jutro6
20.10.03, 14:11
Co zrobić, zraziłam się do nich, i do całej rodziny męża. Nie chcę nawet
przyjmować do wiadomości, że istnieją, nie odwiedzam nikogo i nie dam rady.
Gdy o tym pomyślę, dostaję palpitacji serca. Wolę nwet już nie mieć męża niż
mieć do czynienia z tym towarzystwem. To długa historia, i nie chcę niczego
wspominać. Małżeństwo trwa, jest dobrze. Z wyjątkiem momentów, jak dzwonią do
ojca lub są tacy nadopiekuńczy, jakby byli żoną, matką a on 80-letnim
starcem, samotnym. Nie da sie ukryć, że syn zachowuje sie nienormalnie, jak
żona. Mówi tekstami, jak żona. Oboje z mężem rozumiemy, że ma to podtekst
finansowy, bo pojawiają się żądania. Albo natarczywe telefony, absurdalne
pytania o pomoc w lekcjach. Nie jesteśmy też z męzem starzy, a już obiecują,
ze na starość nim się zaopiekują. Oni mają 15 i 17 lat. Własną matkę i
jej "męża"(?).
Jak z tym żyć? Czy ktoś przeżył coś podobnego?