Gość: Fanta
IP: 195.117.244.*
30.09.03, 14:40
Doczekałam sie. Po trzech latach mój partner, z którym mieszkam od 4 lat, w
końcu zdecydował się zrobić porządek ze swoim życiem. Czyli rozwodzi się z
żoną. Przez lata nie utrzymywał z nią kontaktów, ale mówił, że rozwód do
niczego nie jest mu potrzebny. Mnie powinno wystarczyć, że jesteśmy razem i
jest nam dobrze. Ponieważ ja od samego początku stawiałam sprawę jasno, (czyli,
że nie chce być z żonatym facetem) jego opieszałość mnie dobijała. Ostatni rok
był najgroszy, zaczęły się prośby i groźby z mojej strony. Uległ, ale w domu
mamy ciche dni. Mam nawet wrażenie, że ogarniają go wątpliwości. Pierwsza
sprawa odbędzie się w poniedziałek. Wiem, że rozwód to ciężka sprawa.
Zastanawia mnie jednak czy jemu sie nie wydaje, że bardziej ją rani rozwodząc
się, niż żyjąc ze mną. Cholera wie jak to sie skończy. Czy któraś z was
przerabiała taką sytuację?