afterglow
04.02.09, 21:11
Szlag mnie trafia po prostu! Dlaczego co chwilę muszę się tłumaczyć ludziom
(oczywiście zazwyczaj kobietom) z tego dlaczego ja i mój mężczyzna nie chcemy
wziąć ślubu. W dodatku mam wrażenie, że tego typu pytania przychodzą ludziom
tak łatwo, jakby to na prawdę był jakiś taki pewnik, że dwoje szczęśliwych
ludzi prędzej czy później ślub wziąć musi.
Moje "po prostu nie chcemy" nie wystarcza, widzę tylko wybałuszone gały i szok
na twarzy i oczekwianie wyjaśnień.
Tego typu pytania, poza tym, że wkurza mnie ogromna siła oczekwiań społecznych
i jedynych słusznych scenariuszy, które za tymi pytaniami stoją, po prostu są
niegrzeczne, bo równie dobrze moglibyśmy nie planować ślubu ze względów bardzo
osobistych, o których się zwykle z osobami na takiej stopie nie rozmawia.
Bo co jeśli nie bierzemy ślubu, bo któreś z nas nie jest pewne? Albo oboje nie
jesteśmy pewni? Albo już się nie kochamy i tylko ciągniemy to bez sensu? itp...
Zawsze też wydaje mi się, że kiedy mówię że nie weźmiemy ślubu, widzę w
oczach pytających pewne współczucie, troskę i przekonanie, że w takim razie to
co jest między nami nie jest mocne, albo to nie to... A może właśnie to co
jest między nami jest tak silne i cudowne, że nie potrzeba nam niczego innego
do szczęścia? Może jesteśmy siebie tak pewni i tak bardzo sobie ufamy, że nie
potrzebujemy żadnego utwierdzania się w tym ani dożywotnich deklaracji.
Na prawdę coraz częściej reagują złością na te pytania i obawiam się że im
będę starsza (teraz mam 26 lat), tym częściej będę je słyszeć.
Czy ktoś ma podobny problem?