Dodaj do ulubionych

Synek mamusi.

25.01.09, 12:25
Czy Wasi faceci, byli lub obecni są synkami mamusi? Jak to się u
nich objawia i czy taka sytuacja może utrudniać życie parterskie?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:30
      Tak, z reguły zawsze utrudnia, czasem wręcz uniemożliwia stworzenie związku,
      jeśli facet nie "odpępowi" się. Samobójstwem ze strony kobiety jest z kolei
      zamieszkanie wspólnie z teściową lub bardzo blisko takiej "mamuni syna".
      • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:35
        >Samobójstwem ze strony kobiety jest z kolei
        > zamieszkanie wspólnie z teściową lub bardzo blisko takiej "mamuni
        syna".

        Mój facet wyszedł właśnie z takim pomysłem na przyszłość. ;D
        • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:38

          :-|
          • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:39
            Rozwiń Kitku. ;D
            • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:41

              Rozwijam: o_O
              • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:42
                Tak też myślałam. ;D
                • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:44

                  Szoking. ;-)
                  • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:46
                    Nawet jeżeli powodem jest to, że mama jest samotna? :)
                    • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:47

                      A teraz mieszka z mamą?
                      • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:47
                        Nie. On ma swoje mieszkanie. Mama ma swoje mieszkanie. :)
                        • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:50

                          Hmmm. No więc... ;-)
                        • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:50
                          Dokładnie to było tak, że powiedział mi przez telefon, że rozmawiał
                          z mamą, której powiedział, że kiedyś jak już będzie miał ze mną
                          wspólny dom i dzieci to będzie miała u nas pokój, w którym będzie
                          sobie pomieszkiwać. Coś takiego. ;D
                          • kitek_maly Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:55

                            Szkoda, że wcześniej nie ustalił tego z Tobą. :-)
                            • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:56
                              Mam taką teorię, że może miał zamiar mnie nieco przestraszyć. ;D
                          • grassant Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:56
                            > Dokładnie to było tak, że powiedział mi przez telefon, że
                            rozmawiał
                            > z mamą, której powiedział, że kiedyś jak już będzie miał ze mną
                            > wspólny dom i dzieci to będzie miała u nas pokój, w którym będzie
                            > sobie pomieszkiwać. Coś takiego. ;D

                            Dochodząca babcia? Nie takie głupie. Moze pomoże w budowie tego
                            domu? ;)
                            • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:57
                              No dobra, ale najpierw powiedział o tym jej, a nie mi. Czyli jak to
                              świadczy o mojej pozycji w tym układzie. ;)
                              • grassant Re: Synek mamusi. 25.01.09, 13:02
                                avital84 napisała:

                                > No dobra, ale najpierw powiedział o tym jej, a nie mi. Czyli jak
                                to
                                > świadczy o mojej pozycji w tym układzie. ;)

                                co Ci podpowiada własna intuicja i przemyślenia? Musisz być
                                czujna! ;)
                                • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 13:04
                                  No właśnie.;)
                              • lacido Re: Synek mamusi. 25.01.09, 16:23
                                dom, dziecko, pokój dla babci a gdzieś miedzy tym wszystkim kobieta co to
                                dziecko urodzi...
                              • oldbay Re: Synek mamusi. 27.01.09, 19:38
                                Weź mu powiedz, że to dziwny zbieg okolicznosci, bo ty swoim
                                rodzicom tez obiecałaś pokoik na poddaszu w swoim przyszłym domu.
                                -
                                oldbay
                                • gadu_gadu_do_obiadu Re: Synek mamusi. 27.01.09, 19:43
                                  Dokladnie, to jest swietny sposob ktory ja tez stosowalam. Zacznij
                                  sie zachowywac tak jak on. Zaraz wzbudzi to w nim sprzeciw.
                                  oldbay napisała:

                                  > Weź mu powiedz, że to dziwny zbieg okolicznosci, bo ty swoim
                                  > rodzicom tez obiecałaś pokoik na poddaszu w swoim przyszłym domu.
                                  > -
                                  > oldbay
                                  • oldbay Re: Synek mamusi. 27.01.09, 20:34
                                    No właśnie. Zakomunikować mu, że jej rodzice na poddaszu, jego mama
                                    w pokoiku na parterze a wy z dziećmi na pięterku. I
                                    będzie "kanapka" :-D
                                    -
                                    oldbay
            • dzika_monika Re: Synek mamusi. 27.01.09, 16:28
              Pipek Mały jak zwykle inteligentnie wnosi wiele do dyskusji swą wypowiedzią
        • wyzuta Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:39
          avital84 napisała:
          >
          > Mój facet wyszedł właśnie z takim pomysłem na przyszłość. ;D

          mamunię można sobie ustawić, ale nie kazdą na to stać :))
          Zastanów się.
          • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:43
            Póki co nie ma nad czym. To odległe plany, ale zawsze uważałam, że
            życie z teściami pod jednym dachem to najgorsza z możliwych opcji. ;D
            • jane-bond007 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:55
              a ja Ci powiem ze tez mam faceta synka jedynego rozpieszczonego i ukochanego,
              wiadomo - ktory nic w domu nie robil bo nie musial, teraz mieszkamy razem i
              wszystkiego sie uczy (najgorzej idzie sprzatanie) no ale ciesze sie ze chce sie
              uczyc ;) czasami pokrzycze czasami pochwale i nie jest źle

              co do Twojej przeprowadzki do tesciowej - ja go b dobrze rozumiem i postapilabym
              tak samo, skoro matka zyje sama to przeciez wiadomo ze trzeba sie nia
              zaopiekowac... dziecko opiekuje sie rodzicami

              w moim przypadku rodzice mojego ukochanego ;) zyja i maja sie dobrze, ale w
              razie jakiegos nieszczescia przeprowadzimy sie i bedziemy mieszkac razem, dla
              mnie to nie problem a nawet wygoda bo babcia na miejscu to wielka pomoc

              btw wczoraj obejzalam film: PORA UMIERAĆ, świetny, polecam
              • mambozydarka Re: Synek mamusi. 27.01.09, 12:30
                hmmm
                super, że masz tak heroiczną postawę wobec rodziców Twego ukochanego. ale bądź
                świadoma tego, że jeśli stanie się nieszczęście, to babcia na miejscu nie będzie
                żadną wygodą. jeśli będzie w stanie sama funkcjonować, to nie będziecie jej
                potrzebni.
                pooglądaj filmy, gdzie luzie biorą do siebie swych starych Rodziców, którzy mają
                alzheimera, załatwiają się w pieluchy, uciekają z domu, oskarżają dzieci o
                znęcanie się nad nimi i kradzieże.
                i nie każdy jest gotowy wziąć na siebie taki obowiązek nawet wobec własnych
                Rodziców a co dopiero wobec osób, z którymi nie łączą ich więzy krwi.
                i nikogo nie można za to krytykować. dla niektórych przeżycie, że najbliższe im
                osoby są tak nieporadne i obce, jest zbyt dużym obciążeniem psychicznym.
                • jane-bond007 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 16:55
                  > hmmm super, że masz tak heroiczną postawę wobec rodziców Twego
                  ukochanego >
                  heroiczna? normalną chyba

                  <że jeśli stanie się nieszczęście, to babcia na miejscu nie będzie
                  żadną wygodą>
                  jesli stanie sie nieszczesnie i zostanie sama - to bedzie wygoda
                  zarowno dla nas jak i dla niej

                  <jeśli będzie w stanie sama funkcjonować, to nie będziecie jej
                  potrzebni.>
                  bedziemy bo czlowiekowi zawsze jest potrzebny ten ktoś, nie wazne
                  czy mlodemu czy staremu, nie wspomne ze mieszkanie jednej osoby w
                  domku na sporej dzialce jest bezsensem

                  <pooglądaj filmy, gdzie luzie biorą do siebie swych starych
                  Rodziców, którzy maj ą alzheimera, załatwiają się w pieluchy,
                  uciekają z domu, oskarżają dzieci o znęcanie się nad nimi i
                  kradzieże.>

                  a coz to za wywód... nie musze ogladac filmow bo moja 90 letnia
                  babcia od 10 lat ma alzh. ale nie w takiej fazie jak opisalas,
                  natomiast jej 2 siostry nie mają wiec takie gadanie o tych
                  pieluchach to wiesz... babcia mojego chlopaka tez ma zaniki pamieci
                  i jakos mieszkaja razem i wszyscy zdowoleni bo rodzina to rodzina a
                  babcia 80lat sie cieszy ze cos ma do roboty, ze poceruje, ze w
                  ogrodku pogrzebie, ziemniaki obierze itp
                  moze Ty obejzyj jakis dokument o domach starców?

                  < i nie każdy jest gotowy wziąć na siebie taki obowiązek nawet wobec
                  własnych Rodziców a co dopiero wobec osób, z którymi nie łączą ich
                  więzy krwi.>
                  czyli co Twoim zdaniem? mam powiedziec narzeczonemu zeby sie sam
                  interesowal? i oddal ją/jego do DPS?

                  ludzie sa zbyt wygodni moja droga
                • yanoosh111 Re: Synek mamusi. 28.01.09, 10:15
                  Przyszło Ci kiedyś na myśl, że Ty też kiedyś będziesz stara ?
                  • irmena05 Re: Synek mamusi. 29.01.09, 00:00
                    Pewnie o tym pomyślała... ale jaki sens w zyciu, jesli po usamodzielnieniu sie
                    masz spowrotem zmaieszkac z rodzicem? cale zycie z rodzicami? a gdzie ta część
                    dla Niej i męża? Rozumiem ze dzieci mają obowiązek pomóca na starość rodzicom..
                    ale dziecom równiez coś sięnalezy od zycia.
        • nerri Re: Synek mamusi. 25.01.09, 15:17
          Avi Ty uważaj na niego:D Miło by było gdyby decyzja należała do Was
          a nie do niego i jego mamy;))
          Co innego zamieszkać z jednym z rodziców jak jest już samo,bo
          wiadomo,że np samo mieszkać nie może.A co innego to planować:/

          Bo do mnie doszło niedawno,że tego się nie da zaplanować:/
    • grassant Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:51
      avital84 napisała:

      > Czy Wasi faceci, byli lub obecni są synkami mamusi? Jak to się u
      > nich objawia i czy taka sytuacja może utrudniać życie parterskie?

      Synkowie mamusi pozostają zwykle kawalerami do 50ki :)
      W przeciwnym razie często rozwodzą się i zmieniają (szukają) żony.
      Mamunia mówi: ożeniłbyś się, ale żadna JEJ nie odpowiada.
      • avital84 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:52
        A jak ich poznać jeszcze przed 50tką? ;D
        • bura-tino Re: Synek mamusi. 27.01.09, 12:26
          Nie pytaj jak, bo już takiego poznałaś. Między innymi po tym, że nie
          uzgadniając z tobą spraw dotyczących waszej wspólnej przyszłości
          uzgadnia je z mamusią za twoimi plecami, podejmuje sam zobowiązania
          w waszym imieniu i stawia cię przed faktem dokonanym.
      • jane-bond007 Re: Synek mamusi. 25.01.09, 12:57
        grassant opisalas wedlug mnie skrajne przypadki, jak facet ma rozum to w pewnym
        momencie puszcza sie spodnicy a pozostaloscia po mamuni sa dwie lewe ręce ;)
        • grassant Re: Synek mamusi. 25.01.09, 13:03
          jane-bond007 napisała:

          > grassant opisalas wedlug mnie skrajne przypadki, jak facet ma
          rozum to w pewnym
          > momencie puszcza sie spodnicy a pozostaloscia po mamuni sa dwie
          lewe ręce ;)

          jak facet ma rozum...- zaraz pojawią się wpisy typu: ze świecą
          takiego szukać.
        • sunimica Re: Synek mamusi. 27.01.09, 12:36
          Jane-bond 007 napisała: "jak facet ma rozum to w pewnym
          > momencie puszcza sie spodnicy a pozostaloscia po mamuni sa dwie
          lewe ręce ;)"
          Święta prawda. I trzeba ogromnych pokładów cierpliwości, a jeszcze
          więcej pracy (nad sobą w pierwszym rzędzie) by tego doczekać. Z
          własnego doświadczenia wiem, że warto.
    • satin.mat Re: Synek mamusi. 25.01.09, 13:59
      staram się nie przywiązywać większej wagi do tej sytuacji, ale
      prawda jesrt taka, że relacja mojego faceta z jego mamą jest dla
      mnie bardzo kłopotliwa, ona jest bardzo religijna, a my musimy
      udawać, że podzielamy jej światopogląd, jaja nie z tej ziemi
      • zosiapilka Re: Synek mamusi. 27.01.09, 20:50
        ona jest bardzo religijna, a my musimy
        > udawać, że podzielamy jej światopogląd,

        czemu musicie? nie rozumiem.
    • motyl.slonce Re: Synek mamusi. 25.01.09, 14:18
      trzeba mieć do tego zdrowe podejście, moja siostra oszalała i stara
      się być dla swojego faceta kopią jego matki, żeby był zadowolony,
      myślę, że to doprowadzi do rozpadu tego związku
    • kamyk-zielony Re: Synek mamusi. 25.01.09, 14:31
      Mój mąż jest jedynakiem, matka ma tylko jego, bo ojciec odszedł od nich kiedy on
      (mąż) miał dwa lata. M utrzymuje z nią poprawne i serdeczne stosunki, ale na jej
      pomysł wspólnego zamieszkania zareagował zdecydowanie mówiąc "wykluczone" - i
      dobrze inaczej ja musiałbym to zrobić. A tak jest dobrze jak jest. Znam
      osobiście dwa przykłady rozpadów małżeństw gdzie jaskrawą przyczyną było wspólne
      mieszkanie z "mamusiami". Ale oczywiście generalizować nie można - ile rodzin
      tyle układów.
      Fajnie by jednak było gdyby Twój facet układał Wasze życie razem z Tobą,
      ustalanie czegoś z matką za Twoimi plecami, kiepsko wygląda.
    • butterflymk Re: Synek mamusi. 25.01.09, 14:35
      u mnie raczej na odwrót zawsze było..
      aż mi było wstyd za tych chłopów...
      One im serce na talerzu podawały a oni niewdzęczni pyskacze.
      Ale ja takl już mam ..... nie wiem dlaczego wybieram tych niegrzecznych chłopców...
      muszę uważać :p
    • lacido Re: Synek mamusi. 25.01.09, 16:15
      porównuje dziewczynę z mamą
      co drugie zdania zaczyna od: a moja mama..., według mojej mamy (oznacza to że
      jest dla niego mega autorytetem)
      mama jest nr 1 (wszystko, jej ciśnienie, cieknący kran jest ważniejsze niż Ty
      nadla mieszka z mama

      tyle na poczekaniu objawów wymyśliłam ;/
      • motyl.slonce Re: Synek mamusi. 25.01.09, 16:54
        mam takiego kumpla w pracy i trudno z tym wytrzymać, a co dopiero
        być na miejscu jego dziewczyny
        • lacido Re: Synek mamusi. 25.01.09, 16:56
          no mnie się wydaje, że żeby mieć dziewczynę to taki gość musi się troszkę
          maskować z tym maminsynkowstwem :)
          • motyl.slonce Re: Synek mamusi. 25.01.09, 17:02
            On nie ma dziewczyny. Byłam z nim w kinie i na kawie (po koleżeńsku)
            i on co 10 min. dzwonił do mamy i zdawał realcję: właśnie wchodzimy
            do kawiarni i siadamy, po 5 min. znowu: zamówiłem ciastko, jak
            będziemy pod kinem jeszcze przedzwonię. Czułam się jak w komedii,
            nie mogłam w to uwierzyć.
            • nerri Re: Synek mamusi. 25.01.09, 17:04
              Hehehe...ja bym uciekła:D:D
            • grassant Re: Synek mamusi. 25.01.09, 17:04
              motyl.slonce napisała:

              > On nie ma dziewczyny. Byłam z nim w kinie i na kawie (po
              koleżeńsku) i on co 10 min. dzwonił do mamy i zdawał realcję:
              właśnie wchodzimy do kawiarni i siadamy, po 5 min. znowu: zamówiłem
              ciastko, jak będziemy pod kinem jeszcze przedzwonię. Czułam się jak
              w komedii, nie mogłam w to uwierzyć.

              pewnie krótko pracujecie razem i nie nabrali zaufania. :))
            • lacido Re: Synek mamusi. 25.01.09, 21:10
              motyl.slonce napisała:

              > On nie ma dziewczyny.

              a to ci niespodzianka :DDD
            • oldbay Re: Synek mamusi. 27.01.09, 19:46
              > On nie ma dziewczyny. Byłam z nim w kinie i na kawie (po
              koleżeńsku)
              > i on co 10 min. dzwonił do mamy i zdawał realcję: właśnie
              wchodzimy
              > do kawiarni i siadamy, po 5 min. znowu: zamówiłem ciastko, jak
              > będziemy pod kinem jeszcze przedzwonię. Czułam się jak w komedii,
              > nie mogłam w to uwierzyć.

              Motyl.slonce - czy to jakiś żart? LOL
              Prosze cię, przyznaj, że to zmysliłaś, że to nie prawda, błagam!! :-D

              -
              oldbay
      • premeda Re: Synek mamusi. 27.01.09, 09:01
        Albo się tłumaczy, że coś tam przez mamusię. Mój się notorycznie
        spóźnia przez pracę i właśnie przez mamę :) Na razie wszyscy mnie
        mają za sympatyczne i uległe dziewczę i na dodatek bardzo
        wyrozumiałe, a ja czekam kiedy trzeba będzie zacząć stawiać granice.
        Moja teściowa jest sympatyczną kobietą, stara się być bardzo
        kulturalna (trochę za bardzo się stara i co trochę wpadkę
        zalicza :)) ale, z drugiej strony, ja też jestem trochę
        przewrażliwona, więc niewinne słowa czasami odbieram jako atak i
        szpilę. W sytuacji autorki wątku na mały plus zaliczam to, że to
        teściowa będzie u nmich mieszkać, a nie na odwrót. Jeśli oczywiście
        wszystko dojdzie do skutku. Co do tego, że chłopak powiedział coś
        tam mamie, a nie autorce to chciałabym jedynie zauważyć, że nie
        wiemy na jakim etapie zaawansowania jest ich związek.
    • yoko0202 Jeden był. Koszmar i tragedia 25.01.09, 17:56
      i to jeszcze matka rozwiedziona, tatuś wypiął się na rodzinę, więc
      matka dla synka zrobiłaby wszystko - ona w sumie fajna kobitka, ale
      jak się 30-letniemu facetowi zupkę pod nos podstawia i łyżeczkę do
      rączki wkłada, to normalnie robi mu się krzywdę.
      mój ex napatrzył się, jak matula zapierdziela na dwóch etatach przez
      całe życie, nie narzeka, nic od niego nie wymaga, wszystko co ma
      pcha w nienasyconą gębę jedynaka, no i wyrosło takie szowinistyczne
      bydlę, uważające się za ósmy cud świata tylko dlatego, że czasami
      trafia skarpetkami do kosza na bieliznę i łaskawie zgrzewkę wody z
      samochodu przyniesie.
      generalnie, nie polecam, no chyba że któraś lubi mieć pana w domu,
      zamiast partnera :)
    • milady000 Nie polecam 25.01.09, 19:48
      Miałam tak i było strasznie. Facet rozpieszczony przez matkę, do tego wpatrzony
      w nią jak w obraz, nie dał sobie nic przetłumaczyć. Wspólny wyjazd był z nią
      omawiany, wspólne mieszkanie ok, ale na próbę i to z nimi razem :)W każdy
      drobiazg się wtrącała albo raczej on jej pozwalał na wtrącanie się, mało tego-
      jej słowo było ostatecznością.
      podziękowałam i nie żałuję.
    • powiewlata Re: Synek mamusi. 26.01.09, 14:16
      nie ma nic gorszego niż taki facet.. jedyne wyjście to uciakać przed
      takim, bo może razem z mamusią dokumentnie życie kobiecie zmarnować!
      • animka25 Z innej perspektywy:) 26.01.09, 14:33
        A mój synek (6 lat) zadeklarował właśnie, że nigdy nie będzie miał
        dziewczyny i zawsze będzie mieszkał z mamą, bo mama jest
        najkochańsza:)

        Oczywiście postaram się do tego nie dopuścić.:)
    • basia172 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 12:24
      Synek mamusi, którego znałam (i byłam związana) jest jedynakiem. Mama mówi do
      niego per "synciu". Jak pierwszy raz został u mnie na noc (miał 20 lat), mamusia
      zadzwoniła rano do mego mieszkania. Jeździ z rodzicami na wakacje. Mieszka z
      nimi. Mama mu gotuje, opiera go, prasuje mu koszule do pracy. Synuś z
      rozbrajającym śmiechem mówi, że nie umie sobie sam nic ugotować , umie tylko zjeść.
    • diablica.mala Re: Synek mamusi. 27.01.09, 12:26
      Miałam "przyjemność" być z takim synusiem mamusi przez 7 lat. na
      początku - 18 lat - myślałam, że to przejdzie... Jednak kiedy
      skonczył lat 25 stwierdziłam, że on tak ma. Mamusia robiła za synka
      wszystko. Jak wracał w późnych porach do domku, biegła do kuchni i
      robiła mu kanapusie. Sprzątała jego pokój. On tylko spał i jadł. Nie
      sprzątał, nie robił zakupów ( bo synuś nie umie ), kibelka nie
      będzie sprzątał bo on się brzydzi, mamusia to zrobi. Wanny nie
      umyje, bo mamusia to zrobi. Nie odkurzy mieszkania, bo mamusia to
      zrobi. Prania też nie, bo mamusia to zrobi. Do garów się nie tknie,
      bo mamusia to zrobi. Potrafił tylko obsługiwać mikrofalówkę w celu
      odgrzania porcji, przygotowanej przez mamusię. Jeśli chodzi o mycie
      okien...on to zrobi, ale mamusia mu zapłaci za każde umyte okno...
      ja wiem, że trudno w to uwierzyć, ale przeżyłam to na własnej
      skórze. Porażka i tyle.
      • oldbay Re: Synek mamusi. 27.01.09, 19:42
        > Jeśli chodzi o mycie
        > okien...on to zrobi, ale mamusia mu zapłaci za każde umyte okno...

        OOOjesssu SZOK. Powaliło mnie na wznak, pomocy!

        -
        oldbay
    • sunimica Skrajny przypadek 27.01.09, 12:26
      10 rocznica ślubu. Nawet tego dnia musi się spotkać z mamą!
      "To przecież tylko pół godziny..."
      • bura-tino Re: Skrajny przypadek 27.01.09, 12:47
        Znam takiego synka mamusi. Ożenił się dość późno, bo mamusi
        zachciało się dziecka, a że sama już była za stara, to tę rolę miał
        spełnić wnuk. I spełnia. Synowa została praktycznie
        ubezwłasnowolniona, swoją rolę wypełniła i do niczego więcej nie
        jest w tej rodzinie potrzebna. Szkoda mi jej, bo to bardzo dobra
        kobieta, tylko miała nieszczeście zakochać się w takim dupku.
    • jurek.powiatowy Re: Synek mamusi. 27.01.09, 13:15
      Ale oso chozi? To źle jeżeli mężczyzna kocha swoją matkę? Spójrzcie na to tak: W
      taki sposób w jaki mężczyzna odnosi się do swojej matki, w taki sam sposób
      będzie odnosił się do swojej ewentualnej kobiety. Skoro mamusię kocha nad życiem
      to i swoją kobietę również. Najważniejsze to nie przeszkadzać w miłości do
      własnej rodzicielki a zobaczycie, będzie nosił Was na rękach.
      • jacek226315 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 13:19
        jurek.powiatow
        pierdoly opowiadasz,wszystko w miare nalezy.
      • animka25 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 13:25
        Mój przypadek: byłam z nim prawie rok, on - 29 lat...

        Padłam, kiedy się pochwalił, że mamusia umyła mu samochód....
        Kielich przepełnił tekst, kiedy mama pytała go, czy obrac mu
        pomarańczę (tak, tak on nie lubił sam obierać), a on wypalił "nie
        trezba, E. mi obierze".
        Oczywiście nie zrozumiał mojego wzburzenia, w jego mniemaniu to było
        dla mnie ogromne wyróżnienie:)
        • czarnatokot Re: Synek mamusi. 27.01.09, 13:40
          kurcze nie przypominajcie mi nawet że takie typy istnieją.. byłam z
          jednym ok. roku!!!
          mamunia mieszkała 300 km od niego, ale co tydzień: dostawa świezych
          ważyw i owoców z ryneczka (już nie wspomnę że przy okazji co tydzień
          były odwiedziny!!) zabieranie/ przywożenie prania (uprasoowane
          koszulki, skarpetki złożone w kostke) pomijam już ze dupek miał
          pralkę... mogłabym tak wyliczać bez końca.. ale na szczeście mnie to
          już nie dotyczy :) Kobiety nie można dać się ubezwłasnowolnić!!
          • ferdi26 Re: Synek mamusi. Bez komentarza. 27.01.09, 15:47
            Hehe- ja jestem od siedmiu lat z kimś w związku...bez ślubu oczywiście, bo chyba
            tylko jego mama jest godna welonu, a on ma wieelkie problemy z podejmowaniem
            decyzji...w każdym razie- mama urządziła mieszkanie, kupiła czajnik, kieliszki,
            ręczniczki, talerze, ubranko, itd. itp. Im droższe, tym lepsze, żeby ludzie
            widzieli "status"....A ja jestem tylko "tą obcą". Ona mieszka w innym mieście,
            ale na wizytację (i zakupy) wpada co tydzień. Pewnie już dawno bym nie
            wytrzymała, gdyby nie to, że po wielu drastycznych przejściach....cóż....
            zaczęło mi to "zwisać"- i teraz zachowuję się wobec niego...no co najmniej źle i
            egoistycznie...wykorzystuję go w jakimś tam stopniu, bo się w pełni
            "odangażowałam" emocjonalnie. Pewnie jestem pijawką. Ale słowo daję, paranoja
            rodzinna sięga tak głęboko, że laskę mamusia też pewnie lepiej robi...
            • wanilinowa Re: Synek mamusi. Bez komentarza. 27.01.09, 19:46
              a jednak Ci się to podoba
              • ferdi26 Re: Synek mamusi. Bez komentarza. 28.01.09, 08:44
                Nie, nie podoba mi się to wcale. Kiedyś byłam romantyczką. Ale teraz
                jestem realistką- to przychodzi z wiekiem....mam poczucie
                tymczasowości całego rozwiązania. Ale kto by nie miał ? Tyle że w
                pojedynkę jest trudniej niż razem. Nawet jeśli obie strony mają
                świetną pracę i wykształcenie...więc cóż...trwam.
      • ideefiks ? 27.01.09, 13:30
        jurek.powiatowy napisał:
        > Skoro mamusię kocha nad życie to i swoją kobietę również.

        A co jeśli podmienimy "kocha" na "nienawidzi"?
        • jurek.powiatowy Re: ? 27.01.09, 13:51
          Rozumiem, że sugerujesz iż nieodcięta pępowina może być sygnałem tego, że dany
          mężczyzna w rzeczywistości nienawidzi swojej matki ale boi się to okazać, wiec
          jest jej posłuszny a całą nienawiść projektuje na swoje nowe kobiety?
          Owszem jest takie ryzyko. Ale to, że mężczyzna ma odciętą pępowinę wcale nie
          znaczy, że będzie lepszym mężem.
          Zazwyczaj w układzie gdzie istnieje silny związek matki z synem, jedynym
          wyjściem jest pełna akceptacja takiego stanu rzeczy. Jeżeli kobieta nie godzi
          się na taki układ, nie ma sensu angażować się w zwiazek, bo na postawione
          pytanie: Ja czy mamusia, odpowiedź zawsze będzie mamusia.
          Aczkolwiek zdarzają się typy o tzw. miłości bluszczowej. Czyli mężczyzna silnie
          przywiązuje sie tak do matki, jak i do swojej nowej kobiety.
          Stwierdzenie: Mój mąż ma nieodciętą pępowinę, jest olbrzymim uogólnieniem. Aby
          zorientować się czy faktycznie to jest nieodcięta pępowina czy może inny stan,
          potrzeba nieco więcej przesłanek.
          • yogini1 jurek.powiatowy___chrzanisz jak ciota.... 27.01.09, 16:20
            Usiądź wygodnie i spójrz na tego osobnika, który ostatnio usłyszał od swojej partnerki..." chciałeś panią to rób na nią..."
            m.onet.pl/_m/9ce564f5a3e48495643662b025f1cc0e,14,1.jpg
            a teraz ma dylemat.......czy wrócić do mamusi, czy nie... ;)
            Czy nie poznajesz siebie w tym "obliczu"...:)
            • zielo-nooka ech 27.01.09, 16:53
              yogini1, ktoś Cię skrzywdził w dzieciństwie?
              • yogini1 Re: ech 27.01.09, 22:45
                zielo-nooka napisała:

                > yogini1, ktoś Cię skrzywdził w dzieciństwie?
                ___________________________

                Tak !!!...dlatego Wasze wywody-rozważania , które opisujecie a jurek.powiatowy pisze maminsynkowe bzdety i rozwodzi się nad ilością przesłanek, które pozwolą stwierdzić faktyczne odcięcie od pępowiny po prostu mnie śmieszą.
                Srutu - tutu kupa drutu...każda z Was, nawet jeżeli będzie z facetem niezależnym od mamusi stanie przed takim samym dylematem jak urodzi i będzie wychowywała własnego syna. Facet niezależny, będzie niezależny także od Was i na kim skupicie swoją uwagę i miłość ????...hehehe...
                Jeżeli taki gość o którym marzycie potrafił odciąć pępowinę od swojej matki to nigdy go nie uwiążecie na swojej ...na Waszej będzie syn, jeżeli któraś go urodzi.
                Pytasz czy ktoś mnie skrzywdził w dzieciństwie...odpowiadam TAK...tylko ja, nie zdając sobie wtedy jeszcze sprawy z zależności od swojej rodzicielki...odciąłem tą pępowinę jednym cięciem. Po latach zrozumiałem ,że to rosło wraz ze mną jak wrzód ,który w odpowiednim momencie pękł. Mając tego ŚWIADOMOŚĆ , moje dzieci - syn i córka ,które już dawno przekroczyły próg dorosłości nie musiały zastanawiać się nad odcinaniem pępowiny. Wspólnie z żoną, świadomie umożliwiliśmy im to, wiedząc jakie szkody może przynieść "wiązanie" ich na siłę przy sobie. A ja po wielu, wielu latach mogłem uwolnić się z ciężaru, mówiąc swojej matce ...prosto w oczy ,że popełniła błąd sądząc ,że miłość matczyna zastąpi wszelkie inne. To jest bolesne , ale nawet matka nie jest naszym "właścicielem"...o czym miłe Panie pamiętajcie gdy Wasze dzieci dorosną a zwłaszcza gdy to będzie syn.
                • gadu_gadu_do_obiadu Re: ech 27.01.09, 22:56
                  No i taki powinien byc!! Dzieci powinno sie wychowywac na niezalezne
                  istoty, niezalezne i zaradne w zyciu, a nie nieszczesliwe pierdoly
                  ktore sie mamusi i tatusia sluchaja. A rodzice sa od tego aby
                  wspierac swoje dzieci w ich ( dzieci ) wyborach!

                  I jak jakas pie... (syn czy corka) nie potrafia se uniezaleznic,
                  to jest ich sprawa. Ale powinni byc bardzo szczerzy w stosunku do
                  partnera i od razu okreslic ze beda robic tak jak mamusia czy tatus
                  zarzadza.
                  Nie znaczy to ze sie rodzicow nie mozna poradzic, ale to ma wyjsc od
                  syna czy corki, a nie od mamusi/tatusia ktorzy chca wszystkim
                  kierowac.


                  yogini1 napisał:

                  każda z Was, nawet jeżeli będzie z facetem niezależny
                  > m od mamusi stanie przed takim samym dylematem jak urodzi i będzie
                  wychowywała
                  > własnego syna. Facet niezależny, będzie niezależny także od Was i
                  na kim skupic
                  > ie swoją uwagę i miłość ????...hehehe...
                • zielo-nooka Re: ech 28.01.09, 00:17
                  Mówisz yogini o swoich doświadczeniach. Jak możesz komuś doradzać, projektując
                  swoje złe doświadczenia. To tak jakby zgwałcona kobieta, w której ciągle drzemią
                  złe emocje doradzała jako seksuolog.
                  Wygadałeś się tu na forum, zrobiło Ci się lepiej i bardzo dobrze. Przynajmniej
                  jakąś korzyść miałeś, bo my z Twojego bełkotu żadnej.
                  • yogini1 Re: ech 28.01.09, 01:05
                    zielo-nooka napisała:

                    > Mówisz yogini o swoich doświadczeniach. Jak możesz komuś doradzać, projektując
                    > swoje złe doświadczenia. To tak jakby zgwałcona kobieta, w której ciągle drzemi
                    > ą
                    > złe emocje doradzała jako seksuolog.
                    > Wygadałeś się tu na forum, zrobiło Ci się lepiej i bardzo dobrze. Przynajmniej
                    > jakąś korzyść miałeś, bo my z Twojego bełkotu żadnej.
                    _____________________

                    Jeżeli uważasz to co napisałem za "złą projekcję" i doradzanie komukolwiek w złej intencji to jesteś w błędzie albo nie rozumiesz słowa pisanego.
                    Śmieszą mnie wasze dywagacje : co jest lepsze... facet maminsynek czy niezależny gość, któremu nie wskoczycie na plecy a swoją miłość tak czy inaczej później "przelejecie" na synka.....robiąc z niego maminsynka...:)
                    O czym Wy się rozpisujecie ...czy o dobrych doświadczeniach ????? bo z tego co czytam to każdy napotkany przez Was gostek okazywał się syneczkiem mamusi. Czy to przypadek, czy po prostu takiego same poszukujecie bojąc się facetów którzy maję trochę silniejsze karczycha, których nie byłybyście w stanie okiełznać. Szukacie zwykłych pantofli...a nuż się uda przeistoczyć maminsynka w "pantofelka". No i co z tego wychodzi...GUCIO....rozczarowanie i frustracja, bo miłość mamusi potrafi "zabić" każdą inną miłość. Wiem ,że uderzyłem w strunę która rezonuje w Tobie odruch obronny...ale moje doświadczenia życiowe według własnej oceny nie są aż tak złe w porównaniu z tymi ,które czytam na tym forum. Pisząc tutaj ani mi się nie zrobiło lżej ani lepiej ...ponieważ mnie to "dynda" a że żal mi takich gąsek jak Ty to pozwoliłem sobie trochę po bełkotać na tym forum :)))
                    • kocia_noga Re: ech 28.01.09, 13:24
                      yogini1 napisał:

                      co jest lepsze... facet maminsynek czy niezależ
                      > ny gość, któremu nie wskoczycie na plecy

                      Jest dokładnie tak, jak pisze zielono-oka. Masz złe doświadczenia i
                      bardzo mało refleksji.Nie rozumiesz tej dyskusji, bo widzisz świat
                      jako pole walki - kto kogo.To niedojrzałe.
                      Oprócz takiego układu istnieją też związki pomiędzy ludźmi
                      dorosłymi, polegające w największej części na współdziałaniu i
                      porozumieniu.Poza tym związki ewoluują i można nad nimi pracować ze
                      skutkiem.
    • joanna182-0 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 13:27
      tak może. Kloeżanka ze studiów 2 tygodnie przed ślubem odwołała go.
      • 66murka Re: Synek mamusi. 27.01.09, 14:26
        Mój przykład, byłam młoda i głupia, ale na szczęście nie aż tak,
        skoro już nie jesteśmy razem.

        1. Randka nr 2 -
        On -'Czas się ustatkować'
        Ja - 'A ile masz lat? 26?'
        On - 'Mama powiewiedziała że już czas, ile chcesz mieć dzieci?'

        Dziwne że na tym nie skończyłam znajomości... więc:

        Aktywność domowa - raz na miesiąc kupno zgrzewki wody/mleka plus
        koniecznie Coca-Coli, wyniesienie śmieci co drugi dzień ( na zmianę
        z bratem).
        Kompletna niesamodzielność życiowa, zero planów, pomysłów, tylko -
        rodzina, ślub, dzieci -BO MAMA POWIEDZIAŁA.

        Cokolwiek ugotowałam - jeden komentarz - Mama robi lepsze (
        zrezygnowałam po 4 takiej reakcji)

        Wizyta świąteczna - pytanie mamusi 'Pieczesz?' moja odp "NIE'. Ale
        chyba mnie lubiła.

        Koleś wydoroślał po naszym rozstaniu, wyjechał do UK, i tam wreszcie
        nauczył się - prać, zmywać, gotować a nie tylko podgrzewać zimną
        pizzę. Wreszcie trochę wydoroślał, dzięki czemu jestem w stanie
        spotkać się z nim na kawie raz na rok i posłuchać jak to Mama mu
        przypomina, że nie ma rodziny i dzieci i jeszcze mieszka tak daleko
        (!!)
        pozdr
        • kocia_noga Re: Synek mamusi. 27.01.09, 15:51
          To i ja dorzucę. Mieliśmy taką paczkę znajomych - wszyscy po
          dwadzieściakilka, on 46, ale nam nie przeszkadzało.Raz za jego
          plecami obgadaliśmy jego wady - która nas wpieprza, a która śmieszy
          i tyle. Poza tym fajny gość, wartościowy jako człowiek itepe.
          Pewnego razu jego matka spytała mnie, a właściwie oznajmiła mi, że
          może bym za niego wyszła.Na moje zdziwione spojrzenie wytłumaczyła,
          że juz nie może się tak bardzo schylać, kręgosłup ją boli i podłogi
          nie sa dobrze wypastowane. Miała wtedy po siedemdziesiątce.
          Byłam trochę urażona, bo okazało się,że wcześniej już rozmawiała o
          tym z pozostałymi dziewczynami z paczki :)
          Nie wiem, co z nim dalej się działo, matka zmarła kilka lat potem,
          paczka się rozpadła i nie wiem, kto mu pastuje podłogi (oraz gotuje,
          pierze, prasuje...)
        • wen_yinlu Re: Synek mamusi. 27.01.09, 17:30
          Mnie to nawet jegomość wypytał słodko: "a co mi będziesz gotować? Rosołek umiesz
          dobry?". Nie wiem które to było pytanie, ale coś koło czwartego, na pierwszej
          randce.
          Natomiast znałam osobiście księdza maminsynka, któremu mama ulubioną kaszę i
          ogórkową znosiła kiedy się dało i nawet wziął ją (mamę) na wyjazd w góry, żeby
          nie musieć znosić kuchni w pensjonacie. W ogóle zachowywał się przy niej jak
          mały pudelek, obskakiwał, jakby miał ogon to by merdał nim z prędkością śmigła
          helikoptera :) Zabawny gość, na szczęście innych kobiet wokół niego nie było,
          które musiałyby znosić ciężki i nadmiernie czuły wzrok mamy :D
          A podopieczne dzieciaki z oazy miały ubaw po pachy.
    • nessuno Re: Synek mamusi. 27.01.09, 18:27
      Po wnikliwej lekturze wszystkich wpisów stwierdzić mogę jedno.Zaledwie
      kilkanaście,to wartościowe wypowiedzi,reszta to jadowity bełkot.Bez urazy Drogie
      Panie.Matka,to matka a żona to zona.W życiu musi być miejsce i dla jednej i dla
      drugiej,oczywiście w wyważonych proporcjach.I jeszcze jedno,Wy też będziecie
      teściowymi.
      • cus27 Re: Synek mamusi. 27.01.09, 18:36
        Nessuno,bardzo madra wypowiedz!Dodam jeszcze,jest matka
        meszczyzny,ktorego moze... kochacie!
        • gadu_gadu_do_obiadu Re: Synek mamusi. 27.01.09, 19:41
          Oczywiscie, jest miejsce dla matki, i jest miejsce dla zony.
          Jesli mezczyzna jest dojrzaly emocjonalnie to bedzie umial okreslic
          bardzo wyrazne granice miedzy tymi dwiema rolami. Powinien tez taki
          mezczyzna byc uczciwy wobec zony i otwarcie powiedziec jak sobie
          wyobraza swoje zycie.

          Jesli chodzi o maminsynkow - tak istnieja, i bardzo rudno z taka
          osoba stworzyc zwiazek. I nie jest to wina matki. Jest to wina tego
          doroslego przeciez mezczyzny ktory nie potrafi ( lub tez nie chce)
          byc dorosly i okreslic tych granic.

          Bo taki mezczyzna bedzie sie zachowywal w swoim zwiaku jak maly
          chlopczyk. a nawet jesli sie nie zachowuje tak wobec zony, a
          zachowuje jak maly chlopczyk wobec matki, to i tak straci szacunek
          zony. Bo szacunek ma sie taki jak sie zachowuje. Trudno kogos
          traktowac 'dorosle' jesli sie zachowuje jak dziecko ( nawet jesli
          jest to z milosci do mamy).

          Ja mialam przyjemnosc znac takiego troche maminsynka - nie pomagaly
          otwarte rozmowy, dyskusje. Zaczelam wiec zachowywac sie dokladnie
          tak jako on. Tylko ze wtedy to juz nie bylo w podrzadku:) No bo jak
          to ja z mama ustalam plany????. Ja sie mojego tatusia pytam? Mam mi
          mowi zeby sie zajac moim bratem i ja to wykonuje??No tak byc nie
          moze! A ja na to ze ja mam bardzo dobre relacje z tata i on mnie
          wszedzie bedzie wozil bo i czemu czemu nie, przeciez jest moim
          tata?:). Znajomosc sie szybko skonczyla, facet zostal z mamusia i
          bratem, a na koniec zostal sam, bo brat zalozyl swja rodzine i
          zajmuje sie (slusznie) swoim zyciem, a mama nadal 'dyryguje' a syn
          aby nie stracic mamusinej milosci wykonuje plan mamy. Mama ma meza
          ale jej z nim nie wyszlo wiec usilnie probowala sobie synow ustawic
          na partnerow. A ze ma trzech, i dwaj z nich sie sprzeciwili, to
          trzeci musial sie poddac:)
          Dwaj bracia ( i siostra) ktorzy postanowili jednak sie mamie
          sprzeciwic, odpowiedziec jak trzeba, poklócic sie, poroznic sie z
          mama sa szczesliwi, maja rodziny, dzieci w drodze.
          A trzeci syn usilnie przy mamie.

          • madai Re: Synek mamusi. 27.01.09, 20:24
            Prawie zawsze mialam faceta-synusia mamusi. Tragedia. Teraz na
            szczescie juz tak nie jest.
            Pierwszy facet, duzo starszy ode mnie, byl egoistyczna swinia, ktora
            nawet nie chciala podzielic sie ze mna mandarynka, tylko wolala
            wpieprzac ja po katach tak, abym nie widziala. do tego mamunia
            bronila go w kazdej naszej klotni, nigdy nie widziala jego winy.
            Drugi facet kochal swoja mame, ktora byla jego guru i do ktorej
            ciagle mnie porownywal. Mialam gotowac tak jak jego mamusia, bo
            mamusia najlepsza. Na szczescie mialam z nia bardzo dobre relacje, o
            dziwo sie bardzo lubilysmy.
            Trzeci facet i jego mama - ostra, zimna suka. Patrzyla na mnie z
            gory, bo przeciez ja takie nic, mlode - synus starszy ode mnie byl 5
            lat - oni z wyksztalconej rodziny, nie to co ja i moja rodzina -
            zadni lekarze czy prawnicy. bardzo sie nie lubilysmy, bylo czuc
            dystans, a synus kochal mame i niestety mnie zostawil, bo mamie nie
            pasowalam, bo nie zachowywalam sie wg ich kanonow, tylko bylam
            usmiechnieta, energiczna dziewczyna z szalonego pozytywnie domu.
    • 1-pytam Re: Synek mamusi. 27.01.09, 23:55
      Dziewczyny, stanowczo przesadzacie. To, że chłopak mieszka z rodzicami to moim
      zdaniem normalna sprawa. Mówię to wg. siebie, mieszkam z rodzicami w niedawno
      wybudowanym, dużym domu pod miastem, i za nic nie przeprowadziłbym się do
      jakiejś klitki w bloku, płacąc za nią 2.000-3.000zł na miesiąc, żeby tylko
      udowodnić lasce jaki jestem samodzielny i nie mieszkam z mamusiom. Znam lepsze
      sposoby na wydanie tej kasy, wypady na weekendy lub co roku zmienić auto.

      Druga sprawa... To że mama wykonuje prace domowe, gotuje itp. To jest kwestia
      indywidualna dla każdej rodziny. Są rodziny, gdzie kobieta (matka) nie kiwnie
      palcem, od najmłodszych lat wszystko w domu robią dzieci, a są rodziny gdzie
      kobieta nie pracuje, zajmuje się domem i prawie wszystko jest na jej głowie.
      Skoro mama gotuje obiad przecież nie będę gotował w kuchni na piętrze drugiego,
      żeby udowodnić że też umiem.

      I trzecia sprawa, mieszkanie z teściami. Jeśli chłopak (jego rodzice) mają duży
      dom, jest możliwość zapewnienia dobrych warunków obu rodzinom, uzgodnienia
      pewnych spraw itp to w czym problem? Nie mówię, o mieszkaniu z teściami na 30m2.
      Natomiast wg. mnie dużym upokorzeniem dla chłopaka jest mieszkanie u rodziców
      dziewczyny, źle to świadczy o nim, o jego zaradności.
      • skowronek107 Re: Synek mamusi. 28.01.09, 00:17
        Masz racje. 'Maminsynkowanie' to postawa emocjonalna/psychologiczna.
        Facet czy mieszka czy nie mieszka z rodzicami, to zachowuje sie jak
        maly chlopczyk ktory troche bez mamy sie czuje niezbyt pewnie w
        zyciu. Mieszkanie z rodzicami nie oznacza ze jestes maminsynkiem. Bo
        mieszkasz ale Ty zajmujesz sie swoimi sprawami, a nie mama, 'no bo
        przeciez ona tak chce a nie ma co robic to dlaczego nie'. Chodzi
        glownie o to zeby to wychodzilo od ciebie ( ty kierujesz swoim
        zyciem) i ty np prosisz mame aby zalatwila ci to i to.
        A nie zeby mama ci mowila co masz zalatwic, albo co gorsza za ciebie
        to zalatwiala.
        Mieszkanie daleko wcale nie znaczy ze nie jestes maminsynkiem.

        Byla kiedys niania w pewnej rodzinie, 23-letni chlopak ie mieszkal w
        domu z rodzicami, ale mama ciagle umawiala mu wizyty u doktora. No
        bo on sam to zapomni, a przeciez ona ma czas to czemu nie:) Inny
        przypadek bardziej drastyczny ( facet nie mieszka w domu z
        rodzicami) - mama chodzila z nim do lekarza i wchodzila do GABINETU
        ( rozumiem ze chce isc, ale niech czeka w poczekalni). Zastanawiam
        sie czy to ona lekarzowi tlumaczyla co synowi jest, czy syn mowil.
        Przeciez to osmieszajce. Dla tego faceta ktory nie umie powiedziec
        NIE, bo to juz jest przesada zeby pozwolic matce chodzic na rutynowe
        badania do lekarza. Syn tlumaczyl ze 'jesli mamie to sprawia
        przyjemnosc to czemu nie'. W sumie mozna i tak.
      • ascolto Re: Synek mamusi. 28.01.09, 04:33
        Przyznam, że nie rozumiem jaka jest różnica pomiędzy mieszkaniem z własnymi rodzicami a mieszkaniem z rodzicami dziewczyny? Mieszkanie z rodzicami dziewczyny (choćby mieli 300-metrowy dom pod lasem) jest upokarzające, bo świadczy o niezaradności chłopaka? Jak rozumiem, mieszkanie z własnymi rodzicami świadczy (przez kontrast) o jego zaradności?
        A sama kwestia mieszkania wspólnego lub nie: rodziny wielopokoleniowe, mieszkanie z rodzcami nie są w mojej ocenie najgorszymi opcjami, POD WARUNKIEM że wszystkie osoby mieszkające pod jednym dachem wezmą za to wspólne życie odpowiedzialność - finansową, dotyczącą podziału obowiązków i gotowości do dojrzałych rozmów i kompromisów.
        • 1-pytam Re: Synek mamusi. 28.01.09, 19:45
          > Jak rozumiem, mieszkanie z własnymi rodzicami świadczy (prze
          > z kontrast) o jego zaradności?

          Nie, nie, nie... wyrywasz zdanie z kontekstu i dorabiasz swoją teorię.

          To o mieszkaniu z rodzicami chłopaka i dziewczyny piszę jak wg. mnie to wygląda.
          Wg. mnie to głównie chłopak powinien zadbać o rodzinę od strony materialnej,
          mieszkaniowej itp. I sądząc wg. siebie, jeśli mieszkam w domu z rodzicami nie
          oznacza to, że dom jest tylko dziełem rodziców. Również włożyłem w niego sporo
          pracy, częściowo wykończyłem, zadbałem o podwórko itp. Jest to nasz wspólny dom,
          więc żona, jeśli w nim zamieszka nie powinna odnosić wrażenia, że mieszka u
          teściów.
          Nie uważam też za coś złego, jeśli małżeństwo mieszka w domu rodziców
          dziewczyny, jeśli są ku temu dobre warunki. Zawsze to lepsze wyjście, niż z
          dziećmi w jakiejś kawalerce. Ale dla mnie, jako dla chłopaka byłoby to nieco
          poniżające. Piszę to tylko jak ja to widzę, nie uznaję tego za jedyny słuszny
          punkt widzenia.
    • katgraf Re: Synek mamusi. 28.01.09, 09:25
      Objawy są charakterystyczne. Syn jest zawsze uległy wobec matki.
      Robi to co ona mu mówi. Na otaczającą rzeczywistość patrzy jej
      oczami. Tylko z jej zdaniem się liczy. Ten facet po prostu nigdy się
      nie ''odpępnił''. Osobiście znam przypadek, że rozwiódł się bo tak
      chciała jego matka. Taki facet nigdy nie stanie w obronie swojej
      żony czy dziewczyny gdy atakuje ją matka. Taki przykład też znam z
      autopsji. Często też synkowie mamusi robią to co ona im każe
      ponieważ liczą na konkretne korzyści płynące z tej wiernopoddańczej
      uległości. Czasami robią tak gdy matka jest poważnie chora. Wtedy
      matki szantażują całe otoczenie swą chorobą.
      Jedno jest pewne, jeśli Twój facet zachowuje się wobec matki tak jak
      opisałem to jak długo żyć będzie jego ''mamunia'' tak długo będziesz
      na drugim planie. Nie ma gorszego rokowania jak to, że twój man nie
      staje w twojej obronie gdy ''atakuje'' Cię jego matka.
      • cus27 Re: Synek mamusi. 29.01.09, 05:51
        -A,moj M."postawil sie "w mojej obronie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka