12.01.08, 15:48
Raport Polityki

Choć problem dotyczy już 30 proc. populacji, w teoriach na temat
menopauzy panuje całkowity chaos: od bagatelizowania do katastrofy;
od heroicznego zaprzeczania po terapię totalną; od twierdzeń, że nic
nadzwyczajnego się nie dzieje, po przekonanie, że wysiłek i stres
związane z klimakterium są tak wielkie, że od kobiety w tym okresie
nie można oczekiwać sensownego zachowania.
Menopauzą wygodnie tłumaczy się wiele problemów, które dotykają
kobiety w średnim wieku. Polki ankietowane przez Monikę Cielemęcką,
która na Uniwersytecie Warszawskim obroniła pracę magisterską na
temat cielesnej tożsamości współczesnej kobiety, mówią, że otoczenie
postrzega je jako „baby w wieku poborowym", „matrony", „kulę u
nogi". „Świat gorzej nas widzi i surowiej ocenia. Nasze postępowanie
widziane jest przez pryzmat starzenia: patrzcie, jest babą
menopauzalną, ma humory, popłakuje, nie wyrobi się" - opowiada jedna
z nich.
Wiązanie menopauzy z histerią, depresją, rozchwianiem emocjonalnym
bywa poręcznym argumentem za odsunięciem kobiet w średnim wieku od
władzy i stanowisk, z którymi nie da się żyć z powodu rozszalałych
hormonów. Tymczasem ewolucja wymyśliła menopauzę z powodów wręcz
przeciwnych.

Wynalazek babci

-Menopauza jest zjawiskiem specyficznym dla naszego gatunku, w
takiej formie nie występuje u innych naczelnych - mówi prof. Maria
Kaczmarek z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - Ludzki
wzorzec inwestycji rodzicielskich jest unikatowy, a menopauza jest
kolejnym krokiem w ogólnym trendzie podwyższania nie liczby, ale
jakości wydawanego na świat potomstwa. Ryzyko śmierci podczas porodu
jest z wiekiem coraz wyższe, więc korzystniej zainwestować energię w
sukces reprodukcyjny potomstwa. Opiekę nad dziećmi, wnukami,
wspieranie dojrzałych córek. - W ten sposób kobieta osiąga większy
sukces reprodukcyjny, niż gdyby dalej rodziła sama.
Stare kobiety stały się plemienną instytucją. Służyły radą i
wsparciem dla młodych matek. Bezsenność, która dziś jest zmorą
kobiet w wieku menopauzalnym, też miała swój sens. Nocne czuwanie
pomagało grupie przetrwać. Odciążone z rodzicielstwa kobiety
zajmowały się leczeniem, gromadziły wiedzę i doświadczenie.
- Babcia, wynalazek gatunkowy człowieka, pełniła nie tylko funkcję
troskliwej opiekunki, ale też stanowiła potężny mechanizm kumulacji
wiedzy i kultury - twierdzi dr Jan Poleszczuk, socjolog z
Uniwersytetu Warszawskiego.
Społeczności, w których kobiety po menopauzie pełniły rolę mędrców,
rozwijały się lepiej.

Od babci do baby

We wszystkich kulturach starożytnych stare kobiety zyskiwały wysoki
prestiż. Zostawały prorokiniami, szamankami, uzdrowicielkami,
przypisywano im magiczną siłę. Clarissa Pinkola Estes, która przez
ponad 20 lat zbierała mity i opowieści z różnych stron świata, pisze
w swojej książce „Biegnąca z wilkami" o archetypie starej kobiety,
który uosabiany jest przez La Que Sabe - Tą, Która Wie. Moc przez
nią personifikowana odzwierciedla pradawną przeszłość ludzkości,
ponieważ przechodzi z pokolenia na pokolenie; „Jest stara jak czas.
Jest kroniką kobiecych intencji. Przechowuje kobiecą tradycję. Ma
jasnowidzące, pokryte bielmem oko starej wiedźmy".
Dziś słowo wiedźma ma wybitnie pejoratywną wymowę, ale słychać w nim
jeszcze źródłosłów: ta, która wie. Podobnie jak rdzeniem
angielskiego witch jest słowo wit - mądrość. Stare kobiety zajmujące
się zielarstwem, leczeniem, pełniące funkcje akuszerek, żyły zwykle
na uboczu. Budziły respekt, ale też niechęć i lęk.
- Wiedza znaczy władza - tłumaczy dr Poleszczuk. - W przypadku
akuszerek była to władza nad życiem. Co więcej, władza niedostępna
mężczyznom. W patriarchalnym społeczeństwie nie było dla niej
miejsca.
Gdyby próbować wskazać konkretny moment, w którym wiedźma stała się
zła, byłaby to epoka stosów. Jak twierdzi Kurt Baschwitz, autor
książki „Czarownice", procesy czarownic rozpoczęły się jako wojna ze
starymi kobietami. Prześladowania zaczynały się od tego, że
aresztowano kilka samotnych staruszek i zmuszano je do wydania
wspólników. Pierwsza na stos trafiała zazwyczaj miejscowa położna.
Do dziś zła czarownica Baba-Jaga ma w bajkach i filmach rysunkowych
postać zgrzybiałej staruchy.

Histeria hrabiny Tołstoj

„Kobiety nigdy nie robiły wielkiej sprawy z klimakterium. W czasach,
gdy niewiasty sprawowały rządy w wielopokoleniowej rodzinie, miały
okazję napatrzeć się na mękę i śmierć kobiet w wieku rozrodczym i
nieraz mogły sobie pogratulować, że przeżyły" - pisze Germaine Greer
w książce „Zmiana - kobiety i menopauza". Negatywne postrzeganie
menopauzy wiązało się z przekonaniem, że wartość kobiety ogranicza
się do rodzenia dzieci, a zatem ustanie owulacji to katastrofa,
śmierć za życia (jak pisał pod koniec XIX stulecia Rudolf Vir-chow,
współtwórca współczesnej patologii: kobieta to dwa jajniki, do
których doczepiono istotę ludzką, mężczyzna natomiast jest istotą
ludzką wyposażoną w dwa jądra).
Mit piekła klimakterium rozwijał się wraz z postępem medycyny. W XIX
w. zjawisko nazwano, uznano za patologię i zaczęto intensywnie
leczyć. Wszelkie niewygodne zachowania kobiet w średnim wieku
odczytywane były jako objawy, humory, irracjonalny gniew - choćby
miały one jak najbardziej uzasadnione podstawy.
Greer opisuje w swojej książce historię Sofii Andrejewny Tołstoj,
żony Lwa Tołstoja. Poślubił ją jako 18-latkę, po czym zrobił
trzynaścioro dzieci. „Jego biografowie będą pisali o tym, jak
pomagał robotnikom nosić wiadra z wodą, lecz nikt się nie dowie, że
własnej żonie nie dawał chwili wytchnienia i ani razu - przez 32
lata - nie podał dziecku wody ani nie posiedział pięciu minut przy
łóżeczku, żebym mogła odpocząć, przespać się, wyjść na spacer czy
wydobrzeć po kolej nych porodach" - pisała w pamiętniku. Sofia
przepisywała jego dzieła, prowadziła dom, zarządzała majątkiem,
ulegała jego potrzebom seksualnym, choć paradował w aureoli
człowieka żyjącego w celibacie. Gdy 0ją odtrącił, jako kobietę po
pięćdziesiątce, rozchorowała się. Lekarze stwierdzili „paranoję i
histerię z przewagą tej pierwszej".
Mit XIX-wiecznej klimakterycznej histerii wiąże się także z tym, że
w dużej mierze postrzegana była ona przez pryzmat staropanieństwa.
Wśród kobiet w wieku menopauzalnym bardzo liczną grupę stanowiły
bowiem 50-letnie dziewice. Nie narażone na śmierć podczas porodów
łatwiej dożywały wieku przekwitania.

Nożem, prądem, radem

Początkowo klimakterium leczono dość łagodnie: wyjazdami do wód,
puszczaniem krwi, bańkami, lewatywą. Z czasem zabiegi stawały się
coraz bardziej inwazyjne. Menopauzę zaczęto leczyć prądem
(elektroginekologia) . „Pacjentki umierały na skutek wstrząsu
elektrycznego, zakażeń i w istocie nieleczonych schorzeń - pisze
Greer. - Nie znamy rozmiarów tej masakry". Potem przyszedł czas na
promienie Roentgena, potężne dawki promieniowania X miały zniszczyć
jajniki i wywołać kontrolowaną menopauzę. Innym sposobem kastracji
było umieszczanie w pochwie prętu radu. Zwłaszcza w Stanach
Zjednoczonych modne wśród lekarzy stało się ordynowanie kobietom w
wieku menopauzalnym profilaktycznej histerektomii (chirurgiczne
usunięcie macicy). Joan Borysenko, biolog i psycholog,
współtwórczyni Kliniki Umysłu i Ciała w Akademii Medycznej w
Harvardzie, wspomina wykład, podczas którego profesor patologii
sugerował, by kobietom w tym wieku usuwać także obie piersi, co maje
uchronić przed ryzykiem raka. Jak pisze Borysenko w „Księdze życia
kobiety", co roku w USA histerektomii poddaje się ok. 600 tys.
kobiet, z czego 500 tys. zupełnie niepotrzebnie.
Kobiety chętnie poddawały się tym zabiegom, bo wmówiono im, że są
ciężko chore, że sam fakt wystąpienia menopauzy kwalifikuje je do
terapii, że wiek średni należy leczyć. „Rozpowszechnion
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka