akkknes
25.03.08, 16:09
No to czas to nadrobić... Niestety, nie będzie śmiesznie.
Z racji, że siedzę w pracy nie mam możliwości 'fizycznie' się komuś
wygadać.
Facet, znamy się fiu fiu fiu fiu parę lat. Wspólni znajomi, pokrewne
studia - zawsze było o czym gadać. Tak +/- od Sylwestra jakoś tak
się złożyło, że a to kino, a to kino, a to spacer, a to telefon, a
to @... no cud, miód i orzeszki. A że jeszcze jaki miły, grzeczny,
przystojny - no to do zakochania jeden krok :)))
i teraz uwaga - nie wracamy do mojej MROCZNEJ przeszłości, gadamy
tylko o tym.
Nauczona na błędach jestem CHŁODNA - nie okazuję za bardzo uczuć,
nie słodzę, nie proszę, nie wydzwaniam.
Jak sie ostatnio widzieliśmy - ze dwa tygodnie temu, mieliśmy trochę
bardziej czułe niż zwykle pożegnanie, ale ja inteligentnie (?)
stwierdziłam, że nieee tak to być nie może. Pogadaliśmy jeszcze
trochę i hops do domów (każdy swojego :) no i potem miałam jakieś
dziwne przeczucie, że tak jakby nie pojawia sie nagle na gg, nie
pisze @, nie dzwoni; więc zdobyłam się na ten perfidny krok i
zadzwoniłam i zapytałam CZEMU MNIE UNIKA. oczywiście piękna rozmowa,
tralalalala, nie unika, ale praca praca praca (fakt - pracy ma serio
dużo [ale napisać smsa to może jak siedzi na kiblu, nie?]). no i że
się ustawimy na dniach. minęły świeta i nic.
wysłałam mu wczoraj smsa czy dalej jest moim absztyfikantem czy mam
sobie oko na kimś innym zawiesić. oddzwonił po minucie, że
oczywiście, że tak, ale święta w pracy ale jutro (czyli dziś) możemy
się spotkać i że się jeszcze zdzwonimy. No więc: wstałam rano 15min
wcześniej, ułożyłam włosy, ładniej się umalowałam i siedzę i
czekam.... godzinę temu zadzwoniłam i pytam, czy mu się telefon
popsuł. 'Nie... a bo miałem zadzwonić!' Tutaj mnie przepraszał, ale
właśnie wraca ze stolicy do domu bo coś tam pilnego... No ale jakiś
żarcik, jakieś to, jakieś tamto i że zadzwoni jak będzie miał
moment.
JA WIEM, mam już nie dzwonić. Wiem wiem, wszystko wiem...
Ale jak go słyszę to mam nogi z waty. Jak go widzę robię pewnie
maślane oczy :) Nie jest moim ideałem, ale jak go widzę jest mi tak
fajnie!! Jak się spotykamy to w nieskończoność przekaładamy moment
pożegnania się, jest naprawdę fajnie. Ale to tylko kolega :(
I jest mi teraz tak przykro, tak chciałam się spotkać, wiem że
naprawdę może mieć coś pilengo w domu (NIE nie ma dziewczyny) ale
kurde no... smutno mi :(
PS A da się z takiego przypadku kolegi... popróbować chociaż -
zrobić kogoś bliższego? :)