gdarin
21.09.07, 13:26
Imiona w Ugandzie niosą ze sobą więcej treści niż nasze europejskie imiona. Tutaj ludzie nie mają nazwisk. Normalnym jest, że w jednej rodzinie nikt nie nazywa się jednakowo. Każdy tutaj ma dwa imiona. Jedno zazwyczaj chrześcijańskie: Jan, Tomasz, Maria, Mikołaj, Franciszek, Jozef, Piotr... Drugie ugandyjskie, które zazwyczaj mówi o sytuacji, w jakiej narodziło się dziecko. Na przykład jeśli urodzi się chłopiec w momencie, kiedy matka była w drodze, dziecko ma na imię Sseguja – co znaczy mniej więcej tyle co „w drodze”. Prefiks ss- dodawany jest zawsze chłopcom, a dziewczynkom prefiks –na. Dlatego dziewczynka urodzona w drodze będzie się nazywać Naguja. Pomysłowość ugandyjska w tej kwestii nie zna granic. Zdarza się, że dziecko dostaje imię pierwszej rzeczy, którą widzi matka po porodzie – może to być krzesło albo sufit... Jeśli urodzą się bliźniaki, zazwyczaj pierwszy ma na imię – pierwszy, a drugi – ostatni! Niezwykle podoba mi się sposób nadawania drugiego – chrześcijańskiego - imienia. W Bugandzie, czyli w regionie, gdzie się znajduję, zwyczajowo imię dziecku nadaje babcia ze strony ojca (do starszych ludzi w języku Luganda nie mówi się pani, pan. Zarówno do mężczyzny, jak i do kobiety zwraca się – dziadzia!). Więc taka dziadzia patrzy na maleństwo i mówi: Tyś podobny do mojego „starego”, to będziesz miął na imię jak on! W Acholi – na północy Ugandy – kładzie się dziecko i zaczyna wypowiadać powoli po kolei rożne imiona. Jeśli w czasie któregoś z nich dziecko zacznie gaworzyć albo się uśmiechać, znaczy, że to imię mu się podoba i takie imię dziecko dostaje. Czasem też matka bierze dziecko i przykłada do piersi, wypowiadając imiona, jeśli dziecko zacznie ssać, znaczy że wybiera sobie to imię, które właśnie wypowiedziała matka.
żródło:
www.bosko.pl/credensik/?swiadectwo=120