Dodaj do ulubionych

a ja się bronię :)

07.09.03, 16:34
jest partner, ale nie mieszkamy razem na stałe.
jemu ostatnimi czasy odbiła jakś śluboidalna palemka: merydż i merydż.
i żeby było zaPAWniej to koniecznie musi być w kościele.
bo tylko taki ślub to prawdziwy ślub a przed panem czy panią z u-es-ce to
żadne wiązanie, tylko papier.
no dobrze, tylko że
ani on nie chodzi do kościoła
ani ja nie chodzę do kościoła
ja w dodatku posuwam się do ekstremum chociażby w momencie, kiedy przychodzi
czarny z kropidłem. od czasów wczesnego liceum nie zmusili mnie do bycia
podczas kolędy. omijam szerokim łukiem wszelakie instytucje kościelne; mam w
nosie, czy księża rozbijają się beemwicami i deprawują gosposie, nie czepiam
się kleru, po prostu na mojej ścieżce nie chcę trafiać na kościół.
podczas wizyty Papieża, kiedy zobaczyłam go - płakałam ze wzruszenia, co
jednak nie zmienia faktu, że z sakramentami i obrządkiem mam na bakier.
spowiedź przejmuje mnie dreszcem obrzydzenia, bo nie czuję potrzeby a wręcz
opór, żeby jakiemuś człowiekowi opowiadać o przewinieniach własnych. kto wie,
może mam z tym trudniej, bo sam przegryzam się przez własne sumienie i nikt
mi nie odpuszcza.
ale mężczyźnie zachciało się kościoła. tylko kościoła. wyłącznie kościoła.
dodam, że też nie ma szczególnego nabożeństwa do.. nabożeństwa i
przyległości, ale się uparł.
hę?!
czy ktoś może mi naswietlić swój pogląd na tą sprawę?

soczewica
Obserwuj wątek
    • Gość: toni Re: a ja się bronię :) IP: *.tvgawex.pl 07.09.03, 16:55
      ..nooo to jest ambaras,kiedy dwoje i do tegooo naraz!Nawet nie probuje Ci
      podpowiadac .Sam mialbym niezlego "zgryza" w takiej sytuacji.Wierze w Wasza
      milosc!!!!Badz madra!pozdr. 8) ...tam skarb moj, gdzie serce
      moje..
    • daffne Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 16:58
      Soczewka z checia bym Ci male co nieco naswietlila ale mam tak samo jak Ty.Do Kosciola nie chodze , moj maz tez nie...Papieza rowniez widzialam , ze wzruszenia nawet lzy w oczach mialam...I co ? Slub cywilny mialam 9 lat temu...Teraz cos mezowi sie "przywidzialo" i chce slubu koscielnego chociaz On sam kosciol omija z daleka...
      A z kazdym dniem chce coraz to bardziej...
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 19:05
        napewno idzie mu o imprezę po_ślubno_kościelną. Jeszcze chyba nie było
        kościelno_konkordatowego, bez uczty następującej po.
        Rada na to taka: - zaproscie wszystkich, których planujecie zaprosić na
        weselisko BIS ( bo chyba po cywilnym takowe było już raz ?? ) i
        zróbcie "prywatkę jakiej nie widział nikt, niech sąsiedzi walą, walą, walą do
        drzwi "...
        Warunek - musicie wydać nie mniej niż 1000 pln / na gębę.

        daffne napisała:

        > Soczewka z checia bym Ci male co nieco naswietlila ale mam tak samo jak Ty.Do
        K
        > osciola nie chodze , moj maz tez nie...Papieza rowniez widzialam , ze
        wzruszeni
        > a nawet lzy w oczach mialam...I co ? Slub cywilny mialam 9 lat temu...Teraz
        cos
        > mezowi sie "przywidzialo" i chce slubu koscielnego chociaz On sam kosciol
        omij
        > a z daleka...
        > A z kazdym dniem chce coraz to bardziej...
    • Gość: loko Re: a ja się bronię :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.03, 17:16
      Wychodzi na to, że nasza idiotka związała się z pierdolniętym bigotem-hipokrytą-
      histerykiem. Zobaczysz co będzie po ślubie. He, he!
      • betty-bt Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 17:25
        Gość portalu: loko napisał(a):

        > Wychodzi na to, że nasza idiotka związała się z pierdolniętym bigotem-
        hipokrytą
        > -
        > histerykiem. Zobaczysz co będzie po ślubie. He, he!

        wyglada na to, ze nasz forumowy poJeb ma na kazdy temat goWno do powiedzienia.
        zobaczysz jak bedzie w psychiatryku. he he !
        • Gość: loko [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.03, 17:27
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • betty-bt [...] 07.09.03, 17:30
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: loko Re: a ja się bronię :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.03, 17:32
              Uważaj, żebym cię nie znalazł w tym 3mieście.
              • betty-bt Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 17:37
                Gość portalu: loko napisał(a):

                > Uważaj, żebym cię nie znalazł w tym 3mieście.

                ha ha! poprawiles mi humor :))) do dziela! powodzenia zycze.
                a co mi zrobisz jak mnie znajdziesz?
            • betty-bt ups ;)))) n/t 07.09.03, 19:12

    • Gość: Cronos Re: a ja się bronię :) IP: 192.167.2.* 07.09.03, 18:23
      Ja zrobiłem dla swojej żony coś lepszego - wziąłem ślub
      kościelny, choć jestem "niewierny"... Do dziś mnie to
      męczy, bo zrobiłem to wbrew swoim zasadom. Mimo, że dla
      Niej i naszych maluchów.
      • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 19:23
        a maluchy z pełnym zrozumieniem sprawy - doceniły ?
        - bo jezeli nie były w stanie adekwatnie docenić...to nawet mi smutno.


        Gość portalu: Cronos napisał(a):

        > ....i naszych maluchów.
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a SIĘ OBAWIAM ze jest zdewiowany..+ tekst.. 07.09.03, 18:59
      pewnie dwojganazwisk i dwojga osobowości ;)
      PS. upieraj się , że jednak na karte rowerową

      soczewica napisała:

      > jest partner, ale nie mieszkamy razem na stałe.
      > jemu ostatnimi czasy odbiła jakś śluboidalna palemka: merydż i merydż.
      > i żeby było zaPAWniej to koniecznie musi być w kościele.
      > bo tylko taki ślub to prawdziwy ślub a przed panem czy panią z u-es-ce to
      > żadne wiązanie, tylko papier.
      > no dobrze, tylko że
      > ani on nie chodzi do kościoła
      > ani ja nie chodzę do kościoła
      > ja w dodatku posuwam się do ekstremum chociażby w momencie, kiedy przychodzi
      > czarny z kropidłem. od czasów wczesnego liceum nie zmusili mnie do bycia
      > podczas kolędy. omijam szerokim łukiem wszelakie instytucje kościelne; mam w
      > nosie, czy księża rozbijają się beemwicami i deprawują gosposie, nie czepiam
      > się kleru, po prostu na mojej ścieżce nie chcę trafiać na kościół.
      > podczas wizyty Papieża, kiedy zobaczyłam go - płakałam ze wzruszenia, co
      > jednak nie zmienia faktu, że z sakramentami i obrządkiem mam na bakier.
      > spowiedź przejmuje mnie dreszcem obrzydzenia, bo nie czuję potrzeby a wręcz
      > opór, żeby jakiemuś człowiekowi opowiadać o przewinieniach własnych. kto wie,
      > może mam z tym trudniej, bo sam przegryzam się przez własne sumienie i nikt
      > mi nie odpuszcza.
      > ale mężczyźnie zachciało się kościoła. tylko kościoła. wyłącznie kościoła.
      > dodam, że też nie ma szczególnego nabożeństwa do.. nabożeństwa i
      > przyległości, ale się uparł.
      > hę?!
      > czy ktoś może mi naswietlić swój pogląd na tą sprawę?
      >
      > soczewica
      >
    • Gość: anE Re: a ja się bronię :) IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 19:37
      witam w klubie.
      przyznam sie szczerze, ze jezeli moj facet chcialby koscielny, to nie bylby
      moim facetem.. na szczescie On na nich mowi 'czarna mafia', co ma wiele
      wspolnego z rzeczywistoscia.
      nawet dla faceta nie nagielabym sie, gdyby mnie poprosil o koscielny
      dlaczego jedna strona ma sie naginac do drugiej? a jezeli facet nie potrafi
      zaakceptowac niecheci - to cos chyba z nim nie tak, bardziej mu zelezy na
      obrzadku niz na obiekcie swojej milosci (?).
      pozdr., anE
      • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 21:14
        Gość portalu: anE napisał(a):


        > dlaczego jedna strona ma sie naginac do drugiej? a jezeli facet nie potrafi
        > zaakceptowac niecheci - to cos chyba z nim nie tak, bardziej mu zelezy na
        > obrzadku niz na obiekcie swojej milosci (?).
        Abstrahując od problemu Soczewicy, bo to rzeczywiście dziwna sprawa...

        Przecież w takiej sytuacji, kiedy to tylko jednej stronie zależy na obrządku,
        jak napisałaś, ślubować może właśnie ta jedna strona. Chyba nie jest zbyt dużym
        poświęceniem wziąć udział w takiej uroczystości?
        Pozdr
        • Gość: anE Re: a ja się bronię :) IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 21:49
          niby tak, ale sama widzisz, ze ludzie bardzo roznie do tego podchodza, dla mnie
          branie udzialu w TAKIM obrzadku byloby zaprzeczeniem siebie i nawet nie
          moglabym tego nazwac poswieceniem, bo jak nazwac druga osobe, ktora do czegos
          takiego zmusza, wywiera nacisk. uwazam, ze to za duzo, nawet jak na osobe,
          ktora sie kocha.

          z drugiej strony - (gleboko jestem o tym przekonana) naprawde nie moglabym sie
          z kims takim zwiazac, kto holdowalby takiemu pogladowi, chodzi mi o to, ze
          pewien typ swiatopogladowy (osoby, ktora jest katolikiem) jest sprzeczny z
          wartosciami, ktore sama reprezentuje, wiec niemozliwym jest, abym mogla
          pokochac taka osobe. nie wiem, czy dobrze sie wyrazilam, nie chcialabym nikogo
          tu urazic, ale takie jest moje zdanie.

          pozdr., anE
          • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 21:59
            ok, nie urażona :)) Myślę tak samo, ale w drugą stronę - nie związałabym się
            kimś, kto omija "czarną mafię" :)
          • sherlock_holmes Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:01
            na wstepie pisze,ze jestem wierzacy i praktykujacy i leje z gory na to,co robia
            ksieza. Wiara to sprawa miedzy Bogiem a mna, a kler POWINIEN byc wzorem do
            nasladowania, ale bez przesady - nigdzie nie ma napisane, ze swoja wiare masz
            ksztaltowac na wzor kleru. Jesli popelniaja bledy, to ich sprawa - Twoja wiara
            to Twoja sprawa a nie lustrzane odbicie tego, co robia "czarni".

            Gość portalu: anE napisał(a):

            > niby tak, ale sama widzisz, ze ludzie bardzo roznie do tego podchodza, dla
            mnie
            >
            > branie udzialu w TAKIM obrzadku byloby zaprzeczeniem siebie i nawet nie
            > moglabym tego nazwac poswieceniem, bo jak nazwac druga osobe, ktora do czegos
            > takiego zmusza, wywiera nacisk. uwazam, ze to za duzo, nawet jak na osobe,
            > ktora sie kocha.

            A moze tu chodzi o sam fakt slubowania? Bo mozesz slubowac i nie mowic
            slow "Tak mi dopomoz ...". Moze sie obawiasz,ze slub cos zmieni? Bo najwiekszym
            bledem jest to,ze ludzie po slubie zaczynaja sie czuc "pewni" i przstaja o
            sibie troszczyc i starac.

            >
            > z drugiej strony - (gleboko jestem o tym przekonana) naprawde nie moglabym
            sie
            > z kims takim zwiazac, kto holdowalby takiemu pogladowi, chodzi mi o to, ze
            > pewien typ swiatopogladowy (osoby, ktora jest katolikiem) jest sprzeczny z
            > wartosciami, ktore sama reprezentuje,

            Tn. obca jest Ci milosc blizniego? Bo to jest fundamentalna zasada
            chrzescijanstwa.

            wiec niemozliwym jest, abym mogla
            > pokochac taka osobe. nie wiem, czy dobrze sie wyrazilam, nie chcialabym
            nikogo
            > tu urazic, ale takie jest moje zdanie.
            >

            No dobra,a gdybys kogos pokochala, a dopiero po zaangazowaniu sie
            dowiedziala,ze jest wierzacy, czy nie zrobilbys tego dla tej osoby?

            > pozdr., anE

            I bardzo prosze mnie nie wysmiewac, ale o rzeczowe posty - chce prowadzic
            kulturalna i rzeczowa dyskusje. chce tez, aby osoby na "nie" zobaczyly jak to
            wyglada "z drugiej strony barykady"
            • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:14
              Będę teoretyzować :/ I to bardziej z Twoje "strony barykady" ;)


              To nie jest kwestia miłości bliźniego. Bo dwoje ludzi to jedno - nie trzeba
              chodzić razem na mszę. Ale nie wyobrażam sobie tworzyć tak rodziny. Gdyby mi
              partner nie pozwalał wychować dzieci zgodnie z moimi wartościami? To jest
              problem, prawda? Większy niż uczestnictwo w ślubie.
              • sherlock_holmes Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:19
                ja pisalem o milosci blizniego raczej w kontekscie wypowiedzi nt. odrzycania
                chrzescijanskich zasad. Dzieki czemu mamy w kraju tak, jak mamy :-( Nie mowie
                od razu o hippisowskich komunach. a milosc blizniego to po porstu zwykly ludzki
                odruch pomocy, wyciagniecia przyjaznej dloni. I to chyba nie jest zwioazane z
                wyznawaniem lub nie jakiejlkolwiek religii?
                • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:23
                  A nie wydaje mi się, żeby AnE taką postawę odrzucała. Tylko związek z katolikiem
                  • sherlock_holmes Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:39
                    AnE napisala ni mniej, ni wiecej to:
                    "chodzi mi o to, ze
                    pewien typ swiatopogladowy (osoby, ktora jest katolikiem) jest sprzeczny z
                    wartosciami, ktore sama reprezentuje, wiec niemozliwym jest, abym mogla
                    pokochac taka osobe."

                    Jesli zatem typ katolika jest sprzeczny z Jej wartosciami, to prosta droga
                    dedukcji mozna wyciagnac wniosek,ze odrzuca milosc blizniego - najwieksze
                    przykazanie chrzescijanstwa.
                    • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:41
                      Ach, o to chodzi :)) Zdaje mi się nadinterpretowałeś :)))

                      Dobrej nocy wszystkim!
              • Gość: anE Re: a ja się bronię :) IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 22:29
                niestety nie mam czasu doczytac wszystkiego, ale wlasnie chodzi o to, ze
                problem jest wiekszy niz tylko slubowanie w kosciele
                nie jest mi obca milosc do blizniego i nigdzie nie napisalam, ze nie jestem
                wierzaca. uwazam, ze katolickie wartosci nie maja wiele wspolnego z tym, co
                rzekomo soba reprezentuja - nawet w ver. idealnej
                jutro napisze, bo musze spadac - pozdrawiam
          • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:03
            Gość portalu: anE napisał(a):
            > z drugiej strony - (gleboko jestem o tym przekonana) naprawde nie moglabym
            sie
            > z kims takim zwiazac, kto holdowalby takiemu pogladowi, chodzi mi o to, ze
            > pewien typ swiatopogladowy (osoby, ktora jest katolikiem) jest sprzeczny z
            > wartosciami, ktore sama reprezentuje, wiec niemozliwym jest, abym mogla
            > pokochac taka osobe. nie wiem, czy dobrze sie wyrazilam, nie chcialabym
            nikogo
            > tu urazic, ale takie jest moje zdanie.

            blisko, blisko, ale nie do konca.
            on przecież nie zabija, nie kradnie, nie cudzołoży ;) i nie pożąda żony
            bliźniego swego :-)
            żyje według swoich zasad, nie krzywdząc nikogo.
            wydaje mi się, że chodzi o to, że ślub w obliczu boga to prawdziwy ślub, nie
            wiem jak to wytłumaczyć - może, że jest to jakiś duchowy związek? że to jest
            prawdziwe, podczas, kiedy cywil to tylko papierki i usankcjonowanie prawne.

            padalcowa zasugerowała wczesniej wobec innego męża, że chodzi o tą całą oprawę
            weselną (o to chodziło?), ale np u mnie to nie działa (a) nie jesteśmy
            małżeńtwem cywilnym, b)stanowczo zapowiedziałam, że nie będzie żadnego wesela).
            też bez sensu byłoby wobec tego, gdyby ślubował tylko on, chociaż wiem, że
            zdarza się tak w różnych religiach, kiedy pobierają się ludzie odmiennej wiary -
            sęk w tym, że oboje jesteśmy katolikami - kiedyś ktoś polał nas wodą i
            katolików z nas uczynił, i nie ma co się tego wypierać, zwyczajnie, zapanował
            agnostycyzm.
            oj, ciężki orzech do zgryzienia :)

            he he he. ale zastanwiam się nad inną metodą (uśmiech przebiegły),
            zakomunikowałam mu dzisiaj przez telefon, że zaraz po przyjeździe idziemy
            wybierać pierścionek :-))), skoro chce ślubu, to niech się najpierw oficjalnie
            oświadczy :> i chyba nieco go zdetonowało ;-)
            po części ten sentymentalno-ślubny nastrój wyniknął z tego, że facet przez
            miesiąc czasu przebywał 1500km od swoich najbliższych, i może to poczucie
            samotności go nagle nastroiło prorodzinnie.
            zobaczymy :)

            soczewica


            >
            > pozdr., anE
      • Gość: qq1 Re: a ja się bronię :) IP: *.zgora.dialog.net.pl 07.09.03, 23:49
        Gość portalu: anE napisał(a):

        [..], ze jezeli moj facet chcialby koscielny, to nie bylby
        > moim facetem.. na szczescie On na nich mowi 'czarna mafia', co ma wiele
        > wspolnego z rzeczywistoscia.

        Czyżbyś się rozczytywała w dziennikarskim łajnie , jak np. w gazecie NIE ?
        Ile masz lat , i jakim doświadczeniem życiowym dysponujesz , aby tak
        jednoznacznie ( i hurtowo ) określać w tym wypadku Kościół ?
        Nie chcesz brać ślubu kościelnego -> nikt Cie nie zmusza .

    • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:16
      soczewica a czemu sie nie wypiszesz z Kosciola skoro jak piszezsz unikasz
      wszystkiego co z nim jest zwiazane, przeciez to najprostrsze wyjcie i masz
      temat z glowy
      • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:30
        tralalumpek napisała:

        > soczewica a czemu sie nie wypiszesz z Kosciola skoro jak piszezsz unikasz
        > wszystkiego co z nim jest zwiazane, przeciez to najprostrsze wyjcie i masz
        > temat z glowy

        unikać nie znaczy zwalczać, mój zgryźliwy tralalumpku. co według ciebie
        oznacza "wypisać się z Kościoła"? podrzeć świadectwo chrztu? a może napisać do
        Papieża, żeby mnie wypisał?
        czy wszyscy katolicy regularnie uczęszczają do kościoła? czy wszyscy katolicy
        biorą ślub koscielny? nie. ja akurat nie chcę, bo z gorliwą wiarą wzięłam
        rozbrat.
        chciałaś mnie uszczypnąć, czy to miało być konstruktywne pytanie?
        • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:38
          soczewica napisała:

          >
          > unikać nie znaczy zwalczać, mój zgryźliwy tralalumpku.


          nie jestem zgryzliwa,


          co według ciebie
          > oznacza "wypisać się z Kościoła"? podrzeć świadectwo chrztu? a może napisać
          do
          > Papieża, żeby mnie wypisał?


          wypisac sie z Kosciola oznacza dla mnie pojsc do urzedu (u ciebie pewnie jakas
          parafia) i poprosic o skreslenie "z listy obecnosci" czyli zaswiadczenie o
          wypisie z Kosciola Katolickiego
          calkiem narmalne i praktykowane zachowanie ludzi ktorzy byli kiedys ochrzczeni
          ale nie chca byc wiecej katolikami



          > czy wszyscy katolicy regularnie uczęszczają do kościoła? czy wszyscy
          katolicy
          > biorą ślub koscielny? nie. ja akurat nie chcę, bo z gorliwą wiarą wzięłam
          > rozbrat.
          > chciałaś mnie uszczypnąć, czy to miało być konstruktywne pytanie?
          >
          >
          co ma piernik do wiatraka a twoje powyzsze zdania do twojej wypowiedzi przy
          zalozeniu watku
          skoro unikasz wszystkiego co sie z Kosciolem wiaze to po jaka cholere jestes w
          Kosciele

          wyobraz sobie ze nie chcialam cie uszczypnac, skoro piszesz na forum o swoich
          sprawach to jestes rowniez przygotowana badz powinnas byc przygotowana na
          dyskusje
          • julla Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:50
            Po pierwsze: dlaczego soczewica ma iść po 'papier wypisujacy' skoro nie odczuwa
            potrzeby demonstracji i deklaracji??
            Po drugie: soczewico nie bierz slubu kościelnego skoro oboje z facetem czujecie
            tak jak czujecie...Sorry, ale przez takie szopki polski katolicyzm wyglada tak
            jak wygląda: pusta celebra, blichtr, brak autentyzmu...i tak mogę mnożyć.


            • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:58
              julla napisała:
              > Po drugie: soczewico nie bierz slubu kościelnego skoro oboje z facetem
              czujecie tak jak czujecie...Sorry, ale przez takie szopki polski katolicyzm
              wyglada tak jak wygląda: pusta celebra, blichtr, brak autentyzmu...i tak mogę
              mnożyć.

              tuż obok jest pies pogrzebany jullo miła :)
              dla mnie byłaby to może niekoniecznie szopka, ale uroczystość bez podłoża
              duchowego.
              i nie umiem przeskoczyć właśnie tego, dlaczego facet niepraktykujący - uważa
              TKAI ślub za ten właściwy, za to właściwe złączenie dusz, ciał i czego tam
              jeszcze ;) to nie tak, ze on chce tylko dla porządku, dla mamusi, dla rodzinki,
              nie! tylko właśnie to jest zastanawiające - uważa to za [ha, szukam określenia]
              prawdziwą przysięgę, przed Bogiem?
          • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:54
            tralalumpek napisała:

            > nie jestem zgryzliwa,
            załóżmy...

            > calkiem narmalne i praktykowane zachowanie ludzi ktorzy byli kiedys
            ochrzczeni
            > ale nie chca byc wiecej katolikami

            nie czuję wrogości do instytucji KKatolickiego.


            > co ma piernik do wiatraka a twoje powyzsze zdania do twojej wypowiedzi przy
            > zalozeniu watku skoro unikasz wszystkiego co sie z Kosciolem wiaze to po jaka
            > cholere jestes w Kosciele

            wyobraź sobie, że jako małe dziecko nie umiałam powiedzieć: hej, nie chrzcijcie
            mnie szanowni państwo.
            katolicyzm a chrześcijaństwo może są ze sobą związane, ale raczej na zasadzie:
            chrzescijaństwo istnieje bez katolicyzmu a nie na odwrót. a ponieważ nie łamię
            świadomie większości przykazań, "niechcący" żyję według pewnych zasad, nie
            uwiera mnie narzucony mi kiedyś katolicyzm. nie neguję istnienia Wyższej
            Istoty, tylko nie odpowiadają mi pośrednicy naszego odłamu.

            > wyobraz sobie ze nie chcialam cie uszczypnac, skoro piszesz na forum o swoich
            > sprawach to jestes rowniez przygotowana badz powinnas byc przygotowana na
            > dyskusje

            na odbieganie od tematu również. pytałam, czy ktoś mógłby się ze mną podzielić
            odświadczeniem w tej materii - i dostałam odpowiedź w postach powyżej.
            w ich kontekście odbieram twoją propozycję jako złośliwy przytyk. nie widzę,
            żeby do czegoś miało prowadzić moje wypisanie się w kontekście faceta, który
            napiera na kościelny ślub pomimo, że nie praktykuje tak jak ja. chyba że mi
            jakiś związek jednak udowodnisz?

            soczew
            • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:02
              soczewica napisała:


              >
              > nie czuję wrogości do instytucji KKatolickiego.
              >
              >

              nikt tu nie mowi ani o wrogosci ani o zwalczaniu lecz dokladnie o tym o czym
              piszezsz poniezej ....



              .....
              > wyobraź sobie, że jako małe dziecko nie umiałam powiedzieć: hej, nie
              chrzcijcie
              >
              > mnie szanowni państwo.
              > katolicyzm a chrześcijaństwo może są ze sobą związane, ale raczej na
              zasadzie:
              > chrzescijaństwo istnieje bez katolicyzmu a nie na odwrót. a ponieważ nie
              łamię
              > świadomie większości przykazań, "niechcący" żyję według pewnych zasad, nie
              > uwiera mnie narzucony mi kiedyś katolicyzm. nie neguję istnienia Wyższej
              > Istoty, tylko nie odpowiadają mi pośrednicy naszego odłamu.
              >


              czyli w inni (oczywiscie nie ty) w takiej sytuacji kiedy smai dojrzeli do
              podejmowania decyzji (nauczyli sie mowic) lub tez pisac - wypisuja sie z
              Kosciola. kropka






              > na odbieganie od tematu również. pytałam, czy ktoś mógłby się ze mną
              podzielić
              > odświadczeniem w tej materii - i dostałam odpowiedź w postach powyżej.
              > w ich kontekście odbieram twoją propozycję jako złośliwy przytyk. nie widzę,
              > żeby do czegoś miało prowadzić moje wypisanie się w kontekście faceta, który
              > napiera na kościelny ślub pomimo, że nie praktykuje tak jak ja. chyba że mi
              > jakiś związek jednak udowodnisz?
              >

              nie mam ochoty ci nieczego udowadniac anie do niczego cie naklaniac
              mnie tylko ludzie omijajacy Kosciol szerokim lukiem a potem biegnacy do
              oltarza z okazji wlasnego slubu przyprawiaja o pusty smiech
              sama mialam w tym roku takie wesele w rodzinie, corka kuzynki w bialej
              sukience przed oltarzem ... ona nawet nie wiedziala po co tam stoi, boki mozna
              bylo zrywac stajac za nia i przygladajac sie jak nie wie co ma ze soba zrobic
              i w ktorym momencie
              obluda, obrzydliwa obluda
              • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:15
                tralalumpek napisała:


                > > nie czuję wrogości do instytucji KKatolickiego.
                > nikt tu nie mowi ani o wrogosci ani o zwalczaniu lecz dokladnie o tym o czym
                > piszezsz poniezej ....

                > czyli w inni (oczywiscie nie ty) w takiej sytuacji kiedy smai dojrzeli do
                > podejmowania decyzji (nauczyli sie mowic) lub tez pisac - wypisuja sie z
                > Kosciola. kropka
                > nie mam ochoty ci nieczego udowadniac anie do niczego cie naklaniac
                > mnie tylko ludzie omijajacy Kosciol szerokim lukiem a potem biegnacy do
                > oltarza z okazji wlasnego slubu przyprawiaja o pusty smiech
                > sama mialam w tym roku takie wesele w rodzinie, corka kuzynki w bialej
                > sukience przed oltarzem ... ona nawet nie wiedziala po co tam stoi, boki
                mozna
                > bylo zrywac stajac za nia i przygladajac sie jak nie wie co ma ze soba zrobic
                > i w ktorym momencie
                > obluda, obrzydliwa obluda


                dziewczyno, czy nie przeczytałaś do końca mojego posta, czy go nie zrozumiałaś?
                to NIE JA chcę wbijać się w białą sukienkę...
                albo nie inaczej. bo może faktycznie to zabrzmiało nie tak jak jest.
                posłuchaj.
                nie chodzi o całą oprawę, gości, białą suknię a potem stoły w podkowę i toasty
                weselne. nie. w dupie mam całą tą oprawę, a w sukienkach źle się czuję. kiedy
                pomyślę sobie, że miałoby być dużo podziwiających moją suknię gości, to
                wymiotować mi się chce.
                i dalej:
                mój facet to rozumie. WIE, że nie będzie wesela, sukni i dorożek, ani gości w
                kościele. jemu też nie chodzi o ten cały blichtr, tylko że o ile do tej pory
                się zgadzamy, to w kwestii ślubu zaczyna się rozbieżność.
                ustalmy raz na zawsze - oboje należymy jednak do Kościoła Katolickiego, i żadne
                z nas nie czuje potrzeby ucieczki, jest dobrze w stanie obecnym.
                i teraz:
                ja uważam, że skoro żadne z nas nie jest praktykujące, nie potrzebujemy
                sakramentu, skoro stanęliśmy oboje na bierzmowaniu.
                on z kolei uważa, że tylko przysięga przed Bogiem jest wiążąca.
                ja z kolei patrzę na to w kategorii "jak trwoga to do Boga", i w pewnym sensie
                byłoby to dla mnie wykorzystanie/naciągnięcie, bo potem cóż, wrócimy do naszego
                życia i tyle powąchamy kościoła. niech będzie, to obłuda, ale nie taka, jaką
                chcesz widzieć.

                tak to wygląda.
                • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:21
                  soczewica napisała:

                  >
                  > dziewczyno, czy nie przeczytałaś do końca mojego posta, czy go nie
                  zrozumiałaś?
                  > to NIE JA chcę wbijać się w białą sukienkę...
                  > albo nie inaczej. bo może faktycznie to zabrzmiało nie tak jak jest.
                  > posłuchaj.
                  > nie chodzi o całą oprawę, gości, białą suknię a potem stoły w podkowę i
                  toasty
                  > weselne. nie. w dupie mam całą tą oprawę, a w sukienkach źle się czuję.
                  kiedy
                  > pomyślę sobie, że miałoby być dużo podziwiających moją suknię gości, to
                  > wymiotować mi się chce.
                  > i dalej:
                  > mój facet to rozumie. WIE, że nie będzie wesela, sukni i dorożek, ani gości
                  w
                  > kościele. jemu też nie chodzi o ten cały blichtr, tylko że o ile do tej pory
                  > się zgadzamy, to w kwestii ślubu zaczyna się rozbieżność.
                  > ustalmy raz na zawsze - oboje należymy jednak do Kościoła Katolickiego, i
                  żadne
                  >
                  > z nas nie czuje potrzeby ucieczki, jest dobrze w stanie obecnym.
                  > i teraz:
                  > ja uważam, że skoro żadne z nas nie jest praktykujące, nie potrzebujemy
                  > sakramentu, skoro stanęliśmy oboje na bierzmowaniu.
                  > on z kolei uważa, że tylko przysięga przed Bogiem jest wiążąca.
                  > ja z kolei patrzę na to w kategorii "jak trwoga to do Boga", i w pewnym
                  sensie
                  > byłoby to dla mnie wykorzystanie/naciągnięcie, bo potem cóż, wrócimy do
                  naszego
                  >
                  > życia i tyle powąchamy kościoła. niech będzie, to obłuda, ale nie taka, jaką
                  > chcesz widzieć.
                  >
                  > tak to wygląda.
                  >
                  >

                  dziwczyno, otoz przeczytalam twoja wypowiedz do konca i dalej twierdze ze
                  odpisalam na temat
                  ...a w dodatku posuwam się do ekstremum chociażby w momencie, kiedy przychodzi
                  czarny z kropidłem. od czasów wczesnego liceum nie zmusili mnie do bycia
                  podczas kolędy. omijam szerokim łukiem wszelakie instytucje kościelne; ...

                  - to twoje slowa, dla mnie jednoznacznie brzmiace, ze pomine ten wpis ze bylas
                  mala i nie moglas sama decydowac....

                  zycze ci zebys zyla zgodnie ze swoja wizja swiata, jezeli jest to dla ciebie
                  nalezec do kosciola ale obchodzic go szerokim lukiem to naprawde twoja sprawa
                  i mnie w zasadzie nic do tego
                  • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:27
                    tralalumpek napisała:

                    > zycze ci zebys zyla zgodnie ze swoja wizja swiata, jezeli jest to dla ciebie
                    > nalezec do kosciola ale obchodzic go szerokim lukiem to naprawde twoja sprawa
                    > i mnie w zasadzie nic do tego

                    dobra, wygrałas.
                    uwielbiam zapach napalmu i płonących kościołów o poranku...

                    z wizją podobną do mojej żyje masa ludzi. a mnie się obrywa, bo zaczynam się
                    zastanawiać. a krewnej powiedziałaś prosto w oczy, że to obłuda, czy może
                    stałaś w kolejce, żeby złożyć jej życzenia?
                    • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:34
                      soczewica napisała:


                      > dobra, wygrałas.
                      > uwielbiam zapach napalmu i płonących kościołów o poranku...
                      >

                      no komentarz


                      > z wizją podobną do mojej żyje masa ludzi. a mnie się obrywa, bo zaczynam się
                      > zastanawiać.

                      to ze masa ludzi kradnie jeszcze wcale nie oznacza ze ja tez musze krasc


                      a krewnej powiedziałaś prosto w oczy, że to obłuda, czy może
                      > stałaś w kolejce, żeby złożyć jej życzenia?
                      >
                      >

                      stalam w kolejce zeby jej zlozyc zyczenia, pojawilam sie na weselu tylko i
                      wylacznie dlatego zeby nie sprawic przykrosci jej rodzicom, ktorych bardzo
                      sobie cenie i sprawa byla jasno z mojej strony postawiona
                      nie boje sie mowic wlasnego zdania glosno ale tez nie staram sie naprawiac
                      swiata tam gdzie sie go nie da naprawic
                      • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:41
                        tralalumpek napisała:

                        > a krewnej powiedziałaś prosto w oczy, że to obłuda, czy może
                        > > stałaś w kolejce, żeby złożyć jej życzenia?
                        > stalam w kolejce zeby jej zlozyc zyczenia, pojawilam sie na weselu tylko i
                        > wylacznie dlatego zeby nie sprawic przykrosci jej rodzicom, ktorych bardzo
                        > sobie cenie i sprawa byla jasno z mojej strony postawiona

                        TEŻ SPRAWĘ STAWIAM JASNO! tak samo jak na forum, tak i jemu w oczy.

                        > nie boje sie mowic wlasnego zdania glosno ale tez nie staram sie naprawiac
                        > swiata tam gdzie sie go nie da naprawic

                        ale dobre rady zawsze w cenie?...
                        dla mnie nie była to czysto życzliwa rada, ale cos podbite myśleniem: "głupia
                        panienka dostanie to o co się prosi".
                        • tralalumpek Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:45
                          soczewica napisała:

                          >> dla mnie nie była to czysto życzliwa rada, ale cos podbite
                          myśleniem: "głupia
                          > panienka dostanie to o co się prosi".
                          >

                          mysle ze moglybysmy normalnie rozmawiac pod jednym warunkiem, ze skorygujesz
                          swoje nastawienie do mnie
                          juz wczesniej probowala cie padalcowa naprowadzic na wlasciwa sciezke ale sie
                          jej niestety nie udalo
                          wyobraz sobie, ze ja ani nie gryze, ani nie kopie, ani nie jestem wobec ciebie
                          zlosliwa i jak to zalapiesz to bedziesz wlaciwie odczytywac to co ja napisalam
            • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:05
              Nie daj się, Soczewico :) Facetowi. Jeśli oboje tego nie czujecie

              (A i sama egoistycznie nie lubię, jak się robi szopkę z rzeczy które są dla
              mnie ważne, a tym właśnie jest przyjmowanie sakrametów przez niewierzących. Nie
              prztyk, tylko odnoszę się do tego, co napisała Julla)

              I z Kościoła też się nie wypisuj. Może jeszcze wrócisz, czego Ci życzę :)))
              • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:17
                raszefka napisała:

                > Nie daj się, Soczewico :) Facetowi. Jeśli oboje tego nie czujecie

                a-a-a-a-a!!!!!!!!!!!!!!!!
                ile razy mam powtarzać, że on właśnie nagle to POCZUŁ?!?!?!?
                poczuł, poczuł, poczuł!
                a mnie drażni to, że poczuł bardzo wybiórczo.

                [!!!!!!!!!!!!!!]
                w tym momencie przyszedł mi do głowy PLAN...
                :))))))))
                ja mu dam wybiórczo. oj, ja mu dam wybiórczo.
                • raszefka Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:22
                  Ok, nie denerwuj sie, bo Ci zaszkodzi ;))))
                  • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:28
                    raszefka napisała:

                    > Ok, nie denerwuj sie, bo Ci zaszkodzi ;))))

                    ależ się nie denerwuję.
                    mam PLAN :) he he.
                • julla Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:31
                  To może na razie weźcie sobie tylko ten cywilny, a z koscielnym dajcie sobie na
                  wstrzymanie i dyskutujcie dalej:)) Może do czegoś dojdziecie konstruktywnego,
                  a może skoro twój facet lewituje gwałtownie w stronę KK to może ma
                  jakąś 'potrzebę duchową', której sam sobie do końca nie uświadamia??
                  Tak sie wymądrzam, bo uważam, że sprawy wiary nie są tak proste jak budowa cepa
                  - jak to się w Polsce generalnie prezentuje.
                  Ludzie czasem gdzieś krążą, poszukują- jak to się ładnie mówi- a prawda jest
                  taka, ze KK jest w Polsce tak strasznie skostniały i w sumie właśnie pełni rolę
                  urzędu z jakimis papierami i pieczątkami, że ludzie myślący, wrażliwi zupełnie
                  nie potrafią się odnaleźć w tych schematach... A żyją, czują jak najprawdziwsi
                  chrześcijanie- a w ogóle tego nie wiedzą.
                  Mętny wykład, ale jakoś tak:))
                  • soczewica mam PLAN.. wykonam go sam... 07.09.03, 23:36
                    julla napisała:

                    > To może na razie weźcie sobie tylko ten cywilny, a z koscielnym dajcie sobie
                    na
                    >
                    > wstrzymanie i dyskutujcie dalej:)) Może do czegoś dojdziecie konstruktywnego,
                    > a może skoro twój facet lewituje gwałtownie w stronę KK to może ma
                    > jakąś 'potrzebę duchową', której sam sobie do końca nie uświadamia??


                    o, to to.
                    może właśnie powinniśmy zacząć chodzić do kościoła. może właśnie do tego
                    powinnam go nakłonić. może któreś z nas zmieni zdanie.
                    [soczewica nuci fałszywie:]
                    nie chcę żadnej pmocy, zrobię to dzisiaj w nocy ;)

                    no i albo ja "poczuję" sprawę, albo on dojdzie do wniosku że to bez sensu. na
                    żadną drogę się nie będę zamykała.
                    • julla Re: mam PLAN.. wykonam go sam... 07.09.03, 23:40
                      To mniej- więcej chciałam przekazać.
                      Trzeba czasem spróbować nawiązać kontakt ze swoja psyche, a poza tym mieć
                      świadomość, że kościół to tylko budynek, a świątynia jest w Tobie:))
                      Albo jej nie ma, i tez można życ dalej będąc pełnowartościową jednostka
                      człowieczą:))
                      • soczewica Re: mam PLAN.. wykonam go sam... 07.09.03, 23:47
                        julla napisała:

                        > To mniej- więcej chciałam przekazać.
                        > Trzeba czasem spróbować nawiązać kontakt ze swoja psyche, a poza tym mieć
                        > świadomość, że kościół to tylko budynek, a świątynia jest w Tobie:))
                        > Albo jej nie ma, i tez można życ dalej będąc pełnowartościową jednostka
                        > człowieczą:))

                        tak.
                        ale niestety, urządzono wszystko w ten sposób, że konieczny jest pośrednik :(

                        nawiasem mówiąc, byłam ostatnio na ślubie koleżanki z roku. wydarzeniem tym
                        żyła od kilku miesięcy, szeroko omawiana suknia, planowanie posiłków na weselu,
                        rozmieszczenie gości itepe.
                        popatrz - takie to dla niej wyjątkowe i wspaniałe, takie jedyne i
                        niepowtarzalne - a ja dzisiaj już nie pamiętam jak ta suknia wyglądała.
                        ponieważ ustawiła się do niej wielka kolejka, stanęliśmy i my, żeby złożyć
                        życzenia. ale w miarę posuwania się gości, zaczęłam rozważać: i czego ja jej
                        mam życzyć do diabła? no nie wiedziałam, nic poza standardy typu: najlepszego,
                        udanego zycia i takie podobne nie przychodziło mi do głowy.
                        w końcu wysunęłam się z tej kolejki życzeniodawców, pociągnęłam za sobą
                        partnera, i zwialiśmy stamtąd. brzydko? możliwe. ale na 100% nawet nie
                        zauważyła że nas nie ma w tym weselnoslubnym transie.

                        a mój brat dwa lata temu się żenił - na jego ślubie się wzruszyło soczewisko i
                        nawet łezkę puściło. i na weselu z zespołem niemal desko-w-polowym się bawiło.
                        i ściskało soczewia w gardle, jak o północy państwo młodzi dziękowali rodzicom
                        za dobre wychowanie.
                        a dzisiaj braciszek kawalerem znowu jest.
                        to tak zupełnie nie apropos :)
                        • julla Re: mam PLAN.. wykonam go sam... 08.09.03, 00:00
                          Tak, ta ślubna suknia to najważniejszy punkt programu...
                          Jedna moja koleżanka miała taką przecudną suknię, sprowadzaną zresztą
                          jakimś jumbo- jetem ze stron odległych, że ostatecznie nie potrafiła w niej
                          wsiąśc do auta, po prostu suknia w żaden sposób nie chciała się zmieścić.
                          W końcu ją w kilka osob wcisneliśmy dopychając ją łokciami i kolanami, ale ta
                          suknia dosłownie ją zadusiła po drodze, bo gdzieś poskładała sie jej na
                          twarzy...tak, że gdy wyciągneliśmy ją po pół godzinie
                          z wielkim trudem z tego royce- roysa, to dziewczyna dyszała jak mordowany karp.
                          Ale to taka anegdotka na marginesie, w sumie było to cholernie śmieszne!
                  • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: a ja się bronię :) 08.09.03, 00:34

                    a no właśnie. tak jak moje dzieci.Dali se na wstrzymanie i tak trzymaja juz
                    lata. po cywilu.
                    Tyle, że nie dyskutują, bo im inne tematy narosły.

                    julla napisała:

                    > To może na razie weźcie sobie tylko ten cywilny, a z koscielnym dajcie sobie
                    na
                    >
                    > wstrzymanie i dyskutujcie dalej
                • summa Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:42
                  soczewica napisała:


                  > a-a-a-a-a!!!!!!!!!!!!!!!!
                  > ile razy mam powtarzać, że on właśnie nagle to POCZUŁ?!?!?!?
                  > poczuł, poczuł, poczuł!
                  > a mnie drażni to, że poczuł bardzo wybiórczo.

                  z Twojej wypowiedzi wynika jednoznacznie - Twój facet jednak w głębi duszy jest
                  wierzący...
                  to, że nie praktykuje i na codzień jest przeciw, a w tak przełomowej chwili
                  jednak ciągnie go do Boga oznacza, że nie ma tego wszystkiego w środku dobrze
                  przemyslanego i poukładanego. Więc to powinnas mu uświadomić, a on sobie
                  zresztą też. Niech to sobie określi - czy jest w głębi duszy agnostykiem,
                  ateistą czy tylko katolikiem niepraktykujacym z tych czy innych względów. W
                  przeciwnym wypadku to bedzie powracać w różnych sytuacjach życiowych, a po co
                  sie ciągle szamotać.
                  • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:52
                    summa napisała:

                    > z Twojej wypowiedzi wynika jednoznacznie - Twój facet jednak w głębi duszy
                    jest wierzący...
                    > to, że nie praktykuje i na codzień jest przeciw, a w tak przełomowej chwili
                    > jednak ciągnie go do Boga oznacza, że nie ma tego wszystkiego w środku dobrze
                    > przemyslanego i poukładanego. Więc to powinnas mu uświadomić, a on sobie
                    > zresztą też.

                    mądre słowa :)
                    myślę sobie parę minut przed północą, że sama też muszę poukładać trochę.
        • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 22:55
          przepraszam, że się wcinam - ale tym razem na serio - a ze jestem zmęczona, to
          powiem tylko, że Trala nie chciała ci dos..ć. Zapytała merytorycznie.
          ja to widzę "z boku" - więc jaśniej.


          soczewica napisała:

          > chciałaś mnie uszczypnąć, czy to miało być konstruktywne pytanie?
          >
          >
          • soczewica Re: a ja się bronię :) 07.09.03, 23:01
            p.a.d.a.l.c.o.w.a napisała:

            > przepraszam, że się wcinam - ale tym razem na serio - a ze jestem zmęczona,
            to powiem tylko, że Trala nie chciała ci dos..ć. Zapytała merytorycznie.
            > ja to widzę "z boku" - więc jaśniej.

            ok. ale odebrałam to w inny sposób.
            niestety, wada rozmów internetowych, ciężko czasem wyjaśnić wprost, jeśli się
            myśli skrótami i nie widać miny.
    • Gość: Gal Re: a ja się bronię :) IP: *.knc.pl 08.09.03, 01:06
      Ilu jest katolików będących ideałem katolika, ilu protestantów czy "starszych
      braci w wierze", którzy nie w pełni przestrzegaja wszelkich zaleceń swojego
      kościoła.

      Wielu mówi o agnostycyźmie, nie widząc podstawowego w nim założenia: Ktoś jest
      tam , na górze. Są jakieś zasady.

      W chwilach, które sami uważamy za ważne, potrzeba potwierdzenia tych zasad
      jest dla nas samych szczególnie istotna. Nie ma znaczenia nasza codzienna
      opinia o (niektórych, niewątpliwie) urzędnikach naszego kościoła. Sakrament
      małżeństwa, o ile się orientuję, jest jedynym który zawieramy w obliczu Boga
      wobec siebie wzajemnie, a urzędnik (ksiądz) jest tylko świadkiem.

      Jestem w stanie zrozumieć potrzebę zawarcia małżeństwa w kościele, a nie w
      magistracie. Nawet, jeżeli ostatni raz w tym kościele byłem na pierwszej
      komunii. A może właśnie dlatego.

      Pzdr.
      Gal
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka