Dodaj do ulubionych

Ręce opadają - długie

18.08.03, 12:01
Kilka tematów chcę rzucić od razu ale jestem tak skołowana, że nie wiem już
co o tym myśleć...
Zaczne od poczatku. Do wszystkiego musiałam dojść sama. Od 18 roku zycia
utrzymywałam sie praktycznie sama; ojciec koszmar dzieciństwa, mamusia też
nie ułatwiała mi zycia, delikatnie mówiąc. Za wszystkie swoje niepowodzenia w
życiu obwiniała mnie, traktując moją młodszą siostrę znacznie lepiej, co było
widać gołym okiem. Nie dostałam od niej ani grosza ani dobrego słowa. Moje
wyjście z domu to był jeden wielki koszmar dla mnie.
Ale nie traciłam pogody ducha. Sama się utrzymywałam, opłacałam studia,
wykształciłam, zdobyłam mieszkanie. Obecnie mam b.dobry zawód, zarabiam
znacznie ponad przeciętną, jestem rozsądna, zaradna życiowo. Jestem od
niedawna w związku z fajnym facetem.
Od ojca całkowicie się odseparowałam i nie chcę go widzieć na oczy. Matka
wyszła drugi raz za mąż, złagodniała, stosunki między nami się poprawiły,
stara mi się nawet pomagać, jak trzeba, szarpnie sie nawet na nieplanowany
prezent typu bluzka itepe.

Gdzie tkwi problem?

Mimo wszelkich powodów do zadowolenia na dziś, nie potrafię cieszyć sie
życiem. Nie umiem. Nie ułożyłam sobie życia, nie mam dziecka (mam dobrze
ponad 30 lat). Mój męzczyzna ma ponad 30lat, mieszka z rodzicami, jest
niezaradny, mocno uwikłany w egoistyczną matkę, nie umie sie przeciwstawić
rodzicom, którzy traktują go jak własność w pełnym tego słowa znaczeniu. On o
tym wie, stara się przeciwstawiać ale nie bardzo mu to wychodzi, choć widze,
że nad tym pracuje. Jednak kazda moja próba uzmysłowienia mu tego tematu przy
okazji jakiegoś jego zachowania kończy sie spięciem. Od dwóch miesięcy jest
bez pracy, cośtam ktoś ma cos załatwić. Ja zarabiam dobrze, więc się nie
czepiam, że on nie może kupić czegoś tam, bo wiem, że nie ma za co. Ale z
drugiej strony nie dostałam od niego nawet przysłowiowej czekoladki... takiej
drobinki, która by była TYLKO dla mnie. Czepiam się? Mieszkanie, w którm
mieszkam obecnie wykańczam i będe wyposażać, ale z jego strony nie widze
większego zaangazowania, choć plany są takie, że będziemy w nim razem żyć. On
nastawił się na samorozwój (bardzo się nastawił....), z własną rodziną mu się
nie spieszy.
Druga sprawa to poczucie, że ponieważ od niedawna stoję mocno na nogach
finansowo mam poczucie, że wszystkim naokoło nalezy się pomoc, choć sami
mogli dojść od zera do tego samego co ja. A bo siostra bezrobotna, bo matce
brakuje.... a gdzie oni wszyscy byli jak ja jadłam chleb z dżemem a teraz mam
wielki kredyt mieszkaniowy?
Z jednej strony świadomość, że rodzinie trzeba pomagać a z drugiej poczucie,
że wszystko to zdobyłam ciężka pracą bez pomocy rodziny, na przekór matce,
która mnie zawiodła na wszystkich frontach.
Duzy żal, poczucie krzywdy. Najgorsze jest to, że nie potrafie o tym
zapomnieć mimo że dziś to ja rozdaję karty, przynajmniej w ich oczach.

Czuje się gorsza od innych, brzydsza, nie zasługująca na miłość, inni sa
lepsi ode mnie. Nie potrafię cieszyć sie z tego co mam. Frustruje mnie mój
związek.
Nie wiem, jak sobie pomóc.

Obserwuj wątek
    • Gość: siedem no wlasnie IP: 213.216.66.* 18.08.03, 12:06
      niebiesska napisała:

      > Czuje się gorsza od innych, brzydsza, nie zasługująca na miłość, inni sa
      > lepsi ode mnie. Nie potrafię cieszyć sie z tego co mam.


      sama sobie wlasnie odpowiadasz jak sobie pomoc. wystarczy ze to w/w zmieniasz
      [a jak? nie pytaj to trzeba samemu opanowac] i ruszysz z kopyta do przodu.

      5040
      • niebiesska Re: no wlasnie 18.08.03, 12:13
        Jestem dość inteligentna, nawet ktoś pytal, czy nie mam ochoty przejrzeć testów
        mensy. Wiem, że gdybym wyzwoliła sie od takiego myslenia o sobie, to miałabym
        niezłe turbodoładowanie... Chociaż w pracy radze sobie i tak nieźle. Jestem
        odważna, nie boje sie pracy, nowych wyzwań. Tu idę jak taran. Ale w relacjach z
        bliskimi i w związku kompletna rozsypka. Permanenty brak poczucia
        bezpieczeństwa.
        • Gość: Anton Re: no wlasnie IP: *.acn.waw.pl 18.08.03, 12:18
          Od tego są specjaliści, to się nazywa psychiatria albo psychoterapia, jakoś
          tak. Masz problem psychologiczny, sama nie wiesz jaki - i nie wiesz jak się
          dowiedzieć. Dobry psychiatra (taki, któremu zaufasz, tj. dla katolika -
          katolik, dla niekatolika - raczej niekatolik) się na takich rzeczach zna i jest
          w stanie Ci pomóc. Ta lista to tylko mały wentyl; może się okazać, że
          potrzebujesz większej pomocy.
        • Gość: Kan_z_oz Re: no wlasnie IP: *.mega.tmns.net.au 18.08.03, 12:26
          Niebiesska napisala;

          Czuje się gorsza od innych, brzydsza, nie zasługująca na miłość, inni sa
          lepsi ode mnie. Nie potrafię cieszyć sie z tego co mam.

          Masz klopoty ze sobe z oczywistych powodow. Musisz zaczac lubic sama siebie i
          dobrze sie z soba sama czuc. Twoj obecny parner nie wyglada, ze ci w tym
          pomoze. Chyba raczej probuje zastapic 'mamusie' na zone 'mamusie'. To ostatnia
          rzecz jakie ty potrzebujesz. Znajdz faceta ktory ma swoje zdanie, opinie i
          bedzie twoim partnerem nie 'synkiem'.
          Odpusc rodzinie, kochaj ich i pomagaj w miare rozsadku.
          Sama mam czesc rodziny na utrzymaniu. "let it go"
          Pozdrawiam
        • straw-berry Re: no wlasnie 18.08.03, 13:44
          niebiesska napisała:

          > Jestem dość inteligentna, nawet ktoś pytal, czy nie mam ochoty przejrzeć
          testów
          >
          > mensy.

          "dość inteligentna" i "mensa"??? dziewczyno jesteś geniuszem.

          masz zaniżoną samoocenę, co często się zdarza osobom pochodzącym z
          nieszczęśliwych rodzin nawet jeśli są bardzo zdolne, atrakcyjne itd., itp.,
          znam ten temat całkiem nieźle;
          Po pierwsze nic nikomu nie jesteś winna, skąd ja znam te stada sępów......
          Po drugie jeśli faktycznie Cie stać to weź się za siebie, poszukaj dobrego
          terapeuty, dobrze funkcjonujesz, jesteś samodzielna, myśle że przy odrobinie
          fachowego wsparcia szybko nauczyłabyś się cieszyć życiem
          :O)))))))))))))))))))))))))


          • niebiesska Re: no wlasnie 18.08.03, 14:23
            Dzięki Straw-berry za stwierdzenie mej genialności ale nic z tego.:) Za słabo
            wypadają mi ciągi liczbowe.

            Myślę o porządnej terapii. Bo wpadając w pracę czuję się spokojnie, wpadając w
            myślenie jak dalej będzie wyglądać moje zycie popadam w cholerny stres. Tym
            bardziej, że sama próbowałam juz to zmienić, bezskutecznie, bądź z chwilowa i
            doraźną poprawą. Co gorsza, taka znechecenie dotyla też motywacji i tracę
            energie do pracy.

            • Gość: Anton Re: no wlasnie IP: *.acn.waw.pl 18.08.03, 14:31
              niebiesska napisała:

              > Myślę o porządnej terapii.

              I bardzo słusznie. To pomaga.

              Musisz tylko znaleźć takiego psychoterapeutę, któremu będziesz w stanie zaufać.
              To często jest problem, jeżeli chory jest katolikiem, a psychoterapeuta - nie.
              Zresztą w drugą stronę to też bywa trudne. Musisz mieć pewność, że terapeuta
              nie będzie podważał Twoich fundamentalnych przekonań, a jedynie prostował
              błędne.
    • mamalgosia Re: Ręce opadają - długie 18.08.03, 12:23
      Moim zdaniem pomoc pomocą, ale nie można opierać nierobów. To pierwsza
      refleksja.
      A druga to taka, że strasznie trudno jest żyć człowiekowi, który ma tak niskie
      poczucie właśnej wartości (wiem coś o tym niestety). Spróbuj uwierzyć, że
      jestes wartościowa i na pewno o wiele mądrzejsza od niektórych. Co do urody, to
      na pewno przesadzasz, głowę daję, że ze mną byś sie nie zamieniła...:)
      Głowa do góry!!
      • niebiesska Re: Ręce opadają - długie 18.08.03, 13:13
        Nie jestem brzydka. Jestem ładną, drobną, szupłą i wysportowaną blondynką.
        Gdybym jeszcze wygląd zaniedbała to byłaby kompletna porażka.
        Niedawno przeszłam bardzo trudny egzamin kwalifikacyjny, który zdałam na bardzo
        dobrze. A mimo to mam wrażenie, że zdobyłam to fuksem. A teraz moi koledzy po
        fachu i tak są lepsi w zawodzie. Łapię sie nawet na sabotażu, że robię coś, by
        tak rzeczywiście było.
        Brakuje mi kogoś, kto by się mną po prostu zaopiekował, zdjął częśc obowiązków
        i z a k a z a ł być zaradną.
        • Gość: jendza Re: Ręce opadają - długie IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.08.03, 13:24
          Nie wiem, czy to dobry pomysl...
          Ja w nieco podobnej psychicznie sytuacji...znalazlam
          kogos (przez czysty przypadek, bo wlasciwie nie szukalam
          nigdy... na skutek przekonania, ze 'nie zasluguje' oraz
          jestem za brzydka, za glupia itd), kto jest PARTNEREM...
          Ot, wspieramy sie nawzajem... I nawzajem zapewniamy sobie
          poczucie bezpieczenstwa, leczac rany rozmaite..., cieszymy
          sie wspolna codziennoscia...:))
          Nie radze szukac kogos, kierujac sie tylko wlasnymi potrzebami...
          Warto i w tym wymiarze zycia ZACHOWAC ROWNOWAGE: miedzy 'brac'
          i 'dawac'... Oczywiscie mam na mysli psychiczny wymiar zwiazku.
          A rodzinka...
          No coz, sprobowac... wybaczyc.
          Bo Twoj zal utrudnia TOBIE zycie, przede wszystkim...
          Pomagac w miare sil i srodkow, rozsadnie.
          I z tego, co napisalas, wyglada, ze raczej nie warto
          od nich oczekiwac zadnego wsparcia, zadnej 'wymiany'...
          Samo zycie...

          Trzymaj sie mocno!
          j
          Ps : wybacz skroty myslowe - robota mnie gna okrutnie...
    • Gość: Aisza najpierw ..pokochaj siebie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.08.03, 14:18
      nie czułas miłości w czasach, gdy byłaś niezaradna, zalezna od innych
      teraz ludzie Cię szanują, liczą się z Tobą - bo cos niecoś osiągnęłaś?ale to
      nie tak powinno byc!
      nie dlatego, że coś masz, kims jesteś, cos dajesz, pomagasz, ratujesz,
      wspierasz itd.
      ale
      że ... JESTEŚ
      takiej miłosci Ci wciąż brak
      i będzie tak dotąd, dopóki nie zaakceptujesz siebie bez tych wszystkich
      nabytych sukcesów
      Tak ja to widzę - ale to Ty sama spróbuj odkryć dlaczego, zamiast zwyczajnie
      brac miłość od innych ...starsz się na nią zapracować?
      30 lat to nie jest tak duzo...:-)
      wciąż masz jeszcze sporo czasu na miłość
      ale najpierw ukochaj siebie samą i ...wybacz innym
      Życzę Ci mnóstwa...miłości
      A
      • niebiesska Re: najpierw ..pokochaj siebie 18.08.03, 14:30
        Dziękuję, Aiszo.:) Samo sedno.
    • Gość: czapski Re: Ręce opadają - długie IP: utp.:* / 10.10.9.* 18.08.03, 15:25
      szkoda ze nie czujesz wdziecznosci do losu za to co ci dal- intelekt i zdrowie,
      wielu ludzi tego nie ma, i to zalezy do twojego charakteru czy chcesz byc
      egoistka czy nie
    • themaxmaster Re: Ręce opadają - długie 18.08.03, 15:31
      bardzo smieszny post, podobniej jak to co piszesz w dalszych. Ogolnie trzymasz
      sie konwencji- "jestem ladna, inteligentna, wyksztalcona, pracowita, dobrze
      zarabiajaca, do wszystkiego doszlam sama, wszystkim dookola pomagam- niewierze
      w siebie, uwazam sie za najgorsza" czy to nei pachnie taka hipokryzja, uzalanem
      sie tylko po to by uslyszec zachwyty na temat swojej osoby?
      • niebiesska Re: Ręce opadają - długie 18.08.03, 15:36
        Czapski: doceniam, bardzo doceniam! I ciesze się, że los mi to dał. Bez tego
        pewnie bym wylądowała w psychiatryku, biorąc pod uwage okoliczności.

        Them: piszesz zdroworozsądkowo, to miłe. Ale nie oczekuje zachwytów. Wiesz co
        to za uczucie, jak ktoś mówi, że Ciebie kocha a Ty w to NIE POTRAFISZ uwierzyć?
        Jeśli nie wiesz, to ciesz się chłopie.
      • Gość: Anton Re: Ręce opadają - długie IP: *.acn.waw.pl 18.08.03, 15:45
        Qrde ludzie nie znęcajcie się nad kobietą!!!

        Pierwsza zasada: jeśli chcesz pomóc to przede wszystkim nie krytykuj człowieka,
        który się przed tobą odsłonił, zwierzył się ze swojego problemu. Jaka to sztuka
        atakować kogoś za wadę, do której własnie się przyznał?

        Druga zaasda: jeśli nie chcesz pomóc to lepiej trzymaj twarz na kłódkę, bo
        możesz tylko zaszkodzić. Człowiek jest w nerwach, boi się wyjść do ludzi, a
        kiedy wyjdzie - to od razu dostaje od mądrali po nosie.

        "Gupia jestem... I bardzo mnie to męczy"
        "Jak gupia jesteś, to lepiej siedź cicho! To jest forum dla mądrych i pięknych!"
        • Gość: Aisza Anton - "święte słowa" ;-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.08.03, 19:40
          to rzeczywiście kuriozalne: ktoś prosi o radę, bo zwyczajnie nie czuje się
          dobrze na tym świecie, a zamiast rady, albo ludzkiego "trzymaj się", "będzie
          dobrz", "fajnie, że jesteś" ...zostaje obrazucony gradem...now łaśnie czego?
          przypadkowej złośliwości, cudzych frustracji, ... człowiek człowiekowi wilkiem
          jest
          A
        • anahella Re: Ręce opadają - długie 19.08.03, 12:47
          Gość portalu: Anton napisał(a):

          > Jaka to sztuka
          > atakować kogoś za wadę, do której własnie się przyznał?

          To bardzo proste - nie widzisz ilu jest krytykantow na
          forum. Przychylam sie do Twojej wypowiedzi - nie wolno sie
          znecac nad kims, kto prosi o rade.
    • Gość: Dynka Re: Ręce opadają - długie IP: 62.233.166.* 19.08.03, 01:45
      Wiesz co nie patrz że masz ponad 30, kopnij go, chyba że bardziej boisz się
      samotności niż jego i jego rodzinki na głowie.A dziecko, jeśli chcesz możesz
      mieć nawet z nim tylko odseparuj jego i jego rodzinkę od malucha.Zarabiasz,
      masz pracę , pozycję po co ci MAMISYNEK na głowie, wrzód na tyłku jest
      porzyteczniejszy miałam i wrzody i takiego mamisynka w domu, wrzód usunęłam
      jego też tylko za późno mam dwoje dzieci>
      • Gość: .................. Re: Ręce opadają - długie IP: *.dialup.sprint-canada.net 19.08.03, 09:29
        Faktycznie Wy sie tam dobrali. Jeden ma za duzo milosci (choc tak
        naprawde jej nigdy nikomu za duzo nie jest), w sensie ze nie moze
        sie zdecydowac by wyrwac sie od rodzicow, ktorzy go wychuchali. Ty
        zas mialas i masz, jak napisala Aisza jej zamalo. Twoje poprzednie
        zycie i sytuacje rodzinne powoduja to, ze obecnie nie dowierzasz
        bliskiej Tobie osobie, kiedy mowi ze Cie kocha, podobnie jak wczesniej
        nie dowierzalas najblizszej rodzinie.Nie dziwie sie temu, bo i jak
        mozna dowierzac komus, kto zawodzi na calej linii, gesto i czesto.
        Poprostu wydaje mi sie powinnas zaczac bardziej ufac ludziom (a
        przynajmniej zaufac facetowi, ktory wg. Ciebie jest w porzadku).
        Jezeli faktycznie jest facetem w porzadku, ufajac mu, Ty nie masz
        niczego do stracenia, a raczej cos do zyskania (zakladam, ze planujesz
        zalozyc rodzine). Zaufanie jest jednym z podstaw sukcesu, w tym tez
        malzenskiego. Pamietaj ze w swiecie jest wciaz duzo dobrych ludzi,
        ktorzy pomimo iz byc moze nie spiesza sie z pomoca komukolwiek, ale
        obcowanie z nimi ulatwia zycie. Pomoce rodzinie zostawiam dla
        Ciebie. Bozia kazala biednym pomagac, ale o tym juz niech Twoje
        serce decyduje. Pozdrawiam
    • tassman PIĘKNA NIEBIESSKA ---DO CIEBIE PISZĘ........ 19.08.03, 09:49
      niebiesska

      Przeczytałem twój post i sie wzruszyłem autentycznie. Choc mi to niezmiernie
      cięzko przychodzi jednak tak sie stało. Jestes dzielna osobą a to co o sobie
      napisałaś (cyt"Czuje się gorsza od innych, brzydsza, nie zasługująca na miłość,
      inni sa lepsi ode mnie. Nie potrafię cieszyć sie z tego co mam.") jest
      wypadkową całego twojego nie takiego jak powinno dzieciństwa. Mimo tragicznego
      dzieciństwa wyrosłaś na dobrego człowieka. Tak na dobrego człowieka. Twój
      zwiazek z facetem (a raczej jego karykaturą) nie ma sensu. Jak znam takich
      mamisynków to pracy bedzie szukał (bezskutecznie zresztą) do emerytury i
      wszytkich naokoło bedzie obarczał swym niepowodzeniem. Odeslij go czym prędzej
      pod fartuszek mamusi. Co to za facet który swojej dziewczynie nie robi
      prezentów? To zwykły dupek po prostu, zapatrzona w siebie (i swój
      samoniedorozwój życiowy) łajza - sorry że tak ostro "pojechałem" po twoim lubym
      ale jak czytam że taka wspaniała dziewczyna jak Ty ma sie do końca zycia męczyc
      z takim patałachem-egoistą to łapią mnie skurcze w łydce....
      Nie mysl nigdy źle o sobie. Znam tyle gorszych osób od ciebie, osób które nie
      dorastają Ci do pięt - pewność siebie, narcyzm i "sztuczna przebojowość" czyni
      ich extra luzakami.
      Bądź sobą, tego swojego "faceta" zostaw jak najszybciej w pisakownicy ze swoimi
      własnym zabawkami, na pewno spotkasz w zyciu kogoś kto zobaczy ile dobra i
      piękna (w jakże skromnej, "nienadmuchanej" oprawie) prezentujesz cała soba i
      całym swoim życiem.
      Trzymam za Ciebie kciuki !(po raz pierwszy na tym forum trzymam tak mocno za
      Kogos kciuki!!) Za to zebys spotkała faceta na jakiego zasługujesz!
      Miłego dnia tego i lepszego kazdego następnego...
      Głowa do góry !!!

      tassman:)



      • Gość: Tlen jest nas wiecej IP: 213.33.69.* 19.08.03, 14:15
        Oj jak ja cie rozumiem!
        Przez lata pracowlam jako modelka, w miedzy czasie skonczylam handel, pozniej
        zrobilam studia podyplomowe za granica. Pracuje w duzej firmie, zarabiam
        swietnie. Znam jezyki i takie tam roznosci. I co? I kompletna deprecha. Mimo,
        ze i partner kochany jest i kawal swiata widzialam i fura blyszczy za oknem....
        Z podobienstw miedzy nami to musze jeszcze wspomniec o rodzince: tatus lal
        mamusie az huczalo. Mamusia z kolei probowala kilka razy popelnic samobojstwo,
        niestety na moich oczach. Tego sie nie zapomina....Braciszek byl oczywiscie
        cholubiony i cudowny, ja bylam ta gorsza. Teraz on jest na bezrobociu a lape
        wyciaga Mamusia do mnie. Znowu jestesmy rodzina. Bo juz z nimi nie mieszkam.
        Stalam sie samodzielna. Nie do konca- z problemami nie radze sobie sama,
        porazki, klopoty, leki wszystko urasta do wielkosci gory, a ja mam ochote wejsc
        pod lozko i juz tam zostac. Nie potrafie ci pomoc Niebieska, moge ci tylko
        powiedziec ze wiem co czujesz
      • Gość: Olla Re: PIĘKNA NIEBIESSKA ---DO CIEBIE PISZĘ........ IP: *.allcon.pl / 192.168.0.* 19.08.03, 14:29
        Hej Niebiesska!!

        Doskonale rozumiem o co Ci chodzi.
        Wiem, jak bardzo potrzebujesz wreszcie poczuć się bezpiecznie, być z kimś, kto
        będzie Cię wspierał. Kiedy ciągle musisz walczyć, zmagać się z życiem i
        problemami bardzo ważne jest stworzenie "oazy emocjonalnej"- związku w którym
        zrzucisz twardy pancerz i będziesz miała odwagę odsłonić własne słabości.
        Wydaje mi się, że powinnaś zaangażować się w związek partnerski, a nie niańczyć
        niedojrzałego faceta.
        Zaufaj sobie, naucz się czerpać siłę z własnych dokonań. Zdobyłaś w życiu wiele
        doświadczeń - jesteś bogata i "ciekawa" wewnętrznie .Kobiety po przejściach są
        dużo bardziej intrygujące niż panny żyjące pod kloszem.
        Pozdrawiam Cię gorąco. Powodzenia!
      • niebiesska Re: PIĘKNA NIEBIESSKA ---DO CIEBIE PISZĘ........ 19.08.03, 14:29
        Bardzo dziękuję wszystkim za posty, te krytykanckie też, w końcu nie każdemu
        blisko do empatii i wrażliwości.

        Mój mężczyzna nie jest kretynem - widzi, że źle się dzieje i walczy o siebie
        jak umie, by się z tego wyrwać. Jego brak pracy (3 miesiące) naprawdę go męczy.
        Czy mam zostawić kogoś, kto szarpie się z nieciekawą sytuacją rodzinną i
        finansową, kiedy stara sie to zmienić? On także mógłby mnie zostawić widząc
        kobietę z problemami. A swoja drogą, mam wprawdzie spory kłopot z poczuciem
        sympatii dla siebie ale nie mam instynktu samozniszczenia.:) Nie naciskam,
        obserwuję, zaczynam nabierać dystansu, czekając zabiorę sie za siebie.
        Przyjdzie czas, kiedy podejmę decyzje i wiem, że będzie właściwa.

        Tassman... Twój post wprawił mnie w spore zakłopotanie... czytając go miałam
        wrażenie, że piszesz w odpowiedzi na post kogoś innego. Postaram się z całej
        mocy, by uwierzyć w to, co o mnie napisałeś.:) Dziękuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka