Dodaj do ulubionych

dzieci mego męża

20.10.03, 14:11
Co zrobić, zraziłam się do nich, i do całej rodziny męża. Nie chcę nawet
przyjmować do wiadomości, że istnieją, nie odwiedzam nikogo i nie dam rady.
Gdy o tym pomyślę, dostaję palpitacji serca. Wolę nwet już nie mieć męża niż
mieć do czynienia z tym towarzystwem. To długa historia, i nie chcę niczego
wspominać. Małżeństwo trwa, jest dobrze. Z wyjątkiem momentów, jak dzwonią do
ojca lub są tacy nadopiekuńczy, jakby byli żoną, matką a on 80-letnim
starcem, samotnym. Nie da sie ukryć, że syn zachowuje sie nienormalnie, jak
żona. Mówi tekstami, jak żona. Oboje z mężem rozumiemy, że ma to podtekst
finansowy, bo pojawiają się żądania. Albo natarczywe telefony, absurdalne
pytania o pomoc w lekcjach. Nie jesteśmy też z męzem starzy, a już obiecują,
ze na starość nim się zaopiekują. Oni mają 15 i 17 lat. Własną matkę i
jej "męża"(?).
Jak z tym żyć? Czy ktoś przeżył coś podobnego?
Obserwuj wątek
    • fitit Re: dzieci mego męża 20.10.03, 14:14
      jutro6 napisała:

      > Co zrobić, zraziłam się do nich, i do całej rodziny męża. Nie chcę nawet
      > przyjmować do wiadomości, że istnieją, nie odwiedzam nikogo i nie dam rady.
      > Gdy o tym pomyślę, dostaję palpitacji serca. Wolę nwet już nie mieć męża niż
      > mieć do czynienia z tym towarzystwem. To długa historia, i nie chcę niczego
      > wspominać. Małżeństwo trwa, jest dobrze. Z wyjątkiem momentów, jak dzwonią do
      > ojca lub są tacy nadopiekuńczy, jakby byli żoną, matką a on 80-letnim
      > starcem, samotnym. Nie da sie ukryć, że syn zachowuje sie nienormalnie, jak
      > żona. Mówi tekstami, jak żona. Oboje z mężem rozumiemy, że ma to podtekst
      > finansowy, bo pojawiają się żądania. Albo natarczywe telefony, absurdalne
      > pytania o pomoc w lekcjach. Nie jesteśmy też z męzem starzy, a już obiecują,
      > ze na starość nim się zaopiekują. Oni mają 15 i 17 lat. Własną matkę i
      > jej "męża"(?).
      > Jak z tym żyć? Czy ktoś przeżył coś podobnego?


      > Jak by mi ktoś obiecał opiekę na starość, to nawet jakby był dla mnie obcym
      człowiekiem, miód by wylał na moje serce.
      • Gość: dew Re: dzieci mego męża IP: 212.180.147.* 20.10.03, 14:20
        A jeśli powiem, że matka kazała tym dzieciom klęczeć przed obrazem i przysięgać
        przy świadkach, że szklanki wody nie podadzą swoim dziadkom? Tak są wychowane.
        Więc mijają się ich wypowiedzi, z tym co im rodzona matka przez lata wpaja.To
        raczej nie miód.
        • Gość: Linn Re: dzieci mego męża IP: *.dialup.tiscali.it 20.10.03, 16:50
          Dzieci maja swoje prawa, a Ty wczesniej wiedzialas chyba o ich istnieniu.
    • Gość: mika Re: dzieci mego męża IP: *.spray.net.pl 20.10.03, 17:46
      Taka nienormalna nadopiekuńczość jest wynikiem rozpadu rodziny. Te dzieci choć
      mają niewiele lat bo po 15, 17 przejęły funkcję rodzica, który odszedł. To
      normalne. One same potrzebują takiej troski, ale jej nie mają, straciły ojca,
      który już nie jest dla nich oparciem.
      Warto wyjaśnić wasze relacje, szczególnie twojego męża względem jego dzieci,
      jasno muszą wiedzieć, że jest po ich stronie i ich nie zostaweił. Jakkolwiek
      sytuacja dzieci byłaby na pozór dobra, to wyraźnie widać, że imają się różnych
      sposobów, żeby zainteresować sobą ojca, zaabsorbować, choćby częstymi
      telefonami.
      • Gość: Linn Re: dzieci mego męża IP: *.dialup.tiscali.it 21.10.03, 10:40
        Wlasnie, moze ojciec powinien byc bardziej aktywny w stosunkach z dziecmi. Czy
        to tez budziloby Twoje niezadowolenie?
    • jutro6 Re: dzieci mego męża 21.10.03, 12:12
      Czy ktoś przeżył coś podobnego? Poproszę o komentarze osób, które mają podobne
      doświadczenia. Wiem, ze ojciec dzieci nigdy wcześniej nie miał normalnego
      kontaktu z dziećmi. Był szykanowany i wyśmiewany na oczach dzieci przez matkę.
      Odszedł od niej nie od dzieci. Ale niepokoi mnie ich nadopiekuńczość właśnie.
      Wcześniej twierdziły, że go nie znają. Nienawidziły mnie bo go zabrałam.
      Dlaczego teraz są takie inne, przesłodzone, potulne? Skąd posiadły taką
      umiejętność? W domu miały i ponoć mają wyzwiska, nerwowość, wręcz chorą na
      schizifrenię matkę. Czy to jest jakaś gra? Nie potrzebujesz ojcze żony, my się
      tobą zaopiekujemy?
      Nie rozumiem, skąd ta ich rola ? Dlaczego starają się być żoną?
      • olciak Re: dzieci mego męża 21.10.03, 12:31
        a może powinnaś wspólnie z męzem to obgadac i przyjmować jego dzieic u Was
        częściej? jesli mają nienajlepsza atmosferę w domu, to z pewnością po jakimś
        czasie docenią to, co dostają od Was - Ciebie róweniż!!! nie mozesez udawać, że
        ich nie ma, nie mozesz sie zarzekać - posl;ubiłaś faceta "obarcznego" dziećmi i
        zawsze bedą w jego życiu, więć nie ma chyab sensu z nimi walczyć? Ani Twemu
        meżowi, amni im, ani Tobie nie jest to przecież - wojna - do niczego
        potrzebna...
        Powodzenia Ci życzę, bo to na pewno delikatna i bolesna sprawa, ale nie
        beznadziejna. Spróbuj chociaż!
      • Gość: mika Re: dzieci mego męża IP: *.spray.net.pl 21.10.03, 17:13
        W takim razie może dzieci zrozumiały dlaczego ojciec odszedł, że nie ty go
        zabrałaś, ale one jednak zostały w tym domu same, być może z nieciekawą matką,
        która odbija sobie na nich niepowodzenia.

        Prawdopodobnie szukają jakiegoś kontaktu, ratunku dla siebie samych. Jeżeli
        teraz widzą, że matka jest zła i jej zachowanie w stosunku do męża było
        niewłaściwe, to może w jakiś sposób próbują naprawić dawną sytuacją, nie chcą
        skazać ojca na banicję. A że w domu nie nauczyły się właściwego okazywania
        uczuć, w dodatku są między młotem a kowadłem, to ich próby nawiązania kontaktu
        są nieporadne i może śmieszne nieco.

        Na twoim miejscu zrobiłabym tak, absolutnie nie przejęłabym się tym, że ich
        postępowanie, to metoda na pozbycie się ciebie. Bo wydaje mi się, że nie jest
        to gra. Niech dzieci będą dla was obojga ważne, niech zobaczą, że wasza
        rodzina funkcjonuje dobrze i jest w niej miejsce dla nich również. I to
        wszystko. Przestań myśleć tylko o sobie i czepiać się myśli, że dzieci dybają
        na twoje szczęście. W końcu możesz spróbować okazać im trochę serca, a co z
        tego wyniknie to zobaczysz potem.
        • Gość: siwa Re: dzieci mego męża IP: 217.20.201.* 21.10.03, 19:44
          rozwod rodzicow, to zawsze ogromny stres dla dzieci. bez wzgledu na to, w
          jakim sa wieku. im starsze, tym wiecej rozumieja, ale to wcale nie znaczy, ze
          nie czuja zalu, zlosci czy wlasnej bezsilnosci na to, co sie dzieje dokola.
          dlatego moga zachowywac sie zarowno wzgledem ciebie, jak i twojego meza,
          chocby w taki sposob, jak opisalas. moim zdaniem, najlepsze co mozesz zrobic,
          to sprobowac okazac im zrozumienie i przekonac, ze nie jestes ich wrogiem. ze
          twoim celem nie jest zabranie im ojca. z pewnoscia troche to potrwa, moze
          nawet bardzo dlugo, ale chyba lepiej tak, niz do konca zycia walczyc z dziecmi
          meza. w sumie nie wiadomo o co i po co.

          jestem w nieco podobnej sytuacji. moj mezczyzna tez ma dziecko z poprzedniego
          zwiazku. chlopak jest jeszcze maly i nie za bardzo rozumie, czemu mama i tata
          juz nie chca mieszkac razem. utrzymujemy z nim kontakty, bo obaj bardzo sie
          kochaja i nie miala bym serca zabrac tej malej istotce ojca. staram sie
          zaprzyjaznic z nim, choc nie jest mi latwo. odnioslam nawet maly sukces, bo
          maly mnie lubi, choc jego matka mnie serdecznie nienawidzi. nie mam pojecia za
          co, bo nawet mnie nie zna, a swojego mezczyzne poznalam, kiedy oni nie byli
          juz razem. co bylo z reszta jej wyborem. nikomu nic nie zabralam, ale dla niej
          to widocznie bez roznicy.

          czasem te kontakty sa dla mnie bolesne, bo maly powie cos, co mnie zaboli,
          albo opowiada mi cos z zacieciem, a ja mam ochote sie rozryczec, bo akurat
          nieswiadomie powiedzial, ze jego matka najchetniej ustanowila by celibat dla
          swojego bylego. a sama ma innego faceta. jednak nie wyzywam sie na dziecku, bo
          jest zbyt male, zeby to wszystko zrozumiec. staram sie z nim zaprzyjaznic, bo
          przeciez to, ze kocham jego ojca, nie znaczy, ze on nie ma juz do tego prawa.

          sprobuj te dzieciaki zrozumiec i postaraj sie przekonac je, ze nie chcesz
          zabrac im ojca i ze nie masz nic przeciwko jego kontaktom z dziecmi. na to
          trzeba czasu, ale moze w koncu ida ci sie ocieplic jakos stosunki. a tak w
          ogole, to nie rozumiem, co widzisz zlego w tym, ze dzieci oferuja ojcu opieke
          na starosc?
          • jan33 Re: dzieci mego męża 21.10.03, 19:57
            Ja nie bede taki mily jak wszystkie Panie powyzej. Zle to widze, zwlaszcza po
            jednym zdaniu w twoim wiodacym watku. Mam nadzieje ze wiesz o czym pisze.
      • jayin Re: dzieci mego męża 21.10.03, 20:19
        to ja cię zaproszę na "Macochy:-)"

        www1.gazeta.pl/forum/790620,30353,790602.html?f=14479
        :-)
        wpadnij do nas. myślę, że znajdziesz na "macochach" dziewczyny w podobnej
        sytuacji do twojej.

        pozdrawiam serdecznie

        Joanna
      • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 21.10.03, 20:39
        Oj miałam podobne doświadczenia z 2 dzieci ( dziś już ludzi dorosłych) mojego
        męża. Nadopiekuńczość ma oczywiście podtekst finansowy i jest prawdopodobnie
        sterowana przez mamuśkę. Tak było w moim wypadku. Alimenty pochłaniały 90%
        pensji męża ( wcale nie najniższej), stale było mało. Ja nie miałam na buty za
        to dzieci dostawały 25 opakowanie Lego itp, itd. Jak odwiedzali nas w domu nie
        przynieśli nawet batonika dla mojego syna ( ich przyrodniego brata).
        Proponuję ustalić jasne reguły kontaktów- alimenty, prezenty z okazji urodzin,
        imienin, Gwiazdki. Nic wiecej. Tatus ma czas dla dzieci raz w tygodniu - nie na
        każde zawołanie. Nie spełnia też wszystkich zachcianek nastolatków.
        A na przyszłość radzę dokładnie uregulować sprawy finansowe i majątkowe, żeby
        nie wycięli Ci numeru. My tak zrobiliśmy ( w sposób bardzo karkołomny, bo
        darowizny też się liczą) i cały nasz dorobek jest......moim odrębnym majątkiem.
        Trzymaj się! Pozdrawiam.
        • Gość: mika Re: dzieci mego męża IP: *.spray.net.pl 21.10.03, 21:38
          To że tak było w powyższym wypadku nie oznacza, że zdarza się u autorki wątku.
          Jeśli żona nie ma na buty, a dzieciom kupuje się kolejne klocki Lego, to coś
          tu jest nie tak. Kto tego Ojca zmuszał do kupowania? Była żona, dzieci? Nawet
          jeśli, to po co kupował bez opamiętania? Wybacz, ale najpierw trzeba było
          zacząć od ustalenia, że dzieci nie kupuje się prezentami i nie spełnia się
          wszelkich ich kaprysów, tylko daje im się siebie. Dzieci są mądre, potrafią
          docenić małe gesty i większe prezenty na specjalne okazje, ale nic im nie
          zastąpi fajnego, mądrego ojca, czy matki.
          To wszystko zależy od dorosłych. Nawet jeśli dzieciaki liczą tylko na
          specjalne dofinansowanie extra, to od tego jest ojciec czy matka, żeby im to
          bezsłownie, a przykładem wytłumaczyć i wszelkie próby wymuszania czegokolwiek
          ukrócić.
          • jutro6 Re: dzieci mego męża 22.10.03, 12:00
            Dziękuję za zaprosznie, oczywiście zajrzę na strony "macochy", choć nie czuję
            sie macochą. Matka dzieci przecież żyje. To bardzo trudna sytuacja życiowa,
            bardzo wiele zależy od męża. Nie tak dawno musiałam mu tłumaczyć, że jeśli już
            z nim jestem, to chciałabym czuć się dobrze. Oświadczyłam też, że nie chcę
            uczestniczyć w spotkaniach jego z dziećmi, bo mam uraz (długa historia) i że
            spotkania takie są dla mnie przykre. Jestem z boku od dawna. Wspólne wakacje
            nie są dla mnie wakacjami tylko wysiłkiem emocjonalnym. Ich przyjazdy do nas
            tak samo. Myślę, ze dopóki mają matkę moja rola jest żadna. A na pewno nie jest
            mi miło wysłuchiwać żądań finansowych o coraz absurdalniejszych prezentach.
            Był czas, bardzo długi, gdy na kilka lat mąż odszedł ode mnie emocjonalnie. Za
            to w tym czasie okazywał, jakie ma wspaniałe stosunki z dziećmi. Nie wiem jak
            to wytrzymałam, byłam samotna i było mi obojętne, czy nadal bedziemy razem.
            Ostatnio mieliśmy kryzys, przetrwaliśmy. Mąż chwilowo mnie zauważa, może na
            dłużej? Jest inny, zaangażowany w nasz związek. Ale straciłam zaufanie, myślę,
            ze coś knuje i znów powie coś i będzie mnie zmuszał do tego, czego nie chcę
            robić. Czy uda się żyć tak na boku jego rodziny? Czy to minie? Jak sobie pomóc?
            I czy ja muszę wypełniać w tym wszystkim jakąś rolę?




            • olciak Re: dzieci mego męża 22.10.03, 12:03
              hmmm - to chyab bardzie złożona sytucja, niż się na poczatku wydawała - ja już
              nic madrego nie mam do powiedzenia, wiec milknę, życząc Ci jendak dużo siły i
              powodzenia, cokolwiek mogłoby ono w tej sprawie oznaczać.
            • Gość: jayin Re: dzieci mego męża IP: LKSnet.org:* / 192.168.5.* 22.10.03, 12:43
              jutro - dlatego wlasnie "macochy" są w cudzysłowiu i z ":-)", bo tamte mamy
              żyją i mają się dobrze. a nazwa "Żony Ojców Innych Dzieci" wydawała się nijaka,
              stąd te "Macochy" ;-))
            • Gość: mika Re: dzieci mego męża IP: *.spray.net.pl 22.10.03, 16:07
              Ty chyba masz poważniejsze problemy nie tylko na lini twój mąż dzieci, ale na
              całym froncie:
              Twój mąż-ty
              ty-dzieci
              ty-rodzina męża
              wy-dzieci

              I jeszcze to knucie, które wszędzie widzisz....
              dzieciaki knują, mąż boisz się, że też knuje
              raz odchodzi, raz jest tobą zainteresowany
              a ty jesteś z boku, bo masz uraz.

              Nie możesz być z boku, mąż musi wiedzieć, co ci odpowiada w kontaktach z jego
              dziećmi, a co nie i musi to uszanować. Niejako sama musisz wywalczyć sobie
              pozycję w tej rodzinie, gdzie ciągle balansujesz między zainteresowaniem męża
              dziećmi, a twoimi sprawami.
              Chowasz gdzieś urazy i masz wielkie żale. Czas wziąć się w garść, przemyśleć
              wszystko i małymi, a radykalnymi krokami zmierzać do poprawy sytuacji.
              Bo jak do tej pory chyba byłaś zbyt bierna.
            • Gość: dżastina Re: dzieci mego męża IP: *.aster.pl / *.acn.pl 26.10.03, 10:36
              hej,
              Nie będę sie długo rozwodzić na temat Twoich problemów - serdecznie współczuję
              galimatiasu emocjonalnego. Powiem tylko krótko: myśl o sobie i pamiętaj, że
              masz prawo do "zdrowego" egoizmu. Naprawdę lepiej żyć w pojedynkę niż skazyważ
              się na koszmar życia z kimś, kto "chwilowo" przytuli, żeby potem "chwilowo"
              odepchnąć.
              Raz straconego zaufania i poczucia, że jesteś dla Niego super wazną osobą wg
              mnie nie da sie odbudować. Oczywiście to "tylko" moje zdanie.

        • diab.lica Re: dzieci mego męża 22.10.03, 12:57
          > Ja nie miałam na buty za
          > to dzieci dostawały 25 opakowanie Lego itp, itd.

          a moze to one nie powinny miec na buty a nowa d.. tatusia powinna dostawac
          dwudziesta pare kolczykow?
          • sinsi Re: dzieci mego męża 22.10.03, 13:07
            diab.lica napisała:

            > > Ja nie miałam na buty za
            > > to dzieci dostawały 25 opakowanie Lego itp, itd.
            >
            > a moze to one nie powinny miec na buty a nowa d.. tatusia powinna dostawac
            > dwudziesta pare kolczykow?

            nie zapędziłaś się za daleko?
          • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 23.10.03, 11:07
            Nie jestem d...ą tatusia, tylko jego żoną. Nie noszę kolczyków. Mam natomiast
            prawo do realizowania , za swoje pieniądze, rudymentarnych potrzeb normalnego
            człowieka ( a do takich należą buty kupowane raz na 2-3 lata). Ja nie miałam
            takiego szczęścia, bo synowie mojego męża , bazując na normalnych uczuciach
            rodzica do dziecka w wredny sposób go szantażowali ( prawdopodobnie podjudzeni
            przez matkę). Szantaż polegał na tym, że potrafili wywrzeszczeć, że nie będą
            się z nim widywać jeżeli nie dostaną , i tu następowała długa lista kosztownych
            prezentów. Jeśli mąż pojawił się z prezentem tańszym, bo na taki było go stać,
            potrafili uderzyć nim w podłogę, wyśmiać, wykpić, nie chcieć się z nim bawić
            itp, itd. Jak wakacje to za granicą ( w Polsce nie). Po kilku latach takiego
            traktowania ( jesli nie kupiłeś tego co kazałem możesz się nie pokazywać) mąż
            rzeczywiście przestał u nich bywać, telefonowa, proponował i wysyłał alimenty.
            Do dnia, w którym musiał i ani razu więcej. Odetchnęliśmy finansowo. Kontakty
            mamy minimalne.
            P.S. W okresie kiedy mąż jeszcze bardzo chciał być dla nich dobrym ojcem nie
            dosta nawet laurki i życzeń na imieniny czy urodziny.
            • sinsi Re: dzieci mego męża 23.10.03, 11:39

              Niestety. Dzieci /juz dorosle na studiach/ traktuja ojca jak bankomat z
              nieograniczona iloscia pieniedzy. Dzwonia tylko wtedy gdy potrzebuja pieniedzy,
              na swieta i inne okazje zawsze dostaja piekne prezenty - wzajemnosci zadnej.
              Ciuchy i sprzet ma byc tylko najlepszych marek.. Ja sobie takich nie kupuje bo
              mnie nie stac. Nienawidza mnie od poczatku -zaocznie, mimo ze moj maz rozstal
              sie z ich matka zanim mnie poznal.
        • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:06
          > My tak zrobiliśmy ( w sposób bardzo karkołomny, bo
          > darowizny też się liczą) i cały nasz dorobek jest......moim odrębnym
          >majątkiem.

          brawo, mozesz byc z siebie dumna!
          zabralas tym dzieciom wszystko...

          • Gość: nina Re: dzieci mego męża IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 24.10.03, 12:21
            jasne, po śmierci męża powinna się np. ponownie zadłużyć żeby spłacić część np.
            mieszkania, którego kredyt przez poł życia spłacali (kosztem tylko własnej
            rodziny, bo obciążenie kredytem nie ma wplywu na wysokośc alimentów które
            dzieci z I małżeństwa i tak dostawaly)
          • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:35
            diab.lica napisała:

            > > My tak zrobiliśmy ( w sposób bardzo karkołomny, bo
            > > darowizny też się liczą) i cały nasz dorobek jest......moim odrębnym
            > >majątkiem.
            >
            > brawo, mozesz byc z siebie dumna!
            > zabralas tym dzieciom wszystko...


            hahaha no i wyszlo szydlo z worka - juz wiedomo co dla ciebie jest "wszystko"..
            wspolczuje rodzicom ktorych kochajace dzieci tak szanuja ze mysla tylko o tym
            czy ich obejmie testament
            • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:39
              no, bo dla takich "dzieci" ojciec nie jest dość dobry by traktowac go jak ojca,
              ale na tyle dobry by wyciągnąć łapki po schedę po nim, pieniądze w końcu nie
              śmierdzą
              • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:44
                mikawi napisała:
                > pieniądze w końcu nie
                > śmierdzą

                nie, nie smierdza. one cuchna na kilometr.
                choc wlasnie mi przyszedl do glowy inny pomysl.
                postaram sie, zeby jego zona jak najmniej dostala.
                a pieniadza wplace na pck albo cos w tym stylu.
            • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:40
              >"wszystko"..

              owszem wszystko. rodzine, dom, ojca, jego czas ktory moglby im poswiecac a na
              koniec jeszcze zadbala, zeby nic po nim nie odziedziczyly.
              kochanica mojego tatusia byla jescze sprytniejsza- mieszkanie, ktore bylo
              kupione za pieniadze mojej mamy, jest teraz zapisane na nowa zonke. nie powiem
              jak to zrobila, jeszcze komus podsune pomysl.

              > wspolczuje rodzicom ktorych kochajace dzieci tak szanuja ze mysla tylko o
              tym
              > czy ich obejmie testament

              nie kochana. jesli o mnie chodzi nie chce od ojca ani grosza - niech sie ta
              s..a nim udlawi.
              • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:47
                ja jestem tylko ciekawa jak by ta historia wygladala opowiedziana raz przez
                twoja matke a drugi przez twojego ojca
              • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:48
                żyjesz jakimis chorymi stereotypami - ona zabrała dzieciom ojca????? a nie
                przyszło ci do głowy, że ludzie się rozwodzą i bez udziału osób trzecich? nie
                trzeba kochanki, aby wspólne życie stało się nie do wytrzymania i doszło do
                decyzji o rozwodzie. A ty zyjesz w przekonaniu, że za rozwód odpowiada facet, a
                nawet nie on, tylko "ta druga"! Chore.
                • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:54

                  > żyjesz jakimis chorymi stereotypami - ona zabrała dzieciom ojca????? a nie
                  > przyszło ci do głowy, że ludzie się rozwodzą i bez udziału osób trzecich?
                  nie
                  > trzeba kochanki, aby wspólne życie stało się nie do wytrzymania i doszło do
                  > decyzji o rozwodzie. A ty zyjesz w przekonaniu, że za rozwód odpowiada
                  facet, a
                  >
                  > nawet nie on, tylko "ta druga"! Chore.


                  nie, nie tylko kochanka, facet tez, zona. roznie bywa.
                  ale nie dzieci!
                  a gdy sa dzieci, to odejscie z domu jest czesto (przy wspolpracy nowej zony,
                  ktorej one sa nie na reke) odejsciem od dzieci.
                  w tym sensie taka pani zabiera ojca.
                  • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:20
                    czasem też matka manipuluje dziećmi i robi im taką wode z mózgu, że na
                    jej "życzenie" tracą kontakt z ojcem. Tego nie zauważasz a i tak często bywa.
    • diab.lica Re: dzieci mego męża 22.10.03, 12:54
      tak ja przezylam cos podobnego. mam wredna macoche :)

      > Nie chcę nawet
      > przyjmować do wiadomości, że istnieją

      no comments


      > Oboje z mężem rozumiemy, że ma to podtekst
      > finansowy, bo pojawiają się żądania.

      zadania. to jego zasrany obowiazek utrzymawc _swoje_ dzieci.

      >Albo natarczywe telefony, absurdalne
      > pytania o pomoc w lekcjach.

      moze sobie nie radza w szkole. powinien sie tym zainteresowac.

      > Oni mają 15 i 17 lat. Własną matkę i
      > jej "męża"(?).

      i wlasnego ojca.

      > Jak z tym żyć? Czy ktoś przeżył coś podobnego?

      tak. wspolczuje tym dzieciom.
      • Gość: gwiazdka Re: dzieci mego męża IP: 195.193.202.* 22.10.03, 13:08
        a ja tobie...

        *
        • diab.lica Re: dzieci mego męża 22.10.03, 13:15
          Gość portalu: gwiazdka napisał(a):

          > a ja tobie...
          >
          > *

          mi nie trzeba, nie mam juz ani 15 ani 17 lat. a to sa jeszcze dzieci, ze
          schizofreniczna mamusia, jej nowym mezem, tatusiem dla ktorego prosby o pomoc
          w lekcjach sa absurdalne i jego zona, ktora nie chce nawet przyjac do
          wiadomosci ze istnieja. niewesolo.
      • sinsi Re: dzieci mego męża 22.10.03, 13:14
        diab.lica napisała:

        > tak ja przezylam cos podobnego. mam wredna macoche :)
        >

        a jaka ty jestes wobec macochy?



        to jego zasrany obowiazek utrzymawc _swoje_ dzieci.
        >

        "zasrany"?? ..to zapewne dlatego tak je traktuje..

        • diab.lica Re: dzieci mego męża 22.10.03, 13:18
          > a jaka ty jestes wobec macochy?

          w ogole wobec niej nie jestem, poniewaz jej nie widuje.
          • sinsi Re: dzieci mego męża 22.10.03, 13:29
            wiec uswiadomie ci moze, ze sa tez przeurocze "dzieci meza" ktore napedzane
            przez jego byla zone potrafia wyzywac "macoche" w miejscach publicznych,
            grozic, lzyc, szantazowac, wybijac nawet z kolezkami szyby w oknach domu..i
            wiele innych milych rzeczy robic.
            i to tylko dlatego, ze tatus nie daje im Wszystkich pieniędzy bo czesc smie
            przeznaczyc na nowa rodzine.
            • diab.lica Re: dzieci mego męża 22.10.03, 14:11
              > wiec uswiadomie ci moze, ze sa tez przeurocze "dzieci meza" ktore napedzane
              > przez jego byla zone potrafia wyzywac "macoche" w miejscach publicznych,
              > grozic, lzyc, szantazowac, wybijac nawet z kolezkami szyby w oknach domu..i
              > wiele innych milych rzeczy robic.
              > i to tylko dlatego, ze tatus nie daje im Wszystkich pieniędzy bo czesc smie
              > przeznaczyc na nowa rodzine.

              nienormalne reakcje (wybijanie szyb itd.) na nienormalna sytuacje (nowa
              rodzina tatusia)


              przyjelam do widomosci. teraz kolej na ciebie. sa tez macochy, ktore potrafia
              doprowadzic do sytuacji, ze ojciec nie zapomina o tym, ze ma dzieci i nawet
              przy wysokich zarobkach usiluje wymigac sie od placenia alimentow. w imie
              tego, ze dzieci maja rowniez matke i nowego "ojca". czesto robia to udajac do
              dzieci slodka niemalze druga mamusie. z matki dzieci robia wariatke, z ojca
              ofiare (dobrze ze od niej udalo mu sie odejsc, biedaczkowi) a z dzieci
              bezmyslne, sterowane przez matke istoty.

              a jesli sie chce miec meza bez zobowiazan typu dzieci, ktore czasem potrzebuja
              pieniedzy, pomocy w nauce czy po prostu ... ojca to "mezczyzna z przeszloscia"
              nie jest tutaj najmadrzejszym wyborem.

    • pajdeczka To jest wina twojego męża... 22.10.03, 13:26
      ..a ich ojca.
      Nie rozumiem, dlaczego dopuszcza do takich sytuacji? Oni normalnie wchodzą mu
      na głowę! Są w trudnym okresie rozwoju, ale to ich nie usprawiedliwia. Powinni
      już wiedzieć, co "wolno wojewodzie itd.". Rozpuszczone bachory i tyle. Szkoda,
      że Twój mąż nie zdaje sobie sprawy, że za parę lat jego dzieci założą własne
      rodziny i przestaną być takie "nadopiekuńcze", Wówczas zostaniesz mu tylko ty.
      Ale, żeby oceniać, mam za mało danych o twoich relacjach z nimi. Może jesteś
      zwyczajnie zazdrosna o uczucia, do których przecież mają święte prawo? Facet
      ich matki nie zastąpi im ojca, bo pewnie nie jest dla nich żadnym autorytetem.
      Gdyby tak było nie zabiegaliby tak o rodzonego ojca. Czasami własny ojciec jest
      gorszy od ojczyma.
      • sinsi Re: To jest wina twojego męża... 22.10.03, 13:36
        pajdeczka napisała:

        > ..a ich ojca.
        > Nie rozumiem, dlaczego dopuszcza do takich sytuacji? Oni normalnie wchodzą mu
        > na głowę! Są w trudnym okresie rozwoju, ale to ich nie usprawiedliwia.
        Powinni > już wiedzieć, co "wolno wojewodzie itd.".


        czesto w rozpadajacych sie rodzinach jest ze np. maz ma poczucie winy wobec
        dzieci ktore zostawia i pozwala im na o wiele za duzo. albo prezentami i
        pieniedzmi usiluje to wynagradzac a potem juz za pozno na wychowywanie.



        > Rozpuszczone bachory i tyle. Szkoda, > że Twój mąż nie zdaje sobie sprawy, że
        >za parę lat jego dzieci założą własne > rodziny i przestaną być
        >takie "nadopiekuńcze", Wówczas zostaniesz mu tylko ty.
        > Ale, żeby oceniać, mam za mało danych o twoich relacjach z nimi. Może jesteś
        > zwyczajnie zazdrosna o uczucia, do których przecież mają święte prawo? Facet
        > ich matki nie zastąpi im ojca, bo pewnie nie jest dla nich żadnym
        autorytetem. > Gdyby tak było nie zabiegaliby tak o rodzonego ojca. Czasami
        własny ojciec jest> gorszy od ojczyma.

    • jutro6 Re: dzieci mego męża 22.10.03, 16:20
      Myślę, że te rozmawianie o tych sprawach jest trudne. Zwłaszcza, gdy są emocje,
      rany, zemsta, zacietrzewienie. Szukam jednak osoby, która przeżyła podobny los
      i jest 20 lat po, jest teraz w czasie, gdy to wszystko wspomina z dystansu.
      • Gość: Linn Re: dzieci mego męża IP: *.dialup.tiscali.it 22.10.03, 16:39
        Takie uwagi moga byc cenne, ale nie wystarcza. Sama nadzieja, ze kiedys
        spojrzysz na to inaczej nie wystarczy. Musisz cos zrobic teraz.
    • jutro6 Re: dzieci mego męża 22.10.03, 17:09
      Wiem, że to może niczego nie załatwić, ale może pojawi się światełko w tunelu.
      Piszę, bo nie wiem co zrobić. Może rzeczywiście to, co jest najzdrowsze dla
      mnie. Grzecznie odpowiadać, dziękuję, jestem zajęta i nie mogę uczestniczyć.
      Ale zbliżają się święta, ferie. Nie chcę ich spotkać. Chcę czuć się
      emocjonalnie zrównoważona. Gdy tylko o tym myślę, przypominają mi się wszystkie
      przykrości. To nie służy mojemu zdrowiu. Nie chcę. I co teraz?
      • Gość: mika Re: dzieci mego męża IP: *.spray.net.pl 22.10.03, 17:43
        Nie spotykać się, jeśli nie chcesz. Jeżeli czujesz, że absolutnie nie masz
        ochoty, nie życzysz sobie wzajemnych kontaktów z jego dziećmi, to masz do tego
        pełne prawo. Tylko musisz odpowiedzieć sobie na jedno pytanie, czy lepiej
        unikać, czy może ten jeden ostatni raz dać im szansę? A przy tym musisz
        wywalczyć sobie w rodzinie silną pozycję. Absolutnie numerem jeden w całej
        sprawie jest twój mąż, który ciebie powinnien traktować na równi ze swoimi
        dziećmi, tak samo liczyć się z twoimi poglądami i zdaniem.
        A ty chowasz urazy, jesteś bierna, nie umiesz komunikować mężowi o swoich
        problemach, zamykasz się w sobie.
        Przecież to, że ktoś 20 lat temu przeżył coś podobnego, w niczym ci nie pomoże.
        Chyba chciałabyś, żeby ktoś ci wywróżył, jak to dalej będzie i co masz robić.
        Martwisz się, ale czas chyba spojrzeć w górę, z optymizmem, zastanowić się, co
        najbardziej chciałabym zmienić w sobie, w swoim życiu i zmienić. Proste?
    • monika.zdz Re: dzieci mego męża 23.10.03, 16:32
      Ja myślę, że nie powinnaś się wtrącać w relacje między ojcem ,a jego
      dziećmi.Dla twojego zdrowia psychicznego.One są,nic tego nie zmieni.Mają prawo
      do ojca,jego pieniędzy (myślę o ewentualnym spadku),jego uczuć.To są prawa
      niezbywalne.Zachowanie tych dzieci może wydawać się dziwne ale to są
      nastolatki,w trudnym wieku ,doświadczone chorymi układami między rodzicami i
      póżniejszym rozpadem rodziny.Nie angażuj się w to do tego stopnia,to są
      problemy twojego męża ,które powstały zapewne również i z jego powodu.Musi
      sobie z nimi poradzić sam.
      • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 24.10.03, 11:06
        Musi sobie z dziećmi z poprzedniego małżeństwa moradzić sam ( vide Twój post),
        ale NIE KOSZTEM NOWEJ RODZINY. Alimenty - proszę bardzo, to prawny obowiązek,
        prezenty - do uznania ojca i w granicach zdrowego rozsądku. Dlaczego dzieci z
        drugiego małżeństwa mają otrzymywać na gwiazdkę czekoladę, a z pierwszego
        kombinezon narciarki? Czy tylko dlatego, że rodzice kiedyś się rozwiedli?
        Jeżeli kochają ojca to niech sie z nim widuja, ale nie z jego portfelem.
        Dlaczego zwykle miłość ustaje gdy ojciec przestaje byc "dojną krową"?
        Dlaczego dzieci ( w przypadku mojego męża osoby ponad dwudziestoletnie) czas
        dla ojca mają jedynie wtedy gdy czegoś chcą, a gdy prosie się je o pomoc
        chronicznie nie maja czasu?
        Mój mąż miał wypadek samochodowy. Leżał ok 2 tygodni w szpitalu. Mimo , że
        prosił żaden z jego synalków nie pofatygował sie do szpitala. Do mnie zadzwonił
        tylko starszy i tylko raz, aby zapytac czy ojciec będzie żył. Chyba się
        zmartwił, gdy otrzymał odpowiedź, że zagrożenia życia ( czytaj szybkiego
        spadku) mie ma i nie było.
        Po wyjściu ze szpitala i rekonwalescencji tak załatwilismy sprawy majątkowe, że
        przy najsprytniejszym adwokacie synalkowie dostaną fige z makiem. W spadku. Ale
        póki co nikt z nas nie wybiera sie na tamten świat.
        • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:23
          > Mój mąż miał wypadek samochodowy. Leżał ok 2 tygodni w szpitalu. Mimo , że
          > prosił żaden z jego synalków nie pofatygował sie do szpitala.

          wiesz, ja tez nie odwiedzilabym chorego ojca. a wiesz dlaczego? dlatego, ze
          gdy ja chorowalam, jego nie bylo przy mnie - prawdopodobnie p... sie wtedy ze
          swoja kochanka. czasem warto zastanowic sie, dlaczego druga strona (w tym
          przypadku dzieci) zachowuje sie tak a nie inaczej.

          > Po wyjściu ze szpitala i rekonwalescencji tak załatwilismy sprawy majątkowe,
          że
          >
          > przy najsprytniejszym adwokacie synalkowie dostaną fige z makiem. W spadku.

          niedobrze mi sie robi jak to czytam.
          • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:37
            dlaczego? skoro olały ojca, to powinny olać i jego smierć i jego kasę po
            śmierci.
            • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:47
              mikawi napisała:

              > dlaczego? skoro olały ojca, to powinny olać i jego smierć i jego kasę po
              > śmierci.

              podejrzewam, ze olaly ojca bo ojciec wczesniej... olal je.
              • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:52
                a może się bardzo mylisz? czemu nie podejrzewasz że mamusia nimi na tyle
                skutecznie manipulowała, że wyrośli na roszczeniowych "synalków" dla ktorych
                nie tyle liczy się ojciec, co jego portfel? bardzo mało wiesz o życiu i o
                relacjach dzieci - ojciec - była żona jeśli z taką łatwością generalizujesz
                opierając sie jedynie na swoich doświadczeniach.
                • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:00
                  mikawi napisała:

                  > a może się bardzo mylisz? czemu nie podejrzewasz że mamusia nimi na tyle
                  > skutecznie manipulowała, że wyrośli na roszczeniowych "synalków" dla ktorych
                  > nie tyle liczy się ojciec, co jego portfel?

                  bo to typowe. moje macocha tez bez przerwy powtarza ojcu, ze jestesmy
                  manipulowani przez matke (tylko, ze ja od matki nigdy ani jednego zlego slowa
                  na nia nie uslyszalam). poza tym mysle, ze dorosli juz synowie nie daja soba
                  manipulowac, tylko umieja wyciagnac wlasne wnioski.


                  > bardzo mało wiesz o życiu i o
                  > relacjach dzieci - ojciec - była żona jeśli z taką łatwością generalizujesz
                  > opierając sie jedynie na swoich doświadczeniach.

                  za to ty na pewno wiesz wiecej.
              • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 12:52
                diab.lica napisała:


                > podejrzewam, ze olaly ojca bo ojciec wczesniej... olal je.


                z tego co zostalo napisane wczesniej wynika ze ojciec rozwiodl sie z ich matka.
                i w wielu przypadkach to jest wystarczajacy powod by go dzieci nienawidzily.
                • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:07

                  >
                  > z tego co zostalo napisane wczesniej wynika ze ojciec rozwiodl sie z ich
                  matka.
                  >
                  > i w wielu przypadkach to jest wystarczajacy powod by go dzieci nienawidzily.


                  to nie jest atkie proste, wiesz. rozwiodl sie matka, ale wyprowadzil sie z
                  domu. nie mieszka z nimi, nie ma go. moze ich nie olal, ale one
                  najprawdopodobniej _czuja_ sie olane.
                  i jest juz nowa zona, ktorej przeszkadza ze one dzwonia (te prosby o pomoc w
                  lekcjach wygladaja na probe zwrocenia na siebie uwagi).
                  a wlasnie, a dlaczego jesli ojciec tak te dzieci kocha, to nie mieszkaja one z
                  nim? przeszkadzalyby nowej zonie?
                  • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:17
                    A wiesz diablica, ile mój ojciec musiał sie nawalczyc żeby sag to jemu przyznał
                    opiekę nad nami dziecmi ???? ja byłam pełnoletnia brat jeszcze nie...
                    Formuowanie ogólnych twierdzen, że ojcowie nie chca mieszkac z dziećmi i że one
                    ZAWSZE przeszkadzaja jest cokolwiek na wyrost.
                    Nie zaprzeczam, że ty możesz mieć uzasadnione pretensje
                    • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:21
                      > Formuowanie ogólnych twierdzen, że ojcowie nie chca mieszkac z dziećmi i że
                      one
                      >
                      > ZAWSZE przeszkadzaja jest cokolwiek na wyrost.
                      > Nie zaprzeczam, że ty możesz mieć uzasadnione pretensje

                      masz racje, nie zawsze. ale obawiam sie, ze bardzo czesto :(
                      bo latwiej byc niedzielnym tatusiem, niz zajmowac sie dzieckiem dzien w dzien.
                      i z rwoniez ojcowie czesciej zakladaja nowe rodziny, gdzie dla dziecka nie ma
                      miejsca. matki rzadziej, rozwodka z dwojka dzieci jest malo
                      atrakcyjnym "towarem" :(
                      wiem, nie zawsze, nie wszyscy itd.
                      • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:31
                        Zgada sie - dlatego zabrałam głos w dyskusji bo uważałam że poszla ona w
                        cokolwiek jednotorowo - ile ludzi tyle przypadków.
                        Mam wokól siebie przykłady różne o ojca do niczego i matki pod zdechłym
                        azorkiem .
                        I przykłady 2-gich małżeństw gdzie wszystkie strony sa z tego powiedzmy
                        zadowolone.
                        Każdy zyje swoim 2 zyciem i jest ono lepsze/spokojniejsze od tego poprzedniego.
                        Dzieci zawsze cierpia , ale z perspektywy dziecka rozwiedzionych rodziców
                        twierdze, że przynajmniej w moim przypadku było by lepiej gdyby rozwiedli sie
                        wcześniej byłoby lepiej - mniej stresów i zdrowsze relacje.
                        I tak na marginesie - jestem ta 2, ale mój mnie poznał 3 lata po swoim
                        rozwodzie.
                        Tłumaczę się ??? może, ale to nastepny fakt, że nie zawsze ta 2 ruguje ta
                        pierwszą
                        • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:48
                          > I tak na marginesie - jestem ta 2, ale mój mnie poznał 3 lata po swoim
                          > rozwodzie.
                          > Tłumaczę się ??? może, ale to nastepny fakt, że nie zawsze ta 2 ruguje ta
                          > pierwszą

                          nie zawsze, pewnie.
                          zdenerwoawalam sie pierwszym postem i niektorymi reakcjami. takie kolko
                          wzjamnej adoracji "macoch", z narzekaniami na okropne dzieci i pomyslami typu
                          tatus dostepny tylko raz na tydzien.
                      • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:52
                        diab.lica napisała:
                        > masz racje, nie zawsze. ale obawiam sie, ze bardzo czesto :(
                        > bo latwiej byc niedzielnym tatusiem, niz zajmowac sie dzieckiem dzien w dzien.
                        > i z rwoniez ojcowie czesciej zakladaja nowe rodziny, gdzie dla dziecka nie ma
                        > miejsca. matki rzadziej, rozwodka z dwojka dzieci jest malo
                        > atrakcyjnym "towarem" :(> wiem, nie zawsze, nie wszyscy itd.

                        przypadek malzenstwa znajomych od poczatku nieudanego. gdy zawisla grozba
                        rozwodu zona zaszla w ciaze z premedytacja by zatrzymac meza przy sobie.
                        urodzily sie blizniaki. I zatrzymala na 20 lat bo on nie chcial byc wlasnie
                        niedzielnym tatusiem, czul sie w obowiazku wychowac dzieci , zapewnic im
                        przyszlosc, harowal jak wol by niczego im nie braklo, zona ciagnela leniwie
                        jakies pol etatu bo pieniadze dostarczal maz. gdy dzieci dorosly postanowil
                        zrobic w koncu cos dla siebie i sie rozwiezc. i rozpetalo sie pieklo. kochana
                        rodzinka oskubala go ze wszystkiego, i nigdy nie zaakceptowala jego decyzji.
                        nienawidza go i jego nowej kobiety. zostawil im wszystko caly dorobek swojego
                        zycia. Zaczal od zera a i tak ciagle maja roszczenia finansowe wobec niego.
                        i pytam sie po co zostal z nimi tyle lat? po jaka cholere sie dla nich
                        poswiecil? rownie dobrze mogl odejsc wczesniej, placic alimenty i widywac sie z
                        nimi na swieta. moze wtedy bardziej by go cenili.
                        kij ma dwa konce.
                        nie zapominaj o tym.
                        • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:18
                          przypadkowo mam troszke sytuacje - M wyszedł z domu z ubraniami w bagazniku
                          Zonie i doroslym dzieciom zostawił wszystko - nikt nie ma do nikogo pretensji
                          zyjemy w zgodzie - nawet z ex jest pokojowo.
                          ale ... tu jest własnie ale - może kiedys byc róznie
                          przyznaje myslimy o podjęciu kroków prawnych które zapobiegły by kiedys
                          ewentualnej szarpaninie
                  • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:22
                    diab.lica napisała:
                    >
                    > to nie jest atkie proste, wiesz. rozwiodl sie matka, ale wyprowadzil sie z
                    > domu.

                    a przepraszam -jak to sobie inaczej wyobrazasz? ze zamieszkaja wszyscy z nowym
                    mezem zony i nowa zona ojca??

                    nie mieszka z nimi, nie ma go. moze ich nie olal, ale one
                    > najprawdopodobniej _czuja_ sie olane.

                    a jak sie czyje jego nowa zona jesli jest okreslana jako dupa kurwa itd.??
                    ma sie milo usmiechac i im potakiwac zeby sie lepiej poczuly?

                    > i jest juz nowa zona, ktorej przeszkadza ze one dzwonia (te prosby o pomoc w
                    > lekcjach wygladaja na probe zwrocenia na siebie uwagi).

                    oczywiscie ze chodzi o zwrocenie uwagi- tylko jaki jest tego glowny cel? moze
                    taki zeby sklocic ojca z nowa zona i odciagnac go od niej? na taka ewentualnosc
                    nie wpadlas? tez mozliwa

                    > a wlasnie, a dlaczego jesli ojciec tak te dzieci kocha, to nie mieszkaja one
                    z > nim? przeszkadzalyby nowej zonie?

                    a matka by oddala im dzieci? i placilaby na nie alimenty? i znosilaby to jak
                    dzieci ja beda ponizac jesli znajdzie sobie nowego faceta?








                    • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:31
                      > a przepraszam -jak to sobie inaczej wyobrazasz? ze zamieszkaja wszyscy z
                      nowym
                      > mezem zony i nowa zona ojca??

                      nie, tak sobie tego nie wyobrazam. usiluje ci tylko wytlumaczyc, _dlaczego_
                      dzieci moga sie czuc olane i zagubione.


                      > a jak sie czyje jego nowa zona jesli jest okreslana jako dupa kurwa itd.??

                      coz, moze w tych okresleniach jest ziarnko prawdy.

                      > ma sie milo usmiechac i im potakiwac zeby sie lepiej poczuly?

                      nie. mysle, ze to dzieci powinny dolozyc wszelkich staram, aby nowa zona
                      poczula sie jak najlepiej w "rodzinie" :)

                      > oczywiscie ze chodzi o zwrocenie uwagi- tylko jaki jest tego glowny cel?
                      moze
                      > taki zeby sklocic ojca z nowa zona i odciagnac go od niej? na taka
                      ewentualnosc
                      >
                      > nie wpadlas?

                      nie, na taka ewentualnosc nie wpadlam. mysle, ze potrzebuja ojca. to chyba
                      normalne w ich wieku.

                      > a matka by oddala im dzieci? i placilaby na nie alimenty?

                      a dlaczego nie?
                      • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:44
                        oddałabyś w razie rozwodu dzieci mężowi i płaciłabyś mu alimenty? bo takie
                        sytuacje maja miejsce tylko gdy matka się na to zgodzi, w innym przypadku sąd
                        rodzinny w naszym kraju ZAWSZE przyzna dzieci matce (chyba że jest wykolejoną
                        alkoholiczną, rażąco zaniedbującą dzieci, ale i tu ojciec musi się
                        nagimnastykować by to szanownemu sądowi udowodnić)
                        • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:54
                          Bywa że to ojciec musi udowodnic ,ze nie jest "wielbłądem"
                          Z perspektywy rozwodu rodziców wiem że w sądzie pokutuje zasada "najgorsza
                          matka jest lepsza od najlepszego ojca"
                          • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:58
                            capa_negra napisała:

                            > Bywa że to ojciec musi udowodnic ,ze nie jest "wielbłądem"
                            > Z perspektywy rozwodu rodziców wiem że w sądzie pokutuje zasada "najgorsza
                            > matka jest lepsza od najlepszego ojca"

                            ale z drugiej strony :) pokutuje tez zasada, ze matka ktora zgodzi sie na
                            oddanie dzieci ojcu jest "wyrodna" matka, skoro sama sie nimi nie chce
                            zajmowac.
                        • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:56
                          mikawi napisała:

                          > oddałabyś w razie rozwodu dzieci mężowi i płaciłabyś mu alimenty?

                          niewykluczone ze tak.
                          • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:01
                            uhhh ale nam sie temat kręci
                            diabliczko a pomyslałaś o tym jakie poglądy funkcjonują w naszym społeczeństwie
                            matka oddająca dzieci = zła matka i @%$*&^%$ i takie tam rózne nieparlamentarne
                            wiec niejednokrotnie kobiety walcza o opieką żeby nie byc napietnowanymi mimo
                            że z róznych powodów chciałyby/wolały żeby to ojciec wychowywał
                            • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:03
                              > diabliczko a pomyslałaś o tym jakie poglądy funkcjonują w naszym
                              społeczeństwie
                              > matka oddająca dzieci = zła matka i @%$*&^%$ i takie tam rózne
                              nieparlamentarne

                              pomyslam, napisalam ci o tym linijke wyzej :)
                              • mikawi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:06
                                no, to gdzie tu dobro dziecka, jeśli matka walczy o nie tylko po to aby miec
                                lepsze samopoczucie?
                                • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:13
                                  bo "dobro dziecka" jest bardzo pojemne...
                              • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:10
                                Zauważyłam i zaczełam sie smiać :-)
                                Jaki z tego wniosek ???
                                A taki, że zycie jest cholernie skomplikowane i o to że rozwód w domu /jesli
                                już do niego dojdzie/ nie musi byc końcem świata.
                                To czym będzie czy końcem świata czy poczatkiem spokojnego zycia juz w innych
                                stadłach zalezy od dojrzałości rozwodzących sie.
                                Rozwodzimy sie, ale nie krzywdźmy naszych dzieci, nie nastawiajmy ich przeciwko
                                2 stronie - starajmy sie max zmniejszyc koszty tej decyzji.
                                Nie bąźmy tez ze soba "ze wzgledu na dobro dzieci" - to paranoja
                                Ja wdniu ostecznego rozwodu rodziców, kiedy juz sie wszystko co mogło
                                uprawomicniło a oni wreszcze przestali mieszkac razem - upiłam sie ze
                                szczęścia - czyli : Witaj ciszo !!
                                • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:21
                                  capa_negra napisała:

                                  > Zauważyłam i zaczełam sie smiać :-)
                                  > Jaki z tego wniosek ???
                                  > A taki, że zycie jest cholernie skomplikowane i o to że rozwód w
                                  domu /jesli
                                  > już do niego dojdzie/ nie musi byc końcem świata.
                                  > To czym będzie czy końcem świata czy poczatkiem spokojnego zycia juz w
                                  innych
                                  > stadłach zalezy od dojrzałości rozwodzących sie.
                                  > Rozwodzimy sie, ale nie krzywdźmy naszych dzieci, nie nastawiajmy ich
                                  przeciwko
                                  >
                                  > 2 stronie - starajmy sie max zmniejszyc koszty tej decyzji.
                                  > Nie bąźmy tez ze soba "ze wzgledu na dobro dzieci" - to paranoja

                                  zgadzam sie.
                                  a przede wszystkim, dbajmy o swoich partnerow, aby do w ogole rozwodu nie
                                  doszlo.
                                  i k..a myslmy, zwlaszcza _przed_ slubem.
                      • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:08
                        diab.lica napisała:

                        >
                        > > a jak sie czyje jego nowa zona jesli jest okreslana jako dupa kurwa itd.??
                        >
                        > coz, moze w tych okresleniach jest ziarnko prawdy.
                        >


                        coz, z tym schematem nie licz na dobre relacje z macocha.

                        • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:18
                          > coz, z tym schematem nie licz na dobre relacje z macocha.

                          nie znasz jej. ja niestety tak i ona naprawde jest s..a.
                          a relacji z nia nie mam zadnych i mam nadzieje, ze tak zostanie.

                          • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:28
                            diab.lica napisała:

                            > > coz, z tym schematem nie licz na dobre relacje z macocha.
                            >
                            > nie znasz jej. ja niestety tak i ona naprawde jest s..a.
                            > a relacji z nia nie mam zadnych i mam nadzieje, ze tak zostanie.
                            >

                            nie znam jej, nie znam twojej sytuacji.
                            tylko ze twoje posty sa tak przepojone nienawiscia do niej i do twojego ojca
                            ze.... straszne. nie wiem ile lat temu on odszedl, nie wiem ile masz lat, ale
                            chyba juz pora dac sobie z tym spokoj.
                            a ja ci przedstawiam sytuacje czesta z drugiej strobny, gdy to machocha stara
                            sie,wyciaga reke do dzieci a zbiera tylko baty - z tej samej slepej zaszczutej
                            nienawisci.
                            • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:35
                              > nie znam jej, nie znam twojej sytuacji.
                              > tylko ze twoje posty sa tak przepojone nienawiscia do niej i do twojego ojca
                              > ze.... straszne.
                              >nie wiem ile lat temu on odszedl, nie wiem ile masz lat, ale
                              > chyba juz pora dac sobie z tym spokoj.

                              spokoj juz sobie dawno dalam.
                              uzylam mocnych i pogardliwych slow, gdyz tylko na takie ta osoba zasluguje.

                              > zbiera tylko baty - z tej samej slepej zaszczutej
                              > nienawisci.

                              dlaczego twierdzisz, ze ta nienawisc jest zaszczuta?
                              moze ma swoje usadnienie?

                              papa


                              • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 14:59
                                diab.lica napisała:

                                > dlaczego twierdzisz, ze ta nienawisc jest zaszczuta?
                                > moze ma swoje usadnienie?
                                malo jest spokojnych rozwodow. na ogol to pranie brudow, pretensje, walka o
                                jeszcze wiecej kasy, na ogol dzieci sa wspoluczestnikiem tego, i - jesli to
                                ojciec odchodzi skladaja na niego cala wine i zal. automatycznie przenosi sie
                                to na jego nowa kobiete. a jezeli jeszcze odchodzi wlasnie do niej..to jest
                                kurwa, szmata itd.


                                ale jezeli "odchowane" dzieci /w wieku studenckim/ nie daja rodzicom prawa do
                                ich wyboru- ich dalszej drogi zycia niekoniecznie razem, i wrecz pilnuja zeby
                                osobno przypadkiem nie zaznali szczescia.. to jest to chore.
                                • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 15:04
                                  dzieci nie nienawidza rodzicow, ktorzy byli w stosunku do nich w porzadku i
                                  przez ktorych czuly sie kochane. jesli maja zle zdanie o ojcu, to mysle ze ma
                                  to swoje uzasadnienie.
                                  nie zrozumiemy sie.
                                  • sinsi Re: dzieci mego męża 24.10.03, 15:56
                                    diab.lica napisała:

                                    > dzieci nie nienawidza rodzicow, ktorzy byli w stosunku do nich w porzadku i
                                    > przez ktorych czuly sie kochane. jesli maja zle zdanie o ojcu, to mysle ze ma
                                    > to swoje uzasadnienie.
                                    > nie zrozumiemy sie.

                                    jak ma byc szczesliwa rodzina w ktorej nie ma milosci miedzy ojcem a matka?
                                    czy nastolatek w "trudnym okresie" bedzie kochal ojca ktory zabrania brac
                                    narkotyki, rozrabiac i zabiera komorke gdy wydzwonil tylko 600zl? czy "zawsze
                                    dobra" matke od ktorej wyciaga pieniadze na te przyjemnosci? czy bedzie kochal
                                    ojca przez ktorego matka ciagle placze i opowiada jaka jej krzywde zrobil?
                                    latwo obarczyc wina jednego z rodzicow a drugiego gloryfikowac. dzieci zawsze
                                    tak robia i dopiero po wielu latach zaczynaja patrzec na to inaczej.
                                    ale nie zapominaj ze ta "rodzine" tworzyli oboje rodzice. i oboje sa
                                    odpowiedzalni za to co z niej zostalo i co sie w niej dzialo.
                                    • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 16:31

                                      > latwo obarczyc wina jednego z rodzicow a drugiego gloryfikowac. dzieci
                                      zawsze
                                      > tak robia

                                      zawsze? i kto tu generalizuje?
                                      a moze najlatwiej jest stwierdzic, ze dzieci zawsze tak robia, ze sa
                                      manipulowane przez drugiego rodzica. swietny punkt startowy dla nowej zony,
                                      powtarzac ojcu codziennie ze dzieci sa manipulowane przez matke, stopniowo
                                      ograniczac z nimi kontakty. gdy dzieci mimo tego beda chcialy z nim miec
                                      kontakt, wmowic mu, ze im chodzi tylko o pieniadze. i koniecznie przypilnowac,
                                      by nie zszedl be odpowiedniego testamentu.


                                      > ale nie zapominaj ze ta "rodzine" tworzyli oboje rodzice. i oboje sa
                                      > odpowiedzalni za to co z niej zostalo i co sie w niej dzialo.

                                      ale dzieci nie sa.

                                      • sinsi Re: dzieci mego męża 27.10.03, 09:20

                                        Tez kiedys bylam dzieckiem, wyobraz sobie. Nie tylko ty. Rodzice popelniaja
                                        rozne bledy, nie tylko rozwod jest problemem.
                                        Ale nie ludze sie, ze masz jakakolwiek chec zrozumienia trudnej roli bycia
                                        macocha. I ile wysilku- czesto syzyfowego- musi wlozyc w ulozenie przyzwoitych
                                        stosunkow z dziecmi meza, zeby przelamac ich niechec. I przykro mi, ze nie
                                        kazda jest psychologiem, nie kazda jest odporna, ani masochistka i po kolejnej
                                        probie moze miec dosyc, nie kazda chce z milym usmiechem we wlasnym mieszkaniu
                                        wysluchiwac po raz kolejny obelg itd. Ale co ja w ogole mowie: to tylko
                                        jakas "jebana kurwa" czym tu sie przjmowac.
                                        Bez dobrej woli wszystkich jest bardzo trudno.
                  • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 24.10.03, 18:55
                    A owszem przeszkadzałyby. Ja po 2 dniach miałam dosyć dzieci mojego męża.
                    Mieszkały u nas 2 tygodnie bo ich mama wyjechała na urlop. Mielismy juz wspólne
                    dziecko ( wówczas kilkumiesięczne), dzieci mojego męża 13 i 11 lat. Prosiłam,
                    zeby nie hałasowali gdy małe śpi - robili na złość, jedzenie nigdy im nie
                    smakowało, wszystko krytykowali, absorbowali ojca do tego stopnia, że nie mógł
                    po powrocie z pracy spokojnie zjeść obiadu, o mnie wyrażali sie lekceważąco.
                    Nie wytrzymałam, zmieszałam z błotem. Mocno się zdziwili, ale przycichli. Od
                    tego czasu skończyły się wizyty z zostawaniem na noc w NASZYM( TAKŻE MOIM)
                    domu.Też chciałam mieć prawo do spokoju.
                    • diab.lica Re: dzieci mego męża 24.10.03, 23:28


                      > A owszem przeszkadzałyby. Ja po 2 dniach miałam dosyć dzieci mojego męża.
                      > Mieszkały u nas 2 tygodnie bo ich mama wyjechała na urlop. Mielismy juz
                      wspólne
                      >
                      > dziecko ( wówczas kilkumiesięczne), dzieci mojego męża 13 i 11 lat.
                      Prosiłam,
                      > zeby nie hałasowali gdy małe śpi - robili na złość, jedzenie nigdy im nie
                      > smakowało, wszystko krytykowali, absorbowali ojca do tego stopnia, że nie
                      mógł
                      > po powrocie z pracy spokojnie zjeść obiadu, o mnie wyrażali sie lekceważąco.
                      > Nie wytrzymałam, zmieszałam z błotem. Mocno się zdziwili, ale przycichli. Od
                      > tego czasu skończyły się wizyty z zostawaniem na noc w NASZYM( TAKŻE MOIM)
                      > domu.Też chciałam mieć prawo do spokoju.

                      no wlasnie. moze o to poszlo. o to, ze nowy dom taty, to _wasz_ dom, twoj,
                      jego i twojego dziecka. to dom, w ktorym nie ma juz dla nich miejsca.

                      i tak nie zrozumiesz.

                      papa
                      • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 25.10.03, 18:48
                        A co miałam pozwolić dezorganizować swój dom, budzić spiące niemowle, burzyć
                        swój spokój tylko dlatego, że oni mają fantazję trochę porobić innym na złość.
                        Sorry, ale w tym momencie spokój w moim domu był najważniejszy. Byłoby dla nich
                        miejsce, gdyby zachowywali się adekwatnie do wieku, spuszczali po sobie wodę w
                        ubikacji, nie trzaskali drzwiami i jedli przy stole nie jak świnie! Nie może
                        byc tak, że dzieci z poprzedniego związku tylko dlatego, że są dziećmi niszczą
                        życie ojca i jego nowej rodziny.Każde spotkanie z dziećmi mojego męża kończyło
                        się wywołaniem awantury z ich strony. Nie było świętości - szczególnie
                        upodobali sobie okres gdy byłam w ciąży.Mieli pecha - trafili na silnego
                        przeciwnika, nie zaciskałam zębów, nie płakałam w kątku tylko wydarłam się
                        zmieszałam z błotem, sprowadziłam do parteru. Do dziś sie ze mną liczą, nie
                        lubią, ale liczą!
                        • diab.lica Re: dzieci mego męża 25.10.03, 22:27
                          > A co miałam pozwolić dezorganizować swój dom, budzić spiące niemowle, burzyć
                          > swój spokój tylko dlatego, że oni mają fantazję trochę porobić innym na
                          złość.
                          > Sorry, ale w tym momencie spokój w moim domu był najważniejszy. Byłoby dla
                          nich
                          >
                          > miejsce, gdyby zachowywali się adekwatnie do wieku, spuszczali po sobie wodę
                          w
                          > ubikacji, nie trzaskali drzwiami i jedli przy stole nie jak świnie! Nie może
                          > byc tak, że dzieci z poprzedniego związku tylko dlatego, że są dziećmi
                          niszczą
                          > życie ojca i jego nowej rodziny.

                          ale to byly tylko dzieci. a dzieci w tym wieku maja to do siebie, ze czasem
                          sprawiaja rodzicom klopoty. czy uwazasz, ze jesli dziecko jest niegrzeczne to
                          rodzice powinni wyrzucic go z domu? bo sorry, ale postawienie sprawy pt. nie
                          mozesz u mnie nocowac jest tym samym co wyrzucenie dziecka z domu. a moze w
                          domu u matki zachowywali sie tak samo, trzaskanie drzwiami itd. tylko matka
                          nie mogla im powiedziec, ze nie moga u niej nocowac, bo wtedy nie mialyby juz
                          gdzie pojsc.
                          jak juz wspomnialam, dzieci sprawiaja klopoty wychowawcze. tym bardziej w
                          takiej sytuacji jak rozwod rodzicow, ktory nigdy nie bedzie bezbolesny. w
                          sytuacji gdy ojciec odszedl z domu, potrzeby jest dziecku z jego strony
                          sygnal, ze co prawda rozwiodl sie z ich matka ale dalej jest ich ojcem, je
                          kocha i drzwi jego domu beda _zawsze_ dla nich otwarte. odnosze wrazenie, ze
                          synowie (czy tez jak ich slodko okreslasz synalkowie) zamiast takiego sygnalu
                          dostali kopa w d... (czy tez zostali "zmieszani z blotem" i "sprowadzeni do
                          partetu").
                          nie twiedze, ze rowiazanie tego problemu, bo nie przecez ze on, bylo bylo
                          latwe. ale chyba wybraliscie rozwiazanie najgorsze z mozliwych.

                          a potem wielkie zdziwienie, ze dzieci nie odwiedzaja chorego ojca.


                          >.Mieli pecha - trafili na silnego
                          > przeciwnika, nie zaciskałam zębów, nie płakałam w kątku tylko wydarłam się
                          > zmieszałam z błotem, sprowadziłam do parteru. Do dziś sie ze mną liczą, nie
                          > lubią, ale liczą!

                          alez one byly bez szans. tylko ze wyciestwo nad slabszym przeciwnikiem to nie
                          powod do dumy.
                          uzylas tutaj kluczowego slowa "przeciwnika". no wlasnie, jesli traktowalas je
                          jak przeciwnika z ktorym trzeba bylo walczyc to nic dziwnego ze tak sie to
                          wszystko potoczylo.

                          papa (tym razem definitywne, bo szkoda czasu na ta dyskusje)
                          • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 26.10.03, 10:05
                            A jednak odpowiem na ten post. Każdy człowiek ma prawo do spokoju we WŁASNYM
                            domu.Ma równiez do niego prawo druga żona tatusia bez względu na to, czy życzą
                            sobie tego jego dzieci czy nie. Jeżeli nastolatki lub ludzie prawie dorosli
                            świadomie zakłócają ten spokój muszą liczyć się z konsekwencjami.Tolerowanie
                            chamskiego zachowania, ordynarnych odpowiedzi powoduje, że w głowach dzieci -
                            starszych lub młodszych - rodzi się poczucie bezkarności. W mię czego dzieci
                            mego męża mają mieć większe prawa niż nasze wspólne dziecko? Czy tylko dlatego,
                            że kiedyś rozpadło się małżeństwo ich rodziców?
                            Dzieci są doskonałymi obserwatorami - potrafią wykorzystywać każdą słabość
                            dorosłych, manipulować i znakomicie rozgrywać .
                            Życzę Ci, abyś nigdy nie musiała użerać się z aroganckimi pasierbami, ale los
                            może spłatać Ci figla. Wtedy może inaczej spojrzysz na problem - wszak od dawna
                            wiadomo, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".
                            • diab.lica Re: dzieci mego męża 26.10.03, 19:51
                              > A jednak odpowiem na ten post.
                              no to ja tez

                              >Każdy człowiek ma prawo do spokoju we WŁASNYM
                              > domu.Ma równiez do niego prawo druga żona tatusia bez względu na to, czy
                              życzą
                              > sobie tego jego dzieci czy nie. Jeżeli nastolatki lub ludzie prawie dorosli
                              > świadomie zakłócają ten spokój muszą liczyć się z konsekwencjami.

                              11 i 13 letnie dzieci to ludzie prawie dorosli? toz to nastolatki w
                              najbardziej problemowym wieku.

                              >Tolerowanie
                              > chamskiego zachowania, ordynarnych odpowiedzi powoduje, że w głowach dzieci -

                              > starszych lub młodszych - rodzi się poczucie bezkarności.


                              nigdzie nie twierdzilam, ze nalezy tolerowac chamskie zachowanie. nie nalezy.
                              rodzic, a wiec twoj maz, powinien dzieci _wychowywac_. a stwierdzenie, ze
                              koniec z zostawaniem na noc, nie wyglada mi na najlepsza metode.
                              to pojscie na latwizne, niech ida do matki i niech ona je _wychowuje_

                              >W mię czego dzieci
                              > mego męża mają mieć większe prawa niż nasze wspólne dziecko? Czy tylko
                              dlatego,
                              >
                              > że kiedyś rozpadło się małżeństwo ich rodziców?


                              a w imie czego twoje dziecko ma miec wieksze prawa iz one? bo on juz nie
                              kocha ich matki? a twoje dziecko wieksze prawa mialo, gdyz z nim mieszkalo a
                              synowie mieszkac z nim nie mogli, bo przeszkadzali oni tobie. i nawet
                              najdrozsze prezenty tego nie zmienia. wazna jest rozmowa, wytlumaczenie
                              dziecku sytuacji (dzieci potrafia bardzo wiele zrozumiec), okazywanie ze sie
                              je kocha.


                              > Dzieci są doskonałymi obserwatorami - potrafią wykorzystywać każdą słabość
                              > dorosłych, manipulować i znakomicie rozgrywać .

                              to przykre, ze masz takie podejscie do dzieci. dzieci przede wszsytkim pragna
                              _milosci_ rodzicow.


                              > Życzę Ci, abyś nigdy nie musiała użerać się z aroganckimi pasierbami, ale
                              los
                              > może spłatać Ci figla.

                              niestety nie moge ci zyczyc, by w twoim zyciu pojawila sie macocha, gdyz
                              szansa na spelnienie sie tego zyczenia jest zerowa :(

                              >Wtedy może inaczej spojrzysz na problem - wszak od dawna
                              >
                              > wiadomo, że "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia".

                              a czy ty kiedykolwiek probowalas popatrzec z innej strony na problem?

                              bo nie zaprzeczam, ze to jest problem.
                              i przy odrobinie dobrej woli jest on do rowiazania. trzeba tylko nie
                              nienawidziec dzieci z poprzedniego malzenstwa za to ze sa.


                              • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 26.10.03, 20:52
                                Diablico, spróbuj odłożyć na bok własne urazy i kompleks dziecka z rozbitej
                                rodziny i popatrzeć obiektywnie.
                                Każdy rozwód jest dramatem wszystkich uczestników - także dzieci, które nic nie
                                zawiniły ( do tego momentu się chyba zgadzamy). Jednak człowiek, który kiedyś
                                popełnił omyłke ma prawo ułożyć sobie jeszcze raz życie ( czy w dalszym ciągu
                                się zgadzamy?), jeśli tak idż dalej tokiem mojego rozumowania. Ojciec żeni się
                                po raz drugi, zakłada dom z kobietą, którą kocha i ma nadzieję, że drugie
                                małżeństwo da mu to czego, z różnych powodów nie zaznał w pierwszym ( tu pewnie
                                się niezgadzamy, bo, sądząc z poprzednich Twoich postów druga żona jest k..
                                i ..d..., a jedyne co może mu dać to seks). A może być to normalna kobieta,
                                która oprócz seks, co jest normalne w każdym małżeństwie, daje męzowi spokojny
                                dom, dzieli z nim pasje i zainteresowania, jest przyjacielem na dobre i nie
                                zawsze dobre. Sytuacja finansowa nowej rodziny jest zwykle cięższa, bo ojciec,
                                co normalne jest obciązony alimentami na dzieci z poprzedniego zwiazku, i co
                                już mniej normalne sa one częstokroć nieproporcjonalnie wysokie do jego
                                możliwości. To powoduje, że ciężar utrzymania domu w sporej częsci spada na
                                nowa żonę. Dalej bywa, że dochodzi do sytuacji małonormalnej - dzieci
                                podjudzane przez ex małżonkę stale są ze wszystkiego niezadowolone. Wypad do
                                ZOO - nieeeeeeeee, do kina - nieeeeeeeee, wakacje w Zakopanem - nieeeeeeeee
                                lepiej daj na nie forsę itp, itd.
                                Kontakty w domu ojca wiążą się z cała bogatą gamą obrzydzania życia jego
                                drugiej zonie: zaczepki, chamskie odnoszenie się, trzaskanie drzwiami. Do
                                eskalacji dochodzi gdy ma się urodzic/ urodziło nowe dziecko. Ile czasu osoba
                                dorosła, która ma prawo we własnym domu czuć sie dobrze może znosić fochy i
                                niegrzeczne zachowanie a na zwróconą uwage w elementarnej sprawie ( np.
                                spuszczania wody w ubikacji) wysłuchiwać, ze uwagę może zwracać im tylko matka?
                                Ile razy nowa rodzina może rezygnowac ze swoich planów, wydatków, przyjemności,
                                świąt bo trzeba coś zrobic dla dzieci? Mozna zrobić to raz, dwa, lecz gdy
                                jesteśmy ZASKAKIWANI po raz kolejny, że potrzebna jest pomoc, porada, pieniądze
                                zaczynamy się buntować.
                                Dzieci nie moga rujnować nowego życia ojcu w imie własnego egiizmu. Czy
                                uważasz, że dzieciom należy się wszystko tylko dlatego, że rozpadło się
                                małżeństwo ich rodziców? Czy mają prawo niszczyć nową rodzine, stale siać
                                niepokój?
                                Może warto zostawic na boku bajki, w których występua złe macochy i biedne
                                sierotki i spojrzec na problem obiektywnie, bardziej dojrzale?
                                Wcale nie rzadko zdarza się, że dzieci doprowadzaja do rozbicia drugiego
                                małżeństwa ojca. Powoduja, że czuje się on nieszczęśliwy, a potem samotny.
                                Widziałam macochy popłakujace po katach, bo zostały obrażone, poniżone przez
                                potomstwo męża.Znam drugie żony spedzajace samotne soboty i niedziele i
                                popołudnia bo......jednemu dziecku trzeba pomóc w matematyce, drugiemu w
                                polskim, a potem naprawić rower, zaprowadzic do dentysty, kupic buty, iść na
                                wywiadówkę, a week-endy spędzać koniecznie tylko z ojcem. Przykładów moge
                                mnozyć i mnozyć.
                                Ja jestem, Twoim zdaniem, potworem, bo się nie dałam. Ustaliłam jasne i
                                jednoznaczne reguły gry. Nie pozwoliłam wchodzic sobie na głowe, nie zgodziłam
                                się ( niestety zbyt późno), by traktowali ojca jak bankomat, nie spędzali z
                                nami urlopów, nie pozwoliłam sie obrażac, nie przychodzili do NASZEGO - w tym
                                także mojego- domu tak długo jak długo nie zaakceptowali panujacych w nim
                                zwyczajów.Ojciec nie był na każdy telefon, o każdej porze dnia i nocy. Może to
                                przykre, ale pozwoliło zachowac nam zdrowe stosunki w naszym małżeństwie (
                                trwającym juz kilkanaście lat).
                                Diablico, wiem, że nienawidzisz wszystkich macoch i masz silny uraz z
                                dziecinstwa, każdej obrzydziłabys życie tyle ile sie da, ale taka wojna
                                niewiele wnosi. Jeśli trafi się na osobe słabą może dojść do rozwodu,
                                frustracji ojca a w ostatecznosci jego alkoholizmu i stoczenia się. Jesli trafi
                                się na silna macoche, a z taką mieli do czynienia mi pasierbowie, nie ma mowy o
                                wykorzystywaniu ojca. Wiem, że mnie nie lubią, ale się ze mna liczą. Wiedzą, że
                                gdy coś sie stanie - pomoge, ale nie dam sobą poniewierać, wykorzystywac ani
                                włazic z moje zycie!
                                • diab.lica Re: dzieci mego męża 26.10.03, 21:48
                                  > Każdy rozwód jest dramatem wszystkich uczestników - także dzieci, które nic
                                  nie
                                  >
                                  > zawiniły ( do tego momentu się chyba zgadzamy).

                                  tu sie zgadzamy.

                                  > Jednak człowiek, który kiedyś
                                  > popełnił omyłke ma prawo ułożyć sobie jeszcze raz życie ( czy w dalszym
                                  ciągu
                                  > się zgadzamy?)

                                  ma prawo. no wlasnie, ale. ale niestety, rezulatem tego jego bledu sa dzieci,
                                  za ktore jest odpowiedzialny. i nie jest w tej samej sytuacji co osoba, ktora
                                  tych dzieci nie ma. przykro mi to pisac, ale tak jest. nie jest juz wolnym
                                  ptakiem ale jest _ojcem_.
                                  nie mowie, ze nie ma prawa do ulozenia sobie zycia. ma, ale nie po trupach
                                  wlasnych dzieci.

                                  >, jeśli tak idż dalej tokiem mojego rozumowania. Ojciec żeni się
                                  > po raz drugi, zakłada dom z kobietą, którą kocha i ma nadzieję, że drugie
                                  > małżeństwo da mu to czego, z różnych powodów nie zaznał w pierwszym ( tu
                                  pewnie
                                  >
                                  > się niezgadzamy, bo, sądząc z poprzednich Twoich postów druga żona jest k..
                                  > i ..d..., a jedyne co może mu dać to seks).
                                  >A może być to normalna kobieta,
                                  > która oprócz seks, co jest normalne w każdym małżeństwie, daje męzowi
                                  spokojny
                                  > dom, dzieli z nim pasje i zainteresowania, jest przyjacielem na dobre i nie
                                  > zawsze dobre.

                                  jestem w stanie sie zgodzic, roznie to bywa.

                                  > Sytuacja finansowa nowej rodziny jest zwykle cięższa, bo ojciec,
                                  > co normalne jest obciązony alimentami na dzieci z poprzedniego zwiazku, i co
                                  > już mniej normalne sa one częstokroć nieproporcjonalnie wysokie do jego
                                  > możliwości.

                                  tu sie nie zgadzam z tym "zwykle". alimenty potrafia byc smiesznie niskie.
                                  poza tym, przeciez to chyba normalne ze ojciec placi na utrzymanie swoich
                                  dzieci? i kazdy normalny czlowiek plodzi tyle dzieci, ile jest w stanie
                                  utrzymac (czy tu sie zgadzamy?).

                                  >To powoduje, że ciężar utrzymania domu w sporej częsci spada na
                                  > nowa żonę. Dalej bywa, że dochodzi do sytuacji małonormalnej - dzieci
                                  > podjudzane przez ex małżonkę stale są ze wszystkiego niezadowolone. Wypad do
                                  > ZOO - nieeeeeeeee, do kina - nieeeeeeeee, wakacje w Zakopanem - nieeeeeeeee
                                  > lepiej daj na nie forsę itp, itd.

                                  trudno mi wyobrazic sobie taka sytuacje. naprawde mysle, ze podjudzanie sie
                                  nie sprawdza. wrecz przeciwnie, obraca sie z czasem przeciw podjudzaczce.

                                  a jesli sa podjudzane, to to naprawde jest straszne. przede wszytskim dla
                                  nich. w jednym domu podjudzane, w drugim niemile widziane.

                                  > Kontakty w domu ojca wiążą się z cała bogatą gamą obrzydzania życia jego
                                  > drugiej zonie: zaczepki, chamskie odnoszenie się, trzaskanie drzwiami. Do
                                  > eskalacji dochodzi gdy ma się urodzic/ urodziło nowe dziecko. Ile czasu
                                  osoba
                                  > dorosła, która ma prawo we własnym domu czuć sie dobrze może znosić fochy i
                                  > niegrzeczne zachowanie a na zwróconą uwage w elementarnej sprawie ( np.
                                  > spuszczania wody w ubikacji) wysłuchiwać, ze uwagę może zwracać im tylko
                                  matka?
                                  >
                                  > Ile razy nowa rodzina może rezygnowac ze swoich planów, wydatków,
                                  przyjemności,
                                  >
                                  > świąt bo trzeba coś zrobic dla dzieci? Mozna zrobić to raz, dwa, lecz gdy
                                  > jesteśmy ZASKAKIWANI po raz kolejny, że potrzebna jest pomoc, porada,
                                  pieniądze
                                  >
                                  > zaczynamy się buntować.

                                  nie, to nie jest normalne. taka sytuacja nie mialaby miejsca przy dobrej woli
                                  _wszystkich_ stron: ojca, matki i nowej zony.
                                  _efektem_ braku wspolpracy i braku myslenia o dzieciach, jest takie zachowanie
                                  jakie opisujesz.



                                  >Może warto zostawic na boku bajki, w których występua złe macochy i biedne
                                  >sierotki i spojrzec na problem obiektywnie, bardziej dojrzale?

                                  dobrze, odlozmy te bajki na bok. zamiast nich napiszmy nowa bajke. o dobrym
                                  ojcu, wstretnej bylej zonie ktora mysli tylko o tym jak mu zatruc zycie i
                                  wcieleniu wszystkich cnot: nowej zonie. i o dzieciach, bezmyslnych narzedziach
                                  w reku bylej zony, ktorych glownym celem jest zniszczenie nowego malzenstwa
                                  ojca. bajka konczy sie jak to bajka, dobro (macocha) zwycieza, dzieci nie
                                  widuja sie juz wiecej z ojcem, w roli dobrego czarodzieja prawnik regulujacy
                                  sprawy finansowe na niekorzysc malych potworow. i zyli dalej dlugo i
                                  szczesliwie.

                                  bardziej obiektywnie? jezeli moje podejscie nie jest obiektywne, to twoje
                                  niesty tez nie. nie zawsze jest tak jak ty to opisujesz.


                                  > Dzieci nie moga rujnować nowego życia ojcu w imie własnego egiizmu.

                                  rozumiem ze ojciec moze rujnowac zycie dzieciom w imie swojego egoizmu.


                                  > Wcale nie rzadko zdarza się, że dzieci doprowadzaja do rozbicia drugiego
                                  > małżeństwa ojca. Powoduja, że czuje się on nieszczęśliwy, a potem samotny.
                                  > Widziałam macochy popłakujace po katach, bo zostały obrażone, poniżone przez
                                  > potomstwo męża.Znam drugie żony spedzajace samotne soboty i niedziele i
                                  > popołudnia bo......jednemu dziecku trzeba pomóc w matematyce, drugiemu w
                                  > polskim, a potem naprawić rower, zaprowadzic do dentysty, kupic buty, iść na
                                  > wywiadówkę, a week-endy spędzać koniecznie tylko z ojcem. Przykładów moge
                                  > mnozyć i mnozyć.

                                  ja zas znam kilka przykladow, gdy dzieci zostaly za sprawa macoch pozbawione
                                  kontaktow z wlasnym ojcem. i tez sie czuly nieszczesliwie. gdy czuly sie w
                                  jego nowym domu jak intruzi. tez przykladow moglabym mnozyc. mamy sie zaczac
                                  licytowac kto zna wiecej przykladow?

                                  zgadzam sie z toba absolutnie, ze wszyscy ponosza konsekwencje rozwodu. ale
                                  jesli juz ktos ma je poniesc, to powinni byc to ... rodzice a nie dzieci. z
                                  prostego powodu. bo to rodzice popelnili kiedys blad, a nie ich dzieci. one
                                  sie na swiat nie prosily. i to rodzice sa dla dzieci a nie na odwrot. i to
                                  rodzice, z racji tego ze sa doroslymi, dojrzalymi ludzmy (a przynajmniej
                                  powinni), powinni zadbac zeby ta sytuacj jak najmniej sie odbila na zyciu
                                  dziecka.


                                  na marginesie. nie nienawidze wszystkich macoch . nie zamienialam zycia
                                  macochy w pieklo, poniewaz jej w ogole nie ogladalam. juz jako dziewczynka
                                  mialam swoja godnosc i nie pozwolilam sie obrazac i po naszym pierwszym
                                  starciu moja noga nie stanela w jej domu.

                                  nie uwazam tez ciebie tez za potwora. dopuszczam mozliwosc ze faktycznie
                                  mialas cholernego pecha. ale piszesz o tym w taki sposob, jakby to byla
                                  regula. i ta niechec do "synalkow"...

                                  macocha nie bede... odpukac :) zonatych i dzieciatych instynktownie unikam jak
                                  ognia.

                                  pozdrawiam
                                  diab.


                                  • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 27.10.03, 10:01
                                    Zaczynamy w różnych kwestiach, się zgadzać i nim skończy sie moje zwolnienie
                                    lekarskie, a więc więcej czasu na korzystanie z komputera, okaże się, że obie
                                    mamy rację, ale ad rem.
                                    Nie popieram ani nie gloryfikuję kobiet, które "rozbijają" rodziny. Tym nie
                                    mniej wiele związków rozpada się z różnych przyczyn, a nowa żona pojawia sie
                                    kilka lat po rozwodzie ( tak było m.in. w moim przypadku).
                                    Pojawia się pytanie co jest zdrowsze - rozstanie się czy życie w atmosferze
                                    wzajemnej niechęci ( w najlepszym razie) lub nienawiści, kłótni, wzajemnego
                                    obrzucania się błotem? Osobiście uważam, że pierwsze wyjście jest lepsze dla
                                    wszystkich. {Oczywiście najdoskonalszym rozwiązaniem jest dobre małżeństwo, bez
                                    nieporozumień i waśni, takie, któremu nie zagrozi nikt ani nic. Sytuacja, w
                                    której kochają się rodzice i wspólnie wychowuja dzieci. Wiemy jednak, że nie
                                    zawsze tak jest}.
                                    Przyczyny rozwodów są różne, bywa, że nowy partner ( nie zawsze kobieta, bywa,
                                    że mężczyzna), ale zdarza się, że ślub bierze dwoje młodych zupełnie różnych
                                    ludzi ( tak było w wypadku pierwszego małżeństwa mojego męża).Ślub na studiach
                                    ( pierwsze lata), potem kolejno dzieci (2) i zupełnie inny światopogląd na
                                    wszystko od polityki i religii poczynając na sprawach codziennych kończąc.
                                    Związek oparty wyłacznie na seksie młodych jeszcze ludzi nie miał szans na
                                    przetrwanie. W takim wypadku winę za rozpad pozycia ponosza obie strony. I
                                    chyba obie się gadzamy. W przypadku pierwszej rodziny mojego męża doszły
                                    jeszcze problemy finansowe ( on pracował, ona studiowała, on po powrocie do
                                    domu opiekował się dziećmi, ona tęskniła za studenckim życiem i "straconymi" na
                                    pieluchy latami). Dochodzio do wzajemnych oskarżeń - ona wyrzucała mu głównie,
                                    że zbyt mało zarabia i brakuje pieniedzy, on miał żal, że po pracy nie może
                                    odpocząć. Dochodziło do awantur. O wszystko. Słuchały tego dzieci. Okropne-
                                    prawda? Seks zamiast łączyc zaczął ich dzielić. Oboje byli zmęczeni,
                                    sfrustrowani, zniechęceni. Przepełnieni pretensjami i wzajemnymi żalami -
                                    bardziej czy mniej prawdziwymi- nie wnikam. A potem pojawili sie "negocjatorzy
                                    i rozjemcy" w osobach rodziców stron ( celowo uzywam pojęcia stron).Dolali
                                    oliwy do ognia i o pojednaniu nie było już mowy. Dziadkowie (!) zaczęli proces
                                    przekupywania i wzajemnego złego nastawiania dzieci. Horror ( zgoda?). Ona
                                    przestała mu gotować, on bywał gościem w domu. Wtedy pomieszkiwał u rodziców.
                                    Ona czuła sie coraz bardziej oszukana i znalazła sobie przyjaciela, on zastał
                                    ich w łóżku- rozpoczęło sie piekło z udziałem dzieci. Był psycholog, byli
                                    adwokaci, świadkowie, sąd, rozwód, podział mieszkania i majątku. Dzieci zostały
                                    przy matce ( decyzja sądu). Jeszcze korzystał z ich wspólnego mieszkania, ale
                                    każdy kontakt prowadził do konfliktów, w końcu dla dobra wszystkich ( i tu tez
                                    chyba przyznasz mi rację)wyprowadził się do wynajetego pokoju. Była żona miała
                                    całe dotychczasowe mieszkanie urządzone jak na owe czasy nowocześnie, bardzo
                                    wysokie proporcjonalnie do pensji i możliwości extra zarobków alimenty i
                                    dzieci, które otrzymywały jasne instrukcje- zobaczysz się z ojcem jeśli on
                                    zapłaci za lekcje angielskiego, wakacje, kombinezon narciarski itd. Oprócz
                                    alimentów rzecz jasna. Dzieci stosujac się do komunikatu wyciagały pieniądze i
                                    prezenty, które ojciec pod groźbą, często spełnianą, baku kontaktów , dawał.
                                    Tak ukształtowane charaktery, spaczone postępkami dorosłych, ich walką i
                                    nienawiścia musiały sie wypaczyć. I wypaczyły.
                                    Po krótkim czasie życia w samotności na skraju nędzy, bez mieszkania poznaję
                                    mojego przyszłego męża. W pracy, prozaicznie. Wiele nas łączy, rozumiemy się.
                                    Nasze małżeństwo to związek dwojga dojrzałych ludzi, w którym seks odgrywa
                                    ważna, ale nie jedyną rolę. Wiem, że mąż ma zobowiązania. Jestem świadoma jego
                                    obciążeń. Poczatkowo staram się dyskretnie współuczestniczyć w procesie
                                    wychowania pasierbów. Zapraszam do domu, kupuje drobne prezenty. Jednak jestem
                                    stale odtrącana. Samochodzik jest be, bo za tani, wycieczka do muzeum dla
                                    idiotów, ja jestem stara, brzydka, wstrętna itp.Wspólne posiłki obrzydzaja mi
                                    jedzenie ( plucie do talerz) przez 9-11 latki, opowiadanie obrzydliwych
                                    dowcipów, dłubanie w nosie. W ubikacji notorycznie jest niespuszczana woda,
                                    bałagan wszechobecny. Nie podoba mi sie to i nie ukrywam tego faktu. Poczatkowo
                                    ojciec sam, cicho i na stronie, poźniej także ja zwracamy uwagę. Efekt
                                    odwrotny. Wraz z wiekiem rosna szykany. Ich apogeum przypada na okres mojej
                                    ciąży ( zreszta zagrozonej).W tej sytuacji ojciec częściej sam odwiedza lub
                                    spotyka się na terenie neutralnym z synami. Nie ma dla mnie czasu nawet wtedy,
                                    gdy znajduje się w szpitalu, bo synowie musza miec pomoc z
                                    matematyki.Dokuczajac nam sprawiają, że jest we mnie coraz mniej dobrych
                                    uczuć . W końcu nie bywaja w naszym domu. Jest to, niestety, krótko, bo coraz
                                    częściej zostajemy zaskakiwani koniecznościa goszczenia ich w MOIM PANIEŃSKIM
                                    MIESZKANIU. Dokuczają maleńkiemu przyrodniemu bratu, zachowuja sie po chamsku
                                    wobec mnie. Mam tego dość. Stawiam sprawę ostro i nieprzyjemnie. Tego się nie
                                    spodziewaja przywylki do ustępstw ze strony dorosłych. Sa zdziwieni, że drzwi
                                    naszego mieszkania są dla nich zamkniete. Nadal wyciągaja pieniadze. Chętnie
                                    urodziłabym jeszcze jedno dziecko, ale świadomie z tego rezygnuje wiedząc, że
                                    nasz budżet nie podoła takiemu obciążeniu. Pieniędzy brakuje nam na wszystko.
                                    Praktycznie ja utrzymuje dom.Nadarza się okazja wyjazdu na intratny kontrakt.
                                    Wyjeżdżamy. Natychmiast rosną alimenty. Jeszcze nie zaczęlismy zarabiać
                                    pieniędzy, a już ich matka złożyła pozew do sądu o zabezpieczenie ich praw.
                                    Pieniądze dostają. My na obczyźnie zyskujemy spokój. Po powrocie do kraju nasza
                                    sytuacja materialna radykalnie się poprawia. Mamy oczywiście różnego rodzaju
                                    perturbacje, także zdrowotne, lecz wychodzimy z tego obronna ręka. W czasie
                                    naszych kłopotów zdrowotnych ( wypadek mężą) jego synowie interesuja się tylko
                                    tym czy umrze. Nie kryja rozczarowania, że przeżyje i szybko powróci do
                                    zdrowia. Po tym incydencie podjelismy stosowne kroki prawne, aby po mężu nie
                                    było czego dziedziczyć. Z punktu widzenia moralnego też nie czujemy sie nie w
                                    porządku. Otrzymali juz za jego zycia pół mieszkania ( druga połowa była
                                    matki). Bardzo rzadko się widujemy. Wiem, że mnie nie lubia, ale się ze mna
                                    liczą. Dzis sa to dorosli mężczyźni, którzy prowadzą własne życie na swój
                                    rachunek. Nie pamietaja o urodzinach ojca, choc on do dziś kupuje im prezenty,
                                    mają gdzieś święta czy jakiekolwiek uroczystości. Telefonują gdy czegoś
                                    potrzebuja, gdy trzeba ich wyciągać z bagna, w które permanentnie wdeptuja.
                                    Nie opisałam tego, aby się zwierzać, ten etap mam już za sobą. Opisałam swój
                                    przypadek, abyś spojrzała Diablico, na problem powtórnych małżeństw od drugiej
                                    strony. Nie zawsze wszystko jest białe i czarne. Sa i barwy pośrednie.
                                    Pozdrawiam. Agata
                                    • diab.lica Re: dzieci mego męża 27.10.03, 17:24
                                      macocha, postaram sie napisac pod koniec tygodnia, najpozniej w poniedzialek.
                          • Gość: filka Re: dzieci mego męża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.10.03, 15:15
                            mam wrazenie, ze z toba kazda macocha by miala pieklo. nie wazne jak bardzo by
                            chiala dobrze dla ciebie i tak by musiala ciezko odpokutowac za zwiazanie sie z
                            twoim ojcem.
                      • astamaniana Re: dzieci mego męża 25.10.03, 21:11
                        diab.lica napisała:

                        >> i tak nie zrozumiesz.
                        >
                        >??

                        nic innego nie umiesz powtorzyc
                        ty tez : i tak nie zrozumiesz -drugiej strony
                • capa_negra Re: dzieci mego męża 24.10.03, 13:13
                  Bo to jakoś tak sie dziwne składa,ze dzieci chcą mieć prawo do własnego zycia
                  natomiast często odbierają to prawo własnym rodzicom.
                  Nie przeczę sa sytuacje patologiczne i rozwód im dzieci mniejsze tym wieksza
                  jest tragedia
                  Sama jestem z rozbitego małzeństwa i do tego jestem "ta 2", ale ani z mojej
                  strony w stosunku do moich rozwiedzionych rodziców nigdy nie było z tego tytułu
                  pretensji i postawy roszczeniowej - z 2 strony tez jej nie ma .
                  Nie wiem moze dlatego że oba rozwody miały miejsce gdy dzieci były dorosłe i
                  same miały własne zycie ??
              • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 24.10.03, 16:57
                Nie olał, tylko dał sie wyrzucić przez ich matke z domu. Mieszkał przez 2 lata
                w wynajętym pokoju i potem był na tyle beszczelny , ze spotkał kobiete, z która
                sie ożenił i z która stworzył normalny dom, że ma jeszcze jedno dziecko!
                Kiedy dzieci mojego męża były małe próbował sie nimi zajmowac, ale kontakty
                były uzaleznione od extra świadczeń finansowych ( wola mamusi).
                A jak jeden z synów spadł z hustawki, mąż zostawił wszystko i pojechał do
                szpitala.Więc nie p.....sie z kochanką!
    • diab.lica ja nie moge 24.10.03, 14:14
      weszlam na polecone forum "macochy" co tam widze.
      znowu jutro6, tylko ze ma inny problem.
      czy ja dobrze rozumiem, ze twoj maz wydaje na twoja corke miesiecznie 1500 zl,
      a jego dzieci nie moga go nawet poprosic o pomoc w lekcjach.
      albo robisz sobie jaja, kolejna prowokacja.

      ponizej post:

      Pod dwóch latach (wcześniej przez 4 lata płacił po 200 zł) wnoszę o
      podwyższenie alimentów. 270 zł otrzymywane na 17 -letnią córkę nie wystarcza.
      Uważam, że tatuś ostatnie 6 lat miał leciutko z tego powodu, a wszystkim
      martwiłam się ja i opłacał mój mąż. Koszt w porywach wychowywania dziecka,
      opłacanie jej zajęć, kupowanie ubrań itd. oceniam na prawie 1500 zł
      miesięcznie. Jeśli to nie początek roku, to trzeba ubrania, korepetycje,
      książki. Do tego nie spotykają sie często, po 2 dniach odwozi ją do rodziny i
      też nie ponosi kosztów. Ja jutro będę musiała uzasadniać wydatki i potrzeby.
      Tymczasem tatuś wydzwania i próbuje mnie zmiękczyć, pogrozić, powstydzić.
      Robię to bo córka niedługo skończy 18 lat i sama będzie musiała z tym się
      borykać. A jeśli ja stracę pracę? I tak od roku zarabiam połowę tego co 2
      lata temu. Jutrzejsze spotkanie to spotkanie z robalem, który będize kręcił i
      chachmęcił (poprzednim razem próbował wciskać, że bedize chory psychicznie).
      Posiada żonę, jej dorosłe studiujące dziecko, 2 samochody, mieszkanie bez
      opłat. Jaka jest szansa na podwyższenie alimentów i o jaki procent i co
      mówić, aby jednak kwota była sprawiedliwa dla obojga rodziców. Czy to zawsze
      tak jest, że matka wychowuje na codzień i płaci. A tatuś dokłada się z
      wielkim stękaniem symbolicznie?
      Trochę się denerwuje.


      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=14479&w=8659508&GazetaWyborczaWWW1=P5kVllj47YP004nqE2Qs5FJkWj9lAXgeFhl9MpBwT5
      WV1wRIe6SF|-5212201797675084331/-1407973910/6/8086/8086/7002/7002/8086/-1
      • Gość: jayin Re: ja nie moge IP: LKSnet.org:* / 192.168.5.* 24.10.03, 18:54
        ee.. czepiasz się.. subiektywnie, bo patrzysz przez pryzmat swojego życia, a
        nie obiektywnie:)
        wiesz.. to ile jej mąż wydaje na jej córkę, to chyba ich sprawa?:-) mąż nie
        wydaje na JEJ córkę kasy należącej w częsci lub całosci do Ex. płaci alimenty?
        płaci. nie doczytałam się,że nie... a to ile wydaje na swoje dzieci poza
        alimentami to sprawa jego, jego byłej i JEJ też, bo kasa idzie ze wspólnego
        budżetu domowego.

        no i każda matka bedzie starac sie o jak najwiecej pieniedzy dla swojego
        dziecka, nie dla dziecka innej kobiety. to "odruchowe" niemal.
        a dobra wola faceta i jego "fair play" jest to, czy wydaje na swoje dzieci
        chociaż tyle samo co na jej córkę.
        w ogole to GŁOWNIE sprawa faceta JAK ILE I KOMU płaci (pomijajac zasądzone
        alimenty) - podobnie jak układanie stosunkow miedzy soba a dziecmi, swoją byłą
        i swoją obecną. a zarówno była, obecna jak i dzieci moga robic chyba co tylko
        uwazaja za stosowne, zeby te stosunki zmienic, polepszyc lub pogorszyc.
        nadal uwazam, ze facet to nie jest taka bezwolna istotka i maly, czy wiekszy,
        ale rozumek ma...:):P i sampotrafi decydowac co bedzie robic i jak sie bedzie
        zachowywal wobec roznych osob. tak?
        acha.. i może źle przeczytałam, ale w poscie jutra początkującym wątek nie było
        nic o tym, że chcą się z mężem wymigać od pomagania jego dzieciom w tym, co
        potrzebne. ona pisała tylko o absurdalnych żądaniach i wygórowanych może?...
        aabsurd w oczach każdego inaczej wygląda.

        diablico,moze dowiedz się najpierw co to znaczy "absurdalne żadania w
        odrabianiu lekcji" w rozumieniu jutra, a potem feruj lekką ręką emocjonalną
        swoją wyroki jacy to oni są wredni i chamscy, ze dzieciom nie pomagaja......
        może pomagają - ale nie co dzień?:) a dzieci chcą co dzień odrabiać lekcje, a
        ojciec nie ma na to czasu, bo pracuje np do pozna? bo chce wyjechac z zona
        do "nowych" tesciow na impreze rodzinna i NIE MOZE pomoc dzieciom? a od czego
        dzieci mają jeszcze mamę?.....
        w normalnej rodzinie jest tak, ze jak tata nie ma czasu, to mama pomaga.. i
        tyle..
        no chyba ze ojciec jest taki sk... syn, ze z premedytacja oglada tv, a dzieciom
        pomoc nie chce...:)
        nie znamy sytuacji DOKŁADNEJ jutra i jej męża w tej sprawie..:>

        pozdr.
        Joanna
    • Gość: sabna Re: dzieci mego męża IP: *.x-net.gliwice.pl 25.10.03, 09:11
      Przerażajace. Naprawdę. Przeciez za wychowanie tych dzieci odpowiadają także
      ojcowie. Dzieci z reguly oddają te uczucia ktore od rodzicow otrzymały, jesli
      uczucia ojcowskie ograniczały sie do dawania prezentow i forsy to trudno sie
      dziwic ze traktuja go jak bankomat. Dzieciaki są madre, doskonale widza czy
      ktos je kocha na prawdę i nie dają sobą na dłuższą mete manipulować. Maja prawo
      zarowno do miłosci ojca jak i matki, a sytuacja gdy nie moga u taty zostac na
      noc jest chora bardzo chora, to zaden dom. A za to jak sie zachowują odpowiada
      w równym stopniu ich ojciec jak i matka. Nie wiedziałam ze tak trudna moze byc
      sytuacja dzieciaków z rozbitych rodzin, a przeciez nie musi wystarczy ze
      dorosli sa madrymi odpowiedzialnymi osobami, szkoda ze takich niewiele :(.
    • jutro6 Re: dzieci mego męża 27.10.03, 11:24
      Ja też byłam przerażona. Przyjmowałam ich z sercem, gotowałam, prałam,
      uśmiechałam. Potem dowiadywałam się na spotkaniach u teściów, że ich mamuśka ma
      z tego używanko. Po prostu, wysyłała szpiegów. Potem jako ich ważna matka
      funkcjonowała w męża rodzinie roznosząc informacje z naszego domu, naszego
      życia, z pobytow dzieci u nas. Przy stole u męża rodziny dowiadywałam się o
      szczegółach z pobytów dzieci u nas. Obrzydło mi to całe towarzystwo. I o tym
      cały czas piszę. Telefony syna z pytaniem o lekcje - jak jest po angielsku -
      "mleko"- jakby sie skończyły, obecnie rozwiązuje mu całe zadania z różnych
      przedmiotów. Skomplikowane problemy przychodzą najczęściej na drugi dzień, jak
      siedzi z nim cały dzień pomagając w lekcjach, po powrocie męża do domu.
      Próbowaliśmy przejąć go sądownie. Ale wyszło na to że jestem zła. I ostatecznie
      nie chciał.
      Mąż przez kilka ostatnich lat dawał się manipulować, nasze małżeństwo prawie
      się rozpadło. Teraz mąz zmienił się, przeprosił.
      Kobiety słabe powinny unikać meżczyzn z przeszłością. Można stracić zdrowie,
      dlatego wycofałam się.
      I nadal czuję obrzydzenie i czuć zawsze będę.

      • Gość: Macocha Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 27.10.03, 11:43
        Przeczytaj mój post do Diablicy. Bądź silna. Nie mozna dopuścić, aby dzieci z
        poprzedniego związku rujnowały Twoje mażenstwo, Twój spokój, Twoje zycie.
        Postaw twarde warunki i pilnuj ich przestrzegania. W drastycznych sytuacjach
        wyłączajcie telefon, to nie mąż chodzi do szkoły i nie on ma odrabiac lekcje, a
        od sprawdzania słówek angielskich jest słownik. Nauczcie sie odmawiać! Widzę,
        że "wychowania" wymagają także teściowie. Grzecznie, ale stanowczo oświadcz
        teściowej, że stół jest zbyt mały , aby pomieścic dwie synowe i ma wybierac a o
        wyborze Cie poinformować.Jeśli przy stole znajdzie sie ex małżonka wyjdź. Nie
        wiń męża, ale wyjdź. Lepsze samotne święta, a właściwie ich część, bo mąż
        rychło do Ciebie dołączy niż nerwy i stresy. Lojalnie uprzedź męża co zrobisz,
        gdy spotkacie jego pierwszą żonę.
        Nie daj się terroryzować, ani sobą pomiatać. Pamiętaj, że masz swoje prawa,
        zwłaszcza w swoim domu, które muszą być respektowane. Życzę zdrowego egoizmu i
        pozdrawiam! - Agata
        • Gość: rakjest Re: dzieci mego męża IP: *.toya.net.pl 27.10.03, 14:17
          Nie zgadzam się z tobą Macocho tylko w jednej kwestii,a mianowicie kiedy
          piszesz "nie wiń męża".Mnie osobiście wydaje sie ,że męzowie wcale nie
          ułatwiają nam bycia tą nastepną kobietą, zwłsżcza jesli chodzi o ich dzieci i
          ich stosunek do nas.Mają ,a przynajmnij mój ma,poczucie winy wobec dziecka w,
          zwiazku z tym nie chce,nie potrafi mu niczego odmówić.
          I to jest w porządku -jego dziecko,jego sprawa-znam to bo sama mam swoje
          dzieci/dorosle/ z poprzedniego związku.Ale nie zgadzam sie na wykorzystywanie
          mnie do świadczena usług na rzecz jego 20-letniej cóki tylko dlatego zeby nie
          ucierpiał jego wizerunek kochającego tatusia.
          • Gość: "Macocha" Re: dzieci mego męża IP: *.chello.pl 27.10.03, 16:15
            I słusznie, nie jest to Twoja córka, nie masz w stosunku do niej zobowiazań,
            jeśli nie masz ochoty nie musisz niczego świadczyć na jej rzecz. Ani Ty, ani
            Twoja rodzina. Pamiętam kiedyś drugi dzień Bożego Narodzenia u moich Rodziców.
            Bardzo chcieli zeby było rodzinnie, więc zaprosili również dzieci mojego męża.
            Kupili im naprawdę ładne swetry. Czy myślisz, że chłopcy w owym czasie po 15-17
            lat powiedzieli "dziękuję"? Jeden burknął, że ma chyba z 8 ładniejszych, a
            drugi nawet nie odpakował prezentu. Od tego czasu moi Rodzice, dla nich obcy
            ludzie, zaniechali takich gestów.Mają przecież własne wnuki.
            Pozdrawiam - Agata.
            P.S. Jak widać z licznych postów na ten temat problem jest , i to poważny.
            Apeluję do wszystkich "Macoch"- nie dajcie się maltretować, poniżać,
            wykorzystywać. Walczcie o swoją godność i prawa do normalnej rodziny. Nie
            dopuśćcie, aby rodzina męża ( teściowie, byli teściowie, dzieci) wtrącała się i
            rozbijała Wasze małżeństwo!Pamiętajcie, że nie jesteście winne ani rozwodowi,
            ani temu, że dzieci Waszego męża czują się pokrzywdzone.Zadbajcie o
            zabezpieczenie finansowe, gdyż w przypadku śmierci męża jego potomstwo pierwsze
            ustawi się w kolejce po spadek i będzie uzurpowac sobie prawa nawet do Waszej
            części ( np. mieszkania).Dzieciom małżonka dajcie tyle ile same chcecie i...ani
            kszty więcej.Pielęgnujcie swój dom i swoją Rodzinę.
            TRZYMAJMY SIE NORMALNE MACOCHY!
            • mikawi Re: dzieci mego męża 27.10.03, 16:21
              Macocho, zajrzyj proszę na macochowe forum, myślę że pomogłabyś rozwiązać wiele
              dylematów dziewczyn

              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
              pozdrawiam
            • Gość: Samosia Re: dzieci mego męża IP: *.allianz.pl 27.10.03, 16:34
              Z jednym sie nie zgadzam. Niektore z macoch - bardz, ale to bardzo , pomofgly
              sie rozpasc rodzinom tych dzieci.
              Oczywiscie - niczego nie jestescie im winne i niczego sie od was nie wymaga.
              powiem wiecej . Wiecej takich postaw , lzej bedzie samotbym matkom.

    • jutro6 Re: dzieci mego męża 27.10.03, 15:20
      Dziękuję "Macocho" właśnie takiego wsparcia mi brakowało. O mały włos to oni
      rządziliby w moim domu. Doszło do tego, ze ostatnia dowiadywałam się, co się w
      nim dzieje. Jeśli chodzi o święta, to też już musiałam powiedzieć wszystkim, że
      ja nie będę prosić męża aby święta spędzał ze mną. Wtedy został ze mną.
      Zdumiewające, jakimi sposobami próbują go mieć dla siebie, i twierdzę, ciągle
      czekającej na niego byłej żony. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Często też
      nie chcę mieć nic wspólnego, z tym czlowiekiem za którego wyszłam. Niestety,
      czy stety, jeszcze raz uwierzyłam, że mnie kocha. Ja juz jestem inna. Na ich
      niekorzyść. Nawet nie chcę o tym myśleć. I nikt do niczego nie może mnie
      zmusić, nawet mąż. Dziękuję za wsparcie, muszę mieć swoją godność.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka