ligaturka
11.01.09, 17:07
Mam meza wojskowego, z racji pracy przeprowadzamy sie bardzo czesto, i ogolnie
nie jest latwo, szczegolnie, ze jestem osoba, ktora zawsze miala wielu
przyjaciol/znajomych, i niestety nie moge ich ze soba przemieszczac ;-)
W zwiazku z tym, ze od miesiaca jestesmy w kolejnym miescie, w ktorym udalo
nam sie cudem znalesc mieszkanie do wynajecia (nie ma tu prawdziwego rynku
najmu, a poza tym mieszkan umeblowanych juz w ogole nie ma), zaczelismy tez
poznawac miasto, sasiadow i jestesmy bardzo zadowoleni z nowego miejsca. To
tak tytulem wstepu.
Mamy znajoma pare malzenska, ktora znamy z poprzedniej bazy, ktora tez okazalo
sie miala przyjechac zamieszkac w tym samym miescie gdzie jeastemy teraz.
Mieli problemy ze znalezieniem mieszkania, a poniewaz dowiedzielimy sie, ze na
naszej klatce jest jedno mieszkanie puste(ktorego wlasciciel nigdy nie
wynajmowal, poniewaz nie mial takiej potrzeby) pomyslelismy, ze moze uda sie
jakims cudem im to mieszkanie wynajac, przeprowadzilismy poczatkowe
'pertraktacje'z wlascicielem, i udalo sie, zamieszkali tam i sa bardzo zadowoleni.
Okazalo sie, ze musze isc na badania do szpitala, oddalonego o 40 km. Maz nie
moze mnie zawiesc, ja nie mam prawka, wiec pozostalo mi skorzystac z
komunikacji miejskiej. Powiedzialam o tym pani X-zonie drugiego wojskowego,
zaoferowala sie, ze mnie zawiezie, i ze nie ma klopotu, przeciez i tak nie
pracuje itp.itd.Bardzo sie ucieszylam, szczegolnie ze we 2 razniej,
szczegolnie w miescie ktorego nie znam, nie wiedzialam nawet jak daleko jest
szpital, jakimi autobusami dojechac na czas itp. Oczywiscie powiedzialam, ze
zaplace za benzyne itp. Badanie mialam miec w poniedzialek.
W sobote nagle przychodzi i mowi mi, ze jeszcze nie jest pewna czy bedzie
mogla mnie zawiesc poniewaz jej rodzice po drodze od dziadkow maja sie
zatrzymac chwile u niej z produktami spozywczymi 'domowej roboty', i nie wie
dokladnie o ktorej przyjada wiec nie bedzie mogla mnie zawiesc na badanie.
Rodzice w praktyce sa u dziadkow godzine drogi od nas i jada do siebie 3,5
godziny dalej (podroz autem).
Szczerze mowiac zaskoczylam sie, poniewaz juz bylo wszystko zaplanowane i na
ostatnia chwile nawet jesliby jakims cudem mieli dac mezowi pol dnia wolnego,
to w sobote nie dostalby na pewno przepustki na poniedzialek rano.
Dodatkowo (pech!), okazalo sie, ze w poniedzialek rano jest strajk transportu
miejskiego, w zwiazku z tym maz bedzie musial zawiesc mnie na 7 rano do
szpitala, potem pojechac do pracy, ja bede czekac 4 godziny na badanie (mam je
na 11), a potem wrocic kiedy skonczy sie strajk pociagiem godzinke. Dzis
mielismy okazje rozmawiac jeszcze raz, i kolega-wojskowy jak sie dowiedzial,
ze jest strajk i musimy jechac tak z rana i komplikacje, namawial przy nas
zone, zeby chociaz zawiozla mnie na badanie na 11 a potem wroce sama itp., ale
o na nie chciala o tym slyszec bo 'przyjezdzaja rodzice na chwile i nie ma
pojecia o ktorej.'. Nie ukrywam, ze jestemy bardzo rozczarowani, bo zrobilismy
im przysluge praktycznie znajdujac im mieszkanie itp., i spokojnie mogloby sie
zalatwic to w inny sposob, a nie oferowac sie samemu a potem zmieniac zdanie.
Dodam, ze badanie na ktore ide dotyczy bardzo meczacej choroby przewleklej, z
ktora borykam sie od roku, i o ktorej pani X bdb wie, no bo, jak mowilam,
mozna powiedziec, ze sie znamy dobrze. Co wy na to?