Dodaj do ulubionych

obietnice....=/

23.07.08, 13:11
Pomóżcie mi to zrozumieć bo sama nie daje rady...i nie wiem czy to ze mną jest
coś nie tak czy z nim..? Postaram sie jak najkrócej. Mianowice chodzi o
dotrzymywanie obietnic, danego słowa...dla mnie jest to bardzo ważne, jak coś
obiecuje to dotrzymuje,i nie jest to dla mnie żadnym problemem, jak czegoś nie
mogę dokonać, nie potrafię czemuś sprostać to nie obiecuje...po prostu.

Osoba z która jestem, z którą planuje przyszłość, która jak twierdzi kocha
mnie nie potrafi tego. Obiecuje i nie dotrzymuje, daje słowo i po chwili jakby
tego nie pamięta....dodam, ze robi to sama z siebie (chodzi nie tylko o
pierdoły ale i o sprawy ważne dla nas obojga) broń Boże nie wymuszam żadnych
obietnic, deklaracji itd, Przykład: jutro zrobimy to czy tamto (wie, ze to dla
mnie ważne i dla niego też ja twierdzi) następnego dnia odwołuje...tak jest
prawie za każdym razem. Jest mi z tego powodu naprawdę przykro, sama z siebie
już o nic nie proszę bo wiem, że to nie ma sensu...
Obserwuj wątek
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: obietnice....=/ 23.07.08, 13:19
      Wyjaśnienie - ludzie są różni. Dla jednych dane słowo ma olbrzymią wartość, a
      inni nie przywiązują do tego takiego znaczenia. Jednakże w sytuacji gdy on WIE
      że coś jest dla Ciebie bardzo ważne to powinien zwracać na to uwagę nawet jeśli
      dotąd nie leżało to w jego naturze.
    • claratrueba Re: obietnice....=/ 23.07.08, 13:25
      Cóż, współczuję, ale dobrze to nie wróży. Znam takich ludzi, byłam w takim
      związku i powiem wprost: to są ludzie dla których inni sie nie liczą. Robią
      tylko to, co jest ważne dla nich. Zawód, który sprawiaja bliskiej osobie,
      rozczarowanie nie obchodzą ich. Traktują ludzi jak rzeczy, którymi nie trzeba
      się przejmować. Taki związek nie ma sensu niestety.
    • urukkasz Re: obietnice....=/ 23.07.08, 13:30

      nikt Cię poważnie nie będzie traktować jak Twoje słowo starci na znaczeniu, bo
      nic poza "kolorowaniem" się nie potrafi.
      Jeśli za słowami nie idą czyny to koleś idealnie nadaje się do sejmu RP :)))
    • kase-nka Re: obietnice....=/ 23.07.08, 13:42
      Od kilkunastu lat to praktykuję. To znaczy życie z kims kto ma problem z
      dotrzymywaniem obietnic. Tak było od początku. oczywiście myslałam, ze to się
      zmieni. Niestety, nie zmieniło się. I muszę przyznać, ze jest to bardzo
      uciążliwe i raczej nie licz na to, że z czasem...Pytanie tylko, czy masz w sobie
      siłę, żeby walczyć o siebie. Bo to nie tylko problem z zapominaniem. Fakt, ze
      nie dotrzymuje słowa w sprawach dla ciebie ważnych może oznaczać, że niestety
      twoje sprawy nie są ważne dla niego..a więc co z tobą w tym związku? Złe jest
      podejście, że go o nic nie poprosisz. Proś, a nawet żądaj. Dopominaj się,
      przypominaj, walcz, bo jeśli nie będziesz walczyć o to, co dla ciebie ważne, z
      was dwojga zostanie tylko on. Ty przestaniesz istnieć. Czy taka perspektywa ci
      odpowiada? Ja wiem, ze zrobiłam błąd. Bardzo często milczałam. Teraz z tego
      powodu płaczę, bo kiedy domagam się czegoś co dla mnie ważne, on to odbiera jako
      atak. I widzę jak powoli się ode mnie odsuwa. Kolega psycholog powiedział mi
      kiedyś: nakarm najpierw siebie, bo jeśli siebie nie nakarmisz, to nikogo już nie
      nakarmisz. Próbuję wprowadzać to w życie, ale uwierz, po tylu latach postu jest
      to bardzo trudne dla nas obydwojga. Nie popełnij tego błędu.
    • operator1234 Re: obietnice....=/ 23.07.08, 13:59
      jeśli to facet to obiecaj mu że sie będziecie wieczorkiem bzykać a
      jak przyjdzie na to pora powiedz żartowałam !!!
      • kase-nka Re: obietnice....=/ 23.07.08, 14:21
        Jeśli już z przymrużeniem oka: obiecaj, a potem wyjdź z koleżanką na piwo. I
        powiedz: zapomniałam! no własnie, może to jest metoda. Ale obawiam się, że może
        nie przełożyć tego na siebie. On na pewno jest przekonany, ze robi wszystko jak
        trzeba, a ty ciągle masz o coś pretensje, albo jesteś bez powodu smutna...
        • marzeka1 Re: obietnice....=/ 23.07.08, 14:28
          Przy takim podejściu partnera, raczej za dobrze to na przyszłość nie wróży.Nie mogłabym być z kimś takim.
          • sabrinaaa Re: obietnice....=/ 23.07.08, 16:07
            Dziękuje wam wszystkim za odpowiedzi, jest dokładnie tak jak piszecie....takie
            robienie na złość, w myśl zasady jak Kuba Bogu raczej nic nie da, właśnie
            obawiam się, że odniesie odwrotny skutek :/ i prawdą jest, że jak zaczynam
            rozmowę na ten temat (dotrzymywanie słowa itd) on zachowuje sie tak jakbym to JA
            miała jakiś problem =/ nie widzi tego, że robi mi przykrość albo nie chce
            widzieć a może go to nie obchodzi.Czasami przyzna mi racje, jakby sie ockną na
            chwilę, ale mówi co innego a potem robi co innego.Tłumaczyłam mu wiele razy, że
            takie podejście nie dość, że mnie rani to jest jeszcze totalnie
            nieodpowiedzialne, tym bardziej, że nie jest dzieckiem tylko dorosłym
            człowiekiem (30 lat).Chce zakładać rodzinę, mieć dzieci, ale ja nie wyobrażam
            sobie tłumaczenia później dziecku dlaczego tatuś obiecał a potem nie dotrzymał.....
    • rarely a może 23.07.08, 16:25
      piszac post podawałbyś jakies konkretne przykłady tych obietnic bo pisząc tak
      ogolnie i wten sposób dostaniesz bardzo ogólne odpowiedzi w wiekszosci rzuc dziada

      a może byc tak że problem jest w tobie a nie w nim i nie jest to częste tylko
      zdarzyło się kilka razy albo ty masz silna potrzebe kontroli i nie mozesz
      pogodzis sie z tym ze ktos zmienia plany i nie widzi w tym nic zlego

      ale to wszystko tylko domysly
      • sabrinaaa Re: a może 23.07.08, 16:40
        jesteśmy razem od 7 lat...i naprawdę jestem ostatnia osoba na tej ziemi, która
        chciałaby kogokolwiek kontrolować...przykłady...ok. Mieszkamy razem wiec swoje
        rozkłady dnia, plany, sprawy, które mamy załatwić znamy na bieżąco, wiec ja mam
        coś ważnego do załatwienia następnego dnia,albo muszę wyjechać na cały dzień do
        innego miasta bo moja praca tego wymaga,on deklaruje, ze mi pomoże, zawiezie,
        odbierze (sytuacje były rożne, wszystko razem bądź z osobna) ja o to nie proszę
        , sam wychodzi z inicjatywa...i następnego dnia na godzinę, dwie przed tym co
        zaplanowaliby, on to odwołuje i zostawia mnie na przysłowiowym lodzie =/ i nie
        zdarzyło sie to raz , dwa czy nawet 10 na przestrzeni jakiegoś okresu czasu...
        bo wtedy to nie byłby problem, nie nalezę do osób, które robią z igły widły i
        nie dzieje się tak bo jemu np coś ważnego wypada....w takim wypadku oczywiście
        nie byłoby też problemu. Nie jestem typem sierotki czy księżniczki, która trzeba
        wozić czy tez usługiwać....

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka