Dodaj do ulubionych

2 dni do końca roku. Jaki był?

29.12.01, 22:37
2 dni do końca roku. Jaki dla mnie był? W sumie nie najgorszy. Czemu ja zawsze
chwalę wszystko przez negację? Zakończyłam pewną sprawę, nad którą z własnej, a
jakże, winy biedziłam się od kilku lat. To mój osobisty sukces. Tylko czy on
jeszcze zaprocentuje? Na razie nie procentuje. Poznałam też mężczyznę, który
jednak nie poczuł do mnie tego, czego tak bardzo pragnęłam. Ktoś powie: 'będzie
inny'. Czyżby? Ja w to nie wierzę. Kiedyś, będąc jeszcze nastolatką,
wyobraziłam sobie, że przecież mogę być sama. Na świecie są i ludzie samotni.
Wtedy po prostu przeraziłam się tej myśli, była taka realna. Sprawdza się. Co
do joty. Poza jedną chwilą uroczego zakochania, kilku odwzajemnionych pieszczot
i pocałunków, nie znam uczucia miłości. Nikt nigdy nie odwzajemnił moich uczuć.
Nikt, kogo i ja pokochałam.
Święta były niestety do niczego. Nie, nie spędzałam ich sama, ale otrzymałam
takie życzenia od jednej z najbliższych osób, że po prostu wstyd powtarzać.
Boję się. Boję się jak cholera, że będę sama. Żeby chociaż piwo było faktycznie
lepsze od mężczyzny, ale... ja nie lubię piwa.
A z drugiej strony... Spotykam mężczyzn, na których robię wrażenie, ale oni na
mnie nie działają. Związanie się z kimś tylko dla zabicia uczucia samotności
nie mieści mi się - na razie - w głowie. Nie chcę mężczyzny, który mnie nie
intryguje. Tylko to, że ktoś jest mężczyzną, to trochę mało, by go pragnąć. A
przecież brakuje mi mężczyzny.
Nastał radosny czas świąteczny. Lada moment karnawał, a potem te nieszczęsne
walentynki. Wiem, to cudowne, gdy ktoś przynosi kwiatka, dostajesz purpurową,
kiczowatą kartkę, a w radiu każdy wykonawca śpiewa o miłości. To śliczne pod
warunkiem, że jesteś wówczas kochana. Ale gdy jesteś sam lub sama, jak ja teraz
(znów, zawsze, na zawsze), to zaczynasz się bać radia. Nie słucham radia, bo
już nie wytrzymuję tych 'ajlawju' i 'ajmisju'... Bo zazdroszczę tym setkom
tysięcy, którzy wiedzą, że jest ktoś, kto ich po prostu przytuli, kto zadzwoni
wieczorem i powie, że tęskni. Ja tego już nie usłyszę. Nie od tego, od kogo
(wciąż) chcę to słyszeć. Jestem zła. Tylko na kogo? Na niego mam być zła?
Chwilami jestem, ale co mam zrobić? Nie zmuszę go do pokochania mnie. Gdy
słyszę, jak mnie zapewnia, że na pewno spotkam właściwą osobę, bo jestem tego
warta, to bym gryzła i kopała. Bo jeśli jestem taka wspaniała, jak on mówi, to
czemu to za mało na jego miłość. Więc kłamie? Tylko po co?
Zgłaszam dwa roszczenia pod adresem nowego roku: po pierwsze, chciałabym
bardzo, żeby..., a po drugie... Nie ma znaczenia w jakiej kolejności.
Trzymajcie za mnie kciuki.
Obserwuj wątek
    • far_side Re: 2 dni do końca roku. Jaki był? 30.12.01, 00:03
      Mój rok był dziwny. Zaczął się od czegoś w rodzaju przyjaźnio- miłości, pięknej
      i zarazem smutnej, bo donikąd nie prowadzącej. Jak wszystko co piękne ale do
      nikąd nie prowadzące skończyła się jakieś pół roku temu. Dużo zostało, między
      innymi uczucia, z którymi tak trudno walczyć, a które wracają niechciane.
      W pewnym sensie zmieniło się na lepsze. Poznałam kogoś innego, kto daje mi
      niesamowite poczucie bezpieczeństwa, jest moim spokojem i, momentami,
      szczęściem. Właśnie nie będę w tym roku sama ani na Sylwestra ani na Walentynki-
      to upiorne święto, w które nie-kochający i nie-kochani czują się najgorzej na
      świecie... ale co z tego? tęsknię wciąż za tym, co nie dawało pełni szczęścia,
      było stanem zawieszenia. Człowiek nigdy nie docenia tego, co ma, zawsze tęskni
      za tym, co stracił lub za tym, co dopiero ma się wydarzyć, jakby tak naprawdę
      liczyło się cokolwiek poza chwilą obecną.
      To zabawne, że w podsumowaniu roku piszę o mężczyznach, którzy nigdy nie
      zajmowali zbyt wiele miejsca w moim życiu. W końcu zawsze byłam sama i było mi
      z tym dobrze. A jednak...
      A poza mężczyznami- zmieniłam się w ciągu tego roku. Zyskałam spokój ducha,
      wyciszyłam się. Nie wiem, czy mi z tym dobrze. Dużo udało mi się poukładać.
      Zapomniałam, co mnie bolało. Tak jakbym nie miała przeszłości. Tkwię w
      teraźniejszości jak w próżni. Nie wiem, ile wytrzymam w tym przyjemnym
      zawieszeniu. Zapewne niedługo, a potem rzucę się z radością w wir
      niemoralności, dwuznaczności i głupoty. Obym tego nie żałowała.
      • yak-ona Re: 2 dni do końca roku. Jaki był? 30.12.01, 03:09
        far_side napisał(a):

        > Mój rok był dziwny. Zaczął się od czegoś w rodzaju przyjaźnio- miłości, pięknej
        >
        > i zarazem smutnej, bo donikąd nie prowadzącej. Jak wszystko co piękne ale do
        > nikąd nie prowadzące skończyła się jakieś pół roku temu. Dużo zostało, między
        > innymi uczucia, z którymi tak trudno walczyć.
        > W pewnym sensie zmieniło się na lepsze. Człowiek nigdy nie docenia tego, co ma,
        zawsze tęskni
        > za tym, co stracił lub za tym, co dopiero ma się wydarzyć, jakby tak naprawdę
        > liczyło się cokolwiek poza chwilą obecną.


        Ale wlasnie ta swiadomosc ze kochalam i kocham tak bardzo daje mi sile , zeby
        wstawac i walczyc o lepsze jutro i lepszy kazdy dzien i o lepsza mnie kazdego
        dnia!


        > A poza mężczyznami- zmieniłam się w ciągu tego roku. Zyskałam spokój ducha,
        > wyciszyłam się. Nie wiem, czy mi z tym dobrze. Dużo udało mi się poukładać.
        > Zapomniałam, co mnie bolało. Tak jakbym nie miała przeszłości. Tkwię w
        > teraźniejszości jak w próżni. Nie wiem, ile wytrzymam w tym przyjemnym
        > zawieszeniu. Zapewne niedługo, a potem rzucę się z radością w wir
        > niemoralności, dwuznaczności i głupoty. Obym tego nie żałowała.

        W tym konczacym sie roku zrozumialam , ze moja wielka pasja - podroze to tylko
        pasja - ze dom to Polska do ktorego tak bardzo tesknie!
        Wiem , ze zawsze mialam wszystko czego chcialam i nigdy tego nie docenialam -
        teraz patrze na to wszystko z perspektywy czasu i odleglosci!
        Zrozumialam , ze nie mozna tez niczego odkladac na pozniej , bo czasami jest za
        pozno!
        Nowy rok rozpoczynam pelna optymizmu i radosci-w pierwszy weekend wyruszam w
        podroz marzen!W polowie roku wracam do domu i wiem , ze juz nigdy nie bede
        patrzyla na zycie i na szara rzyczywistosc tak samo!
        Mam zamiar powalczyc o milosc mojego zycia a jesli mi nie wyjdzie- no coz-
        czasami tak jest!
        Ale mowie sobie kazdego dnia ze musze sprobowac , bo jezeli tego nie zrobie to
        bede zalowala do konca zycia- ten rok bedzie dla mnie przelomowy - nie tylko
        dlatego ze koncze cwierc wieku!!! : )))

        ZYCZE OPTYMIZMU I RADOSCI W NOWYM 2002 ROKU!!!


    • Gość: Magiczna Re: 2 dni do końca roku. Jaki był? IP: 192.168.100.* / *.bmj.net.pl 30.12.01, 11:56
      Moj rok mial sie wydawac nudny, smutny i samotny. Koncowka poprzedniego
      zdecydowanie nie nalezala do udanych. Noc sylwestrowa spedzilam z przyjaciolka
      na piciu wina i przeklinaniu mezczyzn. Myslalam, ze nigdy sie z tego nie
      wylecze. Zranil mnie, wiec koniec tego dobrego! Nie bede juz czekac na milosc,
      bo jej nie potrzebuje! Mezczyzni sa dobrzy tylko do lozka a zeby isc z kim do
      lozka nie musze go wcale kochac! KOniec ze stalymi zwiazkami!
      W marcu wszystko przewrocilo sie do gory nogami. Poznalam kogos, poczulam ze
      juz jestem gotowa do stalego zwiazku. I od tego czasu wszystko diametralnie sie
      zmienilo - dalsza czesc roku mimo iz naszpikowana powitaniami i pozegnaniami
      (na poczatku mieszkalismy na dwoch roznych koncach Polski i oboje bylismy
      zwiazani - ja studiami, on praca)byla najwspanialsza jaka tylko moglam sobie
      wymarzyc. Patrzac wstecz, rok temu w zyciu nie przyszloby mi do glowy, ze ta
      sie wszystko rozwinie. Moglam o tym tylko marzyc ale i tak wszystko dzialo sie
      w taki sposob, ze w zyciu nie wpadlabym na to, ze tak mogloby byc. wszystko to
      troche zamieszane i zakrecone, trudno opisac wlasne uczucia, szczegolnie z
      perspektywy wielu miesiecy, kiedy sie ich po prostu za dobrze nie pamieta. Wiem
      jedno: przyszly rok mimo krachu gospodarczego i tak bedzie dla mnie cudowny -
      prawie od miesiaca jestem szczesliwa mezatka a moj maz to czlowiek, o ktorym
      mozna tylko marzyc, bo teoretycznie takich mezczyzn nie ma ;) Jestem szczesliwa
      i chce zeby tak zostalo.

      Pozdrawiam,

      Iwona
    • planeta Re: Do charlize! 30.12.01, 14:05
      Witaj cieplutko!Napisałam na Twoją pocztę.Zajrzyj do swojej skrzynki.
      Pozdrawiam serdecznie.planeta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka