i.see.you.baby
26.06.08, 14:41
2 sytuacje:
1) moja znajoma zaczela nasmiewac sie z naszej wspollokatorki, ze caly dzien
chodzila w jakiejs bluzeczce, uciela w niej drzemke, a wieczorem poszla w niej
'swieza i pachnaca' na impreze. strasznie mnie wtedy strzelilo bo sama nieraz
widzialam jak nasmiewajaca sie zakladala te sama, nieprana bluzke na kolejna
impreze albo zakladala noszone juz skarpetki bo jej sie zapas czystych
skonczyl. dodam ze wspollokatorki nie lubilysmy bardzo obie, a jednak bardzo
mnie moja znajoma wkurzyla.
2) na jeden z wykladow, wchodzi spozniona chyba z 10 albo 15 minut jedna z
naszych mniej lubianych dziewczyn na roku. moja kolezanka obraca sie do mnie w
tym momencie i robi mine w stylu: 'co za bezczelnosc i nieogarniecie!'.
najlepsze jest ze sama spozniala sie po 10 min wiele razy z tak wazkich
powodow jak 'zrobienie' sobie fryzury albo makijazu... i znowu mnie strzela,
choc jak mowie obgadywanej dziewczyny nie darze sympatia...
doprawdy, zadziwia mnie ludzka hipokryzja. nie wiem, moze jestem jakas
niedogrzana maksymalistka moralna ale bardzo mnie denerwuje takie zachowanie.
a ze sa to moi znajomi to gryze sie tylko w jezyk bo nie ma sensu klocic sie o
kogos kogo nawet za bardzo nie lubie. pozniej jak emocje opadna nachodzi mnie
mysl, ze hipokryzja jest czyms bardzo powszechnym, czyms przed czym ludziom
bardzo trudno uciec. a jak wy myslicie?