Dodaj do ulubionych

Pojechać do tego całego Nowego Jorku?

02.02.09, 09:37
Witajcie,
mój narzeczony zafundował mi ostatnio przepastny temat do rozmyślań, niestety
na końcu tego rozmyślania musi znaleźć się decyzja. Sprawa w skrócie wygląda
następująco - dostał ofertę stażu w Nowym Jorku. I ja mam jechać razem z nim.
No dobrze, może bardziej szczegółowo :) jesteśmy razem 8 lat. Ja kończę studia
i dorabiam sobie na zlecenia, niezbyt często, ale jak już, to są to większe
kwoty, więc nie jestem przynajmniej całkowicie na jego utrzymaniu. Mieszkamy
razem od ponad 2 lat. Narzeczony pracuje od dawna, kończy jeszcze studia
zaocznie. Propozycja którą dostał jest z gatunku tych "nie do odrzucenia",
przynajmniej jeśli chodzi o jego karierę. Nie chodzi tylko o pieniądze, bo
tutaj też zarabia nieźle (kwota która mu tam krzyknęli jest hmm...duża.
kusząca, na warunki amerykańskie także, mimo że to ma być początkowo tylko
staż), oprócz materialnej kwestii, z pewnością bardzo by go to rozwinęło,
miejsce w którym ma pracować jest prestiżowe, taki wpis w cv to pewna
przepustka wszędzie w jego fachu. To tak patrząc od jego strony. Bo z mojej...
jak się łatwo domyślić mniej fantastycznie. Bo cóż ja tam mogę robić (poza
cieszeniem się urokami). Będę całkowicie zdana na jego zarobki (na szczęście
to ten typ który nie wypomina zjedzonej bułki i właściwie tak obserwując jego
zachowanie to by go to bardzo cieszyło, takie pełne utrzymanie mojej osoby).
Pytanie czy ja bym się z tym czuła równie uroczo, jak do tej pory jednak mimo
mega angażujących studiów, większość wydatków za swoją osobę pokrywałam sama.
Mieć wyrzuty sumienia w ogóle? może to w sumie norma, skoro ja bym poświęcała
półtora roku ze swojego życiorysu, sama nie wiem. Mam straszliwie mieszane
uczucia. Z jednej strony - wiadomo, chcę dla niego jak najlepiej, a to jest
bezsprzecznie szansa jedna na milion. Z drugiej, musiałabym zostawić rodziców,
przyjaciół, ostatni rok studiów przełożyć na później, zostawić moje całkiem
intratne zlecenia. Decyzja musi zapaść do końca lutego. Czasu jak widać mam
przerażająco mało. Narzeczony oczywiście twierdzi że beze mnie nie pojedzie,
ale widzę przecież że chodzi w chmurach od czasu tej propozycji, nie mam
sumienia mu odbierać takiej szansy. Tak sobie myślę, a może to nie jest jakiś
totalny kosmos się tam urządzić tymczasowo? Może ktoś tam był dłużej, albo się
orientuje, czy zapisanie się tam na jakieś kursy, szkolenia, to jest możliwe w
ogóle dla Polaka? domyślam się że mój dyplom nie będzie honorowany, więc
raczej praca nie wchodzi w grę, nawet jakbym uzyskała odpowiednie pozwolenie?
Czy któraś z Was poświęciła w ten sposób trochę siebie? wspólne życie to
jakieś tam pasmo poświęceń z jednej i drugiej strony, ale to jest dość
drastyczne, musiałabym kompletnie zawiesić rozwój swojej osoby na jakiś czas.
Chociaż może źle na to patrzę i zyskałabym sporo ciekawych doświadczeń...
Najbardziej liczę na to że ktoś kto był lub jest w podobnej sytuacji podpowie
mi, jak to jest, tak nagle rzucić się w zupełnie inny świat? nigdy nie byłam w
stanach, mój narzeczony czasem jeździ służbowo więc wie jak to wszystko
wygląda, dla mnie to zupełnie czarna dziura, tyle co w filmach :) Może ktoś
konkretnie się orientuje, co mogłabym zrobić żeby ten czas nie był do końca
stracony? Jestem minimalnie bardziej skłonna do wyjazdu niż pozostania na
miejscu, ale wciąż się waham. Znajomi już nie mogę mnie słuchać (zresztą nie
otrzymałam innych odpowiedzi niż "jedź głupia to przecież nowy jork" albo
"musisz sama zadecydować"), może ktoś obcy mi doradzi konkretniej. Ależ się
rozpisałam, proszę mi wybaczyć, ale targa mną strasznie :)
Obserwuj wątek
    • happy_time Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 09:49
      Kończysz studia czyli ile jeszcze Ci zostalo? Może dojedziesz do
      niego jak skonczysz? Poza tym dlaczego asz być tam na jego
      utrzymaniu? Tam też możesz pracować. No zależy jeszcze co studiujesz
      i czy znasz angielski w stopniu przynajmniej komunikatywnym.
      • mandolinka.bramborova Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 10:06
        No zależy jeszcze co studiujesz
        > i czy znasz angielski w stopniu przynajmniej komunikatywnym.
        >

        a jak nie znasz, to się przejedziesz na Greenpoint i tam poszukasz,
        u Polaków. zresztą taki pobyt to niepowtarzalna szansa, żeby języka
        się świetnie nauczyć.

        nie napisałaś, kiedy on wyjeżdża, ale też jestem za tym, żebyś
        skończyła studia, następnie zapłąciła za suplement w języku
        angielskim i wio, za nim. wchodzi w ogóle w grę taka opcja, że Ty
        dojeżdżasz do neigo?

        a i w jakiej branży działasz? bo nie umiem sobie wyobrazić takiej, z
        którą kompletnie nic by się nie dało zrobić w USA, na pewno
        znajdziesz zajęcie - jak nie w swojej, to pokrewnej!

        a jeśli naprawdę będziesz miała pecha, to kup tam sobie aparat i rób
        zdjęcia - co ja bym dała za możliwość porobienia zdjęć Nowemu
        Jorkowi... ;)
        • tygrysio_misio Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:52
          albo u hindusow, ktorzy sami jezyk amerykanski znaja slabo ;]
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 10:05
      Z tego co rozumiem będzie miał w NY ciekawą pracę, z perspektywami, czyli jak
      rozumiem nie będziecie żyć wśród "imigrant workers" tylko w ciekawszym
      towarzystwie. Jeżeli dobrze umiesz mówić po angielsku(co jest dla mnie warunkiem
      niezbędnym - nigdy nie przeniósł bym sie do kraju w którym mógłbym swobodnie
      porozmawiać tylko z osobą z którą wyjechałem) to studiami i utrzymaniem bym sie
      nie przejmował - zarówno studia jak i pracę możesz kontynuować w NY. Jedynym
      argumentem przeciw jest Twój stosunek do rodziny, znajomych, okolicy. Jeśli
      czujesz że mogłabyś to na jakiś czas zostawić to czemu nie spróbować, co innego
      jeśli czujesz że cały czas będziesz się tam męczyła.
    • vandikia jechać /nt 02.02.09, 10:35

    • arbuzunia jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 10:42
      Skoro kończysz studia to czy nie możesz ich skończyć i dojechać do niego?

      Nie rozumiem dlaczego miałabyś nie pracować tam, czy nie mówisz po angielsku?

      Zazdroszcze ci takiej okazji :)
      • landida Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 10:51
        Niestety, jak na dzień dzisiejszy do końca studiów zostało mi 1,5 roku. Praca
        tam miałaby się zacząć od kwietnia, czyli kompletnie w środku semestru. Tak jak
        mówicie jeśli bym się przenosiła, to pewnie po czerwcowej sesji, czyli przez
        chwilę musiałby być tam sam, ja bym dojechała w lipcu. Jak bym zaczekała tutaj
        jeszcze jeden rok do skończenia studiów, to nie bardzo miałabym po co jechać po
        zostałoby 3 miesiące stażu :) więc raczej musiałabym ten ostatni rok sobie
        podarować. Jestem inżynierem, jeszcze nie magistrem, specjalizuje się w takiej
        bardziej artystycznej części, więc niestety bardzo ograniczone jest moje pole
        manewru, a nie sądzę żeby moje skromne dotychczasowe doświadczenie powaliło
        kogoś na kolana :) tak czy siak jeśli się zdecyduję, będę próbować, choć marnie
        widzę swoje szanse. A w pracy pt. kelnerka zupełnie się nie widzę i co więcej
        kompletnie się do niej nie nadaję :/ na początku studiów bawiłam się trochę w
        hostessowanie i byłam tragiczna, jestem niecierpliwa, ciągle spięta i generalnie
        aspołeczna, a co dopiero w obcym jednak języku :) w moim wypadu tylko praca
        samotnicza. Angielski na szczęście mam przyzwoity, tzn mam zrobiony CPE (cudem
        niemalże), ale mam ogromną blokadę na mówienie, pisanie czytanie nie jest żadnym
        problemem, za to kiedy mam się odezwać brakuje mi najprostszych form. Może by mi
        to pomogło się otworzyć, ale z drugiej boje się że utknę z zamknięta buzią i
        będę się wstydziła colę w sklepie kupić, a co dopiero zawierać jakieś bliższe
        znajomości. Myślę że bez jakiś większych żali mogłabym się przenieść, w końcu to
        tymczasowe, ale boję się panicznie że utkniemy tam na dłużej, ja się rozleniwię
        i odłożę swoje studia na święte nigdy, albo co gorsza nie da się tam ich
        kontynuować w ogóle i zostanę z ręką w nocniku, całkowicie zależna od męża.
        Zresztą na moje żartobliwe pytanie co ja tam będę robić, otrzymałam od
        narzeczonego odpowiedź że będę spędzać cale dnie na shoppingu :) (tak tak, wiem
        marzenie każdej kobiety), jednak jakoś tak bym wolała nieco ambitniej, a
        przynajmniej mieć jakieś perspektywy :) dzięki za odpowiedzi, utwierdzam się w
        przekonaniu że za wiele nie stracę, a może dużo zyskam, niestety moi bliscy
        nabierają wody w usta i każą samej się określać, więc pomagają wszelkie bardziej
        rozbudowane wypowiedzi :)
        • jj1978 Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:01
          jechac! to jedyna okazja zeby nauczyc sie zywego jezyka i przelamac strach przed
          mowieniem, w Polsce nigdy tego nie zrobisz jesli masz takie problemy. jak
          podszkolisz jezyk studia juz bedziesz mogla skonczyc tam:)
          polecam, zupelnie inne podejscie do studenta, nacisk na samodzielna prace itd -
          ja akurat koncze studia w UK ale w stanach jest jeszcze lepiej pod tym wzgledem
          podejrzewam. a pare godzin tygodniowo w prostej pracy (nawet kelnerka na
          poczatek) tylko pomoze - znam ludzi ktorzy tak dorabiaja studiujac PhD wiec to
          zadna ujma.
        • ironique Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:07
          a jak wygląda u Ciebie na studiach możliwość wzięcia dziekanki?
        • aeris Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:26
          jechac.

          a mozesz mi powiedziec jak sie zdaje CPE majac blokade do mowienia
          po angielsku?
          • landida Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:51
            Mówię że cudem :) do tej pory trwam w szoku. Reszta mnie podratowała, bo samo
            mówienie poszło mi raczej okropnie (choć i tak trafiły mi się tematy dość
            szczęśliwie, więc coś byłam w stanie skleić mimo chęci omdlenia i padnięcia na
            podłogę :)). Poza tym zależy kto ci się trafi jako partner, mój był jeszcze
            bardziej omdlewający niż ja, więc chyba na zasadzie porównania złego do gorszego
            zdałam :D
            tak mnie pozytywnie nastawiliście, że niemalże się doczekać nie mogę :)
            czyli mówicie że to jest całkiem możliwa kwestia, kontynuowanie studiów tam? bo
            rozważałam właśnie wzięcie dziekanki, ale jakby się udało wcisnąć na kontynuację
            tam, to chyba już zaczęłabym pakować walizki :)
            • aeris Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:56
              to tym bardziej jedz:) pozbedziesz sie blokady :) zwlaszcza majac
              mega solidne podstawy gramatyczne i zasob slownictwa:)
              i faktycznie, moze sproboj tam postudiowac??? szybko rozejrzyj sie
              za stypedniami:)
        • dotyk_wiatru Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 12:12
          Landi jedź! Odblokujesz się na 100% :)
          Jestem przekonana, że to nie będze dla Ciebie czas stracony, tylko
          uwierz w siebie...:)
          • mruff Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 20:35
            Moja przyjaciółka po pół roku znajomości wyszła za mąż,za Polaka
            pracującego w Hiszpanii
            i bez dwóch zdań pojechała do niego, i siedzi tam 1,5 roku, zajmuje
            się domem, a obecnie jest w ciąży i ponoć jest zadowolona z takiego
            wyboru

            Hmmm...nie masz tu wypasionej pracy, a magisterium możesz zrobić za
            jakiś czas

            też kiedyś wyjechałam :)wprawdzie nie do USA
            też zostawiłam znajomych,bliskich
            sielnakowo nie było ale poszerzyłam horyzonty wszelakie
            uwierzyłam w siebie
            zdobyłam doświadczenie
            świata trochę zobaczyłam

            więc warto było wyjechać :)

            a do Polski, do rodziny zawsze możesz spaść na 4 łapy :-)

            a facet chyba zdaje sobie sprawę,że będziesz początkowo na jego
            utrzymaniu
            • f.l.y Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 22:03
              jedź dziewczyno, odpocznij od polskiej dulszczyzny i zasciankowości, chamstwa i
              zawiści..

              poznaj uśmiechniętych i pomocnych ludzi, nie zwracających uwagi czy masz dwa
              takie same buty czy czerwono-fioletowe włosy..

              jedź i poznaj to miasto, jego szum, zapach i smak, do którego będziesz się
              powoli przyzwyczajać...

              pojedź choćby po to, aby stanąć w kilku nieosiągalnych dla wszystkich miejscach,
              spróbuj złapać amerykańską taksówkę z Hindusem kierowcą :) spójrz na panoramę
              miasta z tarasu widokowego na Empire State, zjedz bajgla i zostań zaskoczona
              ceną przy kasie albo z podatkiem albo wyprzedażową :)

              odwiedź Grand Central, dworzec którego nigdy w życiu się nie zapomina i Central
              Park, który przenosi w inną czasoprzestrzeń..

              choćby dla paru takich chwil warto przelecieć się te parę godzin samolotem :)

              dam wiarę, że będziesz chciała tam wracać....

              :)

        • pianazludzen Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 23:55
          perspektywy masz, tylko musisz uwierzyc w swoje sily. bo z twoich wpisow
          przebija sie przede wszystkim niewiara w siebie ("nie sądzę żeby moje skromne
          dotychczasowe doświadczenie powaliło kogoś na kolana", "marnie widzę swoje
          szanse", "mam zrobiony CPE (cudem niemalże)", ). moim zdaniem bariera jest
          glownie w twojej glowie. ktora z drugiej strony nietrudno zrozumiec, bo to
          naprawde duze wyzwanie. ale czemu nie potraktowac tego jako pracy nad soba? moze
          dzieki temu wyjazdowi oszlifujesz swoje umiejetnosci, ktore oceniasz teraz jako
          marne, np mowiony angielski, trening cierpliowsci itp. piszesz, ze wolalabys
          miec jakies perspektywy. moim zdaniem masz je ale sama je sobie ograniczasz.

          jedynym problemem moze byc moim zdaniem skonczenie studiow, bo faktycznie moze
          byc tak ze sie rozleniwisz i nie wrocisz juz do nich. ale zyjemy w dobie
          internetu i w pol godziny mozesz z niego sie dowiedziec, jakie mozliwosci
          ksztalcenia mialabys w nowym jorku;)

          ja osobiscie bym jechala, bo uwielbiam to miasto, ale ja to ja a decyzje za
          siebie musisz podjac ty, tak jak twoi bliscy mowia;) na zachete podaje linka do
          mojego bloga pisanego podczas mojego najlepszego urlopu w zyciu wlasnie w
          miescie, do ktorego jedzie twoj chlopak wnowymjorku.wordpress.com/ :)
      • agatazieba Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:22
        jak masz cpe, nawet cudem zrobione, to mówisz po angielsku lepiej niz niejeden amerykanin ;) blokadą na mówienie nie ma się co przejmować. znika najpóźniej po paru tygodniach. zwłaszcza u osób, które rozumieją, co inni do nich powiedzieli. z tej strony to zupełnie nie jest problem.
        • jj1978 Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:29
          porownywanie sie z mieszkancami slumsow moze i jest dobre dla samopoczucia ale
          chyba nie tedy droga;)
          • skara Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 11:49
            Jedź. W zasadzie nie masz nic do stracenia. Tytuł inżyniera już
            masz, czyli studia wyższe, więc nawet gdyby się okazało, że
            zostajecie tam na dłużej to w Polsce musiałabyś dostudiować magistra
            i tyle. Poczekanie do końca semestru jest rozsądne. A potem
            dziekanka i fruuuu.

            CPE i masz kłopoty z mowieniem? Matko, jak to możliwe?

            Tam możesz się zapisać na jakieś fajne kursy, a nawet podjąć studia.
            Poza tym pracę można znaleźć nawet w markecie na kasie, byle tylko
            mieć po co z domu wychodzić. Albo można psy komuś wyprowadzać. I
            aspołeczność nie będzie problemem.

            Skoro to szansa dla Twojego faceta to mu jej nie odbieraj. I
            potraktuj to też jako szansę dla Ciebie. Szansę na nowe
            doświadczenia, podszkolenie mowionego angielskiego, poznanie nowych
            ludzi, nauczenie się nowych rzeczy.

            Ja też kiedyś podjęłam decyzję o wyjeździe i na początku było
            ciężko, ale z czasem się człowiek przyzwyczaja.

          • agatazieba Re: jeśli mówisz po angielsku to jedź! 02.02.09, 13:03
            toteż dodałam ";)"
            poza tym nie raz i nie dwa słyszałam, że pięknie mówię po angielsku, pewnie siedzę tu już z 10 lat, a ja cae bym chyba nie zadała... no może cudem.
    • delayla weź dziekankę 02.02.09, 11:40
      i jedź :)
      A po powrocie dokończysz ten jeden rok, postaraj się dogadać z uczelnią, bo
      rzucanie teraz studiów NIE MA SENSU I NIE RÓB TEGO. Najwyżej przerwij.
      NY taki sobie, ale będziesz mogła zjeździć całe Stany, a to już ciekawe :D
    • hotally Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 11:55
      Jedź!!! NY to dla Mnie 2gie miesjce na ziemie gdzie mogłabym mieszkać :))))
      zazdroszczę :)
    • figgin1 Nie jedż! 02.02.09, 12:29
      Zwariowałaś? Zostawisz WSZYSTKO żeby wyjechać gdzieś z facetem? To byłaby bzdura
      nawet, gdyby chodziło o inne miasto, ale to drugi koniec świata!
      • ingeborg Re: Nie jedż! 02.02.09, 13:28
        figgin, zwariowałeś? kochana, jedź i nie martw się figgin tylko
        żartuje.
        • figgin1 Re: Nie jedż! 02.02.09, 22:45
          Cipciu, nie insynuuj mi żartów.
          • shics Re: Nie jedż! 02.02.09, 23:10
            pierwszy raz sie zgadzam z figginem, chyba trzeba isc na wodkie
    • poznanianka78 Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 13:54
      Byłam w NYC podczas Work&Travel. Byłam pod wielkim urokiem tego
      miasta. Jest to miejsce kosmopolityczne...każdy może poczuć się tam
      jak w domu.Amerykanie są osobami niezwykle sympatycznymi ( nie ważne
      że na pokaz) i nawet kiedy będziesz kaleczyć język angielski oni i
      tak pomogą Ci i będą się cieszyć, że się starasz. Uważam, że taki
      wyjazd to wspaniała okazja. Musisz tylko poczuć, że to nie tylko
      okazja dla twojego faceta ale także szansa dla Ciebie. Studia nie
      uciekną...zawsze można je skończyć później. Studia to zresztą nie
      wszystko...przekonasz się o tym kiedy zaczniesz szukać pracy ;-)
      Taki wyjazd to okazja na poznanie własnych możliwości i ograniczeń,
      poznanie "prawdziwego języka", poznanie ciekawego miejsca jakim
      niewątpliwie jest NYC. Istnieje wiele szkół językowych dla
      obcokrajowców w NYC...warto się zorientować już przed wyjazdem i
      wcześniej zobaczyć opinie o szkołach czy kursach. Istnieją także
      fora na których możesz poznać i pogadać z ludzmi z NYC oni mogą
      wiele Ci podpowiedzieć. Piszesz, że martwi Cię, że będziesz na
      utrzymaniu chłopaka...zawsze możesz podjąć jakąś pracę...choćby
      pilnowanie dzieci w rodzinie polskiej...lub wyprowadzanie psów albo
      poprostu zacząć się cieszyć, że masz tak fajnego chłopaka..dla
      którego kasa to nie problem (a uwierz mi,że to wielki plus)
      Możesz także czas spedzony w USA przeznaczyć na zadbanie o własną
      sylwetkę...tam jest całe multum basenów, lodowiska, parki,
      siłownie...Potraktuj ten wyjad jako przygodę i rozwój osobisty...w
      końcu wiadomo nie od dziś, że podróże kształcą.
      Wbrew pozorom Polska-USA to nie koniec świata...a bilety są
      tanie...okazyjnie można kupić i w razie gdy wyjad okaże się totalną
      porażką...spakować bagaże i wrócić do Polski. Życzę powodzenia i
      samych przemyślanych decyzji. :-)
      • jamesonwhiskey Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:28
        o kurka jak ty zniesiesz to poswiecenie
        potora roku pobytu w usa bez martwienia sie o utrzymanie jedynie cieszyc sie
        pobytem

        nie wiem jak ten ham i swinia moze wogole proponowac ci tak straszna rzecz ,
        rzuc go
        • landida Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 20:06
          Racja, rzucić, z kopniaka go :) i jeszcze opluć na drogę, niech wie że mam swoją
          godność :D nie no, fakt faktem, turystycznie wszystko fajnie, układ wygodny, a
          jakże, pewnie że się cieszę i najchętniej bym się poddała słodkiej egzystencji,
          ale jakiś taki mały złośliwy element mojego umysłu mówi, weź dziewczyno się
          zastanów czy nie wyjdziesz na tej całej frajdzie jak zabłocki na mydle. Właśnie,
          wizja brms pokrywa się mniej więcej z moją czarną wizją :|
          No właśnie nie dopisałam drobnego faktu - od końca czerwca już nie narzeczony
          ale mąż będzie, więc sprawa pobytu będzie wyglądać nieco inaczej. W ogóle ta
          propozycja się potwierdziła w zeszłym tygodniu, ja jestem kompletnie
          nieprzygotowana, merytorycznie, jakkolwiek. Moje wiadomości o tym co mogę a
          czego nie są zerowe, leżą i kwiczą i machają na dodatek kopytami. Rozpoczęłam
          wstępne oględziny drogą internetową, ale się czuję jak dziecko we mgle. No to
          tyle jeśli chodzi o mój entuzjazm :)
    • masher Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:37
      jak to w zyciu, zwykle decyzje. moze to ci pomoze
      peter20.wrzuta.pl/audio/oWKF519nyv/grzegorz_turnau_-_bylem_w_nowym_jorku
    • enith Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:42
      Landida, a na jakiej zasadzie miałabyś tam wyjechać, bo przecież narzeczonej posiadacza wizy pracowniczej nie przysługuje wiza (tylko małżonkom i dzieciom). Jeśli wyjechać macie w kwietniu to w grę wchodzi wyłącznie wiza turystyczna (maks. pół roku i absolutny zakaz pracy, a także nauki powyżej określonego wymiaru godzin), albo studencka (wymagane dość wysokie nakłady finansowe, w zależności od szkoły). Jeśli studencka to jej załatwianie musisz zacząć w tej chwili (znalezienie szkoły, otrzymanie I-20, wpis do SEVIS, wizyta w konsulacie zajmie sporo czasu).
      • jane-bond007 Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 19:56
        tez tak sie zastanawiam... na dodatek jak dla mnie trochę meczenie
        buły bo skoro masz mozliwosc wziecia dziekanki no i cpe to nie wiem
        juz kompletnie nad czym sie zastanawiasz? tak na marginesie mam cae
        i jestem w szoku ze nie wierzysz w swoje mozliwosci jezykowe... z
        tego co wiem to poziom egzaminow podskoczyl ostatnimi laty wiec tym
        bardziej nie rozumiem...
        dlaczego nie chcesz dac szansy przygodzie?
        ja juz bym byla spakowana :D
      • terazkasia Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 20:10
        Ja też nie rozumiem, w jaki sposób chcesz zorganizować sobie wizę na
        tak długi czas, a poza tym może być tak, że ci po prostu odmówią
        wydania jakiejkolwiek wizy.
      • milla_swans Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 03.02.09, 00:28
        enith napisała:

        > Landida, a na jakiej zasadzie miałabyś tam wyjechać, bo przecież narzeczonej po
        > siadacza wizy pracowniczej nie przysługuje wiza

        Pobieraja sie w czerwcu wiec ona dostanie wize J-2 lub H-4 w zaleznosci od rodzaju wizy przyszlego meza.
        Taka wiza nie zawiera jednak pozwolenia na prace.

        Landida, co do wizy studenckiej, ja Ci radze zapytac dziewczyny na forum Polki w Stanach. Wiele z nich kontynuwalo studia przerwane w Polsce, na pewno knstruktywnie Ci pomoga.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11918
    • tygrysio_misio Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:56
      powiem Ci,ze bylam.. i nigdy w zyciu nie chcialabym mieszkac tam na stale

      ale jakbym miala wyjechac na rok ze swoim facetem to tak... nie dluzej...i to
      tylko pod warunkiem,ze stac by mnie bylo na wynajem mieszkania w ladnej
      okolicy...a nie srodkowego pokoju w subwayu za 300-500dolcow
    • brms Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 18:57
      Wszystko zależy od Ciebie, od temperamentu i umiejętności znalezienia się w
      nowej sytuacji.
      Może być i tak; po kilku pierwszych dniach fotografowania NY i łażenia po
      cudnych księgarniach i kawiarniach czujesz, że zrobiłbyś coś jeszcze, ale już
      nie wiesz co. Tu studia, zlecenia, tam na razie nic i bez punktu, który byłby
      wyjściem. Przecież nie staniesz na ulicy, halo, szukam czegoś. Idziesz na campus
      z postanowieniem odnalezienia pokrewnego kierunku. Chodzisz po nim pół dnia
      (campus jest ogromny) i nawet nie masz pojęcia gdzie zapukać. Próbujesz zapytać,
      ale znając blokadę w mówieniu, namyślasz się nad pytaniem 5 minut, by już na
      początku zrobić w nim błąd. Zapytany jest miły, ale nie wie o co ci chodzi, poza
      tym musi lecieć. Rejterujesz. Po miesiącu czujesz, że to miejsce jak każde inne,
      a nawet gorsze, bo magia nie bierze się z samych budynków. Znajomi też nie
      siedzą na skype całymi dniami, bo tu mają sporo do działania. Twój facet na
      stażu jest coraz lepszy, coraz częściej i z większą pasją opowiada o swoich
      zajęciach, a w tobie rodzi się bunt. Nie możesz się skarżyć, hej przecież jesteś
      w NY.
      Dobre zakończenie: piszesz powieść "Uwięziona w NY" ;)
      Ale może być też zupełnie inaczej, i tylko znając siebie z sytuacji dość
      ekstremalnych możesz zadecydować co jest dla ciebie najlepsze.
      • dirty_pretty_thing Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 22:59
        Ja bym pojechała.

        Szukałabym tam staży, praktyk a nawet wolontariatów - ten wyjazd może być
        również wielką szansą dla Ciebie. Czy nie możesz sobie zrobić jakiegoś niezłego
        portfolio ze zleceń które wykonujesz w Polsce i próbować coś z nim zdziałać na
        miejscu?
        Jakaś praca, zlecenia, nawet za symboliczną kasę, to potem ładnie wygląda w CV,
        a nikt nie musi wiedzieć ile to kogo kosztowało :).


        • marguyu Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 02.02.09, 23:09
          Nie zastanawiaj sie tylko jedz. To takze twoja szansa na poznanie
          innego swiata, innych ludzi i nauczenie sie jezyka. Jestes bardzo
          mloda i studia w pl skonczysz bez problemu po powrocie.
          No i nie odbieraj chlopakowi zyciowej szansy, bo kiedys, nawet przy
          najlepszym charakterze, moze tobie to wypomniec.
          Lata temu wyjechalam z Polski, studiowalam, pracowalam jak wszyscy.
          Od kilku lat jezdzimy po swiecie i w kazdym miejscu mieszkamy
          srednio dwa lata. Wierz mi, to bardzo ciekawe doswiadczenie wiec nie
          marnuj okazji i jedz, jedz i jeszcze raz jedz!!!
          I powodzenia :)

          ps. przyjaciele, jesli sa prawdziwi, to sa na cale zycie. Te
          kilkanascie miesiecy w epoce internetu i skype to zadne rozstanie.
          To samo dotyczy rodziny.
          Jedz!!!
    • shics absolutnie NIE jechac 02.02.09, 23:08
      A to ze wzgledu na to zdanie:

      "Z drugiej, musiałabym zostawić rodziców, przyjaciół, ostatni rok studiów
      przełożyć na później, zostawić moje całkiem intratne zlecenia."


      Nie wolno rozpoczynac kolejnego etapu w zyciu, jezeli jeden etap nie jest
      zamkniety. Dotyczy to studiow. Masz skonczyc studia, zanim wyjedziesz, koniec
      kropka. Wyslij go samego, pomimo tego, ze mozesz go stracic. A jak cie
      interesuja realia to prywatnie na maila.
      • marguyu Re: absolutnie NIE jechac 02.02.09, 23:12
        "Nie wolno rozpoczynac kolejnego etapu w zyciu, jezeli jeden etap
        nie jest
        > zamkniety. Dotyczy to studiow. Masz skonczyc studia, zanim
        wyjedziesz, koniec
        > kropka. Wyslij go samego, pomimo tego, ze mozesz go stracic. A jak
        cie
        > interesuja realia to prywatnie na maila.
        "

        Te klapki na oczach, uszach i na czym sie da nie uciskaja cie zbyt
        mocno?
        Czlowieku, w jakim swiecie ty zyjesz, ze nie wiesz, ze z sekundy na
        sekunde cale twoje zycie moze ulec zmianie na lepsze lub gorsze!
        Chcesz siedziec przykuty do swojego grajdola to siedz ale nie krepuj
        innych. Ile ty masz lat? 125?
      • mala224 moze warto zaryzykować 03.02.09, 12:24
        Ja jakiś czas temu miałam podobny dylemat. Moj narzeczony dostał propozycję
        wyjazdu do Irlandii. Bez wahania zdecydowałam się, ze z nim jadę. Zostawiłam
        studia, rodzinę, przyjaciół. Pierwszy miesiąc w Irlandii przepłakałam, ale byłam
        z nim i to się liczyło. Wychodził rano, wracał wieczorem, a ja sama w domu. W
        tedy myślałam że umrę, zwariuję i żałowałam wyboru. Nie zarabiał tyle ile mu
        szwagier obiecała i jeszcze nas w ciula zrobił bo cała kasę co mieliśmy
        musieliśmy praktycznie na chatę oddawać. Katastrofa, nawet nie mieliśmy na
        bilety powrotne tak nas rodzinka szwagra urządziła. Ale wzięliśmy się w garść,
        wyprowadziliśmy się od nich, ja przez przypadek znalazłam prace i żyliśmy prawie
        przez rok jak książęta. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, za którymi do tej pory
        płaczę z tęsknoty. I co najlepsze przyjaciele z Polski okazali się prawdziwymi
        przyjaciółmi. Rok rozłąki nie zmienił relacji miedzy nami. Zarobiliśmy sobie na
        lepszy samochód i wzięliśmy ślub(moje marzenie od 2 lat). Zaczęliśmy podchodzić
        poważnie do życia, nasz związek się umocnił, a teraz jestem w ciąży. Nigdy bym
        nie pomyślała, ze ten wyjazd da nam tyle korzyści i radości, chodź na początku
        nie było słodko. Nauczyliśmy co to prawdziwa odpowiedzialność i dzielenie się
        kłopotami. Czasem warto wszystko rzucić i spróbować czegoś innego. A studia,
        nawet na nie nie wróciłam i nie żałuję, bo ten kierunek mnie już nie interesuje.
        Mój tato marudzi ciągle o tych studiach a ja nie chcę robić czegoś co mnie nie
        kręci. Teraz chce poświęcić się dziecku i mężowi, a później się zobaczy. Może
        znowu porzucimy życie w Polsce i wyjedziemy w świat.
    • panistrusia Re: Pojechać do tego całego Nowego Jorku? 03.02.09, 00:41
      Byłam w bardzo podobnej sytuacji i...pojechałam.
      Tyle że byłam z jednej strony w lepszej, a z drugiej w gorszej
      sytuacji. W lepszej bo planowaliśmy już dosyć konkretnie ślub, w
      gorszej bo jechaliśmy do kraju, którego języka oboje nie znaliśmy.
      Minął rok, ja w międzyczasie skończyłam studia, nauczyłam się języka
      o tyle o ile (mieszkamy i przebywamy w 'robocie' męża a tutaj
      urzędowymi są angielski i francuski), muszę nieźle kombinować na
      temat tego, co chę robić w życiu (bo niestety ani głód ani chłód mnie
      nie mobilizuje, ale też nie jestem osobą, która chciałaby 'na etacie'
      pracować, wykształcenie mam artystyczne).
      Ani chwili nie żałowałam. Nawet gdy było ciężko, gdy pani z
      sekretariatu na uczelni w Polsce opieprzała mnie za moją
      nieodpowiedzialność (kto to widział pisać pracę magisterską nie
      siedząc w polskiej bibliotece!).
      Wrócić do Polski możesz zawsze, wyjechać niekoniecznie. Tym bardziej,
      jeśli planujesz przyszłość z obecnym narzeczonym - doświadczenia z
      zadomawiania się w obcym kraju mogą być dla osoby, która zostanie w
      kraju zupełnie niewyobrażalne, możecie się 'rozminąć'.

      Nota bene mój szwagier niedawno wyprowadził się do NY, opóźniał
      wyjazd ze względu na studia narzeczonej, potem ślub (inaczej nie
      dostałaby wizy) i pojechali. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia:)
    • dziewice NY - smierdzi gownem n/t 03.02.09, 01:56
      obesrane denne miasto, ktorym podniecaja sie glupie debilki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka