pudelek321
11.04.08, 16:06
Sprawa wygląda tak. Ja studentka, młoda atrakcyjna, on 15 lat
starszy, po nieudanym rocznym małżeństwie i 7 letnim związku z inną
kobietą.
My wiela miłość. Od razu się do niego wprowadziłam. Sam kupił mi
potrzebne rzeczy, żebym się czuła konfortowo w jego mieszkaniu,
robił śniadania itp. Słowa, że jestem najwspanialszą kobietą z którą
miał zaszczyt być ....
Po miesiącu on wielkie problemy w pracy, przestaliśmy się kochać,
odsunął się ode mnie. I tak trwało 4 miesiące do dziś.
Wyprowadziłam sie od niego, było tak, że nie widzieliśmy sie całymi
tygodniami, choć pracuje kilka kroków ode mnie. Tłumaczyłam to
problemami w firmie.
Żeby była jasność, niczego od niego nie oczekiwałam, mówiłam mu, że
na dziecko i ślub zdecyduje sie dopiero po studiach i aplikacji,
gdzieś za 10 lat. Roibłam zakupy, sprzątałam w jego domu. On
przytulał psy i wszystlko inne, a nie mnie.
Po rozmowie z nim, stwierdził, że chce, żebyśmy byli przyjaciółmi,
bo on na razie musi mysleć o firmie i przyszłosci i ma za dużo
problemów i sobie z nim przyszłości nie ułożę...
I od tej pory znowu widzimy sie codziennie, widzę, jak on na mnie
patrzy, spędzamy ze sobą cały wolny czas. Świetnie się czujemy ze
sobą razem, mu już przeszły problemy w pracy, więc sie trochę
wyluzował.
I nie mogę zrozumieć tego, czemu on mając okazję do seksu bez
zobowiązań, do tego, żeby wszystko było normalnie sam sie tak
blokuje i ogranicza. Kładzie się obok mnie w łóżku na popołudniową
drzemkę i nic, zasypia. A mnie skręca z rządzy.
Aha i jescze wymyslił, że będzie żył sam i nie chce i nie szuka
nikogo do związku.