bella761
21.05.08, 12:32
W skrócie:
przyjaciółka nawiązała kontakt przez nk z kolegą (a raczej on z nią) z lat
podstawówki, on wtedy za nią "latał", ona nie bardzo. Obydwoje teraz mają
rodziny, poukładane życie. Od grudnia zaczęli ze sobą mailować, potem smsy,
telefony, różne wyznania - również miłości, i w końcu spotkanie i dziewczyna
się rozczarowała, może nie tego oczekiwała, on zakochany po uszy. Głupio jej
było tak od razu po spotkaniu powiedzieć że to nie ma sensu wiec ciągnęła
jeszcze z miesiąc. W ostatnią niedzielę w nocy napisała mu maila że mąż o
wszystkim wie i kazał jej zakończyć znajomość (oczywiście to wymyśliła). Koleś
przeczytał w poniedziałek rano i po jakiejś godzinie wsiadł w samochód z żoną
i dzieckiem i mieli poważny wypadek, rozcinali samochód, wszyscy w szpitalu,
potłuczeni + żona wstrząs mózgu.
Koleżanka jest w szoku i obwinia się za całą tą sytuację, czy ma rację?
winiłybyście się na jej miejscu?