki i krytykę na forum.
                  Miałaś
                  > duży problem, ciążył Ci na duszy, wygadałaś się. I co? Masz
                  jeszcze
                  > większy, bo "przyjaciółki zwierząt" (tyle, że na odległość)
                  próbują
                  > wzbudzić w Tobie poczucie winy. Na co Ci to? Zrobiłaś, co
                  musiałas,
                  > sama powinnaś wiedziec, że inaczej się nie dało, a więc i winy w
                  tym
                  > Twojej nie ma. Ot, nauka na przyszłość: więcej tego nie rób, bo
                  nie
                  > masz warunków ani psychiki odpowiedniej. Ale to też niczyja wina.
                  Ja
                  > tez nie mam. Obie możemy wspierać fundacje finansowo, choćby to
                  > miały być nawet niewielkie pieniądze. Albo posyłać karmę, koce
                  itd,
                  > jeśli nie ufamy ludziom z fundacji (nie wszyscy są święci, jak
                  > zdążyłaś się przekonać). No i szukac domków. Ale brać chorego
                  > zwierza do siebie, gdy cały dzień jest sie poza domem - zły
                  pomysł.
                  > Mądry Polak po szkodzie, ale dobrze, że chociaz psiak jest teraz w
                  > bezpiecznym miejscu. Oby udało mu się znaleźć domek, chociaż zdaję
                  > sobie sprawę, że może to graniczyć z cudem:(
                  > Pozdrawiam Cię serdecznie, nie przejmuj się uwagami na FK, a
                  przede
                  > wszystkim - nie tłumacz się tak obficie każdemu, komu zachce się
                  > splunąć w Twoją stronę! Szkoda czasu i energii, jak ktoś nie chce
                  > zrozumiec, to nigdy nei zrozumie.

                  Dzięki króliczyca. A no widzisz, taki juz ze mnie typ, że wszystko
                  biorę do siebie, przejmuję się wszystkim i naprawdę nie jest mi
                  łatwo.
                  Masz rację, psychikę mam słabiutką - co jest natychmaist
                  wykorzystywane przez innych. Jestem zbyt wrażliwa, często biorę na
                  swoje barki zbyt wiele niż potrafiłabym udźwignąć (nie tylko w
                  kwestii tego pieska, ale ogólnie w życiu). Jestem osobą uczciwą,
                  kocham zwierzęta i będę im pomagać, ale w inny sposób. Naprawdę nie
                  chciałam by cała ta sprawa potoczyła się w taki przykry sposób (moje
                  relacje z kobietą z fundacji - była dla mnie zawsze tak miła, że
                  nigdy nie miałam sumienia powiedzieć jej coś dosadnie etc.) Mówiła
                  mi nawet, że myślała o tym, by może gdzieś bliżej załatwić mi pracę,
                  tak, bym szybciej była w domu i opiekowała się piesiem. Ja wciąż mam
                  mętlik w głowie. Za tydzień zobacze piesia, zawiozę go na zabieg...
                  przywiązałam się do niego.

    • butterflymk Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 12:03
      może nie chodzi o babę tylko o pieska,
      jak przychodzi co do czego to serce ci pęka
      że mogłabyś olac chorego bezbronnego biedaczka
      no bo jak nie, to nie rozumiem po co go brałas w ogóle
      a tak poza tym idx z nim do weterynarza, jeśli jest chory.
      przeciez to piesek a nie jakas szmata do pomiatania...
      • evula Re: Jak mam to powiedzieć? 19.11.07, 13:00
        Pies jest w trakcie leczenia. Raz w tygodniu jezdzi ze mna na
        konsultacje i badania potrzebne do wykonania zabiegu kastracji. W
        piatek byl na USG i EKG serca i pluc. Ma kaszel, wiec dostaje leki i
        witaminy.
        Zachowaj wiec te zlosliwosci dla siebie. Nie moge czytac takich
        bzdur!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka