Dodaj do ulubionych

Dylemat........zwiazek

19.10.08, 21:24

Drogie Panie, mam pytanie:))

czy byłybyście z mężczyzną, który nie ma przed sobą przyszłości( w sensie
zawodowym), który do niczego już nie dąży, jest pod 30-stkę, a Wy czuję się
przy nim kochane, jest dobry, ale czujecie też, że same się przy nim nie
rozwijacie, że nie tak wyobrażałyście sobie swoje życie.....czy to źle, że
chcemy od życia czegoś więcej....chce pracować starać się, ale chyba do tego
potrzeba dwojga....a ja już nie mam siły próbuj , damy radę, jeśli się nie uda
to trudno, ale będziemy wiedzieli, że podjęliśmy starania......mam dość
niańczeni dorosłego faceta..ja jestem młodsza...
Obserwuj wątek
    • smutna_kochanka Re: Dylemat........zwiazek 19.10.08, 21:26
      no nie, ja bym na pewno nie była
      nie ma nic gorszego niż partner, który ciągnie w dół
    • mijo81 Re: Dylemat........zwiazek 19.10.08, 22:41
      sam sobie odpowiedziałaś że chłop cię męczy.....więc koniec to tylko
      kwestia czasu
      • rivvana Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 11:20
        A fakt, że dba o mnie, że poza sprawami zawodowymi jest nam dobrze powinien mieć
        znaczenie, czy to tylko kwestia czasu, kiedy przez problemy w sprawach
        zawodowych to co dobre też się posypie?
    • kitek_maly Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 11:22

      chce pracować starać się, ale chyba do tego
      > potrzeba dwojga....

      A jak jesteś z nim, to nie pracujesz?
      Nie rozumiem. Nie możesz się przy nim rozwijać, bo on się nie rozwija? :-| W
      jaki sposób to Cię ogranicza?
      • rivvana Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 11:35
        Ogranicza mnie to w ten sposób, że ciężko planować wspólną przyszłość, dom,
        rodzinę, jeśli druga osoba ma podejście, że nie będzie sie starać, bo już i tak
        nic nie osiągnie...a ja nie wymagam nie wiem ile.....tyle co wszyscy.... poza
        tym, on myśli o życiu w kategoriach "tu i teraz" a ja myślę o przyszłości...
        • kr_ka_11 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 11:44
          wg mnie z tak diametralnie odmiennym podejsciem do zycia nie ma szans zbudowac
          szczesliwego zwiazku. gdybys sama byla osoba beztroska zyjaca chwila to jeszcze
          moze jakos by to bylo, ale potrzebujesz poczucia bezpieczenstwa ktory mezczyzna
          powinien dawac, a tego z tego co piszesz przy nim nie masz.
          • rivvana Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 12:34
            Właśnie dobrze to ujęłaś, brakuje mi poczucia bezpieczeństwa...i to
            bardzo....mam dylemat, bo to dobry facet, ale kompletnie nieżyciowy, mało
            zaradny....ale w sumie sama już się gubię nie wiem co dla mnie
            najważniejsze..czasem kobiety mają zaradnych mężczyzn..a nie są szczęśliwe, bo
            facet tylko o pracy myśli... z drugiej strony czar takiego dobrego faceta też
            pryska, kiedy pojawiają się problemy dnia codziennego....kiedy nie ma na nic
            kasy, trudno, żeby miłość przerwała....a tak właściwie...skoro ja myślę tak
            intensywnie nad tym, rozważam, to może nie jest miłość.....bo wtedy nie byłoby
            wątpliwości???
            • kr_ka_11 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:23
              wcale nie musi byc tak, ze facet jest zaradny i zaniedbuje rodzinne i na odwrot.
              poczucie bezpieczesntwa jest bardzo wazne, swiadomosc, ze biorac kredyt
              mieszkaniowy dziwgasz ten ciezar nie tylko na wlasnych barkach i wpolnie
              budujesz codziennosc ze wszystkimi jej konsekwencjami. nie powiedzialas na ile
              Twoj facet jest niezyciowy i malo zaradny, bo to tez pojecie wzgledne. dla
              jednej bedzie nim mezczyzna, ktorego nie stac go na dobry samochod i zycie na
              naprawde wysokim poziomie, dla innej wtedy kiedy faktycznie ledwie wiaze koniec
              z koncem. czesto moze to byc przesdadzone w zaleznosci od oczekiwan
              zainteresowanej. kwestie materialne nie moga byc priorytetem, ale umowmy sie,
              jezezli facet jest nierobem a bardzo kocha to tak tez sie nie da zyc. jezeli go
              kochasz to postaraj sie go zmotywowac, jezeli czujesz, ze nie ma tzw. bata to
              nie wiklaj sie w taka relacje. nie moze byc tak, ze odpowiedzialnosc za zycie
              bierzesz tylko Ty.
            • kitek_maly Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 15:47

              > Właśnie dobrze to ujęłaś, brakuje mi poczucia bezpieczeństwa...i to
              > bardzo....mam dylemat, bo to dobry facet, ale kompletnie nieżyciowy, mało
              > zaradny....

              Więc musisz zastanowić się nad tym, co jest dla Ciebie najważniejsze. Moim
              zdaniem zdecydowana większość kobiet obawiałaby się związania się na poważnie z
              mężczyzną mało ambitnym i niezaradnym. :-|
        • teklana Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:37
          Ambitnym albo sie jest ,albo jest sie lekkoduchem jak Twoj
          mężczyzna.Podoba mi sie Twoje podejście do życia.Szczęściu trzeba
          pomagać ;-)Najprawdopodobniej pan znalazł świetnego przewodnika po
          życiu w Twojej osobie,ale ....nie byłoby nic w tym złego gdyby sam
          sie przyczyniał do polepszania stanu faktycznego-zawsze może byc
          lepiej(gorzej co prawda tez).Ciebie interesuje partner który
          dotrzyma Ci kroku,mysle że już na tym etapie ma zadyszke.Jak
          planujesz z nim życie może sie okazać ze nie wytrzyma tempa ;-)To
          tak prawdziwie choc w przenośni ode mnie rivvana.
    • panna_nikta Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:26
      Spróbuj związać się z bankomatem;/
      • kr_ka_11 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:37
        moze rozwin swoja wypowiedz, bo nie bardzo rozumiem do czego sie odnosisz.
        • panna_nikta Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:41
          Chodzi mi o to, że facet ma koło 30-tki, tak naprawdę dopiero rozwija się
          zawodowo i ciężko powiedzieć, czy coś osiągnie. A ta już go skreśla. A poza tym,
          mam wrażenie, że traktuje małżeństwo jak firmę a sama zachowuje się jak
          specjalista od zarządzania zasobami ludzkimi. "Pan X. najwyraźniej nie spełnia
          naszych oczekiwań. Nie mamy gwarancji, czy firma będzie miała z niego korzyści
          finansowe. Sugeruję kolejną rekrutację. " PRzecież to żenua;/
          • kr_ka_11 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:47
            ee tam zenua... wyobraz sobie u swego boku faceta lekkoducha, bez motywacji do
            pracy i malo jak sama zeznala zaradnego. ludzie jednak czesto dobieraja sie na
            zasadzie podobienstw, gdzie ew. jedno drugiemu ustepuje w czyms pola, ale nie
            mozna ryzykowac tym, ze on bedzie na jej utrzymaniu. szkoda, ze autorka nie
            napisala tak naprawde w czym objawiaja sie ten brak zaradnosci i motywacji,
            wtedy napewno byloby latwiej ocenic. sa dwie opcje, albo przesadza albo ma
            powazne ku temu powody i martwi sie o swoja przyszlosc przy jego boku, bo moze
            woli byc z mezczyzna niz nianczyc dorosle dziecko.
            • panna_nikta Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:49
              Ja wiem jedno, że jeżeli facet jest w porządku czyli kocha ją i szanuje to da
              się go naprostować. W końcu to kobiety rządzą w małżeństwie;-) Ja bym raczej
              bardziej motywowała mojego faceta a nie narzekała na niego.
              • kr_ka_11 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:56
                totez to samo jej powiedzialam, ze jezeli kocha to nie stara sie dodac mu
                skrzydel, ale jezeli juz teraz ma takie watpliwosci to tez na pewno nie sa one
                bezpodstawne.

                ja w swojej wypowiedzi staralam sie tez zaznaczyc, ze takie roznice w postaci
                chociazby gotowosci do oddania sie karierze, tez moga w ktoryms momencie stanac
                miedzy nimi, bo on zwyczajnie moze kiedys byc o jej sukcesy zazdrosny. znalam
                takie przypadki ale widzialam rowniez takie, gdzie facet (wieczny lekkoduch
                wlasnie) dostal kopa w tylek dopiero jak jego dziewczyna zaszla w ciaze. tak jak
                sie zmienil pod wplywem dzieciaka trudno sobie bylo nawet wyobrazic.
          • mysz.koscielna Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:51
            Coż, gwarancji nie mamy nigdy. Nawet jesli rokowania sa
            hurraoptymistyczne, to istnieja jeszcze rózne czynniki "zewnętrzne"
            niezależne od chęci, a mające wpływ na to, czy facet będzie tym
            bankomatem, czy nie będzie.
            Natomiast jesli od początku isnieją czynniki "wewnętrzne" tzn. facet
            nie ma ambicji, żeby wziąć sie z zyciem za bary i zamierza płynąć z
            prądem - to można przypuszczać, ze nic go nie zmotywuje do zmiany
            podejścia i kobieta będzie ciągnąć ten pociąg sama, a on sie co
            najwyżej doczepi na dokładke, jako ostatni wagon.
      • claratrueba Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 13:46
        To co piszesz o Waszym związku brzmi źle. I chyba nie chodzi tylko o kasę jak to
        parę wpisów upraszcza. Macie inne ambicje, a raczej tylko Ty masz. To się raczej
        nie zmieni, więc skoro dolega Ci już teraz, będzie coraz bardziej. Zastanów się
        dobrze co Cię z tym człowiekiem wiąże, poza tym, że on "bardzo kocha" (i o
        przyszłości, zapewnieniu Ci godziwego bytu nie myśli- dziwne, to ja chyba
        bardziej swoje psy kocham). Różnice osobowości mogą być bardzo pociągające, ale
        tylko podobieństwa tworzą trwały i szczęśliwy związek.
        • trust2no1 Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 14:12
          Zwróć tylko uwagę, że autorka wątku poza kilkoma mocno ogólnymi
          banałami nic o facecie nie powiedziała, a tu już go oceniono,
          osądzono i spisano na straty.
          Nie wiemy kim jest teraz (zawodowo), kim mógłby być, nie wiemy kim
          powinien być według autorki. Co to znaczy (ale tak precyzyjnie, bez
          ogólnikow) "rozwijać się" zawodowo.
          A i ten "godziwy byt" ma tak płynną granicę, że właściwie bardziej
          utrudnia, niż pomaga w dyskusji.
          Różnice mogą być pociągające, a podobieństwa... Podobieństwa mogą
          skończyc jak owych dwóch rabinów z żydowskiego dowcipu :)
          • rivvana Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 19:15
            Sytuacja wygląda następująco....od trzech lat spotykam się z facetem straszym kilka lat ode mnie.....akceptuje i kocham go jako człowieka, dobrze się z nim czuję, co roku mamy świetne wakacje....ale w kwestii zawodowej mój facet mają prawie 30 lat nie ma co wpisać w cv, pracował na czarno a wszystko co zarabiał wydawał na przyjemności...ja dorosłam do tego, że chciałabym jednak jakoś nasz związek sformalizować, myślę o tym, żeby kiedyś z nim założyć rodzinę, wybudować dom..problem polega na tym, że to chyba tylko moje plany...jak mu coś mówię, to mówi, że marudzę, jak mówię, że to koniec bo różnimy się w poglądach to mówi, że się postara.....próbowałam wpłynąć na niego, aby zmienił swoją sytuację zawodową, żeby przestał pracować na czarno .... to nie mówiąc mi kupił bilet...od roku jest za granicą....nie zaoszczędził nawet złotówki...tylko ja myślę o związku poważnie ..ostatnio mi oświadczył, że on jest przegrany nic już w życiu go nie czeka i jak się decyduje z nim być to żebym później nie marudziła....naprawdę próbowąłam go motywować, mówiłam, że w niego wierzę, że razem sobie poradzimy, że musimy próbować uda się to dobrze, nie to trudno...ale on ma postawę jakoś to będzie, a ja chce mieć jednak faceta przy którym będę się czuła pewnie, takiego, dzięki któremu choć cześć spraw nie będzie na mojej głowie...na to składają się również inne sprawy, to jest człowiek, dobry, ale ma to do siebie, że nie jest w stanie wielu rzeczy zrozumieć dopóki sam ich nie przeżyje, mało empatyczny.....ja wręcz przeciwnie, dla mnie druga osoba jest najważniejsza, ale sama ostatnio widzę, że im jesteśmy lepsi tym inni nas gorzej traktują...od wczoraj zero kontaktu, to chyba koniec......
            • brak.polskich.liter Re: Dylemat........zwiazek 20.10.08, 19:20
              Ten pan IMO nie rokuje. Podziekuj mu za wspolnie spedzony czas i poszukaj kogos
              bardziej sensownego.
    • delayla nie, to nie dla mnie 20.10.08, 21:58
      Mi potrzebny jest ambitny, z wizją na przyszłość.
      Na szczęście już takiego znalazłam:)
      A ostatnich 2 nieudaczników wykopałam
      • rivvana Re: nie, to nie dla mnie 20.10.08, 21:59
        u mnie problem chyba się rozwiązał sam....od wczoraj się nie odzywamy , a
        wiadomo, że przy takiej odległości trudniej się pogodzić....ja na pewno pierwsza
        się nie odezwę....więc proste...
        • brak.polskich.liter Re: nie, to nie dla mnie 20.10.08, 23:34
          No, to przynajmniej masz z glowy. Odpadaja Ci atrakcje typu foch, zapewnienia o
          tym, ze un kocha i jestescie dla siebie stworzeni naprzemiennie z inwektywami
          pod Twoim adresem, dopytywanie w stylu "ale dlaczego, powiedz, ach dlaczego?",
          obietnice gruszek na wierzbie, etc.
          • claratrueba Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 07:33
            Dobrze, żeby to był koniec. On się odezwie, będzie potrzebował matkowania.
            Wszystko zależy od Ciebie. Musisz wybrać między życiem z niedojrzałym,
            kompletnie nieodpowiedzialnym człowiekiem a ryzykiem znalezienia kogoś
            odpowiedniego. Miłość? Pierwsza ucieka oknem kiedy bieda puka do drzwi- to stare
            francuskie przysłowie. Pomyśl, czy ten obecny pan to ktoś kogo chciałabyś mieć
            przy sobie w trudnych chwilach, w chorobie, w nieszczęściu? A one wcześniej czy
            później przychodzą. A pieniądze nie są ważne, kiedy się je ma. Stają się
            najważniejsze na świecie kiedy można za nie kupić lekarstwa, zapewnić dziecku
            wykształcenie.
            • trust2no1 Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 10:57
              A nie wykluczasz scenariusza, że pan Kompletnie Nieodpowiedzialny
              siedzi sobie od roku za granicą i wcale nie jest taki
              nieodpowiedzialny? A może ma się świetnie, zarabia kasę jaka starcza
              na jego potrzeby i wcale nie ma zamiaru wracać ani tym bardziej
              być "zamatkowywany".
              Wtedy co najwyżej można mieć pretensje, że nie wyłuszczył tego
              autorce wątku odpowiednio wcześniej i zmarnował jej kupę czasu...
              • rivvana Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 11:20
                oczywiście, że on ma się tam świetnie, stać go na różne rzeczy, sęk w tym, że
                pojechał tam w konkretnym celu, mieliśmy plany, w sumie to moje plany, ale on
                chcąc być ze mną zgodził się na to, ba powiem więcej, stwierdził, że tak mam
                rację, że trzeba wszystko sobie w życiu próbować poukładać, a teraz zmiana
                taktyki...myślę, że nie oszczędza, a ja też nie mam siły ciągle mu tłumaczyć, bo
                tylko wychodzę na jędzę, a nie chce niczego, czego nie chcą inne normalne
                kobiety w moim wieku...teraz tylko muszę się wziąć w garść i poszukać pracy tu,
                w kraju...zapomnieć o wyjeździe i zacząć wszystko od nowa...jestem pełna nadziei....
                • teklana Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 11:31
                  Widzę,że decyzje już podjęłaś i plan nowy stworzyłaś nie zapraszając do
                  realizacji pana ktory nie potrafi dołaczyć do Ciebie, mocnej kobitki.I
                  dobrze.Wydajesz sie byc zaradną a najwazniejsze miec cel-a Ty go masz i
                  osiagniesz to czego pragniesz czego Ci z calego serca zycze.;-)
                  • rivvana Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 12:19
                    Kocham go....ale po pewnych przejściach wiem, że miłość to nie wszystko....poza
                    tym, gdyby jego uczucie było równie silne, nie poddawałby się, ale zrobił
                    wszystko ze swojej strony, żebym widziała, że się stara, żeby mnie
                    zatrzymać...wiem, że z miłości człowiek jest w stanie dużo zrobić...a jak jemu
                    się nie chce ....to mi też
                    • teklana Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 12:30
                      Napisałaś:"...wiem, że z miłości człowiek jest w stanie dużo
                      zrobić...a jak jemu
                      > się nie chce ...."
                      Dużo z miłości też jest w stanie wybaczyć....

                      Kontynuuj to co robisz i nie zatrzymuj sie na chwilę by ponownie
                      to mi teżudowadniać to co juz udowodniłaś.Ludzie inteligentni
                      zrozumieją Cię od razu,Ci którzy nie chcą zrozumieć,nie
                      zrozumieją,chocbyś tłumaczyła im to 5000 razy.
                      Miłośc to wszystko.....Kazdy prolem robi sie błachy.Gdy ludzie sie
                      kochaja(wzajemnie) to jest tak jak Grochola kiedys powiedziała co
                      bardzo mi sie spodobało."...w dobrym małżeństwie naczynia myją sie
                      same"
                      • rivvana Re: nie, to nie dla mnie 21.10.08, 13:06
                        Ktoś mi powiedział,żebym postawiła ultimatum, że musi wrócić, jeśli chce być ze
                        mną...ale to głupota, będę później słuchała, że dla mnie wszystko rzucił, nie
                        chce tego..... on ma teraz takie podejście"jestem jaki jestem" wiesz na co się
                        decydujesz, żebyś później nie marudziła, ale mi cały czas o to chodzi, ze jak
                        się kogoś kocha to się chce jak najlepiej, a nie na zasadzie minimalizmu, robisz
                        wszystko by być z drugą osobą, żeby ja zatrzymać, nie możesz wyobrazić sobie, że
                        będzie z kimś innym, a jeśli ktoś powie, że z miłości pozwala komuś odejść...to
                        przepraszam....ale dla mnie to nie miłość....zdałam sobie sprawę, że gdyby
                        naprawdę mnie kochał, to nie miałby takiego podejścia....tylko zrobiłby
                        wszystko, żeby mnie zatrzymać...a ja nie mam ochoty żebrać o uczucie, wolę być
                        sama.... naprawdę sama....a myślałam, że tym razem się ułoży...no nic, znowu w
                        życiu mi nie wyszło, ale miłość to nie wszystko:))))) idę pojeździć rowerkiem,
                        skorzystać z uroków złotej jesieni, miłego dnia dla wszystkich......każdy
                        problem kiedyś mija...to ta chwila...
                        • volta2 Re: nie, to nie dla mnie 22.10.08, 02:02
                          skoro jednak facet po rozmowie zdobył się na wyjazd, tam jak
                          rozumiem ma pracę, żyje i sobie radzi, to znaczy że jednak nie jest
                          nierokujący.
                          natomiast nie chce sobie układać życia, bo umówmy się, wiadomo po co
                          on tam został niejako przez ciebie wysłany, miał zarobić na wesele
                          lub mieszkanie, lub na jedno i drugie.
                          skoro nie zaoszczędził, to znaczy że nie jest do życia nie gotowy,
                          tylko nie jest gotowy do życia z tobą:(

                          inna sprawa, że patrzysz na gościa zdecydowanie przez pryzmat kasy,
                          i on to niestety wyczuwa. rozumiem i ciebie i jego. każdy z was ma
                          tu swoją argumentację, czyli rozstanie to faktycznie nie głupi
                          pomysł.

                          • rivvana Re: nie, to nie dla mnie 22.10.08, 08:21
                            Jedo czego jestem pewna, to to, że nie patrzę na niego przez pryzmat kasy,
                            inaczej nie zaczęłabym z nim w ogóle być....poprostu przez lata wierzyłam, że
                            razem sobie życie ułozymy, on do tej niedzieli cały czas mówił, że na mnie tam
                            czeka, że chce ze mna życie spędzić, więc chyba nie jestem taka najgorsza... jak
                            każdy mam wady, a największą jest to, że bardzo chce mieć szczęśliwą rodzinę,
                            niestety związałam się z kimś, kto jest nieodpowiedzialny, jako człowiek bardzo
                            dobry, ale jako mąż i ociec..........no właśnie, problemem nie są uczucia między
                            nami, bo takowe są, ale różnice poglądów i charakterów....pozdrawiam i miłego dnia:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka